Disce puer oeconomiae

Czy to moż­liwe, żeby tak wielu eks­per­tów, spe­cja­li­stów i poli­ty­ków nie rozu­miało praw­dzi­wych przy­czyn sto­ją­cych za obec­nym kry­zy­sem finan­so­wym? Jak to moż­liwe, że w mediach tak łatwo gar­dzi się trudną prawdą na rzecz łatwej ignorancji?

Mam przed sobą arty­kuł z Pulsu Biz­nesu, dato­wany 15 paź­dzier­nika 2008 roku. To abso­lutny przy­pa­dek, że wybra­łem PB, podobne tek­sty można zna­leźć w innych perio­dy­kach zaj­mu­ją­cych się ana­lizą obec­nego kry­zysu. PB i tak jest pod tym wzglę­dem sto­sun­kowo naj­rze­tel­niej­szy.
Arty­kuł nosi opty­mi­styczny tytuł „Inwe­sto­rzy czują zapach pie­nię­dzy”, oraz pod­ty­tuł „Dzia­ła­nia rzą­dów w końcu owo­cują”, co wyja­śnia z grub­sza opty­mizm, z jakim został napi­sany. Powo­dem opty­mi­zmu była, jak można się domy­ślać, rekor­dowa zwyżka indeksu Dow Jones Indu­strial Ave­rage, jaka miała miej­sce dzień wcze­śniej na Wall Street, kiedy to wspo­mniany DJIA zyskał bli­sko 10 pro­cent, naj­więk­szy wzrost w dzie­jach giełdy nowo­jor­skiej. Autor wyja­śnia powody tej gwał­tow­nej zwyżki: „Rynek z opty­mi­zmem przy­jął infor­ma­cję o nacjo­na­li­za­cji ban­ków, głów­nie w USA i Euro­pie, oraz zapo­wie­dzi wpom­po­wa­nia kolej­nych miliar­dów dola­rów w sek­tor finan­sowy”. Cytu­jąc, dla pod­par­cia swej tezy, auto­ry­tet finan­sowy, nie­ja­kiego Toby Has­salla, ana­li­tyka z firmy Com­mo­dity War­rants Austra­lia Ltd., który mówi: „Z tego powodu (to zna­czy z powodu nacjo­na­li­za­cji – przyp. jmf) mamy bar­dzo silne odbi­cie i nadzieję, że osią­gnę­li­śmy już dno.”
Naj­śmiesz­niej­sze jest to, że wciągu ostat­niego tygo­dnia poprze­dza­ją­cego to „silne odbi­cie”, indeks Dow Jones oscy­lo­wał – z dnia na dzień — w gra­ni­cach 1000 punk­tów, czyli mniej wię­cej 11 – 12 pro­cent swej war­to­ści. Nie zaszło ponadto nic, co by mogło tę sytu­ację zmie­nić, a tym bar­dziej zre­du­ko­wać nie­pew­ność. N.b. w info­gra­fice towa­rzy­szą­cej oma­wia­nemu tek­stowi zamiesz­czono „stopy zwrotu z okresu 10.10.08 do 14.10.08”, co jest już kom­pletną aber­ra­cją. Wszak dziecko wie, że PB nie jest pismem dla spe­ku­lan­tów czy day tra­ders, lecz dla solid­nych inwe­sto­rów, a ci posłu­gują się raczej dłuż­szą, co naj­mniej paro­let­nią, cezurą cza­sową. W cztery dni można zaro­bić mają­tek pod warun­kiem, że z góry wiemy co się wyda­rzy (insi­der tra­ding), albo mamy irra­cjo­nalne szczę­ście. Zakła­da­nie ist­nie­nia szczę­ścia w inwe­sto­wa­niu jest rów­nie uza­sad­nione, co pro­gno­zo­wa­nie stanu konta eme­ry­tal­nego w opar­ciu o zało­że­nie, że do dnia eme­ry­tury wygramy trzy­krot­nie w toto-lotka.

Gdyby autor tek­stu (nie podaję nazwi­ska, bo nie chcę się nad nim pastwić – przyp. jmf) znał się choć tro­chę na eko­no­mii, a powi­nien, bo prze­cież pisząc dora­dza ludziom, któ­rzy się na niej nie muszą znać i liczą, że gazeta biz­ne­sowa ich w tym wyrę­cza, to by wie­dział, że nacjo­na­li­za­cja, jako lekar­stwo, jest dzia­ła­niem znacz­nie bar­dziej szko­dli­wym, niż sama cho­roba, któ­rej na imię kry­zys ban­kowy. Nacjo­na­li­za­cja ozna­cza bowiem prze­ka­za­nie zarzą­dza­nia ban­kami w ręce urzęd­ni­ków, czyli ludzi, któ­rzy nie osią­gnęli suk­cesu w sek­to­rze pry­wat­nym. Można się tylko domy­ślać, dla­czego go nie osią­gnęli. Praw­do­po­dob­nie dla­tego, że mają zbyt niskie kwa­li­fi­ka­cje, za słaby cha­rak­ter, boją się ryzyka i kon­ku­ren­cji, a naj­czę­ściej z powodu wszyst­kich tych czyn­ni­ków rów­no­cze­śnie. Sam Frie­drich von Hayek uwa­żał, że do poli­tyki idą ludzie naj­słabsi, zarówno pod wzglę­dem inte­lek­tu­al­nym, jak i moral­nym. Jeśli zawo­dowi ban­kie­rzy, ludzie naj­bar­dziej wykwa­li­fi­ko­wani do pro­wa­dze­nia banku nie potra­fili sobie pora­dzić z kry­zy­sem, nie potra­fią tego także urzęd­nicy. O ile jed­nak błąd ban­kiera owo­cuje kry­zy­sem na skalę lokalną, i naj­czę­ściej dotknie naj­sil­niej bank, któ­rego ban­kier jest zarzą­dza­ją­cym, o tyle błąd urzęd­nika (przed­sta­wi­ciela pań­stwa) wpły­nie na opi­nię całej branży i może wywo­łać poważne kon­se­kwen­cje, z paniką i runem na (wszyst­kie) banki włącz­nie. Z trud­nych do poję­cia powo­dów, sta­ty­styczny oby­wa­tel uważa urzęd­nika za repre­zen­tanta pań­stwa, a pań­stwo, jako repre­zen­tanta boga. Błąd czło­wieka, to mały błąd. Błąd boski to już klę­ska żywio­łowa i utrata nadziei.

Załóżmy jed­nak, że się mylę i że mamy w rzą­dzie urzęd­ni­ków — niby­bo­gów, któ­rzy pora­dzą sobie z kry­zy­sem lepiej niż robią to ban­kie­rzy. Ale nawet przy takim zało­że­niu autor arty­kułu ma pecha. Otóż, żeby coś kupić – a ta nacjo­na­li­za­cja ma jed­nak cha­rak­ter cywi­li­zo­wany i rząd wciąż jesz­cze płaci za udziały w ban­kach – trzeba mieć pie­nią­dze. Skąd urzęd­nik, czyli rząd, czyli pań­stwo ma pie­nią­dze? No, nie­stety, ma je od oby­wa­tela, zwa­nego w tym kon­tek­ście podat­ni­kiem. Czyli żeby zna­cjo­na­li­zo­wać bank w celu rato­wa­nia go, konieczne jest opo­dat­ko­wa­nie oby­wa­teli. Zabie­ramy jed­nym, dajemy dru­gim. Redy­stry­bu­cja od tych, co mają do tych, któ­rzy nie mają. Mają na ogół ci, któ­rzy sobie dobrze radzą, a nie mają nie­udacz­nicy albo lenie. Nie dość, że taki trans­fer jest demo­ra­li­zu­jący, to na doda­tek, szko­dzi całej gospo­darce i to co naj­mniej z dwóch powo­dów.
Primo, ponie­waż karze dobrych za ich wysi­łek, przed­się­bior­czość, inno­wa­cyj­ność, ryzyko etc. i nagra­dza fajt­ła­pów. I cho­ciaż dzia­ła­nia takie mogą nie­udacz­nika podźwi­gnąć, czego dowo­dem jest cho­ciażby pomoc rzą­dowa udzie­lona przez Kon­gres i pre­zy­denta Car­tera w sierp­niu 1979 roku spółce Chry­sler Cor­po­ra­tion, naj­sku­tecz­niej­szą drogą wyj­ścia z kry­zysu jest jed­nak wysi­łek wła­sny. Doświad­cze­nie uczy, że cho­ciaż inter­wen­cja Bia­łego Domu Chry­sle­rowi na jakiś czas pomo­gła, firma ta nigdy na dobre nie sta­nęła na wła­snych nogach.
Secundo, trans­fe­rowi pie­nię­dzy w kie­szeni oby­wa­tela do kasy pań­stwa towa­rzy­szy zwy­kle znaczne mar­no­traw­stwo. Ponie­waż żyjemy w świe­cie dóbr rzad­kich, nawet naj­drob­niej­sza strata potę­guje tę rzad­kość, innymi słowy, bied­nie­jemy. Nie trudno sobie wyobra­zić sytu­ację, w któ­rej zubo­żo­nego przez pro­gram ratun­kowy (poda­tek) oby­wa­tela nie stać będzie na zapła­ce­nie swych zobo­wią­zań kre­dy­to­wych w rezul­ta­cie czego, mimo nacjo­na­li­za­cji, banki i tak zban­kru­tują.
Jeśli zaś ratu­nek odbywa się – tak jak to ma miej­sce w przy­padku w przy­padku wyku­py­wa­nia ban­ków wedle planu Sekre­ta­rza Skarbu, Henry Paul­sona — przy pomocy „eks­pan­sji kre­dy­to­wej” pole­ga­ją­cej na dru­ko­wa­niu pie­nię­dzy w zamian za obli­ga­cje skarbu pań­stwa, będziemy mieć dodat­kowo do czy­nie­nia z two­rze­niem infla­cji, czyli i tak z ukry­tym podatkiem.

Dal­sza część arty­kułu jest jedną wielką eks­plo­zją opty­mi­zmu. Oto komen­tarz autora: „Dzień bez reani­ma­cji sys­temu ban­ko­wego jest dniem stra­co­nym. Wczo­raj Ame­ry­ka­nie przed­sta­wili plan wspar­cia sys­temu kwotą kolej­nych (ponad zaofe­ro­wane tydzień wcze­śniej 700 miliar­dów – przyp. jmf) 250 miliar­dów dola­rów, co wraz z zapre­zen­to­wa­nym dzień wcze­śniej pro­gra­mem zachod­nio­eu­ro­pej­skim ma być punk­tem zwrot­nym. Depar­ta­ment Skarbu wyasy­gnuje środki na wspar­cie kapi­tału ban­ków poprzez naby­cie akcji (…).” Tak jakby miało to jakieś zna­cze­nie. Wia­domo, że w obec­nej sytu­acji nie ma moż­li­wo­ści szyb­kiej zmiany ustawy podat­ko­wej, stąd wszyst­kie środki „wyasy­gno­wane” przez rząd pocho­dzą z…inflacji. To są papiery zadru­ko­wane zna­kami bank­no­tów i jako takie nie pod­no­szące war­to­ści majątku naro­do­wego. Ponie­waż za tymi pie­niędzmi nie kryją się ani oszczęd­no­ści oby­wa­teli, ani wypro­du­ko­wane przez nich dobra, wpro­wa­dze­nie ich na rynek spo­wo­duje dal­szy wzrost płyn­no­ści (dal­szą eks­pan­sję kre­dy­tową) i osła­bie­nie siły nabyw­czej pie­nią­dza czyli jesz­cze wyż­szą infla­cję. Tym­cza­sem oby­dwa te zja­wi­ska leżą o pod­łoża obec­nego kry­zysu. W tym kon­tek­ście wręcz kurio­zal­nie brzmi następny aka­pit: „Azja­tycki rynek wsparł bank cen­tralny Japo­nii, który zaofe­ro­wał insty­tu­cjom nie­ogra­ni­czony dostęp do kre­dy­tów dola­ro­wych.” Zarówno Bank of Japan, jak i autor arty­kułu zapo­mnieli o kon­se­kwen­cjach takiego nie­ogra­ni­czo­nego wspie­ra­nia ban­ków japoń­skich, jakie miało miej­sce mniej wię­cej 20 lat temu i dopro­wa­dziło Kraj Kwit­ną­cej Wiśni na kra­wędź zapa­ści, z któ­rej do dzi­siaj nie może się wydo­stać. Co prawda, przy­kład Japo­nii jest nieco mylący, bo tam prze­dłu­ża­jący się kry­zys dopro­wa­dził do defla­cji, czyli wzro­stu siły nabyw­czej pie­nią­dza, ale wska­zuje dobit­nie, że pom­po­wa­nie papie­ro­wych pie­nię­dzy do upa­da­ją­cych firm – wbrew „nauce” Johna M. Key­nesa — nie jest wcale zba­wienne.
Autor jed­nak nie zwraca na to uwagi, bo już w kolej­nym aka­pi­cie czy­tamy: „Wystar­czyło, że na ryn­kach zapach­niało świe­żym pie­nią­dzem, by inwe­sto­rzy na wszyst­kich kon­ty­nen­tach rzu­cili się do kupo­wa­nia akcji.” Rzu­cili jed­nego dnia, by następ­nego prze­kli­nać swoją głu­potę. Trudno się dzi­wić auto­rowi arty­kułu, skoro sami inwe­sto­rzy zacho­wują się tak krót­ko­wzrocz­nie. Prze­cież jesz­cze 3 mie­siące temu kon­trakty przy­szłe na ropę naf­tową się­gały ceny 150 dola­rów za baryłkę. Do dziś spa­dły o ponad 50 proc. Jesz­cze bar­dziej pota­niały futu­resy na miedź, alu­mi­nium czy gaz. Rozu­miem, że można się pomy­lić o rok, albo o 12 pro­cent, ale nie o 52 pro­cent w ciągu 60 dni. Ani autor, ani żaden z cyto­wa­nych przez niego eks­per­tów, spe­cja­li­stów, ana­li­ty­ków i głów­nych eko­no­mi­stów nie zadał sobie pyta­nia, jak to moż­liwe, że ta sama przy­czyna wywo­łuje, w tych samych warun­kach, tak skraj­nie różne skutki. Dla­czego rynek nie reaguje jed­no­znacz­nie, skoro tak jed­no­znacz­nie opty­mi­styczne są decy­zje o nacjo­na­li­za­cji banków?

Bo rynek wie, że te decy­zje nie są dobre. Że ani nacjo­na­li­za­cja, ani wspie­ra­nie upa­da­ją­cych ban­ków nie jest dla gospo­darki korzystne. Dla­czego więc Wall Street w tej spra­wie mil­czy? Czyżby nie było tam ani jed­nej osoby, która zetknęła się z austriacką inter­pre­ta­cją cyklu koniunk­tu­ral­nego? Oczy­wi­ście, że są. Można ich wypo­wie­dzi czy­tać cho­ciażby na łamach arty­ku­łów publi­ko­wa­nych przez Insty­tut Misesa z Ala­bamy i może jesz­cze na kilku dość her­me­tycz­nych stro­nach www. W main­stream ich jed­nak nie ma. Dla­czego? Nie wiem, tylko się domy­ślam. Po pro­stu boją się. Albo tak jest im wygod­nie. Jeśli już coś napi­szą, tak jak np. cyto­wany w oma­wia­nym wyda­niu PB, Ryszard Sikora, dyrek­tor ING Secu­ri­ties, to jest to nie­śmiały eufe­mizm w rodzaju: „Pro­ces nacjo­na­li­za­cji ban­ków sta­bi­li­zuje sytu­ację (a skąd to wia­domo?), ale im wię­cej pań­stwa w sek­to­rze, tym trud­niej o dyna­miczny roz­wój gospo­dar­czy.” To prawda, ale odnosi się ona tak do decy­zji nacjo­na­li­za­cji, jak i do wspie­ra­nia ban­ków, regu­lo­wa­nia obrotu papie­rami war­to­ścio­wymi i poli­tyki mone­tar­nej. Czyżby auto­rzy takich wypo­wie­dzi tego nie dostrze­gali? A może oba­wiają się, że lek­cja eko­no­mii będzie dla nich nie­bez­piecz­nym wyzwa­niem, zmu­sza­ją­cym do rze­tel­no­ści, uczci­wo­ści kosz­tem czę­ści albo cało­ści utra­co­nych zarob­ków? Oba­wiają się, że wykształ­ceni dzien­ni­ka­rze, obkuci inwe­sto­rzy i świa­domi podat­nicy nie pozwolą na rato­wa­nie ban­ków czy innych insty­tu­cji finan­so­wych kosz­tem kogo­kol­wiek? Czy może nie wie­dzą, że powstrzy­my­wa­nie się od pro­te­stu wobec takiej poli­tyki krzyw­dzi miliony ludzi, pozwa­la­jąc ich okra­dać w maje­sta­cie prawa i ignorancji?

Jan M. Fijor
„mises.pl” 2008-10-24

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 5

  1. Ewa pisze:

    Panie Janie ! Przy­kro mi: bla­dzi Pan po obrze­zach, ana­li­zuje sytu­acje bez zna­jo­mo­sci PODSTAWY kry­zysu ( kto­rym jest NATURA pie­nia­dza ), poslu­guje sie sche­ma­tami myslo­wymi, wdro­zo­nymi wszyst­kim nam przez tych, co pre­pa­ruja, od zawsze, „ zle i dobre czasy”. Sa to ban­kie­rzy ( nie mylic z „ban­kow­cami” – slu­gu­sami tych panow, podob­nie jak cala reszta nie­wol­ni­kow ). KRYZYSY finan­sowe nie biora sie z niczego: wszyst­kie ona sa PILOTOWANE przez wla­sci­cieli pie­nia­dza. I JEDYNA przy­czyna kry­zy­sow jest nie­zrow­no­wa­zona podaz srodka plat­ni­czego. Ist­nieje w eko­no­mii kon­tro­lo­wa­nej przez ban­kie­row ( a innej eko­no­mii w sek­to­rze wie­dzy ofi­cjal­nej nie uswiad­czysz, mimo, ze ona ist­nieje oczy­swi­scie i jest bar­dzo pro­sta: polega na dba­niu o gospo­darke tak, jak robi to dobry ojciec rodziny ! ) poje­cie infl­la­cji i defla­cji. Czyli w eko­no­mii ofi­cjal­nej jest albo za duzo pie­nia­dza ( i wtedy jest infla­cja ) albo za malo ( i wtedy jest defla­cja ) i w tej eko­no­mii NIE ISTNIEJE poje­cie zrow­no­wa­zo­nej podazy pie­nia­dza ( czyli eufla­cja ). I nikt jakos nie zadaje sobie tego pro­stego pyta­nia: dla­czego niby zrow­no­wa­zona podaz pie­nia­dza ma nie ist­niec ? A odpo­wiedz jest pro­sta jak drut: bo wtedy wla­sci­ciele pie­nia­dza nie robi­liby swo­jego kolo­sal­nego biz­nesu kosz­tem nie­wol­ni­kow ( nas wszyst­kich ! ) i zycie na ziemi mogloby byc rajem. A teraz kon­kret­nie o kry­zy­sie: chcac wywo­lac kry­zys wystar­czy scia­gnac z rynku pie­niadz , a chcac wpro­wa­dzic boom gospo­dar­czy wystar­czy wpu­scic na rynek duzo pie­nia­dza. „ Sztuczke” te robi sie tak: naj­pierw, w opar­ciu o dostep do taniego pie­nia­dza ( niskie stopy pro­cen­towe ) my wszy­scy, czyli nie­wol­nicy, two­rzymy dobra mate­rialne ( i jest boom ). Po paru latach pod­wyz­sza sie koszt pie­nia­dza i dostep do niego i wszystko to, co nie­wol­nicy zbu­do­wali, stwo­rzyli swoja praca, jest ZGARNIANE przez ban­kie­row ( no bo ani firmy ani osoby pry­watne nie sa w sta­nie podo­lac PODROZONYM spla­tom kre­dy­tow i banki zaj­muja nasze dobra ). Pano­wie tego swiata znow sie bogaca i po cza­sie ofe­ruja znowu tzw. tani pie­niadz, obni­za­jac zwy­czaj­nie stopy pro­cen­towe. To dziwne i pra­wie dla wszyst­kich nie­wol­ni­kow tajem­ni­cze, ale rzady , demo­kra­tycz­nie wybrane, nie maja ZADNEGO wplywu na koszt pie­nia­dza, w tym na stopy pro­cen­towe. Odsetki usta­laja osoby ( pry­warni ban­kie­rzy lub ich ” dlu­gie ramiona” rza­dowe ), na ktore nikt nie glo­so­wal i kto­rych ist­nie­nia nikt nawet nie podej­rzewa ! Obec­nie ten cykliczny mecha­nizm wypadl z rytmu poprzez nie­wy­obra­zana chci­wosc panow tej Ziemi ( doko­ny­wana poprzez „ kre­atywne finanse ” ) ale w zadnym razie te kre­atywne finanse nie sa przy­czyna kry­zysu, czym mydli sie oczy wszyst­kich ! Kry­zys i tak by sie poja­wil, z tym, ze nie w tak dra­stycz­nej postaci.
    Oto cala prawda i caly, pro­sty ska­di­nad, mecha­nizm two­rze­nia „zlych i dobrych” cza­sow. Moze to juz czas naj­wyz­szy, zeby sie z nim zapo­znac ?
    Ewa

  2. JM Fijor pisze:

    Pani ewo,
    nie lunie być bru­talny, ale oboje — pani i ja — dobrze wiemy, że nie rozu­mie pani pro­blemu o któ­rym pisze. Nie rozu­mieć, to nic złego, nato­miast warto się w takiej sytu­acji zapo­znać z lite­ra­turą. Pro­po­nuję Taj­niki ban­ko­wo­ści Roth­barda, albo cho­ciaż Złoto, banki, ludzie tegoż autora.

    Ukłony
    JM Fijor

  3. Marek Stempkowski pisze:

    Pani Ewo wszystko co Pani opi­sała — to teo­ria spi­sku. Ale Pan Jan zauwa­żył i chce zwró­cić uwagę na co innego..

    Dla­czego my jako spo­łe­czeń­stwo mamy pła­cić z naszych pie­nię­dzy, inwe­sty­cji za nie­udol­ność finan­so­wa­nia banku?

    To jest nie­praw­do­po­dobne że wiara w to że pomoc na skraju prze­pa­sci moze cos w tej sytu­acji pomóc?

    Rynek musi się oczy­ścić i naj­le­piej samo­ist­nie bez ingerencji.

    Jestem zda­nia że powin­ni­śmy powie­dzieć sta­now­czo NIE wszel­kim wpom­po­wy­wa­niu pie­nię­dzy w nie­ren­towne sek­tory i tym przy­padku nie pomogą sen­ty­menty i dobra wola …

    Pozdra­wiam Panie Janie.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Pozdra­wiam i ja, dzię­kuję za pomoc i zro­zu­mie­nie Jan M Fijor

  5. Ewa pisze:

    Panie Janie, nawet przez glowe by mi nie prze­szlo, by moglby Pan reago­wac bru­tal­no­scia zamiast wywa­zo­nym rozu­mo­wa­niem. Kwe­stia tego, kto nie rozu­mie pro­blemu okaze sie wtedy, gdy zechce Pan pod­jac ze mna dia­log, a nie gro­zic bru­tal­no­scia. Mogla­bym wymie­nic caly sze­reg tek­stow, z kto­rymi pro­po­no­wa­la­bym Panu sie zapo­znac, ale wat­pie by tek­sty te byly dostepne w jez. angiel­skim ( nie mowiac juz o pol­skim ! ). Moge jedy­nie pole­cic Ban­ken­stein Marca Saby, bo zdaje sie jest on dostepny tez po angiel­sku.
    Zada­lam Panu pare pytan ale odpo­wie­dzi nie otrzy­ma­lam, spro­buje wiec ujac moje pyta­nia w pare pro­stych punk­tow:
    1) CZYJA wla­sno­scia sa pie­nia­dze bedace w obiegu ( w danym pan­stwie ); dla wygody mozemy oprzec sie na przy­kla­dzie euro.
    2) Z jakiego powodu bank­noty euro nie maja numeru seryj­nego ( to co suge­ruje numer serii to jest jedy­nie kod, roz­szy­fro­wany nota­bene. Moge slu­zyc tabela kodow )
    3) Skad sie bie­rze tzw. dlug publiczny ?
    Ogra­ni­cze sie do tych 3 punk­tow na razie, z nadzieja, ze reak­cja bedzie odpo­wiedz tech­niczna, a nie znie­cier­pli­wie­nie i posady o brak zro­zu­mie­nia kwe­stii, ktora rozu­miem bar­dzo dobrze ( w prze­ci­wien­stwie do chyba ponad 99 pro­cent wspol­cze­snych nie­wol­ni­kow … ).
    Pozdra­wiam — Ewa

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*