Jak powstają i rozwijają się bańki spekulacyjne?

chat-dymki
5

    „Bańka spekulacyjna (ang. speculative bubble) – samonapędzający się proces niezrównoważonego wzrostu cen dóbr na rynku. Często związany z „nadaktywnością rynkową”, która ma charakter przejściowy. Po okresie stosunkowo szybkiego wzrostu cen dóbr następuje gwałtowny ich spadek, często nazywany „pęknięciem bańki” (krachem), co najczęściej związane jest z radykalnym spadkiem wartości zasobów wielu inwestorów. Bańka spekulacyjna określana jest też jako: „bańka cenowa”, „bąbel spekulacyjny”, „balon spekulacyjny”, „mania spekulacyjna”, „szaleństwo spekulacyjne”, „gorączka spekulacyjna”, itp.”

„Bańka cenowa jest definiowana przez Charlesa Kindlebergera („Szaleństwo, panika, krach. Historia kryzysów finansowych”, WIG-Press, Warszawa 1999) jako „gwałtowny i ciągły wzrost cen aktywów, który kreuje oczekiwania dalszego ich wzrostu, przyciągając tym samym nowych inwestorów, zainteresowanych zyskami kapitałowymi.” Z powyższego wynika, że bańka cenowa jest samonapędzającym się mechanizmem, w którym wzrost cen nie jest uzasadniony czynnikami ekonomiczno-finansowymi, a psychologicznymi, np. ciągle rosnącymi oczekiwaniami”.
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Ba%C5%84ka_spekulacyjna).

Genezy teorii powstawania i rozwijania się baniek spekulacyjnych należy doszukiwać się w dziele Richarda Cantillona:   „Essai Sur la Nature du Commerce en Général”. Richard Cantillon (1680 – 1734) był ekonomistą irlandzkim o normandzkim pochodzeniu. Dorobił się dużego majątku spekulując na akcjach Kompani Missisipi powołanej we Francji, której emisja  akcji,  zgodnie z zapewnieniami  Johna Lawa, miała Królestwu Francji dać duże zyski z handlu transoceanicznego i pokryć straty spowodowane  udziałem w długoletniej wojnie o sukcesję tronu hiszpańskiego (1701 -1714). Cantillon swój traktat: Essai Sur la Nature du Commerce en Général, napisał we Francji w 1730 r., ale został on opublikowany anonimowo w Anglii i  to dopiero około dwadzieścia lat po jego śmierci.
Cantillon dowodzi w nim, że  „wzrost ilości (wydawanego i wtłaczanego do obiegu – LO) pieniądza stopniowo wpływa na różne ceny.” Najbardziej wzrastają ceny tych towarów, na których bezpośrednio skupia się popyt. Następnie popyt rozprzestrzenia się na towary zaopatrzeniowo-techniczne, czyli na wyroby sekwencyjnie coraz  wcześniejszych faz procesu produkcji, a po   dalszym upływie czasu też na te wyroby finalne z innych asortymentów.  W miarę  rozprzestrzeniania się popytu od źródła towaru, z którego nowy pieniądz jest wtłaczany do obiegu, kolejne wzrosty cen stopniowo zanikają.  „Tak więc zmiana podaży pieniądza powoduje zmiany w strukturze cen względnych – nie tylko zmiany w poziomie cen, a tym samym rzeczywistych (realnych) skutków dla gospodarki”. Skoncentrowany popyt na wąskim asortymencie towarów, przez sprzedaż których nowy pieniądz jest wtłaczany do obiegu, po prostu wyłącza  działanie idei  „neutralności pieniądza”.  „Cantillon wyraźnie identyfikuje zwycięzców i przegranych z inflacji, (która)  jest źródłem redystrybucji dochodów. Efekty te zależą (od miejsca), gdzie nowe pieniądze dostają się do gospodarki”. Najbardziej zyskują ci, do rąk których nowo wydawane pieniądze trafiają w pierwszej kolejności. (Richard Cantillon: Contribuciones a la teoría monetaria …https://www.juandemariana.org/…/richard-cantillon-c…)

„Cantillon w swoim dziele skupia się (więc) na strukturze cen rynkowych, strukturze warunków podaży rynkowej i strukturze aktywności gospodarczej. Skutkiem tego uzależnia ruch samego procesu gospodarczego od sił go warunkujących. Cantillon dowodzi, iż opis procesu będzie z konieczności zmienny, podążając na przykład za wzrostem podaży pieniądza, źródłem bodźca, który wywołał zmianę, czy zróżnicowanymi usposobieniami – zwłaszcza dotyczącymi nawyków konsumpcyjnych – osób, przez których ręce przepływa zwiększony strumień pieniędzy i dochodów. Można powiedzieć, że Cantillona interesuje wskazanie istoty drogi w czasie, jaką przebywa gospodarka w pogoni za zaburzeniem stanu spoczynku (względnie od niższego do wyższego stanu równowagi dynamicznej – LO). Jego zdaniem, struktura i opis tej drogi nie są niezależne od kierunku samego ruchu oraz jego genezy”.[ D. Vickers, Studies in the Theory of Money 1690-1776 (New York: Augustus M. Kelley Publishers, 1968), s. 188-189.]. [Wpływ Essai Cantillona na metodologię J. B. Saya: Komentarz do Liggio Joseph T. Salerno – http://mises.pl/blog/2006/08/21/306/].
    Niewątpliwie, że Cantillon odkrył prawo transmisji pieniądza do obiegu już w okresie, kiedy  spekulował akcjami Kompanii Missisipi. Właśnie dlatego odniósł sukces i szybko wzbogacił się, mimo że sama Kompania wkrótce, bo w 1720 r., zbankrutowała. Należy dziwić się, że aż przez trzy wieki prawo to było ignorowane i nie stało się przedmiotem analizy teoretyków ekonomii głównego nurtu. Natomiast z dużymi sukcesami i nadal z coraz większymi  efektami korzystają z niego spekulanci. „Bańki na rynku aktywów zawsze tworzą inteligentnym inwestorom okazję do zarobku, choć w rzeczywistości niewielu jest takich, którzy mieliby zarówno wiedzę, jak i nerwy niezbędne do podejmowania odpowiednich decyzji. Inwestowanie w samym środku bańki spekulacyjnej wydaje się więc w pełni racjonalnym posunięciem – kluczem do sukcesu jest wiedza o tym, kiedy z niego wyjść.” (Thomas Aubrey: Koniec wielkiego mitu, czyli jak zarabiać na polityce monetarnej i cyklach koniunkturalnych, Fijorr Publishing Company 2014, s. 48). Najbezpieczniejszą metodą jest krótkie inwestowanie, czyli ciągłe przesuwanie kapitału płynnego do nowych baniek spekulacyjnych, jeśli takie znajdują się właśnie in statu nascendi (w stanie zaczątkowym). Najbardziej doświadczeni spekulanci inwestują swoje kapitały w takie aktywa, które w przyszłości dadzą dochód wyższy od stopy naturalnej, która to stopa określa koszt użytkowania kapitału. Porównanie ex post stopy zrealizowanej (rynkowej) ze stopą naturalną „Pozwala to na obliczenie zwrotu powyżej kosztu kapitału, co nazwiemy deltą (Differential) Wicksella. Nasze teoretyczne equilibrium może być więc teraz zdefiniowane jako punkt, w którym obie stopy procentowe (rynkowa i naturalna) są równe, a delta Wicksella równa jest zeru. Ma to ogromne znaczenie z punktu widzenia inwestorów, gdyż stopa wzrostu delta Wicksella sama w sobie może być wskaźnikiem informującym o trendach ruchu cen kapitału własnego. Delta Wicksella mierzy, rzecz jasna, stopę zysku będącą efektem kumulatywnego procesu kreacji bądź destrukcji kredytu (podkreślenie – LO). Jeśli delta Wicksella jest dodatnia i rośnie, możemy spodziewać się wzrostu cen akcji ze względu na wzrost poziomu lewarowania w całej gospodarce; jeśli delta Wicksella spada, ceny akcji także powinny iść w dół; wreszcie, jeśli delta Wicksella jest ujemna i stabilna, ceny akcji powinny stać w miejscu (wykazywać stratę zainwestowanego kapitału – LO). Z punktu widzenia inwestorów problematyczne jest jednak opieranie konstrukcji sygnałów inwestycyjnych na rocznych sprawozdaniach finansowych, co zakłada niezwykle długi czas oczekiwania na dane. Zadaniem naszym (spekulantów  – LO) musi więc być konstrukcja takiego modelu ex ante, który na bieżąco umożliwia inwestorom zrozumienie strukturalnych zmian wpływających na wycenę aktywów (podkreślenie – LO)„. [Tamże, str. 195-196].  Z powyższego opisu jednoznacznie wynika, że  delta Wicksella to po prostu efekt bańki spekulacyjnej.
Autora końcowego życzenia z wyżej zacytowanego tekstu można jak najbardziej wiarygodnie zapewnić, że nigdy i nikomu nie uda się „skonstruować takiego modelu, który będzie na bieżąco i ex ante umożliwiał wycenę aktywów”. Należy przypomnieć, że właśnie taką próbę podjęli już Robert Merton i Myron Scholes, którym w 1997 r. udało się nawet uzyskać nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii „za nowatorską metodę wyznaczania wartości instrumentów pochodnych”. Niestety, fundusz  hedgingowy Long-Term Capital Management (LTCM), który zastosował tę metodę we własnej praktyce inwestycyjnej i któremu z tego tytułu udało się nawet w ciągu czterech lat doprowadzić i uzyskać aż czterokrotne przebicie w wartości zainwestowanego kapitału, w 1998 r. wartość jego akcji gwałtownie spadła do zera i fundusz z hukiem zbankrutował. (https://en.wikipedia.org/wiki/Long-Term_Capital_Management).
Dlaczego „nigdy i nikomu nie uda się skonstruować modelu wyceniającego ex anty wartości aktywów”? Dlatego, że podstawą powstawania i rozwijania się baniek spekulacyjnych nie jest realny popyt, a popyt spekulacyjny, fikcyjnie wywoływany i pobudzany przez spekulanta. Powstanie i rozwój bańki spekulant może spowodować w każdej dziedzinie. Wystarczy, że do „namierzonej” przez siebie dziedziny zainwestuje odpowiednią wartość własnego lub pożyczonego kapitału, na tyle dużą, aby wartość aktywów w tej dziedzinie wzrosła i zaczęła przynosić dochody wyższe od przeciętnych. Bańka zacznie się rozwijać, gdy inni niezorientowani w grze spekulanta inwestorzy, zachęceni wysoką i wzrastającą rentownością aktywów, zaczną w daną dziedzinę inwestować własne kapitały. O to właśnie chodziło spekulantowi! Teraz musi tylko obserwować, jak bańka się rozwija i wybrać dla siebie najkorzystniejszy moment wycofania własnego kapitału z bańki. Musi robić to bardzo ostrożnie. Gdy zainwestował w bańkę dużo własnego kapitału, to musi własny kapitał wycofywać stopniowo, kiedy jeszcze inni inwestują, na tyle stopniowo, aby wartość aktywów nadal wzrastała. Gdyby bowiem cały swój kapitał wycofał jednorazowo, wtedy na pewno bańka natychmiast pękłaby, a gniew oszukanych inwestorów skierowałby się przeciwko sprawcy. Pomiędzy bańką spekulacyjną a piramidą finansową jest tylko ta różnica, że pierwsza jest budowana na rzeczowych aktywach a druga na finansowych. Obie natomiast są „nadmuchiwane” przez kolejne, coraz większe wkłady finansowe. Zarówno bańka spekulacyjna jak i piramida finansowa istnieje  dopóty, dopóki suma wycofywanych przez uczestników pieniędzy jest niewielka w stosunku do napływających do nich nowych środków finansowych.
Bardzo pouczająca jest historia powstania i rozwoju piramidy finansowej Bernarda Madoffa amerykańskiego finansista żydowskiego pochodzenia  Został on w czerwca 2009 skazany na 150 lat więzienia za stworzenie piramidy finansowej, w której poszkodowanych zostało ok. 13,5 tys. indywidualnych inwestorów i organizacji. Łączne straty oszukanych zostały ostatecznie  oszacowane  ca 50 miliardów dolarów.
„Madoff mógł oszukiwać inwestorów przez dziesięciolecia, mimo że większość piramid finansowych zawala się po najdalej dwóch latach. Przypływ kapitału zapewniała mu opinia godnego szacunku i doświadczonego inwestora. Głównego zagrożenia dla piramid finansowych – inwestorów wycofujących nagle duże ilości kapitału, Madoff uniknął przyciągając fundacje charytatywne, które inwestowały u niego dziesiątki milionów dolarów. Inwestowanie u Madoffa było dla nich atrakcyjne, bo oferował 12-procentowy zysk co roku. Gwarantowało to, że fundacja będzie mogła spełnić ustawowe wymagania i wydać co roku 5 procent swojego kapitału na działalność charytatywną i wydatki administracyjne. Dzięki temu, Madoff dysponował cały czas kapitałem niezagrożonym nagłym wycofaniem, co, (gdyby nastąpiło, to) mogło doprowadzić do załamania jego piramidy finansowej.Oznacza to, że z każdego miliarda zainwestowanego przez fundację, musiał oddawać im około 50 milionów rocznie, co oznaczało, że nawet gdyby nie inwestował pieniędzy piramida mogłaby przetrwać 20 lat. Jednak przez kolejne inwestycje, Madoff przedłużał jej funkcjonowanie. Prawdopodobnie jako pierwszy zbudował piramidę, która mogła funkcjonować tak długo. Bernarda Madoffa nie namierzyli ani śledczy z SEC, ani zobligowani do zbadania jego wiarygodności menedżerowie funduszy hedgingowych. Kluczową rolę w upadku Bernarda Madoffa odegrał kryzys subprime i gwałtowny spadek cen aktywów, które wydrenowały rynek z gotówki. Madoff prawdopodobnie kontrolowałby całą sytuację z powodzeniem aż do grobowej deski, gdyby nie gwałtowne załamanie rynku papierów wartościowych jesienią 2008 roku. Wtedy to najwięksi inwestorzy zażądali wypłaty środków – później się okazało, że w sumie domagali się 7 miliardów dolarów – Madoff nie był w stanie sprostać tym żądaniom.”  (http://www.aferyfinansowe.pl/afery-finansowe-na-swiecie/piramida-madoffa-2/)   Dlatego Madoffa piramida zawaliła się, ujawniając jego przestępczą działalność.

„Działalność związana z budowaniem piramid finansowych jest nielegalna w większości krajów Unii Europejskiej i w zależności od przyjętych regulacji zakazują jej przepisy o nieuczciwej konkurencji, przepisy karne, bądź przepisy o praniu brudnych pieniędzy. W Polsce organizowanie takich struktur finansowanych zostało zakazane po tym, jak twórcy kolejnych piramid finansowych z lat 90-tych znikali z pieniędzmi, a oszukani gracze zaczęli masowo zasypywać prokuratury doniesieniami. Nowe zjawisko uregulowała dopiero nowelizacja ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji wprowadzona 5 lipca 2002 r. Uznała ona za nieuczciwą konkurencję organizowanie systemu sprzedaży lawinowej, polegającego na proponowaniu nabywania towarów lub usług poprzez składanie nabywcom tych towarów lub usług obietnicy uzyskania korzyści materialnych w zamian za nakłonienie innych osób do dokonania takich samych transakcji, które to osoby uzyskałyby podobne korzyści materialne wskutek nakłonienia kolejnych osób do udziału w systemie (art. 17 c ust. 1). Zakaz organizowania systemu sprzedaży lawinowej dotyczy zarówno przedsiębiorców, jak i osób nie prowadzących działalności gospodarczej. Za organizowanie systemu sprzedaży lawinowej lub kierowanie taką piramidą grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. (Art. 24a).”
(http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/485529,piramidy_finansowe_w_internecie.html

W kontekście powyższego rodzi się bardzo ważne pytanie: dlaczego piramidy finansowe są zakazane i prawnie ścigane, a spekulanci na bańkach mogą swobodnie prowadzić taką oszukańczą grę,  wciągać do niej działających w dobrej wierze inwestorów i w sposób cyniczny, ale zgodnie z obowiązującym prawem przewłaszczać sobie ich majątek? Otóż, umożliwiają to obowiązujące zasady funkcjonowania systemu pieniężno-finansowego! Nie tylko umożliwia, ale skłania i wręcz zachęca do budowania baniek spekulacyjnych kredytowa kreacja pieniądza. Spekulant nie musi wcale posiadać własnego kapitału. Wystarczy, że uda mu się pożyczyć kapitał i zainwestować w przedsięwzięcie, które przyciągnie innych inwestorów nie tylko tych, którzy mają własne kapitały, ale jeszcze lepiej i tych, którzy pożyczą środki finansowe i inwestują je w bańkę. Albowiem system kreacji kredytowego pieniądza jest tak bardzo elastyczny, że zaspokaja każdy dodatkowo  zgłaszany popyt na pieniądz. Dowiódł tego kryzys roku 2008 r na rynku kredytów hipotecznych! Cała ta bańka bowiem została m.in. nadmuchana kredytami subprime, udzielonymi osobom, które nie posiadały możliwości do ich spłacenia.Natomiast samo udzielanie kredytów subprime nie naruszało obowiązującego prawa.

Historia państwa i prawa dowodzi, że mało skuteczne są wprowadzane takie regulacje prawne, które określają zakres przestępstw i odpowiedzialności karnej, jeżeli równolegle pozostają i nie zmieniają się warunki, które ułatwiają, a nawet wręcz motywują i zachęcają do przestępstw, umożliwiając  osiąganie dużo większych korzyści od doznawanych ewentualnych dolegliwości z tytułu łamania prawa. W Polsce klasycznym przykładem takiej sytuacji są „masowe oszustwa z użyciem oleju opałowego jako paliwa. Różnica w akcyzie sprawia, że się na niej kantuje, a państwo traci kilka miliardów rocznie” (Rozmowa z prezesem NBP Markiem Belką w „Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny” 18-19 lipca 2015). Nic dziwnego, że bardzo wysokie obciążenie podatkiem akcyzowym wraz z opłatą paliwową oleju napędowego (1459 zł za m3) w stosunku do oleju opałowego (6-krotne dla oleju lekkiego oraz 22,5-krotne dla oleju ciężkiego) przyciąga amatorów do szybkiego wzbogacania się. Do strat, jakie na ich oszustwach ponosi państwo, należy jeszcze doliczyć nie mniejsze szkody, jakie ponoszą użytkownicy fałszowanego oleju napędowego, który przedwcześnie niszczy silniki w ich pojazdach. Ale przecież proceder ten można by łatwo ukrócić. Po prostu należało by obciążyć takim samym podatkiem akcyzowym ceny sprzedaży wszystkich olei, a następnie zwracać wartość zapłaconej akcyzy faktycznym użytkownikom oleju opałowego. Obowiązek bezpośrednich rozliczeń z użytkownikami oleju opałowego powinien spoczywać na jego dystrybutorach, którzy działaliby tu podobnie jak dostawcy do gospodarstw domowych gazu i energii elektrycznej, z tą tylko różnicą, że dokonywaliby im zwrotu zapłaconej wcześniej akcyzy od faktycznie zużytego oleju. Koszty związane z tą dodatkową działalnością będą wielokrotnie niższe od strat, jakie państwo i użytkownicy ponoszą na fałszowaniu paliwa. Dodatkową korzyścią będzie też i to, że w ogóle znikną tego rodzaju przestępstwa, bo nie będą się już opłacać, oraz koszty związane z ich ściganiem.
To, że organizowanie i budowanie piramid finansowych jest przestępstwem ściganym przez prawo, a spekulowanie na bańkach nie jest traktowane jako przestępstwo, można domniemywać, że faktyczna istota powstawania i funkcjonowania baniek spekulacyjnych nie została jak dotąd przez naukę ekonomii prawidłowo i do końca rozpoznana oraz zgłębiona. W nauce ekonomii istnieje wiele szkół. Każda z nich ma własną teorię interpretowania bardzo skomplikowanych i chaotycznie przejawiających się zjawisk, jakie  zachodzą w gospodarczej rzeczywistości. Każda też patrzy na tę rzeczywistość pod innym kątem i inaczej  postrzega i interpretuje wzajemne oraz odległe powiązania przyczynowo-skutkowe zachodzące pomiędzy zdarzeniami gospodarczymi.
Na przykład keynesizm dopatruje się, że u dochodobiorców w rozwiniętych gospodarczo krajach występuje skłonność do nadmiernego oszczędzania z realizowanych dochodów pieniężnych. Stąd jest niedostateczny efektywny popyt w stosunku do wartości podaży oferowanych na rynek towarów, aby mogły być one realizowane, sprzedane po rentownych cenach. Dlatego keynesizm postuluje, aby to państwo wypożyczało te nadmiernie zaoszczędzone środki i finansując nimi swoje deficytowe wydatki budżetowe, pobudzało w ten sposób koniunkturę gospodarczą. Błąd keynesizmu polega na tym, że nie dostrzega, że nadpodaż oszczędności nie wynika ze skłonności do nadmiernego oszczędzania z realizowanych  dochodów pieniężnych, ale z występowania też jeszcze i tych dodatkowych oszczędności, jakie otrzymuje się z zastępowania drogiego pieniądza kruszcowego emisją taniego pieniądza nietowarowego: papierowego i depozytowego. Wartość tych dodatkowych oszczędności stanowi różnicę pomiędzy potencjalnymi kosztami z przyrostu w obiegu pieniądza kruszcowego a faktycznymi kosztami, jakie są ponoszone na zastępujący go pieniądz nietowarowy. Właśnie to te dodatkowe oszczędności pochodzące z przyrostu nietowarowego taniego obiegu pieniężnego powinien dawać państwu stały darmowy lunch, z którego budżet mógłby finansować swoje deficytowe wydatki. Keynes nigdzie nie uzasadnił, dlaczego ten darmowy lunch, jaki powstaje z zastępowania w przyroście w obiegu drogiego pieniądza kruszcowego tanimi jego substytutami, może i przywłaszcza sobie prywatna bankowość, a państwo musi ją od prywatnych banków wypożyczać i zadłużać się oraz płacić im wysokie oprocentowanie z podatków, ściąganych z podmiotów gospodarczych, które ową nadwyżkę wypracowują i dostarczają na rynek. Prywatne banki natomiast udzielając nadwyżkowych kredytów i kreując na tej podstawie kredytowy pieniądz tworzą jedynie narzędzia do upłynniania oraz przemieszczania wytwarzanej nadpodaży towarów do ich zużycia na dodatkową nie pokrytą dochodami konsumpcję oraz nadwyżkową produkcję w stosunku do przyrostu tej, która jest uzyskiwana z inwestycji finansowanych z zaoszczędzonych dochodów.         
Szkoła austriacka
z kolei twierdzi, że tylko inwestycje realizowane z zaoszczędzonych dochodów zapewniają i gwarantują zrównoważony wzrost gospodarczy. Natomiast te inwestycje, które są finansowane z kreowanych dodatkowo przez banki kredytów, wytrącają układ gospodarczy z równowagi dynamicznej i wywołują zaburzenia koniunktury gospodarczej, bo tworzą nadmierne zdolności produkcyjne, z których dostarczana  na rynek nadpodaż w stosunku do efektywnego popytu prowadzi zawsze do kryzysu nadprodukcji.  Toteż teoretycy szkoły austriackiej postulują, aby  pieniądz znajdujący się w obiegu miał pełne pokrycie w kruszcach szlachetnych, przede wszystkim w złocie. Każdy więc przyrost wartości w obiegu pieniądza powinien być zabezpieczony adekwatnym przyrostem wartości rezerw złota w banku emisyjnym. Postulat ten jest zarówno słuszny jak i nierealny. Słuszny, bo oparcie wzrostu obiegu pieniężnego na wzroście rezerw złota  w banku emisyjnym powodowało by, że wartość nadwyżki podaży byłaby w całości absorbowana przez koszty związane z tworzeniem tych rezerw. Nie występowałyby więc te dodatkowe oszczędności, jakie współczesna komercyjna bankowość czerpie z zastępowania w obiegu drogiego pieniądza kruszcowego pieniądzem nietowarowym, czyli wielokrotnie tańszymi substytutami. Właśnie ta nadwyżka jest podstawą dla banków komercyjnych do udzielania dodatkowych kredytów, nie pokrytych zdeponowanymi oszczędnościami z dochodów i w ten sposób kreowania kredytowego pieniądza, którym, gdy są finansowane inwestycje produkcyjne, powstają i rozwijają się bańki inwestycyjne, z których dostarczana na rynek dodatkowa podaż towarów prowadzi do kryzysów nadprodukcji. Natomiast nierealność postulatu oparcia wzrostu obiegu pieniężnego na bazie adekwatnego wzrostu rezerw złota polega na tym, że wartość wydobycia i podaży monetarnego złota jest nieduża, dlatego ogólne tempo wzrostu produkcji i dochodu na świecie mogło by być też tylko niewysokie, bo było by regulowane, po prostu musiało by się dostosowywać do tempa wydobycia oraz wzrostu podaży monetarnego złota.
Z tego względu monetarysta Milton Friedman postuluje, aby emisję pieniądza i wzrost jego obiegu nie wiązać z podażą złota, a kreację i obieg nie towarowego pieniądza dostosować do tempa określonego przez sumę naturalnych czynników wzrostu gospodarczego, to jest stopy wzrostu podaży pracy oraz wskaźnika wzrostu wydajności pracy. Sądził, że wymagało by to powiększania obiegu pieniężnego w tempie 4-5 proc. średniorocznie. Jednak Friedman nigdy wyraźnie nie wypowiedział się co do samych zasad kreacji pieniądza nietowarowego oraz kanału czy kanałów, jakimi pieniądz ten powinien być do obiegu wtłaczany. Niewątpliwie jako liberał (Milton Friedman: Kapitalizm i wolność, Wyd. One Press; Milton Friedman i Rose Friedman:  Wolny wybór, Wyd. Aspekt) i zwolennik nie angażowania się  państwa w gospodarkę, dopuszczał, że tylko bankowość prywatna powinna mieć prawo do kreowania pieniądza nietowarowego.             Należy żałować, że Friedman nie podjął w ogóle tematu krytycznego przeanalizowania przestrzeganych za jego życia zasad kreacji kredytowego pieniądza. Przekonałby się bowiem, że w zasadach tych jest  wmontowany konfliktowy mechanizm , który zaburza i paraliżuje prawidłowe funkcjonowanie całego systemu gospodarczego. Mechanizm ten uniemożliwia też realizację jego postulatu! Mianowicie stopa procentowa, która w okresie obiegu pieniądza kruszcowego była zasadniczym instrumentem efektywnej alokacji kapitału, w okresie obiegu pieniądza nietowarowego została przekształcona w instrument kreacji tego, kredytowo kreowanego pieniądza i de facto przestała pełnić rolę instrumentu prawidłowej alokacji kapitału. W istniejącym systemie pieniężno-finansowym, stan aktywności gospodarczej jest ściśle związany z popytem na dodatkowe kredyty, które umożliwiają upłynnianie nadwyżki podaży, jaką gospodarka wzrostowa permanentnie dostarcza na rynek. Kształtowanie się tego popytu jest określone przez dwa czynniki: 1) poziom stopy oprocentowania kredytów, oraz 2) możliwości obsługi długów, które narastają z dwóch powodów: adekwatnie do kreacji i przyrostu wartości kredytowego pieniądza w obiegu oraz dodatkowo w przyspieszonym tempie z kapitalizowanego oprocentowania tych kredytów, które de facto są i muszą być kredytami wieczystymi, czyli nie mogą nigdy zostać spłacone, bo skutkowało by to likwidacją, wycofaniem pieniądza z obiegu. Jeżeli nawet jedne zadłużone podmioty spłacają swoje długi i całkowicie oddłużają się, to nie będzie to skutkowało likwidacją pieniądza z obiegu, jeżeli równolegle inne podmioty będą na analogiczne w sumie kwoty zadłużały się.
Z powyższego wynika, że aby cały system mógł funkcjonować na ustanowionych zasadach, musi w nim systematycznie wzrastać, podnosić się udział zadłużających się podmiotów. Oczywiście, wzrost obciążeń podmiotów długami nie może trwać w nieskończoność. Granicą są dopuszczalne możliwości obsługi długów z bieżących dochodów przez przez zadłużone podmioty. Stąd nacisk na systematyczne obniżanie stopy procentowej. Po kryzysie kredytów subprime roku 2008 stopy procentowe od kredytów udzielanych przez banki centralne bankom komercyjnym dla podnoszenia ich płynności w celu rozszerzania przez nie akcji kredytowej dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych były w kolejnych latach systematycznie obniżane aż do zera oraz poniżej zera.”Przed końcem roku fiskalnego (marzec 2014 r.) w Japonii stopy procentowe banku centralnego spadły poniżej zera.” (Rafał Tomański: „Stopy na minusie w Japonii” http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1100093.html). „Od niedawna pojawiły się także ujemne stopy procentowe od udzielanych kredytów przez banki centralne. W Szwajcarii podstawowym instrumentem operacji otwartego rynku jest 3-miesięczna stopa oferowanych kredytów (Libor), która obecnie ma zawierać się między -0,25% i -1,25%. Ujemna jest również stopa specjalna, po której transakcje odbywają się, kiedy inicjują je banki komercyjne. Tak SNB broni się przed napływem zagranicznego kapitału, który upatrzył sobie Szwajcarię wobec obaw o całość strefy euro z powodu kryzysu zadłużenia publicznego, a które znowu odżyły tej zimy w związku z wyborami parlamentarnymi w Grecji. W lutym 2015 ujemną stopę operacji otwartego rynku wprowadził Bank Szwecji (- 0,1%). Jego stopa depozytowa była już ujemna od lipca 2014 po ponad rocznym okresie na poziomie zera, obecnie wynosi -0,85%. Ujemne stopy procentowe zastosowano, aby skłonić banki komercyjne do udzielania pożyczek sektorowi niefinansowemu: przedsiębiorstwom i klientom indywidualnym. Banki z uwagi na ryzyko zaczęły po kryzysie globalnym gromadzić ogromne dobrowolne rezerwy czyli depozyty w bankach centralnych, więc straty z powodu negatywnych stóp mogą okazać się wysokie. Lepiej dla nich jest zatem udzielać kredytów, od których otrzymują nadal dodatnie stopy procentowe. Można żądać ujemnej stopy procentowej od kredytu, pod warunkiem, że środki pochodzą z depozytu o jeszcze niższej stopie procentowej, ale to raczej dotyczy rynku między bankami, gdyż marze banków i prowizje od kredytów przekraczają wysokość ujemnej stopy procentowej. Banki centralne pragną zatem pobudzić gospodarki w ten sposób. Notabene, na szczeblu całego systemu bankowego rezerw nie da się łatwo zmniejszyć. To co działa bowiem na szczeblu pojedynczego banku, nie działa na szczeblu całego systemu bankowego, gdyż udzielony kredyt komukolwiek zostanie wydany, a zapłata za dobra i usługi zasili rachunek ich sprzedawcy w… innym banku. Niskie stopy kredytowe przynoszą liczne korzyści – ułatwiają spłatę długów osobom prywatnym, firmom i rządom. Pobudzają popyt, gdyż zachęcają do inwestowania, skoro koszt kapitału jest niski, a także do zakupów trwałych dóbr konsumpcyjnych. Pomagają więc rozpędzić gospodarki, następuje wzrost produkcji i spadek bezrobocia. (Takie są przynajmniej zamysły i  nadzieje wiązane z wprowadzaniem niskich i ujemnych stóp procentowych – LO). Po drugiej strony mamy równie liczne koszty. Ryzyko napędzenia inflacji i bąbli spekulacyjnych na rynkach aktywów finansowych i nieruchomości; nadmiar pieniądza w relacji do popytu na niego musi znaleźć swoje ujście. Tej pierwszej nie ma i deflacja puka do drzwi, ale sprawiają to w dużej mierze czynniki zewnętrzne – gwałtowny spadek cen ropy naftowej o ponad 50% i obniżka cen żywności. Niskie stopy procentowe zachęcają i banki do poszukiwań bardziej ryzykownych inwestycji finansowych, aby powiększyć zyski. Ten pęd może prowadzić właśnie do bąbli spekulacyjnych na rynkach różnych aktywów, gdy zwiększony popyt powoduje szybki wzrost ich cen, który napędza dalsze wzrosty sam z siebie w myśl, że skoro coś rośnie, to może uda się kupić teraz i sprzedać w przyszłości drożej. Jest wiele dowodów na to, że bardzo niskie stopy procentowe wywołują boomy kredytowe, a potem upadków banków i kryzysów finansowych. Możliwa jest także nieefektywna alokacja rzadkich zasobów, która z czasem zemści się w postaci niższego tempa wzrostu gospodarczego, gdyż obniży się wydajność kapitału i pracy. Niskie koszty obsługi kredytu umożliwiają niedochodowym firmom przetrwanie, zatem spowalniają proces „twórczej destrukcji”, czyli likwidowania nieefektywnych przedsiębiorstw i przesuwaniu kapitału do innego, bardziej produktywnego wykorzystania. Doświadczyła tego Japonia w latach 1990 po kryzysie wywołany pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku akcji i nieruchomości, w której banki podtrzymywały w istnieniu niedochodowe firmy, prolongując im kredyty. Dzięki temu odsuwały również moment uznania wczesnej przyznanych kredytów tym firmom za stracone. Oby to zjawisko było tylko marginalne w Europie (Podkreślenie – LO). (Maciej Krzak: Ujemne stopy procentowe nowym kłopotem dla banków – http://biznes.pl/magazyny/finanse/ujemne-stopy-procentowe-nowym-klopotem-dla-bankow/txby1).
Powyżej cytowany tekst dowodzi, że kredytowa kreacja pieniądza pozbawiła stopę procentową jej zasadniczej roli jako podstawowego instrumentu efektywnej alokacji kapitału. Nie tylko powoduje to ogromne straty w systemie gospodarczym, ale też paraliżuje wręcz dalsze możliwości jego ułomnego funkcjonowania. Dlaczego niskie stopy procentowe tworzą warunki do powstawania i rozwijania się baniek spekulacyjnych? Prywatne banki głównie interesuje to, czy udzielane przez nie kredyty są spłacalne oraz czy dobrze zabezpieczona jest ewentualna ich windykacja, gdy kredytobiorca staje się niespłacalny. Tym chętniej udzielają kredytów na wszystkie te przedsięwzięcia, które rokują wysoką, ponadprzeciętną dochodowość. Zgodnie z prawem Catillona najbardziej wzrasta cena tych aktywów, na których koncentruje się popyt i na które w pierwszej kolejności pieniądze są wydawane. Aktywa takie stają się kanałem, przez który nowo kreowany pieniądz jest wtłaczany do obiegu. Właśnie z tego względu ceny ich wzrastają. Rozwija się bańka spekulacyjna, bo wysokie ceny przyciągają coraz więcej nowych inwestorów, którzy lokują swe kapitały w „coraz efektywniej rozwijającym się przedsięwzięciu”. Powstanie bańki może zainicjować: zmiana mody, pojawienie się na rynku nowego atrakcyjnego towaru oraz polityka państwa, która poprzez dopłaty i ulgi podatkowe preferuje wzrost spożycia określonego rodzaju dóbr względnie zachęca podmioty do angażowania się w określone korzystne społecznie rodzaje działalności. Gdyby przyrost popytu rozkładał się równomiernie oraz jego struktura była adekwatna do struktury przyrostu podaży towarów na rynek, wtedy ceny rynkowe pokrywałyby się z cenami naturalnymi i wszystkie zaangażowane w produkcję kapitały dawałby jednakowe zyski na poziomie akumulowanej stopy, która jest określona tempem wzrostu produkcji i dochodu, po odliczeniu tej części realizowanego zysku, która stanowi wynagrodzenie przedsiębiorcy za jego usługi organizacyjno-nadzorcze dla oraz w procesie produkcji. Oczywiście, w realnej gospodarce taka idealna synchronizacja struktury popytu i podaży nigdy nie istnieje. Zawsze występują odchylenia zarówno po stronie popytu jak i podaży, co powoduje tarcia i frykcje dostosowawcze. Większe rozbieżności uruchamiają nawet przepływy kapitałowe, przesuwanie określonych krańcowo części kapitałów  z produkcji mniej rentownych do bardziej rentownych towarów. W zasadzie wolny rynek posiada, nie zaprojektowany przez nikogo, a naturalny wewnętrzny mechanizm, który samorzutnie i nieustannie dąży do przywracania równowagi dynamicznej gospodarki, która znajduje się w fazie wzrostu. Ten naturalny proces może jednak zostać zakłócony. Może to się zdarzyć wtedy, gdy na określonym asortymencie towarowym wystąpi zbyt duża koncentracja przyrostu wartości popytu oraz zbyt wolno jego skutki w postaci dużego odchylenia we wzroście cen, będą absorbowane przez siły wolnego rynku. Ale najbardziej podstawowym warunkiem powstania i rozwoju bańki spekulacyjnej jest to, aby istniał i był zagwarantowany elastyczny wzrost podaży taniego kredytowego pieniądza, bo obciążonego niską stopą procentową. Dopiero wtedy, gdy jest spełniony taki warunek, spekulantom opłaca się ich spekulacyjna gra na  rozwijanie i pompowanie bańki do tak olbrzymich rozmiarów, że gdy w końcu ona pęka, pogrąża w kryzysie całą gospodarkę. Gdyby we wrześniu 1992 r. George Soros, jeden z największych wówczas światowych spekulantów, nie mógł zaciągać tanich, wartościowo nieograniczonych w zasadzie kredytów w angielskich funtach i wymieniać je na drogie, o wysokim kursie marki niemieckie, nie byłby zdolny swoją spekulacyjną grą doprowadzić do dewaluacji angielskiego funta i zarobić na tym ca jeden miliard USD. Skarb Wielkiej Brytanii stracił zaś aż 3,4 mld  USD. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_%C5%9Broda#Preludium).

Oraz przykład nieudanej spekulacji.  Bracia Bunker i Herbert Huntowie współwłaściciele olbrzymiej fortuny, którą ich ojciec zbudował na biznesie naftowym, zaczęli w lutym 1979 roku intensywnie skupować srebro przy cenach ok. 5 dolarów za uncję. Oficjalnie zabezpieczali się w ten sposób przed przewidywanym wzrostem inflacji, faktycznie zaś rozpoczęli spekulację na wzrost cen srebra. „W ciągu 10 miesięcy zgromadzili około 200 milionów uncji srebra (równowartość ówczesnej rocznej światowej produkcji srebra), angażując w zakupy kilka miliardów dolarów. Ich działanie spowodowało dramatyczny wzrost ceny kruszcu i po 4 miesiącach jedna uncja kosztowała już 20 dolarów. Dodatkowo rynki finansowe ogarnęła panika po wkroczeniu wojsk sowieckich do Afganistanu, co spowodowało dalsze wzrosty i osiągnięcie rekordu wszech czasów, czyli poziom 50 dolarów za uncję. Do tej pory nie udało się tego poziomu przebić. Ta spekulacyjna gra skończyła się dla braci Hunt pechowo. W marcu 1980 roku rząd USA i amerykańskie banki zaczęły masowo wyprzedawać swe rezerwy srebra, wobec czego nastąpił błyskawiczny spadek ceny do zaledwie 15 dolarów za uncję.” Gdy Paul Volker prezes Fed podniósł stopy procentowe  do 20%, co zwiększyło koszty pożyczek i zahamowało  zakupy srebra, powodując dalszy spadek jego ceny do ca 10 dolarów za uncję. Wysokie stopy procentowe zachęcały teraz do oszczędzania w obligacjach oraz na lokatach. „Tak oto skończyła się ostatnia mania (spekulacyjna) w srebrze.  Dzień w którym doszło do załamania ceny srebra nazywa się „Srebrnym Czwartkiem”. Bracia tego nie przewidzieli, liczyli na dalsze wzrosty i ostatecznie stracili 3 mld dolarów.”  (http://www.kupsrebro.pl/2010/bracia-hunt-spekulacja-srebrem.html) oraz (http://independenttrader.pl/102,bracia_hunt_-_lekcja_historii.html)

Spekulacja na srebrze braciom Hunt się  nie udała, stracili całą rodzinną fortunę, natomiast George Soros spekulując na angielskim funcie, znacznie pomnożył swoje bogactwo. Gdyby George Soros w 1992 r.  nie miał nieograniczonego dostępu do tanich, kredytowo kreowanych angielskich funtów, a mógłby  na swą grę spekulacyjną pożyczać jedynie funty zdeponowane z zaoszczędzonych dochodów, to szybko przekonałby się, że nie ma żadnej szansy na zdewaluowanie  funta. Dlaczego?  Dlatego, że podaż pieniędzy z zaoszczędzonych dochodów jest wartościowo ograniczona, a z kredytowej kreacji jest elastyczna i de facto wartościowo nieograniczona. Gdyby pożyczał funty zaoszczędzone musiałby konkurować o nie z innymi inwestorami, co skutkowało by wzrostem stopy procentowej i jego gra stałaby się szybko nieopłacalna, a gdyby w tych warunkach ją kontynuował, doprowadziłaby się go do bankructwa. 
Natomiast popyt finansowany dodatkowo kreowanym kredytowo pieniądzem, który koncentruje się na wąskim asortymencie towarowym, jest po prostu popytem wyizolowanym i potencjalnie nieograniczonym. Wzrost tego popytu nie odciąga bowiem, nie zmniejsza popytu finansowanego ze wcześniej realizowanych dochodów pieniężnych na inne asortymenty towarowe. Wzrost spekulacyjnego popytu nie uruchamia automatycznie wzrostu stopy procentowej. Zmiana stopy zależy od dyskrecjonalnej decyzji banku centralnego.
W warunkach kreacji pieniądza kredytowego funkcjonują równolegle dwa popytu: 1) popyt finansowany z wcześniej zrealizowanych przychodów/dochodów pieniężnych oraz 2) dodatkowy popyt finansowany wykreowanym kredytowo pieniądzem. Popyt finansowany z przychodów/dochodów realizowanych w społecznym procesie produkcji jest wartościowo ograniczony. Każda zmiana wartości i jego struktury skutkuje automatycznie zmianami rynkowej stopy procentowej i cen aktywów, co objawia się w stałej tendencji do przepływów kapitałów od procesów o niższej do wyższej  rentowności. Natomiast dodatkowy popyt finansowany kredytowo wyemitowanym pieniądzem jest wysoce elastyczny. Wartość strumienia jego przyrostu jest tym  większa, im kreowany i udzielany kredyt jest obciążony niższą stopą procentową. Dotąd nie opracowano jeszcze teoretycznych podstaw jego kreacji. Wartość  kreowanego i udzielanego dodatkowego kredytu, nie pokrytego zdeponowanymi lokatami terminowymi z oszczędności, reguluje się w sposób intuicyjny poprzez zmiany stopy procentowej, której poziom mniej lub bardziej podnosi się w zależności od występującego natężenia tendencji  inflacyjnych, oraz obniża się, gdy przejawiają się tendencje deflacyjne. Przyjmuje się, że gdy przy danej stopie procentowej ceny „stoją”, to kreacja i przyrost podaży pieniądza kredytowego kształtuje się na poziomie realnego wzrostu podaży masy towarowej. Przy czym ceny mogą „stać” przy różnej wysokości stopy procentowej. Zależy to od tempa wzrostu podaży masy towarowej na rynek. Przy wysokim tempie wzrostu ceny mogą „stać” przy wysokiej stopie procentowej, a przy niskim tempie ceny będą „stać” przy odpowiednio niskiej stopie.  Natomiast wszelkie zmiany cen, z których wypadkowa odchyla się w górę lub w dół, wymaga stosowania polityki zacieśniania lub luzowania w zakresie podaży pieniądza. Niemniej bańki spekulacyjne powstają i tylko wtedy mogą powstawać, gdy dodatkowo udzielane kredyty są udostępniane w sposób elastyczny i nieograniczony oraz gdy są obciążone niską stopą procentową, a popyt finansowany tymi kredytami jest bardzo skoncentrowany na określonego rodzaju towarach i aktywach. Klasycznym przykładem powstania i rozwijania się bańki spekulacyjnej była sytuacja na rynku kredytów hipotecznych, która doprowadziła do wybuchu w 2008 r.  ogólnoświatowego kryzysu. Niewątpliwie, kiedy na rynku budownictwa mieszkaniowego zostały poczynione ułatwienia dla taniego finansowania kupna domów dla najmniej zamożnych Amerykanów, z okazji tej postanowili skorzystać też spekulanci, którzy zaczęli grać na zwyżkę aktywów w tej branży, lokując w niej coraz więcej pieniędzy pożyczanych ze stosunkowo nisko oprocentowanej bankowej kreacji. W rezultacie popyt na kupno nowych domów wzrastał szybciej od wzrostu technicznych możliwości ich budowy i podaży. Systematycznie wzrastały więc ceny gotowych domów. Kto wcześniej kupił dom i później go sprzedał, realizował premię w postaci różnicy cen pomiędzy wyższą późniejszą ceną sprzedaży i niższą wcześniejszą kupna. Ci, którzy kupowali na kredyt domy nie dla spekulacji a dla własnego użytku w trakcie rozwijającego się już boomu mieszkaniowego, płacili za nie sekwencyjnie coraz wyższe ceny i coraz wyższe też musieli w tym celu zaciągać kredyty w stosunku do tej wartości, jaka wystarczałaby  na kupno tych domów w chwili rozpoczęcia boomu. Gdy wybuchnął kryzys, ceny domów spadły do ich naturalnej, realnej wartości, która okazała się dużo niższa od wartości zaciągniętych na ich kupno kredytów. Różnicę natomiast przywłaszczyli sobie spekulanci, którzy zanim pękła bańka spekulacyjna, zdążyli wyprowadzić zainwestowane w niej środki finansowe. Każda bańka spekulacyjna pęka wtedy, gdy ustaje inwestowanie w nią dalszych środków finansowych, względnie gdy wartość wyprowadzonych z niej środków jest wyższa od zainwestowanych.
W tym miejscu nasuwa się sensowne pytanie: czy spekulacja, której głównym celem jest gra na wzbogacenie się kosztem przewłaszczenia sobie cudzego majątku, jest przestępstwem? Z powyższego wynika, że odpowiedź powinna być jednoznaczna i nie budzić żadnych wątpliwości! Jest to takie samo przestępstwo, jak zafałszowywanie i podmienianie w sprzedaży oleju paliwowego na olej opałowy. Chociaż spekulacja jest naganna i potępiana przez opinię publiczną, jak dotąd nie powstały jeszcze takie regulacje prawne, które uznawałyby i określały warunki dla popełniania tego rodzaju przestępstwa. Niewątpliwie stan taki istnieje dlatego, że  podstawowym warunkiem, który umożliwia i zachęca do spekulacji, jest potencjalnie nieograniczona kredytowa kreacja pieniądza przez bankowość prywatną, która przywłaszcza sobie nadwyżkę podaży towarów, jaka jest wytwarzana i dostarczana na rynek przez cały system gospodarczy. System ten jest zorganizowany na zasadzie społecznego podziału pracy. Społeczny  podział pracy zapewnia nie tylko harmonię ogólnogospodarczą zindywidualizowanych procesów produkcji, ale sprawia też, że oszczędnościowe efekty uzyskiwane w jakiejkolwiek części systemu z upływem czasu rozprzestrzeniają się po całym systemie. Wyjątkowo doniosłym dla rozwoju gospodarczego świata, a niewątpliwie dotąd nieuświadomionym i dlatego niedocenionym jest stałe zastępowanie we wzroście w obiegu drogiego pieniądza z kruszców szlachetnych jego tanimi substytutami. Już Adam Smith dostrzegł i docenił olbrzymie korzyści, jakie daje całej gospodarce zastępowanie w obiegu pieniądza z drogich kruszców szlachetnych: złota i srebra, tanim pieniądzem papierowym: „musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy, a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy”. (Adam Smith: Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, Wyd. PWN, Warszawa 1954, T.I, str. 369). Niestety, jak dotąd,  oszczędności te nie są w ogóle dostrzegane i uwzględniane przez teoretyków pieniądza i finansów. Bliski ich odkrycia był Keynes, ale jego intuicyjne podejście do badania zjawisk gospodarczych zupełnie zawiodło go. Intuicyjnie bowiem przyjął, że nadpodaż wartości towarów, jaka dodatkowo płynie na rynek z oszczędności uzyskiwanych na wzroście taniego obiegu pieniężnego, jest skutkiem nadmiernych, niewydawanych oszczędności z realizowanych dochodów/przychodów pieniężnych. Swą błędną teorią stworzył podstawy doktryny interwencjonizmu państwowego w gospodarkę, która dała przyzwolenie prywatnej bankowości na przywłaszczanie sobie społecznych efektów, jakie w gospodarce permanentnie powstają z zastępowania w przyroście pieniężnego obiegu drogich pieniędzy ze szlachetnych kruszców tanimi ich substytutami. Prawdopodobnie w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, jakiego strasznego i niebezpiecznego dżinna swą doktryną uwolnił i wpuścił do gospodarki. Po pierwsze, społeczne efekty, jakie daje zastępowanie w obiegu drogich pieniędzy z kruszców szlachetnych ich tanimi substytutami, przywłaszcza sobie wąska grupa bankierów i niezasłużenie się bogaci. Po drugie, kreacja kredytowego pieniądza przez prywatną bankowość uruchomiła mechanizm przyspieszonego narastania długu prywatnego i publicznego, który paraliżuje  wzrost i grozi absolutną stagnacją gospodarki. Po trecie, dla kreacji kredytowego pieniądza została zmieniona rola stopy procentowej; stopa procentowa została przekształcona z instrumentu efektywnej alokacji kapitałów w narzędzie stymulowania popytu na pieniądz. Po czwarte, bezpośrednim skutkiem tego jest nieprawidłowa struktura wzrostu popytu oraz alokacji kapitałów, wyrażająca się w powstawaniu i rozwijaniu się baniek spekulacyjnych, które powodują ogromne marnotrawstwo w materialnych zasobach i niewykorzystywanych efektach ludzkiej pracy.  LO

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Jarek K pisze:

    Czy w takim razie powinno się zamknąć wszystkie giełdy z GPW włącznie?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Giełda jest ofiarą polityki rządu, a konkretniej banku centralnego.
    To państwo doprowadza do baniek spekulacyjnych. rynek nigdy by do czegoś takiego nie doprowadził.
    ale rynek jest groźny, bo pokazuje, że nie potrzebujemy ani rządu, ani polityków.
    Gdyby zostali zwolnienie umarliby z głodu. Dlatego tak mocno trzymają się koryta. Ukłony

  3. Giełda i spekulacja
    W opinii publicznej funkcjonuje przekonanie, że wszystkie transakcje zawierane na giełdzie mają charakter spekulacyjny. Niewątpliwie przesądzają o tym informacje, jakie płyną z giełdy. Rozgłos w publikatorach nadaje się bowiem tym nietypowym, skrajnym, donoszącym o sensacyjnie wysokich zyskach lub też o głębokich spadkach kursów papierów wartościowych i olbrzymich stratach. Tymczasem giełda to najbardziej efektywna forma rynku obiektywnego wyceniania towarów i aktywów wystawianych na sprzedaż. Gwarantuje ją duża koncentracja oraz konfrontacja podaży i popytu, które to zapewniają duże liczby podmiotów uczestniczących w transakcjach kupna/sprzedaży przedmiotów obrotu. „Ze względu na koncentrację podaży i popytu, nawet po uwzględnieniu kosztów transakcyjnych, giełda oferuje najlepsze ceny kupna i sprzedaży” (Wielka Encyklopedia PWN, Warszawa 2002, T. 10, str. 137).
    Odróżnia się giełdy: pieniężną i towarową oraz instrumentów pochodnych. Na giełdzie pieniężnej przedmiotem transakcji kupna/sprzedaży są papiery wartościowe (obligacje, akcje) i waluty. Na giełdzie towarowej przedmiotem obrotu są towary masowe, np. zboża, bawełna, cukier, kawa, kauczuk, ropa naftowa, cement, stal, miedź, itp. Z giełd pieniężnej i towarowej wyewoluował segment instrumentów pochodnych. Przedmiotem transakcji są tu nie towary i aktywa, a uprawnienia (kontrakty terminowe, opcje) do ich zakupu lub sprzedaży po cenie terminu ich realizacji. Transakcje zawierane na instrumenty pochodne mają charakter spekulacyjny. Nie chodzi w nich o dostarczenie przedmiotu umowy, a o zrealizowanie różnicy pieniężnej, jaka wystąpi pomiędzy ceną w zawartej umowie a faktyczną ceną terminu realizacji umowy.
    W warunkach obiegu pieniądza kruszcowego spekulowanie na zmianie wartości kruszcowych monet oraz cenie towarów nie było przedmiotem zainteresowania, bo ceny pieniądza i towarów były stabilne. Wtedy zamiast spekulantów byli lichwiarze, którzy udzielali pożyczek na bardzo wysoki lichwiarski procent. Spekulanci pojawili się dopiero wtedy, gdy z pieniądza towarowego, jakim jest pełnowartościowy pieniądz kruszcowy, wyewoluował pieniądz nietowarowy w postaci różnych substytutów pieniądza towarowego, podstawą których jest udzielany przez komercyjne banki kredyt, dla którego posiadają one tylko częściowe pokrycie w kapitale własnym lub depozytariuszy. Podaż kredytowego pieniądza jest bardzo elastyczna. Teoretycznie wartość jego emisji może być nieograniczona. Praktycznie o rozmiarach emisji pieniądza kredytowego decyduje popyt na pieniądz, którym można manipulować i go dowolnie powiększać obniżając stopę oprocentowania udzielanych kredytów, z których finansowane wydatki wkraczają na stałe do obiegu jako pieniądz kredytowy. Dopiero kredytowa postać pieniądza umożliwia objęcia spekulacją całej giełdy, również rynków pieniężnego i towarowego. Wystarczy, że ryzykant-spekulant zainwestuje w dowolne wybrane przez siebie aktywa większą pożyczoną kwotę i natychmiast jego rentowność wzrośnie powyżej przeciętnej. To przyciągnie innych inwestorów, poszukujących szybkiego i łatwego wzbogacenia się. Im więcej będą inwestowali w te aktywa, tym bardziej będą napompowywali i powiększali bańkę, która pęknie wtedy, gdy bank centralny podniesie stopę procentową i w ten sposób zahamuje dalszy wzrost podaży kredytowego pieniądza. I tak kredytowa kreacja pieniądza popycha rozwój gospodarki światowej od bańki spekulacyjnej do bańki spekulacyjnej! LO

  4. Maciej K pisze:

    W takim razie jaki system monetarny jest realny i korzystny dla gospodarki? Napisał Pan, że standard złota jest słuszny lecz nierealny ale też o innych metodach napisał Pan, że nie są dobre. Proszę o komentarz. Dziękuję i pozdrawiam!

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Złoto i srebro, reszta to nie jest pieniądz.

    ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *