Banki centralne: zło niekonieczne

chat-dymki
1

 

  1.    Europejski Bank Centralny w dniu 10 marca 2016 roku podjął decyzję o dalszym mocnym poluzowaniu polityki pieniężnej w strefie euro. Po pierwsze, obniżył swoją stopę dla depozytów banków komercyjnych z -0,3 do  -0,4 procent. „Oznacza to, że banki, które będą chciały ulokować nadmiar gotówki w banku centralnym, będą musiały mu za to zapłacić, i to więcej. To ma skłonić je do szerszej akcji kredytowej, bo skoro mają dopłacać za trzymanie depozytów w EBC, to lepiej, żeby udzieliły firmom pożyczek”. Po drugie, EBC obniżył też stopę referencyjną z 0,5 do 0 procent. (Patrycja Maciejewicz: „Stopy strefy euro do zera” w „Gazeta Wyborcza” 11.03.2016). Należy przypomnieć, że stopa referencyjna „wyznacza minimalną rentowność bonów pieniężnych emitowanych przez bank centralny, które są sprzedawane w ramach operacji otwartego rynku na rynku międzybankowym. Operacje te polegają na zakupie bądź sprzedaży przez bank centralny krótkoterminowych papierów wartościowych w celu przywrócenia równowagi na rynku pieniężnym. Interwencje te wpływają na poziom oprocentowania depozytów na rynku międzybankowym o porównywalnym terminie zapadalności oraz o wysokości oprocentowania kredytów udzielanych przez banki komercyjne  dla ich klientów.” ( https://mfiles.pl/pl/index.php/Stopa_referencyjna ). Po trzecie, EBC ogłosił rozszerzenie programu skupu obligacji od banków komercyjnych. Dotąd na ten cel EBC „dodrukowywał” miesięcznie 60 mld euro, a od kwietnia 2016 r. będzie to aż 80 mld euro. Po czwarte, EBC będzie też udzielał „bankom komercyjnym tanich pożyczek z przeznaczeniem na finansowanie akcji kredytowej. Dla banków, które rozkręcą odpowiednio dużą akcję kredytową, oprocentowanie tych pożyczek może być nawet ujemne” (Patrycja Maciejewicz, tamże).

W końcowych fragmentach swego tekstu Patrycja Maciejewicz wyraża wątpliwość, czy  podjęty przez EBC program, pomimo tak szerokiego zakresu, w ogóle zadziała. Nie ma na to bowiem żadnej perspektywy. „W zeszłym roku EBC wydał na program skupu obligacji aż 700 mld euro. Jednak efekt w gospodarce jest wątpliwy.” Zamiast spodziewanego wzrostu cen i rozbudzenia inflacyjnego wzrostu koniunktury, ceny surowców nadal spadały. Strumień dodrukowanego euro w ogóle nie dotarł do realnej gospodarki, a skierował się do spekulacji na rynkach akcji. Dowodzi to, że „samą polityką pieniężną nie da się gospodarki rozhuśtać”. Wśród ekonomistów istnieje powszechne przekonanie, że ponieważ polityka pieniężna nie sprawdza się, trzeba pilnie sięgnąć do jej alternatywy, czyli bardziej zaktywizować  politykę fiskalną.  Zalecają więc przeprowadzenie głębokich reform, które doprowadziłyby do zmian w podziale dochodów, do  redystrybucji  dochodów od wysokich do niższych, co powinno przełożyć się na zaktywizowanie popytu i pobudzenie koniunktury gospodarczej. Zaczną wzrastać zyski. A one to zmotywują przedsiębiorców do zaciągania dodatkowych kredytów i większych inwestycji, które są podstawą  napędzania wzrostu gospodarczego

  1. Widzenie w polityce fiskalnej alternatywy dla polityki pieniężnej jest wpuszczanie do gospodarki tylną furtą doktryny keynesowskiej, którą wcześniej wyrzuciło się główną bramą. Przede wszystkim należy mocno podkreślić, że nie ma i nigdy w przyszłości nie będzie mogło być[i], bo w praktyce  dotąd nigdy de facto nie było tak, aby polityka fiskalna była alternatywą dla polityki pieniężnej. Są to bowiem zupełnie różne sfery działań ekonomicznych. Polityka fiskalna działa w sferze produktów już wytworzonych, natomiast polityka pieniężna sensu stricte, czyli bez uwzględnienia manipulowania poziomem stopy procentowej przez bank centralny, działa wyłącznie w sferze kreacji i wzrostu podaży pieniądza dla tej części produktów, które są nowo wytwarzane. Produkty nowo wytworzone, czyli przyrost podaży towarów, mogą być upłynniane po opłacalnej cenie tylko wtedy, gdy pojawia się na nie adekwatny co do wartości popyt. Taki dodatkowy popyt nie może pojawić się z redystrybucji dochodów/przychodów pieniężnych realizowanych przy wytwarzaniu i obrocie globalnego produktu społecznego, albowiem przy założeniu, że płacobiorcy oraz przedsiębiorcy w ogóle nie oszczędzają, dochody/przychody te kształtują się na poziomie nie wyższym od kosztów oferowanych usług pracy i kapitału. Należy przypomnieć, że koszty usług pracy to płaca netto plus oskładkowanie emerytalne i zdrowotne, a koszty usługi kapitału to wartość części umorzonego kapitału plus oprocentowanie od eksploatowanego kapitału netto, czyli po odliczeniu  wszystkich  umorzonych części od kapitału pierwotnie zainwestowanego. W tym miejscu trzeba jeszcze przypomnieć, że rynkowa stopa procentowa nie jest kategorią jednorodną, a składa się z dwóch stóp: ze stopy rentierskiej i stopy kapitalizowanej. Stopa rentierska to ta część dochodu z oprocentowania kapitału, którą właściciel przeznacza na konsumpcję i faktycznie konsumuje, a stopa kapitalizowana to ta część dochodu, którą właściciel kapitalizuje, czyli dołącza do posiadanego kapitału i powiększa jego wartość. Z bieżąco kapitalizowanego oprocentowania jest finansowana część przyrostu  inwestycji netto. Oczywiści, również dochody z pracy, gdy są względnie wysokie, mogą być też i są faktycznie kapitalizowane. Przedsiębiorcy, którzy użytkują kapitał pożyczony, uruchamiają działalność produkcyjną w określonej dziedzinie wytwórczości dopiero wtedy, gdy ceny zbywanych wyrobów pozwalają na realizowanie pewnej nadwyżki ponad kosztami produkcji. Nadwyżka ceny nad kosztami jest zyskiem przedsiębiorcy. Zysk  jest wynagrodzeniem dla przedsiębiorcy za jego pracę jako organizatora produkcji. Zysk powinien kształtować się na takim poziomie, aby przedsiębiorca mógł co najmniej zapewnić byt dla własnej rodziny, oraz aby nie był on niższy od dochodów z pracy otrzymywanych przez pracowników najemnych o porównywalnych kwalifikacjach i predyspozycjach zawodowych co przedsiębiorca prowadzący działalność na własny rachunek. Jednak realna zachęta do podejmowania przedsiębiorczej działalności jest dopiero wtedy, gdy realizowany zysk przekracza owe bytowe minimum i pozwala na akumulowanie części zysku. Gdyby założyć, że dochody z pracy są w całości konsumowane, czyli że płacobiorcy nie dokonują żadnych oszczędności z realizowanych wynagrodzeń za pracę, to suma przeciętnych  stóp akumulowanego zysku i kapitalizowanego oprocentowania kształtowałaby się na poziomie stopy wzrostu gospodarczego. Ponieważ jednak w krajach wysoko rozwiniętych dochody z pracy kształtują się na stosunkowo wysokim poziomie, płacobiorcy też oszczędzają.
    Istnieje pewna ekonomiczna prawidłowość polegająca na tym, że im jest realizowana wyższa stopa wzrostu gospodarczego w danej gospodarce, tym występuje większa rozbieżność pomiędzy dochodami z pracy i kapitału.
    Ta rozbieżność wynika stąd, że gdy tempo wzrostu produkcji i dochodu jest wysokie, to od kapitałów ulokowanych w działalności gospodarczej są „automatycznie” realizowane wysokie stopy procentu i zysku.   Wysoka  stopa zysku jest realizowana od wszystkich kapitałów użytkowanych przez przedsiębiorców, zarówno od kapitałów wypożyczonych jak i od własnych zaangażowanych w procesie działalności gospodarczej. Realizowane wysokie stopy rynkowego oprocentowania i zysku przekładają się przede wszystkim na odpowiednio wysokie stopy kapitalizowanego oprocentowania  oraz akumulowanego zysku. Gdy więc jest wysokie temp wzrostu produkcji i dochodu, w sposób sprzężony, automatycznie istnieją odpowiednio wysokie stopy kapitalizowanego oprocentowania i akumulowanego zysku. Wynika to z następującej współzależności funkcjonalnej:                  r = pk + p (1),  gdzie r = stopa wzrostu dochodu, pk = kapitalizowana stopa procentowa, pa = akumulowana stopa zysku.
  2. Z wyżej przeprowadzonej analizy jednoznacznie wynika, że realizacja programów wyrównywania dochodów pomiędzy pracą a kapitałem, jaką poprzez progresywne opodatkowanie wysokich dochodów postulują  demagogiczni reformatorzy w rodzaju Thomasa Piketty’ego w jego książce „Kapitalizm XXI wieku”  oraz Bernie Sanders w jego głoszonym planie gospodarczym, pod którym ubiega się o nominację na kandydata na prezydenta USA z ramienia  partii demokratów, musiałaby skutkować katastrofą dla gospodarki USA. Albowiem fiskalne wyrównywanie dochodów  nie powiększa, bo w ogóle z tego tytułu nie można powiększyć wartości globalnego popytu. Można natomiast w ten sposób zmienić strukturę popytu. Wyrównywanie dochodów, czyli przesuwanie siły nabywczej od dochodów wysokich do niskich, powoduje bowiem m.in. zadziałanie tzw. „efektu naśladownictwa i demonstracji”, czyli naśladowanie przez tych, których dochody wydatnie wzrosły, struktury konsumpcji posiadających wysokie dochody.  http://marcin.grzywok.w.interiowo.pl/nasladownictwo.html  Jednocześnie ci, którym wysokie progresywne opodatkowanie zabiera część wysokich dochodów, z tego tytułu w ogóle nie zmieniają i nie ograniczają swej dotychczasowej struktury konsumpcji. Jest ona nadal, na zasadzie przyzwyczajenie i  nawyku równie luksusowa, jaka była przy wyższych dochodach netto, czyli niżej opodatkowanych dochodach brutto. W rezultacie wyrównania dochodów, realizowanych przez pracę i kapitał poprzez  progresywne opodatkowanie, zmienia się nie wartość ogólnego popytu a jego struktura. Popyt i w efekcie produkcja zostaną bowiem przesunięte od produkcji środków produkcji do produkcji dóbr konsumpcyjnych. Oczywiście, taka zmiana struktury popytu musi skutkować spadkiem stopy wzrostu.
    Z wyżej przeprowadzonej analizy wypływa też taki  wniosek, że każde wzrosty płac nominalnych, w tym również płacy minimalnej, które nie są pokryte realnymi wzrostami  wydajności pracy, wcale nie powiększają wartości ogólnego popytu, a przekładają się jedynie na wzrost inflacji oraz spadek realnych inwestycji. Dzieje się tak dlatego, że przedsiębiorcy, gdy zostają ustawowo przymuszeni do podniesienia płac nominalnych, mogą to uczynić albo z przesunięcia kapitału płynnego wykorzystywanego do finansowania rzeczowych środków obrotowych do finansowania wzrostu płac, albo też dla sfinansowania wzrostu płac muszą zaciągnąć dodatkowy kredyt bankowy, który w każdym wypadku będzie pochodził z kreacji nowego pieniądza. Oba sposoby finansowania wymuszonego wzrost płac w końcowym efekcie przekładają się zawsze na wzrost inflacji oraz obniżenie tempa  wzrostu produkcji i realnego dochodu.
  3.   Jakiś teoretyk mógłby też wysunąć następującą tezę, że w krajach wysokorozwiniętego kapitalizmu, jakim są Stany Zjednoczone, wiodące kraje w Unii Europejskiej oraz Japonia, poziom realizowanych dochodów jest już tak wysoki, że tolerowanie dalszego ich dużego zróżnicowania pomiędzy gospodarstwami domowymi nie jest już wskazane. Według mniemania takiego teoretyka, gdyby przy pomocy polityki fiskalnej nastąpiło wyrównanie wszystkich dochodów, wtedy nie tylko dokonało by się wyrównanie struktury konsumpcji pomiędzy wszystkimi gospodarstwami domowymi, ale również nastąpiło by wyrównanie stopy oszczędności z dochodów, z których są finansowanie inwestycje netto dające przyrost produkcji oraz określające tempo wzrostu dochodu. Niestety, taki teoretyk nie brałby w ogóle pod uwagę instynktu, w którego natura wyposażyła nie tylko rodzaj ludzki. Jest to instynkt rywalizacji: „W naturę człowieka jako istoty społecznej wpisane zostało dążenie do nierówności i już Karol Darwin określił rywalizację jako jeden z najważniejszych motorów, kierujących życiem ludzi i stymulujących postęp (podkreślenie – LO). Chcemy być bogatsi od innych i wymyślamy nowy pomysł na biznes”. http://www.newsweek.pl/nagi-instynkt-walki,19196,1,1.html. Intuicyjne przekonania i budowane na nich teorie, że można rodzajowi ludzkiemu zafundować powszechną sprawiedliwość społeczną poprzez równościowy podział dóbr wytwarzanych przecież w społecznych procesach produkcji, musi się kończyć zahamowaniem postępu społecznego i stagnacja gospodarczą. Doświadczyły tego społeczeństwa, którym elity narzuciły eksperyment w zakresie wdrożenia komunistycznego ustroju. Tylko nieliczni byli w takim ustroju zainteresowani inicjowaniem i wdrażaniem postępu technicznego i cywilizacyjnego i to tylko z osobistych względów ambicjonalnych, bo żadnych liczących się z tego tytułu profitów dochodowych nie mieli. Ponadto spotykali się ze skutecznymi przeszkodami ze strony tych wszystkich, którzy stali w hierarchii administracyjnej wyżej i utrącali potencjalnych rywali do swych stanowisk. Pojawiające się wszelkie nowe idee były więc albo przemilczane i lekceważone, albo też uznawane za niebezpieczne i szkodliwe dla status quo oraz skutecznie zwalczane i tępione. Społeczeństwo zorganizowane na ideałach i zasadach komunistycznych pogrążało się więc, bo musiało pogrążać się w stagnacji. Dlatego  w społecznej i gospodarczej praktyce realny komunizm przegrał współzawodnictwo z realnym kapitalizmem!
  4. W punkcie 2. niniejszego tekstu zostało pokazane, że nominalna wartość globalnej podaży towarów wytworzonych w okresie rozliczeniowym/bilansowym kształtuje się na poziomie społecznych kosztów produkcji tego okresu, oczywiście, jeżeli do społecznych kosztów obok kosztów odtworzenia  produkcji sprzedanych towarów zostaną też wliczone nakłady inwestycyjne netto na przyrosty produkcji i podaży towarów w następnych okresach. Te nakłady są bowiem finansowane z oszczędzonych dochodów, które podmioty gospodarcze otrzymały za świadczone usługi w procesach produkcji realizowanych w okresie rozliczeniowym.  Jeżeli rozszerzymy założenie z punktu 2. i uwzględnimy fakt, że w gospodarkach krajów wysoko rozwiniętych występują też oszczędności netto z dochodów za pracę, z których są  finansowane  nakłady inwestycyjne netto, dające przyrosty produkcji i podaży towarów w następnych kolejnych okresach rozliczeniowych, to matematyczna formuła (1) przybierze następującą postać:  r = pk + pa + pw  (2), gdzie p =  stopa kapitalizacji dochodów z pracy w stosunku do wartości kapitału zainwestowanego netto. W kontekście coraz częściej zgłaszanych postulatów przez różnych reformatorów funkcjonowania współczesnej gospodarki dotyczących między innymi wyrównania dochodów pomiędzy pracą i kapitałem, na podstawie formuły (2) nożna postawić następujące alternatywne pytanie: która gospodarka będzie bardziej innowacyjna i dynamicznie rozwijająca się: gdy będzie: pw = pk = pa ,  czy też gdy będzie:        pw  pk  pa ? Prawdopodobnie żaden ekonomista a przede wszystkim ci nagrodzeni Noblem nie mieliby trudności z wyborem bardziej dynamicznego wariantu z powyższej alternatywy.

Ponadto z analizy przeprowadzonej w punkcie 2. wynika też to, że jeżeli długości okresu rozliczeniowego oraz przeciętnego cyklu obiegu transakcyjnych rezerw pieniężnych są dokładnie sobie równe, to dochody pieniężne otrzymywane przez podmioty gospodarcze z tytułu świadczonych usług w realizowanych procesach produkcji towarów są też dokładnie równe wartości sprzedanych towarów w okresie rozliczeniowym. Ponieważ z nakładów inwestycyjnych netto danego okresu została wytworzona jeszcze dodatkowa wartość podaży towarów, która jako przyrost odniesiony w stosunku do wartości towarów odtworzonych czyli reprodukowanych w danym okresie określa stopę/tempo wzrostu (r) produkcji i podaży towarów na rynek. Żeby sprzedać czyli upłynnić finansowo ten przyrost wartości nowo wytworzonych towarów, nie ma po prostu żadnych dochodów pieniężnych. Jeżeli nowo wytworzony przyrost towarów nie zostanie sprzedany, upłynniony w ciągu okresu jego wytwarzania, to u producentów wzrosną nadmierne zapasy niesprzedanych towarów, a to spowoduje, że przedsiębiorcy wstrzymują się z nowymi inwestycjami. Efektem ich decyzji są, bo muszą być, narastające góry bezczynnego kapitału płynnego, pieniężnego. Przyczynę których powstania Keynes błędnie zidentyfikował jako nadmierne oszczędności. Stąd jego postulat, aby to państwo owe nadmierne oszczędności, nie zagospodarowane przez podmioty prywatne,  wypożyczało na warunkach komercyjnych, czyli płacąc za nie oprocentowanie i finansowało nimi z tzw. deficytu budżetowego różne przedsięwzięcia m.in. w rodzaju robót publicznych i w ten sposób aktywizowało dodatkowy  popyt na nadwyżkową podaż towarów. Dopiero wtedy włączą się ze swym popytem inwestycyjnym przedsiębiorcy, co przełoży się na ogólne pobudzenie koniunktury i da wzrost gospodarczy oraz pożądany spadek stopy bezrobocia.

  1. Ponieważ gdy zgodnie z doktryną keynesizmu skarb państwa wypożyczył i zagospodarował cały bezczynnie zalegający i „nadmierny” kapitał płynny, to dla restytuowanego popytu przedsiębiorców na kapitał inwestycyjny nie ma już wystarczającej wartości środków płynnych, którymi można finansować nowe inwestycje. Musi więc je dostarczyć system bankowy poprzez kreację nowego kredytowego pieniądza. W ten sposób Keynes, który błędnie rozpoznał faktyczną przyczynę występującego zjawiska kryzysów finansowych i gospodarczych, swoją doktryną dokonał sekwencyjnego odwrócenia zalecanych działań antykryzysowych. Jeżeli inwestycje netto dają przyrost podaży towarów, który w stosunku do dochodów/przychodów pieniężnych realizowanych przy wytwarzaniu i obrocie produktu społecznego stanowi nadwyżkę wartości podaży towarów, to dla upłynnienia tej nadwyżki należy po prostu bezpośrednio kreować nowy tzw. egzogeniczny popyt. Egzogeniczny popyt na nadwyżkową podaż towarów winien być więc kreowany na analogicznych zasadach, na jakich był też kreowany ten popyt w warunkach obiegu pieniądza kruszcowego. Wtedy pieniądz kruszcowy wchodził do obiegu jako pełnowartościowy towar. Swoimi kosztami ponoszonymi na wydobycie kruszców szlachetnych i wybijania z nich monet absorbował koszty podaży/wartość nadwyżki podaży towarów, na które był wymieniany, gdy wchodził do obiegu.
    Koszty kreacji pieniądza nietowarowego są znikome w stosunku do ich nominalnej wartości, która ma ustawową zdolność do zwalniania ze zobowiązań taką samą, jaką miały pełnowartościowe monety kruszcowe. Z tego względu nie kto inny a skarb państwa powinien mieć wyłączne prawo do przejmowania całej siły nabywczej, jaką reprezentuje wchodzący do obiegu nowo kreowany pieniądz nietowarowy. Przy obecnie obowiązujących zasadach polityki pieniężno-finansowej to prywatna bankowość przejmuje sobie bezpodstawnie całą wartość kapitału płynnego pochodzącego z kreacji pieniądza nietowarowego. Bezpośrednim skutkiem tych zasad  są narastające, i to w błyskawicznym tempie, góry długów: prywatnego i państwowego. Jedynym możliwym i szybkim wyjściem z tej „klinczowej” sytuacji jest pilne przejście na kreację nietowarowego pieniądza obiegowego przez bank centralny i finansowanie tym pieniądzem  części wydatków budżetowych, na które budżet nie ma pokrycia w dochodach, ale w wartości nie większej od wartości nadwyżki podaży, którą systematycznie dostarcza na rynek każda dynamicznie rozwijająca się gospodarka. Albowiem gdyby strumień nowo kreowanego i wtłaczanego do obiegu pieniądza był większy od równolegle dostarczanej na rynek nadwyżki podaży towarów, dopiero wtedy wystąpiłaby, bo musiałaby wystąpić, inflacja.

Leon Orlikowski

[i]

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. mnm pisze:

    Kto jest autorem artykułu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *