Dobry pomysł

     Wpraw­dzie Stany Zjed­no­czone prze­stają już być bastio­nem libe­ra­li­zmu gospo­dar­czego, jest tam wciąż kilka dobrych pomy­słów do sko­pio­wa­nia. Przy­kła­dowo, ame­ry­kań­skie prawo zabra­nia przej­mo­wa­nia przez pań­stwo (rząd, stany, powiat, gminy) majątku podat­nika z tytułu zale­gło­ści podatkowych.

 

       Jeśli Joe Doe nie zapła­cił w ter­mi­nie podatku kata­stral­nego od swo­jej pose­sji, który w jego przy­padku wynosi, dajmy na to, 3500 dola­rów rocz­nie, powia­towy urząd podat­kowy nie stra­szy go kon­fi­skatą majątku, wezwa­niami do zapłaty czy uwię­zie­niem, lecz wysta­wia nie­za­pła­cone podatki na aukcję. Urząd podat­kowy wycho­dzi ze słusz­nego zało­że­nia, że te 3500 dola­rów, któ­rych Joe Doe nie zapła­cił sta­no­wić będzie wyrwę w budże­cie; sło­wem, do pokry­cia wydat­ków zapla­no­wa­nych przez admi­ni­stra­cję na dany rok zabrak­nie 3500 dolarów.

        Kilka razy do roku urząd podat­kowy orga­ni­zuje aukcje, na któ­rych każdy chętny może licy­to­wać nie­za­pła­cone podatki. Przed­mio­tem licy­ta­cji jest opro­cen­to­wa­nie, po jakim licy­tu­jący wyłożą na rzecz organu fiskal­nego te 3500 dola­rów, któ­rych Joe Doe nie zapła­cił, stąd w budże­cie powstaje wyrwa. Licy­ta­cja odbywa się prze­waż­nie od poziomu 18 pro­cent w skali pół­rocz­nej i odbywa „ w dół”. Każdy licy­tu­jący stara się prze­bić rywali, licy­tuje więc coraz niż­szy pro­cent po jakim zgo­dzi się swoje pie­nią­dze zain­we­sto­wać. Dla­czego? Ponie­waż liczy na to, że Joe Doe swo­jego podatku jed­nak nie zapłaci, czyli nie zwróci zwy­cięzcy aukcji zale­głego podatku wraz z wyli­cy­to­wa­nymi odset­kami, wtedy ten ostatni będzie mógł zło­żyć wnio­sek do sądu o pozba­wie­nie Joe Doe tytułu do jego nie­ru­cho­mo­ści. Sło­wem, za cenę podatku (plus koszty), w tym przy­padku będzie to ok. 5000 dola­rów (3500 dol. plus koszty) sta­nie się posia­da­czem miesz­ka­nia war­tego, dajmy na to, 175 tys. dol.
        Joe Doe nadal pozo­staje wła­ści­cie­lem swej nie­ru­cho­mo­ści. Gwa­ran­tuje mu to prawo zwrotu zapła­co­nych (przez kogoś innego) podat­ków wraz z odset­kami w ciągu dwóch lat od daty wyku­pie­nia (tax redemp­tion) swo­ich podat­ków. Gdy to uczyni, rosz­cze­nia w sto­sunku do jego miesz­ka­nia wyga­sają; case is clo­sed. I tak się naj­czę­ściej dzieje. Jeśli jed­nak pie­nię­dzy nie zwróci, czyli swego zale­głego podatku nie zapłaci, wów­czas nie­ru­cho­mość straci.

        W czym tkwi istota ame­ry­kań­skiego pomy­słu „sprze­da­wa­nia podatków”?

         W tym, że unie­moż­li­wia on orga­nom pań­stwa przej­mo­wa­nie majątku podat­ni­ków. Usta­wo­dawca ame­ry­kań­ski wycho­dzi bowiem z zało­że­nia, że pań­stwo nie jest od zarzą­dza­nia nie­ru­cho­mo­ściami, ban­kami, fabry­kami, czy nawet od sprze­da­wa­nia majątku rucho­mego czy nie­ru­cho­mego. Pań­stwo to zbio­rowa kasa, która ma reali­zo­wać wspólne wydatki. Od posia­da­nia nie­ru­cho­mo­ści czy ban­ków są oby­wa­tele, pań­stwo ma jedy­nie stwo­rzyć im warunki do tego posia­da­nia; zapła­cić za budowę i naprawę dróg, utrzy­ma­nie porządku, poli­cji, szkół, par­ków etc. Jeśli zamiast podatku skon­fi­skuje podat­ni­kowi dom albo zakład fry­zjer­ski, nie dość, że w budże­cie powsta­nie luka i jakiś nauczy­ciel czy poli­cjant nie otrzyma swo­jej pen­sji, to na doda­tek trzeba będzie two­rzyć biu­ro­kra­cję, która będzie zaj­mo­wać się pro­wa­dze­niem zakładu fry­zjer­skiego czy zarzą­dza­niem nie­ru­cho­mo­ścią do czasu spie­nię­że­nia ich.

         Tak się nie­szczę­śli­wie składa, że nie­za­leż­nie od loka­li­za­cji, czy to w USA, Ekwa­do­rze czy w Pol­sce, więk­szość nie­ru­cho­mo­ści i biz­ne­sów zaję­tych (pro­wa­dzo­nych) przez pań­stwo przy­nosi stratę i zamiast lukę budże­tową łatać, powięk­sza ją. Ame­ry­ka­nie to zauwa­żyli już dawno i dla­tego co tylko się daje pry­wa­ty­zują, włącz­nie z podat­kami. Wycho­dzą ponadto z zało­że­nia, że pań­stwo nie jest od robie­nia oby­wa­te­lom (sek­tor pry­watny) kon­ku­ren­cji na rynku miesz­ka­nio­wym, w ban­ko­wo­ści czy w ubez­pie­cze­niach, lecz od two­rze­nia warun­ków do ist­nie­nia porządku i kon­ku­ren­cji na rynku miesz­ka­nio­wym, ban­ko­wym czy ubez­pie­cze­nio­wym. Zasła­nia­nie się misją czy stra­te­gicz­nym cha­rak­te­rem jakichś usług czy dóbr mija się z sen­sem. Misją pań­stwa nie jest ban­ko­wość czy prze­sył gazu, lecz two­rze­nie warun­ków do tego, by dzia­ła­nia te odby­wały się w zgo­dzie z pra­wem i w dobrze poję­tym inte­re­sie ich adresatów.

         Nasza luka budże­towa rów­nież byłaby mniej­sza, gdyby pań­stwo, zamiast utrzy­my­wać banki, spółki remon­towe, firmy ubez­pie­cze­niowe, koleje, szpi­tale, firmy budow­lane, miesz­ka­nia komu­nalne, pałace, szkoły i inne gma­chy pozo­sta­wiło je w rękach podat­ni­ków, czyli sek­tora pry­wat­nego. Tak jest taniej i sku­tecz­niej, nie trzeba od nikogo na zała­ta­nie luki poży­czać a póź­niej pła­cić hor­ren­dal­nych odse­tek.
Jan M Fijor

www.fijor.com

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 4

  1. Michał pisze:

    Joe Doe nie zapła­cił 3500, Kowal­sky kupił poda­tek i przej­muje nie­ru­cho­mość za 5000. Czy to nie jest tak, że jak sprzeda nie­ru­cho­mość i pokryje swoje koszty to resztę musi zwró­cić Doemu?

  2. Jan M Fijor pisze:

    Nie, nie jest tak. Jesli podatki osoby zale­ga­ja­cej zostaja sprze­dane, to mozna je odku­pic w ciagu 2 lat — pla­cac to, co ktos inny wylo­zyl na zale­gly poda­tek plus odsetki plus koszty sadowe. Jesli nie splaci tej kwoty w ter­mi­nie, wowczas „inwe­stor” idzie do sadu i prosi o tzw. she­riffs deed, czyli akt nota­rialny prze­ka­za­nia wla­snoci. Jedyny pro­blem, to to, ze przej­mu­jac nie­ru­chom­nosc, przej­muje ja z dobro­dziej­stwem inwen­ta­rza, czyli z innymi obciazeniami.

    Pozdra­wiam.

  3. Alamo pisze:

    Witam. Bar­dzo inte­re­su­jący arty­kuł. Na stro­nie jestem pierw­szy raz i już zaczyna mi się podo­bać (tra­fi­łem tutaj pro­sto z korwin-mikke.pl).
    Zauwa­ży­łem jed­nak drobną nie­ści­słość w wymie­nia­niu funk­cji pań­stwa w sto­sunku do oby­wa­teli — może warto popra­wić, by nikt upier­dliwy nie wyty­kał nie­kon­se­kwen­cji ;)
    Rzecz doty­czy szkół — w czy­ich rękach powinny się znaj­do­wać — wpierw jest napi­sane, że pań­stwo powinno się zaj­mo­wać ich budową i utrzy­ma­niem:
    „Od posia­da­nia nie­ru­cho­mo­ści czy ban­ków są oby­wa­tele, pań­stwo ma jedy­nie stwo­rzyć im warunki do tego posia­da­nia; zapła­cić za budowę i naprawę dróg, utrzy­ma­nie porządku, poli­cji, szkół, par­ków etc.„
    A na samym końcu jest zda­nie, by szkoły pozo­stały w rękach pry­wat­nych:
    „Nasza luka budże­towa rów­nież byłaby mniej­sza, gdyby pań­stwo, zamiast utrzy­my­wać banki, spółki remon­towe, firmy ubez­pie­cze­niowe, koleje, szpi­tale, firmy budow­lane, miesz­ka­nia komu­nalne, pałace, szkoły i inne gma­chy pozo­sta­wiło je w rękach podat­ni­ków, czyli sek­tora prywatnego.”

    Pozdra­wiam i życzę nie mniej inte­re­su­ją­cych pomy­słów w przyszłości

  4. Jan M Fijor pisze:

    No, tak, prze­pra­szam za tę nie­kon­se­kwen­cję, ale tak się­dzieje, gdy czło­wiek sam zaczyna sie­bie cen­zu­ro­wać. Pasń­stwo nie powinno sie zajm­woać tym, czym zaj­muje sie sek­tor pry­watny, tym bar­dziej, że pań­stwo wszystko robi gorzej niż prywatni.

    Pozdra­wiam

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*