Nie straszyć Grekiem

chat-dymki
3

Marek Bylin swój felieton „Ratowanie nie tylko Grecji – Obie strony prężą muskuły” („Gazeta Wyborcza” 1 lipca 2015) rozpoczyna mocnym uderzeniem i z głośnym hukiem! Pisze: „Szeroko rozlewa się  strach, że Grecja opuści euroland.” Bo „Kryzys grecki może się rozlać na kraje Południa, które wciąż leczą rany po niedawnej zapaści. A potem na resztę Europy, także Polskę. Mielibyśmy powtórkę kryzysu, kto wie, czy nie poważniejszego niż ten sprzed siedmiu lat (sic! – LO), bo mniejsza byłaby wiara, że Unia sobie z nim poradzi (?! – LO).

W dalszej części swego felietonu twierdzi, że „grexit”, czyli wyjście Grecji ze strefy euro byłoby wielce szkodliwe, wręcz tragiczne, bo: 1) „pękłaby europejska solidarność” – „kraj w zapaści (zamiast oczekiwanej – LO) pomocy musi odejść”, 2) ten przypadek „może przeistoczyć się w stałą pokusę, by równie twardo traktować inne kraje w zapaści”, 3) „Grecja zbankrutowana i opuszczona w kryzysie mogłaby trwale destabilizować Europę (?!). Stałaby się wylęgarnią skrajnych, promieniujących na Europę sił – faszystowskich i neokomunistycznych…”, 4) „Najpewniej taka Grecja weszłaby w sojusz z Rosją, osłabiając bezpieczeństwo Europy” (To byłby dopiero potęga!). „Wobec tych gróźb (domniemanych przez Bylina – LO) narasta przekonanie (a jakże w wyobraźni tegoż Bylina – LO), że Unia powinna Grecję ratować”. Dość tych niedorzeczności wydumanych i przywołanych przez Marka Bylina.

Przywołajmy prawdziwe fakty: 1) „Grecja przystąpiła do strefy euro w 2001 roku. Dziś wiadomo, że na podstawie sfałszowanych statystyk długu. Żeby wstąpić do euro kraj powinien mieć zdrowe finanse publiczne, czyli nie wydawać więcej niż dostaje pieniędzy. Grecy tak nigdy nie robili. Od czasu uzyskania niepodległości w połowie XIX wieku, kraj ponad połowę czasu spędził w stanie bankructwa: albo nie spłacając swoich długów albo w ogóle je ignorując”. 2) „W momencie, kiedy Grecja wstąpiła do euro, inwestorzy zagraniczni przestali ją odróżniać od Niemiec. Tzn. Grecja mogła pożyczać na rynkach międzynarodowych, tak samo tanio jak Niemcy. Rząd na tym korzystał, wydawał jeszcze więcej, doprowadzając do zadłużenia kraju i sytuacji, kiedy tych długów już nie mogą udźwignąć”. 3)  Gdy Grecy zorientowali się, że będąc w strefie euro mogą pożyczać pieniądze na podobnie niski procent, jak obywatele innych krajów eurolandu, w tym na równi z bogatymi Niemcami, rzucili się masowa po kredyty. Zagraniczni inwestorzy lokowali więc duże kapitały w greckich bankach bez oporu, bo uważali, „że przecież w strefie euro żadne państwo nie może zbankrutować’. 4) „Rząd (grecki) powinien być kontrolowany przez obywateli, ale nie jest”. Finansuje i dotuje wysoce deficytowe działalności. Np”Kolej grecka ma przychody rzędu 100 mln euro, podczas gdy wydaje na same płace 400 mln euro, a pozostałe koszty to 300 mln, (czyli razem to 700 mln euro). Ktoś pisał, że taniej byłoby gdyby wszyscy pasażerowie jeździli taksówkami między miastami. (…)

Jeżeli Grecy tolerują takie firmy, to trudno się dziwić, że kraj znajduje się w kryzysie.” 5) „Bardzo dużo też kosztują wcześniejsze emerytury i przywileje socjalne dla różnych grup pracowniczych, np. dla pracowników poczty greckiej, którzy mają duże przywileje,  nauczycieli w Grecji, którzy są jednymi z najmniej pracujących w Europie,  pracowników kolei,  prawników, lekarzy. (…) Większość prawników i lekarzy w Grecji formalnie deklaruje, że zarabia jakieś minimum socjalne (…), żeby nie płacić podatków”. Rząd takie ich praktyki toleruje.  (http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,9824530,Kryzys_w_Grecji__jak_to_sie_moglo_stac__5_przyczyn.html)

Bylin twierdzi, że program oszczędnościowy zaordynowany Grekom przez „trójkę” (Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy) zawiódł, bo  oszczędnościowe „cięcia wpędziły Greków w jeszcze głębszy kryzys”. Tymczasem zobaczmy, jak program oszczędnościowy jest przez Greków faktycznie realizowany. W 2009 roku grecki dług w stosunku do PKB wynosił ok. 113% i w następnych czterech latach w szybkim tempie narastał osiągając ponad 171% w 2012 roku. W 2013 r., w którym Grecja przystąpiła do wdrażania przyjętego programu oszczędnościowego, udział długu do PKB obniżył się do ok 157%. Jednak już w następnym 2014 r.znów  wzrósł do jeszcze wyższego poziomu od tego z 2012 r. , bo do 175%. Szacuje się, że grecki dług wzrośnie też w 2015 r. do ponad 177% PKB. (http://m.wyborcza.biz/biznes/55,106501,18273564,,,,18273497.html?i=0)

Należy więc postawić pytanie, czy Grecy faktycznie realizowali i realizują rzetelnie przyjęty program oszczędnościowy, czy też nadal tak samo oszukują, jak oszukiwali, aby dostać się do strefy euro? Grecy po prostu kpią sobie z przyjmowanych zobowiązań! O tym, jaki mają negatywny stosunek do swych zobowiązań dłużniczych, świadczy postawa w tym temacie aktualnego greckiego premiera Tsiprasa, który, gdy w rokowaniach z „trójką” nie udało mu się przeforsować swoich postulatów, aby Grecja mogła żywić się nadal na garnuszku Unii, „postanowił urządzić za pomocą referendum demonstrację siły,  by zmusić Europę (raczej Unię Europejską – LO) do ustępstw”, apelując do rodaków, żeby w tym referendum opowiedzieli się przeciwko zalecanym  reformom przez Unię. Tego nie da się inaczej określić jak szczytem greckiej hipokryzji, bo już nie skrycie a publicznie głoszonej przez człowieka, który zajmuje najwyższy urząd w państwie greckim!

Jeżeli mimo takiego negatywnego nastawienia samych Greków do wydostania się z tarapatów, w które sami swoją beztroską i nonszalancją się pogrążyli, Marek Bylin nawołuje, „że należy zawalczyć o porozumienie”, które „musi bardziej sprzyjać Grekom”, bo „bez tego obie strony przybliżą naszą wspólną przegraną”, to taka dezinformacja oraz straszenie „nadmuchanym tygrysem”, jakim jest obecna Grecja, może wywołać tylko oburzenie rodaków.

Leon Orlikowski

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Czy z greckiego kryzysu jest inne wyjście aniżeli z kryzysu krajów bałtyckich?

    „W latach2004-07 gospodarki Litwy, Łotwy i Estonii rozwijały się w tempie ok. 10 proc. rocznie. Wzrost gospodarczy napędzany był w dużej mierze konsumpcją. Za pożyczone od zagranicznych (głównie skandynawskich) banków pieniądze Bałtowie kupowali mieszkania, samochody czy płaskie telewizory. Bezrobocie było poniżej 6 proc. – ten, kto chciał pracować, miał pracę od ręki. Ceny nieruchomości np. w Rydze rosły o kilkadziesiąt procent rocznie. W czasach prosperity rządy państw bałtyckich nie potrafiły jednak trzymać finansów publicznych na wodzy i łatwą ręką dawały podwyżki – pensje w sektorze publicznym, np. dla nauczycieli i lekarzy, rosły wtedy nawet o 30 proc. rocznie. Gdy boom się skończył, wszystko się zawaliło jak domek z kart. Banki odcięły strumień kredytów. Bezrobocie przekroczyło do 15proc. Pod koniec 2009 r. na Łotwie zarejestrowanych było ok. 180 tys. bezrobotnych, podobna sytuacja była na Litwie i Estonii.
    Pękła bańka spekulacyjna i ceny domów spadły o kilkadziesiąt procent. Z powodu zmniejszających się wpływów do budżetu np. rząd Łotwy musiał zwrócić się o pomoc do MFW i Unii Europejskiej w wysokości 7,5 miliarda euro. W celu przeciwdziałania załamaniu gospodarki rząd Łotwy ograniczył planowane na rok 2010 wydatki o 10 proc., czyli o 700 mln euro. Obcięte zostały pensje w sektorze publicznym o 20 proc., emerytury o 10 proc. Podwyższono różne podatki, m.in. akcyzę na alkohol i papierosy. Na Łotwie zostały zamknięte szkoły i szpitale, które – zdaniem ekspertów – powinny być pozamykane trzy lata wcześniej. Wzrost deficytu budżetowego i tak przekroczył w 2009 r. 10 proc. PKB. (…) W I kwartale 2009 roku łotewska gospodarka skurczyła się o 18 proc. W ten sposób w ciągu roku Łotwa cofnęła się w czasie do poziomu z lat 2005-06. We wrześniu 2009 r. sprzedaż detaliczna na Łotwie zmniejszyła się o 31 proc. w skali roku.” (http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/pl/senatopracowania/121/plik/012.pdf)

    W rezultacie dokonanych reform „Kraje bałtyckie były w 2011 r. najszybciej rozwijającymi się gospodarkami w Europie Środkowej i Wschodniej. Do wzrostu przyczyniał się, inaczej niż w większości krajów regionu, popyt krajowy. Na taką sytuację złożyło się co najmniej kilka czynników: wzrost wydatków publicznych, relatywnie wysoka dynamika konsumpcji gospodarstw domowych oraz znaczne zwiększenie nakładów inwestycyjnych.” W 2012 r. ze względu na kryzys zadłużeniowy w strefie euro, wystąpiło pewne spowolnienie wzrostu gospodarczego w krajach bałtyckich. Jednak w dalszym ciągu dynamika PKB była tu wyższa niż w pozostałych krajach regionu.

    https://www.nbp.pl/publikacje/nms/nms_01_12.pdf

    Kraje bałtyckie poradziły więc sobie z problemami, jakimi dotknął ich kryzys, zaledwie w parę kwartałów. Kosztem ogromnych wyrzeczeń. Zdecydowały się na obniżenie emerytur i wynagrodzeń w sektorze publicznym o 20-30 proc., np. pracownikom budżetówki pensje zmniejszono o jedną czwartą. Przeprowadzono też reformy systemu finansowego i bankowego. Ludzie akceptowali reformy, bo rząd szukał rozwiązań przez konsultacje. Wszystkie konieczne zmiany i cięcia uzasadniał i negocjował ze społeczeństwem. Rząd wszystko robił jawnie, na przykład ludzie mogli oglądać na żywo przez internet posiedzenia rządu, na których były dyskutowane, uzasadniane i przyjmowane oszczędnościowe decyzje. Była powszechna zgoda na cięcia, bo ludzie widzieli, że obejmują one także rząd i pensje ministrów zostały obcięte o ponad 30 proc. Reformy zostały zaakceptowane i zrealizowane, bo ludzie zrozumieli, jak funkcjonuje państwo: Skąd państwo bierze pieniądze? Z podatków.
    Jeśli obywatel oczekuje, że państwo będzie zaspokajać wszystkie jego publiczne potrzeby oraz przywileje, to musi też zadać sobie pytanie „Czy ja płacę podatki?” Ewentualne chwilowe finansowanie wydatków budżetowych z zaciąganych kredytów, musi być później wraz z naliczonym oprocentowaniem spłacane. Z czego? Z podatków! Prof. Żaneta Ozolina, dziekan wydziału nauk politycznych na Uniwersytecie Łotewskim jest ciekawa, „czy ludzie w Grecji słyszeli o podatkach i ich roli w funkcjonowaniu państwa. To jest tak proste, że nie może być prostsze”. Dlatego radzi Grekom i „apeluje, by wzięli odpowiedzialność za własny kraj”.(Agnieszka Filipiak: „Zaciskanie pasa po łotewsku” w „Gazeta Wyborcza” 2 lipca 2015).

    Leon Orlikowski

  2. Greckie nihil novi od ponad 2 tys. lat:
    „Nie dowierzaj Grekom, nawet gdy przynoszą dary”.
    Przeszkadzanie upadłości Grecji – warunku jej uzdrowienia, nie tylko gospodarczego, nosi wszelkie cechy szkodliwego i kosztownego interwencjonizmu.
    Jej trzeba – odwiecznie skutecznie – upuścić krwi, a nie faszerować kolejnymi finansowymi antybiotykami, wyniszczającymi ducha odpowiedzialności i wolności, jeśli on – podobnie jak plastikowe makiety gajów oliwnych do lotniczej weryfikacji dopłat UE – w ogóle istnieje. Od tego ducha a nie kolejnych transfuzji zależy uzdrowienie Grecji.

  3. marcinach pisze:

    Nie udawaj Greka! Ciekawe kto ma większy problem – niemieckie banki, czy Grecy. Moim zdaniem banki, które w naszych czasach chcą zarabiać na wszystkim, nawet na złych kredytach. Jak to możliwe, ze banki zawsze musza być do przodu nawet jak prowadzą nierozważną i szkodliwą politykę kredytową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *