Zwiastun zagłady

chat-dymki
11

images (2)

Wszystko wskazuje na to, że Ojciec Święty padł ofiarą ignoranta przepojonego heretycką wizją świata, w najlepszym przypadku szaleńca. Co więcej, fakty wskazują na to, że papieski doradca ds. naukowych, Hans Schellnhuber nie jest nawet katolikiem. Wiara, którą wyznaje to mieszanina panteizmu i ateizmu, której bogiem jest Gaja, Matka Ziemia.

Oburzenie

Światowe media grzmią od komentarzy poświęconych ostatniej encyklice papieskiej. Wbrew panującej w Polsce ciszy[1] na ten temat, bo trudno traktować jako racjonalne, kilka wypowiedzi przedstawicieli środowiska ekonazistów czy aktywistów od eugeniki, encyklika wywołała, i to zwłaszcza w środowisku ludzi wierzących, a także życzliwych Kościołowi i Watykanowi, duże zaskoczenie, czy wręcz zażenowanie. Siłą rzeczy zaczęto drążyć przyczyny tak ekstremalnego, żeby nie powiedzieć, nieuzasadnionego pesymizmu Głowy Kościoła w kwestiach przyszłości Ziemi i człowieka. W ten sposób media natrafiły na osobę Hansa Schellnhubera, watykańskiego doradcy ds. nauki.

Jak już wspominałem wcześniej, p. Schellnhuber nie tylko nie jest z wykształcenia ekologiem, ale co gorsza, nie jest w ogóle naukowcem. Wprawdzie w swoim CV wymienia jako swój dorobek prace badawcze w dziedzinie fizyki kwantowej, sam jednak przyznaje, że mechanikę kwantową porzucił wiele lat temu. Czym się zajmuje od tego czasu? Troską o losy planety – twierdzi jeden z dzienników włoskich. Nie wiadomo, czy jest to sarkazm, czy wątpliwa ironia. Schellnhuber ma bowiem na swym koncie takie osiągnięcia, jak twierdzenie, że Ziemia została przewidziana jako miejsce do życia najwyżej dla 1 miliarda ludzi. Co zrobić z istniejącą nadwyżką? Tego doradca papieski nie precyzuje, ale znając postulaty środowiska ortodoksyjnych miłośników Ziemi i natury (patrz: Jamie Whyte, Oszuści, czy ignoranci, Fijorr Publishing Warszawa 2015) w tym także zwolenników kontroli urodzeń, odpowiedź jest jednoznaczna. W trosce o własne Zbawienie nie będę jej nawet explicite podawał.

images

Innym poważnym osiągnięciem Schellnhubera jest prognoza odnośnie stopienia się powłoki lodu na Grenlandii, co miało nastąpić przed rokiem 2015[2]. Pan Schellnhuber osobiście nadzorował ankietę zwiastujących kataklizm „uczonych”, którzy mieli ostrzec Ziemian przed grożących im kataklizmem. Sprawa nie dotyczy jakiejś zamierzchłej przeszłości. Ankieta i sformułowane na jej podstawie wnioski miały miejsce zaledwie 11 lat temu. Co za odwaga, żeby nie powiedzieć, tupet wieszczyć coś takiego, nie tylko nie mając na to żadnych dowodów naukowych, nie tylko ignorując pokorę badawczą, ale wręcz dezawuując istniejący materiał doświadczalny i teoretyczny, który już 12- 14 lat temu wskazywał na coś wręcz odwrotnego.

Konsekwencją takich czarnych, najczęściej histerycznych i niczym nie uzasadnionych scenariuszy jest zaciskająca się coraz silniej pętla fiskalna; rządy pod pretekstem/pozorem ochrony środowiska nakładają coraz to nowe podatki, czy regulacje hamujące rozwój gospodarczy, tym samym utrudniające życie zwykłym ludziom. Najświeższym przykładem jest parafowany przez polski rząd tzw. pakiet klimatyczny, w którym zakazuje się (praktycznie) wydobycia w Polsce węgla, zaś dopuszczalna ilościowa emisja dwutlenku węgla – jak żartują fachowcy – zmusi ludzi od ograniczenia oddychania. Jak to wpłynie na dobrobyt Polaków, nie ma wątpliwości.

Zagraża nam Ziemia

Wspomniany wcześniej, Jamie Whyte, zwraca uwagę, że argumenty i poglądy propagowane przez środowisko ludzi spod znaku Matki Ziemi czy innych tego typu pseudoteorii nie mają wiele wspólnego z obiektywną nauką. Głównym filarem wspierającym te złowieszcze prognozy są interesy środowiska ekologów, których gwarantem jest establishment polityczny i rząd – wykorzystujące je do celów polityki fiskalnej i kolejnych regulacji.

Fundamentem intelektualnym (intelektualnym?) środowiska, z którego wywodzi się doradca Ojca Świętego jest antykopernikowskie przekonanie, że źródłem wszelkiego życia we Wszechświecie jest Ziemia będąca centrum samoregulującego się systemu życia. Jednym z elementów tego systemu jest zarządzanie klimatem. Jedynym atrybutem naukowym tej powstałej mniej więcej 40 lat temu teorii jest fakt, że jej twórcami byli naukowcy: chemik brytyjski, James Lovelock, który się z niej z czasem wymiksował[3], oraz mikrobiolog,  Lynn Margulis.

Determinizmowi tej teorii, zwanej Zasadą Gaji, przeczy samo doświadczenie, naoczna obserwacja tego, co się wokół nas dzieje. Z faktu, że w Nowej Anglii panowała ostra i śnieżna zima nie wynika jeszcze, że doszło do zmiany klimatu. Nie świadczą o tym nawet dwie zimy pod rząd, ani nawet 25 zim pod rząd. To nie musi być nawet prawidłowość, to może być zawirowanie, przypadek, wypadek. Znajoma krupierka z Las Vegas opowiadała mi o przypadku, gdy pewnego dnia “parzyste” wyszły jej na ruletce 254 razy pod rząd, a przecież powinno ich być – parzystych i nieparzystych – połowę jednych, i połowę drugich.

Zasada Gaji głosi ponadto, że Matka Ziemia (Braćmi Gaji są: Ogień i Słońce, Siostrą zaś Woda) jest żywa. Wprawdzie św. Franciszek z Asyżu użył podobnej terminologii w swej pieśni chwalącej Boga, ale to była poezja, alegoria, która prostemu ludowi miała wieki temu ułatwić zrozumienie wielkości Boga. Wg Zasady Gaji, nie tylko że na Ziemi panuje życie, ona sama jest żywą istotę. Równą Bogu? Od niej wszystko się zaczyna. Ona jest Współtwórcą Wszechświata. Ta żywa Ziemia (to, co piszę nie jest ani żartem, ani ironią, to jest – zdaniem twórców tej teorii, a także jej wyznawcy: Hansa Schullnhubera – realny byt) mimo iż godzi się nosić na sobie człowieka, ma już naprawdę dość jego wybryków.  Protestuje. Gniewa się. Nawołuje do rozsądku.

Jakby tego było mało, ta na poły boska Ziemia, to pogański bożek, bliższy mitologii, panteizmowi niż nauce. Nie ma też nic wspólnego z religią.

Od takich zasad do wniosków zwiastujących zagładę Ziemi już tylko krok. Nie potrzebne są jakieś badania, dowody naukowe; wystarczy ślepa wiara, a raczej niewiara. Jak się nie opamiętamy, to zginiemy. Nie zgadzasz się z tą wizją? Tym gorzej dla ciebie. Co to znaczy opamiętamy? A no musimy obniżymy liczbę mieszkańców Ziemi o 84 procent, do 1 miliarda – odpowiada kapłan Ziemi, Hans Schellnhuber, wycinając bezpardonowo z watykańskich kręgów osoby mające inne niż jego zdanie. Strasząc nas ustami papieża, że jak nie uczynimy tego, co proponuje, to zginiemy. Człowiek zainfekował Ziemię (to są wszystko twierdzenia Schellnhubera)[4], w efekcie infekcji mamy wichry, powodzie, trzęsienia ziemi, zagrożony jest cały Wszechświat!

images (1)

Jak to możliwe, że taki człowiek ma posłuch w środowisku watykańskim? Co on ma wspólnego z religią katolicką? Czy choćby z chrześcijaństwem? Jak to możliwe, że ktoś taki w ogóle dostał się do Watykanu, stał się doradcą Głowy Kościoła? Tylko niech mi nikt nie wmawia, że umieściła go tam wszechmocna, boska Matka Ziemia.

Jan M Fijor

P.S. Niedawno Hans Schellnhuber ostrzegł Ziemian, że z chwilą przekroczenia populacji 9 miliardów nasza planeta…wybuchnie. Jeśli nie zaczniemy myśleć i protestować przeciwko takim zwiastunom, znikniemy z powierzchni Ziemi dużo wcześniej. Po prostu wymrzemy z głodu.

 


[1] Wytworzyła się sytuacja patowa: środowiska ateistyczne, niechętne Kościołowi nie chcą papieża chwalić, środowiska katolickie, nie chcą Ojca Świętego ganić.

[2] Zobacz: http://nsidc.org/greenland-today/

[3] Zobacz: http://www.nationalreview.com/corner/374593/gaia-retreats-environmentalist-has-second-thoughts-john-fund

[4] Zobacz: http://www.nature.com/nature/journal/v402/n6761supp/full/402c19a0.html

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. elemelek pisze:

    Ludzi jest już za dużo, a środowisko jest skażone. To jest fakt. Szczególnie dotyczy to Azji. Kontrola urodzeń, która objawia się w Chinach przez politykę jednego dziecka, jest dobrym pomysłem. Niedługo w sąsiednich Indiach, które mają znacznie mniejszą powierzchnię, będzie więcej ludzi niż w ChRL. Wycinka lasów pod uprawy, wyjałowienie gleb, pustynnienie, eksterminacja całych gatunków, dalej skażenie środowiska pestycydami i nawozami. To tylko problemy podstawowe związane z rolnictwem. Przemysł dokłada dalsze cegiełki do tej machiny zniszczenia. Zatrucie wód, gleb, powietrza. W samych chińskich miastach jest taki smog, że nie pozwala się dzieciom wychodzić na ulicę. Gospodarka odpadami, która ogranicza się w większości do dosypywania kolejnych porcji na wysypisku. Oceany skażone ropą, promieniowaniem, metalami ciężkimi. Ryby morskie, szczególnie drapieżniki szczytowe jak tuńczyki czy rekiny są naszpikowane truciznami jak metylortęć. Dalej idzie energia atomowa. Sama w sobie dobra, ale w przypadku błędów ludzkich, czy z winy zjawisk naturalnych może prowadzić do katastrofy, co pokazuje Czarnobyl i Fukushima. W przypadku tej ostatniej można mówić o totalnej katastrofie. Cała północna półkula została skażona promieniowaniem. W Europie odkryto wielokrotne przekroczenie obecności izotopów promieniotwórczych. Najgorzej oberwała Norwegia, co jest związane z cyrkulacją powietrza. Na Litwie odkryto nawet pluton w powietrzu. Szacuje się, że sytuacji nie opanuje się przez najmniej 40 lat, a kolejny wybuch może doprowadzić do eksterminacji życia na północ od równika. Dawki promieniowania zostaną przekroczone 1000 krotnie. Następna rzecz to problem z przechowywaniem odpadów nuklearnych. Nikt nie chce ich u siebie. Granit jak się okazuje przepuszcza syf do wód głębinowych, co w przypadku podwodnego cieku nie wróży zbyt optymistycznie. Niekuniknione są wojny o zasoby naturalne. Ropa, gaz, metale ziem rzadkich, ale w przyszłości także piasek i WODA pitna. Świat zmierza do katastrofy przez nasz głód.

    Dront dodo czy krowa morska są symbolami, do czego prowadzi ludzka chciwość i niepohamowany apetyt.

  2. marcinach pisze:

    No ładnie – doradca papieża jest gnostykiem. Oczywiście mam na mysli pojęcie gnozy jakie stosował do historii idei politycznych Eric Voegelin, przyjaciel Misesa i Hayeka (uczestnik prywanych seminariów) z czasów wiedeńskich. No cóż my na to? Lord Acton, żarliwy katolik i klasyczny liberał, przestrzegał przed dogmatem nieomylności papieża… Tuż przed Franciszkiem papierzami byli ludzie dużego formatu: św. Jan Paweł II i Benedykt XVI. Teraz mam wątpliowści, a to niezbyt dobrze. Zobaczymy co czas pokaże.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Ja zawsze proponuje zacząć od siebie. Może niech pan zastrzeli kogoś z rodzeństwa, tak aby dostosować się do wymogów chińskiej polityki jednego dziecka.
    Gdyby pan nie miał rodzeństwa, to proponuję zastrzelić jakiegoś wujka lub/oraz ciotkę. A może pan ma własne dzieci. Nie daj Boże dwójkę albo trójkę!
    A potem, jak już zmniejszy pan populację planety, zastanowić się, czy lepiej żyje się nam dzisiaj, czy może naszym rodzicom, kiedy populacja
    globu nie przekraczała 4 mld osób. Potem sprawdzi pan statystyki umieralności 50 lat temu i dzisiaj, statystyki dochodu, stopy życiowej i dojdzie pan sam do wniosku,
    czy to pan napisał powyżej ma jakikolwiek sens.

    Ukłony

  4. elemelek pisze:

    Rozumiem, że tylko ten fragment mojej wypowiedzi Pana poruszył. Poza tym co to za odwracanie kota ogonem. Ja nie mówię żeby zabijać ludzi, tylko ograniczyć urodzenia. W Polsce akurat jest coraz mniej ludzi. Problem dotyczy głównie krajów trzeciego świata i rozwijących się. W całym bloku wschodnim rodzi się bardzo mało dzieci, bo ludzie nie chcą petryfikować biedy. Akurat prawie zawsze jest tak, że z biednej rodziny ciężko coś osiągnąć. Nawet geniusz z iq 200+ może sobie nie radzić. Ludzi z wysokim iq są podatni na depresję i choroby psychiczne. Gdyby Pan mieszkał w kilka osób na 30m² przez wiele lat, to by Pan zrozumiał o czym mówię. Richard G. Rosner czy Christopher Michael Langan to najbardziej znane przypadki. Proszę sobie wyobrazić co czują ludzie w Bangladeszu, Somalii, Indiach. Akurat Bangladesz niedługo wraz z postępującym ociepleniem klimatu dozna nirwany. Prawie cały teren tego ludnego kraju znajduje się zaledwie parę metrów nad poziomem morza, rozległa nizina…

    Z całą resztą Pan nie polemizuje, bo się zgadza. Niestety prawda często jest ciężka do zaakceptowania…
    Proszę zobaczyć co rewolucja przemysłowa zrobiła z Wielkiej Brytanii. Całkowicie wycięli lasy. To samo trwa w najlepsze na olbrzymich połaciach Brazylii. Jeśli ma Pan za nic ekologię, to proszę pomyśleć, że lasy tropikalne są panaceum na wszystkie choroby. Codziennie trwa eksterminacja kolejnych endemicznych gatunków roślin, które mogłyby posłużyć za bazę pod nowe leki. Jeśli rozwój, to tylko zrównoważony i odpowiedzialny społecznie, i ekologicznie.

  5. elemelek pisze:

    Poza tym komu żyje się lepiej? Może garstce ludzi. Proszę sobie wyobrazić, że kilkadziesiąt lat temu rodziny miały dużo większe mieszkania niż dzisiaj. Dzieci co roku wyjeżdżały na kolonie i z rodzicami. Dziś mało kogo na to stać. Miliony dzieci w Polsce są niedożywione lub wręcz głodują. Że niby jest masa aut na ulicach? Proszę się przyjrzeć co to za pojazdy. Kilkunastoletnie gruchoty albo i lepiej, które trują powietrze a stając na chwilę zostawiają kałużę oleju. Wystarczy pójść na pierwsze lepsze osiedle i widać jak brudne są aleje. Edukacja? Ludzie kończą kierunki teoretycznie ekstra jak nanotechnologia, biotechniologia, fizyka, chemia materiałowa i nie mają pracy, bo przemysł w tym kierunku nie istnieje. Ludzie po farmakologii kończą w aptekach. Ba, nawet nie ma przemysłu w ogóle. Dobrze to się powodzi coraz większej rzeszy informatyków. Tylko dlatego, że działają globalnie, bo przy obsłudze rodzinnego biznesu nie związaliby końca z końcem. To są oficjalne dane.

  6. elemelek pisze:

    Nie miliony, ale setki tysięcy dzieci. Zagalopowałem się.

  7. Paweł Drożniak pisze:

    To, że lepiej żyje się garstce ludzi jest wynikiem tego, że ciężko jest zakumulować kapitał gdy państwo zabiera lwią część dochodów „zostawiając” ochłapy wystarczające na przeżycie. Z tego też powodu ludzie mniej podróżują (min. kolonie). Karczowanie lasów – nie mam danych (proszę o źródło). Jednak to państwo ustawowo ustawia rynek w taki sposób, że korporacje mogą więcej niż MiSie, a to zapewne one mają wycinać te lasy. Aczkolwiek argument, że codziennie znika X stadionów lasu tropikalnych słyszałem już z 20 lat temu. I jakoś te lasy nie zniknęły do dziś, a matematyka wskazywałaby co innego.
    Co do leków naturalnych to znów państwo faworyzuje koncerny farmaceutyczne zabraniając leczenia ziołami czy zapewniając rynek zbytu na przymusowe szczepionki.
    Zalania i zatopienia – primo to państwo decyduje o tym gdzie można budować, więc jest pośrednio odpowiedzialne za kataklizmy – patrz powódź w Sandomierzu w kontekście starego i nowego miasta; secundo to zakładając, że klimat ociepli się na tyle, że stopnieje cały lód pływający w morzach to dlaczego miałby cokolwiek zalać? Patrz prawo Archimedesa.

    Śmieszy mnie cała ta ekologia utrzymywana z podatków. Jakieś zakazy emisji CO2 i tym podobne rzeczy. To jest jeden wielki przemysł wydojenia podatników pod płaszczykiem bycia eko.
    Przyrodę należy zrozumieć i działać w taki sposób, aby wyrządzić jak najmniej szkody. Nie dokona się tego jednak, poprzez stawianie sprawy w ten sposób: możesz być biedny i głodny byle byś był eko. Ponieważ niesprawiedliwym jest, że np. Niemcy rozwijały się swoim tempem (na miarę ich ówczesnych możliwości), a Polakom odgórnie nakazuje się dekarbonizację. Takie postępowanie to wielki kręg głupoty, który doprowadza do biedy jednocześnie nie pozwalając z niej wyjść (akumulacja kapitału, właściwie brak akumulacji) i paradoksalnie dla ekologów do używania jeszcze bardziej zanieczyszczających środowisko technologii.
    Jedynie ekolodzy na tym zyskują – dotacje, pensje, stypendia… Nie ludzie, nie środowisko naturalne.

  8. Tak to jest, jak Kościół za bardzo słucha naukowców (lub tych, którzy się za nich podają). Ale ekologia jest ważna, gdyż elementem naszej kultury jest ustanowienie takich praw, które pozwalają unikać dylematów więźnia. Dlatego rację mają minarchiści, że musi istnieć jakaś władza, która, narzucając prawa, usunie dylematy więźnia. Problemem jest tylko to, że natura ludzka jest skażona i taka władza prędzej czy później zacznie uchwalać prawa stwarzające nowe dylematy więźnia, bo cóż temu zapobiegnie? Tu rację mają anarchokapitaliści. Bardzo dobrym rozwiązaniem byłaby ślepa wiara ludzi w pewne prawa – tak iż do ich przestrzegania nie byłaby potrzebna władza. Ale lewica systematycznie niszczy dawne obyczaje i dawny światopogląd pod sztandarem walki z przesądami. Bez nawrócenia ludzi nie da się zbudować lepszego ustroju. W nawróceniu takim mógłby pomóc Kościół katolicki. Papież właśnie to czyni – skupiając się na Ewangelii a nie doktrynach politycznych, jednak ma złych doradców i przypuszczalnie niewłaściwą edukację (peronizm). Entuzjazmu Papieżowi nie można odmówić.

  9. ali pisze:

    czyli ślepy prowadzi kulawego.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Slepy chyba prowadzi siebie, bo ja nie wiem o co p. Zabińskiemu chodzi. Ukłony

  11. KrzysztofZamorski pisze:

    To taki ” Lebensraum II „…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *