Nowa mowa

chat-dymki
0

 

pobrane (1)by Thomas Sowell

Podczas odbytej niedawno na Uniwersytecie Georgetown dyskusji na temat problemu ubóstwa prezydent Barack Obama po raz kolejny dowiódł swoich mistrzowskich umiejętności retorycznych – oraz kompletnego lekceważenia rzeczywistości.

Jedna z zaproponowanych przez niego metod walki z ubóstwem miałaby polegać na „poproszeniu tych którzy wygrali na społecznej loterii”, aby zdecydowali się na „skromną inwestycję” w programy rządowe skierowane na pomoc najuboższym.

Odkąd wolność słowa gwarantowana jest przez Pierwszą Poprawkę do Konstytucji, każdy może prosić kogokolwiek o cokolwiek. Niestety państwo nie ma zwyczaju „prosić” o pieniądze. Pobiera je w postaci podatków zazwyczaj zanim ludzie, którzy na nie zapracowali zobaczą swoje wypłaty.

Pomimo obłudnej lewicowej retoryki o rzekomym “proszeniu” o pieniądze tych, którym się poszczęściło, państwo nigdy o nic nie prosi. Odbiera to co chce siłą. Jeśli odmówisz zapłaty urzędnicy mają prawo nie tylko przejąć twoją wypłatę – mogą również zająć twoje konto bankowe i twój dom, a ciebie wsadzić do więzienia.

Proszę więc, nie obrażajcie naszej inteligencji łżąc o “proszeniu”.

Poza tym, nie nazywajcie proszę wrzucania przez rząd miliardów dolarów pieniędzy podatników do studni bez dna, “inwestycją”. Pamiętacie jeszcze inspirujące przemówienia Baracka Obamy z jego pierwszych miesięcy w Białym Domu o „inwestycjach w przemysł przyszłości”? Po tym jak Solyndra oraz inne firmy, w które „zainwestował” pieniądze podatników zbankrutowały, prezydent nie był już skory do rozmów na ten temat.

Warto wspomnieć też o ludziach wypracowujących bogactwo, na którym politycy chcą położyć łapy. W języku Obamy określani są jako „zwycięzcy na loterii społecznej”.

Czy Bill Gates wygrał na loterii? Czy może zaczął produkować i sprzedawać systemy operacyjne umożliwiające miliardom ludzi na całym świecie używanie komputerów bez konieczności zgłębiania zasad działania skomplikowanych technologii?

Czy na loterii wygrał Henry Ford? Czy może zrewolucjonizował produkcję samochodów obniżając ich cenę do poziomu, przy którym na ich kupno stać było nie tylko najbogatszych, lecz także miliony zwyczajnych ludzi cieszących się odtąd wyższym standardem życia?

Politycy propagujący redystrybucję bogactwa nie lubią mówić o tym skąd to bogactwo w ogóle się wzięło. Chcą tylko aby „bogaci” płacili niezdefiniowaną „uczciwą dolę” w podatkach. „Uczciwa dola” musi pozostać niezdefiniowana, ponieważ tak naprawdę znaczy po prostu „więcej”.

Gdy już raz zostałaby określona – na poziomie 30, 60, czy 90 procent – trudno byłoby później ubiegać się o jeszcze więcej.

Obama w swoich przekonaniach idzie krok dalej niż większość redystrybucjonistów. „Nie ty to zbudowałeś” ogłosił wobec prywatnych przedsiębiorców. Dlaczego? A to dlatego, że przyczyniający się do wzrostu ogólnego bogactwa prywaciarze w produkcji i sprzedaży oferowanych przez siebie dóbr korzystają z budowanych przez państwo dróg oraz innych usług publicznych.

A przecież to podatnicy za te usługi publiczne zapłacili. No dobrze, ale skoro wszyscy podatnicy, a także Ci, którzy podatków nie płacą, korzystają z dóbr publicznych, dlaczego korzystać z nich nie mieliby prywatni przedsiębiorcy, będący przecież grupą społeczną płacącą największą część podatków?

Fakt, że większość retorycznych trików stosowanych przez Baracka Obamę i innych redystrybucjonistów po przeanalizowaniu przestaje mieć sens z politycznego punktu widzenia niewiele znaczy. Niestety wśród absolwentów dzisiejszych szkół tylko nieliczni zdolni są do krytycznego myślenia.

Nawet gdy wszystkie inne argument uda się odeprzeć, zwolennicy redystrybucji mogą ogłosić, tak jak Obama na Uniwersytecie w Georgetown, że “typy pozbawionych serca kapitalistów” to zwykle ludzie, którzy „mają więcej pieniędzy, niż ty razem z całą twoją rodziną potrafiłbyś wydać przez całe życie”. Powinni więc oddawać do państwowej kasy nieco więcej, by pomóc biednym.

Sprytne użycie słowa “wydać” przypisuje mu określenie osobistej konsumpcji. Ważniejszym pytaniem jest czy inwestycje bogactwa mają większe szanse okazać się opłacalne, gdy dokonują ich ci, którzy to bogactwo wcześniej wypracowali, czy może politycy. Dorobek tych drugich pod tym względem sugeruje, że przekazywanie w ręce klasy politycznej jeszcze większej części narodowego dochodu nie jest dobrym pomysłem.

Ogólnie rzecz biorąc amerykańska gospodarka pod kierownictwem Baracka Obamy nie jest dobrym pomysłem.

 

Thomas Sowell

przekład Krzysztof Zuber

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *