Widmo Marksa nad Polską

chat-dymki
6

Andrzej Blikle i Tomasz Budzik w tekście o bardzo złowieszczym tytule „Widmo Marksa nad Polską” (w „Rzeczpospolita” 22-23 sierpnia 2015, str. 34-35)  starają się przekonać polskiego czytelnika o niebezpieczeństwie, jakie zagrażałoby dla naszego rozwoju gospodarczego, gdyby nasi decydenci polityczni dali posłuch pokrętnej tezie dot.  zrealizowania postulatu sprawiedliwości społecznej  zmniejszenia nierówności majątkowych między ludźmi poprzez progresywne opodatkowanie majątku, który to postulat Thomas Piketty, według opinii niektórych teoretyków ekonomii, przekonująco uargumentował w swych głośnych  książkach, wcześniejszej „Ekonomia nierówności” oraz ostatnio  głośniejszej  „Kapitał w XXI wieku”. Generalnie należy zgodzić się z  opinią autorów tekstu, że „od sporów na temat, czy dane interpretacje zostały dobrane przez niego (Piketty’ego) do założonych (z góry – LO) tez czy też na odwrót, ciekawsze jest praktyczne  przełożenie na obecną i przyszłą polską rzeczywistość obserwacji i recept Piketty’ego. Czy pasują do Polski?”. W bardzo przekonujący sposób dowodzą, że absolutnie nie!

To że „Kapitał w XXI wieku” jest książką „świetnie napisaną i stawia tezy, których nie można tak po prostu zbyć milczeniem” zostało nie tylko przez autorów tekstu ale już też wcześniej przez wielu ekonomistów zaakceptowane. Jednak z tego wcale nie wynika, jak to sugerują autorzy, że należy zgodzić się „z jej (książki Pikety’ego) podstawowym przesłaniem, że świat, w którym dochodowość kapitału finansowego jest wyższa od dochodów z pracy, nie może dobrze skończyć”. Jest to absolutnie błędny wniosek! Autorzy tekstu  nie mogliby go przytoczyć, gdyby podjęli i krytycznie ustosunkowali się do tych faktów w historii rozwoju gospodarczego, które sam Piketty widzi, a które bagatelizuje i stara się od nich uciekać. Piszą bowiem, że Piketty „zdaje się nieszczególnie interesować wzrostem zamożności ludzi najmniej zarabiających, jeżeli nie idzie to w parze ze spadkiem zamożności najbogatszych. Jak sam jednak zauważa, „między rokiem 1870 i 1994 siła nabywcza robotnika zwiększyła się około ośmiokrotnie. Ten spektakularny wzrost stopy życiowej w ciągu ostatniego wieku kapitalizmu był zresztą wyraźnie taki sam we wszystkich krajach zachodnich””. Piketty w ogóle nie zastanawia się nad tym, skąd się wziął i bierze się systematyczny wzrost zamożności społeczeństw w krajach zachodnich. Jego interesują tylko bieżąco istniejące różnice dochodowe i pragnie je zlikwidować, żeby wszyscy mieli po równo. „W praktyce Piketty uważa, że fiskus zastąpi przedsiębiorców w ich decyzjach alokacji kapitału – po prostu fiskus będzie wiedział lepiej, w co go zainwestować”. Starsi rodacy, którzy żyli w PRL, doskonale pamiętają, jak to w kraju, w którym inwestycje i produkcja były centralnie planowane, rynkowa podaż towarów nigdy nie odpowiadała popytowi konsumentów. Jednych towarów było za dużo i zalegały sklepowe półki, innych natomiast stale brakowało i trzeba było za nimi stać w kolejkach. Nic dziwnego, że po transformacji ustrojowej wiele państwowych przedsiębiorstw zbankrutowało. Zbankrutowały przede wszystkim te, na towary których nie było popytu. To konsumenci decydują, których towarów potrzebują, które chcą kupić i zapłacić za nie godziwą i dla producenta opłacalną cenę. Wysokość ceny  i realizowanego w niej zysku orientuje z kolei producenta, jakich towarów konsumenci najbardziej potrzebują oraz określa wartość kapitału, którą w daną dziedzinę produkcji należy zainwestować.

Tymczasem Piketty ten doskonały mechanizm chce na siłę rozmontować, chce pozbawić przedsiębiorców bodźców do akumulowania zysków i inwestowania. Chyba nie wierzy on w to, że gdy fiskus zabierze przedsiębiorcom zyski i podzieli je równo wśród wszystkich pracujących i w ten sposób podniesie ich wynagrodzenia, to nie zechcą oni o tę właśnie wartość powiększyć swoje wydatki na konsumpcję. Akumulacja zniknie. Nie będzie środków na inwestycje i na przyszły wzrost produkcji oraz większej podaży towarów na rynek. Dlaczego zbankrutowały polskie stocznie? Bo stoczniowcom udało się wymóc tak wysoki wzrost płac, że koszty, jakie stocznie ponosiły na wypłaty płac, nie były pokrywane przez wpływy finansowe za wyprodukowane i sprzedawane statki. W tym czasie, kiedy nasze stocznie bankrutowały, stocznie w Korei Płd. wyjątkowo dynamicznie się rozwijały. Ale w o wiele bogatszej od Polski Korei Płd. tamtejsi stoczniowcy mieli niższe płace od polskich stoczniowców!

Tak więc każda próba wyrównania bieżących dochodów poprzez wysokie, progresywne opodatkowanie kapitałów musi prowadzić do zapaści produkcyjnej i ruiny gospodarczej. Skutkiem może być tylko, co prawda równa, ale za to powszechna bieda!
Thomas Piketty jest stosunkowo młodym człowiekiem, urodzonym w 1971 r. Gdyby urodził się wcześniej i mógłby na przykład  żyć w jednym z krajów dawnego bloku komunistycznego, to doświadczyłby, że nawet w tych krajach, w których w oficjalnej ideologii był propagowany równościowy podział dochodów, faktycznie taki podział nigdy nie był realizowany, bo praktycznie był nie do utrzymania. Trudno bowiem oczekiwać, aby salowa w szpitalu otrzymywała za swą pracę wynagrodzenie w takiej samej wysokości jak z dużym doświadczeniem i wysokiej klasy chirurg.

Takiej równości w dochodach nie był władny nawet zaprowadzić realny socjalizm! To co w swych książkach wypisuje Piketty na temat zmniejszenia nierówności majątkowych i dochodowych między ludźmi to nie godne uwagi propozycje społeczne i ekonomiczne, a mrzonki mitomana. LO

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Herbert Sceptyczny pisze:

    Panie Janie, czytałem o tym Pikettym w Wyborczej i paru innych lewicowych, pseudo-intelektualnych periodykach, bo od kilku miesięcy lewica rozpływa się nad rzekomą głębią jego refleksji ekonomicznej. A to zwykły bełkot i nic więcej! Najprostszy wniosek płynący z wyższej dochodowości kapitału od pracy, to wyższe opodatkowanie pracy niż kapitału. Skoro kapitał opodatkowuje się relatywnie niższym „podatkiem Belki” i jemu podobnymi w Europie Zach., a pracę składkami społecznymi, ubezpieczeniowymi i progresywnymi podatkami dochodowymi, niczym alkohol akcyzą, to całkowicie oczywistym jest, że dysproporcje między kapitałem a pracą muszą się zwiększać. Pan Piketty pomija też zupełnie fakt przerzucalności podatków i to, iż opodatkowując bardziej bogatych, tak czy inaczej podatki te zostaną przerzucone na biednych i nie ma żadnej możliwości by to uniknąć. Zapomina także o tym, że najszybciej dysproporcje malały w erze XIX wiecznego kapitalizmu w USA, gdzie każdy pucybut mógł awansować do milionera w wyniku swojej ciężkiej pracy. Zresztą Pan Piketty posługuje się marksistowskimi pojęciami biednych i bogatych, których dziś tak naprawdę już nie ma, tak samo jak „klas społecznych”, bo są one płynne i każdy może „awansować” albo „spaść” do innej klasy. Tak więc, nie bardzo przejmowałbym się wypocinami tego człowieka. Cieszy mnie bardziej to, że lewicowe „elity” intelektualne odwołują się obecnie do tak niskich, prymitywnych ludzkich uczuć jak zazdrość (że ktoś jest zamożniejszy), bo znaczy to, że rozwój kapitalizmu doprowadził już do kompletnego upadku teorie klasowe Marksa i pojęcia biedoty, której obecnie nie ma ani w Europie, ani w Ameryce, bo ciężko uznać, że biednym jest ktoś kto nie może sobie pozwolić na zakup auta czy mieszkania na kredyt, biorąc pod uwagę poziom życia „klasy robotniczej” z początku XIX w.
    Pozdrawiam

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Biednym jest ten, kto zamiast zakasać rękawy wierzy w dobroczynność państwa.
    Bieda to dzisiaj wybór. Niestety, pod wpływem wyboru większości biednych reszta też biednieje.

    ukłony

    Jan M Fijor

  3. Paweł pisze:

    Rzekłbym nawet, że to idee daleko na lewo od socjalizmu. Sam fakt, że komuś przyszło do głowy, że ludzie są równi jest kuriozalny i niedorzeczny. Nasza cywilizacja (łacińska) była kiedyś najlepsza i panująca właśnie dlatego, że wykorzystywano umiejętności i predyspozycje każdej jednostki efektywnie. Dziś bełkot o równości płac kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach świadczy o kompletnym upadku cywilizacji. Jeszcze 150 lat temu nikomu przeciętnie inteligentnemu nie przeszłaby taka brednia przez gardło. Dziś ludzie, którzy podostawali dyplomy lewackich uczelni ględzą o tym wszędzie niby o jakiejś prawdzie objawionej. Tylko wolny rynek i „żarłoczny” jak go niektórzy określają kapitalizm jest w stanie skutecznie i efektywnie alokować środki produkcji, w tym pracę człowieka.

  4. Web Desginer pisze:

    Uwaga techniczna do projektanta strony. Kto wymyślił biały tekst na czarnym tle? Przecież tego nie da się czytać, gdyż wzrok bardzo szybko się męczy. Znalazłem na blogu kilka ciekawych tekstów wartych lektury, ale… zaraz mnie szlag trafi od tego oczopląsu. Proszę zamienić „negatyw” na „pozytyw”, „żeby czytało się lepiej… wszystkim” 😉

  5. Web Desginer pisze:

    Czy Pan Jan Fijor również wydałby książkę na czarnym papierze wypełnioną białym tekstem? Proszę zrobić taki eksperyment pomijając nawet wyjątkowe marnotrawstwo tuszu/atramentu w takim przypadku.

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Chyba nie, bo czytelnikom to się nie podoba.
    pozdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *