Złoto, etc. (dokończenie)

chat-dymki
5

pobrane

Pomimo fatalnej opinii, zwłaszcza w kręgach establishmentu, rynek złota ma przed sobą wciąż niezłą przyszłość.

Pozostańmy na chwilę przy tzw. prawdach obiegowych, którymi w swych decyzjach inwestycyjnych kieruje się wielu inwestorów. Oto kolejna z takich prawd:

Każdy powinien posiadać jedynie odrobinę złota kruszcowego w formie ubezpieczenia na czarną godzinę.

W drastycznej formie opinia ta odnosi się do przekonania, że przyjdzie kiedyś taki moment (kataklizm, a może nawet będzie nim koniec świata), kiedy okaże się, że posiadanie grudki złota ma jednak sens.  Przykładowo, w warunkach rozpadu cywilizacji, złoto może się okazać dobrem ostatniego ratunku. Do tego czasu jednak powinniśmy znaleźć lepszy użytek dla naszych pieniędzy i nie oglądać się na żółty metal.

      Nie ukrywam, że jest to teoria wyjątkowo mało ambitna, żeby nie powiedzieć, głupia. Każdy inteligentny inwestor lokuje swoje pieniądze tam, gdzie przynoszą one – jego zdaniem – największy zwrot.  Przy czym wielkość tego zwrotu rozważana jest w kontekście ponoszonego ryzyka, pożądanej płynności, czy stabilności (lub jej braku). Zdarzają się okresy, w których przeważa trzymanie się danej klasy wehikułów inwestycyjnych – czy to akcji, czy obligacji skarbowych – innym razem lokujemy pieniądze w nieruchomościach, lub wręcz jak popadnie.

I tak, w latach 1971 – 1980, a później od 2001 do 2011, posiadanie dużych pozycji w złocie było dowodem przezorności. W okresie od roku 1981 do 2000 a także po roku 2011 do dzisiaj, dowodem przezorności jest posiadania niewielkiej, takiej właśnie „ubezpieczającej” ilości kruszcu. Spodziewamy się, że w niedalekiej przyszłości sentyment do złota i  zainteresowanie nim wzrośnie nieproporcjonalnie  szybko. Pomysł trzymania w portfelu z góry określonej, stałej, a tym bardziej niewielkiej ilości złota, albo ustanowienia niewielkiego udziału złota w portfelu w ogóle mnie nie bierze.

Podobnie chybiony charakter ma przekonanie, że

W środowisku zerowych stop procentowych, w miarę wzrostu oprocentowania cena złota będzie spadać.

Jak chodzi o ścisłość w warunkach rosnącego oprocentowania (kosztu pieniądza) inwestorzy pozbywają się walorów niepieniężnych na rzecz lokat/depozytów gotówkowych. Siłą rzeczy, ktoś kto posiada złoto, sprzeda je i otrzymaną za nie gotówkę ulokuje na procent w banku, lub innej instytucji depozytowej. Jednakże oprocentowanie nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na rentowność tego typu inwestycji. Wyobraźmy sobie, że oprocentowanie nominalne depozytu wynosi 20 procent, podczas gdy pieniądz w tym samym czasie traci siłę nabywczą w tempie 40 procent rocznie. Co z tego, że otrzymujemy 20 procent od naszej gotówki, jeśli jej wartość spada o 40 procent. Netto, wartość naszego portfela spada o 20 procent rocznie. Prawdziwa rentowność takiej lokaty/depozytu wynosi zatem minus 20 procent. To nie jest jakiś abstrakcyjny przykład. Taka sytuacja miała miejsce w USA w latach 70. XX wieku, kiedy równocześnie rosły: nominalne oprocentowanie gotówki, jak i cena złota.

W chwili obecnej rządy na całym świecie duszą nominalne oprocentowanie, i to pomimo iż równocześnie ze spadkiem ceny pieniądza, jego podaż rośnie i to dość gwałtownie. Taka polityka doprowadzi niewątpliwie (i to już w bliskiej przyszłości) do dużo wyższego nominalnego oprocentowania pieniądza i wzrostu ogólnego poziomu cen. Wzrost oprocentowania wpłynie niewątpliwie – po jakimś czasie – na zahamowanie wzrostu/spadku ceny złota. Jednakże, zanim do tego dojdzie upłynie wiele czasu.

Złoto straciło swój czar – mówi coraz większa liczba inwestorów.

I to jest prawda. Dla większości ludzi złoto straciło cały swój urok. Znakomita większość nie wie nawet, że coś takiego jak inwestycje w metaliczne złoto istnieją. Wokół złota robi się głośno dopiero wtedy, gdy jakaś znana firma maklerska rozpoczyna kampanię promocji nowo wyemitowanej monety złotej, czemu towarzyszy kampania reklamowa w magazynie Slime (o ile będzie on jeszcze istnieć). Na okładce Slime[1] znajdzie się podobizna złotego byka rozszarpującego budynek giełdy nowojorskiej (NYSE) etc. Niestety, dużo nam do tej chwili brakuje. Wiem na pewno, że gdy już zacznie się zbliżać, sprzedam całe swoje złoto i kupię za nie New York Stock Exchange na własność.

Inne popularne porzekadło głosi, że:

akcje kopalń złota są wyjątkowo ryzykowne.

Jest to absolutna prawda. Górnictwo, bez względu na rodzaj wydobywanego surowca jest trudnym, żeby nie powiedzieć okropnym biznesem. Wymaga ogromnych ilości kapitału, przy pomocy którego pokrywa się gigantyczne wydatki stałe, bez których kopalnia nie powstanie. Pod warunkiem, rzecz jasna, że wcześniej uzyskało się tysiące kosztownych zaświadczeń, pozwoleń i permitów itp. Jak już kopalnia powstanie, to nie sposób jej gdziekolwiek przenieść czy nawet przesunąć. Skutkiem tego biznes narażony jest na miriady nieszczęść, klęsk żywiołowych, przewrotów politycznych, czy wojen, przed którymi nie sposób uciec. Do najczęstszych i najdramatyczniejszych z nich należy nacjonalizacja takiej, z trudem powstałej kopalni.

Dodajmy do tego nieustanne zmiany procedur i wymagań technologicznych, którym trzeba sprostać, aby w sytuacjach wyjątkowych czy żywiołowych nie zostać kompletnym bankrutem; nieustanne i gwałtowne fluktuacje cenowe, zwłaszcza jak chodzi o cenę produktu finalnego. Dlatego wśród osób inwestujących w akcje firm górniczych (w tym kopalń złota) bardzo rzadko znaleźć można kogoś, kto podąża za wskazaniami reguły Grahama-Dodda[2]. A to wcale nie koniec problemów. Wszystkie te, a także inne, niewiążące się ściśle z tematem złota kwestie inwestorskie czynią inwestowanie w akcje kopalń złota zadaniem trudnym, jednakże ze spekulacyjnego punktu widzenia niezwykle wdzięcznym, porywającym, i od czasu do czasu sowicie wynagradzającym. Taki czas mamy akurat teraz.

A już

images (2)

szczytem ryzyka jest poszukiwanie minerałów.

Ryzyko poszukiwań i kopalnictwa minerałów jest istotnie gigantyczne. To prawda. Istnieją tysiące firm publicznych, z których część znajduje się zaledwie o krok od wymarzonego odkrycia, które tkwi gdzieś, kilka metrów obok miejsca, w którym niedoszły odkrywca spodziewa się swej nagrody. Inne z nich prowadzą bardzo wyrafinowane operacje technologiczne. Firmy poszukiwawcze współpracują z reguły z firmami wydobywczymi i kopalniami, przy czym to są dwa różne przedsięwzięcia. Te ostatnie rzadko kiedy angażują się w wysoce kosztowne, trwające latami i często kończące się fiaskiem poszukiwanie skarbów. I to jest ta zła wiadomość.

Jednakże jest także wiadomość dobra. Oznacza ona, że operacje poszukiwawcze są nie tylko wysoce ryzykowne, ale także wyjątkowo chimeryczne. W ich trakcie można co prawda stracić aż 100 procent tego, co zainwestowałeś, jeśli jednak mamy szczęście, nagroda może być wielokrotnością naszego wkładu. Skok ceny akcji w stosunku do nakładu może być jak 10:1, w szczególnych przypadkach nawet 1000 do 1. Ta niezwykła nieprzewidywalność i zmienność jest największym sprzymierzeńcem inwestora.

Pamiętajmy jednak, że spekulacje na tym polu wymagają z jednej strony precyzyjnej ekspertyzy, z drugiej zaś właściwego timingu, czyli wyczucia czasu, kiedy w ten interes wchodzić. Niestety, nierzadko się zdarza, że do odkrycia złóż złota dochodzi w warunkach narastania bańki spekulacyjnej. Zdarza się też, że poza samą bańką, czy nazwą penetrowanego złoża, złota w nim mimo wszystko nie będzie.

Tajemnicą poliszynela głosi, że

Warren Buffett złota nie lubi!

Ta teza ma dowodzić, że na złocie nie daje się zarobić. Buffett unika złota, to prawda, ale nie ma to żadnego znaczenia. I to nawet nie dlatego, że przekonanie to opiera się na sylogizmie głoszącym, że „autorytety się nie mylą”. Tym niemniej, doświadczenie uczy, że jeśli ktoś tak wybitny i znany (jak właśnie Warren Buffett) coś mówi, to warto go posłuchać. A zatem posłuchajmy, co na temat inwestowania w złoto mówi sam mistrz, Warren Buffett. Oto fragment wywiadu, jakiego na temat fobii wobec złota udzielił Buffett Benowi Steinowi, innemu wrogowi inwestowania w złoto:

 

(…) Gdyby nawet udało się komuś zebrać w jednym miejscu całe złoto wydobyte dotychczas z ziemi, okazałoby się, że zajmie ono sześcian o wymiarach: 20 m na 20 m na 20 m, czyli 800 m. sześciennych. Za ekwiwalent wszystkiego złota, które dotychczas wydobyto z wnętrza ziemi, można by kupić – po obecnych cenach – wszystkie, ale to wszystkie tereny rolne w Stanach Zjednoczonych.  Ponadto, wystarczyłoby nam środków na kupno 10 firm o wartości Exxon Mobile, każda, i jeszcze by nam został 1 bilion dolarów na drobne wydatki.

Gdybyś  miał do wyboru: sześcian złota, oraz wszystkie te firmy i gotówkę, to co byś wybrał? To chyba jasne, że ziemię, te wielkie korporacje plus lokaty gotówkowe wartości 1 biliona dolarów; przyniosą one inwestorom więcej zysków niż samo złoto.

Przez długi czas uważałem Buffetta za uczonego idiotę – geniusza wyszukiwania akcji i nic więcej. Ta jego wypowiedź pokazuje ponadto, że jest to człowiek wysoce rozumny, który wie co mówi, i co robi. I to pomimo, iż wiedza ta nie ma żadnego głębszego znaczenia dla omawianego przez nas problemu. Przecież to samo można by powiedzieć o podaży (zasobach) pieniędzy w Stanach Zjednoczonych. Czy o światowych zapasach miedzi czy stali.        Co prawda, reprezentują one potencjał, nie są jednak biznesami, czy aktywami produkcyjnymi same w sobie. Konkludując: mimo swego rozbrajającego zachowania i pozorów dobroduszności, Buffett głupcem nie jest. Jest to bezwstydny, intelektualnie nieuczciwy cynik. I chociaż jest wielkim inwestorem, nie jest ani ekonomistą, ani kimś, kto wierzy w wolny rynek.

Wiara w złoto ma charakter religijny.

Ponieważ większość systemów religijnych odnosi się do świata pozaziemskiego, siłą rzeczy są one nastawione do złota zdecydowanie negatywnie. Prawdą jest również to, że niektórzy apologeci złota bliżsi są w swoim postępowaniu niesławnym bohaterom znanego filmu „Elmer Gantry”, niż ludziom religijnym. Jednakże nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Hipokryzja cechuje wielu fanatyków, i to bez względu na to czy ich fanatyzm wymaga wiary, czy nie wymaga. Dlatego poprawniejsze byłoby może stwierdzenie, że fobia wobec złota jest symptomem swego rodzaju religijnej histerii, zażartej wiary w kolektywizm, przejawem etatyzmu wyznawanego bez względu na przedstawiane kontrargumenty.

Ktoś, kto rozumie dlaczego złoto jest pieniądzem, i dlaczego właśnie z tego powodu jest dziś dobrym wehikułem spekulacyjnym/inwestycyjnym, rzadko kiedy traktuje mówienie o złocie jako prawdę o charakterze religijnym. Ludzie tacy traktują twierdzenia ekonomiczne i samych siebie znacznie bardziej serio.

images (3)

Konkluzja

Przedstawiliśmy tym samym najbardziej znane, a zarazem najbardziej nikczemne współczesne argumenty przeciwko złotu. Autorami większości z nich są różnej maści kanalie, głupcy i ignoranci, zarazem ludzie posiadający w stosunku do żółtego kruszcu nierzadko jakąś swoją, ukrytą agendę.

Moje osobiste stanowisko w kwestii złota przedstawiłem w powyższej argumentacji. Pozwolę sobie jednak dodać dla pełnej jasności, że z historycznego punktu widzenia, mniej więcej do końca lat 20. ubiegłego stulecia, czyli do momentu, kiedy świat zaczął używać masowo walut papierowych oderwanych od złota – złoto kruszcowe pełniło wszędzie i na co dzień rolę gotówki. Wierzę, że w niedalekiej przyszłości powróci ono do tej roli. Pytaniem, jakie sobie w związku z tym stawiam brzmi: jaka będzie relacja cenowa złota do innych dóbr? Czyli, po ile będziemy je kupować/sprzedawać? Kwestia ta nie dotyczy wyłącznie ceny dolarowej, ponieważ względna wartość wielu dóbr – domów, żywności, surowców, pracy ludzkiej – została na przestrzeni lat mocno zniekształcona.  Przyczyniły się do tego wieloletnie okresy inflacji cenowej, wysokie opodatkowanie, a także miriady bezsensownych regulacji, które nasiliły się szczególnie w okresie Wielkiej Depresji.

Czynnikiem, który trzeba będzie dodatkowo wziąć pod uwagę, jest fantastyczny skok technologiczny i cywilizacyjny, który właśnie przeżywamy, oraz oczekiwane przez ludzkość z zapartym tchem zmiany, jakie wkrótce niewątpliwie nastąpią. Wobec tych wyzwań konieczna będzie korekta systemu wartości zapoczątkowana po wielkim kryzysie (1929-33). Wiemy o niej wciąż bardzo niewiele. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć nawet, w jakim kierunku, i w jakim stopniu będzie ona wprowadzana w życie. Tym bardziej, że na światowej scenie gospodarczej pojawiają się nowe mocarstwa: Indie, Chiny.

Jaka jest moja prognoza w kwestii ceny złota? Myślę, że powinna się ona znaleźć gdzieś na poziomie ok. 5000 dolarów za uncję[3]. Uważam tę cenę za całkiem realną, biorąc zwłaszcza pod uwagę chimeryczność i niestabilność, w jakiej znajdują się aktualnie światowe finanse; zakładając też, że znajdujemy się właśnie w fazie poprzedzającej kolejny „byczy rynek” złota.

Klasyczny boom (hossa) ma zwykle trzy fazy. My znajdujemy się w pierwszej z nich, którą nazwałbym Fazą Pełzająca. Na tym etapie tylko niewielki procent ludzi pamięta w ogóle, że złoto istnieje, ci zaś, którzy o nim pamiętają, traktują perspektywę ewentualnych inwestycji w złoto z niedowierzaniem, czy wręcz kpiną. Następną fazę nazwałbym Ścianą Zmartwień, rozpocznie się ona z chwilą, gdy ludzie dostrzegą, że na rynku toczy się nieustanna walka byków z niedźwiedziami. W końcu wejdziemy w fazę, którą nazywam Manią lub Szaleństwem, gdy wszyscy, wliczając w to rządy, kupować będą złoto nie tylko z chciwości i zachłannośc, lecz także ze zwykłej przezorności.

Polityka monetarna FED, prowadzona pod egidą Bernankego, Yellen, a także Obamy – zresztą odnosi się to prawie do wszystkich banków centralnych globu – była i jest nie tylko błędna, ale co gorsza, prowadzona jest dokładnie w kierunku przeciwnym do pożądanego. Odwrotnie niż wymagała tego konieczność wyjścia z problemów zapaści i kryzysów gospodarczych. Jedną z konsekwencji takiej polityki było powstanie w różnych rejonach i krajach, szeregu ognisk zapalnych w postaci baniek spekulacyjnych.

Moim zdaniem największą i najdramatyczniejszą z nich będzie właśnie złoto, oraz rynek akcji firm poszukiwawczych i wydobywczych żółty kruszec.

A zatem kiedy?

Kiedy zacznę sprzedawać swoje złoto, czy akcje firm związanych z jego produkcją i wydobyciem? Tego dokładnie nie wiem. Wiadomo przecież, że z chwilą osiągnięcia przez rynek piku czy dna nikt nie bije w dzwony. Na pewno wiem jednak, że z chwilą pojawienia się fazy, którą nazwałem Manią/Szaleństwem, gdy bańka zacznie się mocno nadymać, ja rozpocznę sprzedaż moich pozycji w złocie i jego pochodnych.  Mam uzasadnioną nadzieję, że moment ten pokryje się z fazą rzeczywistego boomu na rynku tradycyjnych papierów wartościowych. Z chwilą jego nastania, średni poziom dywidendy oferowanej przez akcje z grupy Dow Jones Industrial Average powinien sięgać 6-8 procent.

Problem w tym, że złoto i towarzyszące mu papiery są dzisiaj stosunkowo tanie. Od fazy pękania bańki spekulacyjnej na nich dzieli nas daleka droga, zarówno jak chodzi o cenę, jak i o czas. Dlatego, narazie, doradzam wszystkim spokój,  cierpliwość i rozwagę.

Doug Casey[4]

www.internationalman.com

[1] Brukowiec amerykański, specjalizujący się obrzucający błotem (slime z ang. Maź, muł) ludzi show biznesu.

[2] Jest to reguła, czy może zbiór zasad opisujących zachowania inwestorskie, które prowadzą do pożądanego celu, jakim jest rentowna, zyskowna i w miarę bezpieczna lokata kapitału.

[3] Dzisiaj, to jest na początku stycznia 2016 jest to niespełna 1200 dolarów za uncję.

[4] Doug Casey będzie głównym gościem seminarium ASBIRO, jakie odbędzie się w dniach 18-19 czerwca 2016.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Kasia pisze:

    Zastanawiałam się od dłuższego czasu nad zmianą kierunku inwestycji. Kapitał najczęściej wpłacałam na lokaty, od dłuższego czasu myślałam nad surowcami. Po przeczytaniu artykułu zostanę jednak przy lokatach oraz może trochę agresywniej zacznę grać na giełdzie.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Pani Kasiu,
    z agresją bym uważał. Na pewno zacząłbym inwestować w złoto (albo akcje firm wydobywających złoto).
    Chociaż przy obecnym kursie złotego jest to nieco bardziej ryzykowne niż inwestowanie w złoto za dolary.
    co do polskich firm, to wciąż polecam: duże firmy, płacące dywidendę przynajmniej 15 lat.
    najkorzystniej jednak inwestować we własny biznes.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  3. Jakub W. pisze:

    Szanowny Panie,

    jestem zainteresowany funduszami GDXJ i chciałbym w nie zainwestować niewielki kapitał jako początek mojej gry na giełdzie amerykańskiej. Czy byłby Pan tak uprzejmy napisać co Pan sądzi o tych funduszach i gdzie najlepiej zakupić takie fundusze? (mam na myśli jaką platformę/konto maklerskie wybrać do tego typu funduszy).

    W wyrazami szacunku,
    JW.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Tego konkretnego akurat nie znam, ale w obecnej chwili kupno funduszy „złotych” wygląda na 
    bullish. Gorzej z decyzją o sprzedaży. ale w tej kwestii będzie się p;an martwić za kilka lat.
    niech pan raczej inwestuje jednakowe kwoty co miesiąc niż jednorazowy kapitał.

    Ukłony

  5. Jakub W. pisze:

    Dziękuję Panu za sugestie.
    JW.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *