Gangrena

chat-dymki
0

Paul-Martin Foss (Mises Institute, mises.org)

Czy wolny świat czeka, pierwsza od ponad 40 lat polityka regulacji cen? Czy Zachodowi grozi centralne planowanie i socjalizm?

Jeśli wydawało nam się, że negatywne oprocentowanie depozytów bankowych jest tym, co banki centralne mogą zrobić najgorszego, będziemy zaskoczeni.

Pomimo całych swych wysiłków, banki centralne stosując politykę ujemnych stóp procentowych nie osiągnęły praktycznie żadnego ze swych celów monetarnych[1]. Z tego względu szykują się do wdrożenia nowych środków ułatwiających im drogę do osiągnięcia wyższego poziomu inflacji, a tym samym wzrostu cen. Nie rozumieją one, że prawdziwym powodem tego, że ceny nie chcą wzrastać jest to, że gospodarka dąży ze wszystkich swych sił do spadku cen. W czasie ostatniego kryzysu finansowego zaległe długi (bad debts) nie zostały upłynnione, zamiast tego dłużnicy zostali wykupieni przez rząd. Przeszacowane aktywa nie miały okazji do obniżenia swej wartości. Banki centralne wpompowały w gospodarkę biliony dolarów, mimo to nie udało się zakleić luki wywołanej recesją.

Z jednej strony, siły rynkowe usiłują obniżyć ceny przeszacowanych zasobów, z drugiej zaś, banki centralne stają na głowie, aby ceny te jeszcze bardziej wzrosły. Pomyśleć, co by się działo, gdyby banki centralne nie stały na drodze rozwoju gospodarczego?

images

A przecież bank centralny, dla wyprowadzenie gospodarki z zapaści, może równie dobrze wprowadzić regulację cen. To jasne, że gospodarka nie wpada sama w zapaść, i nie można jej stamtąd wydobyć. Recesje nie są przyrodzoną częścią gospodarki, lecz raczej skutkiem interwencji monetarnych banku centralnego. Ponieważ jednak banki centralne nie potrafią się przyznać do winy, sposób, w jaki reagują na recesje nie różni się wiele od tego, jak te recesje kreują, to jest poprzez poluzowanie monetarne. A ponieważ te metody się nie sprawdzają i są bezskuteczne, konieczne jest wprowadzenie drastyczniejszych kroków.

Pamiętamy, że regulacje cenowe miały miejsce w Stanach Zjednoczonych po raz ostatni w odniesieniu do płac i innych dóbr w początkach lat 70. ubiegłego stulecia. Miało to miejsce również w czasach poważnych zaburzeń monetarnych. Jak chodzi o ścisłość, regulacje cen w owym okresie wprowadzone zostały przez prezydenta Richarda Nixona, który w 1971 roku zamknął także okno złota, czyli możliwość nieskrępowanej wymiany dolarów na złoto.

Przypomnijmy może słowa Ludwiga von Misesa[2], który wiele dziesiątków lat temu pisał, że regulacja cen prowadzi nieuchronnie do socjalizmu:

images (1)

Do początkowego rozporządzenia dotyczącego regulacji ceny mleka, dochodzi wkrótce rozporządzenie drugie, dotyczące cen czynników jego produkcji, gwarantujących tak niską cenę, że krańcowi producenci mleka nie odczują straty, czego skutkiem będzie utrzymanie produkcji na poziomie nie mniejszym niż przed regulacją. Jednakże wkrótce okaże się, że podobny dylemat pojawi się na dalszym etapie. Tym razem spadnie podaż środków produkcji koniecznych do wyprodukowania mleka, w efekcie czego rząd będzie musiał zacząć regulację cen czynników produkcji. Aby uniknąć przyznania się do porażki, czyli zarzutu o wtrącanie się do cen, rząd będzie zmuszony ingerować głębiej i zacząć regulować ceny czynników produkcji, które służą do produkcji czynników nieodzownych do produkcji mleka. W ten sposób rząd zmuszony jest brnąć coraz głębiej, cena po cenie, krok po kroku i poprawiać ceny wszystkich dóbr konsumpcyjnych oraz czynników służących do ich produkcji – zarówno w odniesieniu do czynników ludzkich, czyli pracy, jak i materialnych tak, by nakazać każdemu przedsiębiorcy, i każdemu robotnikowi, by poruszali się w gąszczu stworzonych przezeń cen i płac.

Właśnie z tego powodu nikt nie jest zaskoczony tym, że rządu Europy, Japonii czy Stanów Zjednoczonych mogłyby się odwołać do kontroli cen, by dzięki niej osiągnąć to, czego nie da się uzyskać za pomocą polityki monetarnej. Zacznijmy od tego, że jest to działanie mimo wszystko logiczne, gdyż to w końcu bankierzy centralni są pierwszą linią kontrolerów cen i zabawy cenami. Odsetki, jakie central bank ustanawia, lub po jakich pożycza pieniądze same są cenami; są ceną żądaną za pieniądz pożyczony na 24 godziny, lub ceną pieniądza po jakiej banki komercyjne deponują swoje środki pieniężne w banku centralnym. Celem oddziaływania na cenę tych dwóch wielkości, czy to kredytu czy depozytu, jest możliwość oddziaływania na oprocentowanie odsetek i cen w gospodarce jako całości. W ten sposób, w przypadku, gdyby kontrola cen nie spełniła swego celu, rządy rozszerzą swe wysiłki na regulowanie większej ilości cen.

Najprawdopodobniej, taka polityka nie zostanie wprowadzona w życie wprost czy bezpośrednio, lecz – przynajmniej na początku – za pomocą systemu zachęt i „motywacji”. Presja nadejdzie od strony (podniesienia) płac[3], co odbędzie się prawdopodobnie przy pomocy systemu podatkowego, działającego jak kij i marchewka. Jednakże prawdziwym jego celem będzie podniesienie cen do poziomu, jakiego rząd oczekuje, a raczej chciałby oczekiwać, a nie tego, co oferuje rynek.

Jeśli regulacja cen faktycznie wejdzie w życie, oczywiste stanie się to, że planowanie gospodarcze ze strony banku centralnego oraz rządu musi się spotkać z silnym sprzeciwem.  Dokona się tym samym rozdzielenie ziarna od plew; tych, którzy są zwolennikami wolności gospodarczej od tych, którzy będą chcieli centralne planowanie zracjonalizować. Każdy, kto opowie się po stronie wolnego rynku, wolnego handlu, czy ograniczonego rządu, lecz nadal będzie akceptować istnienie Rezerwy Federalnej czy centralnej bankowości w ogóle, będzie de facto kłamcą. Nie można równocześnie popierać idei wolnego rynku i wolnych cen, godząc się z regulowaniem cen przez bank centralny i pochlebianiem socjalizmowi.

Trzeciej drogi, czy jakiejś fazy pośredniej tutaj nie ma – socjalizm oraz wolny rynek są wzajemnie ze sobą niekompatybilne. Odrobina socjalizmu w postaci chociażby regulowania cen jest jak bakteria (odrobina) gangreny w naszym ciele. Jeśli się jej nie usunie doprowadzi ona z czasem do zainfekowania, a następnie do zabicia całego organizmu. Teraz, kiedy rządy i banki centralne starają się aprobować, a następnie wdrażać politykę kontroli cen – co ma być remedium na zbliżający się kryzys gospodarczy – za fasadą w postaci polityki monetarnej – widać coraz wyraźniej prawdziwe jej cele i narzędzia wiodące nas prostą drogą do coraz większej dominacji centralnego planowania.

Dlatego ważna jest odpowiedź na pytanie: czy wystarczająca liczba obywateli opowie się przeciwko dalszym manipulacjom ze strony polityki monetarnej oraz atakom na wolność gospodarczą, czy wzruszą obojętnie ramionami i poddadzą się bezwolnemu staczaniu naszego społeczeństwa w stronę gangreny socjalizmu?

Źródło: mises.org

 

[1] Jakim było między innymi zachęcenie biznesu do pożyczania pieniędzy i wzrostu konsumpcji.

[2] Zobacz: https://mises.org/library/middle-road-policy-leads-socialism. 6 kwietnia 2016.

[3] Tak jak się to dzieje chociażby w Polsce, gdzie w obliczu kryzysu gospodarczego podnosi się płace zamiast pozostawić je wolnemu wyborowi. „Nowe” płace, wpłyną – rzecz jasna – na ceny i poziom produkcji.

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *