Częstowanie teczkami

Kole­gium IPN zwró­ciło się wła­śnie do pro­ku­ra­tury z donie­sie­niem o prze­stęp­stwie. Cho­dzi o sprawę prze­ka­zy­wa­nia do RFN z zaso­bów Głów­nej Komi­sji Bada­nia Zbrodni Hitle­row­skich, a następ­nie IPN ory­gi­na­łów zeznań, foto­gra­fii i innych dowo­dów zbrodni hitle­row­skich w cza­sie II wojny świa­to­wej w Pol­sce, która oka­zuje się być wierz­choł­kiem góry lodo­wej, zwa­nej w krę­gach pro­ku­ra­to­rów IPN „czę­sto­wa­niem tecz­kami”. Czy jest to eufe­mi­styczne okre­śle­nie na han­del pol­skimi zaso­bami archi­wal­nymi?!

Pro­blem marginalny

Z wyja­śnień władz Insty­tutu Pamięci Naro­do­wej w oso­bie wice­dy­rek­tora IPN, prof. dr. Witolda Kule­szy wynika, że prze­ka­zy­wa­nie ory­gi­na­łów akt do Cen­trali w Ludwigs­burgu (RFN) – o czym infor­mo­wała ostat­nio prasa — było zja­wi­skiem mar­gi­nal­nym, zaś podejrz­li­wość mediów jest jego zda­niem mocno prze­sa­dzona. Pro­fe­sor Kule­sza, gorący orę­dow­nik współ­pracy z archi­wi­stami nie­miec­kimi ostro demen­tuje jakie­kol­wiek suge­stie, że współ­praca ta, zwana przez niego „pomocą prawną”, mogła być podyk­to­wana innymi, niż badaw­czo – śled­cze, inten­cje stron. Jed­nakże z infor­ma­cji uzy­ska­nych ostat­nio w IPN wynika, że pobudki, dla któ­rych strona pol­ska tak gor­li­wie pozby­wała się ory­gi­na­łów zeznań świad­ków, foto­gra­fii, oglę­dzin miejsc i innych dowo­dów zbrodni hitle­row­skich są co naj­mniej dwu­znaczne. Pomi­ja­jąc już fakt bez­pow­rot­nej utraty akt wysła­nych do Nie­miec, samo wysy­ła­nie ich było nie­le­galne. Nie dość, że pro­ce­dura igno­ro­wała inte­res strony poszko­do­wa­nej, a więc ofiar nie­miec­kich zbrodni, które nie były o wysyłce akt do Nie­miec infor­mo­wane; nie dość, że nie ist­niała żadna umowa dwu­stronna okre­śla­jąca zasady tej „wymiany”, to na doda­tek prze­ka­zy­wa­nie akt odby­wało się z pomi­nię­ciem mini­ster­stwa spra­wie­dli­wo­ści, co jest sprzeczne z istotą pomocy praw­nej, do któ­rej prawo ma wła­śnie mini­ster­stwo.
Co wię­cej, pro­blem giną­cych akt sygna­li­zo­wany był prof. Kule­szy i jego pod­opiecz­nym od co naj­mniej 1998 roku, kiedy to zastępca dyrek­tora komi­sji, Antoni Galiń­ski (póź­niej­szy likwi­da­tor Głów­nej Komi­sji Bada­nia Zbrodni Hitle­row­skich) stwier­dził zagi­nię­cie aż 3316 jed­no­stek archi­wal­nych. Gdyby to był wyłącz­nie pro­blem mar­gi­nalny, to prof. Kule­sza nie powo­ły­wałby w tej spra­wie spe­cjal­nej komi­sji, która miała owe znik­nię­cia wyja­śnić. Inna rzecz, że wsz­częte przez niego śledz­two do niczego nie dopro­wa­dziło. Mniej wię­cej wtedy odkryto nato­miast, że zagi­nęła cała nie­mal doku­men­ta­cja zbrodni popeł­nio­nych przez Niem­ców w cza­sie Powsta­nia War­szaw­skiego. Zamiast w Muzeum Powsta­nia w War­sza­wie, wbrew wyraź­nemu zaka­zowi ówcze­snego mini­stra spra­wie­dli­wo­ści, leży sobie dziś gdzieś, w nie­ujaw­nio­nym stro­nie pol­skiej, archi­wum nie­miec­kim. Naj­gor­sze, że nie wia­domo, kto i dla­czego je tam prze­ka­zał. Niemcy żad­nych pol­skich akt dobro­wol­nie oddać nie zechcą. Można co naj­wy­żej liczyć na kopie, za które ich archi­wi­ści słono nam poli­czą. Pol­ska gościn­ność spo­tyka się z bole­snym rewan­żem częstowanego.

Qui bono?

Wyjąt­kową oka­zją do czę­sto­wa­nia była likwi­da­cja Głów­nej Komi­sji Bada­nia Zbrodni Hitle­row­skich, mająca miej­sce nie­długo przed powsta­niem IPN. Pro­ce­du­rze likwi­da­cyj­nej towa­rzy­szył rema­nent spraw, któ­rych nie udało się jesz­cze prze­słać do zagra­nicz­nych urzę­dów i pro­ku­ra­tor. W infor­ma­cji Likwi­da­tora GKBZH, Anto­niego Galiń­skiego, z czerwca 2000 roku znaj­duje się lista spraw, które powinny zostać wysłane zagra­nicę „w pierw­szej kolej­no­ści”. Nie dotar­li­śmy do klu­cza, według któ­rego akta te segre­go­wano, ale o tym, że jakiś klucz ist­nieje nie ulega wąt­pli­wo­ści. No, bo jak to moż­liwe, że w sytu­acji, gdy nie zostały wyja­śnione zbrod­nie popeł­nione w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych w Tre­blince czy Gross Rosen, kiedy nie zała­twione są sprawy zbrodni wobec powstań­ców war­szaw­skich, naj­pil­niej­sze teczki doty­czą „obozu pracy Arbe­it­se­rzie­gun­gla­ger Haeger­welle w Poli­cach k. Szcze­cina w latach 1941 – 45”, albo „Współ­udział Leona Nor­berta Ebhardta, członka Selb­schutzu – zamor­do­wa­nie 9.11.1939 w obo­zie przej­ścio­wym w Rudzie Pabia­nic­kiej”, czy „Zamor­do­wa­nie w Mako­wie Szcze­pana Urbanka przez żan­darma Johanna Bern­ho­fera z poste­runku w Górze św. Mał­go­rzaty.” Rów­nie „pil­nych sprawa” jest w infor­ma­cji Likwi­da­tora około…20 sztuk. Nie twier­dzę, że pod­stawą selek­cji było prze­kup­stwo. Są jed­nak ludzie, i to z kręgu IPN, któ­rzy tego nie wyklu­czają. Nikt, w każ­dym razie nie potrafi podać jakie­goś innego, wia­ry­god­nego kry­te­rium wysy­ła­nia akt. Jeśli nie pie­nią­dze, to co? Wdzięcz­ność czę­sto­wa­nych? Medal? Drobna przy­sługa? Jaki powód miał prof. Kule­sza, speł­nia­jąc w lipcu 2003 roku, tuż po umo­rze­niu śledz­twa w spra­wie mordu w Jedwab­nem, tele­fo­niczną prośbę swego kolegi z Nie­miec, pro­ku­ra­tora Kurta Schrimma z Ludwigs­burga i wysy­ła­jąc mu m.in. nastę­pu­jące dokumenty:

– odpis posta­no­wie­nia o umo­rze­niu;
 – pro­to­kół oglę­dzin miej­sca pochówku;
 – mapy miej­sca pochówku i oko­licy:
 – pro­to­koły badań arche­olo­gicz­nych miej­sca spa­le­nia lud­no­ści żydow­skiej;
 – szkic reliktu sto­doły, wraz z loka­li­za­cją dwóch gro­bów oraz szcząt­ków ofiar;
 – pro­to­kół prze­słu­cha­nia świadka, Alberta Her­manna Scha­pera, dowódcy nie­miec­kiego komando sta­cjo­nu­ją­cego w cza­sie wojny w Jedwab­nem i kil­ka­na­ście podob­nych rewe­la­cji.
Do czego były one pro­ku­ra­to­rowi Schrim­mowi potrzebne? Skąd tyle kur­tu­azji ze strony IPN i prof. Kule­szy, kiedy wia­domo, że strona nie­miecka, a kon­kret­nie cen­trala w Ludwigs­burgu, ma na celu wyłącz­nie ogo­ło­ce­nie naszych archi­wów oku­pa­cyj­nych i nic wię­cej? Tym bar­dziej, że Jedwabne było wyłącz­nie pol­skim, suwe­ren­nym śledz­twem, w któ­rym nie wykryto sprawcy i dla­tego je umo­rzono. Czy trudno się potem dzi­wić, że coraz czę­ściej oskarża się Pola­ków o współ­udział w zbrod­niach prze­ciwko Źydom (pol­skie obozy kon­cen­tra­cyjne)?
Nie mniej­szą gor­li­wość – i to rów­nież wbrew usta­wom czy roz­po­rzą­dze­niom mini­stra spra­wie­dli­wo­ści — oka­zy­wano w sto­sunku do władz litew­skich, ukra­iń­skich, bia­ło­ru­skich i rosyj­skich, dokąd pod koniec lat 1990. wędro­wała zawar­tość akt w spra­wach prze­ciwko oby­wa­te­lom tych kra­jów, któ­rzy dopu­ścili się zbrodni na naro­dzie pol­skim. Nie byłoby w tym może nic dziw­nego, gdyby nie fakt, że ówcze­sna mini­ster spra­wie­dli­wo­ści, Hanna Suchocka nie pozwo­liła Głów­nej Komi­sji Bada­nia Zbrodni prze­ciwko Naro­dowi Pol­skiemu na prze­ka­za­nie tych akt, uwa­ża­jąc pomoc prawną ze strony Pol­ski za zbędną. A mimo to, 1 lipca 1998, arbi­tralną decy­zją dyrek­tora GKB­ZnNP i jego zastępcy, Anto­niego Galiń­skiego, teczki zostały na Bia­ło­ruś, Litwę i na Ukra­inę prze­ka­zane.
Skąd taka deter­mi­na­cja i pośpiech? Dla­czego, mimo braku zgody mini­stra, co jest ostrym naru­sze­niem prawa, pano­wie dyrek­to­rzy zde­cy­do­wali się na prze­ka­za­nie akt?
Dla­czego dyrek­tor Galiń­ski pona­glał archi­wi­stów i pra­cow­ni­ków komi­sji: „Trzeba zacząć prze­sy­łać jak naj­szyb­ciej wybrane (wszyst­kie pod­kre­śle­nia pocho­dzą od autora) czę­ści mate­ria­łów i w ślad, suk­ce­syw­nie dosy­łać dal­sze”? Prze­cież dobrze wie­dział, że pol­skie doświad­cze­nia w zakre­sie „pomocy praw­nej” udzie­la­nej w/w kra­jom nie były zachę­ca­jące.
Kogo czę­sto­wano pol­skimi aktami na Litwie, na Ukra­inie czy w Rosji? I kto na tym sko­rzy­stał, bo nie ulega wąt­pli­wo­ści, że sko­rzy­stał skoro porwał się na rokosz prze­ciwko samemu mini­strowi sprawiedliwości?

Koby­lań­ski

Skan­da­licz­nym poczę­stun­kiem jest sprawa Jana Koby­lań­skiego. Otóż, 22 marca 2005 roku, w „Wia­do­mo­ściach” tele­wi­zyj­nych ówcze­sny mini­ster spra­wie­dli­wo­ści, Andrzej Kal­was w towa­rzy­stwie wice­dy­rek­tora Insty­tutu Pamięci Naro­do­wej, prof. Witolda Kule­szy i ogło­sili publicz­nie, że pla­nują wystą­pie­nie o eks­tra­dy­cję do rządu Uru­gwaju. Cho­dziło o wyda­nie i posta­wie­nie przed sądem pol­skim, podej­rza­nego o zbrod­nię ludo­bój­stwa, a zamiesz­ka­łego w Mon­te­vi­deo milio­nera i dzia­ła­cza polo­nij­nego z Ame­ryki Połu­dnio­wej, Jana Koby­lań­skiego.
Pod­stawą eks­tra­dy­cji, jak donio­sła 23 marca 2005 „Rzecz­po­spo­lita”, miały być odna­le­zione w aktach IPN (stąd wła­śnie obec­ność prof. Kule­szy) zezna­nia świad­ków potwier­dza­jące, że „Jan Koby­lań­ski, praw­do­po­dob­nie wspól­nie z ojcem, Sta­ni­sła­wem, zade­nun­cjo­wał Niem­com Żydów, któ­rym za zapłatą miał zna­leźć bez­pieczną kry­jówkę”. Bez względu na zasad­ność podej­rzeń, sprawa jest mocno dęta. Po pierw­sze, eks­tra­dy­cja doty­czy wyłącz­nie osób ska­za­nych przez sąd, a w spra­wie Koby­lań­skiego nie roz­po­częto nawet śledz­twa. Poda­nie do wia­do­mo­ści publicz­nej infor­ma­cji o eks­tra­dy­cji osoby, któ­rej nawet nie udo­wod­niono prze­stęp­stwa jest poważ­nym nad­uży­ciem. Po dru­gie, nie ma żad­nej pew­no­ści, czy teczka, w któ­rej znaj­dują się zezna­nia obcią­ża­jące Jana Koby­lań­skiego jest jego teczką. Oto co w tej spra­wie pisze Dariusz Gabrel, pro­ku­ra­tor GKŚZpNP w War­sza­wie: „Przed­mio­towe postę­po­wa­nie i (…) czyn­no­ści spraw­dza­jące, do chwili obec­nej, (list dato­wany jest 16 maja 2006) nie dały pod­staw do usta­le­nia, czy osoba Janu­sza Koby­lań­skiego wystę­pu­jąca w mate­ria­łach archi­wal­nych śledz­twa jako osoba podej­rzana jest osobą toż­samą co osoba Jana Koby­lań­skiego (…)” Roz­wa­ża­nie winy Jana Koby­lań­skiego – pisze w kon­klu­zji pro­ku­ra­tor Gabrel – „byłoby bez­przed­mio­towe”. A zatem publiczne oskar­ża­nie Koby­lań­skiego jest w naj­lep­szym przy­padku pomó­wie­niem.
Dla­czego dwóch wysoko posta­wio­nych dostoj­ni­ków, w dodatku praw­ni­ków, łamiąc ele­men­tarne zasady prawa, ryzy­kuje wła­sną repu­ta­cję, nara­ża­jąc się na pro­ces sądowy?
Można tylko domnie­my­wać. Wio­sna 2005 to począ­tek kam­pa­nii wybor­czej, w któ­rej coraz więk­szego zna­cze­nia nabiera popar­cie udzie­lane kan­dy­da­tom PiS ze strony Radia Maryja, któ­rego Jan Koby­lań­ski jest hoj­nym dona­to­rem. Poczę­stu­nek odpo­wied­nią teczką ze strony IPN był i na cza­sie, i mile widziany, tym bar­dziej, że wro­gość wobec Koby­lań­skiego i Radia Maryja, prze­kła­dała się – zda­niem czę­stu­ją­cych – na porażkę wspól­nego wroga, jakim był dla nich PiS, a jed­no­cze­śnie gwa­ran­to­wało ówcze­snym wła­dzom IPN zacho­wa­nie dotych­cza­so­wego sta­tus quo.

Ostatni poczę­stu­nek

Mimo zwy­cię­stwa PiS i solen­nych obiet­nic co do zmiany stylu spra­wo­wa­nia wła­dzy, nic się w tej spra­wie nie zmie­nia. Co wię­cej, wszystko wska­zuje na to, że czę­sto­wa­nie trwa w naj­lep­sze. Tym razem dys­po­zy­cyjni archi­wi­ści poczę­sto­wali nową wła­dzę teczką b. pre­mier Zyty Gilow­skiej. Czy dowiemy się przy­naj­mniej, kto kogo poczę­sto­wał i dla­czego? Bo o tym, że pań­stwo mamy nie­od­po­wie­dzialne wia­domo nie od dziś.

Gina akta IPN
Jan M. Fijor
„Nczas, Wprost” 2006-07-07

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 7

  1. Dynamo Moskwa pisze:

    Info na temat wydawcy The God of the Machine, Isa­bel Peter­son poda­lem pod Pana Ryn­kami Kredytow

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Nie moge sie dopa­trzyc tego wydawcy. Moze cos prze­oczy­lem? pozdrawiam\JM Fijor

  3. Dynamo Moskwa pisze:

    Rze­czy­wi­scie wpi­sa­lem i sam nie moge teraz odna­lezc, wiec powta­rzam: New mate­rial this edi­tion copy­ri­ght 1993 by Trans­ac­tion Publi­shers, New Bun­swick, New Jer­sey 08903. Ori­gi­nally publi­shed in 1943 by G.P. Put­nam.
    All inqu­iries sho­uld be addres­sed to Trans­ac­tion Publi­shers, Rut­gers — The State Uni­ver­sity, New Brun­swick, New Jer­sey 08903
    Library of Con­gress Cata­log Num­ber: 92 – 32935
    „The God of the Machine”, by Isa­bel Pater­son with a new intro­duc­tion by Ste­phen Cox.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Dzieki, zaraz do nich pisze. Pozdra­wiam jan M Fijor

  5. Dynamo Moskwa pisze:

    A i na Zdro­wie, Panie Janie.

  6. Oscypek pisze:

    A jakie ma wla­sci­ciel tej strony zda­nie na wyda­rze­nia na bli­skim wscho­dzie? Zyt winny, czy ter­ro­ry­sty. I tutaj chcie­li­by­smy usly­szec opi­nie uprze­dzo­nego do Zydow, jak zawsze, fun­da­men­tal­nie reli­gij­nego, gle­boko kato­lic­kiego Pana. Oscypek

  7. panta rei pisze:

    Oby­wa­tel swiata jak widac nie lubi sie wypo­wia­dac, jak tylko cze­kac na wyda­rze­nia i wtedy komen­to­wac, co by bylo gdyby nie byloooo..ale nie­stety taka natura juz Jana Fijora — tak na wszelki wypa­dek dmu­chac na gorace…

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*