Dziura w Madagaskarze (4)

chat-dymki
0

Cyklon A i cyklon B (4)

Dziura w Madagaskarze

Po trzech dniach silnego wiatru cyklon ustał i słońce zadomowiło się na dobre. Było ciepło, ale nie za gorąco, wiał lekki wiatr, osuszając powietrze, co gwarantowało nieobecność komarów. Jak na tropiki warunki wymarzone. Tym bardziej, że prognozy portali pogodowych, które sprawdzałem przed wyjazdem (yahoo.com oraz krajowego onetu) straszyły – co w porze zimowej, czyli deszczowej nie jest dla nikogo zaskoczeniem – ciągłym zachmurzeniem i systematycznymi, choć umiarkowanymi opadami.

Jedynym cieniem rzucającym się na tę sielankę była kwestia powrotu. Tym, co rodziło wątpliwości i niepewność była sprawa samej drogi.

Z Ambalavao, gdzie spędziłem ostatnie 5 dni, do stolicy Antananarywy skąd miałem odlecieć do kraju, wiedzie tylko jedna jedyna droga. Posiada ona status drogi krajowej, moim zdaniem otrzymała go jednak na wyrost. Droga ta, o czym powszechnie wiadomo, bywa nieprzejezdna. Jeśli tak będzie i tym razem, nie dostanę się na czas na lotnisko i nie wrócę na czas do domu. Trakt jest asfaltowy i dosyć szeroki, roi się jednak od pułapek. Nieprzewidywalny jest stan nawierzchni usianej setkami głębokich do pół metra dziur, w których niejeden pojazd pozostawił koło, czy utknął w jakiś inny sposób. Droga jest kręta, słabo oznakowana, drogowskazy – jak wszędzie na Madagaskarze – umieszczone niechętnie i dyskretnie, jest przy tym nieoświetlona nocą, jednakże największym przekleństwem tej magistrali, jest niewielki most na rzece dzielącej wioski Ankafina i Tsarafidy – o ile dobrze zapisałem nazwę; pisałem ją ze słuchu.

Most ten, łączący brzegi niewielkiej rzeczki, żeby nie powiedzieć, strumienia, który w porze cyklonu zmienia się w rwący, groźny, żywiołowy potok.

madagaskar-2015-253

Mostów i mostków na tej trasie pokonuje się co najmniej 30, ten jest jednak wyjątkowo złośliwy, co wynika z technologii, w jakiej go skonstruowano. Nie jest wcale duży: ma mniej więcej 30 m długości, 3,5 m szerokości i 10 metrów wysokości licząc od poziomu ;ustra wody. Kształtem przypomina most w Białym Dunajcu na „zakopiance”.  Jest jednak solidniejszy i mieści 2 pojazdy jadące równocześnie w przeciwnych kierunkach. Zbudowany na podobieństwo europejskich mostów kolejowych; opiera się na dwóch czy trzech solidnych filarach betonowych, na których umieszczono stalowe ożebrowanie, z ułożoną na nim ponad setką stalowych, zespawanych ze sobą płyt grubości od 1 do 2 cm każda, składających się na nawierzchnię mostu. Problem w tym, że płyty stalowe, którymi most jest wyłożony, zdaniem miejscowej ludności, znacznie bardziej niż na pokrycie mostu, nadają się do robienia…łopat, które na tej egzotycznej wyspie stanowią podstawowe narzędzie budowlane i rolnicze.

Okręgowy zarząd dróg, a dokładniej, tej jednej drogi, toczy więc od lat syzyfową wojnę z producentami łopat, którzy co kilka dni kradną z mostu płaty blachy, czyniąc urządzenie mostowe słabo, albo w ogóle nieprzejezdnym.

Gdy tylko okoliczny popyt na łopaty przekroczy 30-40 sztuk miesięcznie, most nie nadaje się do jazdy. Ryzyko istnieje już przy popycie rzędu 20 łopat, o czym przekonał się niejeden kierowca, gdy mu koło wpadło w ożebrowanie i zatamował na kilka czy kilkanaście godzin ruch na drodze krajowej, wiodącej niemalże wzdłuż całej wyspy, Madagaskar, bagatela, ok. 1000 km. Z tego właśnie powodu długość przejazdu podaje się na Madagaskarze nie w kilometrach, co w godzinach, a niekiedy dniach. Pół biedy jeśli jest się Malgaszem, bo ci mają wolnego czasu dowolną ilość. Tragedia zaczyna się wtedy, gdy nieprzejezdność trafi na białego, takiego jak ja, który się spieszy.

Ostatni komunikat na temat stanu drogi krajowej, jaki dotarł do Ambalavao, mówił co prawda o pewnych utrudnieniach, ale mimo wszystko przejazd był możliwy. Wystarczyło jednak, by popyt na łopaty wzrósł o 3-4 jednostki, a droga nie nadawała się do ruchu. W takiej sytuacji pół Madagaskaru stało. Można było wprawdzie przekroczyć rzekę wpław i ratować się pojazdem, który akurat czekał na drugim brzegu, ale nie było to ani łatwe, ani bezpieczne chociażby ze względu na krokodyle.

Kiedy w drodze na południe przekraczaliśmy most po raz pierwszy, widniała w nim wyrwa, nie większa jednak niż na 3-4 łopaty (patrz: zdjęcie obok) nie dopatrując się w niej jakiegoś większego zagrożenia. Przypomniałem sobie o dziurze w przeddzień wyjazdu, kiedy uzmysłowiłem sobie, że przecież popyt na łopaty, mógł w ciągu minionego tygodnia wzrosnąć a to oznaczało, że zamiast standardowych 10-12 godzin przewidzianych na pokonanie dystansu 364 km, podróż do stolicy mogła potrwać 18, a nawet więcej godzin. N.b. system „gogle map” oceniał czas przejazdu z Ambalavao w prowincji Fianarantsoa do stolicy kraju, Antananarivo, na 4 godziny 47 minut.

 

Plan był następujący: ponieważ samolot, którym wracałem do Polski odlatywał o 2 po północy, to jeśli wyjadę taksówką o 6 rano dnia poprzedzającego odlot, zdążę na lotnisko bez problemu. I to był plan A. Na wszelki wypadek powstał też plan B. Jego autorem był Ojciec Jan, który akurat miał w Ambalavao konferencję. Misjonarz uważał, że jazda taksówką, ze względu na stan techniczny miejscowych pojazdów niesie ze sobą dodatkowe ryzyko, będzie więc znacznie roztropniej jechać z nim, tyle że dzień wcześniej. Co prawda, czeka nas wtedy jazda w nocy, a także nocleg w Antsirabe, jednakże dodatkowy dzień da mi bezpieczną rezerwę czasową na wypadek…dziury w moście, czy nowego cyklonu, który właśnie formował się na północny zachód od przylądka d’Ambre, między Madagaskarem a Mozambikiem. Wybrałem jednak plan O. Jana…

       Ruszyliśmy w drogę koło 15.00, a ponieważ słońce na wysokości zwrotnika Koziorożca zachodzi kilka minut po 19.00, dawało to nam komfortową jazdę przez ok. 4 godziny. W warunkach europejskich oznacza to przejazd mniej więcej 200 – 250 km, na Madagaskarze połowę mniej, zważywszy jednak, że do Antsirabe było niewiele ponad 200 km, powinniśmy być na noclegu koło 21.00. Też nie najgorzej.

Czteroosobowym pickupem marki nissan jedzie nas 6 osób. Jeden pasażer, wysiadający za półtorej godziny, w Fianarantsoa student miejscowego seminarium, siedział na pace. Mimo ścisku, nastroje mamy dobre. Ktoś wspomniał wprawdzie o żelaznym moście, mamy jednak nadzieję, że obawy są przedwczesne. Niestety były akurat w sam raz. Zorientowaliśmy się o tym na mniej więcej kilometr przed mostem, dołączając do kolejki oczekujących na przejazd pojazdów.

Malgasze takie sytuacje przyjmują z pokorą i spokojem, Europejczycy mają jednak gorętszą krew. Samochód wpadł w dziurę – informuje ktoś, kto właśnie wraca od strony mostu. Nie czekając na dalszą część jego relacji zbieramy się, O. Jan i ja i biegniemy w kierunku mostu. Informacja nie była całkiem prawdziwa. Prawdą było tylko to, że dziura w ciągu minionego tygodnia powiększyła się parokrotnie, szczęśliwie jednak nikt w nią nie wpadł. Słabe to pocieszenie, i tak mostu przejechać się nie da. I znowu pojawia się nadzieja:  przy przęśle mostu uwija się dwóch półnagich mężczyzn, instalując w zionący pustką otwór w moście kilka nowych płyt stalowych. Przy pomocy prymitywnych narzędzi przypominających drewniany młot, starają się wbić je w powstałą wyrwę.

Jestem mile zaskoczony. Znaleźć na takim odludziu kogoś, kto wie jak naprawić most, ponadto ma ze sobą płyty to dla mnie zagadka. Rynkowego wyjaśnienia zagadki dziury w moście dostarcza jedne z pasażerów.

– U nas na wyspie – zaczyna z namaszczeniem – wszystko co może się zdarzyć, musi się wydarzyć. Bez względu na to, czy jest to plaga, żywioł, czy zwykłe nieszczęście. Ludzie głupi nie są…

Czy trudno rozumieć, że w pobliżu każdego takiego kataklizmu, jak ten most, dyżuruje grupa chłopców inicjatywą, którzy uczynili sobie z ułatwiania przejazdu źródło utrzymania?  Ten nieformalny biznes prywatny wyręcza ministerstwo dróg i mostów, ratując mniej więcej połowę PKB tego ubogiego kraju. Ile dni trzeba by czekać, na pojawienie się „etatowej” brygady remontowej? Dla wyspy oznaczałoby to katastrofę. Nie można by dowieźć paliwa, mąki, owoców, warzyw i innych produktów niezbędnych do życia. Dlatego Madagaskar jest tym chłopcom wdzięczny! Mówi się o nich, wychwala się ich pomysłowość, determinację, a jeśli nawet – w okresach, kiedy akurat most działa bez zarzutu – chłopcy uruchomią na kilka godzin produkcję łopat, to wszyscy wiedzą, że gdy tylko most znów będzie bardzo potrzebny, porzucą łopaty i zajmą się naprawą przeprawy. Przy okazji sprzedadzą przejeżdżającym kilka łopat, których na Madagaskarze brakuje.

W ten prosty sposób, zdesperowany naród, tworzy na Madagaskarze miejsca pracy i walczy z bezrobociem.

 

Cdn.

Jan M Fijor

janekbanner36

 

 

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *