O IQ, różnicach w zarobkach kobiet i mężczyzn i dyskryminacji, czyli niekończąca się historia

chat-dymki
2

Naczelny polski wolnościowiec znów narobił hałasu wokół kwestii inteligencji kobiet. Powody zamieszania są dwa: 1) jego teza, którą można streścić następująco: „Kobiety są średnio niższe, słabsze i mniej inteligentne i dlatego zarabiają średnio mniej niż mężczyźni” oraz 2) obrzydliwy sposób przedstawiania tej tezy. Kontrowersje wywołuje rzecz jasna trzecia z wymienionych charakterystyk. Z jednej strony to wstyd, że polskie środowisko wolnościowe musi tłumaczyć się z bezczelnego cynizmu Janusza Korwin Mikkego, z drugiej strony poziom reakcji przedstawicieli świata mediów i polityki na jego prowokacje jest żenujący. Trudno powiedzieć na ile to poprawność polityczna, a na ile (o ironio) niska inteligencja przedstawicieli tych środowisk odpowiadają za brak spójności logicznej w wypowiedziach osób oburzonych słowami JKM. Choć powszechna krytyka tezy JKM pozbawiona jest merytoryki, merytoryki brakuje również jej autorowi. Korwin ma w zwyczaju opierać się na „przeterminowanych” badaniach sprzed kilkudziesięciu lat oraz formułować poglądy bazując na swoistym mikrokosmosie, w którym żyje, nie widząc, że świat zdążył wyprzedzić go o dobre kilka dekad. Spróbujmy ustalić co w tej kwestii mówią nauka i fakty.

Chciałbym na początek zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, nie jestem ekspertem od IQ. Swoją wiedzę na ten temat nabyłem słuchając serii wywiadów z czołowymi naukowcami zajmującymi się tą kwestią, przeprowadzonych przez Stephana Molyneux, którą bardzo polecam osobom zainteresowanym[1]. Wynika z nich, że testy zdolności umysłowych to dziedzina, w której nadal roi się od znaków zapytania. Wiele tez pozostaje otwartych, wiele informacji czeka na odkrycie lub potwierdzenie. Póki co musimy zadowolić się stwierdzeniami typu „na tę chwilę większość naukowców przychyla się do poglądu, że…”. Nie mniej jednak świat nauki oferuje w kwestii IQ pewien konsensus, który omówię poniżej. Po drugie, jako że oprócz IQ w tekście pojawi się sporo ekonomii, chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że ekonomia nie jest nauką wartościującą lecz opisową. Wyjaśnia bodźce, na podstawie których ludzie podejmują decyzje. Ekonomia nie mówi co jest dobre, a co złe, nie mówi jak być powinno – mówi po prostu jak jest i dlaczego tak jest.  Nie ma sensu obrażać się na fakty.

Krótko o tym co w na ten moment nauka mówi nam o IQ. Zdaniem zdecydowanej większości naukowców IQ w około 60-80 procentach determinowane jest genetycznie. Dowodzą tego tak zwane „twin-studies”, czyli badania przeprowadzane na bliźniętach. Z biegiem lat naukowcom udaje się odnajdywać coraz więcej przypadków najcenniejszych dla tego rodzaju badań, czyli bliźniąt rozdzielonych z jakichś powodów przy porodzie. Gdy po latach takie osoby dowiadują się o swoim istnieniu, często dowiadują się o tym także naukowcy, którzy mogą wtedy zbadać, jak ułożyły się życiorysy osób o tych samych genach, żyjących w zupełnie różnych warunkach i poddanych zupełnie różnym oddziaływaniom środowiskowym. Bardzo zbliżone wyniki w testach IQ takich osób dowodzi, że czynniki genetyczne dominują nad czynnikami środowiskowymi.

Według naukowców geny przekazane nam przez rodziców determinują pewne wąskie zakresy nie tylko IQ, ale także innych cech ludzkich jak choćby cierpliwość, agresywność, wzrost itp. To, gdzie w obrębie tych zakresów ostatecznie uplasują się nasze cechy zależy od czynników środowiskowych. I tak jeśli powiedzmy determinowany genetycznie zakres IQ danej osoby to 100-105, od sposobu wychowania, rodzaju edukacji, podejmowanych aktywności, itp. zależeć będzie to, czy inteligencja tej osoby może wyniesie 101, 103 czy 105 punktów. Co bardzo istotne, według naukowców zakresu tego w zasadzie nie można przesunąć w górę. Mówi się, że zabiegi takie jak możliwie najdłuższe karmienie piersią, oraz odtwarzanie dzieciom pewnych rodzajów muzyki czy skłanianie ich do gry na instrumencie muzycznym mogą przyczynić się do zwiększenia IQ o kilka punktów, ale tezy te czekają na potwierdzenie. Możliwe jest natomiast znaczne obniżenie dolnej granicy tego zakresu w wyniku niedożywienia/nieodpowiedniej diety lub traumatycznych przeżyć w młodym wieku – inaczej mówiąc w wyniku poważnych zaburzeń prawidłowego rozwoju dziecka[2].

Przechodząc do meritum. Badania IQ przeprowadzane przed kilkudziesięcioma laty rzeczywiście wykazują kilkupunktową przewagę mężczyzn (zazwyczaj w granicach 3 do 5 punktów). Tego kwestionować nie można i tutaj JKM ma rację. Jednak na podstawie informacji o IQ, które podałem powyżej, należy się zastanowić, w jakim stopniu na niższe wyniki kobiet w testach IQ wpływ miała ich bardzo ograniczona w przeszłości rola społeczno-kulturowa, warunkująca negatywny wpływ czynników środowiskowych na inteligencję. Przypominam, że stanowisko wykładowczyni na paryskiej Sorbonie po raz pierwszy powierzono kobiecie dopiero w 1906 roku (Maria Curie-Skłodowska), a prawa wyborcze w Stanach Zjednoczonych kobiety uzyskały dopiero w 1920 roku. Nie trzeba chyba dodawać, że pełna emancypacja się wtedy nie dokonała. Różnice w aktywnościach podejmowanych przez mężczyzn i kobiety w przeszłości mogły wpływać na różnice w testach IQ, którym poddawano dorosłe osoby, nawet jeśli w momencie urodzin dysponowały one jednakowym potencjałem umysłowym. Tego drugiego bowiem ustalić się nie da.

Większość badań przeprowadzonych w ostatnich latach nie wykazuje znaczących różnic w IQ między płciami. Można więc mówić o zrównaniu się płci pod tym względem. Tutaj sceptycyzm znów nakazuje zwrócić uwagę na jedną rzecz. Pomiary IQ są tym dokładniejsze, im bardziej skupiają się na wielkości tzw. czynnika g – wartości najsilniej korelującej z wykonywaniem zadań intelektualnych. Przykład: zadanie polegające na powtórzeniu kilku wymienionych cyfr sprawdza pamięć, natomiast zadanie polegające na powtórzeniu kilku wymienionych cyfr, ale w odwrotnej kolejności wymaga już wykonania pewnej intelektualnej operacji. Pomiar wartości g nie jest jednak prosty. Same pytania trzeba w takim teście jakoś zakomunikować. Samo to oznacza, że chociażby znajomość języka wpływa na to jak rozwiążemy test IQ[3]. Część naukowców krytykuje dziś metody konstrukcji testów IQ przeprowadzanych w ostatnich dekadach twierdząc, że coraz bardziej odbiegają one od pomiaru czynnika g i w coraz większym stopniu uwzględniają wpływ czynników środowiskowych takich jak wychowanie czy wykształcenie[4]. Takie zarzuty stawia się na przykład słynnemu Jamesowi Flynnowi, który w latach 80. XX wieku zwrócił uwagę na postępujący wzrost inteligencji ludzkiej określany od jego nazwiska efektem Flynna[5]. Na ile rzeczywiście jest tak, że ogólny wzrost IQ oraz zrównanie się średnich IQ obu płci przypisywać można rozluźnieniom standardów projektowania testów zdolności intelektualnych, trudno ocenić, ale większość naukowców takich zarzutów nie uznaje.

Jeśli chodzi o argument, że znakomita większość wybitnych naukowców, wynalazców, noblistów, geniuszy itp. to mężczyźni, po części odpowiada za to wspomniana już powszechna w przeszłości marginalizacja kobiet w tych dziedzinach (tak zwany efekt Matyldy) oraz, co ważniejsze, różnica w rozkładzie normalnym inteligencji[6] obu płci. Krzywa Gaussa obrazująca rozkład inteligencji mężczyzn jest nieco szersza, zaś ta obrazująca rozkład inteligencji kobiet nieco węższa[7]. Patrząc na oba wykresy naniesione na siebie różnica wydaje się minimalna, ma ona jednak daleko idące konsekwencje. Z kształtu krańcowych odcinków obu krzywych rozkładu normalnego wynika, że w zbiorze ludzi o IQ powyżej 140 punktów na jedną kobietę przypada kilku mężczyzn. Im dalej, tym ten stosunek się zwiększa. Należy przy tym dodać, że również po drugiej stronie krzywych występuje taka zależność – na każdą kobietę o nieprzeciętnie niskim IQ przypada kilku, a dalej kilkunastu takich mężczyzn. Takie są fakty, a jak mówi powiedzenie: „Każdy ma prawo do własnych opinii, ale nikt nie ma prawa do własnych faktów”.

O ile rzekome 2-3 punkty różnicy w ogóle istnieją, spieranie się o nie to absurd. Nawet jeśli taka luka nadal byłaby faktem (współczesna nauka mówi co innego),  panie nie mają o co się oburzać, a panowie czym szczycić. Zachowania przeciwne świadczą o nierozumieniu różnicy między prawdopodobieństwem klas, a prawdopodobieństwem zdarzeń jednostkowych. Jego istotę dobrze ilustruje anegdota, w której chirurg informuje pacjenta rozważającego poddanie się poważnej operacji, że na każde 100 operowanych osób 30 umiera w trakcie zabiegu. „Czy liczba ta została już osiągnięta?” – pyta w odpowiedzi pacjent. Nawet jeśli średnie IQ kobiet byłoby o 2 czy 3 punkty niższe od mężczyzn, nie mówi to nam nic o konkretnej kobiecie i mężczyźnie, którzy zgłosili się do nas na rozmowę o pracę. Mężczyzna, który na podstawie różnicy w średnich każdą napotkaną kobietę z góry uznawałby za osobę mniej inteligentną, sam umieszczałby się w po lewej stronie krzywej Gaussa. Pracodawcy nie zatrudniają przecież całych grup, nie polegają zatem na średnich, tylko oceniają poszczególnych kandydatów na podstawie ich indywidualnych umiejętności i kwalifikacji. Ci, którzy postępują inaczej ponoszą negatywne konsekwencje takich decyzji na wolnym rynku, gdzie muszą rywalizować z innymi pracodawcami, z pośród których nie wszyscy popełniają takie błędy.

Kolejnym absurdem jest szczycenie się mężczyzn większą skłonnością do ryzyka ich części populacji. Zależność ta jest jak najbardziej prawdziwa, ale jej interpretacja bardzo naiwna. Owszem mężczyźni charakteryzują się średnio większą tolerancją ryzyka niż kobiety i jest to cecha, która z pewnością przyczyniła się do sukcesów wielkich zdobywców i przywódców jak Aleksander Wielki, Napoleon i inni. Zdajmy sobie jednak sprawę z tego, że w czasach współczesnych wysoka skłonność do ryzyka przydaje się przedsiębiorcom (nie przypadkiem ich znakomita większość to mężczyźni), którzy mimo ich arcyistotnej roli w gospodarce stanowią niewielki odsetek całego zbioru ludzi pracujących. Tymczasem dyskusje na temat różnicy w zarobkach kobiet i mężczyzn dotyczą głównie pracowników najemnych, którzy z uwagi na ich liczebność w populacji decydują o średnich zarobkach. W pracach biurowych, inżynierskich, obsłudze klienta, kontroli jakości, czy prostych pracach przy taśmach montażowych ryzyko jest atrybutem niepotrzebnym a nawet niewskazanym. Wyłączając pojedyncze branże takie jak marketing, pracodawcy nie wymagają od pracowników tolerancji ryzyka czy kreatywności, lecz rzetelności, profesjonalizmu, skrupulatności, uprzejmości, punktualności itp. Wszystkie te cechy są raczej domeną kobiet. Na większości stanowisk zalety te są znacznie cenniejsze niż dodatkowe 3 punkty IQ. A zatem nawet zakładając istnienie różnicy w IQ oraz to, że pracodawcy polegają na stereotypach, luki w zarobkach między kobietami a mężczyznami nie da się wyjaśnić tymi argumentami. Przyczyny są zupełnie inne. Omówię je w kolejnym tekście, który opublikuję za kilka dni.

Jeśli chodzi o oburzanie się na statystyki typu „osoby wyższe zarabiają średnio więcej niż osoby niższe”, lub „blondynki zarabiają średnio więcej niż brunetki”, istnienie takich z pozoru dziwacznych zależności nie musi być wynikiem przypadku czy dyskryminacji. Niskiej dziennikarce telewizyjnej trudno sobie nawet wyobrazić dlaczego miałaby zarabiać mniej niż jej wyższe koleżanki. Ma rację – w przypadku zawodu, w którym siedzi się za biurkiem przed kamerą wzrost nie ma znaczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre atrybuty kompletnie nieprzydatne przy większości zajęć, mogą być bardzo cenione w pewnych szczególnych zastosowaniach. Weźmy na przykład wzrost. Czynnikiem spowalniającym malarza malującego dom jest konieczność przestawiania drabiny. Malarz wspina się po szczeblach, maluje niewielki obszar, po czym musi zejść, przestawić drabinę i ponownie na nią wejść. Im mniej takich zabiegów tym szybciej praca posuwa się do przodu. Stąd osoba wysoka, z dużym zasięgiem ramion będzie malarzem znacznie produktywniejszym niż osoba niska i pracodawca może to dodatkowo wynagrodzić. Podobnie z pracą przy wykładaniu towaru na półki, gdzie osoba o wzroście powyżej 190 cm. może być w stanie sięgnąć na najwyższy poziom stojąc na ziemi, a osoba o wzroście w okolicach 170 cm. musi wspomóc się drabiną. Jeżeli badania wykazują, że zatrudnienie blondynki jako hostessy skutkuje większym zainteresowaniem potencjalnych klientów, popyt na tego rodzaju usługi kobiet o jasnych włosach będzie większy niż kobiet o włosach ciemnych. Nawet jeśli rozważana cecha jest zupełnie nieistotna w przypadku 95% zawodów, jej istotność w tych 5 procentach zadecyduje o przewadze osób posiadających tę cechę w porównaniu do osób, które jej nie posiadają i w konsekwencji o marginalnie wyższych zarobkach tej pierwszej grupy.

Temat różnic między płciami czy rasami w sferach takich jak IQ, czy zarobki jest wyjątkowo drażliwy i większość figur publicznych ma świadomość, że w reakcji na osoby, które go podejmują (w przypadku JKM trudno powiedzieć w jakim celu i trudno uwierzyć w jakim stylu), najbezpieczniej jest rzucać oskarżeniami o seksizm, rasizm, faszyzm, antysemityzm, ksenofobię i diabli wiedzą co jeszcze. We współczesnej debacie publicznej logika i fakty są w zasadzie nieobecne i co dziwne, mało komu zdaje się to przeszkadzać. Większości ludzi w zupełności wystarcza wiedza czego nie należy mówić i jak nie należy myśleć. Tym, których ciekawość skłania do poświęcenia paru chwil na zapoznanie się z faktami oraz ekonomicznym uzasadnieniem takich a nie innych wypadkowych milionów decyzji ludzkich podejmowanych w warunkach mniej lub bardziej wolnego rynku, dziękuję za poświęcenie tych paru chwil.

Krzysztof Zuber

[1] Wywiady te są dostępne na kanale Youtube Stephana Molyneux:
https://www.youtube.com/playlist?list=PLMNj_r5bccUyYzJ5G1GgvfM59JEpDkteX

[2] Podobnie, w przypadku całych społeczeństw, państwowe instytucje mogą zupełnie zdusić drzemiący w ludziach potencjał, jak miało to miejsce na przykład w komunistycznych Chinach. Natomiast sytuacje odwrotne – wprowadzanie instytucji sprzyjających rozwojowi w społecznościach prymitywnych – nie przynoszą zazwyczaj pozytywnych efektów.

[3] Gdy w czasach pierwszej wojny światowej do amerykańskiej armii rekrutowano Murzynów, poziom ich wykształcenia, z uwagi na fakt że okres niewolnictwa zakończył się zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej, był często bardzo niski. W wyniku tego, w testach IQ przeprowadzanych przez armię USA Afroamerykanie odpowiadali lepiej na trudne pytania niewymagające znajomości języka (polegające na przykład na szukaniu podobieństw, schematów kształtów), niż na banalne pytania wymagające zdolności językowych. Aby odpowiedzieć na pytanie o treści: „Wybierz słowo przeciwstawne do…” konieczne jest rozumienie znaczenia słowa „przeciwstawne”. Czarni kilkadziesiąt lat po zniesieniu niewolnictwa często takiej wiedzy nie posiadali.

[4] W teście IQ, w którym brał udział syn mojego kolegi były pytania o daty ważnych bitew historycznych…

[5] Sam Flynn na podstawie analizy wielu współczesnych testów IQ przychyla się do poglądu, że luka pomiędzy płciami zanikła. Co więcej, z jego ustaleń wynika, że kobiety wypadają średnio lepiej o pół punktu, ale Flynn tłumaczy to większą motywacją przedstawicielek płci pięknej w rozwiązywaniu testów.

[6] http://www.iqcatch.com/resource/images/IQ-Bell-Curve.png

[7] http://www.menweb.org/graphics/bellcurv.gif

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Herbert sceptyczny pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł, zwłaszcza linki w przypisach dla ciekawych tematu. Co ważne, autor odniósł się do całego „środowiska wolnościowego” i faktu, że musi się znowu tłumaczyć ze słów JKM. Osobiście również nie rozumiem po co w ogóle mówić o takich rzeczach, skoro może to obrazić prawie połowę wyborców w Polsce i znaczną część mężczyzn, którym również nie podoba się stosunek JKM do kobiet. Nie ma naprawdę żadnych ważniejszych tematów, jak np. bilionowy dług publiczny, znikająca populacja Polaków w wyniku działania systemu emerytalnego, czy walka urzędników z polskimi przedsiębiorcami? Obecny rząd nie ma praktycznie żadnej opozycji, a tu w sytuacji wzrostu notowań „Wolności” taka wypowiedź…A może JKM właśnie o to chodzi, żeby ośmieszać i marginalizować ruch wolnościowy, byle tylko nie dotarł do większej liczby Polaków, nie stał się prawdziwą opozycją i nie przyciągnął do siebie np. polskich przedsiębiorców, gnębionych przez ZUS i US? Sam Korwin twierdzi, że w demokracji nie ważne jak, byle media mówiły o nim. To kompletnie głupie twierdzenie, bo gadanie rzeczy tak wątpliwych i kontrowersyjnych, stawia go w jednym rzędzie z Cardashianami i innymi „celebrytami”, o których się dużo mówi, ale w zupełnie niepoważnym świetle i nikt nie bierze ich wypowiedzi na poważnie. Może ktoś z partii Wolność wreszcie mu to wytłumaczy, że najlepiej by było jakby tropem Prezesa PiS schował siebie samego na jakiś czas, to na pewno notowania tej partii pójdą w górę???

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Moim zdaniem, teza JKM nt. inteligencji kobiet jest równie bezsensowna, to teza środowiska Unijnego, które go skazało na grzywnę. Oba stanowiska, zarówno JKM jak i przeciwne ignorują pozycję kobiet ograniczając ją do poziomu IQ. To tak, jakby twierdzić, że Murzyni mają dłuższe nogi, albo że Wietnamczycy mają krótkie nogi. Człowiek, to coś więcej niż inteligencja, długość nóg, czy siła. Znam ludzi silnych, którzy pracują w zawodach siłowych i zarabiają mniej niż ich słabsi adwersarze. Inteligencja, siła, czy długość organu nie jest czynnikiem określającym rolę człowieka. Inteligencja nie stanowi nawet i sensie życia, czy użyteczności „inteligenta”. Szkoła austriacka ukazuje ten fakt w kontekście niepowtarzalności człowieka, jego subiektywnej skali wartości, oraz subiektywnego dążenia do osiągania i dawania szczęścia. Szkoda że ani JKM, ani autor noty biorącej kobiety w obronę tego nie zauważyli. Ukłony JMF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *