Czego boi się Mark Zuckerberg?

chat-dymki
2

W wystąpieniu na zakończenie roku akademickiego 2016/2017-w najstarszym uniwersytecie Ameryki, Harwardzie, absolwent tej uczelni, twórca jednego z największych osiągnięć komercyjnych ostatnich 10 lat, zamiast podzielić się ze studentami tajemnicą swego sukcesu i zachęcić ich, by poszli w jego ślady, potępił system, który mu go umożliwił, namawiając absolwentów tej niewątpliwie najbardziej wpływowej instytucji akademickiej Stanów Zjednoczonych, by potępili wyścig do gwiazd na rzecz zaniechania aspiracji i marzeń o wielkości i bogactwie i zastąpili go zbiurokratyzowanym systemem jałmużny wypłacanej przez rząd za to, że się żyje.

Zuckerberg dał młodym harwardczykom wyraźnie do zrozumienia, że system, w domyśle kapitalizm, który jemu umożliwił zarobienie w ciągu 10 lat kilkudziesięciu miliardów dolarów jest zły i niesprawiedliwy, dlatego proponuje zgromadzonym absolwentom, aby dali sobie spokój i zamiast sięgania po sukces zajęli się z zbijaniem bąków, mając pewność, że biurokracja rządowa zapewni im stały, pewny, a przede wszystkim równy dochód.

Założyciel i prezes fejsbuka nie tylko nie stanął na wysokości zadania i nie powiedział tego, czego oczekuje od niego świat, lecz pokazał nam środkowy palec, dając do zrozumienia, że najlepiej będzie jeśli zostawią go w spokoju i przestaną myśleć o tak absurdalnych i szkodliwych sprawach, jak kolejny start-up, portal społecznościowy, czy inna inicjatywa, która mogłaby zburzyć istniejący status quo, i nie daj Boże, wysadzić Zuckerberga z fotela uprzywilejowanych krezusów.

Przecież gdyby rzeczywiście martwiła go nierówność mógłby bez problemu rozdać swoje miliardy zadłużonym po uszy absolwentom Yale, Columbia, czy Illinois State University, zakasać z nimi rękawy i zająć się tworzeniem nowych miliardów dla innych dłużników. w kolejnych przedsięwzięciach współczesnego biznesu. Do tego, żeby rozpocząć walkę o wyrównywanie różnic między ludźmi, czyli tego, czego domaga się Mark Zuckerberg nie trzeba wcale zmuszać reszty ludzi, aby żyli na rzecz innych. Przecież Samuel Guggenheim, kiedy zapragnął stworzyć fundację dla wspierania artystów i ludzi sztuki, nie domagał się opodatkowania reszty obywateli, lecz oddał swój własny majątek i stworzył Fundację Guggenheimów.

Każdy człowiek robi raczej to, co woli robić, niż coś innego, co woli robić mniej.

Na podstawie tego, co robi, można wręcz dedukować, jak wysoko na skali jego wartości stoi to, co uczynił. Preferencja, czyli wybór ujawniony przed innymi działaniami jest dowodem tego, że „tego” właśnie chcemy, bo to cenimy najwyżej. Zuckerberg też taki robi. On najbardziej ceni sobie swój majątek, bo gdyby tak nie było, postąpiłby jak Guggenheim czy Adam Chmielowski (późniejszy św. Albert) i oddał majątek innym. To, że co innego robi, a z czego innego chce być znany dowodzi tylko powyższej tezy. Kreując się na sprawiedliwego i szczodrego chce nie tylko uśpić czujność potencjalnych konkurentów, ale na dodatek, wszystkim tym zawistnym nieudacznikom, którzy każdego dnia mierzą indeksy rozpiętości dochodów, domagając się nasilenia walki z nierównością, chce pokazać że on, multimiliarder jest po ich stronie. Że dąży do sprawiedliwości, czyli do tego, żeby wszyscy ludzie byli tacy sami. Zarabiali tyle samo. Myśleli to samo. I byli jednakowo biedni.

Czyż to nie jest właśnie idea państwa opiekuńczego?

Kiedy ta szarańcza nieudaczników ruszy na barykady, Zuckerbergowi włos z głowy nie spadnie. Będą mu przecież pamiętać, że to swój gość, bo wtedy na Harwardzie stanął po ich stronie. Nie on pierwszy, nie ostatni. Na podobny pomysł, w tej samej sprawie i intencji, wpadli już wcześniej starsi koledzy miliarderzy: Warren Buffett, Bill Gates, George Soros, rodziny Rockefellerów, Rothschildów i wielu innych bogatych do obrzydzenia, którzy domagają się podniesienia podatków dochodowych, i spadkowych, wiedząc dobrze, że ani jednych, ani drugich sami nie płacą, a cała ta chucpa ma być mydleniem oczu maluczkich, którzy opodatkowani do bielizny, nawet do Dnia Sądu Ostatecznego nie zagrożą wielkim tego świata.

Mimo iż lewica amerykańska i nie tylko amerykańska krztusi się z zachwytu nad mądrością prezesa FB, ani jedno słowo Zuckerberga z tej mowy nie jest prawdziwe. Trudno się przecież spodziewać, że ten błyskotliwy młody człowiek nie wie, iż aby rozdawać trzeba najpierw zarobić, czyli mieć z czego dawać. To, że nie zatrzymał się w swym przemówieniu na sekundę, by przedstawić to czego nie widać, czyli stronę podażową swego modelu było rezultatem konstatacji, że takiej możliwości nie ma. Kto jak kto, ale Mark dobrze wie, że w realnym świecie tylko garstka zgodzi się zarabiać miliardy i poświęcać je na ołtarzu wyrównywania szans i redystrybucji. Zuckerberg dobrze wie, że ludzie chcą bogactwa dla siebie. Świadczy o tym chociażby historia Facebooka, w której roi się od aktów chciwości, zachłanności i zwykłej ambicji, bez których przedsięwzięcie to skończyłoby tak, jak „Nasza klasa” czy „gadu gadu”.
A może Zuckerberger naprawdę nie zna się na ekonomii i myśli, że jest ona grą o sumie zero?

Może nie wie, że bogactwo jednego przedsiębiorcy nie powstaje kosztem innych ludzi, lecz wręcz tym ludziom pomaga. To, że sam został miliarderem zawdzięcza temu, że podatki i redystrybucja są w Ameryce dla inwestorów i ludzi sukcesu łaskawe. W przeciwnym razie, ani Peter Thiel, ani Bill Gates, ani Carl Icahn, czy John Chisholm nie zainwestowaliby swoich milionów w fejsbuka i nie przynieśli miliardów Zuckerbergowi – zarabiając sami, przy okazji, krocie. To, że genialny Zuckerberg został miliarderem było możliwe dlatego, że żaden inny cwaniak nie przekonał jeszcze Amerykanów, by wprowadzili uniwersalny dochód dla każdego. To, że w Polsce miliarderów jest tak niewielu, a wciąż tak wielu średniaków i biedniaków, jest właśnie skutkiem ideowej czujności zawistników, którzy – pod pozorem walki o sprawiedliwość społeczną – utrudniają innym bogacenie się.

Nikt nie zabraniał Zuckerbergowi zostać miliarderem, niech i on nie zabrania innym, bo to nie fair. Niech nam nie odbiera szansy, z której sam mógł skorzystać.

Jan M Fijor

Milionerstwo.pl

janekbanner36

 

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Dbx pisze:

    Na szczęście internet to takie miejsce, gdzie co pare lat następuje przetasowanie. Po roku 2010 upadła praktycznie hegemonia Microsoftu, upadnie również hegemonia Google i Facebook’a. Oni oczywiście to wiedzą i bronią się jak mogą, ale im większe wprowadzają bariery dla mniejszych graczy, im bardziej starają się legislacyjnie podporządkować sobie net, tym bardziej będzie ich bolał upadek.

  2. Michał Mikulski pisze:

    W moim odczuciu Marek Cukrowagóra i Fejsbuk jako tako, na chwile obecną, są największym orędownikiem NWO. Może nieco podprogowo i delikatnie, ale postępująca cenzura treści innych niż myśl przewodnia, promocja tylko i wyłącznie teoretycznej „równości” (równości równiejszej i mniej równej) i w końcu szerzenie wizji jednego świata bez granic to mocny, globalistyczny front. Mocny, ponieważ dotyka miliarda ludzi, jest przykryty uśmieszkami, selfie, znajomymi, grupami, wydarzeniami itp. Zgodzę się z kolegą Dbx, że to sinusoida i dla Facebook’a nadejdą gorze dni. Ale kierunek, obrany odgórnie, a realizowany przez FB, jest mocno niepokojący.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *