<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Fijorr Publishing</title>
	<atom:link href="http://www.fijor.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.fijor.com</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 07 Mar 2010 15:10:29 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Jan Karol I Dzieciobójca</title>
		<link>http://www.fijor.com/jan-karol-i-dzieciobojca/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/jan-karol-i-dzieciobojca/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Mar 2010 15:10:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2088</guid>
		<description><![CDATA[Oświadczenie
Klubu Konserwatywnego w Łodzi
i Organizacji Monarchistów Polskich
 
Don Juan Carlos de Borbón y Borbón-Dos Sicilias, zwący się i zwany w „ukoronowanej” demokracji ateistycznej „Janem Karolem Pierwszym”, jako konstytucyjny szef Państwa, podpisał 5 marca b.r. (z datą 3 marca) przeforsowane przez rząd socjalistyczny nowe prawo aborcyjne, jeszcze bardziej niż dotychczas rozszerzające możliwość zabijania nienarodzonych dzieci w łonie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><strong>Oświadczenie</strong></p>
<p align="center"><strong>Klubu Konserwatywnego w Łodzi</strong></p>
<p align="center"><strong>i Organizacji Monarchistów Polskich</strong></p>
<p> </p>
<p>Don Juan Carlos de Borbón y Borbón-Dos Sicilias, zwący się i zwany w „ukoronowanej” demokracji ateistycznej „Janem Karolem Pierwszym”, jako konstytucyjny szef Państwa, podpisał 5 marca b.r. (z datą 3 marca) przeforsowane przez rząd socjalistyczny nowe prawo aborcyjne, jeszcze bardziej niż dotychczas rozszerzające możliwość zabijania nienarodzonych dzieci w łonie matek.</p>
<p> <span id="more-2088"></span>Decyzją tą D. Juan Carlos (który nawet nie próbował stawić oporu zbrodniczej ustawie, mimo iż konstytucja Hiszpanii wcale nie nakłada na niego jednoznacznie obowiązku podpisanie każdej ustawy uchwalonej przez parlament) swoiście „uwieńczył” ciąg zdrad, których dopuścił się od czasu, gdy – po śmierci gen. Francisca Franco – z jego woli został proklamowany przez Kortezy Królem Hiszpanii. Przypomnijmy pokrótce najważniejsze:</p>
<p> - złamanie przysięgi na wierność (złożonej jako desygnowany do objęcia władzy Książę Hiszpanii) Ustawom Organicznym państwa katolickiego oraz Zasadom Ruchu Narodowego, poprzez zgodę na <em>transición</em> ku monarchii parlamentarnej i podpisanie ateistycznej konstytucji z 1978 roku;</p>
<p>- podpisanie prawa wprowadzającego rozwody;</p>
<p>- podpisanie pierwszej ustawy aborcyjnej;</p>
<p>- podpisanie ustawy wprowadzającej „małżeństwa” pomiędzy dewiantami seksualnymi;</p>
<p>- podpisanie ustawy edukacyjnej czyniącej ze szkół jaskinie perwersji.</p>
<p> Mimo tych wszystkich występków przeciwnych świętej wierze katolickiej, moralności, prawu naturalnemu i dobru wspólnemu narodów Hiszpanii, aktualny konstytucyjny szef Państwa używa nadal, pośród tytułów tradycyjnie przysługujących władcom Hiszpanii, tytułu Króla Katolickiego (<em>El Rey Católico</em>). W rzeczywistości kala on tron Hiszpanii i przekreśla dziedzictwo królów prawdziwie katolickich, jak Rekared, Pelayo, Alfons VII, Ferdynand III Święty, Alfons X Mądry, Izabela Katolicka, Karol I i Filip II. Swoim wielokrotnym przyzwoleniem na zło jawnie lekceważy przestrogę największego autorytetu chrześcijańskiej tradycji monarchicznej, Doktora Kościoła św. Tomasza z Akwinu: „Niech zatem zrozumie ten, kto przyjął królewską posługę, by był w królestwie tym, czym w ciele dusza i czym Bóg w świecie”, i „że do jego stanu należy, by kierować królestwem w imię Bożego sądu” (<em>De regno</em>, 13.4).</p>
<p> Tego zaś, który nie kieruje się Bożym prawem i sprawiedliwością, nie należy już zwać „królem”, tylko „tyranem”. Królowie (<em>reges</em>) bowiem – jak pisał już św. Izydor z Sewilli – „biorą swoją nazwę od dobrego postępowania (<em>recte agendo</em>), tak więc nazwa królów przysługuje dobrze czyniącym, a nie przysługuje grzesznikom” (<em>Sententiae</em>, ks. III, XLVIII, 7); tyran zaś – mówi Akwinata – jest jak bestia, „bo nie różni się od bestii człowiek, który kieruje nie zgodnie z rozumem, ale według rozpustnej woli swojej duszy” (<em>De regno</em>, 4.12).</p>
<p> Od tyranów dawniejszych, takich jak morderca Niewiniątek Herod czy Neron, tyranów nowoczesnych, jak Jan Karol Dzieciobójca, różni tylko jedno: tyrania tamtych, sprawujących rzeczywistą władzę, brała się z pychy; tyrania „malowanych królów” w demokracji bierze się z ich tchórzostwa. Motorem niegodziwości, na które przyzwalają jest strach, aby rządząca w imieniu „suwerennego ludu” oligarchia partiokratyczna nie pozbawiła ich również resztek tej czysto symbolicznej i reprezentacyjnej funkcji, którą im jeszcze dotąd łaskawie pozostawiono.</p>
<p> Nie możemy także nie wyrazić zdumienia stanowiskiem Konferencji Episkopatu Hiszpanii, która – ustami swego sekretarza generalnego, bpa Juana Antonio Martíneza Camino – pospieszyła z zapewnieniem, że D. Juan Carlos, w przeciwieństwie do polityków głosujących w parlamencie za ustawą aborcyjną, nie jest ekskomunikowany, jako że królowie nie podlegają tym samym ocenom moralnym. Trzeba powiedzieć jasno, że pogląd, który wyraził JE Bp Martínez, to nie chrześcijańska, lecz na wskroś pogańska koncepcja „króla-boga”, stojącego jakoby „poza dobrem i złem”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: królowie nie tylko że podlegają, jak wszyscy inni śmiertelnicy, tym samym normom moralnym oraz tym samym przepisom prawa kanonicznego, ale wręcz ponoszą większą odpowiedzialność z racji swojej godności. „Komu bowiem więcej powierzono, od tego więcej będzie się wymagać” (Św. Izydor, <em>Sententiae</em>, ks. III, L, 5); już Pismo św. mówi: „Mocnych czeka mocna kara” (Mdr 6, 6). Podpisując ustawę dozwalającą zabijanie jego niewinnych, potencjalnych poddanych, konstytucyjny szef Państwa bez wątpienia zaciągnął ekskomunikę <em>latae sententiae</em>, a przyjęcie przez niego (i podanie mu) Komunii św. byłoby potwornym świętokradztwem i zgorszeniem.</p>
<p> W samym już porządku dynastycznej „prawowitości pochodzenia” (<em>legitimidad de origen</em>) prawa D. Juana Carlosa do tronu nie były najmocniejsze; swoją intronizację zawdzięczał on raczej woluntaryzmowi gen. Franco i jego tragicznej pomyłce, że desygnowany nie okaże się liberałem. Teraz, po wspomnianym wyżej ciągu sprzeniewierzeń się powinnościom Króla Katolickiego, w szczególności tej ostatniej partycypacji w ustawodawczej zbrodni dzieciobójstwa, winno być oczywiste, że nie ma on moralnego prawa do tronu w porządku „prawowitości wykonywania” (<em>legitimidad de ejercicio</em>). Jedynym ratunkiem dla Hiszpanii byłoby skupienie się wszystkich prawych Hiszpanów przy tym Księciu, który nie tylko jest depozytariuszem legitymizmu monarchicznego i Strażnikiem Tradycji (<em>Abanderado de </em><em>la Tradición</em>), ale całym swoim życiem udowadnia nieustannie, że jest prawdziwym Księciem Katolickim, który na pewno nie promulgowałby dzieciobójczej ustawy – D. Sixto Enrique de Borbón y Borbón-Busset, księciu Aranjuezu, Infancie Hiszpanii, Regencie Wspólnoty Tradycjonalistycznej.</p>
<p> ¡Abajo del Usurpador, Juan Carlos!</p>
<p>¡Viva el Rey Legítimo, Sixto Enrique!</p>
<p> </p>
<p align="right"><strong>Prezes Klubu Konserwatywnego w Łodzi</strong></p>
<p align="right"><strong>Dr hab. Jacek Bartyzel</strong></p>
<p align="right"><strong> </strong></p>
<p align="right"><strong>Prezes Organizacji Monarchistów Polskich</strong></p>
<p align="right"><strong>Adrian Nikiel</strong></p>
<p> </p>
<p>Łódź – Wrocław, 6 marca A.D. 2010</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/jan-karol-i-dzieciobojca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Apel o pomoc dla Chile</title>
		<link>http://www.fijor.com/apel-o-pomoc-dla-chile/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/apel-o-pomoc-dla-chile/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 14:08:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[PUBLICYSTYKA]]></category>
		<category><![CDATA[Chile]]></category>
		<category><![CDATA[pomoc]]></category>
		<category><![CDATA[trzęsienie ziem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2085</guid>
		<description><![CDATA[Chile-Copiapo, 4 marca 2010
Kochani Rodacy:
 
Od czasu do czasu myślą i pamięcią przybywam do Ojczyzny. Pokonuję w ten sposób prawie 15 tys. km, by znaleźć się na polskim wybrzeżu i popatrzeć na słońce, które ukrywa swą nagość, zanurzając się w morskiej otchłani, przedzieram się przez kosodrzewinę, by wspiąć się po górskiej perci, towarzyszę wzrokiem zimnym prądom, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="right">Chile-Copiapo, 4 marca 2010</p>
<p align="right">Kochani Rodacy:</p>
<p> </p>
<p>Od czasu do czasu myślą i pamięcią przybywam do Ojczyzny. Pokonuję w ten sposób prawie 15 tys. km, by znaleźć się na polskim wybrzeżu i popatrzeć na słońce, które ukrywa swą nagość, zanurzając się w morskiej otchłani, przedzieram się przez kosodrzewinę, by wspiąć się po górskiej perci, towarzyszę wzrokiem zimnym prądom, gubiącym się w meandrach Zawiśla, niekiedy zatrzymuję się, by wypić z przyjaciółmi dobrą kawę w kawiarence „Pod Słodką Borówką” na wrocławskim rynku, wsuwam się niepostrzeżenie w zacisze nawy gnieźnieńskiej katedry, by powierzyć Stwórcy wszystkich tych, którzy towarzyszą mojej misji.</p>
<p><span id="more-2085"></span>Należę do Zgromadzenia Misjonarzy Klaretynów. Od kilku lat żyję i pracuję na kontynencie Ameryki Południowej. Nade mną rozciąga się niebo  z Krzyżem Południa na pierwszym planie i całkiem  innymi konstelacjami gwiazd niż te, do których Wy jesteście przyzwyczajeni. Wokół  mnie góry, pod nogami  piach. Dziś chodzę po ulicach, których nazwy w niczym nie przypominają nazw ulic wrocławskich, brzmią obco  w językach Indian – np.   Copayapu czy Colipi. Zamiast  pięknej katedry ze strzelistymi iglicami widzę małe, odrapane domy, najczęściej zbudowane z adobe, czyli cegły zrobionej z budulca, którym jest błoto, woda i słoma lub sucha trawa. Na ulicach zamiast klombów kolorowych kwiatów spotykam, a czasami nawet potykam się o wałęsające się, bezpańskie psy. Horyzont z kolei wypełniają góry i pagórki, pomarszczone jak papier, przygnębiające jednostajną szarością. Za to niebo codziennie jest lazurowe, bez jednej chmury. To w jakiś sposób rekompensuje monotonię barw, do których przywykłem przecież w Ojczyźnie. Moje miasto nazywa się Copiapo i leży na skraju pustyni Atakama, najbardziej suchej ziemi na świecie, w kraju, o którym już na pewno wielokrotnie słyszeliście –  w Chile.</p>
<p>Gdy posłano mnie do Copiapo, musiałem jechać 12 godzin autobusem ze stolicy Santiago. Po przyjeździe oczom moim ukazał się widok, który na początku szokuje i przygnębia: bieda i ubóstwo otulone w kolor szarości. Tak  na pierwszy rzut oka wygląda pustynia i  miejscowości na jej obszarze. Deszcz pada u nas co 8 lat.</p>
<p>Chile jest jednak cudownym krajem, pięknym i bogatym, przy czym bogactwo należy do garstki ludzi, większość żyje bardzo ubogo. W hymnie narodowym śpiewamy, że Chile to „kopia Raju”. I tak jest  rzeczywiście – na obszarze, który ciągnie się przez prawie 5 tysięcy kilometrów (to odległość od Moskwy do Lizbony!), znajduje się wszystkiego po trochu: góry, pustynię, wulkany, ocean, jeziora, rzeki, lasy&#8230;</p>
<p>Natura jest dobrem, z którego korzysta wielu ludzi, nie zawsze jednak jej prawa pozwalają czuć się bezpiecznie i żyć spokojnie. Wszyscy Chilijczycy wiedzą, że żyją w „strefie ognia”, z którego nie spoób uciec, i przed którym nie zawsze da się uchronić. W swojej historii naród chilijski doświadczał wielu kataklizmów: trzęsień ziemi, powodzi, tsunami, wybuchów wulkanów (z najwyższymi na świecie!); poddawany był też wielu zawirowaniom politycznym i ekonomicznym, w czasie których ginęły setki, a nawet tysiące ludzi. Bliższe i bardziej konkretne informacje o Chile znajdziecie w innych źródłach, takich jak encyklopedie, książki geograficzne czy internet. Ja zaś chcę Wam opowiedzieć w skrócie o tym, czym żyjemy ostatnio, co też jest głównym motywem mojego listu do Was.</p>
<p>Piszę w imieniu wielu tysięcy Chilijczyków (ośmielę się nawet twierdzić, że w imieniu wielu milionów), którzy są dla mnie jak Rodacy. Od początku mojego pobytu tutaj, pokochałem ten kraj i traktuję go jak moją drugą Ojczyznę. Z krwi i kości jestem Polakiem, z czego jestem dumny, lecz czuję się też Chilijczykiem „de corazon”, czyli w sercu. Bliski mi jest każdy skrawek najczystszego  na świecie tutejszego nieba; uwielbiam tutejszą kulturę i tradycję; nauczyłem się języka moich sąsiadów, znajomych i wiernych, którym posługuję jako misjonarz. Dzięki temu mogę ich rozumieć, cieszyć się z nimi, przeżywać ich radości i smutki. Nigdy bym nie uciekł z tego kraju, nawet gdyby ziemia potrzęsła nami najmocniej, jak tylko potrafi. To jest już moja ziemia.</p>
<p>To ona właśnie, kilka dni temu, potrząsnęła nami tak mocno, iż skutki tego odczuło prawie 8 milionów ludzi. Statystyki mówią, że  w Chile występuje około 200 wstrząsów sejsmicznych w ciągu miesiąca. Większość z nich jest dla ludzi nieodczuwalna, rejestrują je jedynie specjalistyczne urządzenia. Od momentu,  kiedy wprowadzono  je do użytku, w Chile odnotowano jedne z największych trzęsień ziemi w historii ludzkości. Najmocniejsze wystąpiło w roku 1960 w mieście Valdivia na południu Chile. Osiągnęło 9,5 stopnia w skali Richtera (skala mocy wstrząsu według tego pomiaru kończy się na 10 stopniach). Od tamtej pory miało miejsce wiele innych trzęsień, których efektem były zniszczenia materialne i setki zabitych ludzi. Przedostatnie zdarzyło się w roku 1985, zginęło wówczas około 200 osób.</p>
<p>Ubiegły rok dla tysięcy ludzi z południa Chile był wprost katastrofalny. Odezwał się tam wulkan Chaiten, uważany za nieczynny (statystyki wymieniają około 3000 wulkanów na obszarze Chile, w tym prawie 500 uznanych jest za czynne). Zniszczył ogromny obszar ziemi. Ludzie musieli opuścić swoje domostwa prawie na zawsze; liczne miejscowości zamieniły się w „miasta widma”.</p>
<p>Obecny rok rozpoczęliśmy równie nieszczęśliwie. W historii i ludzkiej pamięci na zawsze zapisze się dzień 27 lutego, godzina 3,34 nad ranem. Podziemne ruchy tektoniczne wywołały trzęsienie ziemi wynoszące w skali Richtera 8,8 stopnia. Jest to piąte trzęsienie ziemi w historii pod względem mocy. Wystąpiło na przestrzeni około 1000 km. Nigdy dotąd wstrząs nie obejmował tak wielkiego obszaru. Oblicza się, że jego siła była 700 razy większa od trzęsienia na Haiti, którego świadkami byliśmy jeszcze tak niedawno.</p>
<p>Ja mieszkam około 1300 km od miejsca, które uznaje się za epicentrum wspomnianego trzęsienia. Do wstrząsów nieco już „przywykłem”, choć zawsze jestem niespokojny, nigdy bowiem człowiek nie wie, jak mocny i jak długi będzie wstrząs. Przeżyłem już momenty, kiedy jedynym sposobem ratunku była ucieczka z domu na ulicę. W rzczywistości są to sekundy, w czasie których musisz zareagować właściwie, by nie zostać przygniecionym i zawalonym stertą kamieni, adobe czy innych części walących się domów, gdy „temblor”, czyli wstrząs, zamieni się w „terremoto”, czyli prawdziwe trzęsienie ziemi.</p>
<p>Pamiętnej nocy 27 lutego spałem spokojnie jak wiele rodzin i znajomych. Obudziły mnie odgłosy ruszających się ścian i mebli; mój dom zaczął się kołysać. Obrazy na ścianie przypominały wahadło ściennego zegara. Trwało to ponad minutę, co od razu czyniło go podejrzanym; zazwyczaj wstrząs nie przekracza kilku lub kilkunastu sekund. Dziwne kołysanie „na fali” powoli się uspokajało. Układałem się ponownie do snu, gdy mnie obudził telefon moich znajomych. Ostrzegali, że powinienem jak najszybciej schronić się w bezpiecznym miejscu; oni, całą rodziną, stali już na ulicy w oczekiwaniu na to, co może nastąpić.</p>
<p>Zgasło światło. Tak zwykle dzieje się przy większych wstrząsach. System odcinania prądu jest automatyczny i ma na celu zapobieganie pożarom oraz innym tragediom z tym związanych. Następnie urwała się łączność we wszystkich telefonach stacjonarnych i komórkowych. W ciemnościach nie sposób było porozumieć się z kimkolwiek, nikt też nie miał dokładnych wiadomości o kosekwencjach doznanego wstrząsu. Ktoś ze znajomych otworzył radio na baterie. Stacje chilijskie nie działały. Dochodziły do nas jedynie relacje zza wysokich Andów, z Argentyny. Dowiedzieliśmy się, że południe kraju, począwszy od stolicy kraju Santiago, objęło silne trzęsienie ziemi. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że ogrom kataklizmu przechodził wszelkie wyobrażenia. W kilkanaście sekund tysiące ludzi straciło dach nad głową, setki z nich zginęło pod gruzami walących się domów. W ciemnościach nocy wydobywały się krzyki i wołania o pomoc tych, którzy pozostali jeszcze przy życiu. Ludzie uciekali na oślep, donikąd. Nikt nie wiedział, gdzie i jak może się ocalić. Rodzice zaczęli rozpaczliwie poszukiwać swoich dzieci, które jeszcze przed chwilą spały spokojnie w domach, a teraz albo były pod gruzami, albo zagubione krzyczały o pomoc. Ocalone dzieci wołały swoich rodziców i najbliższych.</p>
<p>Ludzie w wielu miejscowościach nadmorskich nie zdąrzyli jeszcze ochłonąć po uderzeniowej fali wstrząsu, gdy nastąpiła kolejna, tym razem od strony Oceanu. Ocean Spokojny tej nocy stał się niespokojny, bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Ogromne fale tsunami wdzierały się w głąb lądu, niszcząc wszystko na swojej drodze, a potem wciągając za sobą w otchłań całe domostwa i ludzkie życie. Był to jeden z ostatnich dni lata, kończyły się wakacje. Wielu turystów korzystało jeszcze w odpoczynku w nadmorskich miejscowościach. Jedni zdążyli uciec, innym się to nie udało – Ocean  „połykał” ich, niczym wielki morski potwór, w obecności zrozpaczonych sąsiadów, przyjciół i pozostałych członków rodzin. O świcie oczom ocalałych  ukazał się wielki „księżycowy krajobraz”. Co kilka godzin powtarzały się kolejne wstrząsy, choć już z mniejszą mocą (w ciągu kilku dni, począwszy od pierwszego, było ich około 150!). Każdy z nich wywołuje panikę i strach. I tak jest do dziś.</p>
<p>Minęło zaledwie kilka dni  od sobotniego trzęsienia, którego siła przesunęła oś Ziemi o 8 cm, a dwie wyspy na Oceanie podniosły się o dwa metry. Na znacznym  obszarze południowej części Chile, w dużych miejscowościach, takich jak: Concepcion, Constitucion, Talca, Curico, a także w wielu mniejszych, sytuacja wciąż jest dramatyczna; sceny, jakie docierają do nas poprzez relacje telewizyjne są prawdziwie dantejskie. Ludziom brakuje wody i żywności. Śpią, a raczej czuwają, na ulicach. Wołają rozpaczliwie o pomoc, przede wszystkim dla dzieci. Setki poszkodowanych wymagają natychmiastowych interwencji lekarskich; szpitale w większości zawaliły się. Powoli dociera pomoc międzynarodowa, ale wciąż za wolno i za mało. Przypomnę tylko: prawie 1.5 miliona ludzi nie ma domów.</p>
<p>Kochani Rodacy. Piszę Wam o tym wszystkim nie dlatego, by zrobić na Was wrażenie. Dużo wiadomości dociera do Was z radia, telewizji, prasy czy internetu. Każdy je odbiera po swojemu: jedni reagują na to bardziej wrażliwie, inni mniej, jeszcze innym jest to po prostu obojętne. Nie mnie to oceniać. Osobiście nie potrafię spokojnie przyglądać się wszystkiemu, siedząc z założonymi rękami, co najwyżej ocierając rękawem oczy pełne łez, z wyrazem   żalu i smutku na twarzy. Wiem, że reakcja musi przybrać inny wymiar. W naszej parafii w Copiapo, podobnie jak i w innych, jak we wszystkich szkołach oraz wielu organizacjach i zakładach, rozpoczęliśmy akcję pomocy. Jest ona jednak niewystarczająca. Dlatego też ośmielam się zwrócić o pomoc także i do Was, o pomoc konkretną i na miarę Waszych możliwości.</p>
<p>Chile w swojej historii wielokrotnie już podnosiło się z ziemi, którą – jak już wspominałem – uważają za „kopię Raju”, ale która czasami zamienia się też w prawdziwe „piekło”. Chilijczycy wielokrotnie pokazali, że potrafią  się wzajemnie wspierać, solidaryzując się z najbiedniejszymi i najbardziej  poszkodowanymi. Cierpienie, ból i śmierć mogą odebrać nadzieję jednym, ale też są w stanie  wyzwolić  w innych cały ich ludzki  potencjał dobra. Tak  działo się i tak się zawsze dzieje w historii narodów, ludów i całego świata. Tak też będzie i tym razem w mojej drugiej Ojczyźnie – wszyscy jesteśmy o tym przekonani. Pomoc nadchodzi ze wszystkich stron. Ludzie biedni podają rękę innym ludziom biednym – i to jest chyba najbardziej optymistyczne.</p>
<p>Chcę Was zachęcić, byście przyłączyli się do tych, którzy w geście solidarności podają nam rękę. Żyjemy bardzo daleko od Was, ale jest to tylko odległość geograficzna, kilometry bowiem w tej sytuacji nie mają znaczenia; najważniejsze jest to, byście byli gotowi do pomocy. Nie chcę Wam podpowiadać, co i jak trzeba robić, by zebrać kilka groszy, za które potem kupimy żywność, wodę, koce, namioty, odzież, lekarstwo, mleko i pieluchy dla małych dzieci. To na początku jest najpilniejsze. Wiem, że macie dużo dobrej woli – skonkretyzujcie ją. Tak naprawdę nie jest ważne, ile ofiarujecie – dziś każdy grosz  dla nas i moich Rodaków z południa Chile ma wartość życia, które walczy ze śmiercią. Razem potrafimy zrobić wiele. Razem potrafimy zmienić ten świat, dając innym – których  nawet nie znacie, nigdy nie widzieliście i chyba nigdy nie poznacie – radość  na powstanie z trzęsącej się wciąż ziemi, a także wiarę w to, że „trzeba spieszyć się kochać ludzi, bo szybko odchodzą”. Dzięki temu odległość między nami tak bardzo się zmniejszy, że poczujecie uścisk dłoni wdzięczności Waszych braci i sióstr z Chile.</p>
<p>Niełatwo jest prosić o pomoc, wiedząc, że wokół Was potrzeb wciąż jest tak wiele. Niełatwo jest wyciągać rękę, która czeka nie tylko na kromkę chleba i kubek wody, ale przede wszystkim na „kawałek” ludzkiego serca.</p>
<p>O to SERCE z pokorą Was proszę, Młodzi Przyjaciele, w imieniu milionów Chilijczyków, pamiętny słów polskiego Wieszcza, które brzmią jak odpowiedź na ewangeliczną prośbę Jezusa o miłosierdzie: „Miej SERCE i patrzaj w SERCE”.</p>
<p>Krzyż Południa na chilijskim niebie pozwala nam wciąż wierzyć, że KRZYŻ CHRYSTUSA ostatecznie zwycięży.</p>
<p> </p>
<p>Czas, by zakończyć ten list. Jest godzina 3<sup>20</sup> nad ranem. Myślę o Was, bo w tej chwili budzicie się i wstajecie, by udać się na lekcje czy do pracy. Myślę także  o tych, którzy jeszcze nie śpią, bo nie mają gdzie i boją się kolejnego wstrząsu. Ja zaraz udam się na spoczynek – oni jednak nie&#8230;</p>
<p> </p>
<p>Pozdrawiam Was serdecznie. Z błogosławieństwem,</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"> </span></p>
<p align="right">o. Adam Bartyzoł</p>
<p align="right"> misjonarz klaretyn</p>
<p align="right"> </p>
<p>Numer i nazwa konta dla tych, którzy usłyszą nasz</p>
<p> </p>
<p>            KRZYK NADZIEI  O POMOC</p>
<p> </p>
<p>Adam Bartyzoł,</p>
<p>ul. Poborzańska 7,</p>
<p>03-360 Warszawa,</p>
<p>Multibank, 59114020170000420207410873</p>
<p>z dopiskiem: „Trzęsienie ziemi w Chile”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/apel-o-pomoc-dla-chile/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przestan zgrywać milionera</title>
		<link>http://www.fijor.com/nie-zgrywaj-milionera/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/nie-zgrywaj-milionera/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 11:04:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[jak zostać bogatym]]></category>
		<category><![CDATA[milionerzy]]></category>
		<category><![CDATA[utracjusze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2078</guid>
		<description><![CDATA[Autor: Thomas J. Stanley

Fijorr Publishing, Warszawa 2010
ISBN: 
978-83-89812-66-7
Cena: 30 zł (wysyłka gratis) jeśli płatne przelewem! Dane do przelewu w zakładce: Zamówienia. 
 
Kolejny bestseller wybitnego socjologa amerykańskiego specjalizującego się w zachowaniach i zwyczajach ludzi bogatych. Podobnie jak pierwsza książka Stanleya, Sekrety amerykańskich milionerów, również ta przedstawia zaskakujące konkluzje, obalając lewicowe mity nt. ludzi zamożnych. Jest to nie tylko lektura [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Autor: <strong>Thomas J. Stanley</strong></p>
<h3><img class="alignleft size-medium wp-image-2080" title="milionerzy" src="http://www.fijor.com/wp-content/uploads/2010/03/milionerzy-201x300.jpg" alt="milionerzy" width="201" height="300" /></h3>
<h3>Fijorr Publishing, <em>Warszawa 2010<br />
ISBN: </em></h3>
<p><strong>978-83-89812-66-7</strong></p>
<p>Cena: 30 zł (wysyłka gratis) jeśli płatne przelewem! Dane do przelewu w zakładce: <strong>Zamówienia. </strong></p>
<p> </p>
<p>Kolejny bestseller wybitnego socjologa amerykańskiego specjalizującego się w zachowaniach i zwyczajach ludzi bogatych. Podobnie jak pierwsza książka Stanleya, <strong><em>Sekrety amerykańskich milionerów</em></strong>, również ta przedstawia zaskakujące konkluzje, obalając lewicowe mity nt. ludzi zamożnych. Jest to nie tylko lektura pasjonująca, ciekawa, ale i wyjątkowo pożyteczna. Czytając poznajemy obyczaje liderów, a nic tak nie sprzyja osiągnięciom sukcesu, jak podążanie drogą, która jest sprawdzona i skuteczna.</p>
<p>Jako nastolatek mój ojciec dostarczał gazety do domów wzdłuż jednej z dwóch tras: niebieskiej i białej. Większość jego „niebieskich” klientów znajdowała się w dzielnicach położonych na wschód i południe od jego rodzinnego domu, zamieszkanych przez robotników lub niższą klasę średnią. „Biała” trasa, prowadząca na zachód i północ, obejmowała klientów z klasy średniej i wyższej średniej, mieszkających w większości           w ładnych domach jednorodzinnych. Na obu trasach było mniej więcej tyle samo subskrybentów. W przeciwieństwie do tego, co można by sądzić, „niebieska” trasa okazała się dla mojego ojca finansowo korzystniejsza. Klienci byli znacznie bardziej skłonni płacić na czas, dać napiwek i bożonarodzeniową premię.</p>
<p><span id="more-2078"></span></p>
<p>            Dlaczego? Mój ojciec doszedł do wniosku, że klientom z „białej” trasy ciągle brakuje gotówki ze względu na koszty utrzymania domu i wszystkiego, co się z tym wiąże. Odnosił wrażenie, że wielu z jego klientów z „niebieskiej” trasy wydawało mniej, niż mogli                 i w rezultacie zawsze mieli pod ręką gotówkę.</p>
<p>            Zdaniem mojego ojca historia ta pokazywała, że istnieje różnica między <strong>wyglądaniem</strong><em> </em>na bogacza a <strong>byciem</strong> nim i że większość ludzi mających taki wygląd nie była nimi w istocie – żyli ponad stan i w rezultacie mieli mało pieniędzy na okazywanie hojności. Z grubsza rzecz biorąc, mój ojciec miał rację, choć przekonałem się, że istnieją ludzie – chociaż jest ich niewielu – których zewnętrzne bogactwo jest autentyczne. Jeśli czytaliście Państwo <em>The Millionaire Mind</em>, albo słuchali moich wykładów na temat ludzi bogatych, zapewne pamiętają Państwo opowieść o zdarzeniu, które miało miejsce w czasie Halloween.</p>
<p>Gdy miałem 9 lat: zamiast obchodzić nasze sąsiedztwo z prośbami o podarki, udałem się wraz z innymi dziećmi do Fieldston, jednej z najzamożniejszych dzielnic Nowego Jorku. Dostaliśmy tam podarunki pieniężne od takich osób jak James Mason, wybitny brytyjski aktor i sporo pieniędzy od chorego mieszkańca, który pozostawił dla dzieci monety               w opakowaniu po mleku. Dumnie pokazałem nasz łup ojcu jako dowód, że ludzie, którzy mieszkają w pięknych domach, są bogaci. Stwierdził, że mieliśmy szczęście i przypadkowo trafiliśmy na kilka bogatych w gotówkę domostw, które rzeczywiście istnieją.</p>
<p>            Moje kolejne doświadczenia oraz badania pokazały, że mój ojciec rzeczywiście miał rację w odniesieniu do różnicy między jedynie łudzącym wyglądem bogacza a byciem nim naprawdę. Większość ludzi wygląda na bogatszych niż jest w istocie, a naprawdę bogaci często sprawiają zupełnie inne wrażenie, niż można by się spodziewać.</p>
<p>(fragment książki)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/nie-zgrywaj-milionera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Parytet kobiecości</title>
		<link>http://www.fijor.com/parytet-kobiecosci/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/parytet-kobiecosci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Feb 2010 07:54:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[PUBLICYSTYKA]]></category>
		<category><![CDATA[aktywistki]]></category>
		<category><![CDATA[feminazizm]]></category>
		<category><![CDATA[parytet]]></category>
		<category><![CDATA[przymus ekonomiczny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2071</guid>
		<description><![CDATA[Po monopolizacji rynku renty politycznej przez mężczyzn sięgają po nią kobiety. Wojna o parytet płci jest zwykłym skokiem na kasę, który nie tylko nie przyniesie kobietom poprawy losu, lecz – jak każde działanie regulowane politycznie &#8211; pogorszy sytuację nas wszystkich.
 Kobiecość
     W zamyśle zwolenników priorytetów leży słuszne przekonanie, że większa część kobiet stroni od życia publicznego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po monopolizacji rynku renty politycznej przez mężczyzn sięgają po nią kobiety. Wojna o parytet płci jest zwykłym skokiem na kasę, który nie tylko nie przyniesie kobietom poprawy losu, lecz – jak każde działanie regulowane politycznie &#8211; pogorszy sytuację nas wszystkich.</p>
<p> Kobiecość</p>
<div>     W zamyśle zwolenników priorytetów leży słuszne przekonanie, że większa część kobiet stroni od życia publicznego i podciągnięcie ich do <em>mainstreamu</em> pozwoli uświadomić społeczeństwu, że mają one wiele do powiedzenia na kilku ważnych polach takich, jak rodzina, dzieci, edukacja, małżeństwo, wolność, miłość, które określić można terminem: kobiecość. Ich głos powinien być wzięty pod uwagę, gdyż dotyka spraw i wartości newralgicznych dla funkcjonowania naszej kultury i cywilizacji.</div>
<div><span id="more-2071"></span> I częściowo jest brany pod uwagę za pośrednictwem mężów, ojców i braci tych kobiet, którzy są w dużym stopniu przez nie kształtowani. Jeśli coś należałoby w tej sprawie zmienić, to być może nauczyć te kobiety większej asertywności, aby skuteczniej na mężczyzn oddziaływały, komunikując im problemy, z którymi sobie nie radzą. Nie jest to jednak jakieś zasadnicze wyzwanie. W naszej cywilizacji wpływ kobiet na życie ogółu jest i tak duży; one przeważnie rządzą rodzinną kasą, one dziedziczą jako pierwsze, one mają preferencje przy wychowaniu dzieci, nie mówiąc o innych aspektach relacji mężczyzna – kobieta, jak choćby kształtowanie ogniska domowego i troska o nie, szacunek, jakim się w społeczeństwie cieszą etc. Jeśli w tych relacjach występuje patologia, to jest ona marginesem, którego regulacjami politycznymi i parytetem płci się nie załatwi. Najwyższy udział w rządzeniu mają kobiety w Rwandzie, o tym co z tego wynika poczytać można na temat ludobójstwa, jakie miało miejsce w tym kraju.</div>
<div>       Kobiety, które mają w kwestii kobiecości coś do powiedzenia zajęte są sprawami, o których mogłyby nam powiedzieć, gdyby nie były nimi zajęte. Innymi słowy, one robią to, o czym inni tylko mówią, a ostatnio także walczą. Bojowniczki, które angażują się w ruch na rzecz priorytetu ani kobiet, ani tym bardziej ich kobiecości nie reprezentują.</div>
<div> </div>
<div>Cui bono</div>
<div> </div>
<div>       Komu potrzebny jest priorytet? Albo inaczej, kto na nim skorzysta?</div>
<div>       Z przebiegu dyskusji nad tzw. równością płci wynika, że będą to głównie kobiety samotne, bezdzietne, feministki, antymaskulinistki, feminazistki, zwolenniczki równości płci, aborcji, osoby, dla których los karpia wigilijnego droższy jest od losu nienarodzonego dziecka, odwołujące się chętnie do odmiennych preferencji seksualnych, a także emerytki, rencistki i starsze panny. Tylko one mają czas i ochotę na politykę. Widać to chociażby po składzie aktywistek promujących ideę ustawodawstwa parytetowego. Nie chcę być złośliwy, ale tym paniom bliżej do mężczyzn i przemocy, niż do kobiecości i powabu płci pięknej. Im nie chodzi o kwestie rodziny, szacunku mężczyzn w stosunku do kobiet, dyskryminacji kobiet, która nb. istnieje wyłącznie wolnorynkowych świecie polityki, czy szacunek ze strony rządzących. Dla nich są to hasła, które pomogą zdobyć kasę i wpływy, które też sprowadzają się do kasy, której dostarczymy my. Podobnie jak kiedyś nędza i wyzysk były pretekstem do zdobycia dominacji przez  polityków płci męskiej.        </div>
<div> </div>
<div>Podatek kobiet</div>
<div> </div>
<div>      Zamiast więc zabierać rodzinom pieniądze na kolejne renty polityczne tym razem z grupy fanatyczek, darmozjadek czy utopijnych dobroczyńczyń ludzkości, obniżmy podatki, zwalniając kobiety z przykrego obowiązku (sic!) pracy zawodowej, pozostawiając im więcej wolności wyboru i prawa do kobiecości. Wszak od dawna wiadomo, że gros trudności życiowych kobiet, z ich pracą zawodową na czele wiąże się z przymusem ekonomicznym służącym głównie odpracowaniu podatku zabieranego ich mężczyznom po to, aby budować żłobki i przedszkola, w których państwo – pod nieobecność matek, które muszą iść do pracy, żeby na te żłobki i przedszkola zarobić &#8211; wychowują nasze dzieci. Ustawowo regulowany parytet doprowadzi do tego, że kobiety będą tym razem musiały pracować więcej i ciężej, żeby zarobić na dostatnie życie reprezentujących je rzekomo aktywistek do spraw parytetu płci.</div>
<div>Jan M Fijor</div>
<div><a href="http://www.fijor.com">www.fijor.com</a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/parytet-kobiecosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>6 Mitów o Milionerach</title>
		<link>http://www.fijor.com/6-mitow-o-milionerach/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/6-mitow-o-milionerach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 20:56:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[EDUKACJA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2059</guid>
		<description><![CDATA[Na stronie Amazing Victory, Michał Sobczyk w rozmowie z Jankiem Fijorem obalają mity o ludziach bogatych.
www.amazingvictory.com/2010/02/6-mitow-o-milionerach-jan-fijor-obala-je-po-kolei/
•Mit #1: bój się konkurencji (0:20)
•Mit #2: musisz być kimś wyjątkowym żeby osiągnąć sukces (1:10)
•Mit #3: musisz mieć szczęście (4:50)
•Mit #4: gdy już się dorobisz, otaczaj się luksusem (5:50)
•Mit #5: aby pomnożyć bogactwo, skup się na bogaceniu się (7:40)
•Mit #6: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na stronie Amazing Victory, Michał Sobczyk w rozmowie z Jankiem Fijorem obalają mity o ludziach bogatych.</p>
<p><a href="http://www.amazingvictory.com/2010/02/6-mitow-o-milionerach-jan-fijor-obala-je-po-kolei/">www.amazingvictory.com/2010/02/6-mitow-o-milionerach-jan-fijor-obala-je-po-kolei/</a></p>
<p>•Mit #1: bój się konkurencji (0:20)<br />
•Mit #2: musisz być kimś wyjątkowym żeby osiągnąć sukces (1:10)<br />
•Mit #3: musisz mieć szczęście (4:50)<br />
•Mit #4: gdy już się dorobisz, otaczaj się luksusem (5:50)<br />
•Mit #5: aby pomnożyć bogactwo, skup się na bogaceniu się (7:40)<br />
•Mit #6: aby działać skutecznie, skup się na strategii (9:10)</p>
<p>•FAKT: ucz się od praktyków (10:00)</p>
<p>Sukcesów!<br />
Michał Sobczyk</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/6-mitow-o-milionerach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sprzedali nam Statuę Wolności, chcą sprzedać i Akropol</title>
		<link>http://www.fijor.com/sprzedali-nam-statue-wolnosci-chca-sprzedac-i-akropol/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/sprzedali-nam-statue-wolnosci-chca-sprzedac-i-akropol/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 13:33:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[PUBLICYSTYKA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2055</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli przy okazji kolejnego spotkania G20 dojdzie do propozycji rozwiązania problemów Grecji i innych krajów poprzez zastosowanie podatku od transferów finansowych to znak, że podatnicy powinni szperać po kieszeniach, bowiem bankowcy chcą nam tym razem sprzedać Akropol.
Powoli zbliża się kolejne spotkanie G20. Tym razem w centrum zainteresowania znajdą się kłopoty finansowe państw takich jak Grecja, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli przy okazji kolejnego spotkania G20 dojdzie do propozycji rozwiązania problemów Grecji i innych krajów poprzez zastosowanie podatku od transferów finansowych to znak, że podatnicy powinni szperać po kieszeniach, bowiem bankowcy chcą nam tym razem sprzedać Akropol.</p>
<p><span id="more-2055"></span>Powoli zbliża się kolejne spotkanie G20. Tym razem w centrum zainteresowania znajdą się kłopoty finansowe państw takich jak Grecja, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Ukraina czy Wenezuela. Zgodnie z przewidywaniami MFW kryzys bankowy przekształca się w kryzys finansowy krajów, które w wyniku rozluźnienia polityki fiskalnej i monetarnej gwałtownie zwiększyły swoje zadłużenie. A dotyczy to także takich kolosów gospodarczych jak USA, Wielka Brytania, czy Francja. Budżet niemiecki również trzeszczy z powodu pogarszającej się sytuacji w strefie Euro. Tajemnicą poliszynela jest, że to właśnie niemieckie banki są wystawcą CDS-ów gwarantujących wymagalne w tym roku długi Grecji, które notabene zostały zaciągnięte przez Grecję w znakomitej większości w bankach francuskich. NIc więc dziwnego, że to właśnie te kraje prą z pomocą dla Grecji. Oto mały wycinek globalnych powiązań. Czy Grecja otrzyma pomoc z UE? Musi bo inaczej w kłopotach znalazłyby się Francja i Niemcy.</p>
<p>Czy Polskę stać na udzielenie pomocy Grekom? Z pewnością nie. Potrzeby pożyczkowe Państwa Polskiego sięgną wg oficjalnych danych 155 miliardów złotych w 2010 r. Do tego należy wskazać na wzrost zadłużenia zagranicznego sektora bankowego (wynosiło 63 miliardy Euro, III kwartał 2009r.), i sektora pozarządowego, pozabankowego (123 miliarda Euro, III kwartał 2009 r.). Znakomita część tych długów będzie również rolowana właśnie w 2010 roku.</p>
<p>Oczywiście pod hasłem &#8220;pomóżmy Grecji&#8221; wspomożemy kolejny raz system bankowy.</p>
<p>W tym kontekście warto przyjrzeć się propozycji Browna, którą nazwano przewrotnie podatkiem Robin Hooda. Wg. mnie premier Wielkiej Brytanii stracił szanse na reelekcję i szuka właśnie sponsorów w sektorze bankowym. Bowiem taki podatek, jak zwał to zwał, to złowieszczy pakt między politykiem a bankierem. Zyski ze spekulacji finansowych będą po prostu wyższe o nowy podatek, a beneficjentem będzie, obok banków, państwo. Da się zrobić? Wystarczy podjąć większe ryzyko. Kilka nowych zawiłych derywat, bez pokrycia w kapitale, no np CDS od upadłości wszystkich krajów jednocześnie. Bowiem CDS-y zabezpieczające przed upadłością wszystkich krajów jednocześnie z finansowego punktu widzenia są równie wiarygodny (lub jak kto woli niewiarygodne) jak CDS-y, które zabezpieczały od upadłości Lehman Brothers. Te kosztowały AIG, rząd i amerykańskiego podatnika 180 miliardów dolarów. Bo przecież ile CDS-ów &#8220;zabezpieczających&#8221; przed upadłością Grecji, Portugalii, Hiszpanii, Włoch czy Ukrainy znajdziemy w pozycjach poza-bilansowych wielu banków na świecie, a trudno wykluczyć scenariusz, w którym niewypłacalność jednego kraju spowoduje reakcję łańcuchową. Teraz mamy do czynienia z małą Grecją, co jednak gdy przyjdzie ratować Hiszpanię lub Włochy.</p>
<p>Co należy zrobić, aby uniknąć pogłębiania się kryzysu? Podzielić finansowe giganty i uregulować rynek derywat &#8211; tyle i aż tyle. Tzw podatek Robin Hooda zwiększy jedynie skalę spekulacji &#8211; w żadnym przypadku ich nie ukróci. Bankierzy po prostu podzielą się odpowiedzialnością z politykami i będą mieli jeszcze jeden argument by wspólnie z nimi sięgać po pieniądze podatników.</p>
<p>Jeśli przy okazji kolejnego spotkania G20 dojdzie do propozycji rozwiązania problemów Grecji i innych krajów poprzez zastosowanie podatku od transferów finansowych to znak, że podatnicy powinni szperać po kieszeniach, bowiem bankowcy chcą nam tym razem sprzedać Akropol.</p>
<p>Jerzy Bielewicz<br />
unicreditshareholders.com</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/sprzedali-nam-statue-wolnosci-chca-sprzedac-i-akropol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Republika bananowa?</title>
		<link>http://www.fijor.com/republika-bananowa/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/republika-bananowa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Feb 2010 10:25:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[PUBLICYSTYKA]]></category>
		<category><![CDATA[KNF]]></category>
		<category><![CDATA[PKO SA]]></category>
		<category><![CDATA[Projekt Chopin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2045</guid>
		<description><![CDATA[Oto oświadczenie wydane w zwiazku z wyrokiem w sprawie Akcjonariusze banku Pekao SA kontra Bank PeKaO SA, przez Jerzego Bielewicza, głównego powoda w sprawie, którą przegrał. Treść wyroku znajdą państwo na końcu tego wpisu.
JMF
 
       Zarówno Projekt Chopin, w którym główne skrzypce gra JK Bielecki &#8211; wg wielu przyszły prezydent, afera hazardowa jak i sprawa Olewników [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size: small;">Oto oświadczenie wydane w zwiazku z wyrokiem w sprawie Akcjonariusze banku Pekao SA kontra Bank PeKaO SA, przez Jerzego Bielewicza, <strong>głównego powoda w sprawie, którą przegrał</strong>. Treść wyroku znajdą państwo na końcu tego wpisu.</span></p>
<p><span style="font-size: small;">JMF</span></p>
<p> </p>
<p style="line-height: normal;"><em><strong>       Zarówno Projekt Chopin, w którym główne skrzypce gra JK Bielecki &#8211; wg wielu przyszły prezydent, afera hazardowa jak i sprawa Olewników świadczą, że III RP dawno osiągnęła status republiki bananowej. Prawda o tym wylewa się co dzień z mediów, gazet i orzeczeń sądów.</strong></em></p>
<p style="line-height: normal;">        Kiedy przed 3 laty Bank Pekao SA zmuszony został orzeczeniem Sądu, by przekazać na moje ręce (akcjonariusza banku) dokumenty związane z tzw. &#8220;Projektem Chopin&#8221; sądziłem, że wymiar sprawiedliwości zadziałał tak jak powinien w praworządnym państwie. Nie wiedziałem jeszcze, że tłumaczenie dokumentów w trybie sądowym potrwa dwa lata &#8211; bank przedstawił je w języku angielskim, a jako takie nie mogły stanowić dowodu w sprawie.</p>
<p style="line-height: normal;"><span id="more-2045"></span>Trwałem w naiwnym przeświadczeniu, że zawartość dokumentów mówi sama za siebie, potwierdza moje zarzuty wobec zarządu Pekao SA, ba, ich treść okazała się tak skandaliczne, że wyrok korzystny dla akcjonariuszy mniejszościowych banku był kwestią najbliższej przyszłości. Nie wahałem się ani chwili by powiadomić prokuraturę i przestrzec Komisję Nadzoru Finansowego. Wg mojego osądu, jako finansisty, doszło do popełnienia przestępstwa i nadużyć na kwoty przekraczające wiele miliardów złotych. Co więcej fakt zatajenia umowy ze spółką powiązaną i dominującą &#8211; Unicredit (tzw. &#8220;Porozumienie Chopin&#8221;) i drugiej, długoterminowej z włoskim deweloperem Pirelli (Umowa Wspólników) potwierdzał popełnienie przestępstwa i nadużyć. Prokuratura Okręgowa nie wszczęła śledztwa. Prokurator argumentował prywatnie, że nie mają pieniędzy na kosztowne tłumaczenie&#8230; To orzeczenie prokuratury zakwestionował niedawno Rzecznik Praw Obywatelskich &#8211; zwrócił uwagę Prokuratury Krajowej, że jej organ podrzędny podjął decyzję pochopnie bez właściwych procedur sprawdzających. A KNF? Od lat ignoruje informacje o istnieniu umów podpisanych na szkodę spółki publicznej jaką jest Pekao SA i zatajeniu ich przed rynkami finansowymi. W najbliższych tygodniach zapadnie wyrok w sprawie przeciw KNF przed Najwyższym Sądem Administracyjnym. Wojewódzki Sąd nie dał prawa akcjonariuszowi banku, uczestnikowi obrotu publicznego do kwestionowania postawy oraz wskazania zaniechań ze strony Nadzoru Finansowego.</p>
<p style="line-height: normal; text-align: center;" align="center"><strong>Z czym jeść tzw. &#8220;Projekt Chopin&#8221;</strong></p>
<p style="line-height: normal;">Aby zobrazować skalę nadużyć należy wskazać, że Pekao oddał (bez zapłaty) na okres 25 lat na rzecz włoskiego dewelopera, Pirelli prawo wyłączności do hipotek na nieruchomości swoich klientów będących zabezpieczeniem wszystkich udzielanych kredytów przekraczającą 200 tysięcy złotych. Pirelli wyznacza też cenę za taki &#8220;trudny&#8221; kredyt. Nadto, bank zgodził się, że jeśli któraś ze spółek Grupy Kapitałowej Pekao SA będzie chciała sprzedać swoją nieruchomość lub nieruchomość klienta może tego dokonać tylko na rzecz włoskiego dewelopera lub też za jego zgodą.</p>
<p style="line-height: normal; text-align: center;" align="center"><strong>Poczucie déjà vu  </strong></p>
<p style="line-height: normal;">Członek komisji śledczej i poseł na Sejm RP, Pan Zbigniew Wassermann pod koniec przesłuchania premiera Tuska prosił go usilnie, aby ten ułatwił pracę komisji poprzez udostępnienie stenogramów z podsłuchów, materiałów z prokuratury i billingów potrzebnych do pracy w komisji. Poseł tym samym uznał kompetencje premiera i jego dobrą wolę. <span>Zrobił tak na oczach milionów widzów. Owładnęło mną poczucie déjà vu i niesmaku. Czyż moje starania o sprawiedliwość w sądach, aby nie są równie naiwne jak prośba Wassermanna? Czy, aby nie powinienem jako oskarżający prosić o łaskę, bo śmiałem wystąpić przeciw osobie, która stoi ponad prawem? Bo </span>czyż komisja nie ma zbadać mechanizmu przecieku, a głównym podejrzanym nie jest sam premier? Jednak do tego byłyby nieodzowne silne instytucje państwa i wola przestrzegania prawa coś czego przez ostatnie 20 lat nie byliśmy w stanie ustanowić i wypracować.</p>
<p style="line-height: normal; text-align: center;" align="center"><strong>Załatwiacze<br />
</strong></p>
<p style="line-height: normal;">Pełno ich w naszym życiu. Naciągnęli na grube miliony rodzinę Olewników. Najlepsze interesy robią gdy są częścią aparatu władzy lub wymiaru sprawiedliwości. Do dziś w żadnej z prowadzonych spraw przeciwko Pekao (poza tą jedną z przed trzech lat, która toczy się z wolna) nie dopuszczono dowodu z umów podpisanych w ramach &#8220;Projektu Chopin&#8221;. Żadna ze spraw nie została rozpatrzona merytorycznie. Wydawane są absurdalne wyroki na podstawie zastrzeżeń formalnych. Zarówno Projekt Chopin, w którym główne skrzypce gra JK Bielecki &#8211; wg wielu przyszły prezydent, afera hazardowa jak i sprawa Olewników świadczą, że III RP dawno osiągnęła status republiki bananowej. Prawda o tym wylewa się co dzień z mediów, gazet i orzeczeń sądów. Prerogatywą jest przyjąć to do wiadomości nie tylko przy okazji wyborów, ale też przeciwdziałać wszelkimi środkami by sytuację tą zmienić &#8211; byle jak najszybciej</p>
<p style="line-height: normal;">Jerzy Bielewicz</p>
<p><strong>Wyrok zapadł 28 stycznia 2010 r.<br />
Zarząd Banku Polska Kasa Opieki S.A. (&#8221;Bank&#8221;) informuje, iż wyrokiem z dnia 28 stycznia 2010 roku Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił w całości powództwo akcjonariusza banku o uchylenie uchwał Walnego Zgromadzenia Banku z dnia 23 kwietnia 2008 roku w sprawie zatwierdzenia sprawozdań finansowych Banku i Grupy kapitałowej Pekao S.A. za rok 2007, zatwierdzenia sprawozdania z działalności Rady Nadzorczej Banku w roku 2007 oraz udzielenia absolutorium obecnym członkom Zarządu i Rady Nadzorczej Banku za rok 2007. Jednocześnie Sąd zasądził na rzecz Banku od powoda kwotę 8.640 zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego oraz w związku z cofnięciem zwolnienia od kosztów sądowych zobowiązał powoda do zapłaty na rzecz Sądu kwoty 48.000 zł tytułem nieuiszczonej opłaty sądowej.<br />
Przedmiotowy wyrok jest nieprawomocny.   </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/republika-bananowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Roztańczyć marzenia</title>
		<link>http://www.fijor.com/roztanczyc-marzenia/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/roztanczyc-marzenia/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 05:20:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[król popu]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Jackson]]></category>
		<category><![CDATA[Roztańczyć marzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=2038</guid>
		<description><![CDATA[Michael Jackson

Fijorr Publishing, Warszawa 2010
ISBN: 
978-83-89812-65-0
Tłumaczką książki jest Krystyna Mierzwiak, autorka przekładu biografii Michaela Jacksona, zatytułowanej Moonwalk.
Cena: 70 zł (wysyłka gratis) płatne przelewem! Dane do przelewu w zakładce Zamówienia. Przy zamówieniu dwóch lub więcej egzemplarzy zniżka aż do 35 procent! 
 
Unikalny album z refleksjami (listy, wiersze, aforyzmy) artysty. Full wypas &#8211; kolor, ponad 100 fascynujących zdjęć, dynamit i pamięć o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Michael Jackson</h3>
<h3><img class="alignleft size-full wp-image-2043" title="okladka1" src="http://www.fijor.com/wp-content/uploads/2010/02/okladka11.png" alt="okladka1" width="451" height="330" /></h3>
<h3>Fijorr Publishing, <em>Warszawa 2010<br />
ISBN: </em></h3>
<p><strong>978-83-89812-65-0</strong></p>
<p>Tłumaczką książki jest <strong>Krystyna Mierzwiak</strong>, autorka przekładu biografii Michaela Jacksona, zatytułowanej <em>Moonwalk</em>.</p>
<p>Cena: 70 zł (wysyłka gratis) płatne przelewem! Dane do przelewu w zakładce Zamówienia. <strong>Przy zamówieniu dwóch lub więcej egzemplarzy zniżka aż do 35 procent! </strong></p>
<p> </p>
<p><img title="Więcej..." src="http://www.fijor.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gif" alt="" />Unikalny album z refleksjami (listy, wiersze, aforyzmy) artysty. Full wypas &#8211; kolor, ponad 100 fascynujących zdjęć, dynamit i pamięć o Królu Pop.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/roztanczyc-marzenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>36</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wraca nadzieja</title>
		<link>http://www.fijor.com/wraca-nadzieja/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/wraca-nadzieja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2010 04:59:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[PUBLICYSTYKA]]></category>
		<category><![CDATA[Chile]]></category>
		<category><![CDATA[Massachusetts]]></category>
		<category><![CDATA[porażka Obamy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=1999</guid>
		<description><![CDATA[Wygląda na to, że cofa się nie tylko globalne ocieplenie. Połowa stycznia to niespodziewany powrót starych dobrych zasad konserwatyzmu i liberalizmu w polityce.
Z Chile donoszą o zwycięstwie &#8212; po raz pierwszy od 20 lat, czyli od odejścia od władzy gen. Pinocheta, prezydentem tego pięknego i mądrego narodu został  kandydat konserwatystów, Sebastian Pinera. Wkrótce przybliżymy jego sylwetkę. Pińera jest absolwentem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wygląda na to, że cofa się nie tylko globalne ocieplenie. Połowa stycznia to niespodziewany powrót starych dobrych zasad konserwatyzmu i liberalizmu w polityce.</p>
<p>Z Chile donoszą o zwycięstwie &#8212; po raz pierwszy od 20 lat, czyli od odejścia od władzy gen. Pinocheta, prezydentem tego pięknego i mądrego narodu został  kandydat konserwatystów, Sebastian Pinera. Wkrótce przybliżymy jego sylwetkę. Pińera jest absolwentem Harvardu, miliarderem, głównym udziałowcem chilijskich linii lotniczych LAN Chile, które dzięki swym umiejętnościom podniósł z niebytu. Do pieniędzy i teraz do władzy doszedł cieżką pracą. Pochodzi z rodziny niegdyś wpływowej, ale zubożałej. W przegranym polu znalazł się b. prezydent kraju, Eduardo Frei.</p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-2009" title="untitled" src="http://www.fijor.com/wp-content/uploads/2010/01/untitled.bmp" alt="untitled" width="375" height="247" /></p>
<p> </p>
<p>Przypominamy, że dzięki odważnym reformom znienawidzonego przez siły postępu chilijskiego dyktatora, Augusto Pinocheta, a zwłaszcza zgnieceniu przezeń lewicy, która w początku lat 1970. próbowała na drodze militarnej zrobić z Chile drugą Kubę, kraj ten stał się niekwestionowanym liderem gospodarczym Ameryki Łacińskiej. Dziś - po 20 latach rządów centro-lewicy, która na szczęście nie popsuła tego, co Pinochet stworzył, Chile jest w znacznie lepszym stanie niż reszta kontynentu, jednym z najlepiej prosperujących państw świata.</p>
<p> </p>
<p>  <span id="more-1999"></span></p>
<p>Podobną niespodziankę zgotowali wyborcy najbardziej antykapitalistycznego, jak dotąd stanu USA, Massachusetts, otóż na fotel senatora zwolniony przez zmarłego niedawno populisty Edwarda &#8220;Tada&#8221; Kennedy&#8217;ego, który przez 47 lat prowadził w Massachusetts lewicową agendę, wybrano właśnie Scotta Browna, republikanina i konserwatystę. Przegrana kandydatki demokratycznej, Marthy Coakley, popieranej przez klan Kennedych i gros stanowego establishmentu zdominowanego przez ciężki socliberalizm jest nie tylko ogromną niespodzianką, ale i poważną porażką rezydującego prezydenta, Barracka Obamy i jego polityki populizmu. Najprawdopodobniej także, Brown wbije gwóźdź w trumnę prezydenckiego programu nacjonalizacji amerykańskiej służby zdrowia, której przyszlość wisi na jednym głosie republikańskiej przewagi w senacie. Przerażeni ogromnymi wydatkami budżetowymi, złamaniem obietnicy zakończenia wojny, a zwłaszcza rozrostem administracji politycznej ze strony prezydenta, massachusettczanie  przełknęli różnice ideowe, pokazując w roczninę od objęcia władzy przez prezydenta  Obamę, że wolność i stare dobre wartości są w Ameryce nadal w cenie. Otuchy dodaje także wiadomość z Wall Street. Na wiadomość o zwycięstwie Browna, w górę poszły wszystkie ważne indeksy rynku papierów wartościowych, a także dolar. Nie oznacza to jeszcze, że w gospodarce amerykańskiej nastąpił jakiś zasadniczy przełom, ale przynajmniej nadzieja na lepsze wraca.</p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-2022" title="Massachusetts Senate Brown" src="http://www.fijor.com/wp-content/uploads/2010/01/capt_2efda8bf366c43249704deef7d562b73_massachusetts_senate_brown_marb1051.jpg" alt="Massachusetts Senate Brown" width="399" height="275" />Nie chcę zapeszać, ale ten przystojny facet o fizjonomii Gary Coopera czy Gregory Pecka, siedzący w pick-upie forda, to przyszły (już za 3 lata) prezydent USA.</p>
<p> P.S.  Tylko u nas wraca stare; po niepowodzeniach ze zniesieniem abonamentu radiowo-telewizyjnego, likwidacją pozwoleń na budowę, okazuje się, że nie da się także zlikwidować obowiązku meldunkowego, wprowadzić odpowiedzialność urzędników za krzywdy wyrządzone obywatelom, czy zreformować antybiznesowych ustaw. Za to udaje się stara dobra korupcja i wspieranie swoich (kasyna) kosztem naszych (jednoręcy bandyci). Wierzę jednak, że jeśli udało się w Massachusetts, to uda się i nad Wisłą!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/wraca-nadzieja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dokąd zmierzasz Ameryko</title>
		<link>http://www.fijor.com/dokad-zmierzasz-ameryko/</link>
		<comments>http://www.fijor.com/dokad-zmierzasz-ameryko/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Jan 2010 22:08:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[PUBLICYSTYKA]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[Obama]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[zawiedzione nadzieje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.fijor.com/?p=1988</guid>
		<description><![CDATA[
 
Od redakcji:
mimo iż nie podzielamy argumentacji  Autora tłumaczącej przyczyny niektórych z poruszanych problemów, zgadzamy się jak chodzi o większość bolączek targających współczesną Ameryką. Tekst ten może być także punktem wyjścia do dyskusji nad przyszlością USA i kapitalizmu.
(na zdjęciu Centrum Chicago)
Podsumowanie roku 2009
Zawiedzione nadzieje
Minął rok rządów Prezydenta Obamy. Entuzjazm, jaki miała młodzież amerykańska w stosunku do niego osłab. Będzie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-1992" title="USA MAY 2009 013" src="http://www.fijor.com/wp-content/uploads/2010/01/USA-MAY-2009-013-300x225.jpg" alt="USA MAY 2009 013" width="300" height="225" /></p>
<p> </p>
<p>Od redakcji:</p>
<p>mimo iż nie podzielamy argumentacji  Autora tłumaczącej przyczyny niektórych z poruszanych problemów, zgadzamy się jak chodzi o większość bolączek targających współczesną Ameryką. Tekst ten może być także punktem wyjścia do dyskusji nad przyszlością USA i kapitalizmu.</p>
<p>(na zdjęciu Centrum Chicago)</p>
<p>Podsumowanie roku 2009</p>
<p><strong>Zawiedzione nadzieje</strong></p>
<p>Minął rok rządów Prezydenta Obamy. Entuzjazm, jaki miała młodzież amerykańska w stosunku do niego osłab. Będzie cudem, jeśli wybiorą go ponownie. Ja osobiście, kiedyś oddany konserwatysta, głosowałem na niego, przedstawiciela Partii Demokratycznej, gdyż było dla mnie jasnym, że dwie kadencje prezydenta G W Busha doprowadziły mój kraj do ruiny, głównie przez dwie wojny w Iraku i Afganistanie. W drodze do tych, właściwie przegranych, wojen pomagało mu jego otoczenie agresywnych nowo-konserwatystów, którzy plany do tych wojen spreparowali na długo przed ich wydaniem. Spodziewałem się, na równi z milionami innych, że wybór Obamy wymusi zmianę kierunku w amerykańskiej polityce. Niestety wątpliwości zaczęły się u mnie pojawiać w ciągu pierwszego miesiąca jego rządów. Obama zaczął się otaczać tymi samymi ludźmi, którzy doprowadzili do krachu ekonomicznego nie tylko w USA ale i na świecie, a także kiedy teczkę ministra spraw zagranicznych powierzył Hilary Clinton, osobie która entuzjastycznie przyklaskiwała polityce militarnej agresji, eufeministycznie zwanej: „Obronie z wyprzedzeniem”.</p>
<p><span id="more-1988"></span></p>
<p><strong>Bankierzy </strong><br />
Co do powodów obecnego krachu gospodarzącego, w prasie pojawiają się setki różnych tłumaczeń. Jednymi z nich jest brak finansowego nadzory na machinacjami oligarchów, czyli bankierów. Przystańmy na chwile nad tym wytłumaczeniem i skonfrontujmy go z rzeczywistością<br />
Bankierzy nie urodzili się dzisiaj ani wczoraj. Ich wpływ rósł od wielu lat poprzez kolejne rządy Demokratów i Republikanów. To stało się dzisiaj nie jest winą ostatniej generacji finansowych „talentów”. Ich syreni głos uwodził kolejne rządy od wielu lat, być może od czasów Prezydenta Kennediego, który popierał globalizację i walczył o zniesienie cel. Trudno się było oprzeć ich argumentacji, która łechtała próżność Amerykanów. My Amerykanie nie jesteśmy stworzeni do pracy umorusanymi rękoma. My mamy największy stopień inteligencji. My będziemy zarządzać światem poprzez system bankowych powiązań. My zainwestujemy pożyczone pieniądze w fabryki w dalekich krajach o taniej sile roboczej, a zyski spłyną do nas bez specjalnego wysiłku. Internet ułatwił i potwierdził możliwość tego konceptu.<br />
Kiedyś Niemcy uważali, że są Narodem Panów. Podobny zarzut można postawić kolejnym amerykańskim administracjom. Koncepcja Narodu Panów kosztowała Niemców 8 milionów zabitych, nie mówiąc o 50 milionach innych obywateli, uśmierconych przez hitlerowska maszynę wojenna. Koszt koncepcji „Narodu Panów” dla Ameryki ciągle czeka na podliczenie, jako że problem jest, jak to się mówi, rozwojowy.</p>
<p><strong>Nomenklatura</strong><br />
Jeszcze w czasie II wojny światowej, jako dziecko, widziałem hitlerowski rysunek amerykańskich bankierów, jako pejsatych Żydów, siedzących na workach złota, palących grube cygara. Ta satyra była powtarzana z pewnymi zmianami przez sowietów. Prawda dzisiejsza jest jednak inna. Bankierami nie są bogaci właściciele banków. Bankierami są absolwenci amerykańskich szkol biznesu, którzy są niczym innym niż najemnym urzędnikami, w gruncie rzeczy proletariuszami. Ci z górnej półki stanowią nic innego niż Amerykańską Nomenklaturę, czyli są ludźmi którzy raz wyznaczeni na role finansowych geniuszy nigdy nie mogą spaść poniżej tego poziomu. Czasy i rządy się mogą zmieniać, ale Nomenklatura jest zawsze gotowa służyć nowej władzy. Jest za to sowicie wynagradzana, wielomilionowymi, jeśli nie miliardowymi bonusami.<br />
Nomenklatura Bankierów oszukuje akcjonariuszy, czyli kapitalistów, przez wypłacanie sobie horrendalnych uposażeń w momencie, kiedy ich banki plajtują.</p>
<p><strong>W Ameryce mamy Marksizm postawiony na głowie. </strong><br />
<strong>Proletariusze- bankierzy, wykorzystują kapitalistów!</strong></p>
<p>Pazerność komunistycznych sekretarzy blednie w ich świetle.<br />
Jeśli zirytowani akcjonariusze (kapitaliści), korporacji które bankrutują próbują ukrócić ich bonusy, wtedy krzyk się podnosi, że ich banki mogą stracić wielkie talenty. Co to za talenty, które nie przewidziały katastrowy ekonomicznej wynikającej w dawania pożyczek tym, którzy jak było wiadomo, nie mogli ich spłacić, albo tworzeniem skomplikowanych „produktów finansowych”, którymi handlowanie zakrawa na oszustwo?<br />
<strong>Oto kwiatuszek z finansowej łączki.</strong><br />
W dniu 13 stycznia 2010 odbyło się przesłuchanie przez Komisję Kongresu czterech prezesów wielkich banków odpowiedzialnych za złamanie się amerykańskiego systemu finansowego w roku 2009.</p>
<p><em><strong>W czasie przesłuchania, przewodniczący panelu, Pan Phil Angelides, powiedział prezesowi wielkiej firmy inwestycyjnej, Goldman Sachs, Panu</strong></em><br />
<em><strong>Lloyd C.Blankfein, że moralność jego banku można porównać do moralności sprzedawcy samochodów z uszkodzonymi hamulcami, który jednocześnie kupuje ubezpieczanie na życie nabywców (będąc pewny ich śmierci). </strong></em></p>
<p>W tym wypadku chodziło o sprzedaż drobnym inwestorom długów hipotecznych, o których banki wiedziały, że są bezwartościowe z jednoczesnym inwestowaniem własnych pieniędzy w ubezpieczenia na wypadek ich bankructwa. Po załamaniu się rynku nieruchomości, firma Goldman Sachs zarobiła na tej operacji niebywałą fortunę i podzieliła się nią w postaci premii ze swymi pracownikami z „górnej półki”.<br />
Nomenklatura Finansowa i Korporacyjna wymienia swe stołki okazyjnie z Nomenklatura Rządową, zajmując poczesne stanowiska i administracji i wracając do banków jak ich zadania w rządzie się skończyły, albo się tam skompromitowali. Przykładem takiej osoby może być niejaki „myśliciel”, Paul Wolfowitz, vice minister obrony w rzadze G.W. Busha, architekt wojny w Iraku. Prezydent Bush „za jego zasługi” próbował go wcisnąć do Banku Światowego, gdzie Wolfowitz szybko się skompromitował zatrudniając tam swoją przyjaciółkę, Panią Shaha Riza, z pensją przekraczającą poziom przyzwoitości. Członkowie Banku Światowego nie mogli znieść Wolfowitza impertynencji, co nie znaczy że został bezrobotnym. Jest teraz wizytującym naukowcem w American Enterprice Institute, zwanym Zbiornikiem Myśli (Thinktank), gdzie się „konserwuje” takich jakich on dla celów późniejszego użycia. Teraz zajmuje się on walką z głodem w Afryce i konsultuje na temat rozwoju amerykańskiego biznesu z Tajwanem. Nawiasem mówiąc w latach 2002-2005 polski polityk, Radek Sikorski, był członkiem tego samego Instytutu.</p>
<p><strong>Problem Podstawowy-Bezrobocie</strong><br />
Znany dziennik międzynarodowej finansjery, Financial Times, w ostatnim wydaniu z dnia 9-10 stycznia 2010, podaje grubym drukiem: „USA pod uderzeniem 85 tysięcy nowych bezrobotnych”. Jednocześnie prasa amerykańska i TV zaciemniają tragiczny obraz stanu amerykańskiej gospodarki przez podawanie, że już odbiliśmy się od dna kryzysu, albo, że „zmniejsza się szybkość wzrostu bezrobocia”. Rząd używa rożnych trików aby zaciemnić tragiczny obraz sytuacji. Jedna z metod fałszowania rzeczywistego stanu bezrobocia jest sposób jego kalkulacji. Do bezrobotnych zalicza się jedynie tych, którzy pobierają zasiłek dla bezrobotnych i szukają aktywnie pracy. Oficjalne statystyki podają, że mamy 10% bezrobotnych, aczkolwiek po podliczeniu tych, którzy przestali szukać pracy albo zatrudnieni są jedynie czasowo, podnosi procent ilość bezrobotnych do 17%.<br />
Finacial Times podaje, że w grudniu 661 tysięcy Amerykanów zrezygnowało z szukania pracy, gdyż stracili nadzieję na jej znalezienie. Ci ludzie nie zaliczają się do statystyki bezrobotnych. Ocenę gazety potwierdzają moje własne obserwacje z bliskiego otoczenia. Bezrobocie stało się podstawowym problemem Ameryki i odsuwa na dalszy plan inne problemy, nawet gloryfikowaną, chroniczną, „wojnę z terrorem”.</p>
<p><strong>Korupcja</strong><br />
Prasa i rząd amerykański trąbią na cały świat, że walczą z korupcją. Hilary Clinton jeździ po świecie i sprzedaje receptę na korupcyjne antidotum. Jej receptą jest system demokratyczny-dwupartyjny. Rzecz polega na tym, że oligarchia polityczno finansowa Ameryki wypracowała sobie niezawodną metodę kontroli krajów „demokratycznych” nie skorumpowanych, czyli przestrzegających litery prawa.<br />
Mało kto zauważa, że litera prawa w krajach tak zwanych demokratycznych, jest ustalana przez Nomenklaturę i dla Nomenklatury. Oczywiście ich działalność nie jest „skorumpowana”, gdyż odbywa się zgodnie z literą prawa. Tak zresztą zawsze było od stuleci, aczkolwiek wtedy w czasie rządów feudalizmu albo nawet komunizmu, dla społeczeństwa było jasne, że klasy wyższe włącznie z wierchuszką partyjną maja inne, lepsze, uprawniania.<br />
Rozdzieranie szat na korupcją marionetkowych rządów w Afganistanie i Iraku, zakrawa na szyderstwo. Wynika to z tego, że społeczeństwa tamtych krajów od stuleci rządziły się metodami feudalnymi i szczepowymi, które nie są zrozumiale dla amerykańskich „specjalistów” od ustawiania wasalnych rządów. Po prostu nie udaje się nam wcisnąć ich w Amerykański kaftan bezpieczeństwa. Dla porównania, metody sowieckie, oparte na pseudo ideologii bratnich partii komunistycznych były dużo bardziej efektywne we Wschodniej Europie, chociaż także, na szczęście, zawiodły na innych kontynentach.</p>
<p><strong>Wolność Słowa</strong><br />
W porównaniu z wieloma innymi krajami, tradycja wolności słowa została zapisana w konstytucji amerykańskiej i niezwykle trudna ją z tej konstytucji skreślić, chociaż kolejne rządy i wpływowe grupy starają się o zwężenie tego, co wolno pod przykrywką zarzutów pornografii, mowy „nienawistnej”, rasizmu, ksenofobi lub antysemityzmu. Ograniczenie wolności słowa jest w interesie zarówno rządu jak i wpływowych grup, które poprzez monopolizacje mediów, ograniczają dyskusję do tematów im przyjaznych i dla nich korzystnych. W ostatnim dziesięcioleciu pojawił się jednak czynnik, który niezwykle trudno poddać kontroli. Jest nim Internet. Internet ogranicza rolę prasy i pozwala na dostęp do wiadomości z krajów odległych a nawet nam wrogich. Ostatni rozwój technologii automatycznego tłumaczenia z jednego języka na drugi, umożliwia korzystanie z wiadomości publikowanych w innych krajach w innych niż angielski językach. W gruncie rzeczy Internet w dużej mierze zniweczył inwestycje grup rządzących w media, a w każdym razie ich wpływ znacznie ograniczył. Ciągle wzrastająca popularność Internetu jako metody przekazywania informacji politycznej zagroziła także kontroli rządu nad umysłami podległych im społeczeństw.<br />
Zjawisko jest podobne do wynalezienia druku który odebrał monopol pisanego słowa kościołowi i zakonom.<br />
Czy wiec w Ameryce mamy wolność słowa i dlaczego rząd nie eliminuje tej wolności w sytuacji w ramach „walki z terrorem”, w czasie, kiedy kraj nasz prowadzi dwie wojny a do trzeciej się szykuje. Dlaczego więc agenci poprawności politycznej nie rekwirują nam komputerów w nocnych rewizjach?<br />
Pochodzi to chyba z tego, że większość wyborców jest zbyt leniwa, aby korzystać z Internetu i źródeł w nim zawartych i ogranicza się do oglądania telewizji.<br />
Tak długo jak przeciętny Amerykanin spędza 5 godzin dziennie przed telewizorem, oglądając sport lub opery mydlane, tak długo wąska gruba politycznych rebeliantów czerpiąca informacje z Internetu może być ignorowana i cieszyć się będzie tymczasowo wolnością słowa.<br />
Sytuacja może się radykalnie zmienić, jeśli procent bezrobotnych przekroczy masę krytyczną i głodni bezrobotni zaczną palić domy tych którzy ciągle pracują.</p>
<p><strong>Przemysł Amerykański</strong><br />
W statystykach PNB (Produktu Narodowego Brutto) przemysł wytwórczy stanowi 14% PNB i zatrudnia 11 % wszystkich pracowników. Udział „usług” rożnego rodzaju jak bankowość, ubezpieczenia, restauracje, szpitalnictwo i usługi rządowe stanowią 80% PNB. Z 14% udziału przemysłu wytwórczego w 80% stanowi udział przemysłu zbrojeniowego. Z tego wynika, że udział produkcji dóbr cywilnego użytku stanowi około 2,4% Produktu Narodowego Brutto.<br />
Skąd się wiec bierze to zatłoczenie sklepów obfitością towarów. Bierze się z importu głownie z Chin. Jak my za to płacimy? Płacimy im papierowymi dolarami, za które Chińczycy kupują nasze obligacje pożyczkowe. Wszyscy udają, że taki iluzoryczny biznes może trwać w nieskończoność, aczkolwiek wiadomo, że dni jego są policzone i bieżący kryzys jest jedynie przedwiośniem wielkiej katastrofy.<br />
Export pracy do krajów trzeciego świata, głównie Chin i Meksyku, spowodował rosnące bezrobocie, ponieważ bezrobocie w produkcji przenosi się na bezrobocie w usługach.</p>
<p><strong>Wojsko</strong><br />
Kto wiec zyskał na bezrobociu? Zyskało wojsko najemne, jako że brak pracy spowodował napływ młodych ludzi do wojska jako jedynej alternatywy.<br />
Najemne wojsko, wprowadzane także ostatnio w Polsce, ma tą zaletę polityczną, że rząd nie musi się liczyć z opinią społeczeństwa przy organizowania kolejnych wojen „prewencyjnych” na świecie.<br />
Przy starej armii opartej na powszechnym obowiązku wojskowym, rząd spotkał by się z opozycją społeczeństwa, którego dzieci mieliby być wysyłani na awanturnicze eskapady, których wartości trudno wytłumaczyć.<br />
Dzisiaj, 12 stycznie 2010, w dzienniku The New York Times, znajduje się wielkie ogłoszenie Gwardii Narodowej, gdzie obok zdjęcia umundurowanego młodego mężczyzny i kobiety napisano:<br />
<strong>„Gdziekolwiek interesy Ameryki są zagrożone Gwardia Narodowa ciężko pracuje”.</strong><br />
Gwardia Narodowa wedle oryginalnych założeń miała zajmować się bezpieczeństwem wewnętrznym Ameryki a także interwencja w wypadkach katastrof naturalnych.<br />
Dzisiaj jednak zatarła się różnica miedzy regularna armią i gwardią narodową, która dzisiaj walczy w Afganistanie i Iraku.<br />
Ciekawe jest jednak użycie słowa <strong>„interesy”</strong> w tym ogłoszeniu. Ci, którzy pisali tekst po prostu powiedzieli nieprzyzwoitą prawdę, że nie chodzi nam o bezpieczeństwo albo wolność Ameryki, ale o partykularne interesy. Mimo wielkich ogłoszeń i wielkiego bezrobocia Ameryka ciągle nie ma wystarczająco dużo żołnierzy, aby pokryć swoje globalne ambicje. Oczywiście sojusznicy, jak Polska, pomagają jak mogą, niemniej ciągle żołnierzy brakuje. Wynajmuje się, zatem kontraktowych najemników, którym się dobrze płaci poprzez specjalizujące się w rekrutacji firmy „ochroniarskie”. Ciekawym jest jak długo będziemy mogli rozszerzać sferę naszych „interesów” bez powrotu do powszechnej, obowiązkowej rekrutacji?</p>
<p><strong>Kredyty</strong><br />
Od rana do nocy wszystkie amerykańskie media a także politycy, łącznie Prezydentem Obamą nawołują banki do ułatwienia kredytów dla przemysłu wielkiego i drobnego. Kredyt ma być lekarstwem na wszystkie gospodarcze bolączki. Ludziom już tak wyprano umysły, że nie wyobrażają sobie, że można zarabiać pieniądze bez szczudła kredytu. Zarówno rząd jak i media zapomnieli, na czym polega system kapitalistyczny. Może Lenin miał racje, że system kapitalistyczny poprzez konsolidacje przestał działać wedle założeń jego twórców i filozofów, jak Adam Smith.</p>
<p><strong>Konkluzja</strong><br />
Jeśli moje opinie są krytyczne, nie wynika to z osobistych uprzedzeni do Stanów Zjednoczonych, w których żyłem dłużej niż w jakimkolwiek innym kraju i którego dobro leży mi głęboko na sercu. Raczej chodzi mi o utrzymaniu jego wielkości i przyzwoitości. w opinii świata i przyszłych pokoleń. Zjawisko megalomanii, które ostatnio obserwuję w polityce amerykańskiej nigdy nikomu nie wyszło na dobre i szybka interwencja psychiatryczna dla takiego pacjenta jest najbardziej zalecana. Miejmy nadzieję, że destrukcyjny trend zostanie na czas zatrzymany i dalszy wzrost mego kraju obywać się będzie na zdrowych kapitalistycznych zasadach.</p>
<p> <img class="alignleft size-medium wp-image-1993" title="USA MAY 2009 065" src="http://www.fijor.com/wp-content/uploads/2010/01/USA-MAY-2009-065-300x225.jpg" alt="USA MAY 2009 065" width="300" height="225" />Jan Czekajewski, Columbus, Ohio</p>
<p> </p>
<p>(na zdjęciu: terminal międzynarodowy lotniska O&#8217;Hare,  potencjalni współpracownicy Osamy w kolejce do rewizji)</p>
<p> </p>
<p>P.S. <strong>Kto ja zacz?</strong></p>
<p>Zapytacie się Państwo, jakie mam prawo wyrażania krytycznych opinii o mym wielkim kraju, jedynym mocarstwem globalnym XXI wieku, jakim są Stany Zjednoczone?<br />
Nie jestem przecież politykiem, doradcą prezydentów, politologiem, biskupem albo rabinem. Nie jestem nawet habilitowanym profesorem. Może jednak fakt, że nie jestem tak zwanym „autorytetem” pozwala mi jaśniej widzieć sytuację w jakiej znalazły się Stany Zjednoczone, gdyż obrazu nie zaciemniają mi detale, do których nie mam dostępu. Jestem kapitalistą starego typu, który wierzy, że pieniądze zarabia się a nie pożycza i że dochód jest wytworem pracy rąk i umysłu, a nie z przelewania z pustego w próżne. Niestety model amerykańskiej gospodarki odstał daleko od modelu kapitalistycznego i jedynie, co pozostało z kapitalizmu to naklejka i frazeologia.<br />
Poniżej podzielę się z Państwem mymi noworocznymi obserwacjami na temat zaledwie kilku elementów amerykańskiej ekonomii i polityki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.fijor.com/dokad-zmierzasz-ameryko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
