Dokąd zmierzasz Ameryko

USA MAY 2009 013

 

Od redak­cji:

mimo iż nie podzie­lamy argu­men­ta­cji  Autora tłu­ma­czą­cej przy­czyny nie­któ­rych z poru­sza­nych pro­ble­mów, zga­dzamy się jak cho­dzi o więk­szość bolą­czek tar­ga­ją­cych współ­cze­sną Ame­ryką. Tekst ten może być także punk­tem wyj­ścia do dys­ku­sji nad przy­szlo­ścią USA i kapitalizmu.

(na zdję­ciu Cen­trum Chicago)

Pod­su­mo­wa­nie roku 2009

Zawie­dzione nadzieje

Minął rok rzą­dów Pre­zy­denta Obamy. Entu­zjazm, jaki miała mło­dzież ame­ry­kań­ska w sto­sunku do niego osłab. Będzie cudem, jeśli wybiorą go ponow­nie. Ja oso­bi­ście, kie­dyś oddany kon­ser­wa­ty­sta, gło­so­wa­łem na niego, przed­sta­wi­ciela Par­tii Demo­kra­tycz­nej, gdyż było dla mnie jasnym, że dwie kaden­cje pre­zy­denta G W Busha dopro­wa­dziły mój kraj do ruiny, głów­nie przez dwie wojny w Iraku i Afga­ni­sta­nie. W dro­dze do tych, wła­ści­wie prze­gra­nych, wojen poma­gało mu jego oto­cze­nie agre­syw­nych nowo-konserwatystów, któ­rzy plany do tych wojen spre­pa­ro­wali na długo przed ich wyda­niem. Spo­dzie­wa­łem się, na równi z milio­nami innych, że wybór Obamy wymusi zmianę kie­runku w ame­ry­kań­skiej poli­tyce. Nie­stety wąt­pli­wo­ści zaczęły się u mnie poja­wiać w ciągu pierw­szego mie­siąca jego rzą­dów. Obama zaczął się ota­czać tymi samymi ludźmi, któ­rzy dopro­wa­dzili do kra­chu eko­no­micz­nego nie tylko w USA ale i na świe­cie, a także kiedy teczkę mini­stra spraw zagra­nicz­nych powie­rzył Hilary Clin­ton, oso­bie która entu­zja­stycz­nie przy­kla­ski­wała poli­tyce mili­tar­nej agre­sji, eufe­mi­ni­stycz­nie zwa­nej: „Obro­nie z wyprzedzeniem”.

Ban­kie­rzy
Co do powo­dów obec­nego kra­chu gospo­da­rzą­cego, w pra­sie poja­wiają się setki róż­nych tłu­ma­czeń. Jed­nymi z nich jest brak finan­so­wego nad­zory na machi­na­cjami oli­gar­chów, czyli ban­kie­rów. Przy­stańmy na chwile nad tym wytłu­ma­cze­niem i skon­fron­tujmy go z rze­czy­wi­sto­ścią
Ban­kie­rzy nie uro­dzili się dzi­siaj ani wczo­raj. Ich wpływ rósł od wielu lat poprzez kolejne rządy Demo­kra­tów i Repu­bli­ka­nów. To stało się dzi­siaj nie jest winą ostat­niej gene­ra­cji finan­so­wych „talen­tów”. Ich syreni głos uwo­dził kolejne rządy od wielu lat, być może od cza­sów Pre­zy­denta Ken­ne­diego, który popie­rał glo­ba­li­za­cję i wal­czył o znie­sie­nie cel. Trudno się było oprzeć ich argu­men­ta­cji, która łech­tała próż­ność Ame­ry­ka­nów. My Ame­ry­ka­nie nie jeste­śmy stwo­rzeni do pracy umo­ru­sa­nymi rękoma. My mamy naj­więk­szy sto­pień inte­li­gen­cji. My będziemy zarzą­dzać świa­tem poprzez sys­tem ban­ko­wych powią­zań. My zain­we­stu­jemy poży­czone pie­nią­dze w fabryki w dale­kich kra­jach o taniej sile robo­czej, a zyski spłyną do nas bez spe­cjal­nego wysiłku. Inter­net uła­twił i potwier­dził moż­li­wość tego kon­ceptu.
Kie­dyś Niemcy uwa­żali, że są Naro­dem Panów. Podobny zarzut można posta­wić kolej­nym ame­ry­kań­skim admi­ni­stra­cjom. Kon­cep­cja Narodu Panów kosz­to­wała Niem­ców 8 milio­nów zabi­tych, nie mówiąc o 50 milio­nach innych oby­wa­teli, uśmier­co­nych przez hitle­row­ska maszynę wojenna. Koszt kon­cep­cji „Narodu Panów” dla Ame­ryki cią­gle czeka na pod­li­cze­nie, jako że pro­blem jest, jak to się mówi, rozwojowy.

Nomen­kla­tura
Jesz­cze w cza­sie II wojny świa­to­wej, jako dziecko, widzia­łem hitle­row­ski rysu­nek ame­ry­kań­skich ban­kie­rów, jako pej­sa­tych Żydów, sie­dzą­cych na wor­kach złota, palą­cych grube cygara. Ta satyra była powta­rzana z pew­nymi zmia­nami przez sowie­tów. Prawda dzi­siej­sza jest jed­nak inna. Ban­kie­rami nie są bogaci wła­ści­ciele ban­ków. Ban­kie­rami są absol­wenci ame­ry­kań­skich szkol biz­nesu, któ­rzy są niczym innym niż najem­nym urzęd­ni­kami, w grun­cie rze­czy pro­le­ta­riu­szami. Ci z gór­nej półki sta­no­wią nic innego niż Ame­ry­kań­ską Nomen­kla­turę, czyli są ludźmi któ­rzy raz wyzna­czeni na role finan­so­wych geniu­szy nigdy nie mogą spaść poni­żej tego poziomu. Czasy i rządy się mogą zmie­niać, ale Nomen­kla­tura jest zawsze gotowa słu­żyć nowej wła­dzy. Jest za to sowi­cie wyna­gra­dzana, wie­lo­mi­lio­no­wymi, jeśli nie miliar­do­wymi bonu­sami.
Nomen­kla­tura Ban­kie­rów oszu­kuje akcjo­na­riu­szy, czyli kapi­ta­li­stów, przez wypła­ca­nie sobie hor­ren­dal­nych upo­sa­żeń w momen­cie, kiedy ich banki plajtują.

W Ame­ryce mamy Mark­sizm posta­wiony na gło­wie.
Pro­le­ta­riu­sze– ban­kie­rzy, wyko­rzy­stują kapitalistów!

Pazer­ność komu­ni­stycz­nych sekre­ta­rzy bled­nie w ich świe­tle.
Jeśli ziry­to­wani akcjo­na­riu­sze (kapi­ta­li­ści), kor­po­ra­cji które ban­kru­tują pró­bują ukró­cić ich bonusy, wtedy krzyk się pod­nosi, że ich banki mogą stra­cić wiel­kie talenty. Co to za talenty, które nie prze­wi­działy kata­strowy eko­no­micz­nej wyni­ka­ją­cej w dawa­nia poży­czek tym, któ­rzy jak było wia­domo, nie mogli ich spła­cić, albo two­rze­niem skom­pli­ko­wa­nych „pro­duk­tów finan­so­wych”, któ­rymi han­dlo­wa­nie zakrawa na oszu­stwo?
Oto kwia­tu­szek z finan­so­wej łączki.
W dniu 13 stycz­nia 2010 odbyło się prze­słu­cha­nie przez Komi­sję Kon­gresu czte­rech pre­ze­sów wiel­kich ban­ków odpo­wie­dzial­nych za zła­ma­nie się ame­ry­kań­skiego sys­temu finan­so­wego w roku 2009.

W cza­sie prze­słu­cha­nia, prze­wod­ni­czący panelu, Pan Phil Ange­li­des, powie­dział pre­ze­sowi wiel­kiej firmy inwe­sty­cyj­nej, Gold­man Sachs, Panu
Lloyd C.Blankfein, że moral­ność jego banku można porów­nać do moral­no­ści sprze­dawcy samo­cho­dów z uszko­dzo­nymi hamul­cami, który jed­no­cze­śnie kupuje ubez­pie­cza­nie na życie nabyw­ców (będąc pewny ich śmierci).

W tym wypadku cho­dziło o sprze­daż drob­nym inwe­sto­rom dłu­gów hipo­tecz­nych, o któ­rych banki wie­działy, że są bez­war­to­ściowe z jed­no­cze­snym inwe­sto­wa­niem wła­snych pie­nię­dzy w ubez­pie­cze­nia na wypa­dek ich ban­kruc­twa. Po zała­ma­niu się rynku nie­ru­cho­mo­ści, firma Gold­man Sachs zaro­biła na tej ope­ra­cji nie­by­wałą for­tunę i podzie­liła się nią w postaci pre­mii ze swymi pra­cow­ni­kami z „gór­nej półki”.
Nomen­kla­tura Finan­sowa i Kor­po­ra­cyjna wymie­nia swe stołki oka­zyj­nie z Nomen­kla­tura Rzą­dową, zaj­mu­jąc pocze­sne sta­no­wi­ska i admi­ni­stra­cji i wra­ca­jąc do ban­ków jak ich zada­nia w rzą­dzie się skoń­czyły, albo się tam skom­pro­mi­to­wali. Przy­kła­dem takiej osoby może być nie­jaki „myśli­ciel”, Paul Wol­fo­witz, vice mini­ster obrony w rza­dze G.W. Busha, archi­tekt wojny w Iraku. Pre­zy­dent Bush „za jego zasługi” pró­bo­wał go wci­snąć do Banku Świa­to­wego, gdzie Wol­fo­witz szybko się skom­pro­mi­to­wał zatrud­nia­jąc tam swoją przy­ja­ciółkę, Panią Shaha Riza, z pen­sją prze­kra­cza­jącą poziom przy­zwo­ito­ści. Człon­ko­wie Banku Świa­to­wego nie mogli znieść Wol­fo­witza imper­ty­nen­cji, co nie zna­czy że został bez­ro­bot­nym. Jest teraz wizy­tu­ją­cym naukow­cem w Ame­ri­can Enter­price Insti­tute, zwa­nym Zbior­ni­kiem Myśli (Think­tank), gdzie się „kon­ser­wuje” takich jakich on dla celów póź­niej­szego uży­cia. Teraz zaj­muje się on walką z gło­dem w Afryce i kon­sul­tuje na temat roz­woju ame­ry­kań­skiego biz­nesu z Taj­wa­nem. Nawia­sem mówiąc w latach 2002 – 2005 pol­ski poli­tyk, Radek Sikor­ski, był człon­kiem tego samego Instytutu.

Pro­blem Podstawowy-Bezrobocie
Znany dzien­nik mię­dzy­na­ro­do­wej finan­sjery, Finan­cial Times, w ostat­nim wyda­niu z dnia 9 – 10 stycz­nia 2010, podaje gru­bym dru­kiem: „USA pod ude­rze­niem 85 tysięcy nowych bez­ro­bot­nych”. Jed­no­cze­śnie prasa ame­ry­kań­ska i TV zaciem­niają tra­giczny obraz stanu ame­ry­kań­skiej gospo­darki przez poda­wa­nie, że już odbi­li­śmy się od dna kry­zysu, albo, że „zmniej­sza się szyb­kość wzro­stu bez­ro­bo­cia”. Rząd używa roż­nych tri­ków aby zaciem­nić tra­giczny obraz sytu­acji. Jedna z metod fał­szo­wa­nia rze­czy­wi­stego stanu bez­ro­bo­cia jest spo­sób jego kal­ku­la­cji. Do bez­ro­bot­nych zali­cza się jedy­nie tych, któ­rzy pobie­rają zasi­łek dla bez­ro­bot­nych i szu­kają aktyw­nie pracy. Ofi­cjalne sta­ty­styki podają, że mamy 10% bez­ro­bot­nych, acz­kol­wiek po pod­li­cze­niu tych, któ­rzy prze­stali szu­kać pracy albo zatrud­nieni są jedy­nie cza­sowo, pod­nosi pro­cent ilość bez­ro­bot­nych do 17%.
Fina­cial Times podaje, że w grud­niu 661 tysięcy Ame­ry­ka­nów zre­zy­gno­wało z szu­ka­nia pracy, gdyż stra­cili nadzieję na jej zna­le­zie­nie. Ci ludzie nie zali­czają się do sta­ty­styki bez­ro­bot­nych. Ocenę gazety potwier­dzają moje wła­sne obser­wa­cje z bli­skiego oto­cze­nia. Bez­ro­bo­cie stało się pod­sta­wo­wym pro­ble­mem Ame­ryki i odsuwa na dal­szy plan inne pro­blemy, nawet glo­ry­fi­ko­waną, chro­niczną, „wojnę z terrorem”.

Korup­cja
Prasa i rząd ame­ry­kań­ski trą­bią na cały świat, że wal­czą z korup­cją. Hilary Clin­ton jeź­dzi po świe­cie i sprze­daje receptę na korup­cyjne anti­do­tum. Jej receptą jest sys­tem demokratyczny-dwupartyjny. Rzecz polega na tym, że oli­gar­chia poli­tyczno finan­sowa Ame­ryki wypra­co­wała sobie nie­za­wodną metodę kon­troli kra­jów „demo­kra­tycz­nych” nie sko­rum­po­wa­nych, czyli prze­strze­ga­ją­cych litery prawa.
Mało kto zauważa, że litera prawa w kra­jach tak zwa­nych demo­kra­tycz­nych, jest usta­lana przez Nomen­kla­turę i dla Nomen­kla­tury. Oczy­wi­ście ich dzia­łal­ność nie jest „sko­rum­po­wana”, gdyż odbywa się zgod­nie z literą prawa. Tak zresztą zawsze było od stu­leci, acz­kol­wiek wtedy w cza­sie rzą­dów feu­da­li­zmu albo nawet komu­ni­zmu, dla spo­łe­czeń­stwa było jasne, że klasy wyż­sze włącz­nie z wier­chuszką par­tyjną maja inne, lep­sze, upraw­nia­nia.
Roz­dzie­ra­nie szat na korup­cją mario­net­ko­wych rzą­dów w Afga­ni­sta­nie i Iraku, zakrawa na szy­der­stwo. Wynika to z tego, że spo­łe­czeń­stwa tam­tych kra­jów od stu­leci rzą­dziły się meto­dami feu­dal­nymi i szcze­po­wymi, które nie są zro­zu­miale dla ame­ry­kań­skich „spe­cja­li­stów” od usta­wia­nia wasal­nych rzą­dów. Po pro­stu nie udaje się nam wci­snąć ich w Ame­ry­kań­ski kaftan bez­pie­czeń­stwa. Dla porów­na­nia, metody sowiec­kie, oparte na pseudo ide­olo­gii brat­nich par­tii komu­ni­stycz­nych były dużo bar­dziej efek­tywne we Wschod­niej Euro­pie, cho­ciaż także, na szczę­ście, zawio­dły na innych kontynentach.

Wol­ność Słowa
W porów­na­niu z wie­loma innymi kra­jami, tra­dy­cja wol­no­ści słowa została zapi­sana w kon­sty­tu­cji ame­ry­kań­skiej i nie­zwy­kle trudna ją z tej kon­sty­tu­cji skre­ślić, cho­ciaż kolejne rządy i wpły­wowe grupy sta­rają się o zwę­że­nie tego, co wolno pod przy­krywką zarzu­tów por­no­gra­fii, mowy „nie­na­wist­nej”, rasi­zmu, kse­no­fobi lub anty­se­mi­ty­zmu. Ogra­ni­cze­nie wol­no­ści słowa jest w inte­re­sie zarówno rządu jak i wpły­wo­wych grup, które poprzez mono­po­li­za­cje mediów, ogra­ni­czają dys­ku­sję do tema­tów im przy­ja­znych i dla nich korzyst­nych. W ostat­nim dzie­się­cio­le­ciu poja­wił się jed­nak czyn­nik, który nie­zwy­kle trudno pod­dać kon­troli. Jest nim Inter­net. Inter­net ogra­ni­cza rolę prasy i pozwala na dostęp do wia­do­mo­ści z kra­jów odle­głych a nawet nam wro­gich. Ostatni roz­wój tech­no­lo­gii auto­ma­tycz­nego tłu­ma­cze­nia z jed­nego języka na drugi, umoż­li­wia korzy­sta­nie z wia­do­mo­ści publi­ko­wa­nych w innych kra­jach w innych niż angiel­ski języ­kach. W grun­cie rze­czy Inter­net w dużej mie­rze zni­we­czył inwe­sty­cje grup rzą­dzą­cych w media, a w każ­dym razie ich wpływ znacz­nie ogra­ni­czył. Cią­gle wzra­sta­jąca popu­lar­ność Inter­netu jako metody prze­ka­zy­wa­nia infor­ma­cji poli­tycz­nej zagro­ziła także kon­troli rządu nad umy­słami pod­le­głych im spo­łe­czeństw.
Zja­wi­sko jest podobne do wyna­le­zie­nia druku który ode­brał mono­pol pisa­nego słowa kościo­łowi i zako­nom.
Czy wiec w Ame­ryce mamy wol­ność słowa i dla­czego rząd nie eli­mi­nuje tej wol­no­ści w sytu­acji w ramach „walki z ter­ro­rem”, w cza­sie, kiedy kraj nasz pro­wa­dzi dwie wojny a do trze­ciej się szy­kuje. Dla­czego więc agenci popraw­no­ści poli­tycz­nej nie rekwi­rują nam kom­pu­te­rów w noc­nych rewi­zjach?
Pocho­dzi to chyba z tego, że więk­szość wybor­ców jest zbyt leniwa, aby korzy­stać z Inter­netu i źró­deł w nim zawar­tych i ogra­ni­cza się do oglą­da­nia tele­wi­zji.
Tak długo jak prze­ciętny Ame­ry­ka­nin spę­dza 5 godzin dzien­nie przed tele­wi­zo­rem, oglą­da­jąc sport lub opery mydlane, tak długo wąska gruba poli­tycz­nych rebe­lian­tów czer­piąca infor­ma­cje z Inter­netu może być igno­ro­wana i cie­szyć się będzie tym­cza­sowo wol­no­ścią słowa.
Sytu­acja może się rady­kal­nie zmie­nić, jeśli pro­cent bez­ro­bot­nych prze­kro­czy masę kry­tyczną i głodni bez­ro­botni zaczną palić domy tych któ­rzy cią­gle pracują.

Prze­mysł Ame­ry­kań­ski
W sta­ty­sty­kach PNB (Pro­duktu Naro­do­wego Brutto) prze­mysł wytwór­czy sta­nowi 14% PNB i zatrud­nia 11 % wszyst­kich pra­cow­ni­ków. Udział „usług” roż­nego rodzaju jak ban­ko­wość, ubez­pie­cze­nia, restau­ra­cje, szpi­tal­nic­two i usługi rzą­dowe sta­no­wią 80% PNB. Z 14% udziału prze­my­słu wytwór­czego w 80% sta­nowi udział prze­my­słu zbro­je­nio­wego. Z tego wynika, że udział pro­duk­cji dóbr cywil­nego użytku sta­nowi około 2,4% Pro­duktu Naro­do­wego Brutto.
Skąd się wiec bie­rze to zatło­cze­nie skle­pów obfi­to­ścią towa­rów. Bie­rze się z importu głow­nie z Chin. Jak my za to pła­cimy? Pła­cimy im papie­ro­wymi dola­rami, za które Chiń­czycy kupują nasze obli­ga­cje pożycz­kowe. Wszy­scy udają, że taki ilu­zo­ryczny biz­nes może trwać w nie­skoń­czo­ność, acz­kol­wiek wia­domo, że dni jego są poli­czone i bie­żący kry­zys jest jedy­nie przed­wio­śniem wiel­kiej kata­strofy.
Export pracy do kra­jów trze­ciego świata, głów­nie Chin i Mek­syku, spo­wo­do­wał rosnące bez­ro­bo­cie, ponie­waż bez­ro­bo­cie w pro­duk­cji prze­nosi się na bez­ro­bo­cie w usługach.

Woj­sko
Kto wiec zyskał na bez­ro­bo­ciu? Zyskało woj­sko najemne, jako że brak pracy spo­wo­do­wał napływ mło­dych ludzi do woj­ska jako jedy­nej alter­na­tywy.
Najemne woj­sko, wpro­wa­dzane także ostat­nio w Pol­sce, ma tą zaletę poli­tyczną, że rząd nie musi się liczyć z opi­nią spo­łe­czeń­stwa przy orga­ni­zo­wa­nia kolej­nych wojen „pre­wen­cyj­nych” na świe­cie.
Przy sta­rej armii opar­tej na powszech­nym obo­wiązku woj­sko­wym, rząd spo­tkał by się z opo­zy­cją spo­łe­czeń­stwa, któ­rego dzieci mie­liby być wysy­łani na awan­tur­ni­cze eska­pady, któ­rych war­to­ści trudno wytłu­ma­czyć.
Dzi­siaj, 12 stycz­nie 2010, w dzien­niku The New York Times, znaj­duje się wiel­kie ogło­sze­nie Gwar­dii Naro­do­wej, gdzie obok zdję­cia umun­du­ro­wa­nego mło­dego męż­czy­zny i kobiety napi­sano:
„Gdzie­kol­wiek inte­resy Ame­ryki są zagro­żone Gwar­dia Naro­dowa ciężko pra­cuje”.
Gwar­dia Naro­dowa wedle ory­gi­nal­nych zało­żeń miała zaj­mo­wać się bez­pie­czeń­stwem wewnętrz­nym Ame­ryki a także inter­wen­cja w wypad­kach kata­strof natu­ral­nych.
Dzi­siaj jed­nak zatarła się róż­nica mie­dzy regu­larna armią i gwar­dią naro­dową, która dzi­siaj wal­czy w Afga­ni­sta­nie i Iraku.
Cie­kawe jest jed­nak uży­cie słowa „inte­resy” w tym ogło­sze­niu. Ci, któ­rzy pisali tekst po pro­stu powie­dzieli nie­przy­zwo­itą prawdę, że nie cho­dzi nam o bez­pie­czeń­stwo albo wol­ność Ame­ryki, ale o par­ty­ku­larne inte­resy. Mimo wiel­kich ogło­szeń i wiel­kiego bez­ro­bo­cia Ame­ryka cią­gle nie ma wystar­cza­jąco dużo żoł­nie­rzy, aby pokryć swoje glo­balne ambi­cje. Oczy­wi­ście sojusz­nicy, jak Pol­ska, poma­gają jak mogą, nie­mniej cią­gle żoł­nie­rzy bra­kuje. Wynaj­muje się, zatem kon­trak­to­wych najem­ni­ków, któ­rym się dobrze płaci poprzez spe­cja­li­zu­jące się w rekru­ta­cji firmy „ochro­niar­skie”. Cie­ka­wym jest jak długo będziemy mogli roz­sze­rzać sferę naszych „inte­re­sów” bez powrotu do powszech­nej, obo­wiąz­ko­wej rekrutacji?

Kre­dyty
Od rana do nocy wszyst­kie ame­ry­kań­skie media a także poli­tycy, łącz­nie Pre­zy­den­tem Obamą nawo­łują banki do uła­twie­nia kre­dy­tów dla prze­my­słu wiel­kiego i drob­nego. Kre­dyt ma być lekar­stwem na wszyst­kie gospo­dar­cze bolączki. Ludziom już tak wyprano umy­sły, że nie wyobra­żają sobie, że można zara­biać pie­nią­dze bez szczu­dła kre­dytu. Zarówno rząd jak i media zapo­mnieli, na czym polega sys­tem kapi­ta­li­styczny. Może Lenin miał racje, że sys­tem kapi­ta­li­styczny poprzez kon­so­li­da­cje prze­stał dzia­łać wedle zało­żeń jego twór­ców i filo­zo­fów, jak Adam Smith.

Kon­klu­zja
Jeśli moje opi­nie są kry­tyczne, nie wynika to z oso­bi­stych uprze­dzeni do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, w któ­rych żyłem dłu­żej niż w jakim­kol­wiek innym kraju i któ­rego dobro leży mi głę­boko na sercu. Raczej cho­dzi mi o utrzy­ma­niu jego wiel­ko­ści i przy­zwo­ito­ści. w opi­nii świata i przy­szłych poko­leń. Zja­wi­sko mega­lo­ma­nii, które ostat­nio obser­wuję w poli­tyce ame­ry­kań­skiej nigdy nikomu nie wyszło na dobre i szybka inter­wen­cja psy­chia­tryczna dla takiego pacjenta jest naj­bar­dziej zale­cana. Miejmy nadzieję, że destruk­cyjny trend zosta­nie na czas zatrzy­many i dal­szy wzrost mego kraju oby­wać się będzie na zdro­wych kapi­ta­li­stycz­nych zasadach.

 USA MAY 2009 065Jan Cze­ka­jew­ski, Colum­bus, Ohio

 

(na zdję­ciu: ter­mi­nal mię­dzy­na­ro­dowy lot­ni­ska O’Hare,  poten­cjalni współ­pra­cow­nicy Osamy w kolejce do rewizji)

 

P.S. Kto ja zacz?

Zapy­ta­cie się Pań­stwo, jakie mam prawo wyra­ża­nia kry­tycz­nych opi­nii o mym wiel­kim kraju, jedy­nym mocar­stwem glo­bal­nym XXI wieku, jakim są Stany Zjed­no­czone?
Nie jestem prze­cież poli­ty­kiem, doradcą pre­zy­den­tów, poli­to­lo­giem, bisku­pem albo rabi­nem. Nie jestem nawet habi­li­to­wa­nym pro­fe­so­rem. Może jed­nak fakt, że nie jestem tak zwa­nym „auto­ry­te­tem” pozwala mi jaśniej widzieć sytu­ację w jakiej zna­la­zły się Stany Zjed­no­czone, gdyż obrazu nie zaciem­niają mi detale, do któ­rych nie mam dostępu. Jestem kapi­ta­li­stą sta­rego typu, który wie­rzy, że pie­nią­dze zara­bia się a nie poży­cza i że dochód jest wytwo­rem pracy rąk i umy­słu, a nie z prze­le­wa­nia z pustego w próżne. Nie­stety model ame­ry­kań­skiej gospo­darki odstał daleko od modelu kapi­ta­li­stycz­nego i jedy­nie, co pozo­stało z kapi­ta­li­zmu to naklejka i fra­ze­olo­gia.
Poni­żej podzielę się z Pań­stwem mymi nowo­rocz­nymi obser­wa­cjami na temat zale­d­wie kilku ele­men­tów ame­ry­kań­skiej eko­no­mii i polityki.

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 2

  1. Niezalezny pisze:

    Panie Redak­to­rze:
    Jak naj­bar­dziej zga­dzam sie z Pana opi­nia. Nalezy jed­nak dodac ze to wyda­rze­nia w Ame­ryce i na swie­cie nie dzieja sie „przy­pad­kowo”. Sle­dzac dzieje ostat­nich dwie­stu lat, szcze­gol­nie w USA, widzimy stop­niowe obje­cie wla­dzy przez pewne tajne elity, ktore w Euro­pie ist­nialy juz od 12go wieku. Mozna smialo powie­dziec ze zaczelo sie od tzw. Ryce­rzy Tem­pla­riu­szy. To oni zalo­zyli pod­stawy mie­dzy­na­ro­do­wych ban­kie­row, kto­rzy teraz rza­dza swia­tem i Ame­ryka. Pamie­tajmy ze wla­snie w roku 1910, na wyspie Jekyll Island, odbylo sie tajne spo­tka­nie czo­lo­wych rodzin mie­dzy­na­ro­do­wych ban­kie­row, jak: Rot­szyl­dow, J P Mor­gan, War­burg, Roc­ke­fel­ler, itd. Uzgod­nili na tym spo­tka­niu ze trzeba stwo­rzyc cen­tralny bank w USA, i na swie­cie, ktory by przez kon­trole pie­nia­dza tez kon­tro­lo­wal poli­tyke i eko­no­mie USA i swiata.
    Tak powstal tzw. FED, Fede­ral Rese­rve Bank (Sys­tem). W roku 1912 – 13 Prez. Wil­son pod­pi­sal uchwale wpro­wa­dza­jac w zycie tzw. FED i poda­tek docho­dowy (pro­gres­sive income tax). Pamie­tajmy ze te dwie pod­stawy do kon­troli nad spo­le­czen­stwem tez przed­sta­wil nijaki Karl Marx. Od tego czasu za pozwo­le­niem Kon­gresu USA, FED dru­kuje, wydaje, pozy­cza pie­nia­dze za ktore my oby­wa­tele kraju pla­cimy podatki. Dlug pan­stwowy USA wynosi ponad 14 tril­lio­now dola­row. W rze­czy­wi­sto­sci jest o wiele wiek­szy, bo prze­ciez wcho­dza w niego tez wydatki ktore beda obo­wia­zy­wac na przy­szlosc, tak jak: Social Secu­rity, Medi-care i Medic-aid, itd. Tym spo­so­bem tez mie­dzy­na­ro­dowi ban­kie­rzy zawladna eko­no­mia swia­towa, i przy oka­zji tez poli­tyka swia­towa. Juz sie wyko­nuje plan utwo­rze­nia tzw. Rzadu Swia­to­wego, wla­snie pod kon­trola mie­dzy­na­ro­do­wych ban­kie­row, kto­rych wymie­ni­lem wyzej. To wla­snie oni sfi­nan­so­wali Komu­nizm i Nazism, a teraz finan­suja tzw. Ter­ro­rysm i obecny kry­syz eko­no­miczny. Jedy­nym wyj­sciem z tego KRYZYSU mowia nam jest wla­snie GLOBALIZACJA w jeden rzad, jedna walute, jedna armie, jeden bank, jedna reli­gia, itd. Wszystko gotowe. Brze­zin­ski powie­dzial ze przez regio­na­li­za­cje kra­jow, tak jak Unia Euro­pewj­ska, North Ame­ri­can Union, itd. two­rzymy Swia­towy Rzad.
    Chcial­bym cos wie­cej na ten temat usly­szec. Pro­sze o odpowiedz.

  2. Jan M Fijor pisze:

    Sprawy ban­ko­wo­ści są zawiłe, opi­sał to pięk­nie, zarówno Roth­bard w Taj­ni­kach ban­ko­wo­ści, jak i de Soto w Pie­niąz, kre­dyt, cykle koniunk­tu­ralne. Gene­ral­nie, banki cie­szą się ogrom­nymi nie zasłu­żo­nymi przy­wi­le­jami, które zaczy­nają być groźne dla świa­to­wej gospo­darki. Z tym, że przy­czyną tych przy­wi­le­jów nie są banki. Udzie­liła im wła­dza, dla któ­rej banki są gwa­ran­cją finan­sową. i tutaj trzeba zmie­niać tez. Bez­iemy o tym mówić na http://www.kontestacja.com

    Pozdra­wiam

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*