Cena strachu cz. 3

Do reje­stra­cji, a ści­ślej do lega­li­za­cji każ­dej trans­ak­cji na rynku nie­ru­cho­mo­ści, potrzebny jest akt nota­rialny. Bez niego kupno, sprze­daż, dzier­żawa czy inne czyn­no­ści prawne są nie­ważne. Taki obo­wią­zek narzuca pol­skie prawo. Teo­re­tycz­nie zostało ono pomy­ślane tak, aby zapew­nić bez­pie­czeń­stwo obrotu na rynku nie­ru­cho­mo­ści, w prak­tyce jed­nak bywa różnie…

Kasa na lodzie

Wpraw­dzie coraz więk­sza ilość trans­ak­cji odbywa się dziś przy pomoc kre­dytu ban­ko­wego, Polacy wciąż chęt­nie posłu­gują się gotówką. Kre­dyt jest skom­pli­ko­wany, sporo kosz­tuje, trudno go uzy­skać, a poję­cie lewa­ro­wa­nia nie weszło nam jesz­cze w krew. To kilka głów­nych przy­czyn, dla któ­rych wielu z nas woli kupo­wać nie­ru­cho­mo­ści za gotówkę niż na raty. Doty­czy to zwłasz­cza par­cel ziem­skich, ale nie tylko.
O ile trans­ak­cja ban­kowa zabez­pie­czona jest auto­ry­te­tem kre­dy­to­dawcy, o tyle han­del gotów­kowy nie­sie ze sobą spore ryzyko. Oto typowa scena zakoń­cze­nia trans­ak­cji gotów­ko­wej kupna/sprzedaży nie­ru­cho­mo­ści w dużym pol­skim mie­ście. Pan nota­riusz wstaje, podaje stro­nom rękę, gra­tu­luje, wrę­cza­jąc akty nota­rialne i mówi mniej wię­cej tak:

- A teraz uda­cie się pań­stwo do banku, gdzie pan — tu pan/pani nota­riusz wska­zuje na Kupu­ją­cego – prze­każe pań­stwu resztę pie­nię­dzy za zaku­pione miesz­ka­nie. Strony udają się w kie­runku banku i…
Załóżmy, że w dro­dze do banku pan Kupu­jący znika, nie płaci „reszty” i co wtedy? A no wtedy strona sprze­da­jąca ma prawo doma­gać się auto­ma­tycz­nej egze­ku­cji z tzw. para­grafu 777, jeśli jed­nak – jak uczy­nił mój przy­ja­ciel z Pozna­nia — popeł­niła błąd i wydała stro­nie kupu­ją­cej klu­cze do miesz­ka­nia, zanim doszło do pod­pi­sa­nia aktu nota­rial­nego, będzie się włó­czyć po sądach latami, aby swoją wła­sność odzy­skać. Teo­re­tycz­nie nigdy jej nie stra­ciła, ale obo­wią­zu­jący sys­tem jej takiej gwa­ran­cji nie dał. Pomimo iż pań­stwo poli­czyło jej przy zamknię­ciu trans­ak­cji aż 2 pro­cent war­to­ści nie­ru­cho­mo­ści, nie­wiele mniej zażą­dał urząd nota­rialny, traci czas, nerwy i dodat­kowe pie­nią­dze. Sys­tem, który nas wsa­dził na minę, pozo­sta­wia nas na lodzie.
Przy­kład jest skrajny, to prawda, ale czyż fał­szy­wo­ści twier­dze­nia nie wery­fi­kuje się poprzez poda­nie jed­nego jedy­nego przy­padku sto­ją­cego z nim w nie­zgo­dzie? Jeśli w pra­wie jest luka, natych­miast znajdą się chętni do jej wyko­rzy­sta­nia. I znaj­dują się, aż dziw bie­rze, że tak rzadko.

Cudze chwa­li­cie

Skoro jed­nak lega­li­za­cja trans­ak­cji jest tak kosz­towna (jej koszt docho­dzi nie­kiedy do 10 pro­cent ceny nie­ru­cho­mo­ści), to może za te pie­nią­dze nale­ża­łoby ją zabez­pie­czyć tak, aby nie docho­dziło nawet do spo­ra­dycz­nych oszustw. Zaprzy­jaź­niony nota­riusz zgo­dził się z moją oceną, uważa jed­nak, że nie ma o co kru­szyć kopii. Wystar­czy prze­cież, że nota­riusz nie wyda aktu kupna/sprzedaży do czasu wyko­na­nia prze­lewu czy wpłaty gotów­ko­wej od kupu­ją­cego i ryzyka nie ma. To prawda, ale nawet takie „ręczne” zabez­pie­cze­nie nie gwa­ran­tuje pew­no­ści. Prze­lew można sfin­go­wać, gotówka jest nie­wy­godna, jedna ze stron może być w zmo­wie z nota­riu­szem. To nie jest wła­ściwa metoda zabez­pie­cze­nia, zwłasz­cza, że nie gwa­ran­tuje jej prawo, lecz co naj­wy­żej pomy­sło­wość nota­riu­sza.
No, tak, twier­dzą eks­perci od obrotu nie­ru­cho­mo­ściami, na któ­rych opi­nii bazują poli­tycy, prze­cież w podobny spo­sób postę­puje się w innych kra­jach. Nie jest to jed­nak żaden argu­ment. Na nie­do­god­no­ści prawa skarżą się prze­cież nie tylko Polacy, Niemcy, Szwe­dzi czy Fran­cuzi też. Zwłasz­cza, że gros roz­wią­zań praw­nych doty­czą­cych tak reje­stra­cji, jak i lega­li­za­cji trans­ak­cji na rynku nie­ru­cho­mo­ści powstało w Euro­pie w cza­sach, kiedy nie pano­wała tu jesz­cze wol­ność gospo­dar­cza, lecz domi­no­wał sys­tem feu­dalny, w któ­rym górę brała siła, wpływy, stan uro­dze­nia, a nie prawo, spra­wie­dli­wość czy choćby wygoda malucz­kich. Z powyż­szych wzglę­dów wzo­ro­wa­nie się na roz­wią­za­niach praw­nych z Nie­miec czy Holan­dii także jest ryzy­kowne. Jeśli już mamy się na kimś wzo­ro­wać, to wyłącz­nie na Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Tam prawo roz­wi­jało się rów­no­cze­śnie z ryn­kiem i wol­no­ścią gospo­dar­czą i nie było obar­czone ani wpły­wami monar­chi­stycz­nymi, ary­sto­kra­tycz­nymi, ani poli­tycz­nymi. Poza tym kon­sty­tu­cja ame­ry­kań­ska, jak żadna inna ustawa zasad­ni­cza, daje gwa­ran­cje wła­sno­ści i zobo­wią­zuje pań­stwo do ich ochrony.
Ponie­waż sto­sun­kowo nie­wielu Pola­ków miało oka­zję przyj­rze­nia się trans­ak­cji kupna/sprzedaży nie­ru­cho­mo­ści w Sta­nach Zjed­no­czo­nych pozwolę sobie zwró­cić uwagę na jej zasad­ni­cze fazy i fazy te opi­sać.
Trans­ak­cji gotów­ko­wych jest tam co prawda nie­wiele, ich udział waha się od 5 – 8 pro­cent, czyli znacz­nie mniej niż u nas. Jed­nakże ostat­nio – zwłasz­cza w sytu­acjach kry­zy­so­wych, jak ostat­nio – rośnie liczba trans­ak­cji, w któ­rych stroną finan­su­jącą nie jest uprzy­wi­le­jo­wany i pro­fe­sjo­nalny bank, lecz np. strona sprze­da­jąca – pry­watny wła­ści­ciel nie­ru­cho­mo­ści. A takie trans­ak­cje odby­wają się w spo­sób ana­lo­giczny do trans­ak­cji gotówkowych.

Reme­dium

Bez względu na rodzaj trans­ak­cji i spo­sób jej finan­so­wa­nia, wpłata gotów­kowa – czy to na eta­pie wpłaty gwa­ran­tu­ją­cej dobrą wolę kupu­ją­cego (ear­nest money) czy pie­nię­dzy sta­no­wią­cych wpłatę wła­sną (down pay­ment) odbywa się za pośred­nic­twem konta neu­tral­nego, zwa­nego także w Pol­sce „kon­tem escrow”. Jest to konto neu­tralne, na któ­rym pie­nią­dze nie należą do żad­nej ze stron. Ich powier­ni­kiem jest adwo­kat pro­wa­dzący trans­ak­cję. Zwy­kle jest to adwo­kat strony sprze­da­ją­cej, bo jej jest do tych pie­nię­dzy ‘bli­żej”, jed­nakże escrow – za pośred­nic­twem banku, w któ­rym konto jest otwarte — kon­tro­lo­wane jest przez sąd. Nikomu, bez przed­sta­wie­nia odpo­wied­nich doku­men­tów trans­ak­cyj­nych nie wolno wyco­fać pie­nię­dzy z escrow. Bez­prawne naru­sze­nie escrow pociąga za sobą dotkliwe skutki prawne; bank mógłby otrzy­mać zakaz pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści, adwo­kat stra­cić prawo wyko­ny­wa­nia zawodu, naj­gor­sze jest jed­nak to, że zarówno bank, jak i adwo­kat musie­liby wyrów­nać ewen­tu­alne straty stro­nom trans­ak­cji, dla któ­rej konto escrow jest gwarancją.

Uwaga:

W Sta­nach Zjed­no­czo­nych, w prze­ci­wień­stwie do archa­icz­nej Europy, nota­riu­sza – w zna­cze­niu zawo­do­wego praw­nika, posia­da­ją­cego odrębną licen­cję — wła­ści­wie nie ma. Nota­riusz publiczny jest w Ame­ryce osobą pry­watną, która pod­dała się przy­się­dze na flagę i kon­sty­tu­cję, dzięki czemu otrzy­mała przy­wi­lej nota­ry­zo­wa­nia pew­nych doku­men­tów. Ponie­waż przy­wi­lej ten udzie­lany jest w spo­sób dość tole­ran­cyjny, trudno aby taki nota­riusz lega­li­zo­wał trans­ak­cje, w któ­rych w grę wscho­dzą setki tysięcy czy miliony dola­rów. Tym zaj­mują się inne insty­tu­cje, o czym napi­szemy w kolej­nym odcinku Ceny stra­chu.

Jest jesz­cze jedna ważna róż­nica. Ame­ry­kań­ski sys­tem ban­kowy wciąż ope­ruje cze­kami. Czek jest nie­kiedy mniej wygodny od prze­lewu elek­tro­nicz­nego, ma jed­nak tę zaletę, że nie­sie z sobą opóź­nie­nie w cza­sie mię­dzy doko­ny­waną wpłatą a jej skut­kiem finan­so­wym. Innymi słowy, czek nabiera cha­rak­teru gotówki w momen­cie, gdy wia­domo, że ma pokry­cie na kon­cie i jego wła­ści­ciel nie doko­nał wstrzy­ma­nia wypłaty. W Pol­sce cze­ków prak­tycz­nie nie ma, dla­tego potrzeba zabez­pie­cze­nia wpłaty gotów­ko­wej stron jest nawet więk­sza. Tym bar­dziej, że nic nie sto na prze­szko­dzie, aby zasto­so­wać metodę ame­ry­kań­ską. Konta escrow są u nas znane i nie­kiedy sto­so­wane. Pro­blem w tym, że z jakichś tajem­ni­czych wzglę­dów są one bar­dzo kosz­towne w obsłu­dze i z tego powodu więk­szość nota­riu­szy z nich rezy­gnuje na rzecz tego, co opi­sa­li­śmy na wstę­pie. Nie udało mi się co prawda dociec przy­czyn tej dro­ży­zny – w Sta­nach Zjed­no­czo­nych jest to wyda­tek rzędu kilku dola­rów w prze­li­cze­nie na trans­ak­cję – podej­rze­wam jed­nak, że jak to zwy­kle u nas, jest nią mie­sza­nina igno­ran­cji i aro­gan­cji. Nota­riu­szom się nie chce, a ban­kom nie zależy.
Brak konta escrow to w całej trans­ak­cji kupna/sprzedaży dro­biazg, sta­wia on jed­nak jakość pro­ce­dury, jak i sto­su­nek „sys­temu” do kon­su­menta pod zna­kiem zapy­ta­nia. Może też być źró­dłem nie­po­trzeb­nych strat, bała­ganu i nie­wy­gody. Takich zja­wisk w obro­cie nie­ru­cho­mo­ściami jest u nas dużo więcej.

Wsa­dzeni na minę
Jan M. Fijor
„Kurier Finan­sowy” 2008-06-11

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 2

  1. Mali pisze:

    Ale prze­cież nota­riu­sze odpo­wia­dają całym swoim mająt­kiem za błedy, a po dru­gie w akcjie jest zapis że akt staje się ważny w momen­cie otrzy­ma­nia prze­lewu z banku czy bez­po­śred­nio od kupu­ją­cego. Więc jak to jest?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Ma pan racje, ale odpo­wie­dzial­nosc nota­riu­sza trzeba wywal­czyc w sadzie (nie jest auto­ma­tyczna), a poza tym, co z tego, że akt jest nie­wa­zny, skoro nie­uczci­wego „nabywce” trzeba eks­mi­to­wac latami, wyda­jac na to w sadzie mase pie­nie­dzy. Ukłony Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*