Panika Wśród Oświeconych

chat-dymki
0

pobrane

Wybory

To co się dzieje dzisiaj w czasie kampanii przedwyborczej powinno się dziać wiele lat temu. Wrzód który trawił społeczeństwo amerykańskie w końcu pękł i objawił się w czasie bieżących przedwyborów prezydenckich.  Popularność dwóch kandydatów, Donalda Trump’a i Bernie Sanders’a wskazuje, że Amerykanie nie chcą dłużej tolerować wybranych zakulisowo polityków, którzy jak marionetki podskakują na sznurkach oligarchów finansowych. Oczywiście obaj kandydaci Trump i Sanders różnią  się zasadniczo. Trump portretuje siebie, jako bogatego przedsiębiorcę, miliardera, który jest niezależny finansowo i który sam finansuje swoją wyborczą kampanię. Sanders, natomiast przedstawia siebie, jako socjalistę, tym, który po marksistowsku odbierze tym, co mają i da tym, co im zazdroszczą. Na pojawienie się takich niezależnych i kandydatów zakulisowa oligarchia nie liczyła. W prasie amerykańskiej tej, która sama siebie nazywa opiniotwórczą, pojawiają się paniczne artykuły. Wymyślono już dla takich ludzi pejoratywne wyzwisko; „populiści”. Dla tych co na politycznej poprawności jeszcze się nie znają, wskazanie jest żeby się nauczyli, że „populista” to jest synonim negatywny  od słowa złowieszczego ;„faszysta”  i nie należy go mylić z pozytywnym określeniem, że ktoś jest „popularny” albo „postępowy” (progressive) , jak np. Hilary Clinton czy Prezydent Obama.

Wzrost popularności „populistów” nie kończy się na Stanach Zjednoczonych. Ma również swe miejsce w Europie, miedzy innymi w Polsce, gdzie do władzy doszła „populistyczna” partia „Prawo i Sprawiedliwość”, domagająca się spolszczenia polskich mediów oraz banków, które to   niewidzialnie, prześlizgnęły  się w niemieckie ręce. Artykuły krytykujące nowe  decyzje polskiego rządu, zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Europie,  są jakby były pisane pod kalkę na tej samej, starej maszynie, na której kiedyś pisano  artykuły w sowieckiej „Prawdzie” . Trudno mi powiedzieć, czy maszyna ta znajduje się w Waszyngtonie czy w Warszawie?  Znajomy przerażony Kanadyjczyk zapytał mnie niedawno, co się dzieje w odległej Polsce? Ja mu powiedziałem językiem, który dobrze zrozumiał: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o szmal”.

pobrane (2)

Jeśli więc „populiści”  doszli do władzy w Polsce i na Węgrzech, wiec z nimi Żelazna Kanclerz Unii Europejskiej, Frau Merkel,  w dalszej kolejności się rozprawi. Na razie nasza Frau Kanclerz ma wielki problem ze swoim własnym narodem na skutek zaproszenia do Niemiec miliona i więcej, mahometańskich emigrantów. Otóż ten zdyscyplinowany,  niemiecki naród, który zawsze słuchał i umierał za Furera, tym razem się buntuje i głosuje na populistyczną partię, „Alternative für Deutschland”. Co z tego wyniknie i jak długo Merkel będzie tonąć w mahometańskiej sadzawce, nie wiadomo? Na razie żądania Unii Europejskiej domagające się Polski demokratycznej, czyli podległej Unii Europejskiej, albo ściślej Niemcom, wypowiadane głównie w języku niemieckim, jakoś ucichły. Należy się spodziewać powrotu tej międzynarodowej nagonki, jak tylko Niemcy przyzwyczają się do nowych mahometańskich przybyszy.   No ale wróćmy do Ameryki, kraju, który reszcie świata wzoruje jak demokracja winna wyglądać.

Eksplozja „populizmu”, nie rożni się wiele od eksplozji frustracji wśród szerokich rzesz społeczeństwa rosyjskiego i niemieckiego przed i w czasie pierwszej wojny światowej. Wtedy to Carowie i Imperatorzy nie chcieli, albo nie byli zdolni do podzielenia się władzą uważając, że jako namaszczeni przez  Boga, władza im się należy. Odnosi się wrażenie, że dzisiejsza oligarchia ma podobne przekonanie, z tym, że Boga zastąpiono „ Wybitnie Oświeconymi”. Tak jak kiedyś nas uczono, że „Partia jest Przewodnią Mas”, tak teraz szerokie masy winny się podporządkować przewodniej, oświeconej inteligencji zrzeszonej w setkach dobrze finansowanych wszelakich Instytutach Pokoju, Spokoju i Najwyższej Inteligencji, której przedstawicielami są; American Enterprise Institute, Aspen Institute, World Economic Forum in Davos i setki im podobnych.

Niebezpiecznym jest, że ci  ludzie, mający wpływ na amerykańską politykę i  ekonomię wierzą w swą  intelektualną wyższość. Tego rodzaju egocentryzm może doprowadzić do wielkiej katstrofy. Są na to dowody we wczesnej i ostatniej historii. Dziesiątki milionów ludzi  straciło z tego powodu życie. Niektórzy z nas tą rasową i intelektualną wyższość dobrze pamiętają.

Co się stało w Ameryce?

Rewolucyjne zmiany w gospodarce amerykańskiej nastąpiły w momencie pojednania Stanów Zjednoczonych  z Chinami. Pojednanie było spowodowane obawą przed ZSSR. Za pojednaniem politycznym poszło pojednanie ekonomiczne i w konsekwencji eksport amerykańskiego przemysłu do Chin, co wydawało się na początku korzystne zarówno dla Chin jak i USA. Jak na ironie likwidacja przemysłu amerykańskiego była odpowiedzią właścicieli i menażerów na żądania wysokich stawek godzinowych przez związki zawodowe,  Co prawda robotnicy w Ameryce tracili prace, ale świadczenia socjalne rosły. Ich koszt był i jest pokrywany przez rządowe zagraniczne pożyczki. Także produkty produkowane w Chinach były wielekroć tańsze od podobnych produktów produkowanych w USA. W uproszczeniu Rządowi się wydawało, że społeczeństwo będzie spokojnie gnuśnieć przed telewizorami, jeśli zasiłki rządowe zapewnia im syty żołądek. W USA zapanował stan nirwany z coraz większą liczbą ludzi bezrobotnych, albo na rożnego rodzaju zasiłkach. Bezrobocie wymuszone albo z wyboru ma bardzo poważne skutki na psychologię społeczeństwa, pomijając element ekonomiczny. W społeczeństwie amerykańskim mamy coraz więcej rodzin, które nie znają pojęcia „praca”. W niektórych rodzinach z zapomogi żyje już trzecie pokolenie. W szkolnych testach zabronione jest pytanie; „Co robi twój ojciec jak wraca z pracy do domu?” Dzieci nie znają pojęcia „praca”, jako że się z praca od lat nie spotkały.

Trudno tu powiedzieć, kto jest odpowiedzialny za zaistniały stan rzeczy, szczególnie, jeśli władza jest rozmyta. Ludzie jednak wolą mieć sojusznika,  z którym mogą  się identyfikować. Takim sojusznikiem dla dużej części społeczeństwa wydaje się Donald Trump.  Natomiast  frustracja znajduje winowajcę w  oligarchii o jaką obwiniamy Rosję, ale która także istnieje i ma się dobrze w USA. Oligarchia to nie tylko wielkie pieniądze, ale też grupa ludzi których byt i stanowiska zależą od tych pieniędzy. Czyli głownie polityków i managerów wielkich międzynarodowych korporacji , ukrywających się pod szyldem dwu różnych, a właściwie tej samej „zjednoczonej” partii. Od lat utarło się ironiczne powiedzenie, że mamy taka demokrację, którą możesz kupić. Nie jest wiec wstydliwym afiszować się z ilością milionów dolarów zebranych na kontach prezydenckich kandydatów. Te miliony nie pochodzą od poszczególnych wyborców, ale od miliarderów takich jak bracia Koch.  Natomiast Trump, bez zezwolenia Oligarchii, sam finansuje swoja kampanie wyborczą. Takiemu to trzeba walnąć linijką po łapach albo po prostu prawym sierpowym w szczękę.

Tak czy inaczej Oligarchia Oświeconych, ktokolwiek nią jest, wpadła w panikę. Widać to wyraźnie w kampanii w mediach przeciwko Trumpowi,  który mówi o rzeczach o których elegancki, oświecony  człowiek by nawet nie pomyślał i jest na tyle bogaty, że nie można go kupić. Po prostu nie pasuje do żelaznego prawa „systemu demokratycznego”,  że każdy człowiek ma swoją cenę.  Jego przeciwnikiem, a właściwie przeciwniczką jest Hilary Clinton, ale ta zalicza się do dobrze sprawdzonego  „układu”. Układ wie czego się od Hilary Clinton może spodziewać. Jej wyborcami będą ludzie na zasiłkach rządowych, którzy spodziewają się po niej większych zasiłków. To będzie łatwe do zrealizowania poprzez dalsze pożyczki. Hilary nie jest wiec wielkim problemem dla ludzi z Oligarchii, którzy  czują się bezpiecznie z Hilary Clinton u steru władzy.

No wiec kiedy rozliczyliśmy się z Trumpem i Clintonową, nie możemy pominąć innego popularnego „populisty”, którego jakoś oligarchia nie atakuje, mimo że może być dla nich bardziej niebezpieczny niż Trump. Mam na myśli Bernie Sanders’a, dla którego mimo podeszłego wieku narzuca się imię ”Nowy Lenin”. Otóż na niego podobno głosuje sfrustrowana młodzież z bogatych rodzin i bezrobotni Eskimosi na Alasce. Ponieważ młodzież ta zwykle żyje albo na koszt pracujących rodziców, albo na koszt pożyczek studenckich, łudzi się nadzieją, że Bernie obali pożyczki i da dobrze płatną, lekką pracę  tym co na razie studiują  antropologię ludzi dzikich, feminizm, peklowanie korniszonów albo wojny punickie . A skąd Bernie weźmie na to pieniądze? Naturalnie odbierze bogatym, tym przysłowiowym 1% społeczeństwa i da nie tyle biednym co tym wymagającym, jako że o biednych już dawno zadbano. Oligarchia  patrzy, słucha i z pobłażaniem się uśmiecha. No cóż oni także kiedyś  byli naiwni i młodzi. Wiadomo że trockizm  się już przeżył, a właściwie przepełznął niepostrzeżenie z Lewicy do Prawicy z nowym pseudonimem jako neo- konserwatyści, Z Trumpem jest jednak inaczej, on staje się z dnia na dzień  coraz groźniejszy.

Czy może być inaczej?

Może by mogło, ale w zaistniałym systemie nikt niezależny i uczciwy nigdy nie miał szansy. Jeśli taki człowiek chciał by powiedzieć prawdę, tak jak mówił  np.Ron Paul, że  nasz kraj jest zrujnowany i żyjemy za pożyczone pieniądze, nikt by go nie brał poważnie. Nikt nie chce znać prawdy, łącznie z wyborcami. Ułuda brzmi schlebiająco i dlatego Ron Paul nigdy nie miał szansy. A wiec będziemy mieli do                  wyboru Hilary Clinton albo Trump’a. Zobaczymy co z tego wyniknie. Man nadzieje że obejdzie się bez walenia po buzi. A ja będę stał na krawężniku i się przyglądał.

Jan Czekajowski (Ohio, USA)

 

P.S. Mimo iż nie zgadzamy się z niektórymi poglądami autora, przedstawił on w tym tekście więcej prawd, niż czynią to wszystkie polskie media wzięte do kupy, bez względu na ich afiliację polityczną.

JMF

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *