Czy bitcoin jest pieniądzem/walutą/sieciowym regulowaniem płatności? 

chat-dymki
2

1.   Dotychczasowa dyskusja, którą zainicjował  tekst pt.:”Bitcoin – oszustwo stulecia?” opublikowany na www.fijor.com/blog/  wykazuje, że wszyscy zwolennicy i gorący obrońcy bitcoina postrzegają tę „walutę” wyłącznie przez pryzmat wielu zalet i korzyści, jakie daje i umożliwia jej wykorzystanie techniki informatycznej. Te zalety i korzyści koncentrują się w segmencie transakcyjnym „waluty bitcoinowej” i sprowadzają się do nastepujących:” – Brak możliwości podrobienia; – Brak możliwości podwójnego wydatkowania; – Dużo większa anonimowość; – Szybkość transferu przy znikomej prowizji (lub jej braku) do dowolnego miejsca na ziemi. Bitcoin do walut fiat ma się jak list tradycyjny do maila; – Niemożliwość konfiskaty czy blokady rachunku (przypominam Cypr i Grecję); – Brak chargebacku – utrapienie handlowców w przypadku bankowości tradycyjnej. (…) To dzięki tym cechom Bitcoin zyskał popularność.”   (cyt. z  postu  22 września 2015 o 20:24). „Uważam Bitcoina za coś fascynującego, gdyż (…) głównie chodzi o jego użyteczność”(23 września 2015 o 16:10). Jak dotąd wszystkich tych cech i zalet nie mają istniejące waluty,  ani te obiegające tylko w poszczególnych krajach, ani te wykorzystywane też w wymianie międzynarodowej. Sądzę, że to banki komercyjne wzbraniają się przed wprowadzeniem do sektora transakcyjnego wszystkich wyżej wymienionych usprawnień, które to umożliwia technika sieciowa. Gdyby wszystkie podmioty gospodarcze, a więc gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa,  instytucje publiczne oraz organizacje społeczne trzymały swoje środki pieniężne nie na bankowych rachunkach rozliczeniowych a w „portmonetkach sieciowych”, to de facto dalsze istnienie segmentu transakcyjnego w bankach nie miało by racji bytu. Ale banki komercyjne pozbyłyby się nie tylko dochodowej obsługi kasowej, ale jeszcze, co gorsze utraciłyby część prawie darmowych rezerw pieniężnych, na bazie których udzielają kredytów, dla których faktycznie nie posiadają pokrycia/zabezpieczenia w terminowych lokatach. Jak to jest możliwe? Wynika to z prawa wielkich liczb. W każdym banku jest otwartych bardzo dużo rachunków rozliczeniowych różnych podmiotów, na które wpływają środki pieniężne oraz są realizowane płatności w zróżnicowanych momentach czasowych. Na skutek tego zróżnicowania występują takie sytuacje, że gdy na części rachunków nie ma akurat żadnych środków pieniężnych, bo dokonano z nich wypłat, na innych rachunkach stany środków są maksymalne, bo akurat wpłynęły na nie pieniądze. Po zagregowaniu stanów środków na wszystkich rachunkach w banku znajduje się określony przeciętny stan rezerw pieniędzy transakcyjnych, które bank może wypożyczać udzielając dodatkowych kredytów bez obawy popadnięcia w niewypłacalność w okresie normalnego stanu koniunktury. W ten sposób banki przyspieszają szybkość obiegu pieniądza, co ma takie same znaczenie jakby o odpowiednią wartość była zwiększana podaż pieniędzy.
Związek pomiędzy zasobem, czyli stanem rezerw pieniędzy transakcyjnych i szybkością ich obiegu ujął Irving Fisher (1867 – 1947) w swej formule ilościowej pieniądza: MV = PT, gdzie: M – zasób depozytowego pieniądza transakcyjnego (bez gotówki w obiegu), V – szybkość obiegu pieniądza transakcyjnego, p – przeciętna cena transakcji z rachunku rozliczeniowego, T – liczba transakcji. Bank udzielając dodatkowych kredytów z rezerw transakcyjnych ma tę korzyść, że na tę pulę kredytów nie musi tworzyć dodatkowej kosztownej rezerwy kapitałowej. Tak więc na wprowadzeniu „portmonetek sieciowych” banki poniosłyby ogromną stratę w opłatach za prowadzenie rachunków i dokonywanych na nich obrotach transakcyjnych, a jeszcze większą na utracie dochodów z oprocentowania od kredytów udzielanych z rezerw pieniędzy transakcyjnych swoich klientów. Korzyść a przede wszystkim ułatwienia transakcyjne, jakie daje posiadanie „portmonetki sieciowej” każdemu podmiotowi muszą przeważyć nad partykularnymi interesami wąskiej grupy bankierów. Dlatego jestem za wprowadzeniem usprawnień technicznych w segmencie transakcyjnym funkcjonujących walut, a nie za ich wypieraniem i upowszechnianiem w obiegu rzekomo doskonalszego bitcoina.
2. Mam nadzieję, że się nie mylę, jeśli przywołam, że podstawową tezą ideologii bitcoina jest następujące twierdzenie: „Pieniądzem jest wszystko to, co jest wynikiem umowy między grupą ludzi, którzy będą go używać. (…) Bitcoin jest wyborem. Nikt tu nikogo nie namawia ani nie zmusza…” (23 września 2015 o 16:10). Jest angielskie przysłowie: It’s best to be your own man, którego istotę w swobodnym tłumaczeniu na język polski można też wyrazić polskim przysłowiem: Ćwierkały jaskółki, że zgubne są spółki. Każda umowa to spółka, bo jej uczestnicy mają stosowne, określone w umowie uprawnienia. Uczestnictwo jest dobrowolne. Można z niej wyjść, gdy interesy uczestnika są rozbieżne z interesami pozostałych członków spółki. Gorzej, gdy wewnątrz spółki powstanie grupa, która działa na szkodę innych jej członków. Spółka się rozpada, gdy część jej uczestników czuje się poszkodowana w podziale efektów z jej działalności. Nie można na tak wątłych podstawach opierać i budować życie gospodarcze zorganizowanej społeczności. Od samego początku rozwoju społecznego podziału pracy jego motorem była indywidualna inicjatywa i przedsiębiorczość pod kuratelą zorganizowanej społeczności najpierw plemiennej a później państwowej. Angielski filozof Thomas Hobbes (1588 – 1679) uważał, że w stanie natury ludzie kierowali się egoizmem i panowała wtedy wojna wszystkich ze wszystkim [bellum omnium in (contra) omnes]. Aby żyć w pokoju, jednostki ludzkie muszą  zawierać ze sobą umowę społeczną i poddawać się władzy suwerena, który stoi na straży przestrzegania norm współżycia społecznego. Powstaje prawo, które obligatoryjnie obowiązuje każdego. Pod groźbą represji suwerena nikt nie może uchylić się od jego przestrzegania. Za prawną kuratelę państwo nakłada na jednostkę określone świadczenia. W  ten sposób państwo staje się  wszechwładne nad społeczną egzystencją jednostki.
Jest jeszcze inny istotny powód, dla którego żadna dobrowolna spółka, zawiązana do świadczenia określonych usług, w świecie konkurencji nie ma i nie może mieć trwałej perspektywy istnienia. Jeżeli inna organizacja lub instytucja państwowa zaoferuje lepsze i tańsze usługi, to każdy z nich skorzysta. Na nic się więc zda  zaangażowanie nawet najbardziej zagorzałego zwolennika w obronę działalności organizacji, w której on osobiście odnosi nadzwyczajne korzyści, jeżeli nie wytrzymuje jego organizacja konkurencji z innymi. Co prawda, w państwie demokratycznym, w którym istnieje wolność wyboru, w walce konkurencyjnej nie zawsze wygrywa ten najlepszy, a często ten najmocniejszy. Ale jeżeli ten najmocniejszy, jakim niewątpliwie jest każda instytucja państwowa oraz każda organizacja wspierana przez państwo, jest lub może być też najlepszy, to każdy, kto ma wolny wybór, wybierze i pójdzie to tego najlepszego.
W dalszej części tekstu wykazuję, że jeżeli w aktualnie istniejącym systemie monetarnym  zostaną odpowiednio zreformowane zasady jego funkcjonowania, to będzie mógł on służyć każdemu podmiotowi, indywidualnej osobie, przedsiębiorstwu, instytucji i organizacji lepiej a przede wszystkim taniej aniżeli oferuje to i zapewnia aktualny system bitcoina.
3. Z rozwojem państwa, oprócz prawa, powstają też inne instytucje państwowe, których celem jest organizowanie i usprawnianie życia społecznego. Jedną z takich wcześnie powstałych instytucji jest pieniądz, który wyłonił się i udoskonalił w następstwie powstania i rozwoju społecznego podziału pracy. Władcy w starożytności bardzo pilnowali swego monopolu emisji pieniądza. Z emisji pieniądza czerpali bowiem duże dochody, które powiększali jeszcze o obniżanie w emitowanych monetach zawartości kruszców szlachetnych w stosunku do oficjalnie podawanej normy gwarantowanej cesarską pieczęcią. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że począwszy od reformy monetarnej, jaka została przeprowadzona w latach 63 – 64 n.e. za panowania cesarza rzymskiego Nerona aż do reformy, którą w 194 r.przeprowadził cesarz Septymiusz Sewer, obniżając zawartość szlachetnego kruszcu w denarach aż do 47% ich pierwotnej wagi 3,89 g srebra, którą denar otrzymał za panowania cesarza Augusta (63 p.n.e. – 14 n.e.),[ http://otworzksiazke.pl/images/ksiazki/zarys_powszechnej_historii_pieniadza/zarys_powszechnej_historii_pieniadza.pdf – str. 27;
oraz  Andrzej Kunisz: Mennictwo Cesarstwa Rzymskiego, Wyd.: Polskie Towarzystwo Archeologiczne i Numizmatyczne, Warszawa 1973, str. 3 – 5], czyli przez dwa wieki denar systematycznie tracił na wartości, a przez cały ten czas ceny i stopy procentowe były stabilne, nie było inflacji. Z prostego wyliczenia wynika, że jeżeli w przeciągu ca 200 lat denar stracił na wartości ca 50 proc., to średniorocznie tracił ok. 25 promili. Z nadwyżek kruszcu uzyskiwanych z obniżania wagi emitowanych monet były emitowane większe ilości monet. Reforma, która była przeprowadzona za cesarza Nerona, miała na celu podniesienie rentowności wydobywania kruszców w deficytowych kopalniach. Nie ma danych, które informowałyby, ile wydobywanego w kopalniach kruszcu trafiało w pierwszych dwóch wiekach Cesarstwa Rzymskiego do obiegu pieniężnego. Prawdopodobnie wartość przyrostu podaży obiegowego pieniądza z dwóch źródeł: z wydobywanych w kopalniach kruszców oraz z zaniżania wagi emitowanych monet, kształtowała się w tym okresie na poziomie przyrostu podaży towarów. Dlatego właśnie przez cały ten okres ceny były stabilne.
Jest  pytanie: dlaczego ówcześni kupcy i rzemieślnicy akceptowali denary o ciągle zaniżanej  wartości, a w całym cesarstwie a nawet poza jego granicami chętnie się denarami posługiwano? Sprawiał to nie tyle autorytet cesarzy, ile to, że przez cały ten czas państwo nakładało i ściągało podatki w emitowanych przez siebie o zaniżonej wartości denarach oraz wypłacało też nimi żołd legionistom. Znaczna więc część pieniężnego obrotu była uruchomiana przez państwo. Następnym jeszcze ważniejszym czynnikiem było to, że pierwsi cesarze nie nadużywali procederu psucia wartości denarów, że robili to w sposób umiarkowany, że wzrost podaży podwartościowych denarów był dostosowany do wzrostu podaży towarów na rynek. Dopiero począwszy od cesarza Karakali, syna i następcy cesarza Sewera Septyniusza, który w latach 214/215 obniżył  wagę złoego aureusa do 6,54 g, o ok. 10 procent w stosunku do tej wagi, jaką przed stu pięćdziesięcioma laty nadał aureusowi cesarz Neron, następni cesarze poczęli realizować nadzwyczajne dochody z emitowania podwartościowych srebrnych denarów i złotych aureusów.  Za  rządów Gallienusa w latach 260 – 268 przeciętny ciężar aureusa wynosił już mniej niż 3 g, a w ważącym 3 g antonianie, którym Karakala zastąpił denara, było zaledwie 2 – 3% srebra. (Andrzej Kunisz, tamże, str. 5-6). Powstała w ciągu III wieku n.e. wysoka inflacja w całym cesarstwie zniszczyła zarówno system monetarny, jak i zahamowała rozwój gospodarczy, co w dalszej perspektywie czasowej doprowadziło do upadku zachodniej części cesarstw i pogrążenie się Europy na kilka wieków w zapaści gospodarczej.
4. W odradzającej się gospodarczo i cywilizacyjnie Europie późnych wieków średnich sytuacja była diametralnie różna od tej, jaka istniała pod koniec Cesarstwa Rzymskiego. Zdążyły się rozwinąć i umocnić gospodarczo miasta oraz uniezależnić nie tylko od podległości miejscowym suwerenom, ale też znacznie ograniczyć wpływy na wewnętrzne sprawy miast władzy monarszej. Ustał bezwzględny monopol władzy państwa w emisji pieniądza. Pierwsze złote monety w Europie wyemitowały miasta włoskie: Genua na przełomie XII/XIII wieku wyemitowała złotego genofino o wadze 0,5 g; Florencja wyemitowała w 1252 r.  florena o wadze 3,5 g czystego złota; Wenecja od 1285 r. poczęła wybijać złote dukaty o wadze 3,5 g kruszcu wysokiej próby (Henryk Cywiński: Pieniądz. Przegląd encyklopedyczny, Wyd. KeyTex, Warszawa 1992, s. 56, 69, 78).
Średniowieczni władcy byli równie rozrzutni jak cesarze rzymscy. Liczne wojny, jakie prowadzili przede wszystkim o sukcesję, pochłaniały olbrzymie środki pieniężne. Zapożyczali się u prywatnych bankierów, którym oddawali za to w dzierżawę królewszczyzny takie, jak żupy solne, kopalnie minerałów, a nawet prawo do ściągania z nakładanych na poddanych podatków. Gdy długi dalej rosły, a wierzyciele przestawali być chojni, oskarżali ich o wyimaginowane zbrodnie, więzili i często pozbawiali życia. Los Templariuszy jest najdrastyczniejszym przykładem. Katolicki zakon rycerski Templariuszy powstał z wolontariuszy, którzy w czasie wypraw krzyżowych przybyli do Palestyny i usadowili się w pobliżu Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Jako rycerze bronili pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej. Na osobistą interwencję św. Bernarda z Clairvaux papież Honoriusz II zatwierdził zakon na synodzie w Troyes w 1129 r. „W ciągu 50 lat Świątynia [po łacinie Templum, skąd potoczna nazwa zakonu] templariusze stali się swego rodzaju bogatą spółką ponadnarodową w służbie krucjaty”. Gdy w 1291 roku upadło Królestwo Jerozolimskie, pozbawieni siedziby templariusze przenieśli się na Cypr , a następnie do Francji, gdzie robili nadal intratne interesy jak wcześniej w Palestynie. Zgubiła ich fama, że są posiadaczami olbrzymiego skarbu. Ogromnie zadłużony „król Francji Filip Piękny postanowił zagarnąć dobra zakonu, uwięził jego członków  zarzucając im herezję, świętokradztwo, innowierstwo, czary, rozpustę, kult bożka Bafometa (bożek z głowa kozła kojarzony ze wszystkim co okultystyczne: magią rytualną, czarownicami, satanizmem i naukami ezoterycznymi) , odstępstwo od wiary i spiskowanie z Saracenami. Po długotrwałym procesie w 1311 roku sobór w Vienne zdecydował o kasacie zakonu templariuszy. Jego majątki we Francji zostały skonfiskowane, wielu templariuszy poniosło śmierć przez spalenie na stosie, w tym wielki mistrz Jakub de Molay i 54 innych dostojników zakonnych.” .[http://ekai.pl/wydarzenia/x15553/watykan-templariusze-nie-byli-heretykami/ oraz  https://pl.wikipedia.org/wiki/Templariusze].
„Za jednego z największych fałszerzy w historii uchodzi król Anglii Henryk VIII Tudor.  Notorycznie wydawał więcej, niż wynosiły przychody jego skarbu. Problemów zadłużeniowych nie rozwiązało nawet słynne zerwanie z Watykanem, które otworzyło drogę do konfiskaty dóbr kościelnych. Szybko okazało się bowiem, że upaństwowione majątki przestały przynosić zyski i stawały się obciążeniem królewskiego budżetu. Henryk w ostatnich latach życia sięgnął więc po psucie monety. Między 1542 a 1547 r. funt stracił aż 83 proc. zawartości srebra, co było absolutnym rekordem tamtych czasów”. [http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/526050,najbardziej_spektakularne_bankructwa_panstw_w_najnowszej_historii.html]
Na kuriozalną anegdotkę może zakrawać twierdzenie, że królewskie długi mogłyby zainicjować postęp w rozwoju pieniądza. Tymczasem fakt taki rzeczywiście zdarzył się w historii! W 1694 roku został powołany Bank Anglii  dla emisji pieniądza papierowego. Grupa angielskich przedsiębiorców i finansistów pod przewodnictwem Williama Patersona wykorzystała trudną sytuację finansową królestwa i oferowała królowi Anglii Wilhelmowi III Orańskiemu (1650 – 1702) zebrać i udzielić mu 1,2 miliona funtów pożyczki, których pilnie potrzebował na finansowanie prowadzonej wojny morskiej z Francją pod warunkiem, że wyrazi zgodę i da koncesję na powołanie Banku Anglii z prawem do emisji  pieniądza papierowego.  W ten sposób powołany w 1694 roku przez prywatnych udziałowców Bank Anglii „otrzymał przywilej, który umożliwiał mu podwojenie stopy zwrotu z kapitału. Bank Anglii miał wyłączne prawo do emisji banknotów zabezpieczonych rządowym długiem. Inwestorzy otrzymali więc 8 proc. rocznie od długu udzielonego państwu (…) oraz kolejne 8 proc. od prywatnych osób, którym pożyczono banknoty wyemitowane pod zastaw rządowego długu. W sumie więc inwestorzy Banku Anglii zarabiali 16,33 proc. rocznie przy bardzo ograniczonym ryzyku.” (Aleksander Piński: Imperium na kredyt,http://www.uwazamrze.pl/artykul/1096129/imperium-na-kredyt).
    5.  Adam Smith po ośmiu dekadach od powstania Banku Anglii i rozpoczęcia emitowania obiegowych banknotów, opisał, jakie korzyści ekonomiczne daje gospodarce zastąpienie w obiegu pieniądza kruszcowego pieniądzem papierowym. Po pierwsze stwierdził, że jeśli chodzi o pieniądz towarowy, jakim są kruszcowe monety, to „zasób pieniędzy, który obiega w danym kraju, wymaga z konieczności pewnych wydatków: najpierw na to, iżby go zgromadzić, a następnie, by go utrzymać; koszty pokrywane są w taki sam sposób z dochodu czystego społeczeństwa, choć stanowią część jego dochodu brutto. Pewna ilość nader cennych materiałów, złota i srebra, oraz bardzo kunsztownej pracy zamiast zwiększać zasoby odłożone na bezpośrednią konsumpcję, zamiast pomnażać środki utrzymania, wygody materialne, jest wkładana w utrzymanie tego wielkiego, lecz kosztownego narzędzia handlu, dzięki któremu każdy członek społeczeństwa otrzymuje regularnie i we właściwych proporcjach przydziały środków utrzymania, wygód i rozrywek”. I po wtóre twierdzał: „Gdy pieniądz papierowy zastępuje pieniądz złoty i srebrny, to wówczas ilość materiałów, narzędzi i środków utrzymania, jaką dać może cały kapitał obrotowy, można powiększyć o całą wartość złota i srebra, którego używano zazwyczaj do tego, by te rzeczy zakupić. Całkowita wartość wielkiego koła obiegu i podziału zostaje dodana do dóbr, które koło to wprowadzało w obieg i rozdzielało. (…) Gdy więc zastępując je (monety kruszcowe – LO) pieniądzem papierowym zmniejsza się ilość złota i srebra potrzebnego do tego, by obieg mógł się odbywać (…) musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy, a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy.” (Adam Smith: Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, PWN, Warszawa 1954, T. I, str. 358, 368-369).
Niestety Adam Smith nie opracował teorii pieniądza papierowego, aczkolwiek taką potrzebę intuicyjnie dostrzegał. Dowodzi tego następująca jego opinia na ten temat: „Wprowadzenie pieniędzy papierowych zamiast złotych i srebrnych zastępuje bardzo kosztowne środki służące handlowi przez inne, znacznie mniej kosztowne, a nieraz równie dogodne. Obieg zaczyna się odbywać przy pomocy nowego koła, którego zainstalowanie i utrzymywanie kosztuje mniej, niż wynosiły te wydatki dla koła dawnego. Lecz to, jak się taka operacja odbywa (zastępowania pełnowartościowego pieniądza kruszcowego pieniądzem papierowym nie posiadającym wewnętrznej wartości – LO) i w jaki sposób wywiera wpływ na wzrost dochodu brutto lub czystego dochodu społeczeństwa, nie jest już wcale takie jasne i może wymagać jeszcze pewnych wyjaśnień.” (Adam Smith, tamże, str. 362-363, Podkreślenie LO).
Adam Smith przeprowadza swą analizę funkcjonowania gospodarki na modelu reprodukcji rozszerzonej. Z tej analizy wynika, że z ogólnych pieniężnych przychodów, jakie powstają i są realizowane z wyprodukowanych i  sprzedawanych towarów,  określona część jest  wydzielana na finansowanie nakładów na  te środki produkcji w nowym okresie rozliczeniowym, które zostały zużyte w poprzednim okresie. Pozostała część przychodów stanowi społeczny dochód netto, z którego część jest wydawana na zakupy dóbr konsumpcyjnych, a pozostała część nie wydana na konsumpcję stanowi oszczędności, z których są finansowane inwestycje netto, tworzące nowe zdolności produkcyjne i dające wzrost produkcji i dochodu w następnych okresach rozliczeniowych. W warunkach obiegu pieniądza kruszcowego inwestycje netto obejmują również – jak dowodzi Adam Smith – nakłady na pozyskanie metali szlachetnych i wybijania z nich monet. Jeśli kraj posiada własne kopalnie kruszców szlachetnych, wtedy sprzedają one swój kruszcowy urobek na rynku finansowym i z uzyskanych pieniędzy finansują  dalsze wydobywanie kruszców. Natomiast nabywcy kruszców, kierują je do mennic w celu wybicia z nich nowych monet dla zakupu od kopalń w następnym okresie  dalszych pozyskanych przez nie partii kruszcu. Faktycznie więc nowy kruszcowy pieniądz jest wtłaczany do obiegu przez kopalnie kruszców, które finansują nim swe koszty wydobycia. Jeśli kraj nie posiada własnych kopalń kruszców szlachetnych, z których mógłby powiększać pieniężny obieg dla wzrastającej produkcji i sprzedaży towarów, wtedy kruszce musi kupować za granicą w zamian za eksport tej części wartości towarów, którą w przeciwnym wypadku absorbowałyby koszty wydobycia we własnych kopalniach. W tym drugim przypadku to eksporterzy towarów wtłaczają na rynek – upraszczając – nowy pieniądz wybijany z importowanych kruszców.

  1. Należy teraz postawić pytanie: czy gdy następuje zastępowanie w obiegu pieniądza kruszcowego przez papierowy, którego koszty emisji są znikome, czyli nieporównywalnie niskie w stosunku do pełnowartościowego pieniądza kruszcowego, to zmniejszają się też automatycznie realne nakłady, które były absorbowane dotąd przez  koszty emisji pieniądza kruszcowego? Adam Smith twierdzi, że nie, że takie zastąpienie jest obniżką kosztów obiegu pieniężnego, porównywalną do postępu technicznego, którego przedsiębiorca wprowadza, aby obniżyć koszty produkcji. Uważa też, że uzyskane efekty z niskich kosztów obiegu pieniądza papierowego można i należy wykorzystać na dodatkowy wzrost zatrudnienia i produkcji. Niestety, w tej propozycji intuicja go zawiodła. Ponieważ każdy przyrost obiegu pieniądza papierowego daje nowe coraz większe oszczędnościowe efekty, które inwestowane podnoszą stopę wzrostu produkcji i dochodu, skutkiem tego jest i musi być narastający bąbel inwestycyjny. I tak się działo przez cały XIX wiek aż do Wielkiego kryzysu lat 1929 – 1933.
    Niestety, problem oszczędności, jakie gospodarka pozyskuje z zastępowania w obiegu pieniądza towarowego nietowarowym też został błędnie rozpoznany przez Johna Maynarda Keynesa. Sądził on bowiem, że źródłem oszczędności są tylko niewydane na konsumpcję dochody. Nie widział, lub nie miał świadomości, że równie znaczącym źródłem oszczędności jest stałe zastępowanie w przyroście obiegu pieniężnego drogiego pieniądza towarowego pieniądzem nietowarowym o znikomych kosztach  jego emisji. Widział tylko ogólną sumę oszczędności, która faktycznie nie jest strukturą jednorodną, a pochodzi z dwóch różnych źródeł: 1) z zaoszczędzonych dochodów oraz 2) z zaoszczędzonych nakładów na wzroście  obiegu pieniężnego. Stąd zrodziła się jego błędna diagnoza, że główną przyczyną niedostatecznego popytu efektywnego jest psychologiczna skłonność ludzi do nadmiernego oszczędzania ze wzrastających dochodów.
    W swoich wcześniejszych publikacjach: „Pieniądz endogeniczny czy egzogeniczny?w 2006 r. oraz „Produkcja  i sprzedaż towarów oraz obieg pieniężny w gospodarce dynamicznejw 2013 r. dowiodłem, że każda gospodarka, która znajduje się w fazie wzrostu, wytwarza stałą nadwyżkę wartości podaży towarów w stosunku do wartości popytu określonego przychodami pieniężnymi realizowanymi w procesach wytwarzania i obrotu produktu społecznego. Jest to ta nadwyżka, z której w okresie obiegu pieniądza kruszcowego były finansowane koszty wydobycia szlachetnych metali oraz wybijania z nich monet. W warunkach obiegu pieniądza nietowarowego, koszty jego kreacji są znikome, dlatego nadwyżka wartości podaży stanowi oszczędność, jaką gospodarka osiąga z tego tytuły, że zastępuje w obiegu drogi pieniądz kruszcowy tanimi substytutami pieniądza nietowarowego. Oszczędność ta ma charakter potencjalny. Pieniężnie materializuje się, czyli finansowo może być/jest realizowana, zawsze ilekroć następuje kreacja kredytowego pieniądza, dokładnie o przyrost wartości obiegu pieniężnego pomniejszony o koszty jego kreacji. Dotąd to prywatne banki przywłaszczają sobie ową oszczędność, która w sferze realnej stanowi  nadwyżkę wartości podaży, kreując na jej poczet pieniądz kredytowy. Jest to nie tylko że niesprawiedliwe w stosunku do tych prywatnych podmiotów, które zajmują się innymi rodzajami działalności gospodarczych, z których realizują realne zyski a nie jak banki fikcyjne, ale i wielce szkodliwe dla gospodarki, bo powoduje systematyczne  narastanie długu publicznego i prywatnego w stosunku do wzrostu dochodu narodowego. Dług związany z kreacją kredytowego pieniądza wzrasta z dwóch powodów: 1) adekwatnie do wzrostu wartości obiegu pieniężnego, czyli proporcjonalnie do wzrostu dochodu,  2) dodatkowo i w przyspieszonym tempie wzrasta o kapitalizowane oprocentowanie od udzielanych kredytów stanowiących podstawę wykreowanego pieniądza. Z powyższego względu należy więc zmienić dotychczasową praktykę w zakresie kreowania przez prywatne banki kredytowego pieniądza oraz przejść do praktyki kreowania pieniądza obiegowego przez bank centralny. Pieniądz ten powinien być wtłaczany do obiegu poprzez finansowanie przez bank centralny części wydatków budżetowych państwa ale do wysokości nie większej od wartości bieżącej nadwyżki podaży. Ewentualne wyższe niedobory w dochodzie budżetu nie mogłyby być finansowane z kreacji pieniądza obiegowego przez bank centralny, bo taka praktyka skutkowałaby inflacją, a jedynie z kredytu zaciąganego na rynku finansowym, czyli poprzez sprzedaż państwowych papierów dłużnych. Prywatne banki natomiast powinny ograniczyć swą działalność jedynie do pośrednictwa w przepływie kapitałów. Swe dochody realizowałyby tylko z realnej działalności w zakresie obrotu kapitałem, czyli gromadzeniem oszczędności z dochodów oraz udzielaniem z terminowych lokat z tych oszczędności kredytów konsumpcyjnych, obrotowych i inwestycyjnych, a nie z oprocentowania udzielanych fikcyjnych  kredytów, przy pomocy których upłynniają przywłaszczaną sobie nadwyżkę podaży. Nadwyżka ta bowiem jest efektem społecznego postępu w zakresie zastępowania wzrostu obiegu pieniądza towarowego tanim pieniądzem nietowarowym. Efekt ten stanowi społeczną oszczędność i jako taki nie może być przywłaszczany sobie przez prywatnych bankierów!
    Gdyby bank centralny udzielał państwu owego bezprocentowego kredytu, wtedy państwo powinno o adekwatną wartość z realizowanego dochodu z emisji pieniądza nietowarowego  obniżyć opodatkowanie przede wszystkim  dochodów z pracy. Byłby to realny  efekt racjonalnie i sprawiedliwie podzielony z postępu w zakresie rozwoju społecznej instytucji pieniądza, zastąpienia w obiegu drogiego pełnowartościowego pieniądza kruszcowego tanim pieniądzem nietowarowym.
    7. A co oferuje system pieniądza bitcoinowego? Oferuje wykopywanie bitcoinów w sieci po pełnych kosztach: po jakich? czy po tych, po jakich były kreowane monety kruszcowe, czy też po tych, jakie kształtuje spekulacyjny popyt na bitcoiny?
    „W Bitcoinie odpowiednikiem kruszca jest energia elektryczna. Jeżeli górnik wyda tyle samo na energię elektryczną którą zużył do kopania ile wynosi zysk z wykopanych Bitcoinów dochód emisyjny nie istnieje. Jeżeli zaś odniósł zysk, mowa już o dochodzie emisyjnym, gdyż wartość Bitocinów przewyższyła koszt energii elektrycznej. Oczywiście pomijam już koszty samego sprzętu. Jeżeli więc opłacalność kopania zawsze dąży do zera, czyli z założenia wynosi zero to dochód emisyjny również.
    Jeżeli występuje dochód emisyjny to tylko bardzo krótki okres czasu, gdyż wtedy kopanie jest opłacalne co ściąga nowych górników czyniąc kopanie nieopłacalnym a wtedy mamy stratę emisyjną. Oba zjawiska zachodzą sinusoidalnie. Bitcoin jest (poza krótkimi okresami) warty tyle ile energia elektryczna potrzebna do jego pozyskania w danym czasie. Podobnie jak kiedyś pieniądz miał pokrycie w kruszcach Bitcon ma pokrycie w energii. Wadą jest tylko to, że tej energii nie da się ponownie wykorzystać i nie jest to przyjazne środowisku naturalnemu. Jednak energia ta służy to utrzymania całej sieci a jak wiadomo, żadne urządzenie bez energii działać nie będzie. Za zakupione zaś Bitcoiny można opłacić rachunek za prąd czyli znów wymienić je na energię.” 24 września 2015 o 19:15
    „Jeżeli chodzi o ceny koparek to tu mamy wolny rynek, taki sam jak w przypadku np. procesorów do komputerów. Producentów koparek jest w tej chwili dużo a zostać może nim każdy. Na algorytm kopiący nie ma licencji. Producent musi koparkę zaprojektować, zlecić wykonanie podzespołów fabryce, resztę części kupić. Nie ponosi żadnych kosztów licencyjnych bo żadnych licencji w Bitcoinie (kto by miał ją mieć skoro Bitcon to jest sieć rozproszoną bez zarządcy?) nie ma, wszystko jest darmowe. Potem oczywiście sprzedaję uprzędzenie w cenie kosztu produkcji + marży, tak samo jak w przypadku każdego innego sprzętu.Co do samych konkretnych cen to są różne moce koparek i różne modele. Cena: od kilkudziesięciu złotych do kilku tysięcy za bardzo wydajne maszyny.” 25 września 2015 o 13:45
    „Cały czas oczywiście mówimy o generowaniu nowych Bitcoinów. Jednak kiedyś generowanie się skończy, wtedy kiedy będzie ich już 21mln. Górnicy nie będą już nagradzani nowymi Bitcoinami pochodzącymi z podaży sieci gdyż nowych już nie będzie. Górnicy będą nagradzani prowizjami za transakcje, czyli będzie to zapłata użytkowników za zatwierdzenie ich transakcji. Czyli system bardzo uczciwy.
    W przypadku Bitcoina użytkownik płaci wyłącznie za wykonany przelew. Kupując zaś samego Bitcoina użytkownik płaci kwotę przybliżoną do tej ile kosztuje energia elektryczna potrzebna do wydobycia tego bitcoina w danym czasie.”24 września 2015 o 19:15
    Otóż z powyższych cytatów wynika, że na obecnym etapie kiedy koszty ponoszone na kopanie bitcoinów są liczone i regulowane w aktualnych walutach nie są w ogóle pieniądzem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, a są po prostu sieciowym regulowaniem płatności. Żeby taką płatność dokonać trzeba w ogóle mieć bitcoiny, a więc trzeba je albo samemu wydobyć albo kupić na wolnym rynku. W każdym tym przypadku koszt jest ponoszony w aktualnie obiegowej walucie. Tymczasem program kreacji bitcoinów ma charakter degresywny, czyli z upływem czasu kreacja i podaż bitcoinów systematycznie spada i wyniesie zero w okresie docelowym, w którym to  ogólna podaż wyniesie w sumie 21 mln. bitcoinów. Jest nieprawdopodobne, aby twórca/twórcy bitcoinowego systemu mogli w ogóle sądzić, że w perspektywie  kilkunastu lat (?) waluta bitcoinowa może wyprzeć i zastąpić wszystkie waluty znajdujące się w obiegu i przekształcić się z siciowego systemu regulowania płatności w system pieniężny. Przede wszystkim dlatego, że w tak krótkim czasie wartość jednego bitcoina musiałaby wzrosnąć do kilu miliardów dolarów. Skutkiem byłaby ogromna spekulacja, która doprowadziłaby do totalnej ruiny obiegu pieniężnego, w świetle której weimarska hiperinflacja z 1923 roku była tylko lokalnym incydentem. Innym istotnym problemem było by też i to, że bitcoin z „waluty pełnowartościowej”(?)  stałby się wtedy walutą niepełnowartościową jak wszystkie inne aktualnie obiegowe waluty.
    Jeżeli zaś twórcom przyświecał  zupełnie  inny cel, cel spekulacji na bitcoinie, to to przedsięwzięcie jak na razie jest grą udaną, bo w przeciągu krótkiego, paroletniego okresu istnienia „waluty bitcoinowej” zdążyła ona już wygenerować dwie bańki spekulacyjne w 2011 i 2014 roku. Jeżeli „ideologia” bitcoinów jako waluty obiegowej nadal będzie tolerowana, będą powstawały dalsze i coraz większe bańki spekulacyjne, które powstają i będą powstawały głównie z tego powodu, że popyt na sieciowe przekazywanie płatności, zwłaszcza na dalsze i międzykontynentalne odległości wzrasta i będzie wzrastał szybciej od degresywnego przyrostu podaży bitcoinów. Oczywiście, można tolerować istnienie bitcoinu jako sieciowego systemu regulowania płatności poza systemem bankowym, ale pod warunkiem, że przyrost podaży bitcoinów będzie dostosowywany do przyrostu popytu na sieciowe regulowanie płatności. Czyli „bitcoinowe złoto” będzie się jednak musiało różnić od złota naturalnego! Wtedy spekulacja na bitcoinach nie będzie opłacalna! LO

 

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. 6. Należy teraz postawić pytanie: czy gdy następuje zastępowanie w obiegu pieniądza kruszcowego przez papierowy, którego koszty emisji są znikome, czyli nieporównywalnie niskie w stosunku do pełnowartościowego pieniądza kruszcowego, to zmniejszają się też automatycznie realne nakłady, które były absorbowane dotąd przez koszty emisji pieniądza kruszcowego? Adam Smith twierdzi, że nie, że takie zastąpienie jest obniżką kosztów obiegu pieniężnego, porównywalną do postępu technicznego, którego przedsiębiorca wprowadza, aby obniżyć koszty produkcji. Uważa też, że uzyskane efekty z niskich kosztów obiegu pieniądza papierowego można i należy wykorzystać na dodatkowy wzrost zatrudnienia i produkcji. Niestety, w tej propozycji intuicja go zawiodła. Ponieważ każdy przyrost obiegu pieniądza papierowego daje nowe coraz większe oszczędnościowe efekty, które inwestowane podnoszą stopę wzrostu produkcji i dochodu, skutkiem tego jest i musi być narastający bąbel inwestycyjny. I tak się działo przez cały XIX wiek aż do Wielkiego kryzysu lat 1929 – 1933.
    Niestety, problem oszczędności, jakie gospodarka pozyskuje z zastępowania w obiegu pieniądza towarowego nietowarowym też został błędnie rozpoznany przez Johna Maynarda Keynesa. Sądził on bowiem, że źródłem oszczędności są tylko niewydane na konsumpcję dochody. Nie widział, lub nie miał świadomości, że równie znaczącym źródłem oszczędności jest stałe zastępowanie w przyroście obiegu pieniężnego drogiego pieniądza towarowego pieniądzem nietowarowym o znikomych kosztach jego emisji. Widział tylko ogólną sumę oszczędności, która faktycznie nie jest strukturą jednorodną, a pochodzi z dwóch różnych źródeł: 1) z zaoszczędzonych dochodów oraz 2) z zaoszczędzonych nakładów na wzroście obiegu pieniężnego. Stąd zrodziła się jego błędna diagnoza, że główną przyczyną niedostatecznego popytu efektywnego jest psychologiczna skłonność ludzi do nadmiernego oszczędzania ze wzrastających dochodów.
    W swoich wcześniejszych publikacjach: „Pieniądz endogeniczny czy egzogeniczny?” w 2006 r. oraz „Produkcja i sprzedaż towarów oraz obieg pieniężny w gospodarce dynamicznej” w 2013 r. dowiodłem, że każda gospodarka, która znajduje się w fazie wzrostu, wytwarza stałą nadwyżkę wartości podaży towarów w stosunku do wartości popytu określonego przychodami pieniężnymi realizowanymi w procesach wytwarzania i obrotu produktu społecznego. Jest to ta nadwyżka, z której w okresie obiegu pieniądza kruszcowego były finansowane koszty wydobycia szlachetnych metali oraz wybijania z nich monet. W warunkach obiegu pieniądza nietowarowego, koszty jego kreacji są znikome, dlatego nadwyżka wartości podaży stanowi oszczędność, jaką gospodarka osiąga z tego tytuły, że zastępuje w obiegu drogi pieniądz kruszcowy tanimi substytutami pieniądza nietowarowego. Oszczędność ta ma charakter potencjalny. Pieniężnie materializuje się, czyli finansowo może być/jest realizowana, zawsze ilekroć następuje kreacja kredytowego pieniądza, dokładnie o przyrost wartości obiegu pieniężnego pomniejszony o koszty jego kreacji. Dotąd to prywatne banki przywłaszczają sobie ową oszczędność, która w sferze realnej stanowi nadwyżkę wartości podaży, kreując na jej poczet pieniądz kredytowy. Jest to nie tylko że niesprawiedliwe w stosunku do tych prywatnych podmiotów, które zajmują się innymi rodzajami działalności gospodarczych, z których realizują realne zyski a nie jak banki fikcyjne, ale i wielce szkodliwe dla gospodarki, bo powoduje systematyczne narastanie długu publicznego i prywatnego w stosunku do wzrostu dochodu narodowego. Dług związany z kreacją kredytowego pieniądza wzrasta z dwóch powodów: 1) adekwatnie do wzrostu wartości obiegu pieniężnego, czyli proporcjonalnie do wzrostu dochodu, 2) dodatkowo i w przyspieszonym tempie wzrasta o kapitalizowane oprocentowanie od udzielanych kredytów stanowiących podstawę wykreowanego pieniądza. Z powyższego względu należy więc zmienić dotychczasową praktykę w zakresie kreowania przez prywatne banki kredytowego pieniądza oraz przejść do praktyki kreowania pieniądza obiegowego przez bank centralny. Pieniądz ten powinien być wtłaczany do obiegu poprzez finansowanie przez bank centralny części wydatków budżetowych państwa ale do wysokości nie większej od wartości bieżącej nadwyżki podaży. Ewentualne wyższe niedobory w dochodzie budżetu nie mogłyby być finansowane z kreacji pieniądza obiegowego przez bank centralny, bo taka praktyka skutkowałaby inflacją, a jedynie z kredytu zaciąganego na rynku finansowym, czyli poprzez sprzedaż państwowych papierów dłużnych. Prywatne banki natomiast powinny ograniczyć swą działalność jedynie do pośrednictwa w przepływie kapitałów. Swe dochody realizowałyby tylko z realnej działalności w zakresie obrotu kapitałem, czyli gromadzeniem oszczędności z dochodów oraz udzielaniem z terminowych lokat z tych oszczędności kredytów konsumpcyjnych, obrotowych i inwestycyjnych, a nie z oprocentowania udzielanych fikcyjnych kredytów, przy pomocy których upłynniają przywłaszczaną sobie nadwyżkę podaży. Nadwyżka ta bowiem jest efektem społecznego postępu w zakresie zastępowania wzrostu obiegu pieniądza towarowego tanim pieniądzem nietowarowym. Efekt ten stanowi społeczną oszczędność i jako taki nie może być przywłaszczany sobie przez prywatnych bankierów!
    Gdyby bank centralny udzielał państwu owego bezprocentowego kredytu, wtedy państwo powinno o adekwatną wartość z realizowanego dochodu z emisji pieniądza nietowarowego obniżyć opodatkowanie przede wszystkim dochodów z pracy. Byłby to realny efekt racjonalnie i sprawiedliwie podzielony z postępu w zakresie rozwoju społecznej instytucji pieniądza, zastąpienia w obiegu drogiego pełnowartościowego pieniądza kruszcowego tanim pieniądzem nietowarowym.

  2. 7. A co oferuje system pieniądza bitcoinowego? Oferuje wykopywanie bitcoinów w sieci po pełnych kosztach: po jakich? czy po tych, po jakich były kreowane monety kruszcowe, czy też po tych, jakie kształtuje spekulacyjny popyt na bitcoiny?
    „W Bitcoinie odpowiednikiem kruszcza jest energia elektryczna. Jeżeli górnik wyda tyle samo na energię elektryczną którą zużył do kopania ile wynosi zysk z wykopanych Bitcoinów dochód emisyjny nie istnieje. Jeżeli zaś odniósł zysk, mowa już o dochodzie emisyjnym, gdyż wartość Bitocinów przewyższyła koszt energii elektrycznej. Oczywiście pomijam już koszty samego sprzętu. Jeżeli więc opłacalność kopania zawsze dąży do zera, czyli z założenia wynosi zero to dochód emisyjny również.
    Jeżeli występuje dochód emisyjny to tylko bardzo krótki okres czasu, gdyż wtedy kopanie jest opłacalne co ściąga nowych górników czyniąc kopanie nieopłacalnym a wtedy mamy stratę emisyjną. Oba zjawiska zachodzą sinusoidalnie. Bitcoin jest (poza krótkimi okresami) warty tyle ile energia elektryczna potrzebna do jego pozyskania w danym czasie. Podobnie jak kiedyś pieniądz miał pokrycie w kruszcach Bitcon ma pokrycie w energii. Wadą jest tylko to, że tej energii nie da się ponownie wykorzystać i nie jest to przyjazne środowisku naturalnemu. Jednak energia ta służy to utrzymania całej sieci a jak wiadomo, żadne urządzenie bez energii działać nie będzie. Za zakupione zaś Bitcoiny można opłacić rachunek za prąd czyli znów wymienić je na energię.”( 24 września 2015 o 19:15 )
    „Jeżeli chodzi o ceny koparek to tu mamy wolny rynek, taki sam jak w przypadku np. procesorów do komputerów. Producentów koparek jest w tej chwili dużo a zostać może nim każdy. Na algorytm kopiący nie ma licencji. Producent musi koparkę zaprojektować, zlecić wykonanie podzespołów fabryce, resztę części kupić. Nie ponosi żadnych kosztów licencyjnych bo żadnych licencji w Bitcoinie (kto by miał ją mieć skoro Bitcon to jest sieć rozproszoną bez zarządcy?) nie ma, wszystko jest darmowe. Potem oczywiście sprzedaję uprzędzenie w cenie kosztu produkcji + marży, tak samo jak w przypadku każdego innego sprzętu.Co do samych konkretnych cen to są różne moce koparek i różne modele. Cena: od kilkudziesięciu złotych do kilku tysięcy za bardzo wydajne maszyny.”( 25 września 2015 o 13:45 )
    „Cały czas oczywiście mówimy o generowaniu nowych Bitcoinów. Jednak kiedyś generowanie się skończy, wtedy kiedy będzie ich już 21mln. Górnicy nie będą już nagradzani nowymi Bitcoinami pochodzącymi z podaży sieci gdyż nowych już nie będzie. Górnicy będą nagradzani prowizjami za transakcje, czyli będzie to zapłata użytkowników za zatwierdzenie ich transakcji. Czyli system bardzo uczciwy.
    W przypadku Bitcoina użytkownik płaci wyłącznie za wykonany przelew. Kupując zaś samego Bitcoina użytkownik płaci kwotę przybliżoną do tej ile kosztuje energia elektryczna potrzebna do wydobycia tego bitcoina w danym czasie.”(24 września 2015 o 19:15 )
    Otóż z powyższych cytatów wynika, że na obecnym etapie kiedy koszty ponoszone na kopanie bitcoinów są liczone i regulowane w aktualnych walutach nie są w ogóle pieniądzem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, a są po prostu sieciowym regulowaniem płatności. Żeby taką płatność dokonać trzeba w ogóle mieć bitcoiny, a więc trzeba je albo samemu wydobyć albo kupić na wolnym rynku. W każdym tym przypadku koszt jest ponoszony w aktualnie obiegowej walucie. Tymczasem program kreacji bitcoinów ma charakter degresywny, czyli z upływem czasu kreacja i podaż bitcoinów systematycznie spada i wyniesie zero w okresie docelowym, w którym to ogólna podaż wyniesie w sumie 21 mln. bitcoinów. Jest nieprawdopodobne, aby twórca/twórcy bitcoinowego systemu mogli w ogóle sądzić, że w perspektywie kilkunastu lat (?) waluta bitcoinowa może wyprzeć i zastąpić wszystkie waluty znajdujące się w obiegu i przekształcić się z sieciowego systemu regulowania płatności w system pieniężny. Przede wszystkim dlatego, że w tak krótkim czasie wartość jednego bitcoina musiałaby wzrosnąć do kilu miliardów dolarów. Skutkiem byłaby ogromna spekulacja, która doprowadziłaby do totalnej ruiny obiegu pieniężnego, w świetle której weimarska hiperinflacja z 1923 roku była tylko lokalnym incydentem. Innym istotnym problemem było by też i to, że bitcoin z „waluty pełnowartościowej”(?) stałby się wtedy walutą niepełnowartościową jak wszystkie inne aktualnie obiegowe waluty.
    Jeżeli zaś twórcom przyświecał zupełnie inny cel, cel spekulacji na bitcoinie, to to przedsięwzięcie jak na razie jest grą udaną, bo w przeciągu krótkiego, paroletniego okresu istnienia „waluty bitcoinowej” zdążyła ona już wygenerować dwie bańki spekulacyjne w 2011 i 2014 roku. Jeżeli „ideologia” bitcoinów jako waluty obiegowej nadal będzie tolerowana, będą powstawały dalsze i coraz większe bańki spekulacyjne, które powstają i będą powstawały głównie z tego powodu, że popyt na sieciowe przekazywanie płatności, zwłaszcza na dalsze i międzykontynentalne odległości wzrasta i będzie wzrastał szybciej od degresywnego przyrostu podaży bitcoinów. Oczywiście, można tolerować istnienie bitcoinu jako sieciowego systemu regulowania płatności poza systemem bankowym, ale pod warunkiem, że przyrost podaży bitcoinów będzie dostosowywany do przyrostu popytu na sieciowe regulowanie płatności. Czyli „bitcoinowe złoto” będzie się jednak musiało różnić od złota naturalnego! Wtedy spekulacja na bitcoinach nie będzie opłacalna! LO

    Konkluzje
    Na pytanie, co to jest bitcoin, można dać następującą odpowiedź/definicję: Bitcoin to informacja/znak wygenerowany w sieci w celu/dla zwalniania ze zobowiązań finansowych. Wartość jednego Bitcoinu jest określona algorytmem na poziomie kosztów jego wygenerowania, na które składają się przede wszystkim koszt zużytej energii oraz czasu zużytego przez „sieciowego kopacza” i amortyzacji „koparki”. Bitcoin w roli waluty obiegowej jest ekonomicznym regresem w stosunku do aktualnie obiegających walut nietowarowych, których koszty kreacji są znikome w stosunku do ich nominalnej wartości. Aktualne waluty nietowarowe w zwalnianiu ze zobowiązań finansowych reprezentują wartość pieniądza towarowego, pełnowartościowego, czyli posiadają zdolność do zwalniania ze zobowiązań wycenianych nie w kosztach ich generacji a w jednostkach nominalnej wartości. Emisja waluty nietowarowej, czyli wtłoczenie jej do obiegu (pierwszy zakup towarów za nowo wykreowany pieniądz) daje wysoki zysk emisyjny, którego wartość stanowi różnicę pomiędzy wartością nominalną emitowanego pieniądza a kosztami jego kreacji. Różnica ta jak dotąd jest przywłaszczana przez bankowość komercyjną, która udziela z niej oprocentowanych kredytów konsumpcyjnych, produkcyjnych, inwestycyjnych oraz dla budżetu państwa na pokrycie jego deficytowych wydatków. Po stronie realnej jest to ta część produktu krajowego brutto, która w warunkach obiegu pieniądza towarowego była absorbowana przez nakłady/koszty pozyskiwania kruszców oraz wybijania z nich monet. W warunkach obiegu pieniądza nietowarowego ta część realnego produktu stanowi społeczną oszczędność na obniżeniu kosztów obiegu pieniężnego i dlatego powinna stanowić dochód państwa, który powinien się przekładać na adekwatne obniżenie opodatkowania dochodów z pracy.
    Z makroekonomicznego punktu widzenia Bitcoin nie jest postępem w rozwoju tak ważnej i priorytetowej instytucji społecznej, jaką jest pieniądz. Nie tylko że koszty obiegu bitcoinów są dużo wyższe od koszów aktualnie kreowanych i emitowanych walut, to również ta para-waluta nie jest w stanie przejąć od walut aktualnie obiegowych pozostałych ich funkcji jako miernika wartości i przechowywania wartości w czasie. Uniemożliwia to algorytmem określona degresywna kreacja bitcoinów, która skutkowałaby stałą deflacją cen towarów wyznaczanych w bitcoinach. Ewentualny obieg bitcoinowy prowadziłby więc nie tylko do stagnacji ale nawet do regresu gospodarczego. LO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *