Złoto, etc. (II)

chat-dymki
0

Kampania dezinformacji

Doug Casey

pobrane

Większość obecnych wypowiedzi, opinii czy ekspertyz popularyzowanych w mediach głównego nurtu, w odniesieniu do kwestii złota i jego przyszłości, ma niewiele wspólnego z prawdą i świadczy o niedoinformowaniu, a nawet głupocie ich autorów. Ponieważ jednak zalewają one stronice gazet, wypełniają głośniki radioodbiorników, ekrany telewizorów, i całą tę infosferę, wypada się do nich odnieść.

Wprowadzanie w błąd

Przeanalizujmy kilka najpopularniejszych mitów odnoszących się do złota. Oto pierwszy z brzegu, który głosi, że

złoto jest drogie.

Zastrzeżenie to wymaga głębszej uwagi, zwłaszcza że może się ono odnosić do wielu innych zasobów czy aktywów. Jest więc niejako przełomowe.

Jesteśmy w stanie ustanowić cenę na dowolne dobro. Ustanowienie ceny nie jest trudne. Trudniej jest jednak ocenić wartość takiego dobra. Od chwili powstania Stanów Zjednoczonych, do, mniej więcej 1933 roku, jeden dolar był zdefiniowany jako 1/20 uncji złota. Od roku 1933 do 1971 jego wartość zmieniono ustalając ją na poziomie 1/35 uncji złota. Po dewaluacji dolara w roku 1971 oficjalna cena metalu wzrosła do 42,22 dolarów. Przy czym ta ostatnia wartość jest bez znaczenia, jako że nikt już nie kupuje, i nie sprzedaje złota po tej cenie.  Co ważniejsze, przyjęło się, że ludzie podają cenę złota w dolarach amerykańskich, a nie cenę dolara w ilości złota. To jest jednak inny problem. Sedno problemu tkwi w czym innym.

Przed powołaniem w 1913 roku do życia Rady Rezerwy Federalnej (FED), banknot dwudziestodolarowy był zaświadczeniem (kuponem, świadectwem, bonem) potwierdzającym, że jego posiadacz zdeponował w Skarbcu USA jedną uncję złota. Oficjalna podaż pieniądza amerykańskiego wynosiła wtedy, z grubsza, tyle, ile wynosiła wartość złota znajdującego się w jego ówczesnych zasobach. Dzisiaj dolary są emitowane w bilionach jednostek i nikt właściwie nie wie, jaka ich ilość została powołana do życia i znajduje się w obrocie.

Nie trudno określić wielkość czegokolwiek, jeśli przyrząd pomiarowy, którym się posługujemy ma stałą, ustaloną wielkość. I odwrotnie. Zmieniająca się długość miarki utrudnia taki pomiar.

Kolejne zastrzeżenie, czy może mit, mówi, że

inteligentny[1] (smart) pieniądz już dawno temu oderwał się od złota.

To interesujące twierdzenie opiera się tak naprawdę na…niczym. No, bo co to znaczy, że dany pieniądz jest inteligentny? Jak się o tym dowiadujemy? Poza tym, w jaki sposób wiemy, co – posiadając pieniądz inteligentny – my tak naprawdę posiadamy? Co my za niego kupujemy lub sprzedajemy? Przecież o tym, czym jest taki pieniądz dowiadujemy się dopiero po tym, jak wymienimy go na jakieś inne dobra. Faktem jest, że bardzo niewielu miliarderów (jednym z nielicznych znanych mi przykładów jest John Paulson), którzy ujawniali, iż posiadają znaczące inwestycje w metalach szlachetnych. A jeśli nawet, to przecież metaliczne złoto stanowi zaledwie ułamek światowych aktywów finansowych, malejący zarówno w ilościach względnych, jak i bezwzględnych w stosunku do tego, co było w przeszłości. Oto wykres ilustrujący tę zależność w zależności od czasu:

Następny mit, to przekonanie, że

złoto jest ryzykowne.

Ryzyko jest zasadniczo funkcją ceny. Im cena wyższa, tym ryzyko wyższe. Wynika to z reguły mówiącej, że w miarę upływu czasu podaż rośnie, a popyt maleje, co prowadzi do spadku ceny. Prawdą jest, że złoto w cenie 1100 dol. za uncję jest ryzykowniejsze niż złoto w cenie 700 dol. za uncję, a jeszcze bardziej niż złoto w cenie 200 dol. za uncję. Ale nawet wtedy, gdy kosztowało ono 35 dol. za uncję, znany komentator i ekspert inwestycyjny, Eliot Janeway (osobiście uważałem go za idiotę i chwalipiętę) twierdził, że jeśli rząd amerykański złota nie wesprze, to jego cena może spaść nawet do 8 dol. za uncję.

W większości zdarzeń, ryzyko jest względne. Dzisiaj akcje są bardzo ryzykowne. Jeszcze bardziej ryzykowne są obligacje. Kupowanie nieruchomości zlokalizowanych w niektórych rejonach może wręcz graniczyć z szaleństwem. Nawet dolar, który z natury podlega skokom wartości, jest na dobrej drodze osiągnięcia swej rzeczywistej (pełnej?) wartości. Nie ma wątpliwości, że zarówno akcje, obligacje, nieruchomości, jak i dolar amerykański są w obszarach bańki spekulacyjnej.

Zatem zgadzam się z tezą, że złoto jest obecnie ryzykowne, ale zwracam równocześnie uwagę, że jest ono znacznie mniej ryzykowne niż większość innych aktywów.

Inny slogan:

złoto nie wypłaca odsetek.

Takie twierdzenie jest właściwie prawdziwe, ale tylko wtedy, gdy uważamy, że banknot np. studolarowy nie płaci odsetek. Jednakże odsetki może przynieść pożyczenie komuś czegokolwiek, co posiada funkcję pieniądza. Odsetki, to premia czasowa za pieniądz. Dopóki nie pożyczysz komuś banknotu studolarowego lub sztabki/monety ze złota, odsetek nie otrzymujesz. Jednakże oba te aktywa przynoszą odsetki z chwilą pożyczeni ich komuś.

Problem polega na tym, że z chwilą pożyczenia ich komuś (niechby to nawet był depozyt do banku czy do kasy pożyczkowej) może się okazać, że nie otrzymamy nie tylko zwrotu ani swego kapitału, ani tym bardziej odsetek od niego. Zwłaszcza, że wiele współczesnych banków nie tylko odsetek od depozytów nie płaci, a na dodatek żądają one opłaty od deponenta za prawo przechowania jego pieniędzy (a tym bardziej złota). Pamiętajmy więc, że żyjemy akurat w czasach absurdu.

Następna prawda obiegowa głosi:

złoto nie płaci dywidendy.

Jasne, że nie płaci. Nie wytwarza także syropu czekoladowego. Taka obiekcja wobec złotego kruszcu jest śmieszna; przecież tylko korporacje/spółki akcyjne wypłacają dywidendę. Oczekiwanie dywidendy od złota, to jak narzekanie, że stojąca przed naszym garażem toyota jej nie płaci, pomimo iż japońska korporacja Toyota SA., jednak taką dywidendę wypłaca. Jeśli ktoś chce z tytułu posiadania złota otrzymywać dywidendę, może – zamiast kruszcu – kupić akcje dobrze działającej kopalni czy rafinerii złota.

I dalej:

posiadanie złota pociąga za sobą koszt jego ubezpieczenia oraz magazynowania.

To niewątpliwa prawda. Jest to jednak wysoce wyrafinowana teza, dezinformująca wielu bezkrytycznych inwestorów, co do korzyści płynących z inwestowania w złoto. Można ubezpieczać swoje zasoby złota i przechowywać je w profesjonalnych sejfach, tak jak czyni wielu posiadaczy cennej biżuterii, dzieł sztuki, czy innych wartościowych przedmiotów. Można nawet ubezpieczać i przechowywać własne świadectwa udziałowe czy obligację. To samo odnosi się zwłaszcza w odniesieniu do świadectw udziałowych w funduszach powierniczych, kiedy nie tylko płacimy za opiekę nad naszymi pieniędzmi, co i za zarządzanie nimi.

Ale zarazem, w odniesieniu do złota można uniknąć wszystkich tych kosztów (ubezpieczenia i przechowywania), zakopując nasz kruszec w ziemi. Co w przypadku większości innych cennych aktywów jednak w grę nie wchodzi. Unikanie kosztów przechowania i ubezpieczenia może okazać się zbawienne, zwłaszcza w kontekście realnego zagrożenia naszego złota przez konfiskatę dokonaną przez rząd, co może się w każdej chwili zdarzyć. Konfiskata przez rząd jest dla nas znacznie większym ryzykiem niż rabunek przez zwykłego złodzieja. Przecież posiadając kwit/rachunek za przechowywania i ubezpieczenie złota dajemy naszym potencjalnym oprawcom znak, że nie tylko posiadamy coś, co można nam skonfiskować, ale wręcz podajemy adres, gdzie to coś się znajduje. To dość nieroztropne postępowanie.

Albo inna pospolita prawda obiegowa, mówiąc że

złoto jest dziś niemal bezużyteczne.

Czy jest tak aby na pewno? Przekonanie o bezużyteczności złota jest dowodem zwykłej ignorancji, zarówno w dziedzinie chemii, jak i ekonomii. Przecież ludzie zawsze pragnęli posiadać złotą biżuterię, i to jest właśnie najprawdziwsza funkcja/użyteczność żółtego kruszcu. Złoto stosowane jest także w protetyce dentystycznej, również przy produkcji mikroprocesorów elektronicznych. Jak chodzi o problem utraty użyteczności, to raczej posiadacz pieniędzy papierowych przekonuje się nierzadko, że tym, co de facto posiada jest bezwartościowy kawałek papieru. Takie rozczarowania zdarzają się nie tylko często, ale i niemal wszędzie.

Jak chodzi o ścisłość, złoto ma bardzo wysoką i szeroką użyteczność. Nie dość, że jest ono słabo podatne na zniszczenie, to jednocześnie jest plastyczne, ciągliwe, i najbardziej odporne na korozję ze wszystkich znanych nam metali. Dzięki tym cechom niemal każdego dnia znajdujemy coraz to nowe wykorzystanie złota. Jest ono drugim co do łatwości znanym przewodnikiem elektryczności i ciepła, a także najlepiej, prócz srebra odbijającym promienie świetlne metalem. Z powyższych powodów złoto znakomicie nadaje się na surowiec w przemysłach wysokiej technologii. Można je stosować wszędzie tam, gdzie zawodzą inne metale, dzięki niemu działają między innymi nasze komputery.

Jednakże wszystkie wymienione cechy złota są niczym w porównaniu do jego zasadniczej funkcji, jaką pełni, i moim zdaniem będzie jeszcze długo pełnić złoto: mianowicie roli pieniądza. Pieniądz to najlepsze, najbardziej opłacalne, i najważniejsze zastosowanie złota kruszcowego.

W przekonaniu niektórych ludzi

Rząd amerykański, w celu spłaty swych długów, może w każdej chwili sprzedać, i niewątpliwie tak uczyni, swoje zasoby złota doprowadzając do bessy na rynku tego metalu.

Moim zdaniem jest to twierdzenie kompletnie pozbawione sensu. Z raportów rządowych wynika, że w skarbcu Stanów Zjednoczonych znajduje się ok. 265 milionów uncji złota. Załóżmy nawet, że majątek ten jest wart w aktualnych cenach ok. 300 miliardów dolarów. Myślę, że w obecnych warunkach globalnych jest to kropla w morzu. Kwota ta odpowiada zaledwie połowie tegorocznego deficytu budżetowego. Odpowiada ona połowie rocznego deficytu w wymianie zagranicznej. Albo, jak kto woli, stanowi 2 procent zasobów dolarowych znajdujących się poza granicami Stanów Zjednoczonych. Rząd USA jest największym w świecie posiadaczem złota, jednakże to co posiada, to zaledwie 5 procent wydobytego z ziemi złota znajdującego się już na powierzchni, a jest tego ok. 6 miliardów uncji.

Począwszy od lat 60. ubiegłego stulecia, mniej więcej do roku 2000, większość rządów zachodnich sprzedawała zapasy swojego złota, zakładając że jest to jednak zbędny relikt barbarzyńskiej przeszłości. Od tego momentu trend uległ zmianie, i rządy krajów rozwijających się, takich jak: Chiny, Indie, Rosja i wielu innych byłych krajów socjalistycznych rozpoczęły proces masowego skupu złota.

Dlaczego? Ponieważ uznały, że ich głównym aktywem monetarnym jest dolar amerykański, którego jedynym realnym zabezpieczeniem jest gwarancja zbankrutowanego rządu USA. W razie kryzysu wszystko może się zdarzyć. Dolar stanie się “gorącym ziemniakiem”. I co wtedy? Trzeba go będzie czymś zastąpić. Państwowe fundusze majątkowe wykorzystują dolary do kupowania surowców i produktów dla przemysłu, ale to nie są pieniądze. Co więcej, pieniądze te w rękach urzędników oznaczają ogromne marnotrawstwo. W tej sytuacji ratunkiem pozostanie złoto. Z tego chociażby powodu spodziewam się w najbliższym czasie silnego globalnego wzrostu zakupów złota. I to po znacznie wyższych, od obecnych cenach.

Następne nieporozumienie dotyczy tego, że

wysokie ceny złota spowodują znaczny wzrost jego wydobycia, co z kolei doprowadzi do spadku cen złota.

Takie przypuszczenie świadczy o kompletnej nieznajomości rynku złota. Produkcja żółtego kruszcu wynosi obecnie 90 milion uncji rocznie, i systematycznie spada. Dzieje się tak, częściowo, ponieważ przy wyższych cenach złota, górnictwo złota ma tendencję do wydobycia rud złota o niższej jego zawartości. Częściowo też dlatego, że wskutek intensywnej eksploatacji, zwłaszcza w ostatnich latach, złoża łatwiej dostępne, oraz te o wysokiej zawartości czystego pierwiastka, zostały w dużym stopniu wyeksploatowane. Wreszcie, czynnikiem wpływającym na osłabienie produkcji jest fakt, że eksploatacja dużej części złóż jest mimo wszystko nieopłacalna. Coraz mniej firm decyduje się na uruchamianie nowych kopalń złota.

Zwracam ponownie uwagę, że nowe wydobycie złota to drobiażdżek w porównaniu z tymi 6 miliardami uncji już wydobytymi, znajdującymi się na powierzchni Ziemi. Jak widać, to nowe złoto stanowi zaledwie przyrost o 1,3 procent rocznie. Złota nie zużywa się tak zboża, czy nawet miedzi. Jego podaż przyrasta bardzo powoli, tak jak odbywa się to w odniesieniu do bogactwa w ogóle. Czynnikiem wpływającym na regulację ceny złota jest ludzkie pragnienie gromadzenia go, albo gromadzenia innych rzeczy. Nowowydobyte złoto stanowi niewielki ułamek tych wszystkich rzeczy, stąd niewielki jego wpływ na cenę.

Nie znaczy to wcale, że pewnego dnia sprawy ulegną zmianie. Niech, przykładowo, spadnie na ziemię mega asteroid składający się z wielu ciężkich metali, w tym także i ze złota; czynnikiem, który wpłynie na wzrost podaży złota może być eksploracja przestrzeni kosmicznej. Gigantyczne ilości złota rozpuszczone są w wodzie morskiej. Któregoś dnia może się okazać, że ich odzyskanie, dzięki biotechnologii stanie się ekonomicznie opłacalne. Całkiem realne może się wkrótce okazać marzenie alchemików i zamiana jednego metalu w drugi, w tym w złoto. Duże nadzieje pokładają uczeni w nanotechnologii, dzięki której wysoce rozproszone cząstki złota (i innych pierwiastków) możliwe będą do odzyskania i to z zyskiem. Jednakże te wszystkie rewelacje nie powinny spędzać snu z powiek osób inwestujących w złoto…

images (1)

cdn.

[1] Przyjęło się twierdzić, że inteligentny pieniądz przynosi lepszy zwrot na inwestycjach niż pieniądz nie-inteligentny. Niestety definicja tego, czy dany pieniądz jest inteligentny czy nie jest wciąż dość enigmatyczna.

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *