Ekonomia sprzedaży cz. 3

Kolej­nymi nie­zmien­nymi ele­men­tami naszej ludz­kiej rze­czy­wi­sto­ści, a zara­zem fun­da­men­tami dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej czło­wieka. jest nie­prze­wi­dy­wal­ność przy­szłych zda­rzeń i wyni­ka­jące z niej kon­se­kwen­cje, oraz fakt życia w świe­cie nie­ustan­nych niedoborów.

O nie­prze­wi­dy­wal­no­ści napiszmy osobny roz­dział, gdyż jest to zja­wi­sko o zna­cze­niu kapi­tal­nym. Można zary­zy­ko­wać tezę, że gdyby świat był prze­wi­dy­walny, nie mie­li­by­śmy han­dlu, pie­nią­dza i zysku, a więc dzia­łal­ność gospo­dar­cza byłaby kom­plet­nie odmienna. O ile w ogóle by ist­niała w jakiej­kol­wiek zna­nej nam formie.

Bez­płat­ność

Skupmy się zatem na kon­se­kwen­cjach dru­giego z zało­żeń, a mia­no­wi­cie tego, że żyjemy w świe­cie, w któ­rym zawsze nam wszyst­kiego bra­kuje. Jedy­nym dobrem, któ­rego mamy (względ­nie) pod dostat­kiem jest powie­trze i dla­tego nie jest ono dobrem eko­no­micz­nym, to zna­czy dobro to nie kosz­tuje. Powie­trze jest za darmo, bo jest go w bród. Za wszystko inne musimy pła­cić jakąś cenę, czy to w postaci innego towaru, pie­nią­dza, czasu, ener­gii czy jesz­cze jakie­goś innego dobra, wystę­pu­ją­cego w nie­do­bo­rze.
W cza­sach PRL przy­jęło się mówić, że w Pol­sce mamy bez­płatną służbę zdro­wia czy bez­płatne naucza­nie. Z tego co napi­sa­li­śmy powy­żej widać jed­nak, ze coś takiego jak bez­płatna edu­ka­cja czy bez­płatne lecze­nie nie ist­nieje, wręcz ist­nieć nie może. Możemy za to coś nie pła­cić sami, albo nie pła­cić bez­po­śred­nio, pła­cić jed­nak musimy. W przy­padku „bez­płat­nej służby zdro­wia” opłaty były nam zabie­rane pod przy­mu­sem w postaci tzw. ubez­pie­cze­nia spo­łecz­nego. Pie­nią­dze na edu­ka­cję też pocho­dziły z przy­mu­so­wych podat­ków. Takie pła­ce­nie pośred­nie miało to do sie­bie, że nie zna­li­śmy rze­czy­wi­stej ceny danej usługi, a poza tym, mie­li­śmy ogra­ni­czone moż­li­wo­ści upo­mi­na­nia się o swoje. Dla­tego ci nie­za­do­wo­leni, czyli ci, któ­rzy uwa­żali, że ubez­pie­cze­nie „dar­mowe” jest złe, woleli za lecze­nie zapła­cić. Tą dodat­kową opłatą mogło być hono­ra­rium w spół­dzielni lekar­skiej, u pry­wat­nego leka­rza czy łapówka w pań­stwo­wym szpi­talu. Bez względu na formę, była to ta część war­to­ści, któ­rej nam powszechne ubez­pie­cze­nie nie dostar­czało. W szcze­gól­nych przy­pad­kach tą dodat­kową ceną (war­to­ścią) mógł być czas spę­dzony w dłu­gich kolej­kach, wie­lo­ki­lo­me­trowe dojazdy do leka­rzy, kalec­two a nawet przed­wcze­sna śmierć. Pamię­tajmy, że nie ma nic za darmo. Ktoś, kto liczy na jał­mużnę czy mannę z nieba, naj­praw­do­po­dob­niej skoń­czy w nędzy. Czy tego chcemy, czy nie, za wszystko trzeba pła­cić. Należy to widzieć i wie­dzieć. To, że pań­stwo wypłaca nam eme­ry­turę „za darmo”, nie ozna­cza wcale, że jest ono takie hojne, lecz tylko to, że wcze­śniej od nas pobrało a konto tych wypłat masę pie­nię­dzy. Mądry czło­wiek, mądre spo­łe­czeń­stwo liczy jak się ma wkład czyli inwe­sty­cja do efektu, czyli do zwrotu, jaki nam ona przy­nosi. Dzięki rachun­kowi mądre spo­łe­czeń­stwo wie, co mu się bar­dziej opłaci: eme­ry­tura pań­stwowa, pła­cona pod przy­mu­sem, czy może indy­wi­du­alna prze­zor­ność, zapo­bie­gli­wość, odpo­wie­dzial­ność będąca skut­kiem wol­nego wyboru.

Albo, albo…

Jakie są prak­tyczne kon­se­kwen­cje tego, że zawsze nam cze­goś bra­kuje? Mam na myśli wpływ tych bra­ków na ludzki wysi­łek, ludzką pracę.
Naj­waż­niej­sze to to. że musimy cią­gle się sta­rać o to, by tymi „nie­do­bo­rami” gospo­da­ro­wać w spo­sób mak­sy­mal­nie wydajny. Co to zna­czy? A no, żeby wyko­rzy­sty­wać zasoby (ener­gię, surowce, czas, pracę) tak, aby z tych samych jej ilo­ści uzy­skać mak­si­mum wydaj­no­ści. Tym bar­dziej, że każdy zasób (suro­wiec, narzę­dzie, ener­gia, czas, praca ludzka) mogą być wyko­rzy­stane do róż­nych zasto­so­wań – lepiej lub gorzej.
Por­ce­la­nowa szklanka może słu­żyć do wbi­ja­nia gwoź­dzi w ścianę, o wiele lepiej do tego celu nadaje się jed­nak mło­tek. Wbi­ja­jąc gwoź­dzie młot­kiem i pijąc w fili­żance kawę lepiej spo­żyt­ku­jemy zarówno por­ce­lanę, jak i stal.
Jeśli z dostęp­nej nam aku­rat cegły wybu­du­jemy kościół, wów­czas może nam jej zabrak­nąć do budowy wię­zie­nia. Jeśli w maju wyje­dziemy na wczasy, wów­czas może nas omi­nąć jakaś super oka­zja w biz­ne­sie. /Działalność gospo­dar­cza czło­wieka, a wła­ści­wie cała jego dzia­łal­ność mate­rialna polega na nie­ustan­nym dopa­so­wy­wa­niu pla­nów wyko­rzy­sta­nia zaso­bów do skut­ków tego wyko­rzy­sta­nia. Eko­no­mia zaś jest nauką słu­żącą oce­nie tego zasto­so­wa­nia, tych pla­nów.
Eko­no­mia nie mówi nam, że lepiej jest budo­wać kościoły niż wię­zie­nia, czy vice versa. Ona mówi jedy­nie, że jeśli cegłę zuży­jemy na kościół, wów­czas trzeba będzie pozo­sta­wić na wol­no­ści iluś tam groź­nych prze­stęp­ców. Albo, że budowa kościo­łów pozwala czło­wie­kowi żyć god­niej, czyli bar­dziej pra­wo­rząd­nie, a zatem mniej­sza będzie potrzeba budowy nowych wię­zień, w rezul­ta­cie czego spo­łe­czeń­stwo suma sum­ma­rum sko­rzy­sta.
Ta cią­gła opty­ma­li­za­cja nakła­dów (wysił­ków) przy­nosi także kon­se­kwen­cje w naszej codzien­nej pracy.
Jeśli sku­pimy się na czyn­no­ściach pro­wa­dzą­cych do nikąd, albo mar­no­tra­wią­cych część naszego wysiłku, wów­czas efekt naszej pracy będzie mniej­szy niż gdy­by­śmy wyko­rzy­stali czas i ener­gię w spo­sób opty­malny. Jeśli będziemy się uga­niać za wie­loma drob­nymi klien­tami, przy­no­szą­cymi nam gro­szowe efekty, przy sto­sun­kowo dużych nakła­dach pracy, to nasze dochody (zarobki, pen­sja) będą nie­wiel­kie. I odwrot­nie. Jeśli sku­pimy się na dzia­ła­niach istot­nych, zyskow­nych, waż­nych, efekty naszego dzia­ła­nia będą istotne, ważne, zyskowne. Pamię­tajmy, że mamy do dys­po­zy­cji tylko dwie ręce, dwie nogi, jedną głowę, a przede wszyst­kim jedno życie, czyli jeden czas. Dla­tego suk­ces jest dzie­łem ludzi, któ­rzy mie­rzą wysoko. Któ­rzy się­gają po sprawy wiel­kie i ważne. Taka postawa wiąże się z sil­nym cha­rak­te­rem, wyobraź­nią, odwagą, ale przede wszyst­kim z wie­dzą i inte­li­gen­cją. Czło­wiek mądry wie bowiem, że skoro mu wszyst­kiego nie­ustan­nie bra­kuje, nie wolno mu tego co ma marnować.

W kró­le­stwie nie­do­bo­rów
Jan M. Fijor
GU” 2005-04-04

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 2

  1. Andrzej pisze:

    Jedy­nym dobrem, któ­rego mamy (względ­nie) pod dostat­kiem jest powie­trze i dla­tego nie jest ono dobrem eko­no­micz­nym, to zna­czy dobro to nie kosz­tuje. Powie­trze jest za darmo, bo jest go w bród. Za wszystko inne musimy pła­cić
    tu musze zapro­te­sto­wać, powie­trze też kosz­tuje prze­cież wyjeż­dża­jąc w góry czy nad morze pła­cimy tzw. opłatę kli­ma­tyczną, więc i powie­trze ma swoją cenę :-)
    pozdrawiam

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Zga­dzam sie, choc nie­chet­nie. Cho­dzilo mi o powie­trze, kto­rym oddy­chamy tam gdzie miesz­kamy. Gene­ral­nie jest go jez­cze w brod. W gory wyjez­dzamy nie tylko po powie­trze. W gorach powie­trze tez jest darmo, bo gorale (sam jestem z gor) za powie­trze nie placa. Pozdra­wiam JMF

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts