Kontrola kapitału: przypadek Grecji

chat-dymki
0
 

by Nick Giambruno

     Nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, których nie mógłby dopuścić się, skądinąd łagodny i liberalny, rząd – jeśli zabraknie mu pieniędzy.

Alexis de Toqueville

Zastanawiałem się niedawno, czy zamieszczanie tekstów ujawniających głupotę bądź okrucieństwo władzy nie jest równoznaczne z kręceniem bata na samego siebie, jak to ma miejsce w przypadku samospełniających się przepowiedni, ale „uspokoił” mnie przyjaciel mówiąc, że prędzej czy później ktoś to opublikuje, a rząd zastosuje.

pobrane

Dla osoby nie obeznanej z tematyką, “kontrola kapitału” to zwykły rabunek. Bo to jest rabunek.

Kiedy bankier centralny czy polityk zapewniają nas, że uczynienie klientom bankowym “czegoś takiego” jest niemożliwe, możemy być pewni, że tak się właśnie stanie. W ustach przedstawiciela władzy zaprzeczenie w rodzaju „to się, rzecz jasna, nie zdarzy” sprowadza się do oświadczenia: „zdarzy się, i to najprawdopodobniej jutro”.

Ten brak uczciwości ze strony rządu ma swoje głębokie uzasadnienie. Rząd decydując się na kontrolę kapitału, czy na wakacje bankowe musi być przekonany, że bierze publiczność przez zaskoczenie. Jakiekolwiek ostrzeżenia mogą zniweczyć jego plany.

Jak chodzi o „wakacje bankowe”, jest to rzecz jasna eufemizm polityczny, który z uroczystym obchodzeniem jakiejkolwiek kanikuły nic wspólnego nie ma. Jest dokładnie odwrotnie: ogłoszenie wakacji bankowych nie ma nic wspólnego z niczym przyjemnym,. Takie wakacje oznaczają bowiem, że oto wstrzymano nam dostęp do konta bankowego. Na jak długo? Tego nikt nam nie powie. Czy po wakacjach zostanie nam na koncie cokolwiek? Tego też nie wiadomo. Nazywanie takiej procedury wakacjami bankowymi jest równoznaczne z określeniem zuchwałego rabunku jako „niespodziewanego przyjęcia urodzinowego” (surprise party).

X

Z chwilą, gdy banki są zamknięte – albo, jak to rząd utrzymuje: na wakacjach – politycy mogą sobie pomagać korzystając z depozytów klientów banku (włącznie z nami) do woli. Sytuację można porównać do baru, w którym można jeść ile się chce.

Wakacje bankowe zazębiają się zwykle z kontrolą kapitału, która jest formą zakazu wywozu pieniędzy poza granice kraju. Kontrola kapitału, utrudniając wywóz majątku, stanowi tym samym obronę przed dalszym rabowaniem naszych pieniędzy. W kwestii wakacji bankowych i kontroli kapitału chodzi o działania maksymalizujące dostęp rządu do pieniędzy, które w czasie kryzysu mogą zostać obywatelom skonfiskowane. Stłocz owce w zagrodzie, a łatwiej będzie ci je strzyc – głosi stare porzekadło. Sposób postępowania jest tu dobrze znany…Zaczyna się od tego, że kraj znajduje się w kłopotach; następnie rząd zaprzecza pogłoskom. Kolejnym krokiem są nagłe i zaskakujące wakacje bankowe, w trakcie których konfiskuje się majątek klientów bankowych, by w końcu wprowadzić kontrolę kapitału, czyli zakaz wywożenia pieniędzy zagranicę.

Ten scenariusz powtarzał się w czasie kryzysu gospodarczego w wielu krajach. Obserwowaliśmy go na Cyprze w 2013 roku. Pułapka zatrzasnęła się bez ostrzeżenia;  pewnego zwykłego dnia, w sobotę rankiem powiedziano: stop! Rząd ogłosił niespodziewane wakacje bankowe. Wprowadzono kontrolę wywozu kapitału, w ślad za którym rząd rozpoczął konfiskowanie pieniędzy na kontach obywateli. Stało się tak mimo wielokrotnych zapewnień wygłaszanych z najwyższych trybun rządowych, że depozyty bankowe są całkowicie bezpieczne. Ten sam model postępowania obowiązuje od przeszło roku w Grecji.


– Nie ma powodu do obaw – zapewniał premier – wasze pieniądze są całkiem bezpieczne. Tymczasem, bezpieczeństwo to oznaczało jedynie wolną wolę rządu, który mógł zrobić z zasobami bankowymi swych obywateli, co chciał; w obliczu trudności skonfiskował pieniądze Greków i tyle go widziano.
         Przez kilka miesięcy rząd grecki zapewniał, że nie ma zamiaru wprowadzać kontroli kapitału. Jeszcze rano w niedzielę poprzedzającą kontrolę kapitału, grecki minister finansów zaprzeczał jakimkolwiek pogłoskom, by w kilka godzin później, tego samego dnia wprowadzić tygodniowe wakacje bankowe. Równocześnie z zapowiedzią zamknięcia banków wprowadzono zakaz wywozu kapitału z kraju.

A przecież po tak długim okresie niepewności i zagrożenia niewypłacalnością greckiego rządu można się było takiej reakcji spodziewać. Każdy obywatel, klient banku miał wystarczająco dużo czasu, aby się należycie zabezpieczyć przed zagrożeniem ze strony rządu. Dlaczego tego nie zrobili? Dlaczego zbagatelizowano to co się stało na Cyprze? Być może Grecy nie wierzyli, że coś takiego jest także możliwe w odniesieniu do większego kraju? Na pewno utwierdzały ich w tym deklaracje polityków. Pewność siebie? Media?

Teraz, kiedy wiadomo, że szansy na wywiezienie pieniędzy nie ma lamentują. Od prawie roku pozostało im korzystać z wakacji bankowych, czyli z prawa do wypłaty z bankomatu zaledwie 60 euro dziennie. Gdyby wywieźli swoje pieniądze wcześniej i ukryli przed lepkimi łapami polityków, mogliby z satysfakcją patrzeć na innych. Wystarczyło wykonać przelew do banku w Austrii, czy w innym solidnym kraju Unii Europejskiej. Można je było ulokować w nieruchomościach w Ameryce Łacińskiej, czy w sztabkach złota w Singapurze. Opłacało się nawet zainwestować w instrumenty wysokiego ryzyka, byle nie w greckim banku. Plują sobie w brodę, ale po prawdzie nic lepszego im nie pozostało.

X

Niby wszyscy wiedzą, że dywersyfikacja się opłaca; że trzymanie jajek w jednym koszyku jest niebezpieczne, a mimo to zapomnieli o tej zasadzie w najważniejszym momencie. Dywersyfikacja nie oznacza wcale wrzucenia naszych pieniędzy do różnych funduszy, kupna akcji, obligacji, czy jakichś innych wehikułów inwestycyjnych. Co prawda jest to jakieś zróżnicowanie i zabezpieczenie, ale nie jedyne, i nawet nie to najważniejsze. Dywersyfikacja, która daje prawdziwe bezpieczeństwo oznacza przechowywanie majątku w różnych jurysdykcjach, czyli w różnych krajach. Tylko wtedy jesteśmy zabezpieczeni na wypadek ryzyka gospodarczego czy politycznego, przed jakim staje kraj, w którym żyjemy.

Każdy kraj może wpaść w tarapaty, ale rzadko się zdarza, żeby wpadły w nie wszystkie kraje naraz, albo choćby połowa z nich. Druga połowa jest zawsze bezpieczniejsza. I tam należy trzymać majątek. Grecy zapomnieli o tej lekcji. Wydawało im się, że są tak sprytni, iż im to nie grozi. Przeliczyli się. To samo może dotknąć każdy inny kraj; Polaków, mnie, innych Amerykanów. Nawet ci ostatni, obywatele najbogatszego kraju świata nie są z teflonu. Sędzia Andrew Napolitano, powiedział niedawno, że Stany Zjednoczone są bardziej zagrożone kryzysem niż wiele innych, mniej spektakularnych i uboższych krajów. A Napolitano jest znakomicie zorientowany w rządowych trickach i manipulacjach związanych z kontrolą kapitału, walką z praniem pieniędzy, wakacjami bankowymi i innymi przekrętami politycznymi.

Jeśli USA są w kłopotach, nikt nie jest bezpieczny. „Ludzie, którzy mają w banku więcej niż 100 tysięcy dolarów – ostrzega Napolitano – są na celowniku każdego rządu potrzebującego pieniędzy na pokrycie swoich kaprysów i innych zbytków, za które kupują głosy obywateli”. Polska za rządów PiS jest wręcz podręcznikowym przykładem władzy, która dużo chce, a mało może. Aby poprawić swoją zdolność płatniczą, nie zawaha się ona sięgnąć po oszczędności obywateli. Tym bardziej, ze może.

X

Przykład Grecji pokazuje, jak ważna jest międzynarodowa dywersyfikacja środków, zasobów, inwestycji. Grecy zmarnowali swoją szansę nie zmarnujmy jej teraz my. Strategia dywersyfikacji geograficznej to zabezpieczenie przed uzależnieniem się od sił, na które nie mamy wpływu. Pomaga osiągnąć niezależność i wolność, bez których życie jest mizerne.   Przy współczesnej sprawnej komunikacji, dywersyfikacja geograficzna jest w zasięgu niemal każdego człowieka. Misją bloga „International Man” jest pomoc przy ochronie wolności osobistej, a jednocześnie przy wykorzystaniu możliwości finansowych i inwestycyjnych, jakie stwarza dzisiejszy świat.

Globalna dywersyfikacja i odkrywaniu najlepszych okazji inwestycyjnych to centrum tego świata.

Jednym z nich jest właśnie….Grecja. Kraj, którym sięgnął dna pesymizmu; w którym doszło do takiego załamania gospodarczego, że większość obywateli straciła jakąkolwiek chęć do kupowania czegokolwiek Ceny nieruchomości, akcji greckich spółek czy biznesów w ogóle sięgnęły dna. I to właśnie jest okazją do inwestowanie tam.

Wiecie, co miał na myśli baron Rothschild, kiedy doradzał, aby “kupować wtedy, kiedy na ulicach leje się krew”? Tak, to znaczyło właśnie kupowanie w czasach najtrudniejszych, kiedy nikt kupować nie chce, bo stracił wiarę i boi się. A gdy nikt nie kupuje ceny są niskie. Okazja goni okazję. Zignorowanie jej byłoby grzechem. W 2013 roku, w samym centrum kryzysu cypryjskiego, na gruzach  tamtejszej gospodarki zrujnowanej przez własne państwo, znaleźliśmy z Doug’em Casey wiele okazji do inwestowania. Mimo pesymistycznych sygnałów i komentarzy, mimo ogólnej depresji panującej na wyspie Afrodyty, udało nam się wyszukać sporo okazji i kupić kilka dobrze prowadzonych cypryjskich spółek.

Większość z nich po sięgnięciu dna zaczęła się od niego odbijać i dzisiaj płacą sowitą dywidendę. Jedna z rekomendowanych przez nas spółek cypryjskich potroiła swoją wartość, inne tylko ją podwoiły. Teraz liczymy na Grecję. Większy kraj, więcej sposobności będzie jednocześnie większą okazją do dużych zysków. Giełda grecka, mimo iż podniosła się ze swego dna, jest wciąż bardzo tania. Nie skorzystać z okazji byłoby nieroztropnie. Tym bardziej, jeśli przezornie, na czas, wyprowadziliśmy środki z naszych krajów zagrożonych przez urzędników ministerstwa finansów, którym brakuje właśnie pieniędzy na wypłatę zasiłków dla dzieci i młodzieży.

 

Nick Giambruno

Internationalman.com

 

 

 

 

 

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *