Cena strachu cz. 2

W Pol­sce można bez więk­szego trudu kupić dom/mieszkanie/ziemię nie pła­cąc pro­wi­zji pośred­ni­kowi, który dla nas pra­co­wał. Można prze­jąć dom/mieszkanie czy inną nie­ru­cho­mość nie pła­cąc za nią nic, albo pra­wie nic. Potem można ją oku­po­wać bez­kar­nie przez kilka lat, nie pono­sząc z tego tytułu żad­nych poważ­niej­szych kon­se­kwen­cji. Można też jedno miesz­ka­nie sprze­dać kilku róż­nym nabyw­com, od każ­dego inka­su­jąc cięż­kie pie­nią­dze i jeśli kupu­jący nie są wystar­cza­jąco sprytni i zamożni, można się za ich pie­nią­dze nie­źle urzą­dzić na Bora Bora, albo jakiejś innej uro­czej wysepce Połu­dnio­wego Pacy­fiku, byle nie nale­żała do któ­re­goś z kra­jów Unii Europejskiej.

Jeśli ma się pecha, bo aku­rat księgi wie­czy­ste mają zale­gło­ści, albo poprzed­nia „pani sekre­tarka” nie miała dosyć skru­pu­lat­no­ści, można kupić nie­ru­cho­mość, która nie ist­nieje, albo sprze­dać komuś nie swój dom.

Hara­cze i monopole

Tak, pol­ski rynek nie­ru­cho­mo­ści, mimo całej swej opre­syj­no­ści podat­ko­wej, mimo zdo­mi­no­wa­nia go przez setki regu­la­cji, zaka­zów i naka­zów ogra­ni­cza­ją­cych prawo wła­sno­ści na rzecz pań­stwa jest jed­nym wiel­kim polem mino­wym. Aż dziw, że tak wielu udaje się przez nie przejść bez utraty człon­ków. Inna sprawa, za co pań­stwo bie­rze od każ­dego z nas haracz w wyso­ko­ści 2 pro­cent war­to­ści nie­ru­cho­mo­ści. Za sys­tem, jaki stwo­rzyło i któ­rego tak skrzęt­nie chroni, powinno każ­demu z nas pła­cić wyso­kie odszko­do­wa­nia.
W poprzed­nim odcinku (Cena stra­chu I) poru­szy­li­śmy pro­blem opłat nota­rial­nych, w tym taksy nota­rial­nej, a zwłasz­cza zmian w opła­tach zapro­po­no­wa­nych przez poprzed­nią ekipę. Jed­nakże pro­ble­mem pol­skiego rynku obrotu nie­ru­cho­mo­ściami nie są wyso­kie taksy nota­rialne, fik­so­wa­nie cen przez samo­rząd zawo­dowy nota­riu­szy, czy nawet sztuczne utrud­nie­nia przy licen­cjo­no­wa­niu nowych nota­riu­szy, co jest naj­częst­szym powo­dem ataku na nota­riat, lecz sank­cjo­no­wany przez pań­stwo mono­pol na obo­wiąz­kowe nota­ry­zo­wa­nie trans­ak­cji kupna/sprzedaży nie­ru­cho­mo­ści.
Zamiast usta­lać mak­sy­malną wyso­kość stawki nota­rial­nej, czy zasady jej pobie­ra­nia, rząd powi­nien wpro­wa­dzić wolną grę cenową. Tak jak kino czy teatr może w spo­sób nie­skrę­po­wany dyk­to­wać swoje ceny, tak i nota­riusz ma prawo żądać tyle, ile zechce. O ile jed­nak z kina – jeśli jest z byt dro­gie lub brudne — możemy zre­zy­gno­wać, o tyle mamy obo­wią­zek z usług nota­riu­sza korzy­stać pod rygo­rem nie­waż­no­ści trans­ak­cji. I to jest chore!
Ist­nieje sze­reg oko­licz­no­ści, w któ­rych lega­li­za­cja doku­mentu może być wystar­cza­jąco dobrze i pew­nie doko­nana przez kogoś innego, niż nota­riusz. Lega­li­za­cji mógłby doko­nać adwo­kat, radca prawny, czy nawet zaufany czło­nek rodziny, jed­nakże nie wolno mu tego zro­bić, bo usta­wo­dawca udzie­lił wyłącz­no­ści nota­riu­szom. Dla­czego aku­rat im? Nie wia­domo. For­mal­nie mówi się o ochro­nie facho­wo­ści, pro­fe­sjo­na­li­zmie, gwa­ran­cjach i porządku. Życie uczy jed­nak, że nie­któ­rym nota­riu­szom nie tylko do facho­wo­ści, ale także do uczci­wo­ści czy rze­tel­no­ści wiele bra­kuje. Bra­łem udział w maso­wej sprze­daży kil­ku­dzie­się­ciu miesz­kań od dewe­lo­pera. Wszyst­kie zostały nota­ry­zo­wane tego samego dnia, przez jed­nego nota­riu­sza i wszyst­kie, zgod­nie z zało­że­niami mono­polu nota­rial­nego, to jest fachowo.
Rekor­dzi­ści potra­fią nota­ry­zo­wać do 100 aktów sprzedaży/kupna w ciągu pię­ciu godzin, bo rzadko które biuro nota­rialne czynne jest dużej. Czy na pewno można tu mówić o rze­tel­no­ści i odpo­wie­dzial­no­ści za to co się robi?

Kon­se­kwen­cje

Podej­rze­wam, że jedy­nym praw­dzi­wym powo­dem wspo­mnia­nego mono­polu jest wygoda rządu, który – w zamian za udzie­lony przy­wi­lej wyłącz­no­ści – ma rze­tel­nego i dar­mo­wego poborcę podat­ko­wego. Nikt tego ofi­cjal­nie nie potwier­dzi, ale policzmy: milion trans­ak­cji rocz­nie razy 2 pro­cent (opłata cywilno –prawna) to ekwi­wa­lent 20 tysięcy nie­ru­cho­mo­ści. Zakła­da­jąc śred­nią war­tość trans­ak­cji na pozio­mie ok. 200 tysięcy zło­tych, mamy 4 miliardy zło­tych, a więc ok. 20 pro­cent cało­ści wpły­wów z PIT. Gdyby doli­czyć do tego podatki pła­cone przez nota­riu­szy od taksy nota­rial­nej, a także straty pono­szone z obu tytu­łów (taksa nota­rialna plus opłata cywilno-prawna) przez podat­nika, a zwłasz­cza zawy­żone na sku­tek podatku ceny nie­ru­cho­mo­ści, można mówić o poważ­nym pro­ble­mie gospo­dar­czym. Wyso­kie opłaty to jed­nak nie wszystko, znacz­nie poważ­niej­szymi kon­se­kwen­cjami mono­polu nota­rial­nego jest:

a. niska jakość usług;
b. brak jasnej odpo­wie­dzial­no­ści za wyko­nane usługi.

Bez względu na kry­te­ria przyj­mo­wa­nia do zawodu, bez względu na poziom zawo­dowy i moralny, każdy mono­pol bez wyjątku obniża poziom wyko­ny­wa­nych obo­wiąz­ków. Mono­pol pry­watny, pod ochroną rządu, jest pod tym wzglę­dem naj­gor­szy. Brak kon­ku­ren­cji plus wytyczne samo­rządu zawo­do­wego pod­no­szą koszt (cenę) usług nota­rial­nych. Jakie­kol­wiek mani­pu­la­cje cenowe, do czego zmie­rzał mini­ster Zio­bro niczego nie zmie­nią. Już dziś bywają dni i tygo­dnie, w cza­sie któ­rych nie ma szans na zna­le­zie­nie wol­nego ter­minu na akt nota­rialny. Mam na myśli akty zwią­zane z trans­ak­cją nabycia/sprzedaży nie­ru­cho­mo­ści, bo inne, zwią­zane z lega­li­za­cją doku­men­tów biz­ne­so­wych, audy­tami etc. ogra­ni­cze­niom ceno­wym nie pod­le­gają, stąd chęt­niej są wyko­ny­wane. I trudno się nota­riu­szom dzi­wić. Zresztą pie­nią­dze z nie­ru­cho­mo­ści im nie uciekną. Wszak alter­na­tywy nie ma. Każda trans­ak­cja na rynku nie­ru­cho­mo­ści musi zostać usta­wowo „zale­ga­li­zo­wana” przez nota­riu­sza.
Teo­re­tycz­nie mógł­bym kupić działkę czy dom od Iksiń­skiego bez aktu nota­rial­nego, znamy się, wie­rzę mu, są to w końcu moje pie­nią­dze, lecz usta­wo­dawca (w tro­sce o mój inte­res?) mi tego zaka­zał. Abym mógł trans­ak­cję zare­je­stro­wać muszę mieć akt nota­rialny! Przy­go­to­wa­niem aktu zaj­muje się nota­riusz. On (ona) go uwie­rzy­tel­nia, reje­struje – sło­wem lega­li­zuje. Usta­wo­dawca udzie­lił nota­riu­szom przy­wi­leju wyłącz­no­ści, pozba­wia­jąc kon­su­men­tów wyboru. Pomi­ja­jąc zasad­ność takiego przy­wi­leju, chciał­bym wska­zać kilka alter­na­tyw­nych usług pro­wa­dzą­cych do lega­li­za­cji trans­ak­cji kupna/sprzedaży nie­ru­cho­mo­ści — pro­ściej, taniej, a przede wszyst­kim z zacho­wa­niem kon­ku­ren­cji, bez któ­rej ist­nie­nia żadne racjo­nalne gospo­da­ro­wa­nie nie ma sensu.

Jan M. Fijor
„Kurier Finan­sowy” 2008-04-14

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 1

  1. ltu pisze:

    Swięte słowa, podob­nie jest z przy­mu­sem posia­da­nia przez firmę konta ban­ko­wego. Bo bank to też dar­mowy poborca i „stra­znik Teksasu”

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*