Dolar (mimo wszystko) jeszcze sobie poradzi

Wbrew pro­gno­zom Mate­usza Machaja (www.mises.pl/731) i Maciej Bit­nera (www.mises.pl/739) ja wie­rzę, że w per­spek­ty­wie dłu­go­okre­so­wej dolar sobie pora­dzi. Jestem nato­miast pesy­mi­stą, jeśli cho­dzi o per­spek­tywę krót­ko­okre­sową, do lat czte­rech. Do tego czasu może być z gre­en­bac­kiem naprawdę źle.

Moim zda­niem siła dolara nie tkwi w nie­spo­dzie­wa­nym odwró­ce­niu poli­tyki mone­tar­nej przez FED, lecz w zmia­nach poli­tycz­nych, jakie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wkrótce nastą­pią oraz ogól­nej sła­bo­ści pozo­sta­łych ryn­ków walu­to­wych, które mimo woli przy­cho­dzą dola­rowi w sukurs. Tym­cza­sem obaj pano­wie, Mate­usz i Maciej, przy­szłość dolara oce­niają bar­dziej z punktu widze­nia poli­tyki mone­tar­nej, a za mało z per­spek­tywy prak­se­olo­gii, czyli w opar­ciu o pre­fe­ren­cje zwy­kłych ludzi.

1. Obaj eks­perci twier­dzą, że gdyby mieli zamiar ulo­ko­wać oszczęd­no­ści w jakiejś walu­cie na wiele lat, to na pewno zna­leź­liby walutę inną niż dolar. Po pierw­sze, po co loko­wać pie­nią­dze w walu­tach? Jest tyle znacz­nie korzyst­niej­szych lokat. Ale skoro tak ma być, pozwolę sobie zapy­tać: o jaką „inną walutę” cho­dzi? O yena? Euro? Juana? Franka szwaj­car­skiego? Czy może taj­landz­kiego bahta, jedną z naj­sil­niej­szych walut Azji? Pamię­tajmy, że wciąż pra­wie 2/3 świa­to­wych rezerw gotów­ko­wych, czy to w skar­pe­tach czy w ban­kach, opiewa w dola­rach ame­ry­kań­skich. Gdyby ciu­ła­cze mieli alter­na­tywę już dawno by do niej ode­szli. Nie robią tego, bo nie mają dokąd pójść. Jeśli na dolara godzą się kre­zusi z OPEC, trudno się dzi­wić malucz­kim. Yen i japoń­skie banki są w tara­pa­tach od ponad 25 lat i końca tam­tej­szej stag­fla­cji nie widać. Euro trzyma się dziel­nie, ale wygląda dobrze tylko na tle dolara, który obec­nie jest w sytu­acji fatal­nej. Pewną szansę mógłby stwo­rzyć frank szwaj­car­ski, ale raz, że jest go za mało, aby zastą­pić dolara, dwa, że gospo­darka szwaj­car­ska jest za słabą loko­mo­tywą, aby frank mógł stać się stan­dar­dem walu­to­wym dla świata, wresz­cie, ponie­waż nawet mądrzy Szwaj­ca­rzy nie ustrze­gli się soc­li­be­ra­li­zmu i zadłu­żają swój budżet, osła­bia­jąc swój pie­niądz. Juan i baht – to rzecz jasna żarty.

2. O ile rację ma Maciej Bit­ner, pisząc że „obniżka stóp pro­cen­to­wych w USA już się doko­nała”, o tyle doko­nała się ona jedy­nie do końca 2008. Potem FED będzie kon­ty­nu­ować eks­pan­sję kre­dy­tową, bo innego wyj­ścia nie będzie. Wpraw­dzie odej­ściu George’a W. towa­rzy­szyć będzie wes­tchnie­nie zbio­ro­wej ulgi, a wtedy dolar na krótko może zyskać kilka czy nawet kil­ka­na­ście pro­cent, wkrótce jed­nak pojawi się reflek­sja i to nie­za­leż­nie od tego, kto zwy­cięży w listo­pa­dzie 2008. Jeśli będzie to McCain – źle, jeśli Bar­rack Obama czy Hil­lary Clin­ton – też źle. Ame­ryka zna­la­zła się w sytu­acji podob­nej do tej z końca lat 1970. Wtedy też, zmę­czona afe­rami epoki Nixona, szu­kała oczysz­cze­nia wybie­ra­jąc moral­nie czy­stego Jamesa Car­tera, dziś takim spra­wie­dli­wym wydaje się być Obama (ewen­tu­al­nie p. Clin­to­nowa). I znowu, na krótką metę, może to popra­wić nastroje, zwłasz­cza gdyby nowy pre­zy­dent zakoń­czył – jak obie­cuje duet kan­dy­da­tów par­tii Demo­kra­tycz­nej – wojnę w Zatoce Per­skiej. Wkrótce jed­nak król zosta­nie obna­żony: ani Obama, ani Clin­to­nowa nie mają cie­nia doświad­cze­nia w rzą­dze­niu, są skraj­nymi eta­ty­stami, żeby nie powie­dzieć socja­li­stami. Ich arse­nał środ­ków – podob­nie jak to było z Jimmy Car­te­rem — ogra­ni­cza się do pod­wyżki podat­ków i dal­szej nacjo­na­li­za­cji gospo­darki. Zacznie się droga pod górkę, trzeba będzie zwró­cić się do FED, aby rato­wał gospo­darkę, czyli znowu nadmu­chał pie­niądz. John McCain to jesz­cze więk­sza kata­strofa. Ten uro­dzony ofi­cer, który ani godziny nie prze­pra­co­wał w cywilu szy­kuje Ame­ry­ka­nom tzw. nowy pro­gram ener­ge­tyczny. Jego inau­gu­ra­cją będzie wojna z Ira­nem, potem pew­nie z Syrią, pro­gram ma się zakoń­czyć uro­czy­stym odkry­ciem alter­na­tyw­nych źró­deł ener­gii, aby „ame­ry­kań­scy chłopcy już nigdy nie musieli ginąć w woj­nach o ropę”. A zatem, pre­zy­den­tura 2009 – 2013 prze­bie­gać będzie ana­lo­gicz­nie do tego, co działo się przed nasta­niem Ronalda Reagana. Moim zda­niem dopiero po tym okre­sie można będzie liczyć na korektę ame­ry­kań­skiej waluty i jej wzmocnienie.

3. Czy do tego czasu może poja­wić się na rynku alter­na­tywa dla dolara? Bar­dzo wąt­pię. Gdy w Nowym Jorku będą kichać, Europa i Azja zapadną na ciężką grypę. Efekt domino po dłu­gim kry­zy­sie (2008 – 2013) w Sta­nach Zjed­no­czo­nych będzie dla świata bar­dziej bole­sny, zwłasz­cza, że dzięki uprzy­wi­le­jo­wa­nej pozy­cji dolara i gospo­darki USA, ame­ry­kań­ską kon­sump­cję finan­sują Chiń­czycy, Azja Pd. – wschod­nia, a nawet Ame­ryka Łaciń­ska. Nie ma co liczyć na Europę, gdzie po kon­so­li­da­cji Unii Euro­pej­skiej nastąpi wzmoc­nie­nie sił lewicy i dal­sza socja­li­za­cja. Na krótką metę rządy UE mogą – jak prze­wi­duje Maciej Bit­ner – inter­we­nio­wać w spra­wie wzmoc­nie­nia kursu dolara, to nie­wiele zmieni. Jeśli już, to tylko osła­bia euro. Takie inter­wen­cje koń­czą się zwy­kle redy­stry­bu­cją dochodu od bied­nych do boga­tych i nigdy nic dobrego z nich nie wyni­kało. Przy­kro to stwier­dzić, ale po eufo­rii wol­no­ścio­wej z końca lat 1980. świat znowu brnie w socjal, żeby nie powie­dzieć: socja­lizm. Rosną zastępy klasy próż­nia­czej, Stany Zjed­no­czone nie są tu żad­nym wyjąt­kiem, ale wła­śnie tam naj­wcze­śniej nastąpi otrzeź­wie­nie; Ame­ry­ka­nie już nie raz wycho­dzili ze śle­pych uli­czek. Poprawi się kon­dy­cja moralna Ame­ryki, w ślad za nią sta­nie na nogi gospo­darka i waluta. Być może ziści się sen Rona Paula i przy­wró­cony zosta­nie stan­dard złota? Europa i Azja nie będą miały innego wyj­ścia, jak kopio­wać Stany Zjed­no­czone. Marze­nia? No, nie wiem. Do takich wnio­sków pro­wa­dzi prze­cież lek­tura dzieł „Austria­ków”. Z chwilą, gdy rządy nie będą w sta­nie same się utrzy­mać, wró­cimy na drogę libe­ra­li­za­cji i wol­nego rynku. W tym momen­cie prze­wi­duję ok. 1,5 euro za dolara. Pol­ska będzie wtedy człon­kiem strefy waluty euro­pej­skiej. Złoto, już jako pie­niądz praw­dziwy, poszy­buje gdzieś na wyso­kość 15 — 20 tysięcy dola­rów za uncję. W każ­dym razie nic nie wska­zuje na to, aby się „Austriacy” w swych teo­riach pomylił.

Jan M. Fijor
„różne” 2008-05-13

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 11

  1. www.ePortfel.com pisze:

    Mała uwaga „tech­niczna”: czy nie pomy­lił się Pan w kwe­stii Japo­nii i stag­fla­cji? Z tego co wiem to tam raczej jest deflacja.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Racja, jest defla­cja, ale u korzeni pro­blemu, w latach 1980. zaczelo sie od stag­fla­cji. Ukłony Jan M Fijor

  3. Bert pisze:

    Wszystko bar­dzo dodobrze,tylko dla­czego nie wziasc by pod uwage Ron Paul jako Pre­zy­dent USA 2008.I co byloby wtedy.
    Polecam:www.RonPaul2008.com

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Wla­snie powstala w lonie GOP grupa wywro­towa, ktora chce utra­cic kan­dy­da­ture McCa­ina na rzecz Rona Paula. Miejmy nadzieje, ze przy­naj­mniej zwroca na sie­bie uwage. Uklony Jan M Fijor

  5. Monti pisze:

    http://rutube.ru/tracks/593663.html?v=2cf2d50baad04c248f456a71e96a0c84 — Jesz­cze raz o tym samym, czyli o FEDzie i pro­wa­dzo­nej przez niego poli­tyce pie­nięż­nej z punktu widze­nia kra­jów eks­por­te­rów i reszty swiata. Nie­stety w jęz. Rosyj­skim. Pole­cam (może by ktoś zro­bił napisy?)

  6. Bolek pisze:

    Witam, czy­ta­jac pana arty­kuly i ”chlo­pa­kow z Austrii”:) mozna dojsc do wnio­sku ze szy­kuje sie nam powa­zny kry­zys finan­sowy na swie­cie w prze­ciagu 2 – 6 lat. Naj­gor­szym zagro­ze­niem wydaje sie byc infla­cja. Jak pan prze­wi­duje jaka skala przyj­mie kry­zys? doj­dziemy do hiperinflacji(oczywiscie stop­niowo) ?? i w co takim raziem inwe­sto­wac ? oprocz ziemi i sie­bie:)? pozdrawiam

  7. Andrzeles pisze:

    Pro­blem dolara jest wielo-watkowy i o wiele bar­dziej skom­pli­ko­wany niz pan to przed­sta­wia. Pan­ski opty­mizm jest kojacy ale malo realny. Pro­ble­mem nie jest wybor pomie­dzy dola­rem, euro czy czym­kol­wiek. Pro­ble­mem jest nie­na­tu­ralny i samo-unicestwiajacy sie sys­tem finan­sowy oparty na ideii „frac­tio­nal rese­rve”. Ten nie­ludzki sys­tem zape­dzil sie sam w kozi rog.- „If you do not change the way money works, you change nothing”

  8. Andrzelesowi pisze:

    Zga­dzam sie, jed­nakze rela­tyw­nie w tym sys­te­mie naj­le­piej wiesc sie bedzie dola­rowi. Jest to naj­lep­sza lokata na dluga mete, co nie zna­czy, ze jest to dobra lokata.
    Uklony
    Jan M Fijor

  9. capitalista pisze:

    http://www.kapitalizm.republika.pl/dolar.html
    UPRowcy chyba zawsze bedą wie­rzyc w dolara.

  10. michal pisze:

    Jestem laikiem więc prze­pra­szam za „głu­pie pyta­nia”.
    Jeśli dobrze pamię­tam to w „Infla­cji” prze­czy­ta­łem, że stan­dardy walut innych niż dolar oparte są (były?) na stan­dar­cie dolara (dolar miał być oparty na zło­cie ale w latach 70. zre­zy­gno­wano z tego). Czy ten czyn­nik — wyróż­nie­nie dolara spo­śród innych walut — ma zna­cze­nie dla roz­wa­ża­nia siły dolara i czy dolar jesz­cze się kie­dyś odbije?

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Oczy­wi­scie, w prze­ciw­nym razie gospo­darka ame­ry­kan­ska bylaby w kom­plet­nej ruinie. Dolar nie ma kon­ku­renta wsrod walut i dla­tego FED tak sobie fry­wol­nie z nim poczyna. Damage has been done jed­na­ko­woz i kie­dys, moze juz wkrotce, Ame­ry­ka­nie to odczuja. Chyba, ze wroca do stan­dardu zlota. Uklony Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts