Chłopiec do bicia

Pre­mier układa się ze związ­kow­cami poza ple­cami pra­co­daw­ców, pre­zy­dent stra­szy tych ostat­nich nowymi, wyso­kimi karami za naru­sze­nie prawa pracy. Jeśli gesty te nie są ele­men­tem kam­pa­nii przed­wy­bor­czej, los przed­się­bior­ców, a tym samym przy­szłość pol­skiej gospo­darki maluje się w czar­nych bar­wach. Tak się dzieje wtedy, gdy u steru wła­dzy stoją ludzie, któ­rzy ani jed­nego dnia w życiu nie prze­pra­co­wali „na swoim”.

Sta­tus quo

Igno­ro­wa­nie inte­resu pra­co­daw­ców czy kara­nie ich przez wła­dzę ma w Pol­sce długą histo­rię, się­ga­jącą zara­nia PRL. Pod tym wzglę­dem rządy PiS i koali­cjan­tów nie wnio­sły nic nowego. Ludzi biz­nesu, a więc de facto pra­co­daw­ców, trak­tuje się u nas jak prze­stęp­ców, lub kan­dy­da­tów na nich. Insty­tu­cją chro­niącą masy przed tymi szkod­ni­kami są poli­tycy. Takie sta­wia­nie sprawy spo­tyka się ze zro­zu­mie­niem mas wybor­ców, któ­rzy w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści są pra­cow­ni­kami najem­nymi.
Z jed­nej więc strony mamy przed­się­biorcę – szkod­nika, krwio­pijcę i wyzy­ski­wa­cza, z dru­giej zaś dobro­czynne pań­stwo. Dla­tego nikogo spe­cjal­nie nie mar­twi upa­dłość tej czy innej firmy pry­wat­nej. Na pyta­nie: co się sta­nie z pra­cow­ni­kami zakładu XYZ z chwilą uni­ce­stwie­nia jego wła­ści­ciela, odpo­wiedź brzmi: otrzy­mają zasi­łek ze skarbu pań­stwa. Następ­nego pyta­nia: skąd skarb pań­stwa bie­rze na to pie­nią­dze, już pra­wie nikt nie zadaje.
W ten spo­sób rosną rze­sze bior­ców ze skarbu pań­stwa (pra­cow­ni­ków), a maleją daw­ców (pra­co­daw­ców). Tak działo się w PRL, tak dzieje się w IIIIV RP. Coraz wię­cej przed­się­bior­ców z wła­snego biz­nesu rezy­gnuje. Efek­towny spa­dek wskaź­ni­ków bez­ro­bo­cia, jaki notuje ostat­nio GUS, nie jest wyni­kiem two­rze­nia nowych miejsc w kraju, lecz raczej zagra­nicą.
Zamiast ten sche­mat myślowy zmie­niać, wła­dza stara się wygrać odwieczny kon­flikt inte­re­sów mię­dzy ludźmi przed­się­bior­czymi, aktyw­nymi, gospo­dar­nymi i pra­co­wi­tymi, a bier­nym, czę­sto mier­nym, ale za to wier­nym elek­to­ra­tem tzw. mas pra­cu­ją­cych. Nie­wielu poli­ty­ków potrafi powie­dzieć rzą­dzo­nemu naro­dowi prawdę w oczy.

Utra­pie­nie

Ktoś, kto nigdy nie pro­wa­dził wła­snej firmy nie ma bla­dego poję­cia przed jakimi pro­ble­mami staje przed­się­biorca, czyli pra­co­dawca. Nawet w kra­jach o sto­sun­kowo dużym zakre­sie wol­no­ści gospo­dar­czej i niskim stop­niu inter­wen­cjo­ni­zmu pań­stwa w gospo­darkę (USA, nie­kiedy Austra­lia, Taj­wan, Hong­kong) pro­ble­mów nie bra­kuje. Nie dość, że przed­się­biorca ma na karku bez­względ­nych kon­ku­ren­tów kra­jo­wych i zagra­nicz­nych, nie­rze­tel­nych kon­tra­hen­tów, nie pła­cą­cych w ter­mi­nie i wiecz­nie gry­ma­szą­cych klien­tów, krnąbr­nych albo leni­wych współ­pra­cow­ni­ków i pod­wład­nych, cykle koniunk­tu­ralne, kry­zysy glo­balne, banki, klę­ski żywio­łowe i inne dopu­sty Boże, musi się uże­rać ze związ­kami, zawo­do­wymi, kon­tro­le­rami inspek­cji pracy, urzę­dami skar­bo­wymi, zakła­dem ubez­pie­czeń spo­łecz­nych, sta­ty­styką, regu­la­cjami unij­nymi, poli­cją trans­por­tową, urzę­dem ochrony kon­su­menta i dzie­siąt­kami innych insty­tu­cji kon­tro­lu­ją­cymi dzia­łal­ność gospo­dar­czą.
Roman Klu­ska przy­po­mniał kie­dyś, że kiedy pod koniec lat 1980. uru­cha­miał Opti­musa, dzia­łal­no­ścią gospo­dar­czą „rzą­dziły” w Pol­sce cztery ustawy: prawo han­dlowe, o dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej, podat­kowe i prawo pracy. Dzi­siaj takich ustaw jest ponad 200! Z infor­ma­cji gro­ma­dzo­nych przez Kon­fe­de­ra­cję pra­co­daw­ców Pol­skich wynika, że prze­ciętny (czyli zatrud­nia­jący od 10 –20 osób) wła­ści­ciel pol­skiej firmy pry­wat­nej, ponad 70 proc,. swego czasu pracy (śred­nio 56 godzin tygo­dniowo) i ener­gii prze­zna­cza na dzia­ła­nia zwią­zane ze speł­nia­niem wymo­gów regu­la­cji.
A gdzie pro­duk­cja, tech­no­lo­gia, inno­wa­cyj­ność, kon­trola finan­sów firmy, poli­tyka cenowa, tro­ska o wzrost wydaj­no­ści pracy, poszu­ki­wa­nie pie­nię­dzy, zatrud­nia­nie new­ral­gicz­nych spe­cja­li­stów, mar­ke­ting, poszu­ki­wa­nie klien­tów, sprze­daż, rekla­ma­cje czy obsługa kon­su­menta? Czy trzeba się dzi­wić, że przy takim obcią­że­niu pol­ska gospo­darka — poza rol­nic­twem, rze­mio­słem i prze­my­słem mon­ta­żo­wym, a więc dzia­łami, które swoje triumfy świę­ciły 200 lat temu — jest wła­ści­wie nie kon­ku­ren­cyjna. Nie zapo­mi­najmy też, że przed­się­biorca, zanim stwo­rzył swój biz­nes, musiał wyło­żyć na niego swoje ciężko zaro­bione pie­nią­dze. Nie trudno teraz zro­zu­mieć, dla­czego coraz wię­cej ludzi przed­się­bior­czych wyjeż­dża zagra­nicę, staje się ren­tie­rami, prze­cho­dzi na pra­cow­ni­ków najem­nych, albo nagmin­nie prze­cho­dzi do sfery budże­to­wej, by żyć na koszt tych naiw­nych, któ­rym się jesz­cze chce ryzy­ko­wać i walczyć.

Zbędne prawo

Prawo pracy, któ­rego spe­cja­li­stą jest pan pre­zy­dent, to relikt prze­szło­ści mark­si­stow­sko — leni­now­skiej, kiedy to przed­się­biorca pry­watny postrze­gany był jako wyzy­ski­wacz i krwio­pijca. Nie dość, że jest ono kosz­towne i nikomu, prócz poli­ty­kom i orga­nom ści­ga­nia, nie służy, to na doda­tek ma fatalne reper­ku­sje gospo­dar­cze. Ogra­ni­cza swo­bodę gospo­da­ro­wa­nia, wypiera znacz­nie bar­dziej efek­tywny wolny rynek, demo­ra­li­zuje, a przede wszyst­kim pod­nosi cenę pracy, co m.in. pro­wa­dzi się do powsta­wa­nia bez­ro­bo­cia. Nie popeł­nię błędu jeśli napi­szę, że likwi­da­cja prawa pracy dopro­wa­dzi­łaby w krót­kim cza­sie do spadku bez­ro­bo­cia w Pol­sce o połowę.
Prawo pracy pomy­ślane zostało jako forma ochrony pra­co­bior­ców przed samo­wolą pra­co­daw­ców. Pamię­tajmy jed­nak, że wystar­cza­jąco dobrej ochrony, bez bala­stu zbęd­nej biu­ro­kra­cji i kosz­tów, dostar­cza rynek. Nazywa się to kon­trak­tem (cza­sem też umową zbio­rową) mię­dzy pra­co­dawcą a pra­co­biorcą, w któ­rym okre­ślone są warunki, na jakich strony zga­dzają się współ­pra­co­wać. Wol­ność zawie­ra­nia kon­trak­tów jest w demo­kra­cji, w pań­stwie prawa jedną z pod­sta­wo­wych gwa­ran­cji kon­sty­tu­cyj­nych. Po co więc regu­la­cje? Pra­co­dawca, czy pra­co­biorca któ­rzy nie dotrzy­mają warun­ków kon­traktu poniosą tego kon­se­kwen­cje kon­trak­towe (np. finan­sowe), tak jak ponosi je każdy kto zła­mie posta­no­wie­nie umowy.
Jeśli pra­cow­nik chce w zamian za dodat­kowe wyna­gro­dze­nie, dobro­wol­nie zre­zy­gno­wać z urlopu, zupy rege­ne­ra­cyj­nej czy zga­dza się pra­co­wać w warun­kach szko­dli­wych dla zdro­wia, bo aku­rat zamie­rza kupić więk­sze miesz­ka­nie, to nikt nie ma prawa mu tego zabro­nić. Sam, pra­cu­jąc kie­dyś zagra­nicą, zre­zy­gno­wa­łem przez pięć lat z ubez­pie­cze­nia zdro­wot­nego, by zaosz­czę­dzone na składce ubez­pie­cze­nio­wej pie­nią­dze prze­zna­czyć na zakup więk­szego domu. Ryzy­ko­wa­łem, wiem, ale to był mój wybór. Wcale zresztą nie taki nie­roz­tropny. Byłem młody, zdrowy, rzu­ci­łem pale­nie, kon­tro­lo­wa­łem sie­bie. To mi się opła­ciło.
A czy sam wyjazd na przy­mu­sową emi­gra­cję, nawet na kilka lat, jest wolny od ryzyka? A czy życie w bie­dzie nie jest ryzy­kowne? Wall Street Jour­nal pisał nie­dawno, że ludzie bogaci żyją sta­ty­stycz­nie 10 lat dłu­żej niż bie­dacy! Nasze życie to jedno wiel­kie ryzyko. Prawo pracy nic tu nie pomoże. Dopóki mam wolny wybór i nikomu nie robię nim krzywdy, a przy tym wiem, jakie poniosę tego kon­se­kwen­cje, nikt nie powi­nien mi zabra­niać. Prawo, które zabra­nia mi zadbać o sie­bie samego, daje mi do zro­zu­mie­nia, że sobie w życiu nie radzę. Takie postę­po­wa­nie kłóci się z szer­mo­wa­nym z naj­wyż­szych try­bun, naucza­niem Jana Pawła II, który na każ­dym kroku pod­kre­ślał zna­cze­nie ludz­kiej wol­no­ści, wol­nej woli, god­no­ści. Wła­dza regu­lu­jąc moje życie odbiera mi tę god­ność, ma mnie za pół­główka.
No, dobrze, a jeśli pra­co­dawca zechce mnie mob­bin­go­wać, wyzy­ski­wać czy dys­kry­mi­no­wać, co wtedy? Kto mnie, pra­co­biorcę, przed tym ochroni?
Żaden nor­malny pra­co­dawca pry­watny nie będzie szko­dził ludziom, z któ­rych żyje. Pra­cow­nik jest czę­ścią kapi­tału firmy, podob­nie jak jest nią tech­no­lo­gia, urzą­dze­nia, maszyny, sys­tem orga­ni­za­cyjny etc. Kapi­ta­li­sta, a więc pra­co­dawca żyje z kapi­tału, który z wiel­kim tru­dem, oszczę­dza­jąc, odej­mu­jąc sobie od ust, ryzy­ku­jąc, pra­cu­jąc po 20 godzin na dobę, ucząc się zgro­ma­dził. Trzeba być nie­spełna rozumu, aby nisz­czyć zdo­byte z takim tru­dem źró­dło egzy­sten­cji.
Mob­bing, wyzysk czy dys­kry­mi­na­cja mogą wystę­po­wać tylko tam gdzie pra­co­dawca nie ma oso­bi­stej korzy­ści w godzi­wym trak­to­wa­niu „kapi­tału ludz­kiego”. Tak dzieje się wyłącz­nie w fir­mach i orga­ni­za­cjach pań­stwo­wych, nie pod­le­ga­ją­cych wol­nemu ryn­kowi, lecz przy­mu­sowi zbęd­nych regu­la­cji, w tym i prawa pracy. To nie przy­pa­dek, że w naj­więk­szej na świe­cie sieci sprze­daży deta­licz­nej, ame­ry­kań­skim kolo­sie Wal-mart, sły­ną­cej także z tego, że nie zezwala na swym tere­nie na dzia­łal­ność związ­ków zawo­do­wych, zarobki per­so­nelu są wyż­sze niż w innych, uzwiąz­ko­wio­nych fir­mach. Nie­zrze­szeni ame­ry­kań­scy kie­rowcy „tirów” zara­biają wię­cej niż ich kole­dzy nale­żący do związku zawo­do­wego, Team­sters.
No tak, ale w USA nie ma prawa pracy.

Oddech

W swym wie­ko­pom­nym dziele, zaty­tu­ło­wa­nym „Prak­tyka zarzą­dza­nia”, Peter Druc­ker pod­kre­śla, że w struk­tu­rach orga­ni­za­cji gospo­dar­czych, odpo­wie­dzial­ność musi być pro­por­cjo­nalna do zakresu upraw­nień. Innymi słowy, jeśli ktoś ma prawo decy­do­wa­nia o losach wydziału czy komórki pro­duk­cyj­nej, to musi (pro­por­cjo­nal­nie do zakresu tych upraw­nień) pono­sić kon­se­kwen­cje swo­ich decy­zji. Wła­ści­ciel firmy, który nie dba o repu­ta­cję czy jakość swo­ich pro­duk­tów (usług), traci wła­sne pie­nią­dze, firmę, mają­tek. repu­ta­cję. I nie ma prawa mieć do nikogo pre­ten­sji. Chyba że…
Pol­ski przed­się­biorca jest ubez­wła­sno­wol­niony, żeby nie powie­dzieć spa­ra­li­żo­wany przez usta­wo­daw­ców, któ­rzy nie pono­szą za swe ustawy żad­nej odpo­wie­dzial­no­ści. Ich jedyną tro­ską jest to jak dobrze wyglą­dać przed elek­to­ra­tem. A że ma to szko­dliwe reper­ku­sje gospo­dar­cze, kogo to obcho­dzi. Jak pol­ski przed­się­biorca ma być kon­ku­ren­cyjny wobec swego zagra­nicz­nego kolegi, jeśli decy­zje w spra­wach zatrud­nie­nia, księ­go­wo­ści, ceł, kwot importowych/eksportowych, stóp pro­cen­to­wych, czy sto­so­wa­nych tech­no­lo­gii ponosi za niego poli­tyk – igno­rant, który nigdy nie pro­wa­dził wła­snego inte­resu i nie rozu­mie, że swoim postę­po­wa­niem utrud­nia życia tym, któ­rzy go utrzy­mują i dają pracę innym?
Pra­co­daw­ców (przed­się­bior­ców) jest ok. 100 razy mniej niż pra­co­bior­ców. Ten fakt liczy się zwłasz­cza przy urnach wybor­czych. Dla­tego wła­dza znacz­nie tro­skli­wiej dba o tych ostat­nich, dostar­czają prze­cież wię­cej gło­sów. Tym bar­dziej, że masy rzadko kiedy dostrze­gają praw­dziwe i pełne kon­se­kwen­cje praw, jakich im udzie­lił dobro­duszny poli­tyk. Jesz­cze rza­dziej rozu­mieją, że to one płacą cenę swo­ich „przy­wi­le­jów”. Teraz zapłacą też, pod­wyż­szone przez pre­zy­denta, kary. Para­fra­zu­jąc znane powie­dze­nie, przed­się­biorca, czło­wiek aktywny, ener­giczny i pomy­słowy wyżywi się sam. Gorzej z pra­co­bior­cami. Jeśli więc naprawdę chcemy o nich zadbać, a prze­cież sta­no­wią bli­sko 99 proc. zdol­nych do pracy, to zamiast pod­wyż­szać kary dla pra­co­daw­ców, nałóżmy je na poli­ty­ków, związ­kow­ców i wszyst­kich tych, któ­rzy utrud­niają tym ostat­nim życie.

Jan M. Fijor
„różne” 2006-08-12

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 16

  1. beze pisze:

    Pocza­tek cytatu.
    ================
    Jak bogaci bro­nią nędza­rzy przed bie­da­kami
    [2005 – 07-12 14:51:26]
    Wredne pań­stwo socjalne, zda­niem szefa labu­rzy­stów, dopro­wa­dziło do takiej ochrony sto­sunku pracy, że zbyt trudno się zwal­nia pra­cow­ni­ków ubez­pie­czo­nych, z wysługą lat i sto­sun­kowo wyso­kim uposażeniem.

    A prze­cież gdyby ich wyko­pa­nie z roboty i zastą­pie­nie bez­ro­bot­nymi, któ­rzy gotowi są pra­co­wać za mniej pie­nię­dzy bez żad­nych gwa­ran­cji socjal­nych, było łatwiej­sze, roz­wią­za­li­by­śmy pro­blem bez­ro­bo­cia. Dla­tego Tony Blair inau­gu­ru­jąc bry­tyj­ską pre­zy­den­cję w Unii na forum Par­la­mentu Euro­pej­skiego, pyta dra­ma­tycz­nie: „A co Europa socjalna zro­biła dla 20 milio­nów euro­pej­skich bezrobotnych?”.

    Napusz­cza­nie bez­ro­bot­nych, na pra­cow­ni­ków mają­cych bez­ter­mi­nowe, bez­pieczne umowy o pracę i godziwe zarobki to stra­te­gia, którą znamy i w Pol­sce. Nazy­wają to „uela­stycz­nie­niem” rynku pracy. Z grub­sza rzecz bio­rąc cho­dzi o to, żeby zwol­nić kogoś, kto zara­bia dwa tysiące, a w jego miej­sce zatrud­nić dwóch po tysiąc. Taka recepta na bez­ro­bo­cie, zmie­rza do obni­że­nia kosz­tów pracy, czyli pota­nie­nia siły robo­czej, zwięk­sze­nia kon­ku­ren­cyj­no­ści, i wtrą­ce­nia świata pracy w nędzę. Dziś mówią związ­kom zawo­do­wym, że ich walka w obro­nie godzi­wych miejsc pracy i o pod­wyżki, jest ego­istyczna, bo bez­ro­botni chęt­nie robi­liby to, co oni za dużo mniej, a przez nich kle­pią biedę. Ta rów­nia pochyła, to rów­na­nie w dół, tu się jed­nak nie koń­czy. Jesz­cze więk­szą biedę kle­pią Chiń­czycy, Hin­dusi i w ogóle pra­cow­nicy z Trze­ciego Świata, któ­rzy pra­cują kilka do kil­ku­na­stu razy taniej niż Euro­pej­czycy. Powie się, więc nowo zatrud­nio­nym bez­ro­bot­nym, któ­rzy wła­śnie ode­brali pracę swym zrze­szo­nym w związ­kach zawo­do­wych kole­gom, że muszą zara­biać jesz­cze mniej, bo ina­czej zakład prze­nie­sie się gdzieś gdzie jest tań­sza siła robo­cza. Zresztą, jeżeli wysiłki zmie­rza­jące do nie­ogra­ni­czo­nej libe­ra­li­za­cji han­dlu i usług się powiodą, to nie trzeba będzie zakładu nigdzie prze­no­sić. Obniżkę płac wymusi tani import.

    Oczy­wi­ście żela­zna zasada logiki i rynku spra­wia, że jeżeli jeden traci, to drugi zyskuje. Obniżce płac towa­rzy­szy wzrost zysków. Zysków jed­nak obni­żyć nie można, bo kapi­tał, który poru­sza się z pręd­ko­ścią świa­tła, uciek­nie w pogoni za więk­szymi zyskami. Prze­pływ siły robo­czej jest kon­tro­lo­wany, dla­tego na gra­nicy Unii są wszę­dzie straże i zasieki. Kapi­tał prze­pływa swo­bod­nie. Jego prze­pływu nikt nie kon­tro­luje. W Pol­sce, zyski ban­ków, zagra­nicz­nych inwe­sto­rów a także wiel­kich spółek Skarbu Pań­stwa wzro­sły 2.5 a nawet trzy­krot­nie. Tym­cza­sem, gdy Sejm pod­niósł płacę mini­malną o 30 zło­tych, w mediach pod­niósł się wrzask, że pra­co­dawcy tego nie zniosą. Poka­zują faceta, co za mini­malną płacę kosi traw­niki przy dro­dze, który mówi, że to są gro­sze i nie zmie­nia jego sytu­acji. Ale te gro­sze, mają wykoń­czyć pra­co­daw­ców i znie­chę­cić ich do zatrud­nia­nia. Oka­zuje się, że dla kosia­rza, który żyje w nędzy, 30 zło­tych to pryszcz, a dla kapi­ta­li­sty, to fortuna!

    Teraz już wiemy. Wzrost płac jest nie­no­wo­cze­sny. Nowo­cze­sne są gło­dowe płace i wiel­kie zyski przed­się­bior­ców. Libe­ralna moder­ni­za­cja to wielki obóz pracy, w któ­rym ludzie z głodu, podejmą się pracy za pół­darmo w nie­nor­mo­wa­nym cza­sie. Temu pocho­dowi nowo­cze­sno­ści sta­wiają jesz­cze gdzie­nie­gdzie w Euro­pie opór „kon­ser­wa­tywne” związki zawo­dowe, które upie­rają się, że kapi­ta­li­ści powinni się dzie­lić z pra­cow­ni­kami rosną­cymi zyskami.

    Piotr Iko­no­wicz
    ===============
    Koniec cytatu.

  2. Pani Historia pisze:

    Recepta na powrot do Socjalizmu.Tylko kto za ten socja­lizm zaplaci, Pio­trze Ili­czu, Ikonowiczu?

  3. Cogito pisze:

    Gdyby tak było jak pisze ten lewak*, to wszy­scy w tym Chiń­czycy i Indusi byliby coraz bied­niejsi i wymarli by z głodu, a tym­cza­sem jest odwrot­nie, mają się coraz lepiej, gdyż wpusz­cze­nie tylko tro­chę wol­nego rynku np. do Chin przy­nio­sło im nie­spo­ty­kany od stu­leci roz­wój i wzrost poziomu życia.
    Używa on okre­śleń logika i rynek, ale ich nie rozu­mie, i inter­pre­tuje wybiór­czo i powierz­chow­nie. To tak jak ktoś obser­wu­jący samo­chód widzi w nim tylko jeż­dzącą maszynę, ale nie zdaje sobie sprawy z jej moż­li­wo­ści tech­nicz­nych, eko­no­micz­nych, spo­łecz­nych itp.
    *Lewak to hipo­kryta, który z zało­że­nia popiera lub orga­ni­zuje osoby, orga­ni­za­cje lub pań­stwa prze­stęp­cze czyli wszel­kiej maści ban­dy­tów, pod płasz­czy­kiem rze­ko­mej obrony slab­szych, bied­niej­szych, glod­nych itp. nie zwra­ca­jąc kom­plet­nie uwagi na fakt, że szkody wyrzą­dzone przez popie­raną przez nich ban­dycką dzia­łal­ność są znacz­nie więk­sze niż ewen­tu­alne zło z kto­rym wal­czą, a ich dzia­lal­ność przy­spa­rza swiatu nowe zastępy ofiar czyli slab­szych, bied­nych, glod­nych itp. Kla­sycz­nym przy­kla­dem „suk­ce­sów” lewa­kow jest komu­nizm, który pochło­nął miliony ofiar, a nie tyko nie roz­wią­zał pro­ble­mów, które miały znik­nąć, ale stwo­rzył nowe.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Chiny i Indie zaczely rosnac z chwila uwol­nie­nia gospo­darki. Demor­ka­cja nie jest do tego potrzebna, o czym swiad­czy przy­klad powo­jen­nych Nie­miec, Japo­nii Taj­wanu czy Sina­puru, ktore nie byly demo­kra­tyczne. JMF

  5. beze pisze:

    Do tek­stu pod­pi­sa­nego Cogito nie będę się odno­sił gdyż nie ma do czego. To raczej zaję­cie, ćwi­cze­nie dla pszedsz­kol­nych pro­pa­gan­dy­stów.
    Co do uwagi p.Fijora. Napi­sał pan, cytuję:
    „Chiny i Indie zaczely rosnac z chwila uwol­nie­nia gospo­darki. Demor­ka­cja nie jest do tego potrzebna, o czym swiad­czy przy­klad powo­jen­nych Nie­miec, Japo­nii Taj­wanu czy Sina­puru, ktore nie byly demokratyczne.”

    Mniej wię­cej, w tzw. pierw­szym przy­bli­że­niu pana główna teza wydaje się być praw­dziwa, tj. potwier­dzona w kilku przy­pad­kach empi­rycz­nie. Jak zawsze, wszy zależy przede wszyst­kim od tego co rozu­miemy przez takie słówka jak „rosnąć”, „postęp” itp.
    Trudno ukryć, iż z Chi­nami ide­olo­dzy wol­no­ryn­kowi mają od lat kło­pot, dokład­nie od dnia gdy padły słynne słowa „Nie ważne jakiego koloru jest kot, byle łapał myszy”. Z uwagi na ten ogromny kło­pot (z jed­nej strony trudny do ukry­cia, gdyż zbyt duży, wzrost pro­duk­cji, a z dru­giej ta KPCH pod auspi­cjami któ­rej to wszy się dzieje) przez wiele lat o współ­cze­snych Chi­nach ofi­cjal­nie nie mówiło się nic. Dokład­niej: gdy mówiło się o Chi­nach jako kraju rzą­dzo­nym przez komu­ni­stów, to mówiło się o dawno już nie­ży­ją­cym Mao i Rewo­lu­cji Kul­tu­ral­nej, ogrom­nej ilo­ści wyro­ków śmierci, o braku swo­bód demo­kra­tycz­nych. Gdy zaś trzeba było zauwa­żyć, bo nie dało się ina­czej, zale­wa­jący świat potok chiń­skich pro­duk­tów, to mówiło się wyłącz­nie o zba­wien­nych efek­tach kapi­ta­li­zmu, pomi­ja­jąc cał­ko­wi­cie ist­nie­nie KPCH — tak, jak gdyby w ogóle jej nie było.
    Oso­bi­ście, obecny sys­tem chiń­ski nazy­wam kapi­ta­li­zmem pań­stwo­wym. Wydaje się, iz ma on wszy wady i zalety kapi­ta­li­zmu i pań­stwo­wej omni­po­ten­cji. Pod wzglę­dem czy­sto eko­no­micz­nym np., rozu­mie­jąc przez „wzgląd eko­no­miczny” szybki wzrost pro­duk­cji dóbr mate­rial­nych, wydaje się iż kapi­ta­lizm pań­stwowy jest znacz­nie bar­dziej efek­tywny niż kapi­ta­lizm pry­watny.
    Mniej kło­po­tów przy­spa­rzają ide­olo­gom Indie. Dla­czego ? Ano dla­tego gdyż dzieje się tam tak, „jak być powinno w nor­mal­nym kraju o gospo­darce ryn­ko­wej”, tj. olbrzymi wzrost gospo­dar­czy Indii w ostat­nich latach został w cało­ści skon­su­mo­wany przez ok. 10 – 15% uprzy­wi­le­jo­wa­nej popu­la­cji. Odbiło się to oczy­wi­ście na demo­kra­tycz­nych wybo­rach, kiedy to par­tia pod wodzą któ­rej ten „olbrzymi wzrost gospo­dar­czy nastą­pił” prze­grała wyraź­nie wybory. A wielcy ide­olo­dzy wol­nego rynku pytali zdu­mieni: Dla­czego ? Jak to jest moż­liwe, że ludzie nie chcą gło­so­wać na tych co two­rzą tak wielki wzrost gospo­dar­czy ?
    To tak, jak gdyby się dzi­wić, że człon­ko­wie 10-cio oso­bo­wej bandy która wspól­nie obra­bo­wała bank nie chce mieć dalej za herszta faceta, który całość zra­bo­wa­nej gotówki scho­wał do wła­snej kie­szeni a resz­cie powie­dział: „Pano­wie, a teraz bie­rzemy się za następne banki”.

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Wzrost jest wtedy, gdy przed wzro­stem bylo mniej niz po wzro­scie, a przy tym koszty ponie­sione, zeby bylo wie­cej sa niz­sze niz efekty wzro­stu. Dys­ku­sje n.t. roz­ro­znie­nia mie­dzy wzro­stem, poste­pem i inne tego rodzaju spe­ku­la­cje dobre sa w CNN czy GW, a nie tutaj. Uklony Jan M Fijor

  7. Jedrus z Ohajo pisze:

    Jasiu Fijor jako dlu­go­tr­waly bywa­lec w USA powi­nien wie­dziec lepiej, jak „dobrze” zara­biaja pra­cow­nicy Wal­martu. Wal­mart znany jest z bez­wgled­nego trak­to­wa­nia pra­cow­ni­kow i pla­ce­nia im naj­niz­szych sta­wek. W-M jest DE FACTO sub­su­dio­wany przez pan­stwo. Z powodu glo­do­wych nie­le­d­wie zarob­kow, poni­zej mini­mum socjal­nego, bar­dzo wielu zatrud­nio­nych tam pra­cow­ni­kow pomimo pracy na pel­nym eta­cie kwa­li­fi­kuje sie na pomoc socjalna, np dostaja z moich podat­kow de facto doplate do czyn­szu itp.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Pro­sze podac zro­dlo tych danych. Z moich danych wynika, ze pra­cow­nicy Wal­mart zara­biaja sred­nio wie­cej niz pra­cow­nicy Walg­gre­ens, JC Pen­ney i kilku innych sieci „lan­cu­cho­wych”. Jesli uwaza pan, ze pra­cow­ni­kom W-M dzieje sie zle i musza isc na socjal, to pro­sze zwro­cic uwage swoim kon­gres­me­nom, ze zadaja zbyt wyso­kich podat­kow. Uklony Jan M Fijor

  9. Precel pisze:

    Tu chyba cho­dzi o tak zwany wolny rynek — kapi­tał wędruje sobie swo­bod­nie, towary z pew­nymi ogra­ni­cze­niami, a ludzie to już mają tyle ogra­ni­czeń przy prze­miesz­cza­niu się, że nie ma co mówić o wol­no­ści. I dla­tego w Chi­nach pra­cuje się za kilka cen­tów za godzinę, a w USA kil­ka­na­sćie $ ucho­dzi za niską stawkę. Ale ame­ry­ka­nie nie zezwolą by przy­je­chało do nich 100 milio­nów Chiń­czy­ków, cho­ciaż podobno wolny rynek popierają.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Koszty robo­ci­zny, to w wiek­szo­sci wyro­bow nie wie­cej niz 10 proc. Gdyby cho­zilo tylko o tania sile robo­cza, to Chin­czycy nie mie­liby szans. Ich wyroby sa nie­kiedy o polowe tan­sze niz kon­ku­ren­cji z Zachodu. Praw­dziwa przy­czyna com­pe­ti­tive advan­tage Chin­czy­kow sa niskie podatki. Ot, co. Pozdra­wiam JM FIjor

  11. Ronald Reagan pisze:

    Socia­list view of the eco­nomy could be sum­med up in a few short phra­ses: If it
    moves, tax it. If it keeps moving, regu­late it. And if it stops moving,
    sub­si­dize it.” — Ronald Reagan

  12. Jan M. Fijor pisze:

    I takie rze­czy wpi­sac o swoim uko­cha­nym Bushu, panie Marku, nie przy­stoi. Pozdra­wiam Jan M Fijor

  13. Ronald R. pisze:

    Pre­cel. Ales ty noga z eko­nomi. Zebym wie­dzial, ze takie glu­poty bedziesz wyga­dy­wal to bym cie nie wpu­scil do Ame­ryki. Bo na coz mi tutaj nastpny sprza­tacz. Eko­nomi taki nie pod­nie­sie, a biedny Bush nie tylko wywo­lal nie­spra­wie­dliwa wojne z zycz­li­wym Ame­ryce swia­tem Islam­skim, ale jesz­cze dopro­wa­dzil do tego, ze eko­no­mia led­wie zipie: nie ma pracy, emi­granci wra­caja do swoim kra­jow. I dobrze Pan Fijor prze­wi­dzial przed 10 ciu laty, ze Ame­ryka pad­nie na przy­slo­wiowy pys.….Za dumna ta Ame­ryka. Powinna byc przed swia­tem bar­dziej uni­zona. Powinna jak swiety plac­kiem i krzy­zem przed swia­tem lezec i bla­gac o prze­ba­cze­nie grze­chu pier­wo­rod­nego w jej paskud­nej ide­ologi zawar­tej w ego­istecz­nych slo­wach, ze „czlo­wiek jest sam sobie ste­rem zegla­rzem okre­tem”. I dzieki ci Pre­cel, ze ty sie tam w tej Hame­ryca takim nie sta­les. Nie ma to jak byc na dnie i sie razem, kolek­tyw­nie wspie­rac, jak i i zdro­wa­ski odma­wiac w kosciele na chi­ca­go­skim Pacanowie.

  14. Ronald Reagan pisze:

    http://www.ellensplace.net/ar_pboy.html
    Ame­ry­kan­ska pisarka, filo­zof, kto­rej cyta­tami Pan Fijor sie poslu­guje, ale kto­rej to sedna filo­zo­fii nie rozu­mie. Jest to uni­kalny wywiad z tym pote­znym umy­slem, z wcze­snych lat 60 tych, przez Play­boy Maga­zine. Kobieta ta jest nie­zwy­kle pre­cy­cyjna w swo­ich wypo­wie­dziach i eko­no­miczna w slo­wach. Cha­rak­ter o usta­lo­nych war­to­sciowo ramach odnie­sie­nia, tj. o wypra­co­wa­nych i usta­lo­nych Pryn­cy­piach, czego abso­lut­nie Pola­kom bra­kuje. A powie­dzial­bym ze i calemu swiatu — z pew­nymi wyjat­kami. Moralna Ego­istka Zdro­wego Rozumu. Goraca prze­ciw­niczka impe­ra­ty­wow samo­po­swie­ca­nia sie. Prze­ciw­niczka tak altru­istycz­nej moral­no­sci komu­ni­stow, jak i wsze­la­kich reli­gii, bo te moral­no­sci sie od sie­bie nie roz­nia. Warto prze­czy­tac, wydru­ko­wac i zosta­wic dla dal­szych poko­len, bo ze sta­rego wapna juz nic pozy­tecz­nego nie wyro­snie. Gdzies to w calo­sci i na szybko prze­tlu­ma­czy­lem, ale nie pamie­tan adresu net­to­wego. Moze jak znajde to podam. Oby mnie tylko Pan Jan za to nie ocenzurowal.

  15. beze pisze:

    O wzro­ście raz jesz­cze, po raz ostatni.
    Sza­nowny panie JMF, Jest nas w Kraju, dla pro­stoty, tylko dwóch: pan i ja. Panu wzro­sło o 100, a mnie o zero. Za gra­nicę pój­dzie zaś news, iż w naszym kraju wzro­sło o 50. Kto w ten news uwie­rzy ten się pomyli — ze 100% gwa­ran­cją pomyłki. A pan twier­dzi, że nie ma o czym roz­ma­wiać i aka­de­mic­kie to dys­ku­sje godne CNN.

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Sredni wzrost wynie­sie 50 proc. Pyta­nie: dla­czego pan­ski wzrost wynosi zero? Moze pan jest nie­ro­bem, igno­ran­tem, albo prze­stepca? Jesli ja moglem wzro­snac o 100 proc. to zna­czy, ze warunki wzro­stu ist­nieja. JM Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*