EKONOMIA WOLNEGO RYNKU TOM 3

EKONOMIA WOLNEGO RYNKU TOM 3

Mur­ray N. Roth­bard
Tłum.: Rafał Rudow­ski
War­szawa 2008
ISBN: 83 – 89812-37 – 7

Cena: 30  zł (wraz z wysyłką)

Ostatni tom wie­ko­pom­nego dzieła Mur­raya Roth­barda (Man Eco­nomy and State). Jest to jak dotąd jedyny pod­ręcz­nik eko­no­mii wol­no­ryn­ko­wej na rynku polskim.

Aby stwo­rzyć kom­pletny eko­no­miczny obraz naszego świata, ana­lizę eko­no­miczną trzeba roz­cią­gnąć na naturę i kon­se­kwen­cje dzia­łań i rela­cji spo­łecz­nych opar­tych na zasto­so­wa­niu prze­mocy, w tym inter­wen­cji w rynek i siło­wej likwi­da­cji rynku („socja­lizm”). Ana­liza eko­no­miczna inter­wen­cji i socja­li­zmu zaczęła się roz­wi­jać znacz­nie póź­niej niż ana­liza wol­nego rynku . Ogra­ni­cze­nia wyni­ka­jące z roz­mia­rów niniej­szej książki nie pozwa­lają nam na to, byśmy ana­li­zie róż­nych form inter­wen­cji w rynek poświę­cili tyle samo miej­sca co ana­li­zie wol­nego rynku. Niniej­szy roz­dział sta­nowi krót­kie stresz­cze­nie naszych badań poświę­co­nych zagad­nie­niu inter­wen­cji w rynek. Jed­nym z powo­dów, dla któ­rych głów­nym przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia eko­no­mii stał się wolny rynek, jest fakt, że ana­liza eko­no­miczna wol­nego rynku pomaga nam dostrzec porzą­dek w pozor­nie „anar­chicz­nych” i „bez­pla­no­wych” dzia­ła­niach ludz­kich. Zamiast „anar­chii pro­duk­cyj­nej”, którą może widzieć osoba nie posia­da­jąca wie­dzy eko­no­micz­nej, wyła­nia się upo­rząd­ko­wana struk­tura, któ­rej zada­niem jest zaspo­ka­ja­nie potrzeb jed­no­stek ludz­kich i która ma zdol­ność adap­ta­cji do zmien­nych warun­ków. Możemy zoba­czyć, jak dobro­wolne dzia­ła­nia jed­no­stek łączą się w upo­rząd­ko­wany spo­sób, pro­wa­dząc do wystą­pie­nia takich pozor­nie tajem­ni­czych zja­wisk, jak ceny, dochód, pie­nią­dze, rachu­nek eko­no­miczny, zyski, straty czy pro­duk­cja.
Fakt, że każdy czło­wiek, kie­ru­jąc się oso­bi­stym inte­re­sem, służy inte­re­som innych ludzi, to wnio­sek wypły­wa­jący z ana­lizy eko­no­micz­nej, a nie zało­że­nie, na któ­rym opiera się ana­liza. Wielu kry­ty­ków oskar­żało eko­no­mi­stów o „fawo­ry­zo­wa­nie” wol­nego rynku. Lecz ten lub każdy inny wnio­sek for­mu­ło­wany przez eko­no­mię jest osą­dem doko­ny­wa­nym po prze­pro­wa­dze­niu ana­lizy, a nie przed jej prze­pro­wa­dze­niem. Pro­fe­sor Edward Mer­rill Root użył w odnie­sie­niu do tej sytu­acji okre­śle­nia po-sąd (post-judice) . Poza tym oso­bi­ste pre­fe­ren­cje ana­li­tyka nie są istotne dla nauki eko­no­mii i nie świad­czą o pra­wi­dło­wo­ści lub nie­pra­wi­dło­wo­ści zasto­so­wa­nych przez niego pro­ce­dur. Jedyną istotną kwe­stią jest pra­wi­dło­wość samej metody.
Zanim roz­wi­nęła się nauka eko­no­mii, ludzie uwa­żali, że w wymia­nach ryn­ko­wych jedna strona zawsze zyskuje kosz­tem dru­giej. Prze­ko­na­nie takie leżało u pod­staw mer­kan­ty­li­stycz­nego poglądu na rynek, który Ludwig von Mises nazywa „błę­dem Montaigne’a” („Mon­ta­igne fal­lacy”). Eko­no­mia poka­zała, że na rynku zyskują obie strony wymiany . A zatem na rynku nie może być wyzy­sku. Ale teza o kon­flik­cie inte­re­sów jest praw­dziwa, gdy pań­stwo lub kto­kol­wiek inny dys­po­nu­jący siłą inter­we­niuje na rynku. Albo­wiem ten, kto inter­we­niuje, zyskuje kosz­tem osób pod­da­nych inter­wen­cji. Na rynku panuje har­mo­nia. Lecz gdy tylko nastę­puje inter­wen­cja, powstaje kon­flikt, gdyż każda osoba lub grupa osób będzie się sta­rała być stroną zysku­jącą, a nie tra­cącą – będzie się sta­rała nale­żeć do grona inter­we­niu­ją­cych, a nie ich ofiar. Z samą insty­tu­cją opo­dat­ko­wa­nia wiąże się ist­nie­nie klasy tych, któ­rzy zyskują, i tych, któ­rzy tracą . Ponie­waż wszyst­kie dzia­ła­nia pań­stwa opie­rają się na ist­nie­niu fun­da­men­tal­nej binar­nej inter­wen­cji w postaci opo­dat­ko­wa­nia, ozna­cza to, że żadne dzia­ła­nia pań­stwa nie mogą zwięk­szyć uży­tecz­no­ści spo­łecz­nej, tzn. zwięk­szyć ogól­nego dobro­bytu wszyst­kich człon­ków spo­łe­czeń­stwa.
Argu­men­tu­jąc prze­ciwko wnio­skowi, że wolny rynek, w prze­ci­wień­stwie do inter­wen­cji, zwięk­sza dobro­byt każ­dego członka spo­łe­czeń­stwa, wska­zuje się czę­sto na los przed­się­biorcy, któ­rego pro­dukt nagle staje się prze­sta­rzały. Weźmy, na przy­kład, wytwórcę powo­zów, który staje w obli­czu poja­wie­nia się auto­mo­bilu i zwią­za­nej z tym zmiany popytu. Czy mecha­ni­zmy wol­nego rynku nie pomniej­szą jego dobro­bytu? Musimy jed­nak pamię­tać, że przed­mio­tem naszego zain­te­re­so­wa­nia są uży­tecz­no­ści celów uka­zane poprzez dzia­ła­nia wytwórcy . Zarówno w okre­sie pierw­szym, gdy kon­su­menci chęt­nie kupo­wali powozy, jak też w okre­sie dru­gim, przed­się­biorca postę­po­wał tak, by zmak­sy­ma­li­zo­wać swoje korzy­ści. Fakt, że patrząc z per­spek­tywy czasu, woli rezul­taty swo­jego dzia­ła­nia w okre­sie pierw­szym, może być inte­re­su­jący dla histo­ryka, lecz jest bez zna­cze­nia dla teo­re­tyka eko­no­mii. Albo­wiem wytwórca powo­zów nie żyje już w okre­sie pierw­szym. Żyje zawsze w teraź­niej­szych uwa­run­ko­wa­niach, któ­rych ele­men­tem są skale war­to­ści innych ludzi. Dobro­wolne wymiany, w dowol­nym okre­sie, służą osią­ga­niu przez ludzi coraz bar­dziej uży­tecz­nych celów, a przez to mak­sy­ma­li­zują uży­tecz­ność spo­łeczną. Wytwórca powo­zów nie mógłby odtwo­rzyć warun­ków panu­ją­cych w okre­sie pierw­szym i osią­ga­nych wtedy rezul­ta­tów sprze­daży, chyba że użyłby siły, lecz w takim przy­padku uży­tecz­ność spo­łeczna nie była mak­sy­ma­li­zo­wana.
Gdy jedni auto­rzy zaprze­czali, że wolna wymiana przy­nosi obo­pólne korzy­ści, inni pró­bo­wali przy­pi­sać dzia­ła­niom pań­stwa dobro­wolny cha­rak­ter. Gene­ral­nie rzecz bio­rąc, próba ta opie­rała się albo na trak­to­wa­niu „spo­łe­czeń­stwa” jako jed­nost­ko­wego bytu, który ocho­czo popiera dzia­ła­nia pań­stwa, albo na poglą­dzie, że popiera je więk­szość oby­wa­teli i ozna­cza to powszechne popar­cie, albo że, w grun­cie rze­czy, popiera je nawet sprze­ci­wia­jąca się mniej­szość. Z tych błęd­nych zało­żeń wnio­sko­wano, że pań­stwo może zwięk­szać uży­tecz­ność spo­łeczną co naj­mniej rów­nie dobrze jak rynek.
Opi­saw­szy zgod­ność i har­mo­nię wol­nego rynku, jak rów­nież kon­flikt i straty uży­tecz­no­ści powo­do­wane przez inter­wen­cję, zasta­nówmy się, co się dzieje, jeśli rząd wyko­rzy­sty­wany jest do walki z inter­wen­cjami w rynek doko­ny­wa­nymi przez pry­wat­nych kry­mi­na­li­stów – tzn. pry­watne osoby wymu­sza­jące na innych prze­pro­wa­dza­nie pew­nych wymian. Zadaje się pyta­nie: Czy owa „poli­cyjna” funk­cja nie jest inter­wen­cją i czy wolny rynek nie jest zależny od „sys­temu” takiej inter­wen­cji? I czy ist­nie­nie wol­nego rynku nie wymaga, by uży­tecz­ność czer­pana przez prze­stęp­ców z ich dzia­łal­no­ści ule­gła zmniej­sze­niu w wyniku karzą­cej dzia­łal­no­ści rządu? Po pierw­sze, musimy pamię­tać, że cał­ko­wi­cie wolny rynek to zbiór dobro­wol­nych wymian. Jeśli nie ma zagro­że­nia prze­stęp­czą inter­wen­cją w rynek – powiedzmy dla­tego, że każdy czuje się zobo­wią­zany do respek­to­wa­nia pry­wat­nej wła­sno­ści innych ludzi – nie jest potrzebny żaden „sys­tem” kontr­in­ter­wen­cji. Funk­cja „poli­cyjna” jest więc pro­ble­mem pochod­nym, a nie warun­kiem wstęp­nym ist­nie­nia wol­nego rynku. Po dru­gie, jeśli rządy – lub pry­watne agen­cje – zatrud­niane są do zwal­cza­nia inter­wen­cji doko­ny­wa­nych przez kry­mi­na­li­stów, to jasne jest, że walka ta łączy się ze stra­tami dla kry­mi­na­li­stów. Lecz owe akty obrony trudno nazwać „inter­wen­cją” w naszym rozu­mie­niu tego ter­minu. Albo­wiem ude­rzają one w ludzi, któ­rzy pró­bują pomniej­szyć dobro­byt spo­koj­nych oby­wa­teli. Innymi słowy, siła sto­so­wana przez agen­cje poli­cyjne w obro­nie wol­no­ści jed­nostki – tzn. w obro­nie osób i ich wła­sno­ści – ma za zada­nie prze­ciw­dzia­ła­nie praw­dzi­wej inter­wen­cji. Choć taka kontr­in­ter­wen­cja nie może mak­sy­ma­li­zo­wać „uży­tecz­no­ści spo­łecz­nej” – uży­tecz­no­ści czer­pa­nej przez wszyst­kich człon­ków spo­łe­czeń­stwa zaan­ga­żo­wa­nych w rela­cje inter­per­so­nalne – to mak­sy­ma­li­zuje ona uży­tecz­ność czer­paną przez nie­kry­mi­na­li­stów, tzn. przez tych, któ­rzy nie sto­sują prze­mocy na szkodę innych ludzi. Jeśli agen­cje obrony będą wyko­ny­wać swoje zada­nie per­fek­cyj­nie i eli­mi­no­wać wszel­kie inter­wen­cje, ich ist­nie­nie będzie w pełni zgodne z zasadą mak­sy­ma­li­za­cji uży­tecz­no­ści społecznej.

(frag­menty roz­działu 12.)

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

No Comments Yet.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*