Efekt domino

Sytu­acja Cri­stiny i Willy’ego B. z Wichita w sta­nie Kan­sas jest tylko z pozoru nie­ty­powa i od więk­szo­ści posia­da­czy nie­ru­cho­mo­ści, któ­rym w oczy zagląda dziś ban­kruc­two różni się tym, że pań­stwo B. swój seg­ment kupili jesz­cze w roku 2001, w cza­sach trud­nego kre­dytu, kiedy opro­cen­to­wa­nie poży­czek hipo­tecz­nych było wpraw­dzie wyso­kie (7,75 proc.), ale za to cena domu niż­sza. Zde­cy­do­wali się, bo uwie­rzyli zapew­nie­niom swo­jego maklera, że „pro­centy nie mogą rosnąć w nieskończoność”.

No free lunch

I rze­czy­wi­ście, kiedy w nie­spełna trzy lata póź­niej, pre­zes Fed zaczął obni­żać stopy dys­kon­towe, pań­stwo B. prze­fi­nan­so­wali swoją pożyczkę hipo­teczną, i to dwu­krot­nie, zysku­jąc na spła­cie mie­sięcz­nej naj­pierw 150 dol., póź­niej jesz­cze 140 dol. I byłby to naprawdę dobry krok, gdyby nie fakt, że nowa pożyczka, zacią­gnięta w zna­nej fir­mie kre­dy­to­wej Coun­try­wide Mort­gage była pożyczką o opro­cen­to­wa­niu zmien­nym. Trudno im się było oprzeć poku­sie, jaką stwa­rzał kre­dyt opro­cen­to­wany na 1,25 pro­centa w skali rocz­nej. Wpraw­dzie opro­cen­to­wa­nie to gwa­ran­to­wano tylko na 1 rok, pano­wał boom kre­dy­towy, więc kto by się takimi dro­bia­zgami przej­mo­wał. W ten spo­sób pań­stwo B. zna­leźli się w gro­nie 5 milio­nów kre­dy­to­bior­ców ame­ry­kań­skich, któ­rym wyda­wało się, że za swój lunch nigdy nie zapłacą. Jed­nakże w rok po prze­fi­nan­so­wa­niu, Coun­try­wide sprze­dał ich „zmienną” pożyczkę do firmy finan­so­wej CIT Group Inc. . Gdyby kre­dyt był stały ich rata nie ule­głaby zmia­nie. Nie­stety, klau­zula zmien­no­ści (1 ARM) umoż­li­wiała pod­nie­sie­nie opro­cen­to­wa­nia o 3 pro­cent, a w dru­gim roku o kolejne 2 pro­cent. Korzy­sta­jąc z oka­zji, CIT Group pod­wyż­szył ich ratę mie­sięczną aż o 260 dola­rów. Było to wciąż mniej niż pła­cili kilka lat wcze­śniej, jed­nakże w sześć mie­sięcy póź­niej, CIT sprze­dał pożyczkę do filli inwe­sty­cyj­nej Royal Bank of Sco­tland, RBS Gre­en­wich Capi­tal. która kupu­jąc port­fel pożycz­kowy od CIT musiała zapła­cić o ponad 3 pro­cent wię­cej niż kon­ku­ru­jące z nią o ten sam port­fel Deut­sche Bank AG, J.P. Mor­gan and Chase Co. oraz kilka innych firm zagra­nicz­nych inwe­stu­ją­cych w ame­ry­kań­skie kre­dyty hipo­teczne. Cho­ciażby z tego powodu Gre­en­wich szu­kał oka­zji do jak naj­szyb­szego zwrotu swo­jej inwe­sty­cji. Rata kre­dytu pań­stwa B. podro­żała o kolejne 220 dol. mie­sięcz­nie. Inwe­sto­rzy są bez­li­to­śni i trudno im się dzi­wić. Byli prze­cież wie­rzy­cie­lami kre­dytu o zmien­nych warun­kach opro­cen­to­wa­nia. RBS pro­po­no­wał im „zafik­so­wa­nie” opro­cen­to­wa­nia na 15 lat, ale B. pro­po­zy­cję zigno­ro­wali. I znowu zro­bili błąd. Szkoci sprze­dali bowiem ich pożyczkę do nie­wiel­kiego, spe­cja­li­zu­ją­cego się w kre­dy­tach wyso­kiego ryzyka, inwe­stora, BTF Mort­gage ze stanu Michi­gan, który doło­żył B. następne 44 dola­rów mie­sięcz­nie. Oka­zją do pod­wyżki były dwa spóź­nie­nia spłaty raty pożyczki, bowiem w lipcu 2007 roku Willy B., z zawodu ope­ra­tor dźwigu budow­la­nego stra­cił pracę.

Wyrwa

Nie tylko zresztą on. W podob­nej sytu­acji zna­la­zło się w sierp­niu i wrze­śniu 2007 roku bli­sko 2000 ope­ra­to­rów dźwi­gów, któ­rych pra­co­dawcy zwró­cili się do sądów ban­kru­cyj­nych o ochronę przed wie­rzy­cie­lami. Tylko w ciągu pierw­szego pół­ro­cza 2007 sprze­daż nowych domów spa­dła o 300 tysięcy sztuk rocz­nie. Firmy budow­lane i dewe­lo­pe­rzy tra­cili biz­nes. I znowu Cri­stina i Willy spóź­nili się ze spłatą raty kre­dytu. Trzy spóź­nie­nia w ciągu trzech kolej­nych mie­sięcy to dla inwe­stora świa­tełko alar­mowe, tym bar­dziej, że w port­felu kre­dy­tów hipo­tecz­nych BTF o war­to­ści 87 milio­nów dola­rów poja­wiła się wyrwa; w sierp­niu opóź­nie­nia spłat się­gnęły 1,7 miliona dola­rów, we wrze­śniu 5,6 miliona, a w paź­dzier­niku aż 14,1 milio­nów.
Zale­gło­ści w płat­no­ściach to dla BTF nic dziw­nego. Firma od lat spe­cja­li­zo­wało się w pożycz­kach wyso­kiego ryzyka, zna­nych w mediach jako sub­prime mort­gage. Przy takich pożycz­kach, udzie­la­nych prze­waż­nie dłuż­ni­kom ze słab­szą zdol­no­ścią kre­dy­tową, strata wpi­sana jest nie­jako w dobro­dziej­stwo inwen­ta­rza. W ciągu ostat­nich 10 lat zale­gło­ści w spła­tach kre­dy­tów posia­da­nych przez BTF się­gnęły 4,6 pro­cent port­fela i na tyle firma była przy­go­to­wana. Tym­cza­sem na początku paź­dzier­nika 2007 spóź­nie­nia w spła­cie kre­dytu objęły aż 16 pro­cent port­fela i wciąż rosły. BTF część swo­ich zaso­bów sprze­dała jed­nemu z euro­pej­skich fun­du­szy hed­gin­go­wych, szu­ka­ją­cych zwy­kle lokat o wyso­kiej ren­tow­no­ści, część kupił nie­wiel­kie bank z Michi­gan, First Secu­rity, a z resztą poszli do sądu.
Pań­stwo B. jesz­cze we wrze­śniu b.r. otrzy­mali ulti­ma­tum: albo spłacą swój kre­dyt, baga­tela, 290 tysięcy dola­rów w ciągu 30 dni, albo pójdą pod nóż forec­lo­sure czyli przy­mu­so­wego prze­ję­cia przez wie­rzy­ciela. Trzy­dzie­ści dni to w warun­kach kry­zysu NIC. Wysta­wili dom na sprze­daż za 400 tysięcy, a więc o 40 tysięcy wię­cej niż 66 mie­sięcy temu sami za niego zapła­cili. Po tygo­dniu, z braku jakie­go­kol­wiek zain­te­re­so­wa­nia ze strony kupu­ją­cych obni­żyli cenę do 350 tysięcy, potem do 320 tysięcy, w końcu zde­spe­ro­wani, nie chcąc nisz­czyć sobie histo­rii kre­dy­to­wej zgo­dzili się przy­jąć ofertę jed­nego z praw­ni­ków BTF.…273 tysięcy. Dwa lata temu sprze­da­liby go bez kło­potu za 500 tysięcy. Teraz tylko ura­to­wali swoją zdol­ność kre­dy­tową, tra­cąc – łącz­nie z kosz­tami sprze­daży, kar­nymi odset­kami, zale­głym podat­kiem i kosz­tami praw­nymi co naj­mniej 100 tysięcy dola­rów — w sto­sunku do tego, co za swój dom zapła­cili ponad 5 lat temu. Część z tej straty pokryli kosz­tow­nym dłu­giem zacią­gnię­tym na kar­tach kre­dy­to­wych.
Jeśli wie­rzyć ana­li­zom spo­rzą­dzo­nym przez firmę ratin­gową Stan­dard and Poor, a także nowo­jor­skiego UBS pań­stwo B. i tak wybrali mniej­sze zło. Za rok uzy­ska­liby za swój dom aż o 27 tysięcy mniej, a w 2009 roku mogliby stra­cić kolejne 15 tysięcy dola­rów. Łącz­nie bowiem, zda­niem eks­per­tów, ceny nie­ru­cho­mo­ści spadną w USA w ciągu nad­cho­dzą­cych 24 mie­sięcy od 10 do 16 pro­cent. Pro­blem w tym, że z powodu kry­zysu stra­cili wszyst­kie swoje oszczęd­no­ści gotów­kowe. Kilka kolej­nych lat zaj­mie im odra­bia­nie strat wła­ści­wie przez sie­bie nie­za­wi­nio­nych. Co prawda, kre­dyt zacią­gnęli dobro­wol­nie i świa­do­mie, oce­nia­jąc swoje szanse zostali wpro­wa­dzeni w błąd przez zbyt luźną poli­tykę kre­dy­tową banku cen­tral­nego (FED) i niskie wyma­ga­nia co do poziomu rezerw gotów­ko­wych ban­ków komer­cyj­nych. Gdyby te ostat­nie były bar­dziej odpo­wie­dzialne, pań­stwo B. i wielu innych dłuż­ni­ków pod­ję­łoby – naj­praw­do­po­dob­niej — inne decy­zje kredytowe.

Odpo­wie­dzial­ność

Tylko nie­wielki pro­cent dłuż­ni­ków – tak jak pań­stwo B. – unika w podob­nych warun­kach forec­lo­sure lub ban­kruc­twa. Gros dłuż­ni­ków swoje domy traci, pozo­sta­wia­jąc odium nie­spła­co­nych zobo­wią­zań fir­mom inwe­sty­cyj­nym, inwe­sto­rom indy­wi­du­al­nym, a przede wszyst­kim na karku zwy­kłych, bogu ducha win­nych podat­ni­ków.
Wall Street Jour­nal opi­sał kilka tygo­dni temu przy­pa­dek wysoce ren­tow­nego do nie­dawna fun­du­szu inwe­sty­cyj­nego z Ten­nes­see, któ­remu w ciągu ostat­niego pół­ro­cza – z powodu forc­lo­sure i zale­gło­ści w spła­cie — wypa­ro­wało z port­fela 10 milio­nów dola­rów, o dwa miliony wię­cej niż w nie zain­we­sto­wał. Mena­dżer fun­du­szu rato­wał się sprze­da­jąc część swo­ich zaso­bów do fran­cu­skiego banku Pari­bas a także kon­glo­me­ratu inwe­sty­cyj­nego z Hong­kongu. Obie te trans­ak­cje oka­zały się nie­udane. Fran­cuzi i Chiń­czycy stra­cili ponad połowę tego co zapła­cili i dalej tracą. Kry­zys ame­ry­kań­ski roz­lewa się w ten spo­sób na cały świat.
Więk­szość ame­ry­kań­skich kre­dy­tów hipo­tecz­nych pod­lega seku­ry­ty­za­cji. Banki „pakie­ty­zują” udzie­lone przez sie­bie kre­dyty i sprze­dają je (sami, albo za pośred­nic­twem dużych firm dealer­skich, jak Fan­nie Mae czy GNMA) innym insty­tu­cjom finan­so­wym i inwe­sto­rom indy­wi­du­al­nym. Dzięki seku­ry­ty­za­cji bank, który udzie­lił kre­dytu zbyt nie­fra­so­bli­wie, łago­dzi skutki swo­ich decy­zji, obcią­ża­jąc nimi inwe­sto­rów. Dzięki temu bogate banki, które są głów­nym wino­waj­com kry­zysu wycho­dzą z niego obronną ręką. Widać to było we wrze­śniu b.r., kiedy z chwilą zaostrze­nia się kry­zysu ruszył im w sukurs bank cen­tralny a nawet budżet. O iro­nio, zadłu­żeni po uszy posia­da­cze tra­ca­cą­cych na war­to­ści nie­ru­cho­mo­ści nie dostali nic!
Zamiast pozo­sta­wić banki samym sobie i zmu­sić do ponie­sie­nia kon­se­kwen­cji wła­snych błę­dów, rząd, w tym bank cen­tralny, ratu­jąc banki, obcią­żył nimi podat­ni­ków, inwe­sto­rów, czy – jak w przy­padku pań­stwa B. – wła­ści­cieli nie­ru­cho­mo­ści. Nie dość, że wino­wajca nie został uka­rany, to na doda­tek FED, obni­ża­jąc stopy pro­cen­towe i zwięk­sza­jąc podaż pie­nią­dza wpę­dza w spi­ralę długu kolejne ofiary. Prze­cież kry­zys kre­dy­tów hipo­tecz­nych, z jakim mamy teraz do czy­nie­nia wywo­łany został wła­śnie bez­tro­ską ban­ków mają­cych łatwy dostęp do kre­dytu, ochronę rządu i poczu­cie bez­kar­no­ści wywo­łane niskimi wyma­ga­niami co do poziomu rezerw gotów­ko­wych.
W gospo­darce wol­no­ryn­ko­wej kon­se­kwen­cje błęd­nych decy­zji pono­sić powi­nien ten, kto je pod­jął. Zwol­nie­nie ban­ków z takiej odpo­wie­dzial­no­ści to prze­ka­za­nie im majątku oby­wa­teli pono­szą­cych tego kon­se­kwen­cje. Taka bez­kar­ność, to — zda­niem Willy’ego B, — „gra­bież mająca z kapi­ta­li­zmem i wol­nym ryn­kiem nie­wiele wspólnego”.

kore­spon­den­cja z USA
Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-11-18

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 1

  1. homoeconomicus pisze:

    Świetny tekst. Takie przy­padki będziemy prze­ra­biali wie­lo­krot­nie, ponie­waż zwy­kli oby­wa­tele (nie­fi­nan­si­ści, nie dostrze­ga­jący puła­pek) rzadko uczą się na histo­riach innych, a z dru­giej strony trudno wska­zać źró­dło wie­dzy z któ­rego mogliby dowie­dzieć się jak kręci się ten „finan­sowy” świa­tek — za źró­dło prze­cież nie można uznać „main streem-owych” mediów!
    Rów­nież w szko­łach łatwiej jest „indok­try­no­wać” uczniów na tematy odbie­ga­jące od prak­tyki życia i to się rów­nież nie zmieni ponie­waż pań­stwowa szkoła nigdy nie przy­zna, że „pań­stwo” poprzez bank cen­tralny jest jed­nym z cen­trów gene­ro­wa­nia nie­sta­bil­no­ści na ryn­kach finan­so­wych.
    pozdrawiam

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*