Ekonomia sprzedaży (V)

W powszech­nej opi­nii ludzi biz­nesu, naj­częst­szym powo­dem kry­zy­sów gospo­dar­czych, jest ogólna nad­pro­duk­cja dóbr lub/i brak pie­nię­dzy u kon­su­men­tów. Dziś sku­pimy się na pierw­szym z nich.

Tak długo, jak jakieś dobro jest dobrem eko­no­micz­nym, a więc dobrem rzad­kim, czyli wystę­pu­ją­cym w nie­do­bo­rze, tak długo nie można mówić o ogól­nej czy abso­lut­nej nad­pro­duk­cji. Takiego zja­wi­ska nie ma. Mówie­nie o kry­zy­sie nad­pro­duk­cji jest dowo­dem igno­ran­cji, żeby nie użyć bar­dziej dosad­nego powie­dze­nia.
W związku z tym, że wszyst­kiego nam zawsze bra­kuje, nigdy nie możemy mieć do czy­nie­nia z nad­pro­duk­cją wszyst­kiego. Może się zda­rzyć nato­miast, że pew­nych dóbr w sto­sunku do ist­nie­ją­cego na nie popytu będziemy mieli za dużo, pod­czas gdy innych dóbr będzie nam (w sto­sunku do popytu na nie) bra­ko­wało. Przy­kła­dem takich zja­wisk może być sezon tru­skaw­kowy wio­sną, czy jego brak, zimą.
Z tego względu możemy mówić wyłącz­nie o względ­nej nad­pro­duk­cji. Powiedzmy, że w sto­sunku do ist­nie­ją­cego zapo­trze­bo­wa­nia (popytu) kon­su­men­tów, biz­nes wytwo­rzył za dużo koszul, a za mało butów. Mówimy wtedy, że nastą­piła względna nad­pro­duk­cja koszul w sto­sunku do pro­duk­cji butów. Efek­tem takiej sytu­acji nie musi być wcale ogólny kry­zys, lecz co naj­wy­żej zmiana rela­cji ceno­wej mię­dzy koszu­lami i butami. Jeśli poprzed­nio, to zna­czy pod nie­obec­ność nad­pro­duk­cji, za jedną parę butów pła­ci­li­śmy cztery koszule, o tyle teraz, kiedy koszul jest nad­miar, cena butów wynie­sie pięć koszul. Zna­czy to, że cho­ciaż warunki gospo­dar­cze dla pro­du­cen­tów koszul ule­gły pogor­sze­niu, pro­du­cenci butów mają się teraz lepiej. Mówie­nie więc o nad­pro­duk­cji, jako przy­czy­nie kra­chów i kry­zy­sów jest nie­po­ro­zu­mie­niem. To, że pro­du­cen­tom koszul powo­dzi się gorzej nie ozna­cza jesz­cze, że gorzej powo­dzi się wszyst­kim innym.
W codzien­nej prak­tyce rzadko kiedy docho­dzi do bez­po­śred­niej wymiany (bar­ter) koszul na buty. Firmą, która się w takiej wymia­nie spe­cja­li­zuje jest cho­ciażby Bar­tim­pex, wymie­nia­jący surowce ener­ge­tyczne z Rosji na żyw­ność z Pol­ski. Naj­czę­ściej jed­nak wymiana han­dlowa doko­nuje się za pośred­nic­twem pie­nią­dza, tym nie­mniej wymiana han­dlowa jest de facto wymianą dóbr. Pie­niądz jest jedy­nie środ­kiem wymianę tę uła­twia­ją­cym. Ta fun­da­men­talna, a czę­sto igno­ro­wana pra­wi­dło­wość, nosi nazwę prawa Say’a. W myśl tego prawa, czło­wiek gro­ma­dzi pie­nią­dze nie dla ich wła­snej war­to­ści (chyba że są to jakieś cenne numi­zmaty), lecz dla ich siły nabyw­czej; może je wymie­nić łatwo na dowolne dobro, jakiego potrze­buje. Rol­nik bio­rący kre­dyt na zakup cią­gnika, poży­cza de facto cią­gnik, a nie pie­nią­dze. Pie­karz sprze­da­jąc chleb kupuje za niego spodnie, ben­zynę czy cze­sne w szkole dla swo­ich dzieci. Z tego względu każde dobro wytwa­rzane przez jed­nego pro­du­centa jest ceną dobra wytwa­rza­nego przez innego pro­du­centa. Sytu­acja pro­du­centa popra­wia się z chwilą, gdy (przy sta­łej podaży wytwa­rza­nych przez niego dóbr lub usług) wzra­sta ilość pro­duk­tów (lub usług) wytwa­rza­nych przez innych producentów.

Tym, co pro­du­cen­towi może zaszko­dzić (czyli wpły­nąć na pogor­sze­nie się kon­dy­cji jego biz­nesu) jest błędne odczy­ta­nie sytu­acji na rynku; błędne prze­wi­dze­nie tego, co nastąpi. Polega to na nie­wła­ści­wej oce­nie wiel­ko­ści popytu na wytwa­rzane prze­zeń dobra, albo/i błęd­nej oce­nie zapo­trze­bo­wa­nia (popytu) na dobra wytwa­rzane przez innych pro­du­cen­tów. Sto­su­nek kon­su­men­tów do takiego pro­du­centa jest bru­talny; kupią jego pro­dukty pod warun­kiem, że jest gotów ponieść stratę, a jeśli nie sko­ry­guje swych błęd­nych prze­wi­dy­wań na czas, zmu­szą go do upa­dło­ści. Ta bru­tal­ność ma swoje głę­bo­kie uza­sad­nie­nie spo­łeczne. Pamię­tamy bowiem z wcze­śniej­szych „wykła­dów”, że żyjemy w świe­cie nie­ustan­nych nie­do­bo­rów. W takim świe­cie nie możemy sobie pozwa­lać na mar­no­traw­stwo tego, czego i tak nam już bra­kuje. Pozo­sta­wie­nie surow­ców, pracy ludz­kiej, czasu, ener­gii w rękach par­ta­cza jest rów­no­znaczne z ich mar­no­wa­niem, nie­do­bory będą jesz­cze więk­sze. (Nie­do­bory wpły­wają na cenę, pod­no­szą ją.) Nie­stety, nie wszy­scy sobie z tego zdają sprawę. Stąd rządy i poli­tycy wielu kra­jów tak ocho­czo wal­czą z kry­zy­sami, wspie­ra­jąc upa­da­jące biz­nesy czy całe branże, pozwa­la­jąc im za pie­nią­dze podat­nika, który to wszystko finan­suje, prze­dłu­żać ago­nię, wbrew inte­re­sowi spo­łecz­nemu.
Z dru­giej strony, biz­nes­men, który nale­ży­cie i na czas odczyta nastroje kon­su­men­tów osiąga zyski, dzięki czemu może się roz­wi­jać, pro­spe­ro­wać. Spo­łe­czeń­stwo (kon­su­menci) nagra­dza traf­ność jego decy­zji, chro­niąc tym samym zasoby (surowce, czas, pracę, ener­gię) przed mar­no­traw­stwem innych.
Wpraw­dzie popu­larna prawda głosi, że głów­nym pro­ble­mem biz­nesu jest sprze­daż, a nie pro­duk­cja. I tak jest w isto­cie. Żeby jed­nak być z w peł­nej zgo­dzie z nauką eko­no­mii trzeba to powie­dze­nie nieco zmo­dy­fi­ko­wać i roz­sze­rzyć, a mia­no­wi­cie, że
naj­trud­niej­szym zada­niem biz­nesu jest pro­du­ko­wa­nie dóbr (usług), słu­żą­cych do zaspo­ka­ja­nia naj­pil­niej­szych, nie­za­spo­ko­jo­nych jesz­cze przez innych pro­du­cen­tów (usłu­go­daw­ców) potrzeb, w spo­sób naj­lep­szy z moż­li­wych i do tego naj­ta­niej.
Han­dlo­wiec, sale­sman, agent, który trzyma się tej zasady nie ma pro­blemu ani z pozy­ski­wa­niem klien­teli, ani z zaspo­ka­ja­niem jej żądań. Tak więc przy­czyną kry­zy­sów i upa­dło­ści nie jest nad­pro­duk­cja, lecz nie­do­sto­so­wa­nie się do żądań czy potrzeb kon­su­men­tów. W następ­nym odcinku zasta­no­wimy się, czy nie­do­sto­so­wa­nie to jest wyni­kiem błęd­nych decy­zji samego biz­nes­mena, czy jest ono skut­kiem innych, nie­za­leż­nych od niego pro­ce­sów. Zna­jo­mość przy­czyn ma bowiem fun­da­men­talne zna­cze­nie przy ich usuwaniu.

Kry­zys nad­pro­duk­cji?
Jan M. Fijor
„różne” 2005-05-01

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 1

  1. wiwiold pisze:

    Święte słowa. I pro­ste. Ej! Żeby tak wszy­scy chcieli tro­chę pomy­śleć, wła­śnie tak pro­sto, l o g i c z n i e.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*