Czekając na kryzys

Wbrew opty­mi­zmowi kra­jo­wych auto­ry­te­tów, kry­zys ame­ry­kań­ski nie jest zja­wi­skiem lokal­nym i Pol­ska nie jest na niego uod­por­niona. Jest to kry­zys uni­wer­salny i doty­czy, domi­nu­ją­cego w więk­szo­ści roz­wi­nię­tych kra­jów świata modelu rzą­dze­nia opar­tego na uto­pii pań­stwa opiekuńczego.

Zban­kru­to­wany koncept

Kry­zys finan­sowy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych nie został wywo­łany złymi kre­dy­tami hipo­tecz­nymi, upad­kiem ban­ków, rosną­cym bez­ro­bo­ciem, drogą ropą naf­tową, ban­kruc­twem Fan­nie Mae, słab­ną­cym dola­rem, czy nawet wojną z ter­ro­ry­zmem. To są wszystko skutki ban­kruc­twa ame­ry­kań­skiej kon­cep­cji pań­stwa opie­kuń­czego i wią­żą­cej się z nią dok­tryny inter­wen­cjo­ni­zmu, któ­rej cechą cha­rak­te­ry­styczną jest redy­stry­bu­cja dochodu, czyli zabie­ra­nie jed­nym i dawa­nie dru­gim. O tym, komu się zabiera, a komu daje decy­dują poli­tycy. Jedy­nym kry­te­rium redy­stry­bu­cji jest dobro poli­ty­ków. Jeśli nawet w swych roz­daw­ni­czych instynk­tach ule­gają naci­skom ludu, to też tylko w inte­re­sie wła­snym. Tłu­ma­czy to, dla­czego łatwiej ule­gają gór­ni­czym czy nauczy­ciel­skim związ­kom zawo­do­wym, doma­ga­ją­cym się nad­zwy­czaj­nych świad­czeń kosz­tem reszty spo­łe­czeń­stwa, niż cho­rym na raka, któ­rym aku­rat bra­kuje lekarstw lub środ­ków tera­peu­tycz­nych. Gór­nicy, nauczy­ciele mogą zro­bić poli­ty­kom krzywdę, cho­rzy na nowo­twory są na to za słabi. Chęt­niej też wsłu­chują się w poję­ki­wa­nie deale­rów samo­cho­do­wych, któ­rym „dziki import” psuje inte­resy, niż milio­nów posia­da­czy samo­cho­dów, któ­rzy dzięki taniemu impor­towi nie muszą zacią­gać poży­czek hipo­tecz­nych na kupno skody czy punto.
Takim efek­tem redy­stry­bu­cji, czyli inter­wen­cjo­ni­zmu jest nikomu nie­po­trzebna wojna w Iraku, wywo­łana pod pre­tek­stem budowy demo­kra­cji i bez­pie­czeń­stwa ener­ge­tycz­nego, czyli w inte­re­sie firm naf­to­wych i sek­tora mili­tar­nego. Rezul­ta­tem błęd­nej poli­tyki mone­tar­nej, dzięki któ­rej pre­zy­dent Bush mógł sfi­nan­so­wać, naj­pierw dar­mowe lekar­stwa dla eme­ry­tów, a póź­niej wysi­łek zbrojny, jest kry­zys ban­kowy. Kiedy banki bez opa­mię­ta­nia udzie­lały kre­dytu komu­kol­wiek w ramach dok­tryny NINJA (no income, no job, no assetts) rząd nie reago­wał, bo to aku­rat nie leżało w jego inte­re­sie. Zwró­cił uwagę na pro­blem, gdy już było za późno. A jaki był cel gwa­ran­to­wa­nia przez Biały Dom wypła­cal­no­ści Fan­nie Mae i Fred­die Mac, dwóch mega­ban­ków hipotecznych?

Róż­nice

Pod wzglę­dem sys­te­mo­wym jeste­śmy w nieco lep­szej pozy­cji niż USA.
Na naszą korzyść prze­ma­wia doświad­cze­nie. Mimo wszystko socja­lizm wciąż jesz­cze koja­rzy się źle. Wpraw­dzie jeste­śmy typo­wym kra­jem inter­wen­cjo­ni­zmu, z jego zasad­ni­czymi cechami, a więc silną pre­sją socjalną, men­tal­no­ścią anty­ka­pi­ta­li­styczną, wyso­kim defi­cy­tem budże­to­wym i uprzy­wi­le­jo­waną rolą pań­stwa, potra­fimy doce­nić korzy­ści z wol­nego rynku, czego dowo­dem jest cho­ciażby roz­le­gła szara strefa, a także nie­za­leżna poli­tyka mone­tarna i brak zaufa­nia do poli­ty­ków. Mamy przy tym dość dużą dys­cy­plinę fiskalną i w skali rodziny, gospo­dar­stwa domo­wego – w prze­ci­wień­stwie do roz­rzut­nego Zachodu — jeste­śmy gospo­darni. Tym, i wszech­obec­nym w NBP duchem Bal­ce­ro­wi­cza tłu­ma­czyć można strach przed infla­cją i sto­sun­kowo kon­ser­wa­tywną poli­tykę mone­tarną. Skut­kiem tego mamy silną, i rosnącą na war­to­ści, walutę.
Jeste­śmy na dorobku i nasz roz­wój ma cha­rak­ter orga­niczny, oparty o wła­sny kapi­tał, a nie o kre­dyty i wymyślne kon­struk­cje finan­sowe. Polacy są przy tym bar­dzo przed­się­bior­czy. Pod wzglę­dem „uprzed­się­bior­cze­nia” ustę­pu­jemy jedy­nie Argen­ty­nie. Naszym sil­nym atu­tem jest unijna pomoc, która — choć uciąż­liwa — w ciągu pierw­szych sied­miu lat od wstą­pie­nia do Unii prze­kro­czy netto 60 miliar­dów euro. Na kry­zys ame­ry­kań­ski uod­par­nia nas też sto­sun­kowo słaba wymiana han­dlowa z USA i male­jąca rolą ame­ry­kań­skiego dolara.
Mamy ogra­ni­czone zaufa­nie do ban­ków i insty­tu­cji finan­so­wych, a duże do gotówki w mate­racu, co ma swoje złe, ale i bar­dzo dobre strony, jak choćby sza­cu­nek do praw­dzi­wego pie­nią­dza i powścią­gli­wość w kon­sump­cji. Mimo iż rośnie zadłu­że­nie Pola­ków i odkry­li­śmy dobro­dziej­stwa taniego kre­dytu, nadal chęt­niej kupu­jemy za gotówkę. Nie pro­wa­dzimy wojny, cenimy wol­ność, nie sta­li­śmy się jesz­cze – jak Wielka Bry­ta­nia, Irlan­dia czy Niemcy – pań­stwem powszech­nej kon­troli i inwi­gi­la­cji. Naci­ski ze strony związ­ków zawo­do­wych i tzw. inte­lek­tu­ali­stów nie są u nas jesz­cze tak silne i bez­względne jak w Euro­pie Zachod­niej, czy nawet Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Poza tym nasze elity nie są jesz­cze tak lewi­cowe, jak tam.

Nasze Ter­mo­pile

Czy to wystar­czy do opar­cia się tsu­nami ame­ry­kań­skiej nie­wy­pła­cal­no­ści i wpły­wom zachod­niego prze­re­gu­lo­wa­nia? Wąt­pię. Mimo wszystko jeste­śmy gospo­dar­czo słabi i zależni od han­dlu ze starą Unią. Co prawda nale­żymy do strefy euro, a nie dolara, ale nie jest to dzi­siaj jakiś atut, lecz zagro­że­nie. Unia ma tylko nie­wiele mniej pro­ble­mów niż Stany Zjed­no­czone. Zwłasz­cza dotyka nas kry­zys w Wiel­kiej Bry­ta­nii, Irlan­dii, a także w Hisz­pa­nii i we Wło­szech, skąd wra­cają rze­sze Pola­ków, któ­rzy zna­leźli tam pracę w latach 2004 –2005. Wra­cają, a w Pol­sce pracy dla ich nada; nie ma, bo u nas wciąż chroni się gór­nic­two, hut­nic­two, rol­nic­two i inne mar­no­trawne dzie­dziny gospo­darki.
Jed­nakże naszym naj­więk­szym zagro­że­niem jest rosnący udział pań­stwa w wydat­kach inwe­sty­cyj­nych, wyso­kie podatki, fatalna i kosz­towna poli­tyka zatrud­nie­niowa. Prze­ja­wia się to zwłasz­cza w histe­rii zwią­za­nej z orga­ni­za­cją pił­kar­skich mistrzostw kon­ty­nentu w 2012 roku. To jest wyda­tek ponad nasze siły, a poza tym wyda­tek zby­teczny, który porów­nać można do ame­ry­kań­skiej inwa­zji Iraku. Tak jak wojna w Iraku i zwią­zane z nią koszty wywo­łały krach w Ame­ryce, tak pol­skimi Ter­mo­pi­lami sta­nie się Euro 2012 i prze­ka­za­nie w ręce poli­ty­ków nie­mal 30 miliar­dów euro na ich orga­ni­za­cję. A poli­ty­ków mamy sła­bych, nie­od­po­wie­dzial­nych, chęt­nych do pry­waty i korup­cji. Znaczna część z tej kwoty zosta­nie zmar­no­wana. Dla­tego gło­sujmy na poli­ty­ków odpo­wie­dzial­nych fiskal­nie, a nie tych któ­rzy wciąż nam coś obie­cują, trosz­czą się o nas i nasze bezpieczeństwo.

Jan M. Fijor
„różne” 2008-10-09

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 3

  1. Poziomka pisze:

    To w tej Ame­ryce był więk­szy socja­lizm niż w Euro­pie? I oni tak tym socja­li­zmem pro­mie­niują na cały świat…

  2. JM Fijor pisze:

    No i nie pomy­li­łem się. Wła­śnie wal­nęło — WIG spadł o ponad 11 pro­cent. i spad­nie dalej. Mimo iż pan Kuczyń­ski mówił: Stra­chy na lachy, oraz że banki cen­tralne nas ura­tują. To jest koniec socja­li­zmu — jesz­cze tro­chę pocią­gnie, tro­chę powierzga, ale w końcu nawet poli­tycy zro­zu­mieją, że żad­nego pań­stwa nie stać na dobro­byt dla wszyst­kich, zwłasz­cza gdy połowa tych wszyst­kich nie pra­cuje, tylko odpo­czywa.
    Cie­szę się z tego, że moimi mistrzami są ludzie (Mises, Roth­bard, Hayek, Roc­kwell) któ­rzy to prze­wi­dzieli, a ja zs nimi. Mar­twią mnie jed­nak kon­se­kwen­cje i roz­miary kry­zysu. Będzie bar­dzo źle, zwłasz­cza że wła­śnie Pol­skie Radio podało, iż pol­ski rząd i NBP także będą rato­wać insty­tu­cje finan­sowe. I to jest bar­dzo nie­bez­pieczne!!!!
    Powodzenia!

  3. Gwarek pisze:

    Panie Fijor, pisze Pan zna­ko­mite arty­kuły. Wni­kliwe, prze­my­ślane i dające wiele do myśle­nia. Jestem pod wra­że­niem i będę czy­ty­wał Pana prze­my­śle­nia z pasją. Dziękuję.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*