Demokracja bóg, który zawiódł

Demo­kra­cja bóg, który zawiódł

Hans-Hermann Hoppe
Tłum.: W.Falkowski, J. Jabłecki
War­szawa 2006
ISBN: 83 – 89812-21 – 5

Cena: wraz z wysyłką 35 zł

Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew pro­simy wysy­łać na konto: 73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na nazwi­sko Jan M. Fijor

Wstęp do wyda­nia polskiego

Hans-Hermann Hoppe

W dzie­jach rodzaju ludz­kiego zda­rzają się punkty zwrotne, już to w lep­szym, już w gor­szym kie­runku. Jed­nym z takich momen­tów prze­ło­mo­wych był upa­dek komu­ni­zmu w Euro­pie Wschod­niej i Środ­ko­wej, jaki nastą­pił w 1989 roku. Prze­po­wie­dział go prze­szło 70 lat temu, uro­dzony w pol­skim mie­ście, Lwo­wie, wybitny eko­no­mi­sta austriacki, Ludwig von Mises (1881 – 1973).
Nie ma wąt­pli­wo­ści, że upa­dek komu­ni­zmu był zmianą na lep­sze, jed­nakże histo­ria ludz­ko­ści roi się od wyda­rzeń, które choć zapo­wia­dały się na wielki triumf ludz­kiej wol­no­ści, po jakimś cza­sie stały się nikłym jej zwy­cię­stwem, któ­rego owoce wkrótce zni­kały.
Spo­śród wszyst­kich kra­jów wyzwo­lo­nych spod jarzma komu­ni­zmu, z Pol­ską wią­zano naj­więk­sze nadzieje. Pol­ska była nie­gdyś naro­dem na wskroś ary­sto­kra­tycz­nym, a prze­cież to wła­śnie ary­sto­kra­cja była tą natu­ralną elitą narodu, która z natury swo­jej trosz­czyła się o wol­ność i pro­pa­go­wa­nie jej idei. W latach 1572 – 1791 Pol­ska była monar­chią elek­cyjną, zaś w pol­skim par­la­men­cie, poje­dyn­czy poseł miał prawo weto­wa­nia jakiej­kol­wiek ini­cja­tywy usta­wo­daw­czej. Pol­ska była znana i podzi­wiana w całej Euro­pie za swoją tole­ran­cje reli­gijną. Zda­niem Erika Rit­ter von Kuehnelt-Leddihn Polacy trzy­krot­nie ode­grali decy­du­jącą rolę w rato­wa­niu cywi­li­za­cji Zachodu; w 1241 roku, kiedy pod Legnicą, ramię w ramię z nie­miec­kim rycer­stwem powstrzy­mali tatar­skie hordy przed inwa­zją Europy Zachod­niej; w 1683 roku, kiedy pol­skie woj­ska poko­nały Tur­ków pod Wied­niem, oraz w 1920 roku, kiedy Polacy poko­nali bol­sze­wi­ków w bitwie war­szaw­skiej.
Zamiast jed­nak wskrze­sić swą pełną chwały wol­no­ściową prze­szłość i wybrać drogę zde­cy­do­wa­nej deso­cja­li­za­cji i pry­wa­ty­za­cji, jak sam pro­po­nuję w roz­dziale VI tej książki, Pol­ska — podob­nie jak więk­szość innych kra­jów post­ko­mu­ni­stycz­nych — zde­cy­do­wała się na przy­ję­cie zachod­nio­eu­ro­pej­skiego modelu socjal­de­mo­kra­tycz­nego pań­stwa opie­kuń­czego. Trudno się zresztą Pola­kom dzi­wić. Pol­scy przy­wódcy nie znali nic lep­szego, a ponadto zostali prze­ku­pieni i nie­jako przy­mu­szeni do takiego roz­wią­za­nia przez przy­wód­ców poli­tycz­nych Zachodu i ich inte­lek­tu­al­nych „ochro­nia­rzy”, któ­rzy wręcz oba­wiali się powsta­nia wol­nej i w pełni libe­ral­nej Środ­ko­wej i Wschod­niej Europy. Taka libe­ralna Pol­ska byłaby wobec ich, nad­mier­nie opo­dat­ko­wa­nych i nad­mier­nie ure­gu­lo­wa­nych kra­jów sil­nym kon­ku­ren­tem, który by zmu­szał do wpro­wa­dze­nia w ich wła­snych kra­jach rady­kal­nych reform. Mogłyby one spo­wo­do­wać odej­ście od nie­wy­dol­nego eko­no­micz­nie modelu pań­stwa opie­kuń­czego Zachodu. Zamiast więc reform, mamy w Pol­sce naśla­do­wa­nie Zachodu z jego roz­dę­tym sek­to­rem gospo­darki kon­tro­lo­wa­nej przez pań­stwo, pań­stwo­wymi pra­sami dru­ku­ją­cymi papie­rowe pie­nią­dze, wyso­kimi podat­kami, nad­mia­rem ustaw i regu­la­cji i całą masą, finan­so­wa­nych przez podat­nika zasił­ków i sub­sy­diów. Co wię­cej, sku­szona obiet­ni­cami ogrom­nych zapo­móg z Bruk­seli i wizją dobrze płat­nych posad w rosną­cej bez ustanku unij­nej biu­ro­kra­cji, Pol­ska zde­cy­do­wała się przy­łą­czyć do Unii Euro­pej­skiej, rząd zaś – w ramach har­mo­ni­za­cji prawa unij­nego – dosto­so­wał do struk­tur ogól­no­eu­ro­pej­skich, zarówno usta­wo­daw­stwo jak i sys­tem podat­kowy. W rezul­ta­cie, tuż po począt­ko­wym przy­spie­sze­niu wzro­stu eko­no­micz­nego, który nastą­pił w wyniku czę­ścio­wej pry­wa­ty­za­cji i libe­ra­li­za­cji gospo­darki, nastą­piło to , czego nale­żało ocze­ki­wać: sze­rząca się korup­cja, infla­cja, sta­gna­cja i bez­ro­bo­cie.
Co gor­sza, nawet ta ogra­ni­czona deso­cja­li­za­cji pro­wa­dzona była wedle stan­dar­dów poli­tycz­nych. Zamiast więc oddać wła­sność w ręce jej pra­wi­dło­wych wła­ści­cieli, dużą część majątku naro­do­wego została przy­własz­czona przez poli­ty­ków i ich totum­fac­kich, naj­czę­ściej spo­śród elit poprzed­nich władz komu­ni­stycz­nych i opraw­ców minio­nego sys­temu. W wyniku tego pro­cesu, wielu ludzi o podej­rza­nej repu­ta­cji stało sie nagle wła­ści­cie­lami ogrom­nych for­tun i wpły­wo­wymi biz­nes­me­nami.
Trudno sie potem dzi­wić, że słowa takie jak ”kapi­ta­lizm” czy “gospo­darka wol­no­ryn­kowa’ nabrały bar­dzo szybko kono­ta­cji nega­tyw­nej, sta­jać się syno­ni­mem wszel­kiego zła, gdyż wła­śnie pod ich szyl­dem prze­wrot­nie rekla­mo­wano nowy sys­tem. Jeśli kapi­ta­lizm i wolny rynek ozna­czają sta­gna­cję, nędzę i bez­ro­bo­cie, jeśli poma­gają boga­cić się oszu­stom i kom­bi­na­to­rom, to któż by takiego sys­temu chciał?
Kul­ty­wo­wane skrzęt­nie przez cztery dekady komu­ni­zmu, ostrze zawi­ści i źle poję­tego ega­li­ta­ry­zmu nasi­liło się w walce prze­ciwko ludziom boga­tym.
W tej książce poka­żemy, że ist­nie­jący porzą­dek miale jed­nak alter­na­tywę; demo­kra­cja jest bowiem łagodną formą komu­ni­zmu; że sys­tem monar­chiczny byłby od maso­wej demo­kra­cji o wiele lep­szy, cho­ciażby poprzez usta­no­wie­nie „porządku natu­ral­nego”; że cen­tra­li­za­cji poli­tyczna, taka jak ist­nieje we Wspól­no­cie Euro­pej­skiej jest absur­dem eko­no­micz­nym. Wyka­żemy też, że decen­tra­li­za­cja — model ist­nie­jący w kan­to­nal­nej Szwaj­ca­rii, w Liech­ten­ste­inie, Monako czy w “wol­nych mia­stach”, takich jak Wolne Kró­lew­skie Mia­sto Gdań­ska przed 1795 rokiem lub inne “wolne mia­sta” roz­rzu­cone po śre­dnio­wiecz­nej Euro­pie – sze­rzyły wol­ność, swo­body oby­wa­tel­skie i pro­spe­ritę; że klasa poli­tyczna i rzą­dowi biu­ro­kraci, to paso­żyty żyjące kosz­tem pracy pro­du­ku­ją­cych indy­wi­duów; że w czy­stym kapi­ta­li­zmie, w warun­kach wol­nego rynku, ludźmi zamoż­nymi, zasłu­gu­ją­cymi na bogac­two nie są oszu­ści, lecz ludzie pra­cu­jący, two­rzący mają­tek naro­dowy; że w takich warun­kach uczu­cie zazdro­ści, potę­piane w biblij­nych przy­ka­za­niach są bez­pro­duk­tyw­nym złem, które należy za wszelką cenę zdła­wić.
Nie prze­sa­dzę, jeśli powiem, że książka ta będzie dla wielu pol­skich czy­tel­ni­ków wysoce pro­wo­ka­cyjna, a nawet nie­kiedy szo­ku­jąca. Roz­pra­wia się ona z mitami, oba­la­jąc je bez względu na to, czy zgo­dzą się oni z moimi wnio­skami czy nie. Jestem pewien, że dla czy­tel­ni­ków tych będzie to oka­zja do otrzą­śnię­cia się z dogma­tycz­nej drzemki i do spoj­rze­nia na świat innymi oczami niż dotąd.

(Zamiast recen­zji, frag­ment roz­działu I)
HISTORIA I PRZYSZŁOŚĆ

Pro­ces cywi­li­za­cyjny, uru­cho­miony przez indy­wi­du­alne oszczęd­no­ści, inwe­sty­cje oraz aku­mu­la­cję trwa­łych dóbr kon­sump­cyj­nych i kapi­ta­ło­wych – pro­ces stop­nio­wego obni­ża­nia poziomu pre­fe­ren­cji cza­so­wych i cią­głego posze­rza­nia zakresu i wydłu­ża­nia hory­zontu cza­so­wego indy­wi­du­al­nych zabez­pie­czeń – może zostać zakłó­cony przez dzia­ła­nia prze­stęp­cze. Każ­demu wolno się jed­nak bro­nić przed prze­stęp­cami, toteż ist­nie­nie prze­stęp­czo­ści nie zmie­nia ogól­nego kie­runku pro­cesu. Prze­stęp­czość powo­duje tylko zwięk­sze­nie wydat­ków na ochronę i zmniej­sze­nie wydat­ków na inne cele. Zmiana kie­runku nato­miast – dopro­wa­dze­nie do zatrzy­ma­nia się stopy pre­fe­ren­cji cza­so­wej na tym samym pozio­mie lub nawet do jej pod­nie­sie­nia – może wystą­pić tylko wtedy, gdy naru­sze­nie prawa wła­sno­ści jest zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wane, to zna­czy w sytu­acji, kiedy mamy do czy­nie­nia z rzą­dem. Należy przy­jąć, że wszyst­kie rodzaje rządu mają skłon­ność do roz­ra­sta­nia się oraz do eks­pan­sji tery­to­rial­nej (cen­tra­li­za­cji poli­tycz­nej), ale nie każdy rodzaj rządu będzie w tych dąże­niach rów­nie sku­teczny.
Jeśli rząd jest pry­watny (w ustroju monar­chi­stycz­nym), król ma moty­wa­cję do tego, żeby we wła­snym inte­re­sie kie­ro­wać się dale­ko­wzrocz­no­ścią i umia­rem w sfe­rze opo­dat­ko­wa­nia i wojny. Pro­ces cywi­li­za­cyjny będzie sys­te­ma­tycz­nie opóź­niany, ale siły decy­wi­li­za­cyjne wyra­sta­jące z wła­dzy monar­chicz­nej będą na ogół zbyt słabe na to, żeby prze­ła­mać prze­ciw­stawną ten­den­cję do obni­ża­nia się stóp pre­fe­ren­cji cza­so­wej i wciąż powięk­sza­jący się zakres rezerw poszcze­gól­nych ludzi. Tylko jeśli rząd sta­nowi wła­sność publiczną (w ustroju demokratyczno-republikańskim) decy­wi­li­za­cyjny wpływ rządu może przy­brać takie roz­miary, że pro­ces cywi­li­za­cyjny zosta­nie zaha­mo­wany lub nawet przy­bie­rze kie­ru­nek prze­ciwny, zamie­nia­jąc się w pro­ces decy­wi­li­za­cyjny: kon­sump­cję kapi­tału, zawę­ża­nie hory­zon­tów pla­no­wa­nia i zabez­pie­cze­nia oraz postę­pu­jące zdzie­cin­nie­nie i bru­ta­li­za­cję życia spo­łecz­nego.
W świe­tle tych teo­re­tycz­nych usta­leń można rekon­stru­ować i rozu­mieć wiele wyda­rzeń z histo­rii nowo­żyt­nej Europy i Zachodu. W ciągu 150 lat – od wojny o nie­pod­le­głość Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej aż do cza­sów obec­nych – Europa, a za jej przy­kła­dem cały świat zachodni, prze­szła epo­kową prze­mianę. We wszyst­kich kra­jach monar­chię i suwe­ren­nych kró­lów zastą­pił ustrój demokratyczno-republikański i suwe­renny „lud” .
Pierw­szy bez­po­średni atak repu­bli­ka­ni­zmu i idei powszech­nej suwe­ren­no­ści na zasadę monar­chi­zmu został powstrzy­many wraz z klę­ską mili­tarną Napo­le­ona i restau­ra­cją Bur­bo­nów we Fran­cji. Wyda­rze­nia epoki napo­le­oń­skiej spra­wiły, że repu­bli­ka­nizm został zdys­kre­dy­to­wany i nie cie­szył się popu­lar­no­ścią w XIX wieku. „Nadal uwa­żano, że repu­bli­ka­nizm opie­rał się na prze­mocy – cha­rak­te­ry­zo­wał się wojow­ni­czo­ścią w poli­tyce zagra­nicz­nej, nie­sta­bil­no­ścią w reali­zo­wa­niu poli­tyki, nie­chę­cią do Kościoła i socja­li­stycz­nym podej­ściem do zagad­nień doty­czą­cych wła­sno­ści i bogac­twa jed­nostki, a przy­naj­mniej ega­li­ta­ry­zmem poglą­dów w tej dzie­dzi­nie” . Mimo wszystko demokratyczno-republikański duch Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej pozo­sta­wił po sobie trwały ślad. Od czasu restau­ra­cji ustroju monar­chicz­nego w 1815 roku do wybu­chu I wojny świa­to­wej w 1914 roku we wszyst­kich kra­jach Europy udział spo­łe­czeń­stwa w poli­tyce i we wła­dzach przed­sta­wi­ciel­skich stale się zwięk­szał. Wszę­dzie posze­rzano zakres praw oby­wa­tel­skich, a upraw­nie­nia wybie­ra­nego w powszech­nym gło­so­wa­niu par­la­mentu sta­wały się coraz więk­sze . Zasada rządu monar­chicz­nego była coraz bar­dziej pozba­wiona kośćca, lecz mimo to pozo­stała domi­nu­jącą do wybu­chu nisz­czy­ciel­skiej I wojny świa­to­wej. Do tego czasu w Euro­pie ist­niały tylko dwie repu­bliki: Szwaj­ca­ria i Fran­cja. Zale­d­wie cztery lata póź­niej, po tym jak USA przy­stą­piły do wojny i prze­są­dziły o jej wyniku, wszyst­kie monar­chie znik­nęły, a Europa zwró­ciła się ku demo­kra­tycz­nemu repu­bli­ka­ni­zmowi. Przy­stą­pie­nie do wojny USA nadało jej nowego wymiaru. Z wojny mają­cej do 1917 roku cha­rak­ter sta­ro­świec­kiego sporu tery­to­rial­nego prze­ro­dziła się w wojnę ide­olo­giczną. USA powstały jako repu­blika, a zawarta w idei repu­bli­kań­skiej zasada demo­kra­cji zwy­cię­żyła nie­wiele wcze­śniej w wyniku poko­na­nia i znisz­cze­nia sece­sjo­ni­stycz­nych sta­nów Kon­fe­de­ra­cji przez cen­tra­li­styczny rząd Unii. W okre­sie I wojny świa­to­wej trium­falna ide­olo­gia eks­pan­sjo­ni­stycz­nego demo­kra­tycz­nego repu­bli­ka­ni­zmu zna­la­zła swo­jego wyra­zi­ciela w oso­bie pre­zy­denta USA Woodrowa Wil­sona. Za pre­zy­den­tury Wil­sona euro­pej­ska wojna prze­kształ­ciła się w misję ide­olo­giczną, któ­rej celem było wpro­wa­dze­nie na całym świe­cie demo­kra­cji i uwol­nie­nie go od wład­ców dyna­stycz­nych . Poko­nani Roma­no­wo­wie, Hohen­zol­ler­no­wie i Habs­bur­go­wie musieli abdy­ko­wać lub zło­żyć urząd, a Rosja, Niemcy i Austria prze­kształ­ciły się w demo­kra­tyczne repu­bliki, w któ­rych kobie­tom i męż­czy­znom przy­słu­gi­wało prawo gło­so­wa­nia, a wła­dza nale­żała do par­la­mentu. Rów­nież wszyst­kie powstałe na zie­miach poko­na­nych państw kraje – Pol­ska, Fin­lan­dia, Esto­nia, Łotwa, Litwa, Węgry i Cze­cho­sło­wa­cja – przy­jęły demo­kra­tyczną kon­sty­tu­cję. Jedy­nym wyjąt­kiem była Jugo­sła­wia. Oba­lono monar­chię w Tur­cji i w Gre­cji. Nawet w tych kra­jach, w któ­rych monar­chia prze­trwała – w Wiel­kiej Bry­ta­nii, Wło­szech, Hisz­pa­nii, Bel­gii, Holan­dii i w kra­jach skan­dy­naw­skich – monar­cho­wie nie mieli już żad­nej rze­czy­wi­stej wła­dzy. Wszę­dzie wpro­wa­dzano powszechne prawa wybor­cze, a cała wła­dza sku­piała się w par­la­men­cie i w rękach urzęd­ni­ków „publicz­nych” . Roz­po­częła się nowa epoka – era demo­kra­tycz­nego repu­bli­ka­ni­zmu pod egidą domi­nu­ją­cego rządu USA.
Z punktu widze­nia teo­rii eko­no­micz­nej koniec I wojny świa­to­wej można uznać za moment, w któ­rym pry­watna wła­sność rządu została cał­ko­wi­cie zastą­piona przez publiczną wła­sność rządu i w któ­rym poja­wiły się ten­den­cje do pod­no­sze­nia poziomu spo­łecz­nej stopy pre­fe­ren­cji cza­so­wej, roz­ra­sta­nia się rządu oraz towa­rzy­szące im pro­cesy decy­wi­li­za­cyjne. Jak wyka­za­li­śmy szcze­gó­łowo powy­żej, pro­cesy te sta­no­wiły osnowę wszyst­kich wyda­rzeń, które roz­gry­wały się w XX wieku . Od 1918 roku wła­ści­wie wszyst­kie zja­wi­ska zwią­zane z wysoką stopą pre­fe­ren­cji cza­so­wej zaczęły się nasi­lać: w sfe­rze ustro­jo­wej demo­kra­tyczny repu­bli­ka­nizm wykształ­cił komu­nizm (a wraz z nim nie­wol­nic­two i wspie­rane przez rząd masowe mordy nawet w okre­sie pokoju), faszyzm, naro­dowy socja­lizm oraz naj­dłu­żej utrzy­mu­jącą się socjal­de­mo­kra­cję („libe­ra­lizm”) . Przy­mu­sowa służba woj­skowa stała się regułą nie­mal na całym świe­cie. Wojny mię­dzy pań­stwami i wojny domowe wybu­chały coraz czę­ściej i były coraz bar­dziej bru­talne, a pro­ces cen­tra­li­za­cji poli­tycz­nej posu­nął się dalej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. W poli­tyce wewnętrz­nej demo­kra­tyczny repu­bli­ka­nizm dopro­wa­dził do cią­głego wzro­stu podat­ków, dłu­gów i do zwięk­sze­nia zatrud­nie­nia w insty­tu­cjach rzą­do­wych. Spo­wo­do­wał odej­ście od stan­dardu złota, bez­przy­kładną infla­cję pie­nią­dza papie­ro­wego oraz zwięk­sze­nie pro­tek­cjo­ni­zmu i kon­troli prze­miesz­cza­nia się. Nawet naj­bar­dziej pod­sta­wowe poję­cia prawa ule­gły znie­kształ­ce­niu z powodu zalewu prze­pi­sów i regu­la­cji. Jed­no­cze­śnie w sfe­rze doty­czą­cej życia spo­łecz­nego ule­gły osła­bie­niu insty­tu­cje mał­żeń­stwa i rodziny, liczba dzieci spa­dła, a wzro­sła liczba roz­wo­dów, związ­ków nie­for­mal­nych, rodzi­ców wycho­wu­ją­cych samot­nie dzieci, osób samot­nych i abor­cji. Poziom oszczęd­no­ści zatrzy­mał się lub zaczął nawet spa­dać, mimo że dochody rosły. W porów­na­niu z XIX wie­kiem poziom wykształ­ce­nia elit poli­tycz­nych i inte­lek­tu­al­nych oraz jakość publicz­nej edu­ka­cji spa­dły. Wzro­sły: prze­stęp­czość, bez­ro­bo­cie struk­tu­ralne, zależ­ność od opieki spo­łecz­nej, paso­żyt­nic­two, nie­dbal­stwo, lek­ko­myśl­ność, cham­stwo, i hedo­nizm; wię­cej jest przy­pad­ków psy­cho­pa­tii.
Bieg histo­rii wyzna­czają osta­tecz­nie idee – zarówno te praw­dziwe, jak i te fał­szywe. Podob­nie jak kró­lo­wie nie mogli spra­wo­wać wła­dzy, o ile opi­nia publiczna nie uzna­wała ich rzą­dów za upraw­nione, tak utrzy­ma­nie wła­dzy poli­tycz­nej przez rządy demo­kra­tyczne zależy od opi­nii publicz­nej. Jeśli więc mamy prze­ciw­dzia­łać roz­wo­jowi pro­cesu decy­wi­li­za­cyj­nego, to musimy się skon­cen­tro­wać na zmia­nie opi­nii publicz­nej. Jak kie­dyś monar­chię uwa­żano za upraw­nioną, by następ­nie uznać ją za ustrój nie­na­da­jący się do roz­wią­za­nia bie­żą­cego kry­zysu spo­łecz­nego, tak obec­nie nie można wyklu­czyć, że idea rzą­dów demo­kra­tycz­nych zosta­nie kie­dyś uznana za nie­upraw­nioną i nie do pomy­śle­nia w sen­sie poli­tycz­nym. Taka dele­gi­ty­mi­za­cja demo­kra­cji jest koniecz­nym warun­kiem unik­nię­cia osta­tecz­nej kata­strofy spo­łecz­nej. To nie rząd (monar­chiczny lub demo­kra­tyczny) jest źró­dłem cywi­li­za­cji czło­wieka i pokoju spo­łecz­nego, lecz wła­sność pry­watna oraz posza­no­wa­nie i obrona prawa wła­sno­ści pry­wat­nej, swo­body umów i odpo­wie­dzial­no­ści osobistej.

Monar­chia lep­sza niż demokracja

Eko­no­mi­sta szkoły austriac­kiej, pro­fe­sor Uni­wer­sy­tetu Nevada w Las Vegas, Hans Her­mann Hoppe jest anar­cho­ka­pi­ta­li­stą. I wła­śnie jego książka „Demo­kra­cja – bóg, który zawiódł” przed­sta­wia alter­na­tywne spo­łe­czeń­stwo pozba­wione wła­dzy pań­stwo­wej, w któ­rym wszyst­kie sprawy są regu­lo­wane wyłącz­nie poprzez, nie­skrę­po­wany żad­nymi regu­la­cjami wolny rynek. W tej atrak­cyj­nej wizji pro­fe­sor Hoppe udo­wad­nia, że pań­stwo, w szcze­gól­no­ści roz­bu­do­wane pań­stwo opie­kuń­cze, jest prze­żyt­kiem i życie w spo­łe­czeń­stwie anar­cho­ka­pi­ta­li­stycz­nym byłoby o wiele prost­sze, a ludzie znacz­nie bogatsi. Jedną z waż­niej­szych spraw poru­sza­nych w tej książce jest odpo­wiedź na pyta­nie, co jest naj­więk­szą wadą demo­kra­cji. Autor wyja­śnia to w nastę­pu­jący spo­sób. Mia­no­wi­cie w demo­kra­cji wła­dza jest wybie­rana na okre­śloną ilość lat – 4 (par­la­menty więk­szo­ści kra­jów), 3 (par­la­ment w Nowej Zelan­dii, Sejm Łotwy czy Izba Repre­zen­tan­tów w Austra­lii), 5 (fran­cu­skie Zgro­ma­dze­nie Naro­dowe, Izba Ludowa Indii, pre­zy­dent w Pol­sce czy w Niem­czech), 6 (Senat w Austra­lii), czy 7 (pre­zy­dent we Fran­cji). Przez ten krótki czas poli­tycy myślą o tym, aby się wzbo­ga­cić. I jest to myśle­nie krót­ko­okre­sowe. Nie zasta­na­wiają się, co sta­nie się z pań­stwem, gdy pałeczkę przej­mie nowa wła­dza. W związku z tym pod­czas swo­jej kaden­cji poli­tycy sta­rają się mak­sy­mal­nie wyeks­plo­ato­wać spo­łe­czeń­stwo i wycią­gnąć z niego jak naj­wię­cej dla sie­bie. Z tego wła­śnie wynika nakła­da­nie wyso­kich podat­ków w demo­kra­cji, czy wszel­kie regu­la­cje przy­no­szące poli­ty­kom korzy­ści w postaci łapó­wek. Po okre­sie kaden­cji wszystko może już się zawa­lić! Demo­kra­tycz­nie wybra­nej wła­dzy to nie obcho­dzi, bo już i tak nic z tego nie będzie miała. Jak pro­blem ten wygląda w monar­chii, w szcze­gól­no­ści dzie­dzicz­nej? Król myśli dłu­go­fa­lowo. Zależy mu nie tylko na zyskach w naj­bliż­szym cza­sie, ale rów­nież na docho­dach za kil­ka­na­ście czy kil­ka­dzie­siąt lat, a nawet po jego śmierci, gdy kró­le­stwo przej­mie jego syn. Dla­tego zasoby zużywa tylko w takim stop­niu, w jakim są mu one rze­czy­wi­ście nie­zbędne. Zależy mu, aby jego pod­dani byli bogaci, bo dzięki temu może zebrać więk­sze podatki. Ale co naj­waż­niej­sze stara się usta­na­wiać takie prawa, które będą przy­no­siły mu dochody rów­nież w dale­kiej przy­szło­ści, a to ozna­cza, że obcią­że­nia finan­sowe nało­żone na pod­da­nych będą niskie, aby posia­dane przez nich środki pie­niężne były w dużej mie­rze kie­ro­wane na inwe­sty­cje przy­no­szące zysk za wiele lat. Dzięki temu kraj się roz­wija, a król w ten spo­sób zabez­pie­cza przy­szłość swoją, a jed­no­cze­śnie całego pań­stwa. Książka ame­ry­kań­skiego pro­fe­sora zmu­sza czy­tel­nika do wielu prze­my­śleń na temat roli pań­stwa i wła­śnie z tego powodu warta jest przeczytania.

Tomasz Cukier­nik

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

No Comments Yet.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*