Ekonomia sprzedaży cz. 7

Czło­wiek zacho­wuje się zwy­kle racjo­nal­nie, to zna­czy tak, jak mu się naj­bar­dziej opłaca albo jak mu się wydaje, że mu się naj­bar­dziej opłaca. Nawet irra­cjo­nalne zacho­wa­nia, w rodzaju: pale­nia tyto­niu, nad­uży­wa­nia alko­holu czy innych czyn­no­ści nara­ża­ją­cych ludz­kie zdro­wie pod­po­rząd­ko­wane są tej prawidłowości.

Ktoś, kto pali papie­rosy uważa np., że przy­jem­ność, jaka go z tego powodu czeka jest więk­sza niż kon­se­kwen­cje pale­nia czy wyda­tek na papie­rosy. Ktoś kto nie dojada może uwa­żać, że zaosz­czę­dzi w ten spo­sób pie­nią­dze, albo będzie szczu­plej­szy czyli bar­dziej atrak­cyjny. Przy­po­mi­na­łem już kil­ka­krot­nie słowa Ludwika von Misesa, że głów­nym moto­rem zacho­wa­nia czło­wieka jest pra­gnie­nie poprawy swo­jego bytu, a więc przej­ście z fazy „tego co jest”, do fazy „tego, co być powinno”. Od stanu „gor­szego”, do stanu „lep­szego”. Czło­wiek chce sobie życie popra­wiać, czyli mieć ze swo­jego dzia­ła­nia jakąś korzyść. Z tego powodu każde dzia­ła­nie, które się opłaca jest chęt­nie wyko­ny­wane i powta­rzane. I odwrot­nie.
Ist­nieją wpraw­dzie motywy pozor­nie nie zwią­zane z bez­po­śred­nią korzy­ścią, wpły­wa­jące na takie, a nie inne zacho­wa­nie, należą do nich patrio­tyzm, miłość do rodziny, uko­cha­nej osoby, moral­ność etc. ale i tak wszyst­kie one spro­wa­dzają się do korzy­ści wła­snej. Tyle, że pośred­nio. Każdy woli żyć w kraju wol­nym niż w oku­po­wa­nym; więk­szo­ści z nas spra­wia przy­jem­ność silna i trwała więź rodzinna; wolimy też żyć skrom­niej, ale spać spo­koj­niej, niż żyć w dostat­kach, i ukry­wać się przed orga­nami ści­ga­nia itp.
Tylko ludzie cho­rzy na umy­śle dzia­łają w warun­kach wol­no­ści na swoją nie­ko­rzyść. Jeśli chcemy spo­wo­do­wać u kogoś jakieś dzia­ła­nie, bez uży­cia przy­musu fizycz­nego lub moral­nego, musimy spra­wić, aby dzia­ła­nie to przy­nio­sło jego akto­rowi korzyść. Czło­wiek więc chęt­niej pra­cuje, gdy wię­cej zara­bia, albo lepiej jest w pracy trak­to­wany, albo jego praca została mu w jakiś spo­sób uła­twiona czy uatrak­cyj­niona. W szcze­gól­nym przy­padku, czło­wiek zacho­wuje się lepiej, popraw­niej, jeśli wie, że zacho­wa­nie to przy­nosi nagrodę, a tym bar­dziej, gdy wie, że zacho­wa­nie złe pro­wa­dzi do kary. (I to bez względu na to, co rozu­miemy pod poję­ciem „dobra” czy ”zła”.) Tę zależ­ność obser­wu­jemy na każ­dym kroku. Jest ona szcze­gól­nie widoczna w sytu­acjach, w któ­rych korzy­ści z dzia­ła­nia brak. Przy­kła­dem może tu być zacho­wa­nie się przed­sta­wi­cieli han­dlu w PRL.

Han­del w sys­te­mie tota­li­tar­nym, wypo­sa­żony w mono­pol pań­stwa – mimo wszech­obec­nego hasła: „klient ma zawsze rację” – kpił sobie z tego ostat­niego, trak­tu­jąc go jak intruza, zakłó­ca­ją­cego spo­kój „pla­cówki” i zmu­sza­ją­cego ją do wysiłku. Per­so­nel był nie­uprzejmy, ordy­narny, pomiesz­cze­nia skle­powe brudne, nie­chlujne — pano­wał ogólny bała­gan. Nie mówiąc o bra­kach w zaopa­trze­niu. I to było ze strony han­dlu zacho­wa­nie cał­ko­wi­cie racjo­nalne; jaki był bowiem sens wysi­la­nia się, skoro klient i tak musiał przyjść, kupić, nie miał wyboru. Zda­rzało się wpraw­dzie napo­tkać od czasu do czasu miłe eks­pe­dientki czy kie­row­nic­two, ale był to wyją­tek od reguły. Ci „mili ludzie” w han­dlu także zacho­wy­wali się racjo­nal­nie (czyli tak, aby osią­gnąć jakąś korzyść oso­bi­stą), ponie­waż mogli się w ten spo­sób czuć lepiej, albo zyskać sym­pa­tię klien­teli, która chęt­niej wyra­żała swoją wdzięcz­ność, czy to w postaci pre­zentu czy choćby nawet dobrego słowa. Dla han­dlow­ców z wyobraź­nią, dobra rela­cja z klien­telą była źró­dłem korzy­ści. W końcu stres szko­dzi każ­demu.
Podobny mono­pol ist­nieje dzi­siaj w insty­tu­cjach pań­stwo­wych, stąd na poczcie, w sądzie, w urzę­dzie gmin­nym czy wydziale komu­ni­ka­cji jeste­śmy nadal trak­to­wani tak, jak nie­gdyś byli­śmy w pla­ców­kach uspo­łecz­nio­nego han­dlu. W podobny spo­sób zacho­wują się też biz­nesy i orga­ni­za­cje cie­szące się wzglę­dami pań­stwa, które je ochra­nia przed kon­ku­ren­cją, poprzez sys­tem upraw­nień, licen­cji, spe­cjal­nych ustaw czy regu­la­cji. Do takich insty­tu­cji należy TP S.A., tele­fo­nia komór­kowa, nie­które związki zawo­dowe, nota­riu­sze i sze­reg innych ciał. Żadna z tych mono­po­li­stycz­nych insty­tu­cji nie widzi dla sie­bie żad­nych korzy­ści w lep­szym zacho­wa­niu się. Dla­tego robi tylko to, czego nie­zro­bie­nie mogłoby zagro­zić jej inte­re­sowi. TP S.A., dzięki quasi mono­po­lowi wyni­ka­ją­cemu z posia­da­nia majątku zbu­do­wa­nego przez lata i chro­nio­nego dzi­siaj licz­nymi usta­wami, wie, że klient wła­ści­wie nie ma wyboru, i tak wybie­rze ją. Nota­riusz jest pewny, że każda umowa cywilno — prawna czy kupna –sprze­daży i tak musi być przez niego auto­ry­zo­wana, nie musi się więc sta­rać, bo nic mu z tego sta­ra­nia nie przyj­dzie. Podob­nie jest z urzęd­niczką urzędu skar­bo­wego czy wydziału komu­ni­ka­cji, które bez względu na to, czy nas obsłużą nas ze czy źle, zara­biają tyle samo, co wię­cej, pra­cu­jąc opie­szale naro­bią się mniej.
Jedy­nym spo­so­bem zmiany takiego stanu rze­czy jest uczy­nie­nie pracy, wysiłku tych osób opła­cal­nym dla nich samych. I nie ma to nic wspól­nego z moral­no­ścią czy z dobrym wycho­wa­niem. Te same eks­pe­dientki, które w peerelu bur­czały na klien­tów, dzi­siaj, będąc wła­ści­cie­lami skle­pi­ków czy innych pla­có­wek han­dlo­wych, uśmie­chają się, dora­dzają, nad­ska­kują, bo to im się opłaca. Wie­dzą bowiem, choć jesz­cze nie wszyst­kie, że z chwilą poja­wie­nia się wyboru, zacho­wa­nia złe, opry­skli­wość, nie­chluj­stwo pro­wa­dzą do utraty klienta, a tym samym do pogor­sze­nia się ren­tow­no­ści biz­nesu. Dla­tego nie trzeba być eks­per­tem gospo­dar­czym, aby dostrzec zmianę spo­sobu trak­to­wa­nia nas w pla­ców­kach han­dlo­wych. To nie Fran­cuzi, Niemcy i Anglicy ze swo­imi super­mar­ke­tami i zachod­nią kul­turą zmie­nili spo­sób trak­to­wa­nia nas w skle­pi­kach osie­dlo­wych, uczy­niła to zmiana sys­temu, pole­ga­jąca na tym, że teraz za dobre trak­to­wa­nie klien­teli otrzy­muje się od niej nagrodę w postaci wyż­szych upo­sa­żeń, wzro­stu i ogól­nej prosperity.

Rynek i oby­czaje
Jan M. Fijor
„rózne” 2005-05-15

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 10

  1. Szabel pisze:

    Dzię­kuję, czy­tam Pana od roku,trafia Pan zawsze w te punkty które trzeba myślę, że jest to zro­zu­miałe dla wię­krzo­ści Polaków,może z wyjąt­kiem SlD
    Pro­po­nuję, aby po wybo­rach po głów­nych wia­do­mo­ściach pre­zen­to­wał Pan swoje 5 minut cho­ciaż raz w tygodniu,„Na drugi rzut oka” Ta mini edu­ka­cja potrzebna jest rodakom,myślę że rów­nież absol­wen­tom nie­ktu­rych pol­skich uczelni
    T.Sz.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Takie slowa to dla mnie wielki zaszczyt. Nie­stety, te prawdy nie sa dopusz­czane do glow­nych mediow. Moze w tele­wi­zji zakla­do­wej… Ale pomy­sle o takich mini­wy­kla­dach. Nara­zie pisa­nych. Poza tym pole­cam jak zwy­kle http://www.fijor.com (Wydawnictwo)

  3. Hubert Pietruszewski pisze:

    Pamię­tam, że w latach dzie­więć­dze­isią­tych był taki cykl „Dwa łyki eko­no­miki”. O ile mnie pamięć nie zawo­dzi, były to poprawne lek­cje (a może mi się tak wyda­wało). Dzi­siaj taką rolę pełni „Plus-Minus”, ale sporo tam Key­nesa, choć Mosz wydaje mi się roz­sąd­nym człowiekiem.

  4. KelThuz pisze:

    głów­nym moto­rem zacho­wa­nia czło­wieka [quote]jest pra­gnie­nie poprawy swo­jego bytu, a więc przej­ście z fazy „tego co jest”, do fazy „tego, co być powinno”. Od stanu „gor­szego”, do stanu „lepszego”[/quote]

    zasada ta nie doty­czy kato­li­ków, chro­nicz­nych zawist­ni­ków, bud­dy­stów i innych bez­dzie­jow­ców, kon­cen­tru­ją­cych wszelki swój wysi­łek na życiu poza­do­cze­snym. Dla­tego też z 60% miesz­kań­ców Pol­ski, pozo­sta­wiona sama sobie, nie sko­rzy­sta z szans, jakie daje wolny rynek i wolna kon­ku­ren­cja, i to jest przy­czyna roz­ro­śnię­tego eta­ty­zmu w Pol­sce. Odsy­łam do Stach­niuka „Pań­stwo a gospo­dar­stwo” i innych dzieł tego wybit­nego filo­zofa kul­tury, z wykształ­ce­nia eko­no­mi­sty. — http://www.toporzel.gower.pl

  5. Marcowy pisze:

    Nie zga­dzam się z tak pozy­tywną oceną eks­pe­dien­tek przed­sta­wioną przez JMF powy­żej. W moim mie­ście obser­wuję wiele takich osób nabur­mu­szo­nych, mru­kli­wych, nie odpo­wia­da­ją­cych na pyta­nia. Oczy­wi­ście nie zdają sobie sprawy ze związ­kiem ich zacho­wa­nia z ewen­tu­al­nymi zyskami firmy.
    Zmiana postaw i obyczajów,moim zda­niem, trwa dzie­siątki lat, więc nie tak prędko docze­kamy się usmie­chu na twa­rzy eks­pe­dientki, jak to jest w USA.
    Po czę­ści wynika to z braku kon­ku­ren­cji. W moim mie­ście jest tak mało restau­ra­cji i kawiarni, że po pro­stu mam bar­dzo nie­wielki wybór. Ina­czej jest na miej­skim rynku warzywno-owocowym, i tam fak­tycz­nie sprze­dawcy (rolnicy,handlarze) w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści są bar­dzo uprzejmi. M.

  6. E.S. pisze:

    To komen­tarz do wypo­wie­dzi KELTHUZ-a.
    Beł­kot — ja jestem kato­li­kiem, żyję w przy­jaźni z Bogiem aby jak mówił ks.Tischner „dobrze mi było na Ziemi, a i po śmierci zeby nie było gorzej”. I dla­tego jestem wolnorynkowcem.

  7. Marian Wojtasik pisze:

    W komen­ta­rzu 300 napi­sa­łem, Ludwik von Mises, a w ory­gi­nale powinno być Ludwig von Mises. To taka spo­lsz­czona lite­rówka. Pozdrawiam.

  8. JM Fijor pisze:

    Piszac, ze cos sie oplaca mia­lem na mysli wla­snie szcze­sli­wosc, czyli ten­den­cje do prze­cho­dze­nia z tego co jest, do tego co byc powinno. Poza tym,z e szcze­sli­wo­sci zde­fi­nio­wac sie nie da, owa ten­den­cja opi­suje stan docho­dze­nia do tego co p. Woj­ta­sik uwaza za „szczesliwosc”.

  9. LIGEA pisze:

    Sza­nowny Panie przy­to­czone przez Pana tezy są nie­za­prze­czalne. Nie­stety od jakie­goś czasu obser­wuję inne zja­wi­sko, popra­wia się jakość obsługi klienta a do tego wprost pro­por­cjo­nal­nie pogar­sza jakość pracy ludzi z obsługi klienta. Klienci jacy poja­wiają się w moim punk­cie twier­dzą, iż są moimi Panami, że decy­dują o tym czy będę pra­co­wała czy nie, zastra­szają, ubli­żają, grożą, szan­ta­żują, poni­żają, chcą sami usta­lać godziny mojej pracy, nie respek­tu­jąc ani tego, iż pracę powin­nam już skoń­czyć, nie respek­tują tego, iż należy mi się prze­rwa cho­ciażby na zała­twie­nie potrzeby fizjo­lo­gicz­nej czy zje­dze­nie, gdy się pra­cuje po 10 godzin i cały czas jest ruch to chyba mogę na chwilę wstać z krze­sła? Pra­cuję u ope­ra­tora tele­fo­nii komór­ko­wej. Jestem osobą wykształ­coną, odpo­wie­dzialną, poświę­cam się dla firmy pra­cu­jąc za 2 nie­obecne osoby, bez dnia prze­rwy przez 3 tygo­dnie a wszystko spro­wa­dza się do tego, iż przyj­dzie jedna osoba, któ­rej się nie spodoba np. to, iż nie ma tele­fonu jaki chciała by nabyć, albo to, iż mamy otwarte 7 dni w tygo­dniu, ale tylko do 21-szej i mogę już nie pra­co­wać. Moja samo­ocena legła w gru­zach po ostat­nim wyczy­nie klienta męż­czy­zna młod­szy ode mnie tero­ry­zo­wał mie, zmu­szał do obsługi po godzi­nach mojej pracy, wyszedł gdy przy­szedł mój mąż. Nastep­nego dnia klient przy­szedł wcze­śniej gdy się oka­zało, iż mamy awa­rię i brak jed­nego modelu tele­fonu i nie może pod­pi­sać dwóch umów tylko naj­wy­żej jedną to zapre­zen­to­wał wszyst­kie powyż­sze formy zacho­wa­nia. Aktu­al­nie u ope­ra­tora leży zło­żona na mnie skarga, która w opi­nii mojego pra­co­dawcy prze­kre­sla cały mój doro­bek, co Pan na to? Uzna­łam, iż naj­praw­do­po­dob­niej stracę pracę, ale nie chcę stra­cić wiary w swoją war­tość jako czło­wieka. Odmó­wi­łam obsługi tego klienta, bo mi gro­ził i zastra­szał, rzą­dał natych­mia­sto­wego kon­taktu z kie­row­nic­twem o godzi­nie 21 — szej! czy Pana zda­niem powi­nien on zostać obsłu­żony? Nad­mie­niam, iż nie wiem czy była­bym w sta­nie bo cała się trzę­słam. Nie poda­łam mu swich danych per­so­nal­nych bo się bałam konsekwencji.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Klienta nie musi obcho­dzic pani prze­rwa czy potrzeba fizjo­lo­giczna. Jesli pani chce, zeby ja respek­to­wali, to trzeba im to jakos zako­mu­ni­ko­wac, albo zna­lezc zmien­nika. Brak obslugi, bez wzgledu na powod, to aro­gan­cja i nie­roz­trop­nosc. Ludzie odejda. powo­dze­nia Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts