Instrukcja dla przyszłych milionerów

chat-dymki
20

pobrane

Ludzie zazdroszczą bogatym, a mimo to mało kto zadaje sobie pytanie, dlaczego jedni mają pieniądze, a drudzy nie. Oto recepta, jak zostać bogatym:

Skład osobowy

Większość niepochlebnych opinii na temat ludzi bogatych, bo nie ukrywajmy, ale ludzie ci, choć są obiektem zazdrości, to przecież nie cieszą się szczególną sympatią, bierze się z niewiedzy.

Przeciętny Kowalski, Smith czy Schmidt są zdania, że ludzie bogaci osiągnęli swój majątek dzięki dobremu urodzeniu, spadkowi, układom politycznym, wygranej w lotka czy innej formie szczęścia, najczęściej jednak w rezultacie nieludzkiej bezwzględności lub oszustwa, a już na pewno nie z pracy. I tu muszę was, drodzy Czytelnicy, pocieszyć/zmartwić. Zdaniem dwóch socjologów, Thomasa Stanleya i Williama D. Danco, autorów wybitnej książki na temat pochodzenia ludzkiego bogactwa, Sekretów amerykańskich milionerów[1], w grupie ludzi najbogatszych ponad 82 procent dorobiło się na własnej pracy i to od zera; reszta, a więc tylko 18 procent milionerów, to dziedzice wielkich fortun, szczęściarze w totolotka, politycy i oszuści. Najskromniejszą liczbowo grupę milionerów stanowią dwie ostatnie kategorie. Jest ich mniej niż wynosi błąd statystyczny pomiaru. Należą do nich nieliczni już dziś dyktatorzy, którzy wzbogacili się z pieniędzy publicznych, i jeśli nawet są milionerami, nie są nimi długo; giną w zamachach, albo tracą swoje pieniądze z powodu głupich decyzji.

Z codziennego doświadczenia wiemy, że większość polityków po odcięciu ich od naszych podatków i władzy bardzo słabo daje sobie radę. Że wymienię tylko Andrzeja Leppera, Aleksandrę Jakubowską, Jana i Nel Rokitów, Sławomira Petelickiego etc. W grupie oszustów i kryminalistów milionerów prawie nie ma. Nawet pośród meksykańskich przemytników i handlarzy narkotyków, grupy przestępczej osiągającej największe dochody na świecie, tylko garstka narcotraficantes posiada majątek; 99,9 procent to ludzie biedniejsi niż średnia krajowa.

O pochodzeniu bogactwa

Dlaczego jedni ludzie są bogaci, a drudzy nie mogą związać końca z końcem? Słowem, skąd się biorą milionerzy?

Częściowo odpowiedzieliśmy już na to pytanie: są to ludzie pracy, którzy doszli do majątku własnym wysiłkiem, pomysłowością, determinacją, wiedzą, doświadczeniem, ryzykując, a pewnie też dzięki szczęściu.  Jak to zrobili? Na różne sposoby, chociaż wszystkie one miały jeden wspólny motyw: milionerzy zostali milionerami, gdyż służyli społeczeństwu lepiej niż służą inni ludzie.

Bogactwo każdego z nas pochodzi od innych ludzi. Zostało nam przez nich dobrowolnie przekazane. Z wyjątkiem rabunku, podstępu i układów politycznych, gros majątku zarobionego przez ludzi pochodzi z pracy wykonanej przez nich na rzecz  bliźnich, których w tym kontekście praktyczniej będzie nazwać konsumentami lub klientami. To oni ufundowali milionerom nagrodę za ich wkład w życie ogółu. Zresztą w ten sposób zarabia każdy z nas. Z tą różnicą, że ten, kto wykonuje swoją pracę lepiej, dostaje wyższą nagrodę, a ten, który robi to gorzej, nagrodę ma niższą, albo nie ma jej w ogóle.

To, ile zarabiamy zależy wyłącznie od wartości, jaką wytwarzanym przez nas produktom czy usługom przypisuje rynek, czyli konsumenci. Im więcej jest warta dla innych ludzi nasza usługa czy produkt, tym więcej, i tym chętniej nam za nią płacą. Innymi słowy, każdy z nas wymienia się swoimi talentami, umiejętnościami, własną pracą, posiadanymi zasobami z tymi, którzy tych produktów/usług potrzebują i płacą nam za to pieniędzmi, które uzyskali w podobnej wymianie swych umiejętności czy posiadanych zasobów – z innymi.

Neurochirurg lub kardiochirurg zarabiają dużo, bo dużo z siebie dają. Wymieniają przecież swoje umiejętności i czas na bezcenne zdrowie i życie swych pacjentów. Dyrektor prywatnej firmy transportowej wie nie tylko jak kierować personelem, żeby był bardziej wydajny niż pracownicy konkurencji, lecz ponadto umie znaleźć klientelę i ją przy sobie utrzymać. Dzięki temu firma działa, zarabia, jej pracownicy mają pracę, a więc i dochód. Wzięty, chętnie oglądany aktor czy reżyser, przyciągają do kin na swoje filmy miliony widzów wymieniających swoje pieniądze na rozkosz spędzenia kilku godzin w fabryce snów. Różnica między wpływami z biletów a kosztami produkcji filmu dzielona jest pomiędzy jego twórców.

Z powyższego widać, że niechęć do ludzi bogatych jest kompletnie nieuzasadniona. Co więcej, powinniśmy im być wdzięczni za to, że chcą być bogaci. Dzięki tej ich chciwości inni mają zatrudnienie, samochody, zdrowie, mogą pójść do kina, przeczytać książkę, albo kupić miliony innych dóbr. Iluż wspaniałych ludzi utraciła ludzkość tylko dlatego, że nie interesowało ich zarabianie pieniędzy. Aby takich przypadków było jak najmniej, powinniśmy czym prędzej zwolnić najbogatszych z…podatków. Tak, nie pomyliłem się! Zamiast karać dobrze zarabiających podatkiem progresywnym, należy ich motywować (a zwolnienie z podatku jest taką motywacją) do tego, żeby jak najchętniej służyli innym.

Siła stereotypu

Skąd więc bierze się niechęć do bogatych?

W Polsce, podobnie jak i w większości krajów świata, stereotyp milionera powstał w oparciu o filmy i książki amerykańskie. Dlatego dla nas milioner jest opasłym, bezdusznym chciwcem; krwiopijcą, o rozbieganych, chytrych oczach, z cygarem w ustach i banknotami dolarowymi w obu oczach. Trudno się dziwić Polakom, skoro taki właśnie stereotyp obowiązuje w USA, kraju, w którym każdego tygodnia przybywa ok. 200 milionerów (nie licząc następnej setki pochodzącej ze stu kilkudziesięciu loterii i toto-lotków) tygodniowo.

Ujął to zwięźle Rush Limbaugh, dziennikarz radiowy, król amerykańskich konserwatystów: „W kraju, który uchodzi za raj dla osób chcących się wzbogacić; w którym bogactwo jest świadectwem błogosławieństwa Bożego, o ludziach bogatych mówi się z pogardą”.

Jest to skutek przeszło pół wieku drążenia amerykańskich umysłów lewicowo nastawionymi mediami, różnej maści socliberałami i egalitarystami wyrównującymi ręcznie życiowe szansę. Jak widać, portret milionera odbiega od rzeczywistości. Nie jest to już pionier, promotor, ryzykujący swoje pieniądze, zdrowie, byt, czas, dla stworzenia dobra publicznego, w tym i miejsc pracy, lecz cyniczny wyzyskiwacz żyjący na koszt społeczny. Tworząc negatywnego (wręcz spiskowy) wizerunek ludzi sukcesu, lewica daje do zrozumienia społeczeństwu, że tylko cwaniakom, szujom i szubrawcom udaje się dojść do pieniędzy. Dla reszty sprawa jest przesądzona; kopiesz rowy, będziesz je całe życie kopać; jesteś mleczarzem, będziesz całe życie mleczarzem. Awans zagwarantowany jest dla „wybranych” łotrów.

Duża część społeczeństwa w popularne na lewicy hasło, że „bogactwo jest niemoralne” chętnie wierzy. Łatwiej im w ten sposób usprawiedliwić swój brak inicjatywy, lenistwo, czy głupotę. W rezultacie ciężko pracujący biznesmeni, ludzie sukcesu zaczęli się swego sukcesu wstydzić, pozostawiając afiszowanie się bogactwem masie cwaniaków, urzędników i innych „działaczy społecznych”, którzy są  prawdziwymi  krwiopijcami społeczeństwa. To właśnie oni stali się synonimem bogactwa.

Milioner z sąsiedztwa

A kim naprawdę są milionerzy? Czy to jacyś wybrańcu bogów, absolwenci Oxfordów i Harvardów, geniusze, a może nadludzie?

images (2)

Okazuje się, że osoby, które samodzielnie dochodzą do bogactwa, a takich, jak wiemy, jest większość, to ludzie zwykli – tacy, jak Wy, czy ja. Nie na darmo wspomniani już, Stanley i Danco, nazwali ich „milionerami z sąsiedztwa”. Prawdziwy (a nie stereotypowy) milioner amerykański zaczyna pracować w wieku…16 – 18 lat; wielu z nich chodzi do szkoły wieczorowej, czasem wręcz uczy się samemu, korespondencyjnie. To ludzie przeciętni, bardzo rzadko kończą prestiżowe uczelnie, a spora grupa nie kończy wyższych uczelni w ogóle. Mniej więcej połowa wykształciła się za własne (a nie rodziców) pieniądze, ucząc się i pracując.

Statystyczny milioner wcześnie się żeni i jest swej wybrance wierny do grobowej deski. I znowu, wbrew stereotypowi przedstawianemu na łamach kolorowych magazynów, procent rozwodów czy innych konfliktów rodzinnych jest w przypadku milionerów znacznie niższy niż u „normalnych” ludzi. Gros milionerów to ludzie żyjący w przykładnym stadle rodzinnym, posiadający dzieci i wnuki. Wbrew potocznej opinii, że bogacze poza interesami i pieniędzmi świata nie widzą, milionerzy są ludźmi znacznie szczęśliwszymi niż ich biedniejsi współbliźni. Są spełnieni, realizują się, są odpowiedzialni, pracowici i samowystarczalni, a przy tym wolni. Z reguły też myślą w kategoriach wartości tradycyjnych: Bóg, rodzina, ojczyzna.

To ludzie uczciwi, rzetelni, rzadko kiedy wchodzący w konflikt z prawem, chyba że z winy nieprecyzyjnego, niestabilnego, jak właśnie w Polsce, prawa podatkowego czy nadmiernych regulacji państwowych. Przestępczość kryminalna w środowiskach milionerów, to rzadkość. A przy tym są to ludzie skromni, ciężko pracujący (nierzadko po 100 godzin tygodniowo), oszczędni, nie afiszujący się swoją zamożnością. Pomagają innym, choć z tym akurat jest wciąż w Polsce słabo. Na pewno jednak są hojniejsi niż reszta narodu.

Milioner to człowiek myślący niezależnie, pragnący się w szybkim czasie usamodzielnić, z reguły pracuje we własnej firmie. Wcześnie kupuje dom, i to nie jakąś rezydencję w drogiej, renomowanej dzielnicy, lecz coś w miarę skromnego, w miejscu, któremu wróży pomyślność.

Większość z nas kojarzy ogromne fortuny z polami naftowymi, armatorami, handlarzami bronią, giełdą czy kopalniami złota. Tymczasem milioner, zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych, to częściej właściciel firmy zajmującej się wypożyczaniem przenośnych „kibelków”, naprawą silników do łodzi motorowych, skupem złomu lub rolnictwem, niż adwokat, makler giełdowy, czy wzięty lekarz. Paradoksalnie, ci stereotypowi milionerzy, właśnie: finansista, lekarz, adwokat, aktor filmowy stanowią pośród najbogatszych ludzi mniejszość.

I w tym miejscu dochodzimy do najbardziej szokującej prawdy, mianowicie, że duże zarobki nie przekładają się wcale na duży majątek.

Definicja milionera

Niby każdy z nas wie, kto to jest milioner, ale jak się zapytać przeciętnego Kowalskiego, co pod tym terminem rozumie okaże się, że ma problem. Dla naszych potrzeb zdefiniujemy milionera jako osobę posiadającą majątek wartości co najmniej miliona złotych, dolarów czy euro. Mimo różnic kursowych, siła nabywcza i moc sprawcza w każdej z tych grup jest podobna. A więc Milioner to nie ktoś, kto zarabia milion rocznie, lecz kto taką kwotę posiada. Okazuje się bowiem, że zarobki i majątek to dwie bardzo różne sprawy.

Nie dysponuję informacjami na temat Polski, ale intuicyjnie uważam, że nie różnią się one zbytnio od danych ze Stanów Zjednoczonych, a tam, pośród ludzi zarabiających 1 milion rocznie, milionerów jest zaledwie 12 procent. Tylko co ósmy człowiek zarabiający milion dolarów rocznie jest milionerem. Czyli, siedmiu na ośmiu zarabiających milion nie posiada majątku wartego milion! Co więcej, średni dochód statystycznego milionera amerykańskiego to zaledwie…131 tys. dol. rocznie. Nawet w warunkach polskich nie jest to (400 tys. zł. rocznie, ok. 36 tys. zł miesięcznie) kwota powalająca. W USA to całkiem średnio.

Okazuje się bowiem, że do statusu milionera nie tyle liczą się dochody, co gospodarność i sposób zarządzania pieniędzmi. Jeszcze raz potwierdza się stara fenicka zasada, że „łatwiej okiełzać pragnienie, niż znaleźć środki na jego zaspokojenie”. Przeciętny milioner, bez względu na kraj pochodzenia, żyje poniżej poziomu, na jaki pozwalają mu jego dochody, czy tym bardziej zasoby majątkowe.

Piotr, lat 53. W PRL był inżynierem w fabryce tworzyw sztucznych. Dziś ma pod Warszawą warsztat naprawy samochodów luksusowych, przynoszący mu ok. 30 – 35 tysięcy złotych dochodu miesięcznie. Ponieważ Piotr dorabia sobie handlem używanymi samochodami, jego majątek wolny od zobowiązań wynosi, co najmniej, 10 milionów złotych. Stać go praktycznie na wszystko, ale na garnitur wydaje nie więcej niż 1200 zł., na buty 150 zł, zegarek ma za 250 zł, a jeśli pije wino, to takie za 20-50 zł. On wie, że nadmierna konsumpcja jest pierwszym krokiem do bankructwa, dlatego na konsumpcję całej swojej pięcioosobowej rodziny nie wydaje więcej niż 5 proc. swojej fortuny. Zresztą takie szaleństwo przydarzyło mu się jak dotąd raz, kiedy ukochanej córce urządził wesele na Hawajach, pokrywając koszty podróży i 10. dniowego pobytu kilkunastu członkom rodziny i przyjaciołom.

Zwykle nie wydaje miesięcznie więcej niż 20 tysięcy, z czego prawie połowę inwestuje w ziemię, w nowe pomysły, rzadziej w papiery wartościowe. Gdyby chciał, mógłby nie pracować przez następne 15 – 20 lat, a może nawet do końca życia, ale on nie wyobraża sobie życia bez pracy.

Andrzej, lat 48, wykształcenie  średnie, zawodowe. Jest wysokiej klasy stolarzem meblowym w Radomsku.

– Stać mnie na lexusa, a nawet – mówi ściszając głos – na rolce royce’a, czy bentleya. Głupi jednak nie jestem…” Jeździ więc amerykańskim vanem rocznik 2000. Ma żonę i trójkę dzieci w szkole średniej. Jego sześcioosobowa firma przynosi mu miesięcznie od 30 – 50 tysięcy złotych. Ponieważ jednak od lat lokuje nadwyżki w ziemię, zgromadził imponujący majątek: 250 ha, co po 40 tysięcy złotych za hektar daje blisko 10 milionów zł.

Zarówno Piotr, Andrzej, ja, a także kilkunastu innych moich znajomych milionerów nie kupiliśmy nigdy (sic!) fabrycznie nowego samochodu. Kupujemy samochody dobrych marek, ale używane. Żaden z nas nie posiada garnituru od Armaniego, rolexa, longines’a, czy pióra montblanc. Takie rekwizyty kupują analitycy i menadżerowie z zagranicznych korporacji, pracownicy show biznesu, znani adwokaci, a więc klientela zarówno Piotra, jak i Andrzeja, dla której wydanie na mahoniową bibliotekę, czy fabrycznie nowego porsche’a rocznik 2014 pół miliona złotych nie stanowi problemu. Kupują, ma się rozumieć, na kredyt, przy takich dochodach ich wiarygodność kredytowa jest nieskazitelna. Stąd wśród nich trudno znaleźć milionerów.

Statystyczny milioner z sąsiedztwa mieszka w Kabatach w Warszawie, na Czerwonym Prądniku w Krakowie, czy Dąbrówce w Katowicach. Nie posiada jednak rezydencji o powierzchni 800 metrów kwadratowych, z krytym basenem, czy piwniczką na egzotyczne wina, jemu wystarczy dom wybudowany według gotowego projektu z Muratora, bądź wygodne mieszkanie w położonym na uboczu bloku. Rower kupują w markecie, jachtów nie mają, jeżdżą na wakacje „last minute” i to późną jesienią. Nie żałują za to na szkoły dla swoich dzieci, bo wiedzą, że wychowane we względnym dostatku i bezpieczeństwie nie będą równie przedsiębiorcze i gospodarne, co ich rodzice. Nb. ci ostatni nie chcą, żeby ich dzieci „męczyły się we własnym biznesie”, więc niech chociaż dobry zawód mają.

Geografia milionerstwa

Pod względem geografii występowania milionerów nie ma jakichś szczególnie uprzywilejowanych miejsc. Milionerzy są wszędzie: od Białej Podlaskiej po Gorzów, od Zakopanego po Rabkę. Tempo przyrostu milionerstwa na prowincji jest ostatnio wyższe niż w Warszawie czy Krakowie, gdzie dominują wysoko opłacani pracownicy najemni, a więc zdecydowanie nie milionerzy.

Nie ma zajęcia, pracy, działalności, która porządnie i rzetelnie prowadzona nie doprowadziłaby do milionów, pod warunkiem, że działa się w sektorze prywatnym. Hasło: I ty możesz zostać milionerem jest aktualne, tak w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. W Polsce nawet bardziej. Jesteśmy gospodarniejsi i mniej zadłużeni niż reszta świata. Stąd szacuje się, że także więcej jest u nas milionerów procentowo – w USA jest ich zaledwie 3,5 procent, w Polsce od 8-10 procent. Amerykanie wciąż zarabiają więcej, ale przecież nie od zarobku majątek rośnie.

Grube misie

Jednakże taki stan rzeczy rządzących elit nie cieszy.

O ile warstwy biedne z wyboru, a więc nieudacznicy, lenie, ludzie bez wykształcenia i zawodu, albo z problemami mogą liczyć ze strony polityków na nieustanny podziw, pomoc, i werbalną troską, o tyle milionerów wciąż przedstawia się jako rozpasanych krezusów szastających pieniędzmi na lewo i prawo, kupujących coraz większe i droższe zamki, coraz większe jachty, żyjących na bakier z prawem oszustów i cwaniaków, co gorsza, wydzielających nadmierne ilości dwutlenku węgla.

Populistycznej elicie nie mieści się w głowie, że można wzbogacić się legalnie. No, bo i jak, skoro ludzie ci w przeważającej liczbie działają w sektorze państwowym, głównie na uczelniach, w wyższych urzędach i agencjach specjalnych, czy pseudo  fundacjach finansowanych przez podatnika. Znakomita większość tych, którzy wyznaczają dziś tzw. standardy moralne i kanony wiedzy obywatelskiej, na czele z rządem, parlamentem i mediami, nie przepracowała w sektorze prywatnym nawet pięciu minut. Czy trudno się dziwić, że o ludziach przedsiębiorczych, minister Sienkiewicz mówi z tupetem: „grube misie”, bynajmniej nie mając na myśli maskotki.

On nigdy nie był i nie będzie milionerem. „Grube misie”, których tak nie lubi, w przeciwieństwie do ministrów, nie jedzą ani carpaccio z jagnięciny, ani piklowanych rzodkiewiek, czy policzków woła. I dlatego są milionerami.

Mimo nienajlepszej prasy, opresyjnej polityki podatkowej, a zwłaszcza regulacji hamujących wzrost gospodarczy milionerów w Polsce przybywa. Nie dlatego, że łatwo zostać człowiekiem bogatym, lecz z powodu przypadłości charakteru zmuszającej człowieka ambitnego, przedsiębiorczego i obdarzonego przez los umiejętnością celnego  przewidywania przyszłości, by dzielił się swoimi talentami z resztą obywateli. Takich osobników trudno zniechęcić do działania, o czym przekonuje nas co tydzień red. Przemysław Talkowski w swoim reality show pt. Państwo w państwie.

Problem w tym, żeby grupa ta, zamiast gimnastykować się, jak przeżyć w oparach  ustawodawczego absurdu i w antyprzedsiębiorczej atmosferze tworzonej przez etatystyczny establishment, energię swą skierowała na zaspokajanie potrzeb innych ludzi, bo tylko z tego są miliony.

Jak ten milion zdobyć?

To proste, trzeba zacząć od pierwszej złotówki.

Niezawodną drogą do bogactwa nie jest ani kradzież, jak uważa Jan Krzysztof Bielecki, ani wygrana w totolotka czy spadek zza granicy, w co święcie wierzy Andrzej Celiński, lecz praca i żmudne oszczędzanie. Problem w tym, że nie każdy umie oszczędzać. Niejednemu z nas pieniądze wyciekają między palcami szybciej niż zdąży nad nimi zapanować. Oto kilka wskazówek, jak należy postępować, aby mimo wszystko coś uciułać. Tym bardziej, że start do niezależności finansowej nie wymaga ogromnych kwot.

Jan Bereta

www.fijor.com

 

[1] Thomas J. Stanley, William Danco, Sekrety amerykańskich milionerów, tłum. JMF, Fijorr Publishing, Wyd. III Warszawa 2013. Tytuł oryginalny książki to Millionaire next Door, co w dosłownym przekładzie oznacza: milioner z sąsiedztwa.

[2] Źródło: Jan M Fijor Licz na siebie, Fijorr Publishing, Warszawa 2013,  str. 162.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Piotr pisze:

    Cała masa kłamliwych stereotypów. Można analizować gałąź po gałęzi i zawsze wzór jest ten sam: najpierw regulacja organizacji ponadpaństwowych a dopiero ktoś w ramach tej regulacji staje się bogaty. Od tej reguły nie ma wyjątków.
    Jeśli wziąść wymienionych tu lekarzy, kierowników firm transportowych i aktorów to są to gałęzie, które zaprojektowano i które są sztucznie podtrzymywane przez państwo (aktorzy też, bo pierwszą funkcją filmów jest propaganda idei, a dopiero drugą pokazanie czyichś marzeń – warto znaleźć prawdziwą historię Hollywood – rzecz nie powstała spontanicznie sama z siebie tylko została zorganizowana głównie przez dzieci wojskowych i wyższych urzędników państwowych, którzy jakoś dziwnie w tym samym czasie pojawili się w Los Angeles).
    Nie było by problemu gdyby rzecz działa się w ramach systemu zamkniętego. Problemem jest to, że tzw. bogate kraje spijają śmietankę z tych biedniejszych, zostawiając tym drugim wszystkie koszty. Najpierw jest ranking zdolności finansowej, ranking szkół i cała masa innych nie mających pokrycia w rzeczywistości, które sprawiają, że ten sam produkt w jednym kraju kosztuje x% siły nabywczej, a w drugim 10x% tej siły. Wartość funta czy dolara nie wyewoluowała naturalnie, tylko została zadekretowana odgórnie, a ci co się z nią nie zgadzają nie mają prawa głosu, bo proces selekcji odbywa się już na poziomie szkoły. Osoba, która nie dostosuje się do „klucza” np. maturalnego po prostu wypada z możliwości podejmowania decyzji.

    Podsumowując nie ma co szanować krajów bogatych, bo są one rakiem na tych biednych. Gdyby ich nie było to bogactwo rozlało by się równomiernie po całym globie. Była by to inna forma bogactwa – ta prawdziwa. Zdrowy organizm jest w stanie żyć bez raka, ale rak nie jest w stanie żyć bez organizmu.

  2. Jimmy pisze:

    @Piotr, wydaje mi się, że wplotłeś w twoją wypowiedź fakty, które mają „uprawdopodobnić” twój komentarz.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Kompletna jajecznica. Nie wiem o co Piotrowi chodzi. wygląda na to, że jakaś grupa spiskowa ustala kto ma być bogaty, a kto nie. jest to pogląda aberracyjny, tak jak ten, że człowiek zmienia pogodę i klimat na Ziemi. Sorry, ale nawet mi się nie chce polemizować. Ukłony

  4. Marek pisze:

    Myślę podobnie i dziękuję autorowi że to napisał.
    Zastanawiający dla mnie jest tylko jeden fakt

    „w grupie ludzi najbogatszych ponad 82 procent dorobiło się na własnej pracy i to od zera; reszta, a więc tylko 18 procent milionerów, to dziedzice wielkich fortun, szczęściarze w totolotka, politycy i oszuści. Najskromniejszą liczbowo grupę milionerów stanowią dwie ostatnie kategorie.”

    Jeżeli 82% milionerów dorobiło się na własnej pracy, a 18% to dziedzice fortun, to oznacza
    że ci milionerzy z pracy, nie przekazali swojego bogactwa swoim dzieciom, albo swoje bogactwo utraciło.
    Jaka jest tego przyczyna ?
    Czy ktoś znajduje wytłumaczenie ?
    Pozdrawiam. Dobrej nocy – mimo że nie daje mi to spać.

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Wyjaśnienie jest proste: ich dzieci nie starały się równie mocno, aby być bogatymi oraz/lub zmarnowały fortunę przodków. Piszą o tym obszernie Stanley i Danco w Sekretach amerykańskich milionerów. Rodzice to producenci, dzieci (w przeważającej liczbie przypadków) już tylko konsumenci. Ukłony

  6. Marek pisze:

    Dziękuję Panu za odpowiedź. Faktycznie proste i zrozumiałe.
    Z powyższego zestawienia procentowego milionerów, wynika że łatwiej jest zostać milionerem,
    niż utrzymać ten status przez spadkobierców.
    Skoro jednak część z nich, choćby 5%, potrafiła uczynić to przez wiele pokoleń,
    to wydaje się że nie jest to jedynie zrządzenie losu.
    To musi być wynikiem świadomego, mądrego działania.
    Czy są Panu/Państwu znane opracowania, które tłumaczyłyby mechanizmy, sposoby,
    (ale te pozytywne, akceptowane przez ludzi)
    warunkujące utrzymanie przez wiele pokoleń, statusu milionera. Taki status, według mnie,
    ułatwia doskonalenie człowieka.
    Domyślam się że moja prośba o podpowiedź nie jest łatwa, ale z góry dziękuję i pozdrawiam.

  7. Jan M Fijor pisze:

    Nie ma jednej recepty na status milionera poza tą, żeby nie wydawać więcej niż się zarabia, być gospodarnym, pracować i nie szpanować. I odwrotnie, nier ma takiego milionera, który nie jest w stanie przez własną głupotę (rzadziej skutek splotu nieszczęść) stracić całego majątku. dlatego, pamiętajcie, nieprawdą jest, że pieniądz robi pieniądz.
    ukłony

  8. Marek pisze:

    Muszę przyznać że, należy Pan do chyba nielicznych
    ludzi, które czynią rzeczy trudne, prostymi.
    Wyrazy szacunku.

  9. Jan M Fijor pisze:

    Rzeczy (mam na myśli ekonomię) wyglądają trudnymi, gdy piszą o nich ludzie, którzy nie rozumieją o czym piszą. Prostota, pokora jest zwykle warunkiem zrozumienia. skomplikowane wzory, wykresy, niezrozumiałe słowa, pycha, to najczęściej bełkot, który pokrywa niewiedzę. Ukłony
    P.S. Poczytajcie Rothbarda, Sowella, Mengera, Skousena – tam prawie nie ma wzorów. Proste słowa, przejrzysty, wartki wywód. Czasem trzeba to przeczytać 2-3 razy, ale w końcu zostaje w nas do końca życia. Proste jest piękne, i vice Wersal!

  10. Olek pisze:

    „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?

    Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.”

  11. bel pisze:

    Osobiście wierzę w możliwość osiągnięcia pułapu miliona zł. za pomocą uczciwej pracy. Sama takiego poziomu nie posiadam, jednak życie nauczyło mnie, że jeżeli chcę do czegoś dojść muszę oszczędzać i pracować ( również nad sobą). Mój start w dorosłość był dość trudny. Mieszkałam prawie na dziko, bez ubikacji, z zamarzającą zimą wodą i sypiałam bez ogrzewania w kurtce i czapce. Zarabiałam grosze więc perspektywa wyjścia z sytuacji wydawała mi się nierealna. A jednak, życie zawsze wspiera gdy się próbuje. Należ działać nawet gdy nie ma efektów. Dla mnie było to ogromnie trudne, gdyż musiałam pokonać swoje niskie poczucie wartości i silny brak poczucia bezpieczeństwa. Gdy tylko troszeczkę mi się poprawiła sytuacja, postanowiłam z każdej wypłaty kupić jedną dobrą książkę i się dokształcić. Trafiłam wtedy na pozycję G. S. Clason’a „Najbogatszy człowiek w Babilonie”. Jak większość ludzi byłam do bogatych nastawiona dość niechętnie, jednak postanowiłam wypróbować metody przedstawione w tej książce (uczciwa praca i oszczędzanie są w niej ukazane jako najważniejsze). Gdy nazbierałam trochę pieniędzy zainwestowałam i otwarłam mały sklep. ALE! Przez wiele lat pracowałam jako pracownik biurowy, a postanowiłam zająć się własnym biznesem (w tym momencie widzę uśmiech na twarzy Pana Jana). To musiało skończyć się źle. Pieniądze straciłam. Zetknięcie się z rynkiem było dla mnie szokiem. To kompletnie inny świat. Trochę bolało i trochę zrezygnowałam. Zajęłam się moim nowo narodzonym dzieckiem, a po czasie wróciłam do oszczędzania. Mimo skromnych dochodów powoli podnosiliśmy swój poziom egzystencji, a życie nas po drodze wspierało, przynosząc drobne okazje na naszą kieszeń. Dziś mam swoje ciepłe własnościowe mieszkanko czy ogródek bez długów. Teraz przymierzamy się z mężem do kupna ziemi. Wiem, że dla wielu to nie jest nic wielkiego, jednak w mojej sytuacji to sporo. Nie mieliśmy ani bogatych rodzin, ani dobrego wykształcenia. Wszystko zawdzięczamy nauce, pracy, pracy nad sobą i skromnemu, oszczędnemu życiu. Nie znaczy to, że czasami nie pozwalamy sobie na jakieś przyjemności. Nie jestem milionerem ale wiem, że ma sens budowanie bogactwa. Nie wierzę ludziom( poza nielicznymi wyjątkami ), gdy mówią, że pieniądze nic nie znaczą, a bieda jest cnotą. Ciekawe co by się z nimi działo, gdyby ( pracując! ) spali marznąc wśród myszy, a kupkę musieli do worków foliowych robić. Na temat pieniędzy jest wiele zdań i sądów. Musimy jednak uświadomić sobie, że ludzie (mając wolną wolę) sami stworzyli sobie system finansowy i za jego pomocą regulują wiele spraw. Póki co, pieniądz jest głównym i ważnym środkiem wymiany. Chcąc żyć na tym świecie, musimy z niego korzystać. Wartościowe zatem jest używanie pieniędzy, po to aby powiększać dobrobyt swój i innych. Przecież nikt nie każe nam naśladować ludzi chciwych i głupich. Czy człowiek biedny i dobry jest bardziej wartościowy od bogatego i dobrego? Dobroć serca jest niezależna od pieniądza. Mając i dobre serce i pieniądze zawsze można więcej sobie dać i więcej dobrego stworzyć. Pozdrawiam.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Piękny i mądry list od Bel. Nie, żebym się przymilał, ale zawsze uważam, że polskiego kobiety biją na głowę facetów.
    I pani list jest kolejnym potwierdzeniem tej prawidłowości. wezmę ten list na tapetę audycji w kontestacja.com.

    Uklony
    Jan M Fijor

  13. Łukasz N.N. pisze:

    Trafiłem tu przypadkiem i napiszę trochę.

    1.”Osobiście wierzę w możliwość osiągnięcia pułapu miliona zł. za pomocą uczciwej pracy.” – A ja osobiście znam statystykę a nie piękne baśnie. Możliwość to niby jest,w praktyce przy silnej konkurencji nie grającej czysto i wpływie państwa,nawet jak się zarobiłoby – można skończyć jak Roman Kluska. Nie tylko w Polsce.

    2.”Nie wierzę ludziom( poza nielicznymi wyjątkami ), gdy mówią, że pieniądze nic nie znaczą, a bieda jest cnotą”
    – a ja dopiero od niedawna zaczynam się oduczać takich bzdur. Niestety są one bardzo powszechnie propagowane, jest to bardzo wygodne dla tych którzy się już dorobili i chcieliby statycznej feudalnej struktury społecznej.

    3.”Nie ma jednej recepty na status milionera poza tą, żeby nie wydawać więcej niż się zarabia, być gospodarnym, pracować i nie szpanować” – myli się Pan z tą maksymą. Pomijając nawet to,jak wielu oszustów i złodziei którzy działają wbrew tej maksymie zostało milionerami, to bogactwo wynika zwykle z dobrze skalkulowanego „ryzyka” (które ryzykiem nie jest), z wiedzy – nie z oszczędzania czy jakiejś nadzwyczajnej gospodarności – choć ich przeciwieństwa pozbawią ZAWSZE człowieka majątku.
    Osobiście żałuję,że jestem tchórzem.No ale może się to da naprawić,jeszcze jestem przed 30-tką.

    4.”P.S. Poczytajcie Rothbarda, Sowella, Mengera, Skousena – tam prawie nie ma wzorów” – ale są za to logiczne luki i stawianie założeń których nie wspominają. Tak samo jak Marks i Filozofowie oświeceniowi te systemy są skonstruowane dla ludzi idealnych. Stosując porównanie informatyczne – te systemy ekonomiczno-polityczne są DZIURAWE JAK SITO, i odpowiednio wykorzystane są rajem dla najgorszych z najgorszych którzy je konsekwentnie wypaczą. Co też się naturalnie dzieje. Co do socjalizmu opisał to Władymir Bukowski: http://metta.lk/polish/Wladimir-Bukowski-o-socjalizmie.html a i do pewnego stopnia przewidywała Rand.Lecz kapitalizm w formie wolnorynkowej też można wypaczyć i nie zawsze działa on tak,jak mówią to różni ideologowie.W tym ci neoliberalni…

    5.”skomplikowane wzory, wykresy, niezrozumiałe słowa, pycha, to najczęściej bełkot, który pokrywa niewiedzę.” – Często tak – zwłaszcza w Ekonomii – ale strzec się należy tych,którzy unikają wzorów i sprawdzalnych prognoz. Nadmierna prostota to z reguły chory mistycyzm i irracjonalizm plujący na życie i rozum.

    6.Co do teorii 18% – nie wiem skąd te dane,ale nieuczciwi i ci którzy już mają bogactwa od dawna nieuchronnie muszą dojść do wniosku by NIE AFISZOWAĆ SIĘ.Duże pieniądze budzą zawiść i nienawiść, a w najlepszym razie sławę. To zaś zawsze oznacza,że za taką osobą krążą jak sępy ci którzy chcą wyciągnąć pieniądze – im więcej tym lepiej.Twierdzenie „Wyjaśnienie jest proste: ich dzieci nie starały się równie mocno, aby być bogatymi oraz/lub zmarnowały fortunę przodków” może być przynajmniej w części błędne. Owszem – do pewnego poziomu jest to możliwe.A od pewnego poziomu wystarczy zlecić pomnażanie pieniędzy innym. Jest dzisiaj bowiem niemal fizyczną niemożliwością by naprawdę duże biznesy były zarządzane naprawdę przez jednostkę.

    Zapewne tu Pan mi nie uwierzy.Ale czy takie IBM upadło mimo katastrofalnych błędów w latach 90-tych ? Nie.
    Czy obecne pokolenie Hiltonów roztrwoniło wszystko (i czy jest w stanie roztrwonić wszystko) ? Nie.

    Sprawy są bardziej skomplikowane niż to się śni filozofom.

    Obecne wielkie korporacje i najbogatsi są czestokroć wręcz zagrożeniem dla rozwoju,kapitalizmu i demokracji.Ich interesem jest pozostać na szczycie bez względu na wszystko.Nawet kosztem naszej wolności.Nie tylko handlu.

    @Marek: „Czy są Panu/Państwu znane opracowania, które tłumaczyłyby mechanizmy, sposoby,
    (ale te pozytywne, akceptowane przez ludzi)
    warunkujące utrzymanie przez wiele pokoleń, statusu milionera. Taki status, według mnie,
    ułatwia doskonalenie człowieka.”

    Gdyby wiedza jak dorobić się milionów była tak oczywista i gdyby było to tak łatwe i powtarzalne jak dodanie 2 do 2…

    Co do utrzymania majątku i zdrowego rozsądku w kolejnych pokoleniach sprawa jest oczywista,choć trudna: wychować do bogactwa,a nie w bogactwie. Wychować twórcę a nie konsumenta. Nie wychować ani „szlachetnie urodzonego” utracjusza ani liczykrupy – umysłowo będącego w okowach (nawet potencjalnej i nieistniejącej) nędzy. Tyle teoria.A praktyka ? A konkretne sposoby na majątek ? Gdybym doświadczył praktyki już pewnie miałbym tego miliona albo więcej – no nie ? A nie mam.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Łukaszu N.N. Przy takim podejściu do życia, i innych ludzi na pewno bogatym nie będziesz.
    bogactwo wymaga pokory, skromności i ciężkiej pracy, a nie demagogii i ignorancji.

    pozdr

  15. bel pisze:

    Dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam.

  16. Łukasz N.N. pisze:

    Napisał Pan:
    „bogactwo wymaga pokory, skromności i ciężkiej pracy”

    Szanowny Panie Janie – zgodzę się z ciężką pracą,ale dwóch pierwszych to za żadne warunki bogactwa innego niż duchowe nie uważam,a nawet powiedziałbym,że mogą być szkodliwe w budowaniu majątku.

    Panowie Gates i Zuckerberg raczej nie pochwaliliby tej Pańskiej tezy a ich majątek raczej jej trochę przeczy. Pan Jobbs – twórca koncernu Apple zaś zaprzeczyłby temu z pewnością,gdyby nie taki fakt,że nie tylko nie zapoznał się z nią,ale co gorsza, już nie żyje (umarł na raka).

    Co do demagogii i ignorancji – wdzięczny byłbym za krótkie uwagi,gdzie jestem konkretnie wg. Pana demagogiem i ignorantem – ponieważ nawet jeśli się z tym nie zgodzę, będzie to przecież wartościowe pańskie zdanie interesujące innych wypowiadających się na Pańskim blogu w komentarzach. Inteligentnego człowieka poczytać czy posłuchać warto zawsze, nawet jeśli się z nim nie zgadza.

    PS: Od razu zaznaczam: w ad.1 jako „uczciwą pracę” rozumiem oczywiście to,w jaki sposób jest ona określana w naszym Polskim społeczeństwie i wg. państwowego legalizmu.Broń Boże nie chodzi o jakieś oszukiwanie klienta lub gorsze rzeczy.

    Również pozdrawiam i najcenniejszego majątku który ciężko kupić za największe pieniądze -to jest zdrowia – życzę.

  17. Jan M. Fijor pisze:

    Pisze pan coś, o czym nie ma bladego pojęcia. Łobuzy zdarzają się wszędzie, ale wśród ludzi bogatych, nie są wcale regułą.
    Jest raczej odwrotnie. Gdyby pan poznał kogoś, naprawdę bogatego, miałby pan okazję przekonać się. Jednakże z takim podejściem,
    żaden przyzwoity człowiek nie będzie chciał pana poznać.

    ukłony

  18. Łukasz N.N. pisze:

    No cóż,dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. To miło z Pana strony,skoro „żaden przyzwoity człowiek nie będzie chciał pana poznać”. Tym bardziej,że to wyjaśnia,dlaczego tak często spotykałem czy słyszałem o tych nieprzyzwoitych i ich poczynaniach. Widocznie ci przyzwoici nie chcą mnie poznać i wyczuli mnie jakoś zawczasu czy coś… 😉

    co prawda liczyłem na ciekawszą odpowiedź,ale i tak:

    również się kłaniam i pozdrawiam.

  19. […] w salonie to wydatek, który dla mało kogo jest błahostką. Ale ale! Czytałem ostatnio taki oto artykuł. Jego autor twierdzi, że milionerzy (tu oznacza to ludzi posiadających majątek wart milion, […]

  20. Tad pisze:

    Po latach ponownie miło mi odwiedzić Pana stronę i czytać mądre teksty. Ciągle w Polsce brakuje tego typu edukacji od praktyków. Nie mają prawa pouczać nas ludzie jak osiągnąć sukces w biznesie, którzy sami nic nie osiągnęli. Zgadzam się z autorem tekstu.
    Jestem w podobnym wieku jak Pan Jan, również udało mi się osiągnąć „wolność finansową” ale pracując w Polsce też łatwo nie było w tym okresie zebrałem materiał na książkę, a może i na film. Pozdrawiam i życzę zdrowia. Każdego roku jesienią jestem w Zakopanem, zapraszam Pana na Piwo.
    Tad

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *