Bankierzy atakują!

chat-dymki
1

 Śledztwo w sprawie fałszerstw dotyczących „globalnego ocieplenia” kosztowało premiera  Australii utratę stanowiska.

(na podstawie informacji dostarczonych przez bloggerów zerohedge.com)

Objęcie urzędu premiera Australii przez Tony’ego Abbotta we wrześniu 2013 roku, uruchomiło łańcuch wydarzeń, które ostatecznie doprowadziły do jego upadku. Zaledwie kilka miesięcy potem Chiny nakazały swoim wyjętym spod nadzoru instytucjom parabankowym zahamowanie maszynerii emisji długu, aż do — jak pisaliśmy rok temu — jej całkowitego wstrzymania w okolicach listopada 2014 roku. Nawiasem mówiąc, wydarzenie to tłumaczy także gwałtowne spowolnienie gospodarki Stanów Zjednoczonych w ciągu ostatniej zimy. Zahamowanie wzrostu całościowego finansowania społecznego w Chinach wywołało efekt fali deflacyjnej, której skutki odczuł cały świat. Ostrzegaliśmy wtedy, że krok ten będzie miał dramatyczne konsekwencje dla gospodarek skolonizowanych przez Chiny, mianowicie Brazylii i Australii.

Gospodarczą zapaść Brazylii zaczęliśmy obserwować w grudniu, a więc na długo przedtem, zanim reszta świata zauważyła katastrofalny upadek niegdyś najprężniej rozwijającej się gospodarki Ameryki Łacińskiej. Natomiast wydarzenia, które rozegrały się w Australii — i nie chodzi bynajmniej o dawno wyczekiwane spowolnienie gospodarcze w reakcji na procesy zachodzące w Chinach — zaskoczyły wszystkich. Chodzi o rezygnację z urzędu premiera przez Abbotta prawie dwa lata po objęciu tej funkcji.

O jego porażkę łatwo obwiniać czynniki zewnętrzne — mianowicie spowolnienie Chin — ujawniono jednak zaskakujące fakty, które stawiają decyzję Abbotta w całkowicie nowym świetle.

Według dokumentów uzyskanych przez ABC[1] na mocy Ustawy o Wolności Informacji, w departamencie byłego premiera[2] rozważano uruchomienie śledztwa w sprawie Australijskiego Biura Meteorologii (ABM). Powodem były doniesienia niektórych mediów, według których dokonywane tam oszacowania na temat globalnego ocieplenia sztucznie zawyżano[3].

A więc wygląda na to, że sam premier odważył się zakwestionować obowiązujące status quo w kwestii „globalnego ocieplenia”.

Według doniesień ABC, w sierpniu i we wrześniu 2014 roku,  australijska gazeta opublikowała artykuły  kwestionujące metodologię pomiaru temperatur stosowaną w ABM. Teksty pokazywały również, że twierdzenia formułowane przez członków ABM „świadomie pomijały dowody podważające jego propagandę”.

Oczywiście ABM zdecydowanie odparło zarzuty o dopasowywanie wyników badań do tezy o globalnym ociepleniu. Jednak w świetle dokumentu ujawnionego przez ABC kilka tygodni po publikacji wspomianych artykułów, departament premiera nalegał na utworzenie komisji, która podda „szczegółowej analizie” wyniki badań prowadzonych w ABM.

Tymczasem pod koniec 2014 roku, z inicjatywy rządu Australii, powołano zespół ekspertów doradzających w sprawie ograniczenia emisji dwutlenku węgla do 2020 roku. Cel ten ma być przedmiotem dyskusji na konferencji klimatycznej w Paryżu pod koniec 2015 roku. Według pierwotnego zamysłu członków Departamentu Premiera i Gabinetu (DPiG), eksperci mieli również „dokładnie zbadać jakość danych dotyczących klimatu Australii i emisji dwutlenku węgla. Ponadto przedmiotem ich analiz miały być dane uzyskane przez ABM”.

Jak czytamy w streszczeniu sporządzonym przez DPiG dla premiera, „w artykułach opublikowanych niedawno na łamach The Australian, oskarżano ABM o manipulację danymi w celu zawyżenia szacunków na temat globalnego ocieplenia”.

Warto przytoczyć fragment powyższego streszczenia, które znamy dzięki ABC:

Stosowane przez ABM metody analizy danych klimatycznych należą do najlepszych na świecie. (…) Opinia publiczna ma prawo jednak wiedzieć, czy informacje na temat klimatu w Australii i na świecie, są na tyle rzetelne, na ile pozwala współczesny stan nauki.

           Nie wiedzieć czemu, zamiast zlekceważyć problem, jak robi dzisiaj większość rządów, gabinet premiera był źródłem nieustannych nacisków na przeprowadzenie audytów. Kontrole te — prowadzone wystarczająco konsekwentnie — ujawniłyby istnienie „niewygodnych faktów” dotyczących może nie tyle samego globalnego ocieplenia, co wspierającej je propagandy i firm, które czerpią z niej zyski.

Presja wzrosła, gdy Maurice Newman, szef rady doradców biznesowych premiera, opublikował artykuł domagający się kontroli ze strony rządu i przeprowadzenia śledztwa w sprawie ostatnich prac ABM. (…) Szczególne obawy budzi metoda homogenizacji temperatur używana przez ABM. Polega ona na dostosowywaniu zapisów temperatur publikowanych w internecie według takich wskaźników, jak cień rzucany przez drzewa, ruch stacji pomiarowej lub wpływ wiatru.

Powyższe działania rządu natrafiły na zaciekły opór. Greg Hunt, były minister środowiska, był gotów zrobić wszystko, żeby zablokować plany przeprowadzenia kontroli. W liście wysłanym do Abbotta w listopadzie 2014 roku, zażądał usunięcia klauzuli nakazującej „szczegółową analizę” działań ABM. Twierdził przy tym, że — razem ze swoim współpracownikiem, sekretarzem parlamentarnym Simonem Birminghamem — „ustanowił już zwiększony nadzór nad działaniami Biura we wspomnianym zakresie”. Innymi słowy: „możecie nam zaufać”, jesteśmy rządem i działamy w waszym interesie.

Zarówno Departament Środowiska[4], jak i minister Hunt, byli przeciwni powoływaniu ekspertów śledczych mających zbadać pracę Biura. Jeden z pracowników DPiG opisał działania Hunta wprost jako „walkę” o odebranie im wszelkich uprawnień do zajmowania się ABM.

Z innych dokumentów wynika, że Hunt przekonywał kluczowych ministrów gabinetu premiera, aby usuwali jakiekolwiek wzmianki na temat „szczegółowej analizy” i „gwarancji jakości”.

W liście do premiera Abbotta napisanym 18 listopada zeszłego roku[5], Hunt podkreślał, że „wstępnie ustalony zakres uprawnień dotyczy grupy ekspertów szczegółowo analizujących dane pozyskane przez ABM”.

Ponadto w liście czytamy: „Podczas analizy trzeba pamiętać, że zaufanie opinii publicznej do danych i prognoz publikowanych przez ABM — zwłaszcza tych, które dotyczą cyklonów i pożarów lasu — jest sprawą nadrzędną”. A także: „Biorąc pod uwagę rozgłos, który ostatnio towarzyszy danym klimatycznym podawanym przez ABM, ustanowiliśmy z senatorem Birminghamem zwiększony, odgórny nadzór nad bieżącymi pracami Biura w tym zakresie”.

Krótko mówiąc, jeśli zakwestionujecie globalne ocieplenie, to opinia publiczna straci wiarę w prognozy cyklonów i pożarów lasu. Czegoś podobnego nikt by chyba nie wymyślił.

Najważniejsza gwarancja, którą Hunt obiecał Abbottowi w zamian za rezygnację z kontroli, dotyczyła obietnicy „samoregulacji” poprzez, uwaga, techniczne forum doradcze:

Wzmocniony nadzór nad ABM, o który chodziło Huntowi, zakładał powołanie Technicznego Forum Doradczego. Przeprowadzi ono inspekcję i udzieli wskazówek odnośnie danych klimatycznych publikowanych przez Biuro. Zalecenie to pochodzi jeszcze z czasów  poprzedniej[6] inspekcji prac ABM.

„Trzeba nieustannie podkreślać, że sprawa ta dotyczy głównie meteorologii, statystyki i jakości pozyskiwanych danych” — pisał minister Hunt do premiera.

Powyższe słowa brzmią jakby żywcem wyjęte z keynesowsko-monetarystycznego zbioru strategii politycznych. Audyt Fedu, kontrola serwera skrzynki mailowej Hillary Clinton[7] lub australijskich danych klimatycznych, krótko mówiąc — wszczęcie rządowego śledztwa podważałoby ostateczne, święte założenia, na których opiera się wizja świata podzielana przez opinię publiczną, a zatem nie wolno do niego dopuścić. Uwierzmy im na słowo, kiedy mówią, że wszystkie dane zostaną szczegółowo sprawdzone i poddane analizie.

Inspekcja z 2011 roku wykazała, że metody analizy i dane pochodzące z ABM spełniały najwyższe standardy światowe, zalecała jednak utworzenie specjalnej grupy monitorującej postęp w zakresie rozwoju i operowania danymi odnoszącymi się do temperatur.

Pytani o to przez ABC wybitni statystycy i inni członkowie zespołu ekspertów powołanego w 2015 roku, odpowiadali, że bez wątpienia wspomniana grupa powstała w reakcji na artykuły publikowane w mediach.

Robocza wersja listu premiera Abbotta do Hunta pokazuje, ze premier chciał być osobiście informowany o wynikach kontroli prowadzonej przez ekspertów.

Wiarygodność instytucji rządowych jest kluczowa i należy ją zagwarantować” — czytamy w liście.

Z czerwcowej publikacji wyników dochodzenia w sprawie ABM, usunięto wszelkie dane sugerujące naginanie faktów do z góry ustalonej tezy . Groźba kolejnych audytów to było jednak zbyt wiele i trzy miesiące później było po Abbotcie.

Nie pierwszy raz Abbott zainteresował się danymi klimatycznymi i globalnym ociepleniem. Jak podaje The Guardian, już wcześniej podważał wiarygodność nauki o klimacie, odkąd jednak został premierem, wielokrotnie akceptował poglądy przeciwne, włącznie z tezą o zmianie klimatu „wywołanej” działalnością człowieka. Jednocześnie w innych wystąpieniach publicznych mówił, że węgiel „służy ludzkości”, a turbiny wiatrowe „przedstawiają sobą okropny widok”.

Ostatnie dochodzenie w sprawie „danych i statystyk” publikowanych przez ABM mogło być przysłowiową kroplą, która przelała czarę goryczy. Oczywiście Abbott nie zamierzał załagodzić sprawy. Kontynuowałby śledztwo w sprawie „konwencjonalnej wiedzy ” ukrytej za globalnym ociepleniem, ale jego wytrwałość była szczególnie niebezpieczna dla jednej firmy.

Goldman Sachs

Chyba nie trzeba przypominać, że wspomniany bank stoi za pomysłem handlu emisjami zanieczyszczeń, jak również systemu „ograniczenie-handel [cap-and-trade ]”. Dzięki uprzejmości Matta Taibbiego publikujemy jednak obciążające zestawienie pokazujące, kto naprawdę pociąga za sznurki w światowej walce z „globalnym ociepleniem” i kto czerpie największe zyski z propagandy wmawiającej wszystkim konieczność walki z tym „zjawiskiem”:

Oto krótki przegląd wydarzeń. W czerwcu Barack Obama — wtedy młody, powszechnie lubiany polityk, którego kampanię w znacznym stopniu finansował bank inwestycyjny Goldman Sachs (wpłacając 981.000 USD) — zasiada już w Białym Domu w Waszyngtonie. Zręcznie nawigując przez polityczne pole minowe ery bailoutu, Goldman Sachs wraca do swojej specjalności, czyli do wyszukiwania luk prawnych w nowym, wykreowanym przez rząd rynku. Ma przy tym do dyspozycji swoich dawnych wychowanków pełniących kluczowe role w rządzie. Henry HankPaulson i Neel Kashkari zostają zwolnieni, a ich następcami zostają Gary Gensler, jako szef Komisji ds. Rynku Kontraktów Terminowych, i Mark A. Patterson w roli szefa gabinetu sekretarza skarbu — obaj powiązani z Goldman Sachs[8]. Wtedy — w miejsce derywatów kredytowych, terminowych kontraktów na ropę lub opartych na kredycie hipotecznym obligacji zabezpieczonych długiem powstaje kolejna bańka. Zabawa polega na handlu emisjami zanieczyszczeń. Ten warty biliony dolarów rynek jest dopiero w powijakach, szybko się jednak rozwinie, kiedy Partia Demokratyczna — zawdzięczająca mu podczas ostatnich wyborów 4.452.585 USD — powoła do istnienia nową, bezprecedensową bańkę towarową, określaną dla niepoznaki jako „plan środowiskowy” lub system „ograniczenie-handel [cap-and-trade].

Rynek handlu emisjami zanieczyszczeń był prawie tak samo ryzykowny jak wcześniejszy rynek towarowy  (który z bankiem Goldmana obszedł się dosyć łaskawie), z jednym wyjątkiem: zakładał, że gdyby plan się powiódł, wzrost cen zostanie narzucony przez rząd. W tej nowej grze bank nie będzie próbował mataczyć, ponieważ gra od początku będzie oszustwem.

Zasady są następujące. Odpowiednia ustawa ograniczy emisję dwutlenku węgla i gazów cieplarnianych w skali roku przez fabryki węglowe, zakłady przemysłowe, dystrybutorów gazu ziemnego i inne gałęzie przemysłu. Firmy, które przekroczą narzucone limity, będą mogły kupić „przydziały” lub kredyty od firm, które wyprowadziły do środowiska mniejszą ilość zanieczyszczeń. Wartość kredytów wystawionych na aukcji podczas pierwszych siedmiu lat, Obama wstępnie oszacował na 646 mld USD. Jeden z kluczowych doradców ekonomicznych prezydenta przypuszcza jednak, że kwota może być dwukrotnie lub nawet trzykrotnie większa.

Nakładane przez rząd ograniczenia rocznej emisji dwutlenka węgla mają być stopniowo zwiększane, co jednocześnie oznacza, że wspomniane kredyty emisyjne będą z roku na rok coraz mniejsze — ta cecha nowego planu wydaje się najbardziej atrakcyjna dla spekulantów. Oznacza to, że mamy do czynienia z całkowicie nowym rynkiem towarowym, gwarantującym stały wzrost ceny towarów będących przedmiotem handlu. Wielkość nowego rynku ma wzrastać o kilka bilionów dolarów rocznie. Dla porównania, kwota łącznych przychodów dostawców prądu elektrycznego w USA w skali roku wynosi ogółem 320 mld USD.

Bankowi zależało na tej ustawie. Plan składał się z następujących elementów: 1) Wypracować od podstaw nowy system prawny. 2) Upewnić się, że bank będzie dochodową częścią tego systemu i po 3) Upewnić się, że ta część będzie naprawdę duża. Goldman Sachs od dawna naciskał w sprawie systemu „ograniczenie-handel [cap-and-trade]”, ale wydarzenia nabrały rozpędu dopiero w ostatnim roku, kiedy to firma wydała na lobbing klimatyczny 3,5 mln USD (jednym z lobbystów był nie kto inny jak Patterson, czyli obecny szef gabinetu sekretarza skarbu). W 2005 roku, będąc szefem Goldman Sachs, Paulson firmował swoim nazwiskiem promowaną przez bank politykę ochrony środowiska. Niektóre fragmenty wydanego wtedy dokumentu są szczególnie interesujące, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z firmą, która do tej pory sprzeciwiała się wszelkim regulacjom rządowym. Raport Paulsona dowodził, że „samo dobrowolne działanie nie wystarczy, aby rozwiązać problem zmiany klimatu”. Kilka lat później Ken Newcombe, szef oddziału Goldman Sachs do spraw emisji dwutlenku węgla, podkreśli, że system „ograniczenie-handel [cap-and-trade]” to zbyt mało, aby rozwiązać problem klimatu i będzie wzywał do dalszych publicznych inwestycji w badania i rozwój. Jest to zgodne z interesami banku, zważywszy na fakt, że Goldman Sachs już wcześniej inwestował w energię wiatrową (kupując firmę Horizon Wind Energy), odnawialnego diesla (wspierając finansowo firmę Changing World Technologies) i energię słoneczną (będąc partnerem BP Solar), czyli dokładnie te przedsięwzięcia, które będą się rozwijać, kiedy rząd zmusi producentów energii do używania energii przyjaznej środowisku. Jak wówczas powiedział Paulson: „Nie po to inwestujemy, żeby tracić pieniądze”.

Goldman Sachs posiada 10% udziałów w Chicago Climate Exchange, specjalizującym się w handlu kredytami na emisję dwutlenku węgla. Co więcej, bank posiada również mniejszościowe udziały w Blue Source LLC — firmie z Utah sprzedającej kredyty emisyjne, na które popyt, po uchwaleniu ustawy, znacząco wzrośnie. Laureat Nagrody Nobla Al Gore, który jest mocno zaangażowany w promocję systemu „ograniczenie-handel [cap-and-trade]”, założył firmę Generation Investment Management. Pomagały mu w tym trzy grube ryby z Goldman Sachs Asset Management: David Blood, Mark Ferguson i Peter Harris . Na czym polegało ich przedsięwzięcie? Na inwestycjach w zielone technologie i kompensację emisji dwutlenku węgla. Te pierwsze stanowią domenę wycenianego na 500 mln USD Green Growth Fund, założonego przez członka Goldman Sachs. Bank znowu wszystkich wyprzedził i czeka na kogoś, kto sprawi, że deszcz spadnie we właściwe miejsce. Czy nowy rynek przewyższy pod względem wartości rynek transakcji terminowych?

„Porwie go na strzępy” — mówi dawny pracownik Komisji ds. Energii i Handlu w Izbie Reprezentantów USA .

Ktoś mógłby powiedzieć: w porządku, ale co mnie to obchodzi? A poza tym, czy wdrożenie systemu „ograniczenie-handel [cap-and-trade]” nie uratuje nas przed katastrofą globalnego ocieplenia? Być może, ale system ten — tak jak postrzega go Goldman Sachs — jest przede wszystkim podatkiem od emisji dwutlenku węgla, ustrukturyzowanym w taki sposób, aby zwiększać przychód określonej grupy prywatnych przedsiębiorców. Zamiast nakładanych przez rząd, stałych opłat za zanieczyszenia pochodzące z emisji dwutlenku węgla (zmuszałyby one producentów energii nieodnawialnej do rekompensaty za poczynione szkody), wspomniany system umożliwi wąskiej elicie chciwych bydlaków z Wall Street zmianę kolejnego rynku towarowego w sprywatyzowany pobór podatków. To coś znacznie gorszego od bailoutu, ponieważ umożliwi bankowi przejęcie pieniędzy podatnika, jeszcze zanim zostaną mu one zabrane.

System „ograniczenie-handel [cap-and-trade]” — lub jakiś jego odpowiednik — najprawdopodobniej wejdzie w życie. Z tego wynika wniosek, który znamy już z pozostałych baniek inspirowanych działalnością Goldman Sachs, począwszy od 1929 do 2009 roku. Prawie zawsze schemat był ten sam. Przez wiele lat beztroskiej działalności, bank obciążał system toksycznymi pożyczkami i oszukańczym długiem, nie osiągając nic poza luksusowymi premiami dla kilku szefów. W nagrodę otrzymywał krocie nieopodatkowanych pieniędzy i gwarancji rządowych, a za cały bałagan płaciły jego rzeczywiste ofiary, czyli zwykli podatnicy.

Krótko mówiąc, stawką w „walce” z globalnym ociepleniem są biliony dolarów. I jak powyżej zaznaczono, system „ograniczenie-handel [cap-and-trade]” — lub jakiś jego odpowiednik— najprawdopodobniej wejdzie w życie. Przecież od tego zależą dochody Goldman Sachs.

Tak naprawdę jedyny sposób, aby udaremnić misternie ułożony plan (w którym prywatne osoby zbijają fortunę, wykorzystując finansowany przez podatników, zbiorowy entuzjazm na punkcie „ratowania planety”), polega na ujawnieniu żelaznych dowodów wskazujących, że dane i statystyki dotyczące „globalnego ocieplenia” zostały spreparowane. Ujawniono by je, gdyby popierany przez Abbotta plan przeprowadzenia audytów był konsekwentnie wdrażany.

W ten oto sposób Abbott stał się głównym ciężarem, jeżeli nie dla Australii jako takiej, to z pewnością dla Goldman Sachs.

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że o ile nagłe odejście premiera 14 września było dla wszystkich szokiem, o tyle wybór kolejnego premiera wydaje się oczywisty. Jak pisaliśmy w innym miejscu, Malcolm Turnbull był w latach 1997-2001 dyrektorem wykonawczym Goldman Sachs odpowiedzialnym za Australię. Ten sam Turnbull został usunięty ze stanowiska lidera w opozycyjnym gabinecie cieni w 2009 roku. Przyczyną odwołania było  poparcie dla projektu opodatkowania emisji dwutlenku węgla oraz systemu handlu emisjami[9]. Wprowadzenie tego „systemu” stworzyłoby niebywale pomyślne warunki monetarne dla dawnego pracodawcy Turnbulla, czyli wspomnianego banku.

A zatem, czy Goldman Sachs odpowiada za usunięcie Abbotta? Na ten temat można tylko spekulować, ale jedno jest pewne: wszelkie obawy i troski dotyczące dalszych losów „śledztwa” i „kontroli” prowadzonych w Australii badań nad globalnym ociepleniem, przeszły właśnie do historii.

 

(tłumaczenie: Jakub Bohuszewicz)

[1]       Australijski publiczny nadawca radiowy i telewizyjny (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

[2]       Chodzi o Departament Premiera i Gabinetu — jeden z 20 departamentów rządowych w Australii.

[3]  Stosuję oryginalne pogrubienia i podkreślenia autora. Dodałem również hiperłącza.

[4]  Pełna nazwa urzędu brzmi: Departament Zrównoważonego Rozwoju, Środowiska Naturalnego, Wody, Populacji i Społeczności.

[5]  Czyli w 2014 roku.

[6]  Tj. przeprowadzonej w 2011 roku.

[7]       Według informacji opublikowanych w sierpniu 2015 roku Clinton korzystała z pocztowego serwera internetowego zarejestrowanego w prywatnym domu pod Nowym Jorkiem, co zdaniem Republikanów narusza zasady przejrzystości obowiązujące urzędników.

[8]  Patterson był wcześniej wiceprezydentem i dyrektorem zarządzającym Goldman Sachs, a Gensler drugim dyrektorem tego banku.

[9]  Systemu handlu emisjami dotyczył forsowany przez partię rządzącą projekt ustawy, który poparł Turnbull. Jego następcą na stanowisku lidera Liberalnej Partii Australii został wówczas Abbott.

[Jakub Boh1]W oryg. report, chodzi tu jednak o report ukazujący się w newspaper, a więc de facto o „newspaper report“, co od dawna przekłada się jako artykuł prasowy.

[Jakub Boh2]W oryg. „data >>goal-seeking<<“. Procedura obliczeniowa stosowana m.in. w Excelu:

https://en.wikipedia.org/wiki/Goal_seeking

Polskie wersje programu przekładają „goal seek“ jako „szukaj wyniku“. Decyduję się na tłumaczenie niedosłowne, mam nadzieję jednak, że z zachowaniem sensu oryginału.

[Jakub Boh3]W oryg. conventional wisdom. Termin ten wywodzi się od Johna K. Galbraitha. Za polskim wydaniem “Gospodarki niewinnego oszustwa” tłumaczę go jako “konwencjonalną wiedzę”. Wersja ta występuje w innych publikacjach polskojęzycznych (np.: http://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/to-brak-wiedzy-a-nie-pieniedzy-hamuje-wychodzenie-z-biedy/).

[Jakub Boh4]W tłumaczeniu sugeruję się dostępnym w sieci dokumentem unijnym “Działania UE przeciw zmianom klimatu”, s. 5. Tłumaczenie jest niedosłowne, dlatego za każdym razem do wersji polskiej dodaję, w kwadratowym nawiasie, oryginalne “cap-and-trade”

[Jakub Boh5]W oryg. mortgage-backed CDOs. Brzmi jak tautologia, skoro pojęcie CDO zakłada już instrument finansowy oparty na kredycie. Jeśli mam rację, powstaje pytanie, czy  tłumaczyć wiernie, czy poprawiać wpadki autora; myślę, że jednak to pierwsze.

[Jakub Boh6]Publikacje z ostatnich lat   zawierają nietypowe wykorzystanie słowa kasyno: „kapitalizm kasynowy“, “kasyno-kapitalizm” lub „globalne kasyno gry“. Tłumacząc wyrażenie casino-commodity market sugeruję się kontekstem, w którym zazwyczaj padają te określenia, czyli handlem ryzykownymi instrumentami finansowymi, z którego słynie bank kierowany przez Blankfeina.

[Jakub Boh7]W tekst wkradł się błąd. W powstawaniu wspomnianej firmy uczestniczył nie Peter Hanis, ale Peter M. Harris: http://www.bloomberg.com/research/stocks/private/person.asp?personId=42112814&privcapId=32584452

[Jakub Boh8]Tak tłumaczę nazwę Energy & Commerce Committee

United States House of Representatives, którą w tekście reprezentuje skrótowiec House energy committee.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Kamilos pisze:

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/kerry-europa-w-strasznym-kryzysie-migracyjnym-ale-swiat-czeka-wiekszy/v0135t

    tak jakby w temacie… „Amerykański sekretarz stanu John Kerry powiedział w Mediolanie, że Europa znajduje się w „strasznym kryzysie” ….., ale jeszcze większy kryzys czeka świat w wyniku zmian klimatycznych.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *