POGRZEB ZŁOTA, obrazek z Putinem w tle

chat-dymki
3

      Dlaczego złoto ostatnio wygląda atrakcyjniej?

ponieważ The Economist ogłosił jego „pogrzeb”

Pater Tenebrarum

gold

Na początku maja 2015, brytyjski tygodnik The Economist opublikował felieton odredakcyjny na temat złota, zatytułowany złowieszczo: „Pogrzebane[1]”.  Zamierzaliśmy go skomentować wcześniej, ale jakoś się nie składało.  Uznaliśmy jednak, ze trzeba to mimo wszystko uczynić, i to z kilku powodów.

Po pierwsze, dlatego, że The Economist jest czystej wody publikacją establishmentową. Od czasu do czasu pismo udaje, że wspiera wolny rynek,  jednakże ktoś kto kiedykolwiek przeczytał je uważnie dostrzeże, że 70 procent zawartości poświęcone jest temu, jak  rządy powinny się starać panować/planować centralnie nad gospodarką, reszta zaś dotyczy porad związanych z utrzymaniem i doskonaleniem anglo-amerykańskiego imperializmu. Może trochę przesadzamy, tym niemniej charakterystyka ta znakomicie do pisma pasuje, czyniąc je periodykiem trudno odróżnialnym od Financial Times czy większości innych mainstreamowych publikacji finansowych.

Strony tych pism ociekają keynesistowskimi prawdami obiegowymi głoszącymi, że “rynek jest zawodny”, w związku z tym istnieje potrzeba zapobiegania jego niedoskonałościom”, jak również dostarczania przez rząd “dóbr publicznych” oraz sterowania  gospodarką w kierunku pożądanym przez rządzące elity,  poprzez różnorodne programy podatkowe, mechanizmy subsydiowania, jak i interwencje monetarne.  Rzadko kiedy uda im się zbłądzić poza te schematy, stąd ich poparcie dla wolnego rynku nie wykracza poza slogany drukowane na skrzydełkach okładek książek Miltona Friedmana (n.b. zwolennika banku centralnego, pieniądza papierowego, pozytywizmu w nauczaniu ekonomii, co – zwraca uwagę Hans Hermann Hoppe – było trojańskim koniem jednej z lewicujących szkół ekonomicznych, która w  latach 40. XX wieku chciała w ten sposób uczynić z ekonomii naukę ścisłą[2]). Zbyteczne więc  będzie podkreślenie, że w omawianym artykule chodziło jego autorom o ośmieszenie złota.

Po drugie, celem przypomnienia publikacji The Economist jest zwrócenie uwagi na to, że brytyjski tygodnik ma na swoim koncie szereg innych tekstów, dowodzących, iż jest to pismo wrogie wolnemu rynkowi – przedstawiające rzeczywistość odwrotnie niż jest naprawdę. Jeśli na okładce tygodnika znajdzie się jakiś temat omawiający aktualny trend rynkowy, można być więcej niż pewnym, że przedstawia się go w duchu publikacji z Mirror czy nawet Daily Mail[3]. Jeśli ponadto uczynimy dokładnie odwrotnie w stosunku do tego co w swojej cover story The Economist radzi, istnieje duże prawdopodobieństwo, że ustawimy się dzięki temu finansowo na resztę naszego życia.

Drowning-in-oil-793x1024

Słynnym przykładem jest tu artykuł z okładki pisma, zatytułowany “Utopić się w ropie naftowej” (Drowning in Oil)”, opublikowany w dwa miesiące po tym, jak cena ropy naftowej, po blisko 30 latach wzrostu, a dokładniej w 2 dni po tym, jak osiągnęła rekordowo niski poziom, nieco powyżej 10 dolarów za baryłkę, w którym autor przewidywał, że wkrótce nastąpi kolejny, znaczny spadek ceny ropy do 5 dolarów, a więc 50 procent w dół, za baryłkę. Tymczasem kilka dni po ukazaniu się publikacji cena ropy, po blisko 2 dekadach spadku, zaczęła (i nie przestała przez kolejne prawie 10 lat) rosnąć aż osiągnęła swój rekordowy poziom (blisko 140 dolarów za baryłkę ropy, w czerwcu 2008 roku) ok. 1400 ponad powyżej prognozy tygodnika.

Przez kilka dni z rzędu, najprawdopodobniej z powodu tej publikacji, rynek stał w miejscu, by ruszyć w górę aż do osiągnięcia wzrostu o owe 1400 procent.

 

Jeden z najbardziej niefortunnych artykułów w dziejach The Economist, w którym w marcu 1999 roku tygodnik prorokował, iż w związku z rekordową podażą czarnego złota, bardzo prawdopodobny jest dalszy, tym razem pięćdziesięcioprocentowy spadek cen ropy do poziomu 5 dolarów za baryłkę.

1-WTIC

Chaos i brak sensu

Niestety, złoto nie zasłużyło jeszcze na cover story w The Economist. Mimo to tygodnik poświęcił mu trochę miejsca, chociażby po to, aby ogłosić je martwym (a dokładniej: „pogrzebanym”).

Spieszę donieść, że ilekroć w czasie ostatnich sesji giełdowych napisaliśmy na temat złota coś pozytywnego, już w ciągu kilku następnych godzin odbierane to było jak zwiastun złej nowiny . Dla nikogo nie jest tajemnicą, że nasza wycena, w skali średniej I długiej faworyzuje inwestowanie w złoto. Zapewniam jednak, że w swoich poglądach kierujemy się dużą dozą obiektywizmu, stąd ostrzegamy , że w skali krótkiej do średniej istnieje potencjalne ryzyko spadku ceny i ustanowienia się trendu poziomego. Wprawdzie taki scenariusz wydaje nam się dość mało prawdopodobny (uważamy bowiem, że właśnie teraz złoto jest w długim trendzie spadkowym), to jednak przyznajemy że prawdopodobieństwo nadejścia nowego trendu spadkowego nie jest równe zeru.

Artykuł The Economista o złocie jest typową publikacją „demaskacyjną” z gatunku “post factum”. Życzylibyśmy sobie, żeby taki tekst ukazał się w sierpniu/wrześniu 2011 roku, kiedy obrót złotem odbywał się na poziomie zbliżonym do jego rekordowej ceny.  W obecnej postaci, argumentacja tygodnika  stanowi zlepek chaotycznych myśli, połączonych mało istotnymi argumentami opartymi na błędnych logicznie wnioskach. Zasadniczo chodzi w nim o bicie piany.  Ponieważ jednak niektóre z zamieszczonych w tekście wątków znaleźć można zarówno po stronie zwolenników rynku niedźwiedzia, co i byka, uznaliśmy, że warto ich sens (czy bezsens) przedyskutować .

Artykuł zaczyna się tak:

Niepewność wpływa rzekomo na wzrost ceny złota. Tym razem jednak, ani wstrząsy na Bliskim Wschodzie, ani bóle porodowe, które ogarnęły strefę euro, czy przerażająco luźna polityka monetarna w rozwiniętym świecie nie są w stanie rozświetlić nastrojów zwolenników kruszcowego złota. Po okresie silnego wzrostu w czasie kryzysu finansowego, cena złota opadła do poziomu ok. 1200 dolarów za uncję, o jedną trzecią poniżej rekordowych notowań z roku 2011. Nic nie wskazuje na to, że ten trend miałby się wkrótce odwrócić. “Przeżyliśmy już wszystko co mogłoby być jakąś nadzieją dla złota: niekończący się druk pieniędzy; politykę zerowych stop procentowych (zarówno w skali krótko, jak i długoterminowej), wzrastające zadłużenie, a także wskaźniki zadłużenie zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym….I żadnej cholernej hiperinflacji ani śladu!  Jak to możliwe? – pyta Harry Dent, wydawca newslettera, w swoim niedawnym komentarzu na blogu.”

 

(podkreślenie pochodzi od autora)

 

Dodalibyśmy od siebie, że w przypadku rozwiniętego rynku papierów wartościowych znajdującego się w warunkach rekordowego przeszacowania, w sytuacji gdy obligacje rządowe są na absurdalnie niskim, a nawet negatywnym poziomie rentowności, nie płynie z rynków finansowych, jak dotąd, jakikolwiek sygnał wskazujący na istnienie cienia „niepewności”.  Indeks presji finansowej (stres test), publikowany przez należący do Rezerwy Federalnej bank w St. Louis znajduje się obecnie na najniższym poziomie w historii. A mimo to, jak pisaliśmy wcześniej, złoto niemal nie zareagowało na ostatnie wydarzenia monetarne ze strefy euro[4] . Właściwe pytanie, jakie w tej sytuacji należałoby sobie zadać, nie powinno brzmieć: „dlaczego cena złota utrzymuje się na poziomie o 1/3 niższym od rekordowego”, lecz „dlaczego jest ona wciąż o 400 procent wyższa niż była w 1999 roku?”.
Zdanie mówiące o tym, że „nic nie wskazuje na to, by istniejący trend miał się odwrócić” jest w pewnym sensie odkrywcze. Tak się bowiem zwykle dzieje, że w chwili, gdy trend rynkowy zmienia się naprawdę, nic nie wskazuje na to, by istniejący trend mógł się w ogóle zmienić.  Nie znaczy to, rzecz jasna, że spadek aktywności rynku złota jest nieuchronny. Chcielibyśmy jedynie podkreślić, że sformułowanie użyte przez The Economist doskonale opisuje stan, jaki pojawia się w momencie, gdy następuje zasadnicza zmiana trendu rynkowego.   Dyskutowany powyżej przypadek artykułu o “tonącej ropie” z 1999 roku jest tego znakomitym potwierdzeniem.

2-Financial-Stress-Index-1024x592

Niepewność? Jaka niepewność? Nie ma żadnej niepewności. Indeks presji finansowej jest bliski swoich najniższych w dziejach notowań. Wiara w nieomylność bankierów centralnych i prowadzonej przez nich polityki monetarnej, ze strony uczestników rynku, jeszcze nigdy w historii nie była większa. Powinniśmy właściwie postawić pytanie, dlaczego transakcje na rynku złota są wciąż na tak wysokim poziomie cenowym, a nie dlaczego złoto jest wyceniane poniżej swego piku z okresu kryzysu euro.

Uwaga padająca z ust Harry Denta jest całkowicie słuszna. Gdzież była hiperinflacja, gdy cena złota skoczyła z 250 do 1900 dolarów za uncję? W tamtym czasie nie było przecież ani śladu żadnych oczekiwań inflacyjnych, nie mówiąc o samej inflacji. Czyż miałoby to oznaczać, że do wzrostu ceny złota potrzebna jest wiara p. Denta w hiperinflację? Jeśli tak, powinien się on powstrzymać od komentarzy na temat rynku złota.  Przecież pomimo wzrostu podaży pieniądza w latach 2000-2015 w Stanach Zjednoczonych aż o 265 procent byłoby absurdum uważać, że “hyperinflacja” pojawi się w najbliższym czasie. Prawdopodobieństwo oczekiwań hiperinflacyjnych w ciągu najbliższych kilku lat wydaje się tak niewielkie, że nie powinniśmy sobie nawet zawracać nim głowy.

Problem w tym, że procesy, które w dziejach zakończyły się hiperinflacją zaczynały się w podobny  sposób: dług państwowy urósł do takich rozmiarów, że konieczna była jego monetyzacja przez bank centralny.  Od czasu do czasu proces monetyzacji zwalniał na chwilę po to tylko, aby po niedługim czasie przyspieszyć ponownie. W ostateczności, nadmierna podaż pieniądza przenosiła się z dóbr kapitałowych na konsumpcyjne (naruszając strukturalna integralność gospodarki zniekształcaną przez trwałą ekspansję kredytową). W obecnej chwili wciąż jest możliwe powstrzymanie inflacji przez rząd, potrzebne jest jednak do tego zatrzymanie prowadzonej aktualnie polityki proinflacyjnej.  Pozostawienie tej kwestii bez zmiany doprowadzi niewątpliwie do nagłego zachwiania zaufania publicznego w stabilność pieniądza, (dolara).

Sama “hiperinflacja” rozgrywa się w ciągu kilku krótkich miesięcy i jest “ukoronowaniem” procesu, który trwa zwykle latami, czasem wręcz dekady lat. Dlatego doradzamy Panu Dentowi, aby był cierpliwy.  Hiperinflacja, z dzisiejszej perspektywy nie wydaje się mało prawdopodobna, może się jednak zdarzyć, że przyjdzie taki czas, kiedy prawdopodobieństwo jej pojawienia się będzie duże. Na pewno będzie okazja przekonać się o tym, kiedy już się pojawi.  Do tego czasu bądźmy spokojni, że cena złota może wzrosnąć i to znacznie, pomimo iż wskaźnik inflacji  cen konsumenckich wydaje się być skutecznie poskromiony.

3-Gold-vs.-Inflation-1024x591

 

 

 

 

 

 

Złoto vs. wskaźnik zmian CPI rok do roku. Spadający wskaźnik inflacji (disinflacja) dowodzi tendencji spadkowych na rynku złota, oraz wzrostu stóp procentowych i rosnącej deflacji.

Oto co na ten temat pisze The Economist dalej:

“Największą presję na cenę złota wywiera oczekiwanie, że pod koniec bieżącego roku oprocentowanie pieniądza w Ameryce wzrośnie. Matthew Turner z banku Macquarie mówi, że niskie oprocentowanie pieniądza obniża koszt alternatywny posiadania złota. Wyższe oprocentowanie, przeciwnie, ono podnosi koszt alternatywny trzymania nieoprocentowanego aktywa. Pan Turner uważa, że oczekiwanie wyższego oprocentowania jest już wbudowane w cenę złota; jeśli oczekiwania te nie zostaną szybko zmaterializowane, możemy mieć nawet do czynienia z ożywieniem na rynku złota.”

O ile prawdą jest, że alternatywny koszt trzymania złota jest ważnym czynnikiem wpływającym na cenę kruszcu, o tyle, nominalne wskaźniki oprocentowania nie mają znaczenia. Liczy się tylko oprocentowanie realne. Twierdzenie, że „najsilniejszym czynnikiem wpływającym na cenę złota” jest strach przed poniesieniem odsetek bazowych przez FED jest zasadniczo mitem, choćby nawet p. Turner miał rację mówiąc, że jeśli FED nie podniesie stóp procentowych w najbliższej przyszłości, złoto może się ożywić przynajmniej na krótki czas.  Gdyby nawet Fed podniósł oprocentowanie bazowe o 15 – 20 punktów bazowych, znajdowałoby się ono wciąż na rekordowo niskim poziomie. Co więcej, jeśli oczekiwania inflacyjne wzrosłyby o porównywalny poziom, w kwestii ceny złota nie zmieniłoby to praktycznie nic. Jeśli miałyby ona wzrosnąć szybciej niż wzrost oprocentowania ustanowiony przez FED, wówczas realne oprocentowanie zamieniłoby się w trend wzrostowy dla złota. Chociaż Steve Saville niedawno zauważył, że jeśli przyjrzeć się dokładniej temu, co działo się ze złotem wtedy, gdy cena złota wychodziła ze swego dołka i wzrastała, to – począwszy od 2013 roku – okazywało się, że kiedykolwiek Fed ogłaszał, że zamierza ograniczyć ekspansję kredytową (poprzez jej redukcję, zakończenie QE3) ceny złota, zamiast dalej spadać, niechybnie szły w górę.

Dlaczego tak się działo? Wyjaśnienie tego faktu tkwi w tym, że rynek złota jest z natury rynkiem prącym do przodu, mającym tendencje wyprzedzające. Wyczuwa problemy na długo zanim ktokolwiek je sobie uświadomi. Jeśli przyjrzeć się dokładnie  końcowej fazie mających miejsce niedawno baniek spekulacyjnych na giełdzie, cena złota zawsze przestawała spadać pomimo iż rynek akcji wciąż rósł (niekiedy nawet bardzo ostro), zatrzymując się na jego szczycie. To, co szkodzi “aktywom ryzykownym” bywa dla złota łaskawe.  Wiele ludzi kupuje złoto jako formę “ubezpieczenia” (nawet Ray Dalio[5] posiada znaczną część swego osobistego portfela inwestycyjnego w złocie, o ile można wierzyć jego wypowiedziom na ten temat opublikowanych na forum CFR[6]).  Ludzie ci reprezentują stały strumień popytu, który jest zwykle wspierany przez silny strumień rezerwowy, mający tendencję nasilania się w momencie, gdy zaczyna się głośno mówić o bańkach spekulacyjnych pojawiających się coraz częściej na innych rynkach. Krótko mówiąc, ponieważ pewna część uczestników rynku widzi w nadchodzącej bańce spekulacyjnej zagrożenie, kupuje złoto, w konsekwencji czego pojawia się tendencja do wzrostu ceny złota.

Aby należycie zrozumieć motywację nabywców złota, a także tych, którzy złoto trzymają w formie lokaty, nie sprzedając go po obecnych cenach, wystarczy oszacować nasz własny popyt na złoty kruszec, włącznie z popytem rezerwowym, i zastanowić się co go motywuje. Czy my byśmy sprzedali dzisiaj złoto kruszcowe? Absolutnie nie. Z jakiego powodu? Uważamy, że odbywające się w ostatnich latach eksperymenty monetarne w wykonaniu banków centralnych są niezwykle groźne. Co więcej, uważamy, że większość świata zachodniego znajduje się w stanie ograniczonej, czy wręcz „udawanej wypłacalności”.

Rozpoczyna się gigantyczna wojna o zaufanie ludzi. Główni jej uczestnicy wciąż udają, że skarbce rządowe znajdują się w jak najlepszym porządku, że w równie dobrym nastroju są ich systemy bankowe. Nam jednak wydaje się, że rzeczywistość jest w znacznie poważniejszym stanie. O ile wciąż mamy dużo wiary w zdolność generowania bogactwa ze strony resztek „tego, co nam pozostało po wolnym rynku”, o tyle mamy poważne obawy, że nie wystarczy to, aby zapobiec katastrofie.

W dniu, w którym odpowiednio duża liczba ludzi przestanie udawać, znajdziemy się na rozdrożu: albo większość świata podąży “drogą cypryjską[7]”, albo doświadczymy prawdziwej hiperinflacji.  Jedno i drugie wyjście będzie porażką. Czy w takiej sytuacji istnieje jakiś sposób, aby uchronić się od takich, a nawet  mniej apokaliptycznych konsekwencji gospodarczych i finansowych? Jeśli ktoś zna lepszy pomysł od złota, niech nam go przedstawi, będziemy wdzięczni.

Oto co pisze dalej The Economist:

“Na złość producentom złota, nie mogło się to zdarzyć w gorszym czasie. Nikolai Zelenski, szef spółki Nordgold, która wydobywa złoto w Afryce oraz w byłym Związku Sowieckim mówi, że połowa producentów złota ma negatywny bilans księgowy. Niektórzy są na domiar złego potwornie zadłużeni.  Jeśli cena złota nie wzrośnie, jego produkcja może spaść w skali niespotykanej od dwóch ostatnich wojen światowych”.

To, rzecz jasna nie ma większego wpływu na cenę, ale przypomnijmy sobie, że przecież producenci złota mimo wszystko przeżyli jakoś nawet głębszy rynek niedźwiedzi w latach 1980 – 1999. Powiem więcej, ich produkcja w tamtym okresie gwałtownie wzrosła. Pan Zelenski wydaje się zapominać , że krańcowe wartości dla górnictwa złota mają charakter dynamiczny. Zależą one nie tylko od ceny złota, lecz także od kosztów jego produkcji.

The Economist pisze dalej:

“Spekulanci kruszcowym złotem są nadspodziewanie optymistyczni. Cena kruszcu kwotowana jest w dolarach, więc to, że jest wciąż stabilna zawdzięcza złoto rosnącej cenie dolara amerykańskiego (w ten sposób staje się ono droższe dla nabywców płacących w innych, niż dolar, walutach) jest powodem do optymizmu.”

Przy cenie jednostek funduszy inwestujących w złoto kruszcowe dyskontowanej na poziomie 10 procent poniżej swej ceny księgowej (NAV), mamy wątpliwości odnośnie rozmiarów i znaczenia tego argumentu o „nadspodziewanym optymizmie”. Anegdotyczne dowody sugerują, że większość traderów złotem kruszcowym jest w najlepszym razie sfrustrowana. Co nie znaczy, że na twarzach niektórych z nich nie pojawiają się „bycze uśmiechy” świadczące jednak o optymizmie. Uzasadnia je sztywna, stabilna cena złota, i to pomimo rosnącej wartości dolara.

“Po ostrym spadku wywołanym częściowo przez kampanię antykorupcyjną, chińscy konsumenci znowu kupują złoto. Podobnie jest w Indiach; na największym w świecie rynku złota, zwłaszcza po tym jak rząd zdjął sankcje nałożone w ubiegłym roku na import, złoto znajduje się w fazie rui.”

To jedne z często cytowanych przez spekulantów złotem argumentów: patrzcie, ile Chiny importują złota!

W najlepszym przypadku jest to argument peryferyjny, mniej więcej na równi, jak chodzi o znaczenia, z wahaniami wielkości wydobycia złota.  Złoto nie jest towarem (surowcem) przemysłowym, złoto jest towarem monetarnym (wyjaśnienie różnic między tymi dwoma terminami znaleźć można w naszym poprzednim tekście zatytułowanym „Misconception about gold”[8]). Z chwilą, gdy złoto zostaje przetransportowane z magazynów COMEX[9]  do magazynów w Szanghaju, nie mamy do czynienia ze zjawiskiem wzrostowym (bullish), lecz ze zjawiskiem nijakim. Stwierdzając to, wierzymy jedynie, że chińscy inwestorzy mogą w przyszłości odegrać rolę w jakimś zdarzeniu, którego możemy się spodziewać za kilka lat. Jest to jednakże tylko spekulacja.
Twierdzenie, że „złoto znajduje się w rui[10]” jest wyłącznie kwestią perspektywy.  Pewne jest, że jak chodzi o rynek euro czy jena znajduje się ono znowu w fazie byka, podczas gdy na rynku dolara porusza się w trendzie bocznym. Sytuację aktualną ilustruje poniższy wykres. Zwróćmy uwagę, że zarówno w euro jak i jenach trudno wręcz nie dostrzec, że mamy do czynienia z podręcznikowym przypadkiem sięgania dna.   Jak widać, The Economist nie stracił swego „czarodziejskiego wpływu” ma rynek, gdyż od czasu ukazania się publikacji cena złota wzrosła, i to również w dolarach, o 45 dolarów. To, czy uważamy, że złoto znajduje się w rui, czy nie, zależy wyłącznie od tego, gdzie akurat rezydujemy. Chyba, że może drukowanie euro w strefie euro, i jena w Japonii wpłynęło mimo wszystko na cenę złota?

The Economist pisze dalej:

“Jednym z powodów może być to, że inwestorzy mają w dzisiejszych czasach dużo różnych alternatyw.  Skromny obywatel, który stracił zaufanie do swego własnego pieniądza może kupić całą masę aktywów począwszy od pojedynczych akcji aż po bitcoina. Laurence Fink, przewodniczący firmy inwestycyjnej Black Rock, największej na świecie firmy zarządzającej aktywami, powiedział w marcu 2015, że „złoto straciło swój blask”, a powodem tego był szeroki dostęp inwestorów do nieruchomości, a także do rynku współczesnych dzieł sztuki. “Globalne rodziny mają dzisiaj większy dostęp do rozsianych po świecie zasobach materialnych”.

Rzecz jasna, przewodniczący firmy Black Rock jest w konflikcie z przewodniczącym firmy Bridgewater, która jest jedną z “największych na świecie firm zarządzających zasobami”. Sądząc po tym, co powiedział Fink, można mieć wątpliwości czy zna się on na inwestowaniu w złoto. A akcje czy bitcoiny? Nieruchomości albo sztuka współczesna? Trzy z czterech klas tych aktywów znajdują się w fazie bańki spekulacyjnej, której stan zależy od zaufania, jakim jest obdarzana. Czwarta zaś, akurat pęka; cena bitcoina spadła właśnie z $1,200 do niewiele ponad $200. Jeśli zatem ludzie widzą w tej “wolnej walucie” alternatywę dla złota, jest to – delikatnie mówiąc – dość kiepska alternatywa. Prawdą jest, że choć wszystkie te cztery klasy aktywów współzawodniczą ze złotem, robią to w dość ograniczonym zakresie. Nazywanie nieruchomości, dzieł sztuki współczesnej, czy akcji alternatywą dla inwestycji w złocie jest mylące. Ludzie poszukują złota wtedy, gdy wymienione klasy aktywów przestają ich interesować, czyli nie są już dla nich żadną alternatywą. One są jego zaprzeczeniem.

5-Bitcoin

 

 

 

 

 

Bitcoin – bańka, która właśnie pękła. Waluta może jednak wrócić do swych rekordowych poziomów,

co przepowiedzieliśmy w innym artykule[11].

Złoto znajduje się obecnie w stanie uśpienia wyłącznie dlatego, że ludzie są przekonani, iż płacąc absolutnie absurdalne ceny za kupowane przez siebie dobra umiarkowanego ryzyka (ostatnio np. sprzedano obraz Gauguina za rekordową cenę 300 milionów dolarów – co wskazuje na to, iż pewne sektory gospodarki już teraz podlegają presji hiperinflacyjnej) niewiele ryzykują. Równocześnie, z faktu że wspomniane bańki spekulacyjne urosły w różnych częściach świata do tak przesadnych rozmiarów (w pewnych rejonach istnieją zapierające dech w piersiach bańki na rynkach nieruchomości, które nieuchronnie gonią podobne bańki na rynku współczesnych dzieł sztuki i papierów wartościowych) wynika, że jednak trzymanie złota jako formy ubezpieczenia ma głęboki sens.

Złoto kruszcowe jest jak pieniądz, mimo iż w sensie stricte pieniądzem nie jest. Nie służy przecież za powszechny środek wymiany. Jednakże rynek “wie”, że złoto byłoby pieniądzem, gdyby rynek był wolny, dlatego właśnie traktuje je jak pieniądz. Wypowiedź p. Finka jest kolejnym błędem logicznym. Ludzie mieli możliwość kupna akcji i dzieł sztuki współczesnej także w latach 2000 – 2011, a mimo to złoto w tym czasie było bardziej preferowaną lokatą, ponieważ zaufanie w tym okresie często zawodziło.

gauguin1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obraz Gauguina “czy wyjdziesz za mnie?” – niewątpliwie piękne dzieło sztuki,

ale żeby płacić za nie 300 milionów?! To chyba przesada.

W końcu, The Economist nie może się powstrzymać od zadania ostatniego cięcia, informując nas, że jedynymi nabywcami złota są dziś, ten potwór, Vladimir Putin, oraz jego moskiewska ferajna. Dlaczego akurat oni kupują? Bo albo są idiotami, albo kupowaniem złota zajmują się wyłącznie łupieżcy i mordercy – niepotrzebne wykreśl:

“Głównym odstępstwem od dominującego trendu jest Rosja, gdzie poważnym nabywcą złota jest bank centralny. Dzięki niemu w okresie od 2005 roku zasoby rezerw złota uległy potrojeniu. Tylko w marcu 2015 bank centralny zakupił 30 ton złota, podnosząc stan rezerwy żółtego kruszcu do poziomu 1,238 ton. Rosnące zapasy złota nie są odzwierciedleniem wiary Kremla w prosperity na rynku złota, lecz raczej  jego stosunku do amerykańskiego dolara. Mimo niekwestionowanych zalet Włodzimierza Putina, większość inwestorów nie traktuje go jako własnego doradcy finansowego”.

Po pierwsze, ani the Economist, ani nikt inny nie jest w stanie należycie ocenić kwalifikacji Putina jako „doradcy finansowego”. Rosyjski bank centralny może mieć bardzo dobry powód kupowania złota. Sam Alan Greenspan powiedział kiedyś, że złoto jest jedyną formą płatności, którą zawsze wszyscy akceptują. To on odradzał Departamentowi Skarbu sprzedaż swych zasobów żółtego metalu, tłumacząc że w sytuacjach skrajnych może się okazać, że posiadanie złota będzie wyjątkowo korzystne. Naszym zdaniem, głównym motywem kupowania złota przez rosyjski rząd są względy strategiczne. Trudno bowiem przypuszczać, by rząd zastanawiał się jakie będą trendy cenowe na rynku złota za tydzień, miesiąc czy za rok.

Po drugie, z faktu, że rosyjski bank centralny jest jednym z kilku większych oficjalnych nabywców złota nie wynika wcale, że p. Putin został przezeń wynajęty jako dorada finansowy  do transakcji na rynku złota. Zresztą zachowanie rosyjskiego banku centralnego ma na cenę złota na światowym rynku złota wpływ niewielki. Ilość złota, jaką rosyjski bank centralny kupuje w ciągu roku odpowiada wolumenowi obrotów giełd w Londynie i Zurichu w ciągu kilku godzin jednego dnia operacji. W stosunku do całości wolumenu obrotów złota jest to symboliczny orzeszek.

Chcemy wreszcie przypomnieć, jak Bloomberg, inne przesadnie etatystyczne medium finansowe, które okazuje złotu lekceważący stosunek przy każdej okazji, usiłowało przestraszyć gorzej poinformowanych potencjalnych nabywców złota, utrzymując ich w przekonaniu, że rząd rosyjski jest zmuszony sprzedawać swe rezerwy złota![12] Jak dotąd to my mieliśmy rację, nigdy jednak nie wiadomo do końca, tym bardziej, że naszym „doradcą finansowym” jest p. Putin.

putin

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Włodzimierz Putin, doradca finansowy.

Image via ilbe.com

Konkluzja

Krytykowanie the Economist sprawia nam, rzecz jasna, przyjemność, jednakże głównym motywem, dla którego podjęliśmy się analizy stanowiska wyłożonego w artykule redakcyjnym pisma była chęć pokazania, że na rynku złota panuje wiele nieporozumień. Co więcej, biorąc pod uwagę nieszczęsny dorobek pisma wskazujący na tendencję do przepowiadania sprzecznego z rzeczywistością, może się okazać, że tekst ten wbrew woli autorów okaże się jednak dla rynku złota pożyteczny. Mimo to nie obiecujemy sobie po nim zbyt wiele. Gdyby to była cover story, doradzalibyśmy wszystkim zadłużyć swoje domy i wynająć potężne schowki na sztaby złota. Zanim do tego dojdzie, uważamy, że złoto – jak chodzi o swoje fundamenty – pozostaje neutralne, przy pewnych wskaźnikach zmierzających do poprawy, innych zaś nie. Jednakże, wydaje nam się, że w chwili, gdy cena spadnie poniżej 1200 dolarów za uncję popyt może wzrosnąć. Technicznie, wyceniane w dolarach, pozostaje neutralne; znacznie bardziej zachęcająco przedstawia się jego wizerunek gdy chodzi o strefę euro i jena. Być może jest to dowód, że The Economist udało się mimo wszystko wywołać odpowiednie skojarzenia. Poczekamy, zobaczymy…

 

Pater Tenebrarum

 

opr. jmf

 

 


[1] The Economist, 2 maja, “Buried”, podtytuł: Russia is buying gold, but few others. Zobacz: http://www.economist.com/news/finance-and-economics/21650189-russia-buying-gold-few-others-are-buried.

[2] Autor niniejszego eseju zapomniał o friedmanowskiej pogardzie dla standardu złota oraz ogromnej aktywności noblisty w zwalczaniu go w latach 70. ub. stulecia i później, nie mówiąc o wynalezieniu przez pro. Friedmana tzw. przedpłaty na poczet podatku dochodowego (chodzi o automatyczne potrącania z góry kwoty zaliczki podatkowej), co odwróciło uwagę podatników od jego szkodliwości i dolegliwości. (Jeśli nie podano inaczej, wszystkie przypisy pochodzą od Fijorr Publishing).

[3] Brytyjskie/irlandzkie tabloidy.

[4] Mowa o polityce ekspansji kredytowej (druku pieniądza), mającej wywołać inflację, a tym samym osłabić siłę nabywczą waluty europejskiej (euro). Jak wiadomo ekspansja ta doprowadziła do obniżenia się parytetu euro w stosunku do dolara z poziomu w okolicach 1,5 dolara za euro, do parytetu 1 euro za dolar. Cena złota, mimo takiej zmiany warunków nie zmieniła się.

[5] Wpływowy biznesmen i inwestor, założyciel i prezes znaczącej amerykańskiej firmy inwestycyjnej Bridgewater Associates. To on miał się wyrazić niedawno, że „ktoś kto nie ma w swoim portfelu inwestycyjnym złota nie zna historii, albo nie zna ekonomii”.

[6] CFR, Council on Foreign Relationship, amerykański think tank zajmujący się oceną i prognozami na temat polityki międzynarodowej.

[7] Jak wiadomo cypryjskie banki, w obliczu problemów z wypłacalnością po prostu skonfiskowały znaczną część depozytów swoich klientów, i to bez żadnego odszkodowania.

[8] Patrz: Acting Man, 16 lutego 2015. http://www.acting-man.com/?p=35868.

[9] Comex, czyli Commodity Exchange Inc. nowojorska filia chicagowskiej giełdy towarowej, specjalizująca się w złocie i kontraktach terminowych w złocie.

[10] Znaczy to, że posiadania czy to złota, czy akcji kopalni złota jest stresujące i podlega wielu negatywnym emocjom.

[12] Zobacz tekst Patera Tenebrarum, zamieszczony na blogu http://www.acting-man.com/?p=34615, a zatytułowany: Will There be Forced Oficial Sellers of Gold?

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Paweł pisze:

    Bardzo rzetelny artykuł. Miło od czasu do czasu przeczytać merytoryczny a jednocześnie świetnie napisany tekst. Czyta się świetnie jak książkę Griffin’a „Finansowy potwór z Jekyll Island”. Tak trzymać!

  2. SWid pisze:

    „Jeśli ponadto uczynimy dokładnie w stosunku do tego co w swojej cover story The Economist radzi”
    Chyba zabrakło słowa „odwrotnie”. Jeśli tak to proszę poprawić i usunąć mój komentarz….

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Już poprawione. Dziękuję!

    jmf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *