Fałszywa duma

Sły­szy się czę­sto od ludzi, i to nawet tych wiel­kich, że nie są bogaci, nie doro­bili się majątku, bo całe życie byli uczciwi. Albo, że warun­kiem oso­bi­stej zamoż­no­ści jest brak skru­pu­łów, któ­rych im aku­rat nigdy nie bra­ko­wało.

Te obie­gowe prawdy powta­rzają prze­waż­nie ludzie sta­ra­jący się wytłu­ma­czyć swój skromny sta­tus mate­rialny. Szczy­tem takiego myśle­nia są publiczne wypo­wie­dzi Tade­usza Mazo­wiec­kiego, Jacka Kuro­nia, a ostat­nia Jaro­sława Kaczyń­skiego, w któ­rych poli­tycy ci z dumą oświad­czali, że nie doro­bili się w życiu niczego i, co wię­cej, uwa­żają, że ich skromny sta­tus mate­rialny jest powo­dem do dumy. Nie mówią tego wprost, można się jed­nak domy­ślać, że dla nich majęt­ność jest powo­dem do wstydu. Tym samym uczy­nili ze swej biedy slo­gan wybor­czy, który miał im pomóc w wygra­nej. I chyba pomógł, przy­naj­mniej ostat­niemu z nich, obec­nemu pre­mie­rowi. Wyborcy podzie­lili bowiem dumę swego fawo­ryta, uzna­jąc rów­nież, że jego bieda dobrze o nim świad­czy.
Czy tak jest naprawdę? Czy brak pie­nię­dzy jest rze­czy­wi­ście powo­dem do dumy i świa­dec­twem wyż­szo­ści moral­nej bądź inte­lek­tu­al­nej? Aby na te pyta­nia odpo­wie­dzieć, trzeba się zasta­no­wić nad źró­dłem pocho­dze­nia ludz­kiej zamoż­no­ści, czyli skąd ludzie biorą pie­nią­dze?
Nie­chęć do bogac­twa i jego moralna pod­łość wyni­kają naj­praw­do­po­dob­niej z prze­ko­na­nia, że ludzie bogaci to ludzie podli, źli. Ozna­cza­łoby to, że ich dochody pocho­dzą z kra­dzieży, roz­boju, w naj­lep­szym przy­padku naj­praw­do­po­dob­niej, nie do końca uczci­wych trans­ak­cji, któ­rych jedy­nym moty­wem jest chci­wość. Tym­cza­sem potoczne doświad­cze­nie uczy, że gros swo­ich docho­dów otrzy­mują ludzie za swoją pracę. A skoro tak, to stan ich posia­da­nia zależy albo od wiel­ko­ści dochodu, albo od spo­sobu jego wyda­wa­nia. Ktoś, kto jest biedny jest biedny dla­tego, że albo za mało zara­bia, albo za dużo wydaje. Cza­sem jedno i dru­gie. Zasta­nówmy się zatem, kto zara­bia dużo?
Za komuny wszy­scy zara­biali mało, z wyjąt­kiem pry­wa­cia­rzy i dzia­ła­czy par­tyj­nych. O ile par­tyj­ność w PRL była nie­wąt­pli­wie cechą wartą pogardy, o tyle bycie pry­wa­cia­rzem chyba jed­nak nie. Ludzie z branży pry­wat­nej, mimo iż sta­no­wili mar­gi­nes jak cho­dzi o liczeb­ność i wpływy, to jed­nak pro­du­ko­wali, wytwa­rzali pro­dukty i usługi, na które pano­wało duże zapo­trze­bo­wa­nie; owoce, warzywa, usługi fry­zjer­skie, adwo­kac­kie, naprawy urzą­dzeń i pojaz­dów, szy­cie, pra­nie, pro­duk­cja para­soli, wóz­ków dzie­cię­cych, a więc wszystko to, czego pań­stwo — oparte na prze­my­śle cięż­kim — nie pro­du­ko­wało. Zaspo­ka­jali pod­sta­wowe potrzeby czło­wieka, za co ten im pła­cił tyle, że stali się względ­nie bogaci.
Po 1989 roku to się nie zmie­niło.
Co prawda nadal dużo zara­bia rzą­dząca kama­ryla zwy­cię­skiej par­tii, jed­nak gros narodu działa na warun­kach ryn­ko­wych. Im wię­cej jesteś wart, tym wię­cej ci zapłacą. Praca jest takim samym towa­rem, jak rower, pralka, banany czy usługi wete­ry­na­ryjne. W warun­kach wol­nego wyboru, nawet tak ogra­ni­czo­nego jak u nas ludzie kupują te pro­dukty i usługi, które chcą, czyli które są im bar­dziej, od innych pro­duk­tów czy usług, potrzebne. Ponie­waż żyjemy w świe­cie powszech­nych nie­do­bo­rów, bra­kuje nam wszyst­kiego; nie wystar­cza nam także pie­nię­dzy. Musimy więc wybie­rać: rower, albo szko­le­nie; wyjazd na wczasy, albo nowe futro; wykład X, czy masaż odchu­dza­jący etc. Możemy też wybie­rać ina­czej: waka­cje z biu­rem X, albo waka­cje z biu­rem Y; rower ABC lub rower DEF; wykład prof. K. lub wykład pro­fe­sora B. Wybór ten polega na kupo­wa­niu. Jeśli wolę rower ABC, to płacę za niego pro­du­cen­towi rowe­rów ABC; jeśli wolę wykład pro­fe­sora B. to jemu za ten wykład płacę.
Czło­wiek z natury swo­jej woli to co jest dla niego lep­sze, czyli poży­tecz­niej­sze. Wpraw­dzie poje­dyn­czy czło­wiek może źle wybrać, lecz szansa na to, że myli się 560 tysięcy ludzi jest już nie­wielka. Można zatem powie­dzieć, że ludzie lepiej zara­biają, bo wytwory ich pracy są chęt­niej kupo­wane niż wytwory pracy innych ludzi i dla­tego ci inni zara­biają mniej. Innymi słowy, każdy ma tyle, na ile wyce­niło go (albo oce­niło) spo­łe­czeń­stwo. Nikt bar­dziej nie powi­nien dbać o opi­nię mas niż poli­tyk.
Wyso­kie zarobki, przy roz­sąd­nej kon­sump­cji i inwe­sty­cjach są nie­wąt­pli­wym źró­dłem zamoż­no­ści. Chyba, że ktoś swoje dochody mar­no­trawi albo roz­daje. Głów­nym źró­dłem mar­no­traw­stwa pie­nię­dzy jest irra­cjo­nalna kon­sump­cja. I raczej tę, a nie wyso­kie dochody należy potę­piać, choć z dru­giej strony, wysoka kon­sump­cja jest źró­dłem zamoż­no­ści osób wpły­wa­ją­cych na jej zaspo­ko­je­nie. Co prawda, Jacek Kuroń dużo pił i palił, a pre­mier Kaczyń­ski wygląda na czło­wieka, który kon­su­muje dużo żyw­no­ści, być może też i napo­jów, trudno zało­żyć, że — przy cenach obo­wią­zu­ją­cych w ciągu ostat­nich 15 – 20 lat i wyso­kich zarob­kach – unie­moż­li­wiło mu to wzbo­ga­ce­nie się. Praw­do­po­dob­nie jed­nak zara­biali mało, a jeśli nawet nie, to tym gorzej — wstrze­mięź­li­wość w jedze­niu i piciu to prze­cież cnota. Czy brak cnoty może być powo­dem do dumy? Oczy­wi­ście, że nie, podob­nie, jak – pro­wa­dzące nie­kiedy do pau­pe­ry­za­cji – straty na inwe­sty­cjach, choć sta­ty­styka uczy, że czło­wiek inwe­stu­jący sys­te­ma­tycz­nie żyje lepiej niż ktoś, kto nie inwe­stuje. Mało praw­do­po­dobne, by p. Kuroń czy pre­mier Kaczyń­ski byli inwe­sto­rami, a jeśli nawet, to mar­nymi.
Może zatem roz­dali swe bogac­two bied­nym? Jeśli tak, to nie powinni być poli­ty­kami. Bo poli­tyk filan­trop szko­dzi gospo­darce; karze bowiem tych, co pra­cują, a nagra­dza takich, któ­rzy nie pra­cują. To nie jest dobry spo­sób moty­wo­wa­nia narodu do rze­tel­nej, poży­tecz­nej pracy, która jest jedy­nym źró­dłem dobro­bytu. O wiele lep­szy przy­kład daje ktoś, kto się doro­bił i poka­zuje innym jak to zro­bić, nakła­nia­jąc ich do wysiłku, ryzyka, czy inicjatywy.

Jan M. Fijor
„różne” 2007-05-25

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 13

  1. to_ja pisze:

    Nie­chęć do bogac­twa i jego moralna pod­łość wyni­kają naj­praw­do­po­dob­niej z prze­ko­na­nia, że ludzie bogaci to ludzie podli, źli”

    e, zbyt daleko idące uprosz­cze­nie. Raczej z tego, ze wsród boga­tych znaczny pro­cent ludzi doszedł do swo­jej for­tuny przez jakieś nie­ja­sne inte­resy, w poczat­kach finan­so­wej kariery (szcze­gól­nie tyczy to Pol­ski, gdzie dopiero teraz mamy oka­zję się pomału prze­ko­ny­wać, jak to z tymi począt­kami biz­ne­sów było), bo potem, jak sie już tych parę milio­nów ma, to już łatwiej być uczci­wym :)

  2. Nataniel pisze:

    Cie­ka­wie sie Pana czyta i naresz­cie zasto­po­wal Pan z kry­tyka Ame­ryki, jej pro­duk­cji zyw­no­sci, moty­wa­cji, aglo­me­ra­cji, kotle­tow scha­bo­wych, tudziez ryb tak dosko­na­lych, jak nigdzie wie­cej. I dobrze w koncu, ze staje sie Pan nie eks­per­tem od zyw­no­sci, ale od idei i od poli­tyki. Smie­szylo mnie wtedy jak Pan tesk­nil do wego­rza bal­tyc­kiego, pote­pia­jac ame­ry­kan­skiego i slusz­nie. Alle pan­ska kry­tyka, ame­ry­kan­skiego kotleta scha­bo­wego doprawdy smie­szyla. Sto razy smacz­niej­szy od wego­rza euro­pej­skiego sa te nie­sa­mo­wite filety z cho­dow­la­nego sumika hame­ry­kan­skiego. I co Pan na to?

  3. Wojciech Czarniecki pisze:

    W słusz­nej spra­wie, nad­mierny retusz.Tu cho­dzi o hie­rar­chię war­to­ści. A ocena ma źró­dło w doświad­cze­niu. Dla kogoś, kto prze­żył całe życie w socja­li­zmie czło­wiek bogaty to ten co wyrwał naj­wię­cej z wspól­nego kotła kosz­tem innych. Nato­miast wycho­wany w ame­ryce wie że bogaty ciężko pra­cu­jąc sam sobie ską­pił, oszczę­dza­jąc (pomi­jam feno­men „gwiazd”).

  4. Krzysiek pisze:

    Zwy­kle z przy­jem­no­ścią czy­tam Pana felie­tony i naj­czę­ściej zga­dzam się z tezami. Tym razem dorzucę swoje 3 gro­sze. Pomi­ja­jąc fakt, że w Pol­sce więk­szość boga­tych ludzi doszło do swo­jego stanu posia­da­nia, nie za pomocą dobrych pomy­słów i pracy ale przy pomocy zna­jo­mo­ści i dojść do tzw. koryta jest jesz­cze druga kwe­stia, czyli kwe­stia uczci­wo­ści. Z tego co mi wia­domo, a dość czę­sto ocie­ram się o śro­do­wi­sko biz­nesu, to naj­lep­sze inte­resy robią Ci co naj­le­piej kła­mią — można to oczy­wi­ście nazy­wać nie kłam­stwem a umie­jęt­no­ściami per­swa­zyj­nymi, nego­cja­cyj­nymi czy dyplo­ma­tycz­nymi, nie­mniej na zdrowy chłop­ski rozum logika wygląda to tak, że posłu­gują się fał­szy­wymi stwier­dze­niami w celu uzy­ska­nia okre­ślo­nych posu­nięć dru­giej strony nego­cja­cji. Wystar­czy zresztą obej­rzeć jaką­kol­wiek reklamę — 99% to kłam­stwa, mające prze­ko­nać ludzi do zaku­pów. Z dru­giej strony w USA ludzie już przy­wy­kli do tego, że wszy­scy nawza­jem się okła­mują — jest to natu­ralne i wszy­scy do tego przy­wy­kli. Gene­ral­nie, pozo­staje wybór — kła­mać, naj­le­piej przy oka­zji wma­wia­jąc sobie, że to jest OK, albo biedować.

    Pozdra­wiam
    K

  5. Jan M Fijor pisze:

    Zbso­lut­nie sie nie zga­dzam; w Pol­sce wiek­szosc doszla do pie­nie­dzy ciezka i pomy­slowa praca. Mniej­szosc, ta z pierw­szych stron gazet, to cwani eta­ty­sci, ale jest ich nie­wielu. Dla mnie ktos, kto zara­bia na pan­stwie nie jest biz­nes­me­nem, cze­sto zas bywa oszustem.Takich ludzi jest jed­nak zna­ko­mita mniej­szosc. I bedzie ich coraz mniej, bo czlo­wiek ktory biz­nes ukradl, a nie zbu­do­wal, rzadko kiedy umie go pro­wa­dzic. .
    Pozdra­wiam
    Jan M Fijor

  6. Jan M Fijor pisze:

    I jez­cze jedno; ktos, kto w rekla­mie kla­mie naraza sie na to, ze bedzie ona nie­sku­teczna. Dopoki mamy wol­nosc wyboru, wybie­ramy to, co dla nas jest korzyst­niej­sze i nikt nam nie zmusi ina­czej.
    JMF

  7. M.K pisze:

    Miesz­ka­łem w 30tyś mie­ście i więk­szość tutej­szych boga­czy to byli komu­ni­ści któ­rzy zale­ga­li­zo­wali skra­dzione pieniądze .

  8. SR pisze:

    Zga­dzam się z Panem Fijo­rem. Trzeba pamię­tać, że nic nie jest dane raz na zawsze, a praca jest źró­dłem bogactwa.Najczęściej jest to ciężka praca,bo naj­pierw trzeba uzy­skać to bogac­two, a potem sta­rać się, aby go nie stracić.Nie wspo­mi­na­jąc o cią­głej potrze­bie zmian itd…itd…
    PS.Oczywiście zawsze znajda się „Vebleni”, bo nie da się ukryć, że wielu naj­bar­dziej boli pro­stac­two tzw.„nowobogackich”, któ­rzy demon­strują swoje moż­li­wo­ści finansowe.

  9. Jan M Fijor pisze:

    Odpo­wia­dam M.K. Jesli nie pro­wa­dzil pan badan, to na pewno nie wie, czy wiek­szosc ludzi w 30. tysiecz­nym mie­scie to komu­ni­styczni boga­cze. Gdyby pan przczy­tal „Sekrety ame­ry­kan­skich milio­ne­row”, to by pan zro­zu­mial, ze ludzie bogaci to nie ci, kto­rzy wygla­daja na boga­tych, lecz ci kto­rzy maja maja­tek. Co wie­cej, praw­dziwi boga­cze nie afi­szuja sie swoja zasob­no­scia.
    Uklony
    Jan M Fijor

  10. M.K pisze:

    W 30tś mie­ście takie rze­czy po pro­stu się wie , wia­domo kto kil­ka­na­ście lat był dyrek­to­rem przed­się­bior­stwa a po zmia­nie ustroju kupił je na wła­sność nawet pra­cow­nicy go poparli a w podzię­ko­wa­niu wywa­lił ich na zbity pysk .

  11. JMF pisze:

    Moze i pan wie, kto byl dyrek­to­rem i ukradl firme, ale nie wie pan ilu zwy­klych ludzi, kto­rzy byli beto­nia­rzami, cie­slami, wete­ry­na­rzami etc,dorobilo sie majatku. Ludzie sie boja zawi­sci i ukry­waja swoja praw­dziwa majetnosc.Takich jest znacz­nie wie­cej.
    Uklony
    Jan m Fijor

  12. orchidea pisze:

    jestem osoba biedna bra­kuje mi kasy na zadba­nie o sie­bie i naprawde bra­kuje mi pieniedzy .

  13. Jan M. Fijor pisze:

    Zeby zmie­nic sku­tek, trzeba sie­gnac do przy­czyny. Dla­czego bra­kuje pie­nie­dzy? Co zro­bic, zeby miec pie­nia­dze? Jakie jest ich zro­dlo? Napro­sciej jest isc do pracy. Byc rze­tel­nym. Pra­co­wi­tym. Uczci­wym. Nauczyc sie dobrego fachu. Chyba, ze ktos jest chory i nie­zdolny do pracy, wtedy musi pomy­slec o innych spo­so­bach. Nie znam sytu­acji, nie wiem co pomoc. Pozdra­wiam Jan m Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*