Złoto: wróg publiczny numer 1

chat-dymki
5

Autor: Alan Greenspan (zapisane w 1965 roku)

Jednym z czynników, który jednoczy niemal wszystkich etatystów, jest histeryczna wręcz wrogość wobec standardu złota. Czują oni – być może nawet bardziej niż obrońcy leseferyzmu – że standard złota i wolność gospodarcza to dwa nierozłączne instrumenty wolności w ogóle; istnienie jednego wymaga istnienia drugiego, i odwrotnie.  

pobrane (4)

Aby należycie zrozumieć źródło tego antagonizmu, konieczne jest zrozumienie szczególnej roli pełnionej w wolnym społeczeństwie przez złoto.

Pieniądz to wspólny miernik wszystkich transakcji gospodarczych. Jest to towar (commodity), który w gospodarce wymiennej służy jako środek wymiany, jest akceptowany przez wszystkich uczestników transakcji jako zapłata za dobra, oraz/lub usługi, i z tego powodu służy także jako standard wartości rynkowej, służąc także jako środek przechowywania (store) wartości, czyli magazyn oszczędności.

Istnienie takiego towaru jest warunkiem wstępnym istnienia ekonomicznego podziału pracy. Gdyby człowiek nie posiadał żadnego towaru o obiektywnej wartości, akceptowanego powszechnie jako pieniądz (środek wymiany), musiałby sięgać po prymitywny barter, albo być samowystarczalnym producentem żywności, rezygnując tym samym z nieocenionych zalet, jakie niesie ze sobą specjalizacja. Gdyby ludzie nie znali sposobu przechowywania wartości, czyli oszczędzania, niemożliwe byłoby ani długoterminowe planowanie, ani rozwinięta wymiana rynkowa.

To, że dany środek wymiany staje się akceptowany przez wszystkich, nie jest wynikiem czyjejś arbitralnej decyzji. Środek wymiany musi odpowiadać pewnej charakterystyce.

Po pierwsze, środek wymiany musi posiadać wysoką trwałość fizyczną. W społeczeństwach prymitywnych, posiadających niewielkie zasoby czy bogactwa, środkiem wystarczająco trwałym służącym wymianie mogłoby być zboże, ponieważ wszystkie mające miejsce w takim środowisku wymiany odbywałyby się wyłącznie w trakcie żniw, lub zaraz po nich. W takich warunkach nie byłoby miejsca na gromadzenie nadwyżek, czyli na oszczędności. Tymczasem w miarę, jak oszczędzanie stawało się coraz ważniejsze, czyli w miarę jak ludzie byli coraz bogatsi,  coraz bardziej cywilizowani, środkiem wymiany musiało być dobro (towar) o wyższej trwałości, najczęściej był nim metal. Wybór metalu był korzystniejszy, ponieważ metale są najczęściej homogeniczne oraz stosunkowo łatwo je podzielić; każda jednostka metalu jest taka sama, można ją łatwo przetopić i ukształtować w monetę o dowolnej wielkości. Klejnoty, nawet najcenniejsze, nie są ani homogeniczne, ani łatwo podzielne. Co więcej, towar wybrany jako środek wymiany musi mieć cechy  przedmiotu luksusowego. Ludzkie pragnienie posiadania drogocennych dóbr nie zna granic, stąd takie luksusowe dobra będą zawsze chętnie akceptowane przez wszystkich. Zboże może być wprawdzie dobrem luksusowym, ale tylko w społecznościach ludzi niedożywionych, na pewno nie tam gdzie panuje prosperita.

Papierosy nie służą jako pieniądz, chociaż bywały takie czasy, np. w powojennej Europie, po II wojnie światowej, gdy uważano je za dobro luksusowe.  Pojęcie „dobro luksusowe” implikuje rzadkość i wysoką wartość jednostkową. Dobro posiadające wysoką wartość jednostkową, jest stosunkowo łatwo przenieść; przykładowo, jedna uncja złota odpowiada  wartości połowy tony surówki żelaza.

W początkowym okresie rozwoju gospodarki pieniężnej, jako środka wymiany używano wielu różnych towarów. Jednakże środkiem wymiany mogło być tylko dobro, którego posiadanie było niezbędne do życia. Z czasem jednak, spośród wielu różnorodnych towarów, wyłoniły się tylko te, które zaspokajały największą ilość potrzeb i były akceptowane przez większość ludzi. Preferencje, jak chodzi o sposób magazynowania wartości, zmieniały się w kierunku coraz to większej akceptowalności towaru używanego jako środek wymiany. Działo się tak dotąd, dopóki nie wyłonił się jeden, akceptowany przez wszystkich towar stanowiący środek wymiany. Stosowanie jednego jedynego środka wymiany miało tę ogromną korzyść, że umożliwiało dowolną ilość nieograniczonej liczby wymian. W tym właśnie zasadzała się zasadnicza wyższość gospodarki pieniężnej nad gospodarką wymienną (barter).

To, czy środkiem wymiany było złoto, srebro, muszelki morskie, bydło, czy tytoń zależało od kontekstu oraz/lub warunków gospodarczych jakie akurat panowały. Dowodzi tego fakt, iż wszystkie te towary na pewnym etapie rozwoju służyły jako środek wymiany. Nawet w czasach nam współczesnych[1], dwa główne towary, złoto i srebro, uznane były – i to na skalę globalną – jako podstawowy środek wymiany. Przy czym dominującą pozycję uzyskało ostatecznie złoto. Jego przewaga nad innymi towarami służącymi jako środek wymiany brała się stąd, że złoto pełniło zarówno rolę surowca do produkcji wyrobów artystycznych (jubilerskich), jak i środka wymiany. Jako dobro stosunkowo rzadkie (scarce), przewyższało pod tym względem wszystkie inne towary, stając się powszechnie akceptowanym środkiem wymiany gospodarczej.

Począwszy od wybuchu I wojny światowej, złoto było jedynym międzynarodowym standardem wymiany. Gdyby jednak wszystkie produkty i usługi miały być opłacane przy użycia złota, trudno byłoby przeprowadzać transakcje o ogromnej wartości, co miałoby niekorzystny wpływ na społeczny podział pracy, doprowadzając do zahamowania, zarówno jego rozwoju, jak i specjalizacji. Stąd, logiczną konsekwencją takiego stanu rzeczy było rozszerzenie środka wymiany poprzez stworzenie systemu bankowego oraz instrumentów kredytowych (banknoty i depozyty), przy których pomocy system ten operował. Te formalne substytuty złota jako środka wymiany mogły być, i były wymieniane na żądanie ich posiadaczy, na złoto.

System wolnej bankowości oparty na złocie był w stanie dostarczyć kredytu, a tym samym emitować banknoty (pieniądze) oraz utrzymywać depozyty w zależności od potrzeb produkcyjnych gospodarki. Indywidualni posiadacze złota, zachęceni poprzez instytucję odsetek od przechowywanego swego kapitału, chętnie trzymają złoto w banku, mogąc jednocześnie emitować czeki w oparciu o swój depozyt. Ponieważ prawdopodobieństwo tego, że wszyscy deponenci złota zechcą wycofać swoje depozyty równocześnie jest niewielkie, bankierzy nie muszą trzymać w banku całego zdeponowanego u nich złota, przechowując jedynie ułamek tego, co wnieśli deponenci, w formie tzw. rezerwy. Umożliwia to bankom udzielanie pożyczek o wyższej wartości niż wynosi wartość złota w nich zdeponowanego (co oznacza, że zabezpieczeniem depozytu jest raczej prawo do złota a nie samo złoto kruszcowe). Jednakże wartość pożyczek, jakich bank może udzielić nie jest arbitralna; może ich udzielić tylko tyle, ile wynika z relacji wolumenu kredytu do wartości posiadanych rezerw oraz w zależności od statusu inwestycji znajdujących się w posiadaniu banku.

Bank pożyczając pieniądze służące do finansowania produkcji i innych zyskownych przedsięwzięć, otrzymuje równocześnie od dłużników – w formie spłaty – zwrot pożyczonych kredytów. Dzięki temu jego akcja kredytowa jest ciągła, tym samym dostępne są wciąż nowe kredyty. Kiedy jednak przedsięwzięcia finansowane kredytem nie są odpowiednio rentowne, dochodzi do spowolnienia strumienia spłat kredytów, co w efekcie może doprowadzić do tego, że bankierzy będą posiadać mniej złota niż wynosi wolumen udzielonych przez nich pożyczek. Taka sytuacja wymusza na bankach ograniczenie akcji kredytowej, co odbywa się zwykle poprzez podniesienie oprocentowania długu. Skutkiem tego procesu jest ograniczenie dostępności finansowania nowych przedsięwzięć, przy równoczesnym zacieśnieniu, jak chodzi o rentowność i zysk, wymagań odnośnie istniejących kredytobiorców. W ten sposób, w warunkach istnienia standardu złota, system wolnej bankowości stoi na straży stabilności gospodarczej i równoważenia wzrostu.

Tak długo, jak złoto traktowane jest jak powszechnie akceptowalny środek wymiany, niczym niezaburzony, międzynarodowy, wolny standard złota służy rozwojowi światowego podziału pracy oraz nieskrępowanej międzynarodowej wymianie handlowej. Mimo iż jednostki wymiany (np. dolar, funt szterling, frank i inne.) różnią się od siebie w zależności od parytetu wymiany w stosunku do jednostek złota, traktowane są one jak jeden pieniądz. Dzieje się tak dopóki żaden z uczestników tego standardu nie narzuci innym restrykcji jak chodzi o wymianę handlową, czy przepływ kapitału.

Kredyt, jego oprocentowanie, a także ceny mają we wszystkich krajach jednakową tendencję podążania w tym samym kierunku. Jeśli, przykładowo, jeden z banków proponuje zbyt liberalną[2], zbyt ekspansywną politykę kredytową, oprocentowanie kredytu przejawia tendencję spadkową, co z kolei zachęca depozytariuszy do przeniesienia swego złota do  krajów, w których odsetki od depozytu banków są wyższe. Taka polityka prowadzi do natychmiastowego spadku rezerw w bankach stosujących “łatwą” politykę kredytową, co z kolei zmusza je do zacieśnienia kryteriów udzielania kredytu, oraz do oprocentowania gwarantującego wyższe odsetki i tym samym do nawiązania kontaktu z konkurencją.

Całkowicie wolnej bankowości, a także w pełni konsekwentnego standardu złota nie udało się jeszcze nigdzie osiągnąć. Jednakże przed I wojną światową, amerykański (a także  każdy inny) system bankowy opierał się na złocie. I chociaż nie udawało się uniknąć wyrywkowych interwencji rządowych, bankowość była znacznie bardziej wolna niż regulowana. Okresowo, w następstwie nadmiernej ekspansji kredytowej, niektóre banki udzielały kredytu na poziomie zagrażającym zasobom ich rezerw złota. Skutkiem takiej polityki był gwałtowny wzrost oprocentowania; nowe kredyty były ograniczane, a gospodarka wpadała w ostre, choć z reguły krótkotrwałe recesje. (W porównaniu z depresjami z lat 1920 oraz 1930, spadki aktywności gospodarczej w okresie poprzedzającym I wojnę światową były zdecydowanie łagodniejsze).  To właśnie ograniczone rezerwy złota doprowadziły do zahamowania niezrównoważonej ekspansji biznesu i wybuchu katastrofy gospodarczej, jaka nastąpiła po zakończeniu I wojny światowej.  Proces dostosowywania się był szybki, a gospodarka bardzo szybko powracała do zdrowych fundamentów umożliwiających przywrócenia warunków do dalszego wzrostu gospodarczego.

TheFed_1520525c

Jednakże proces „leczenia” gospodarki mylnie utożsamiono z samą chorobą; jeśli brak rezerw prowadzi do spadku wzrostu gospodarczego – utrzymywali zwolennicy interwencjonizmu – dlaczego nie zastanowić się and sposobami dostarczania zagrożonym bankom odpowiedniej płynności, żeby tym samym, uniknąć braku rezerw i uchronić je od kryzysów? Jeśli bank będzie w stanie prowadzić działalność kredytową w nieskończoność – twierdzono – nie będzie żadnych recesji, czy zahamowań w biznesie. Skutkiem tego typu rozumowania było powołanie do życia w 1913 roku Systemu Rezerwy Federalnej. Składał się on z 12 oddziałów regionalnych, formalnie posiadanych przez prywatnych bankierów, w rzeczywistości zaś sponsorowanych, kontrolowanych oraz wspieranych przez rząd. W rzeczywistości więc kredyt generowany przez te banki (co jest działaniem niezgodnym z prawem) gwarantowane jest prawem rządu do pobierania podatków[3]. Technicznie pozostawaliśmy przy standardzie złota; obywatele mieli nadal pełne prawo posiadania złota, które było traktowane jako rezerwa bankowa. Jednakże odtąd, prócz samego złota, legalnym środkiem płacenia depozytariuszom, stały tzw. rezerwa papierowa, czyli kredyt wytworzony przez Rezerwę Federalną. Gdy w 1927 roku gospodarka Stanów Zjednoczonych zaczęła się łagodnie kurczyć, Rezerwa Federalna stworzyła więcej rezerw papierowych, opóźniając w ten sposób potencjalny kryzys wywołany brakiem płynności banków.

Znacznie bardziej dramatyczna była próba ratowania przez amerykański bank centralny (FED), zagrożonej utratą rezerw złota Wielkiej Brytanii na rzecz Stanów Zjednoczonych, spowodowana odmową ze strony Banku Anglii, podwyższenia, zgodnie z nastrojami rynku, oprocentowania kredytów. Powód: z politycznego punktu widzenia działanie takie byłoby nieroztropne. Uzasadnienie takiej pomocy było ze strony rządu następujące; jeśli Rezerwa Federalna wpompuje w amerykańskie banki więcej “papieru”, oprocentowanie kredytów w USA, siłą rzeczy, spadnie do poziomu porównywanego z poziomem obowiązującym w Wielkiej Brytanii, skutkiem czego w tej ostatniej nastąpi zahamowanie odpływu złota, dzięki czemu USA uniknie niezręcznej politycznie konieczności podniesienia u siebie stóp procentowych. Oficjalnie „Fed” triumfował; odpływ złota została zatrzymany, jednakże niewiele brakowało, by cały ten proces doprowadził do rozpadu światowej gospodarki. Nadmierny kredyt, który został wpompowany w gospodarkę przez FED, rozlał się na rynek papierów wartościowych, doprowadzając do bezprecedensowego boomu spekulacyjnego. Zanim się Rezerwa Federalna zorientowała i zdołała powstrzymać sztuczną hossę, do 1929 roku powstała tak ogromna nierównowaga na rynku, że próby jej ograniczenia wywołały utratę zaufania do gospodarki. W rezultacie, amerykańska gospodarka upadła.

Jeszcze gorzej miała się gospodarka brytyjska; zamiast zaabsorbować pełne skutki poprzedniego błędu, opuściła w 1931 roku standard złota kompletnie, niszcząc resztki tego zaufania, jakie jeszcze gdzieniegdzie pozostało, doprowadzając równocześnie do serii upadłości banków. W konsekwencji świat wpadł w Wielką Depresję lat 30. XX wieku.

 

Opierając się na logice powstałej pokolenie wcześniej, etatyści argumentowili, że przyczyną bańki kredytowej, która doprowadziła do Wielkiej Depresji był standard złota.  Gdyby nie było standardu złota, utrzymywali jego wrogowie, odmowa Wielkiej Brytanii dokonywania płatności w złocie, co miało miejsce w 1931 roku, nie miałaby wpływu na upadek tylu światowych banków. (Ironia polega na tym, że począwszy od roku 1913 nie byliśmy na żadnym standardzie złota, lecz co najwyżej na czymś, co można by nazwać “mieszanym standardzie złota”. Z jakiej więc racji obarczano winą wyłącznie złoto?).

Jednakże opozycja wobec standardu złota, bez względu na jego formę – tworzona przez rosnącą gwałtownie grupę światowych adwokatów państwa opiekuńczego – posługiwała się znacznie subtelniejszym argumentem. Głosił on, że standard złota jest niekompatybilny z chronicznym deficytem wydatków rządkowych, który jest fundamentem państwa opiekuńczego.

Oczyszczone z pseudoakademickiego żargonu i nowomowy, państwo opiekuńcze było niczym innym, jak mechanizmem, dokonywanej przez rząd i państwo, konfiskaty majątku produktywnych członków społeczeństwa na rzecz wspierania tzw. ubogich mas, rzekomo przez tych pierwszych wyzyskiwanych bądź zaniedbywanych. Przy czym znakomita część tej konfiskaty odbywa się poprzez proces opodatkowania. Jednakże etatyści od państwa opiekuńczego szybko zorientowali się, że jeśli chcą utrzymać władzę polityczną, zakres opodatkowania musi zostać ograniczony, oni zaś będą musieli się uciec do masowego deficytu budżetowego, to jest pożyczać pieniądze poprzez emisję obligacji rządowych, i w ten sposób finansować ogromne wydatki na cele socjalne.

W warunkach standardu złota, ilość kredytu jaki gospodarka jest w stanie utrzymać jest wyznaczana przez istniejące rzeczowe aktywa trwałe (tangible assets). Dzieje się tak, ponieważ każdy instrument kredytowy, każda pożyczka jest w swej istocie odpowiednikiem jakiegoś dobra/usług które się za ten kredyt nabywa. (Za każdym pożyczonym pieniądzem kryje się towar/dobro które za te pieniądze jest nabywane. De facto pożyczamy towar, a nie pieniądze). Jednakże obligacje rządowe nie są gwarantowane przez aktywa trwałe, a jedynie przez obietnicę rządu, że kiedyś w przyszłości spłaci on swój dług przy użyciu dochodów z podatku. Tym samym, nie mogą być one łatwo zaabsorbowane przez rynek finansowy. Duża ilość nowych obligacji rządowych może być sprzedana inwestorom tylko na warunkach rosnącej rentowności. Z tego powodu, deficyt wydatków rządowych w warunkach standardu złota jest znacznie ograniczony. Dlatego właśnie likwidacja standardu złota umożliwiła adwokatom państwa opiekuńczego sięgnięcie do system bankowego, jako źródła finansowania nieograniczonej ekspansji kredytowej. Stworzyli oni tym samym system rezerw (to jest: pieniędzy) papierowych (zwany inaczej quantitative easement) w formie obligacji rządowych, które – poprzez system działań kompleksowych – są przez banki akceptowane w miejsce aktywów trwałych i traktowane jakby gdyby były rzeczywistym depozytem, to znaczy, ekwiwalentem tego, czym niegdyś był depozyt w postaci złota. Posiadacz obligacji rządowej albo depozytu bankowego stworzonego przez rezerwę papierową wierzy, że jest właścicielem prawa do realnego aktywa, podczas gdy w rzeczywistości roszczeń do aktywów jest więcej niż realnych aktywów.

Prawa popytu i podaży nie da się oszukać. W miarę jak rośnie podaż pieniądza (roszczenie do pieniądza) w stosunku do podaży trwałych aktywów gospodarki, ceny muszą ostatecznie wzrastać. Tym samym dochody oszczędzane przez produktywnych członków społeczeństwa tracą swoją wartość mierzoną w ilościach tych dóbr. Z chwilą, gdy księgi rachunkowe są zbilansowane, widać że ta utrata wartości jest ekwiwalentem dóbr kupionych przez rząd w celu zaspokojenia potrzeb polityki socjalnej, czy jakiejś innej, za pieniądze uzyskane ze sprzedaży obligacji rządowych finansowanych przy pomocy mechanizmu ekspansji kredytowej.

Pod nieobecność standard złota, nie ma sposobu ochrony oszczędności przed konfiskatą przy użyciu inflacji. Nie ma więc bezpiecznego sposobu gromadzenia wartości. Gdyby taki sposób istniał, zasoby rządu byłyby – tak jak to było w przypadku złota – nielegalne. Jeśli wszyscy zdecydowaliby, przykładowo, że wymienią swoje depozyty bankowe na srebro, miedź, czy jakiekolwiek inne dobro, a następnie odmówili przyjmowania płatności za dobra przy pomocy czeków, depozyty bankowe straciłyby swą siłę nabywczą, a stworzony przez rząd kredyt stałby się bezwartościowym roszczeniem o prawo do tych dóbr. Polityka finansowa państwa opiekuńczego wymaga, by żaden właściciel majątku nie miał możliwości jego ochrony. To prawdziwy powód, dla którego zwolennicy państwa opiekuńczego są tak niechętni złotu.

Wydatki rządowe finansowane z kredytu (deficyt spending) to sposób na konfiskatę majątku. Na drodze tego zdradliwego procederu stoi jednak złoto. Stoi ono na straży prawa własności. Ktoś, kto to pojął, nie będzie mieć trudności ze zrozumieniem powodu wrogości etatystów wobec standardu złota.



[1] Niniejszy tekst spisany został w latach 60. XX wieku – przyp. red.

[2] Chodzi rzecz jasna o poziom restrykcyjności kryteriów przyznawania kredytów – przyp. red.

[3] W tymże samym 1913 roku Kongres uchwalił XVI Poprawkę do konstytucji, która nakładała na obywateli Stanów Zjednoczonych podatek dochodowy – przyp. red.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. […] „Polityka finansowa państwa opiekuńczego wymaga, by żaden właściciel majątku nie miał możliwości jego ochrony. To prawdziwy powód, dla którego zwolennicy państwa opiekuńczego są tak niechętni złotu. Wydatki rządowe finansowane z kredytu (deficyt spending) to sposób na konfiskatę majątku. Na drodze tego zdradliwego procederu stoi jednak złoto. Stoi ono na straży prawa własności. Ktoś, kto to pojął, nie będzie mieć trudności ze zrozumieniem powodu wrogości etatystów wobec standardu złota” Alan Greenspan (zaczerpnięte z http://www.fijor.com/zloto-wrog-publiczny-numer-1/) […]

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Moim zdaniem Chiny czają się, żeby zrzucić z tronu dolara i zamienić go miejscami z renminbi (juan).
    Obawiam, się, że doprowadziłoby to do wojny USA-Chiny, co w przypadku zwycięstwa Hilarii, Jeba, Rubio a nawet Donalda T. wydaje się bardzo prawdopodobne.

    Ukłony

  3. Tak. Myślę że Chiny nieuchronnie dążą do dominacji w światowej gospodarce, a to że nie ujawniają swojego „złotego celu” i przesuwają w czasie dekapitację USD myślę że jest spowodowane tym, że chodzi im również o to żeby USA miękko wylądowały.
    Chiny chcą po prostu handlować ze światem (konkurencji się nie boją) więc nie mogą jednocześnie tego świata utopić w kryzysie bo nic im z tego nie przyjdzie… Myślę że małymi krokami chcą przygotować świat na alternatywę żeby zmiana nastąpiła płynnie bez szkody dla największej (najbardziej chłonnej) gospodarki którą są USA.

    Pozdrawiam

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Szkody nie da się uniknąć. Amerykanie bez dominującego dolara muszą się ostro wziąć do roboty.
    albo resztę świata pobić pod byle jakim pretekstem: pranie pieniędzy, handel żywym towarem,
    pedofilia czy pornografia dziecięca.

    Ukłony

  5. Dobre te preteksty 🙂 W zasadzie to mogą już zaczynać… a najlepiej od siebie (zwłaszcza po ostatnim wyroku ichniego SN w sprawie legalizacji w całych stanach małżeństw homoseksualnych).
    A na poważnie to zawsze mogą wrócić do kapitalizmu i wojna nie będzie potrzebna żeby odbudować swoją pozycję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *