O roli banków centralnych i komercyjnych

chat-dymki
2

pobrane

1.George Selgin, emerytowany profesor Uniwersytetu Georgia w USA, aktualnie dyrektor Centrum dla Alternatyw Pieniężnych i Finansowych przy Cato Instytut w Waszyngtonie, którego działalność skupia się na propagowaniu społeczeństwa obywatelskiego, opartego na zasadach wolności jednostki, wolnego rynku oraz ograniczonych działań rządu, w wywiadzie udzielonym redaktorowi Sebastianowi Stodolakowi pt.: „Banki centralne to zło” (opublikowanym na łamach Dziennika Gazeta Prawna, 18-20 marca 2016, nr 54), zaprezentował bardzo niejednoznaczną, wręcz sprzeczną opinię na temat roli, jaką spełniają i powinny spełniać banki centralne. Na początku wywiadu stwierdza: „Bank centralny to agencja centralnego planowania, która chce określać właściwą podaż i cenę pieniądza, czyli podejmuje się zadania, którego nikt nie jest w stanie wykonać ze względu na jego naturę. Nie ma takich modeli, które pozwolą odgadnąć, ile gospodarce trzeba pieniądza i w jakiej cenie ma być kredyt. I nie może być: gospodarka jest zbyt złożona. Jeśli ktoś poświęcił trochę czasu na analizę historii i roli bankowości centralnej w gospodarce, odkryje, że dowody są nie do obalenia. Banki centralne są instytucjami destabilizującymi gospodarkę” (podkreślenie – LO) . Następnie dla udowadnia swojej negatywnej tezy o roli bankowości centralnej podaje, że przeanalizował „bardzo dokładnie wszystkie dostępne dane i badania w tym zakresie”, z których jednoznacznie wynika, że w krajach, w których wcześniej była ustanowiona bankowość centralna (np. w Anglii i Stanach Zjednoczonych), kryzysy występowały często  w porównaniu z krajami, w których w tym czasie bankowości centralnej jeszcze nie było (np. w Szkocji i Kanadzie).

Toteż uważny czytelnik  jest skonsternowany, gdy pod koniec wywiadu Selgin stwierdza: „Już pokazałem, że wolna bankowość przed wprowadzeniem banków centralnych i regulacji się sprawdzała. Obecnie można by ją wprowadzić nawet przy zachowaniu instytucji banku centralnego i papierowego dolara. To byłby pierwszy krok: wolne banki operujące emitowanym przez Fed pieniądzem. Tyle że rola banku centralnego byłaby ograniczona tylko do roli operującego na podstawie zasad emitenta. … (Bo wolne) Banki nie są od tego, żeby tworzyć nowe pieniądze” (podkreślenie – LO).

Na jedno z końcowych pytań rozmówcy, czy „wolna bankowość rozwiązałaby problem z kryzysami?” – wyjaśnia: „To zależy, jak daleko poszlibyśmy z reformą banku centralnego. Jeśli ograniczenie jego roli poszłoby tak daleko, że stałby się neutralny dla gospodarki, to tak. Tylko jak to zrobić, (zastanawia się Selgin – LO) mając do dyspozycji papierowego dolara? Zamrozić obecną podaż dolarów? Niemożliwe” – odpowiada sam sobie.

Mimo że Selgin zajmuje się historią pieniądza oraz teoriami pieniądza i bankowości, z jego wypowiedzi, jakich udzielił w wywiadzie, wynika, że sam nie posiada żadnej spójnej teorii kreacji i obiegu pieniądza nietowarowego. Albowiem z jednej strony uważa, że prywatne banki nie powinny kreować nowego pieniądza, a z drugiej, że wolna bankowość „To po prostu system banków korzystający ze wspólnej waluty o określonych cechach. To dlatego wolna bankowość nie musi zakładać standardu złota.” Chociaż nie przyznaje tego expressis verbis, z jego wypowiedzi jednoznacznie wynika, że ową „wspólną walutę o  określonych cechach” powinien i  może tylko kreować bank centralny. „Tylko jak to zrobić, mając do dyspozycji papierowego dolara?” – tak daleko jego wyobraźnia już nie sięga, albo też ze swymi przemyśleniami w tym zakresie nie chce się jeszcze podzielić! A szkoda, bo konieczność zmiany aktualnie funkcjonującego systemu pieniężno-finansowego jest problemem pilnym, niecierpiącym zwłoki!

2.Zacznijmy od tego, że jest nieprawdziwe twierdzenie Selgina, że „Nie ma takich modeli, które pozwalają odgadnąć, ile gospodarce trzeba pieniądza i w jakiej cenie ma być kredyt. I nie może być: (dlatego, bo według niego – LO) gospodarka jest zbyt złożona.” Otóż, taki model jest przedstawiony w moich  książkach: „Pieniądz, procent i równowaga” 1999: „Pieniądz endogeniczny czy egzogeniczny?” 2006 oraz „Produkcja i sprzedaż towarów oraz obieg pieniężny w gospodarce dynamicznej” 2013. Książki te są napisane w języku polskim. Ze względu na barierę językową ich treść nie mogła dotrzeć do Selgina, bo języka polskiego niewątpliwie on nie zna. Ale nie tylko… Okazuje się, że ich treść nie dotarła też do polskich teoretyków pieniądza i finansów, bo przedstawiony w książkach model został sformułowany w trudnym, zmatematyzowanym języku. Jednak zasadniczą przeszkodą jest rutyna i brak otwarcia na nowe idee, zwłaszcza gdy pochodzą od nieznanych autorów.  W dalszej części tego tekstu przedstawię  podstawową ideę modelu w sposób opisowy, bardziej przystępny i zrozumiały dla niematematyków.

Gdy gospodarka jakiegoś kraju znajduje się w głębokiej depresji, produkcja dóbr konsumpcyjnych oraz zaopatrzenia materiałowo-technicznego kształtuje się na bardzo niskim poziomie w stosunku do tego, jaki istniał w stadium wysokiej koniunktury. Struktura oraz strumienie dostarczanej na rynek produkcji są, stałe nie zmieniają się w czasie. Po prostu w takiej gospodarce jest realizowana, przynajmniej w krótkim czasie, t.zw. reprodukcja prosta. Zarówno właściciele jak i przedsiębiorcy realizują dochody od wypożyczonych oraz użytkowanych w produkcji kapitałów  na poziomie jedynie takiej stopy procentowej i stopy zysku, które zabezpieczają tylko ich konsumpcję Co prawda w depresyjnej fazie koniunktury zarówno właściciele kapitałów jak i przedsiębiorcy z reguły posiadają znaczne rezerwy kapitału pieniężnego, które nie są w pełni wykorzystywane w obrocie transakcyjnym i zalegają bezczynnie, bo nie ma na nie zapotrzebowania i popytu.

Faza depresji charakteryzuje się przede wszystkim tym, że procesy produkcyjne wszystkich wytwarzanych dóbr finalnych, tj. środków konsumpcji i  pracy, są co do fizycznych rozmiarów stałe, niezmienne w czasie. Jeżeli pominie się ubytki, stanowiące technologiczne odpady w realizowanych procesach produkcji, to ilość podstawowych materiałów, jaka jest wtłaczana do procesu produkcji, jest dokładnie równa tej ilości, jaka znajduje się  w strumieniu wytwarzanych z nich dóbr finalnych. Można więc wyobrazić sobie, że każdy proces produkcji dowolnego wyroby finalnego zajmuje przestrzeń, której podstawą jest prostokąt o szerokości strumienia przetwarzanych surowców podstawowych w produkty finalne oraz długości równej cyklowi danego procesu: liczonej dla krótkich procesów, w takich jak np. usługi fryzjerskie, w minutach czy godzinach; liczonej w dniach dla średniej długości procesów, jak np. w produkcji dóbr wytwarzanych przez przemysł oraz liczonej w latach dla procesów realizowanych w długich cyklach, w jakich są realizowane wielkie budowle, takie jak mosty, tunele, kopalnie głębinowe. Trzeci pionowy wymiar tej przestrzeni obrazuje wartość naliczanych i kumulowanych w ciągu realizowanego procesu produkcji wartości nakładów pracy żywej oraz wartości przeniesionej ze zużytych środków produkcji. W uproszczeniu można przyjąć, że przekrój wartości wszystkich skumulowanych nakładów w każdym realizowanym procesie produkcji ma kształt trójkąta, w którym podstawę stanowi długość cyklu produkcji, a wysokość stanowi wartość jednostkową wytwarzanego dobra. Podobny model etapowych, sekwencyjnych nakładów na  produkcję dóbr finalnych zbudował  Fridrich August von Hayek (por. „Wykład 2. Warunki równowagi między produkcją dóbr konsumpcyjnych a produkcją dóbr produkcyjnych” w „Pieniądz i kryzysy. Dzieła wybrane. Tom I”, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2014, str. 181-203). Jednak model Hayeka jest tylko dwuwymiarowy, nie wyróżnia ilości od wartości produkowanych dóbr. Dlatego jego możliwości eksplikacji są bardzo ograniczone. Nie można przy jego pomocy pokazać i dowieść, w jaki sposób wartości nakładów są przekształcane w ceny wyrobów. Nie można też pokazać, jak w reprodukcji rozszerzonej (gospodarce wzrostowej) powstaje stała nadwyżka wartości podaży produktów finalnych, których upłynnianie wtłacza na rynek nowy pieniądz i powiększa jego obieg.

W reprodukcji prostej wartość nakładów ponoszonych w procesie produkcji, to jest szeroko rozumiane czyli sensu largo koszty produkcji, do których należy wliczyć też koszty użytkowania/oprocentowania kapitału oraz konsumowany zysk przedsiębiorcy realizowany z tytułu jego usług za organizację i nadzór przebiegu procesu produkcji, jest dokładnie równa wartości wytworzonych dóbr finalnych. Czyli strumień wartości nakładów poniesionych w procesach produkowanych wyrobów  realizowanych w warunkach reprodukcji prostej w danym okresie jest dokładnie równy wartości strumieni otrzymanych efektów z tych procesów i w tym okresie. W reprodukcji prostej wartość nakładów przekłada się dokładnie na ceny produktów. W reprodukcji rozszerzonej wszystkie ceny produktów  są wyższe od wartości nakładów/kosztów poniesionych na ich produkcję o skapitalizowane oprocentowanie naliczone od kapitałów zaangażowanych i „uwięzionych” w procesach ich produkcji.

3.Wyobraźmy sobie, że pewna część przedsiębiorców, którzy, jak to już zauważył Józef Schumpeter w swej „Teorii rozwoju gospodarczego” (pol. wydanie PWN, Warszawa 1960), są najbardziej dynamicznym czynnikiem rozwoju gospodarczego, postanowiła wdrożyć nowe rozwiązania techniczne do produkcji, obniżyć jej koszty i w ten sposób zwiększyć popyt na swe wyroby, co z kolei umożliwi wzrost ich produkcji i sprzedaży  oraz powiększy realizowane zyski do poziomu umożliwiającego ich akumulację. Aby zrealizować swe zamiary muszą uruchomić zalegające bezczynnie kapitały płynne własne lub pożyczone. Ich decyzje w pierwszym okresie przede wszystkim zwiększą popyt na wszystkie dotąd produkowane dobra  konsumpcyjne, bo wzrośnie zatrudnienie oraz produkcyjne, bo wdrażanie nowych przedsięwzięć powiększy zapotrzebowanie na środki produkcji. Wzrost popytu przy ograniczonej czasowo podaży dóbr spowoduje wzrost ich cen. Ceny te będą wzrastały i podnosiły ogólną koniunkturę gospodarczą dopóty, dopóki będą wdrażane do procesów produkcji nowe technologie. Długość okresu wzrostu koniunktury będzie zależna od tego, do jakiej długości procesów będzie wdrażana nowa technika. Gdy dodatkowy strumień podaży dóbr finalnych wytworzonych w procesach, do których została wdrożona nowa bardziej wydajna technika, zacznie docierać na rynek, fala wartości ich podaży może tak szybko narastać, że nie nadąży za nią strumień wartości popytu określony powiększonymi dochodami, jakie powstają przy realizacji procesów produkowanych dodatkowo  wyrobów. Tym bardziej, że nakłady ponoszone na wczesne fazy procesów produkcji nowych dodatkowych produktów, czyli nakłady t.zw. przyszłych okresów, które dają efekty w postaci finalnych wyrobów dopiero po zakończeniu ich procesów produkcji, przekładały się dotąd wyłącznie na wzrost cen wyrobów produkowanych starą techniką. W rezultacie na nową dodatkową podaż towarów nie będzie dostatecznego popytu, bo ten wzrost popytu, którego wcześniej kreowały nakłady na wdrażanie nowej techniki został już zabsorbowany przez wzrost cen wyrobów produkowanych. Dodatkowa podaż towarów wytwarzanych nową techniką  będzie się więc kumulować jako nadpodaż, która zapcha nadmiernymi zapasami rynek i spowoduje spadek cen, prowadzący do kolejnego kryzysu.

Na matematycznym modelu można w sposób przekonujący pokazać i dowieść, że każda gospodarka znajdująca się w fazie wzrostu wytwarza nadwyżkę podaży w stosunku do wartości popytu określonego dochodami/przychodami pieniężnymi realizowanymi przy wytwarzaniu i obrocie globalnego produktu społecznego. W warunkach obiegu pieniądza towarowego, jakim jest pieniądz kruszcowy, owa nadpodaż była absorbowana przez koszty wydobycia kruszców i wybijania z nich monet. Nowo wyemitowany pieniądz kruszcowy wchodził do obiegu jako pełnowartościowy towar i jako taki był wymieniany na towary użyteczne według ich cenowej wartości. Żeby upłynnić nadwyżkę podaży była wtedy konieczna dodatkowa podaż kruszców dla wybicia z nich nowych dodatkowych monet obiegowych. Jeśli kraj nie posiadał własnych kopalń kruszców, musiał je importować, eksportując za nie wytwarzaną nadwyżkę podaży towarów. Doktryna merkantylizmu rozpatrywana więc w  kontekście obiegu pieniądza kruszcowego była w pełni zasadna. Została odrzucona, gdy pieniądz papierowy zaczął wypierać z obiegu pieniądz kruszcowy.

4.Należy przypomnieć, że celem powołania Banku Anglii w 1694 r. było emitowanie papierowych banknotów, by finansować nimi koszty wojny, jaką król Anglii Wilhelm III Orański prowadził wówczas z królem Francji Ludwikiem XIV. Przedsięwzięcie to się z powodzeniem sprawdziło, bo wydatki wojenne absorbując nadwyżkę podaży stymulowały wzrost gospodarczy Anglii. Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że to powołanie Banku Anglii w 1694 r. oraz finansowanie przez niego emitowanym papierowym pieniądzem deficytowych wydatków państwa zapoczątkowało i rozwijało rewolucję przemysłową na Wyspach Brytyjskich. Niewątpliwie, emisja papierowego pieniądza i finansowanie nim deficytowych wydatków państwa doskonale funkcjonowały przez cały XVIII wiek i budowały zręby potęgi gospodarczej i politycznej Anglii. Dopiero po wojnach napoleońskich, gdy skarb państwa począł spłacać swoje długi i nadwyżka podaży z konieczności była inwestowana w produkcję, występowały kryzysy nadprodukcji, które nawiedzały Anglię i inne przemysłowe kraje aż do Wielkiego Kryzysu 1929 – 1933. Inwestowanie bowiem nadwyżki podaży powiększało zdolności produkcyjne w stosunku do tych, które równolegle były realizowane i finansowane z oszczędności rentierów i akumulowanych zysków przedsiębiorców. Produkcyjne inwestowanie nadwyżki podaży podnosiło więc systematycznie stopę wzrostu produkcji i nominalnego dochodu, co objawiało się coraz szybszym wzrostem koniunktury, prowadzącym do jej załamania się i kryzysu. Dopiero po II wojnie światowej, niewątpliwie pod wpływem zdobytych doświadczeń ze sposobu jej finansowania pożyczkami a i pod wpływem doktryny keynesizmu, koniunktura gospodarcza znów była nakręcana długami prywatnymi i państwowymi. Działo się to aż do roku 2008, w którym wybuch kryzysu na rynku kredytów hipotecznych ujawnił, że wyczerpała się już możliwość dalszego nakręcania koniunktury gospodarczej długiem.

Długi prywatne i publiczne powstają i narastają z powodu kredytowej kreacji pieniądza. Aby powiększyć obieg pieniężny bankowość prywatna musi najpierw udzielić oprocentowanych kredytów podmiotom prywatnym lub państwu na sfinansowanie jego deficytowych wydatków budżetowych. Płatności z tych kredytów tworzą pieniądz obiegowy przede wszystkim depozytowy, który krąży pomiędzy rachunkami bankowymi depozytariuszy, ale i pieniądz gotówkowy (bilon i banknoty) emitowany przez bank centralny i udostępniany bankom komercyjnym z ich rezerw obowiązkowych zdeponowanych w banku centralnym.  Zasada ta dobrze funkcjonowała, dopóki obsługa długu związanego z kreacją nowego pieniądza nie absorbowała zbyt dużej części z bieżącego dochodu. Problemem dla kredytowej kreacji pieniądza jest to, że wartość długu przyrasta adekwatnie do przyrostu wartości obiegu pieniężnego oraz jeszcze dodatkowo z tytułu naliczanego kapitalizowanego oprocentowania od udzielonych kredytów, którymi ów przyrost pieniądza w obiegu został wykreowany. Jeżeli cykl obiegu rezerw transakcyjnego pieniądza jest dokładnie równy okresowi rozliczeniowemu transakcji, to przyrosty wartości podaży pieniądza i towarów na rynek też są równe. Czyli dług tylko z tytułu  samego przyrostu w obiegu pieniądza kredytowego powiększa się w tempie wzrostu wartości dochodu. Ponieważ jeszcze dodatkowo dług ten wzrasta z tytułu naliczanego kapitalizowanego oprocentowania, więc wzrasta i musi wzrastać  w dochodzie udział ogólnego długu z tytułu kreacji pieniądza obiegowego. „Łączne zadłużenie (total debt) w stosunku do PKB największe jest w Wielkiej Brytanii i w Japonii, sięga tam prawie 500% PKB, ale nawet najmniejsze w Kanadzie – osiąga 2,5 razy PKB. (…) … dług całkowity narósł niesłychanie szybko w ciągu kilku ostatnich lat. Najszybszy wzrost długu odnotowano w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Korei Płd. I Francji … Jeśli porównać tempo wzrostu długu w okresie 1900-2000 i 2000-2008, to okazuje się, że np. w Wielkiej Brytanii tempo wzrostu długu w pierwszym okresie (do 2000 r.) wynosiło średnio 3,3%, ale już po 2000 r. rosło 5,2%. Jeszcze szybciej rosło w Hiszpanii: 7,4% w latach 2000-2008. W USA tempo wzrostu długu w pierwszym okresie (do 2000 r.) wynosiło 0,6%, ale po 2000 r. już 3,5%.” (Tomasz Gruszecki: „Świat na długu”, Wydawnictwo KUL Lublin 2012, str. 68 i 69). To, że w ostatnich latach dług przyrasta w sposób przyspieszony wynika stąd, że jego oprocentowanie jest naliczane na zasadzie procentu składanego.

Powyższe dane dowodzą, że aktualnie obowiązujące zasady kreacji pieniądza obiegowego muszą zostać pilnie zmienione, jeśli gospodarka światowa nie ma pogrążyć się w stagnacji.

5.W wyżej wymienionych książkach wykazałem, że w  reprodukcji rozszerzonej można zrównoważyć strumienie wzrostu produkcji i podaży towarów ze strumieniami popytu  nie tylko w warunkach obiegu pieniądza kruszcowego, ale również i w warunkach obiegu pieniądza nietowarowego, jakim jest gotówkowy pieniądz papierowy oraz pieniądz depozytowy na rachunkach w bankach. W każdej gospodarce wzrostowej występuje nadpodaż wartości towarów w stosunku do dochodów/przychodów pieniężnych realizowanych przy wytwarzaniu i obrocie produktu społecznego. W warunkach obiegu pieniądza kruszcowego nadwyżka ta jest absorbowana przez nakłady/koszty wydobycia kruszców i wybijania z nich monet. W warunkach obiegu pieniądza nietowarowego, koszty jego kreacji są niewspółmiernie niskie w stosunku do wartości jego siły nabywczej. Cała różnica pomiędzy wartością nominalną nietowarowego pieniądza a kosztami jego kreacji stanowi oszczędność na kapitale płynnym, czyli na substytucie realnego, towarowego  pieniądzu znajdującego się  w obiegu. Ta oszczędność występuje w gospodarce realnej w postaci wartości nadwyżki podaży towarów.  Dlatego dla zabsorbowania, finansowego upłynnienia owej nadpodaży jest konieczne kreowanie dodatkowego, t. zw. popytu egzogenicznego, czyli popytu pochodzącego spoza układu gospodarczego, popytu zewnętrznie kreowanego. Jednak musi być to popyt kreowany na takich samych zasadach, na jakich był kreowany popyt pieniądzem towarowym. Pieniądz kruszcowy wchodził do obiegu jako siła nabywcza, jako wymiana pieniężnego dochodu na towar. Pieniądz kruszcowy jako towar nie tworzy więc żadnego długu.  Na takiej samej zasadzie powinien też wchodzić, być wtłaczany do obiegu pieniądz nietowarowy. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy jedynie bank centralny będzie kreował pieniądz obiegowy i finansował nim deficytowe wydatki budżetu na zasadzie udzielanego państwu bezprocentowego kredytu. Jednak wartość kreowanego przez bank centralny pieniądza nietowarowego i wtłaczanego do obiegu poprzez finansowanie wydatków budżetowych nie może być większa od wartości nadwyżki podaży towarów, jaką w danym przedziale czasowym wytwarza gospodarka wzrostowa.

Selgin ma rację, gdy twierdzi, że komercyjne „banki nie są od tego, żeby tworzyć nowe pieniądze”. Od tworzenia nowego pieniądza – jak to wyżej zostało pokazane –  jest bank centralny. I z kolei na podstawie tego, co taż zostało wykazane wyżej, trzeba jeszcze  dodać, że bank centralny nie jest od tego, żeby ustanawiać stopy oprocentowania kredytu. Stopa procentowa jest ceną użytkowania wypożyczonego kapitału i jako cena usługi kapitałowej powinna być kształtowana na wolnym rynku, na takich samych zasadach i w taki sam sposób jak ceny wszystkich innych  towarów: w bezpośrednim kontakcie pomiędzy właścicielem kapitału i jego użytkownikiem. Proponowana zasada kreacji pieniądza obiegowego przez bank centralny umożliwia też uwolnienie od regulacji przez bank centralny stopę procentową.

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Marek pisze:

    Artykuł przydał się do szkoły 🙂 Dziękuję Panu 🙂

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Entirely welcome!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *