Wielka Depresja 2.0. Czy to już?

chat-dymki
0

Artykuł jest streszczeniem i opracowaniem części książki Petera Schiffa – Wielka Depresja 2.0 oraz jego poglądów prezentowanych m.in. w cotygodniowych podcastach na youtube (SchiffTv). Książka zwiastuje wielki kryzys, który zdaniem jej autora ma nastąpić w 2016 roku.

pobrane

Peter Schiff jest amerykańskim przedsiębiorcą – prowadzi firmę maklerską i doradczą Euro Pacific Capital Inc. Większą sławę jednak, przynosi mu jego działalność medialna, pisze książki, artykuły, publikuje materiały (video, podcasty) w Internecie i występuje w telewizji. Zasłynął z przewidzenia kryzysu z 2007 roku. Razem z nim w studio był wtedy Arthur Laffer, ekonomista głównego nurtu oceniał stan gospodarki pozytywnie, wyśmiał Petera i zaproponował mu zakład. Dziś już wiemy kto wygrał, kryzys nadszedł i został zapoczątkowany na rynku nieruchomości zgodnie z uwagami Petera Schiffa na temat absurdalnych wycen domów spowodowanych synergiczną polityką „Wuja Sama” (rządu USA) i Fedu (amerykańskiego banku centralnego).

Stany Zjednoczone Ameryki – najpotężniejsze militarnie i gospodarczo państwo świata, rozdaje karty w geopolityce i przewodzi światowym rynkom finansowym. Czy dobrze prosperowałoby jako firma? Prawdopodobnie taka spółka zostałby natychmiast zamknięta, a jej majątek zlicytowany! Dlaczego? Bo nie jest w stanie spłacić swoich długów. W 2013 roku amerykański rząd przestał funkcjonować bo zabrakło pieniędzy – osiągnięty został maksymalny limit długu. Czy wdrożono oszczędności? Przeciwnie, od 1960 roku kongres aż 78 razy trwale podnosił limit, tymczasowo przedłużał finansowanie lub zmieniał definicje limitu zadłużenia![1] Dług wynosi ponad 17 bilionów USD. W 2012 roku odsetki od zadłużenia, emerytury i inne obowiązkowe programy wydatków pochłonęły całość przychodów federalnych. Wszystkie pozostałe wydatki finansowane są długiem, na nic zwolnienie kilkuset urzędników, czy wycofanie wojsk z obcych państw – to za mało, żeby zrównoważyć budżet. W przypadku kłopotów instytucji „zbyt wielkich by upaść”[2] rząd przyjdzie z pomocą wyposażony w publiczne środki. Co jednak gdy potrzebującym będzie Wuj Sam? Paradoksalnie jest on zbyt duży by nie upaść w przypadku utraty zaufania inwestorów.

Fed i rząd w jednej drużynie

Rola Fedu jest kluczowa. Sztucznie zaniżone stopy procentowe mogą powodować sztuczny dobrobyt przez dostępność kredytów. Amerykanin nawet jeśli nie ma pieniędzy może kupić dom na kredyt spłacany przez kilkadziesiąt lat czy samochód na 6-7 lat. Ponadto posiadacze aktywów takich jak akcje czy nieruchomości korzystają na ultra niskich stopach procentowych ponieważ dzięki tej sytuacji aktywa te bardzo mocno zyskują na wartości. Wyceny akcji rosną bo kapitał szuka wyższych stóp zwrotu gdy przy praktycznie zerowych stopach procentowych na lokaty czy bony nie ma co liczyć. Drożeją również nieruchomości ponieważ kupują je nawet osoby, których w normalnych warunkach nie stać na spłacanie kredytu. Ten zmasowany popyt powoduje podbicie cen. Dobrobyt jest sztuczny, gdyż nie da się go utrzymać w dłuższym okresie, kryzys z roku 2008 doskonale to unaocznił.

Jest jeszcze inny bardzo poważny, kluczowy beneficjent ekspansywnej polityki Fedu. Jest nim rząd USA. Oprocentowanie bonów i obligacji zależy między innymi od rynkowych stóp procentowych, a na te gigantyczny wpływ na właśnie Rezerwa Federalna. Obniżając oprocentowanie w niektórych segmentach (np. przez skup aktywów) obniża się również oprocentowanie walorów substytucyjnych, czyli o podobnej wiarygodności kredytowej, płynności itp. Dzięki temu USA w połączeniu z zaufaniem globalnych inwestorów może pożyczać i refinansować się (spłacając dług nowym długiem) bardzo niskim kosztem.

Droga w złym kierunku

Ameryka jest niewypłacalna i nie ma szans na spłatę długów. Swój limit może podnosić ile zachce, ale gdy to inwestorzy wprowadzą własny limit zabawa dobiegnie końca. Im dłużej zadłużenie narasta tym boleśniejszy będzie upadek. Peter Schiff rekomenduje upadłość, im wcześniej to nastąpi tym lepiej. Aktualnie mamy do czynienia z bańką na dolarze, bonach i obligacjach amerykańskich. Inwestorzy jak na razie wierzą w zdolność kredytową Wuja Sama. W książce autor porównuje sytuację w USA do samochodu pędzącego w dół bez kontroli. Politycy udają, że trzymają rękę na pulsie, ale auto przyśpiesza coraz bardziej. Potrzeba kogoś dorosłego, kto chwyci kierownice i zjedzie do przydrożnego rowu. Nie będzie to przyjemne, ale mniej bolesne niż uderzenie w mur na samym dole przy większej prędkości.

Często w mediach mówi się, że wydawanie jest dobre, patriotyczne itp. Oszczędności są złe bo rzekomo nie napędzają koniunktury. Mówią, że wydawanie jest korzystne, nawet finansowane długiem. Przywołajmy jednak przykład: właściciel sklepu z odzieżą widzi duży popyt na jego towary, które finansowane są z kart kredytowych (za środki pożyczone od banku). Ograniczy on zamówienia bo wie, że limity na kartach zostaną osiągnięte. Klienci nie tylko nie będą mogli wydawać więcej niż zarabiają ale będą zmuszeni wydawać mniej bo pensja będzie obciążona odsetkami.

Podczas boomu na dot-comach[3] inwestorzy często nie kupowali spółek dla wartości, tylko z zamiarem odsprzedania jej innemu inwestorowi później, za wyższą cenę. Podobnie było w przypadku nieruchomości przed rokiem 2007, wyceny rosły i podczas trwania narastania przeszacowanych wycen można było zarabiać z nadzieją, że znajdzie się większy głupiec chcący kupić drożej. Peter Schiff ocenia, że podobna sytuacja jest z dolarem i bańką rządową. W 2010 roku rezerwy dolarowe stanowiły 60%, kraje chętnie przyjmują amerykańską walutę bo inne kraje również chętnie ją nabędą, ponieważ jeszcze inne rozliczają się w dolarach. Sytuacji wygląda znajomo. Gdy głupcy się kończą bańka pęka. Po bańce internetowej upadły firmy, inwestorzy i fundusze emerytalne potraciły oszczędności. Bańka mieszkaniowa spowodowała przejęcie mało wartych domów przez banki i koniec kredytów. Kiedy pęknie bańka rządowa, sytuacja będzie dużo gorsza.

Rząd rodzi problemy, z którymi walczy

Powszechnie ekonomiści i politycy uważają wydatki rządowe jako jedno ze źródeł wzrostu gospodarczego, liczą się one do wskaźnika PKB, ale nie tworzą bogactwa. Inwestycje rządowej niszczą bogactwo stymulując nieodpowiednią alokację zasobów. Przez załamaniem rynku nieruchomości ceny domów były sztucznie podbijane przez Fannie Mae i Freddie Mac[4], bailouty na rynku nieruchomości, zaniżone stopy procentowe przez Fed i inne programy rządu. Znaczna część wydatków rządowych jest przeznaczana na nowoczesne technologie energetyczne – turbiny wiatrowe, czy panele słoneczne. Dopłaty i odroczone podatki skłaniają racjonalnych przedsiębiorców do porzucenia zyskownych przedsięwzięć na rzecz tych promowanych przez rząd. Gdyby te nowe sposoby pozyskiwania energii były opłacalne to nikt nie musiałby ich dotować. Podczas gdy teraz konsumenci muszą zmierzyć się z wyższymi cenami energii, dotując swoimi podatkami bogatych, którzy specjalizują się w wykorzystywaniu takich programów.

Inflacja sterowana?

Fed może nie podnosić stóp ze względu na rzekomo niską inflacje. Peter Schiff wskazuje, że rząd grzebie w jej metodologii i znacznie ją zaniża. Biznesmen na własną rękę liczył zmiany cen towarów wchodzących w skład koszyka. Pomiędzy rokiem 1970 a 1980 wyniki się zgadzały. Wzrost CPI[5] wyniósł 112%, a ceny badane przez Petera o 117%. W okresie 2002 – 2012 pojawił się jednak rozdźwięk. Oficjalny CPI wykazał wzrost o 27,5%, a koszyk kontrolny 44,3%. Podobne wskazania ma Big Mac Index – narzędzie autorstwa magazynu „The Economist” w celu porównywania siły nabywczej między krajami. Miedzy 1986 a 2003 rokiem indeks CPI i cena Big Maca rosły podobnie o około 4% rocznie. Sytuacja uległa zmianie od 2003 roku kiedy to CPI rósł 2,5% rocznie, a Big Mac drożał około 6,1% rocznie. Skład tego hamburgera nie uległ zmianie, w związku z tym  albo McDonald nagle stał się bardzo niewydajny, co spowodowało wystrzelenie cen jego produktu, albo CPI nie odzwierciedla cen dóbr konsumenckich. Biorąc te dane pod uwagę gospodarka USA się kurczy. Potwierdza to ankieta Investors Business Daily, w marcu 2013 roku 60% respondentów odpowiedziało, ze ich zdaniem nadal trwa recesja. Podobne wskazania miała znaczna większość sondaży przez cały roku 2011, 2012 i 2013.

Peter Schiff nie upatruje spisku tylko wskazuje na błędną metodologię. To nie hamburgery się mylą tylko biurokraci, a rządowi jest to na rękę, gdyż ujawnienie ukrywanej inflacji wywróciłoby wszystko do góry nogami. W 1997 roku komisja Boskina stwierdziła przeszacowywanie inflacji. Wprowadzono wtedy kontrowersyjne zmiany w metodologii – między innymi „poprawki hedoniczne”. Zgodnie z nimi poprawa jakości produkty jest uznawana za formę deflacji. Telewizor kosztujący tysiąc 500 USD rok temu, dziś kosztuje tyle samo tylko, że posiada lepszy ekran czy więcej funkcji – Biuro Statystyk Zatrudnienia traktuje to jako spadek cen. Poprawki hedoniczne działają tylko w jedną stronę – nie koryguje się inflacji przy spadku jakości. Administracja Obamy zaproponowała przejście na „CPI ważonym łańcuchowo” co stanowi tylko pogłębienie problemu. Jest to próba uwzględnienia zmiany sposoby wydawania środków, gdy konsumenci zmieniają drożejące produkty na tańsze. Przykładowo, gdy ze względu na inflacje konsument rezygnuje ze steków na rzecz wieprzowiny czy drobiu, rząd liczy to jako brak inflacji. Łańcuchowe CPI zatem jest miarą kosztu przerwania, a nie utrzymania na dotychczasowym poziomie standardu życia.

Eldorado się skończy

Inwestorzy nabywający obligacje USA z pewnością wiedzą, że nie otrzymują spłat z podatków tylko z nowego długu. Gdy zaczną żądać premii za zwiększone ryzyko Wuj Sam będzie miał problem. Trudności z refinansowaniem się Fed będzie mógł chwilowo rozwiązać przez wydrukowanie olbrzymich ilości nowych dolarów. Środki na opiekę zdrowotną i emerytury co prawda będą, ale zwiększona podaż pieniądze spowoduje wystrzał inflacji. Świadczenia społeczne będą nominalnie takie same, jednak nie będzie można kupić tyle dóbr co kiedyś, więc ich realna wartość się obniży. Zwiększona podaż dolarów obije się również na kursie USD, który zacznie się osłabiać, amerykanie będą mogli kupić mniej za granicą, a wierzyciele rządu zażądają wyższych odsetek ze względu na malejącą wartość dolara w stosunku do innych walut. Kontynuacja polityki zwiększania podaży pieniądza doprowadzi do hiperinflacji, niepewności gospodarczej i załamania się gospodarki – jest to scenariusz bolesny i wyniszczający. Wzrost stóp procentowych i zmniejszenie podaży waluty będzie również bolesne po wielu latach sztucznego wzrostu, ale będzie to proces oczyszczający i produktywny.

Amerykanie od 2009 roku posiadają pozorne bogactwo. Konsumują dużo za pożyczone pieniądze. Oszczędności i produkcji jest jak na lekarstwo. Peter postuluje wstrzymanie bailoutów, wydatków rządowych, zadłużanie się państwa, zaprzestanie manipulacji stopami procentowymi przed Fed i dewaluację dolara. Należy znieść regulacje, subsydia i nakazy będące źródłem ryzyka moralnego. Płace powinny najpierw spaść do stanu równowag, żeby ludzie spłacili długi i zaczęli oszczędzać. Firmy powinni natomiast dokonywać inwestycji kapitałowych czemu przeszkadza Fed, ponieważ nierynkowym czynnikiem decydującym o podaży pieniądza i ustalającym arbitralne jego koszt – stopy procentowe. Dzięki zastosowaniu powyższych rad Ameryka znowu zacznie wytwarzać. Nie są to przyjemne reformy, ale alternatywa jest bardziej bolesna. Czas na „miękkie lądowanie” minął.

Po wyborach w roku 2008, Rahm Emanuel powiedział „nigdy nie marnuj poważnego kryzysu”. Politycy wiedzą, że podczas złej koniunktury, bardzo łatwo wskazać jako winnych kapitalistów i postulować zwiększenie roli państwa w gospodarce. Ludzie są skłonni oddać wtedy wolność za bezpieczeństwo (przynajmniej przez pewien czas).  Należy wtedy mieć się na baczności, żeby nie popełnić znowu tych samych błędów.

Zakończenie

Peter Schiff jest idealistą, zwolennikiem i propagatorem austriackiej szkoły w ekonomii, czyli całkowitej lub niemal całkowitej wolności w gospodarce (leseferyzm). Współcześnie zdecydowanie dominuje gospodarka rynkowa ale z bardzo dużą domieszką interwencji rządowych. Będąc idealistą Peter zawsze będzie wytykał błędy u polityków. O nachodzącym kryzysie mówi on ciągle więc, nie jest dziwne, że co kilka lat jego słowa się potwierdzą i nie oznacza to, że posiada on nieznaną innym wiedzę. Z drugiej strony z wyprzedzeniem wskazuje obszary deformacji rynkowych, już w 2004 roku krytykując sytuacje na rynku nieruchomości. Oznacza to, że posługując się odpowiednią teorią i rozpoznaniem sytuacji rynkowej można z wyprzedzeniem reagować na niekorzystne zmiany. Warto o tym pamiętać i propagować tę wiedzę szczególnie, że pewne grupy polityczne dobrze się czują gdy mają władzę i decydują o konkretnych procesach, co wcale nie musi być zgodne z interesem podatnika.

Sytuacja USA jest wyjątkowa. Żaden inny kraj nie byłby tak traktowany, nie ma takiego zaufania i możliwości mimo braku realnych szans na spłatę swoich zobowiązań. Można wymienić co najmniej dwa główne przyczyny takiej sytuacji:

  1. USA to wiodąca na świecie wojskowa potęga.
  2. System walutowy jest dolarocentryczny i rynek surowcowy opiera się na dolarze amerykańskim.

Potęga wojskowa przekłada się na wysoką stabilność polityczną tego kraju. Armia USA opiera się na siłach morskich i powietrznych. Ameryka Północna jest de facto wyspą więc najazd wojsk lądowych nie jest realnym zagrożeniem. Co więcej, kluczowym aspektem rozwoju jest handel morski, dzięki flocie morskiej Stany Zjednoczone mogą skutecznie zabezpieczyć swoje interesy.

Odnosząc się do drugiego punktu, dominująca rola dolara w światowym systemie jest nieoceniona. Dzięki temu, że dolary są rozproszoną na całym świecie masą, ich zwiększona podaż przez Fed równomiernie odbiera jego wartość wszystkim posiadaczom, dzięki czemu nawet potężna ekspansja nie przekłada się w dużym stopniu na zmniejszenie jego wartości (inflację). Ponadto jeśli rynek surowców opiera się na dolarze to jest on powszechnie akceptowany i pożądany, popyt na tę walutę z wielu krajów gwarantuje relatywnie stabilną wartość i zaufanie do dóbr denominowanych w dolarach np. obligacji USA. W ostatnim czasie można zauważyć różne inicjatywy wyparcia dolara z tej roli w niektórych obszarach. Stany Zjednoczone mogłoby mieć poważne problemy gdyby takie działania okazały się skuteczne, ponieważ poważyłoby to ich uprzywilejowaną rolę w systemie międzynarodowym.

Wojciech Świder

[1] Treasury.gov, Debt Limit, http://www.treasury.gov/initiatives/Pages/debtlimit.aspx, (12.10.2015)

[2] Termin ten dotyczy instytucji, których bankructwo spowodowałoby negatywne konsekwencje w skali makro. Przykładem takich instytucji są banki u dużym udziałem w rynku lub zakłady ubezpieczeń. Rząd USA ratował takie prywatne instytucje ze pieniądze podatników (lub ich wiarygodność kredytową – dług) argumentując to działaniem dla dobra społeczeństwa.

[3] W latach 1995-2001  mieliśmy do czynienia z bańką na spółkach internetowych (w ich nazwach często widniała domena z końcówką „.com” – stad nazwa potoczna nazwa dot-komy. Bąbel spekulacyjny pękł i nastąpił giełdowy krach.

[4] Przedsiębiorstwa sponsorowane przez rząd USA , mające na celu zapewnienie dostępności do mieszkań dla Amerykanów. Pożyczają środki i poręczają kredyty hipoteczne. Posiadają ulgi podatkowe i uznaje się powszechnie, że rząd w razie problemów finansowych je uratuje, co napędza moralny hazard.

[5] Indeks cen konsumpcyjnych

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *