Gmina (amerykańska) gminie (polskiej) nie równa

Sta­ty­styczne małe mia­steczko (vil­lage) ame­ry­kań­skie, odpo­wied­nik pol­skiej gminy liczy sobie od 35 do 80 tys. miesz­kań­ców. Takim mia­stecz­kiem jest np. Mor­ton Grove w sta­nie Illi­nois, 25 km od cen­trum Chi­cago. Mia­steczko (znamy takie z fil­mów) wygląda schlud­nie. Ulice są zadbane a chod­niki równe, choć wcale nie bru­ko­wane.

Nie ma tam zdo­bio­nych słup­ków meta­lo­wych utrud­nia­ją­cych par­ko­wa­nie czy dojazd do miejsc publicz­nych. Budyn­kom admi­ni­stra­cyj­nym daleko do prze­py­chu, są raczej skromne i utrzy­mane gospo­dar­nie. To samo szkoły. Poli­cja działa spraw­nie i bez­sze­lest­nie. Straż pożarna, która pełni rów­no­cze­śnie funk­cję pogo­to­wia ratun­ko­wego przy­bywa do cho­rego w ciągu pię­ciu minut. Mimo iż Mor­ton Grove roz­ciąga się na prze­strzeni 12 km. Tyle samo – sta­tu­towo — zabiera stra­ża­kom dojazd do pożaru. Prze­stęp­czość jest tam nie­wielka, wła­mań czy kra­dzieży prak­tycz­nie nie ma, a cięż­sze zbrod­nie zda­rzają się nie­zwy­kle rzadko. Jest dużo skwe­rów, par­ków, kościo­łów wszyst­kich wyznań, skrzy­nek pocz­to­wych i tele­fo­nów publicz­nych. Jest sta­dion pił­kar­ski (fut­bol i bejs­bol) oraz kilka boisk do koszy­kówki. Poczta w Mor­ton Grove ulo­ko­wana jest w geo­gra­ficz­nym cen­trum mia­teczka, listo­no­sze nie straj­kują, lecz pra­cują z uśmie­chem. Mia­steczko ma nie­wielki szpi­tal i liczne przy­chod­nie lekar­skie. Od nie­dawna działa tam także komu­ni­ka­cję publiczną, wkrótce ma być też dar­mowy dostęp do Inter­netu.
Na pierw­szy rzut oka widać więc, że Mor­ton Grove, repre­zen­tu­jące „sta­ty­styczną” ame­ry­kań­ską vil­lage różni się od pol­skiej gminy i to dość znacz­nie. Na czym ta róż­nica polega? Co spra­wia, że taki raj jest u nich moż­liwy, a u nas nie? Jak ten raj jest zorganizowany?

Goła gmina

Zasad­ni­cza róż­nica mię­dzy Mor­ton Grove vil­lage a pol­ską gminą tkwi w tym, że w Sta­nach Zjed­no­czo­nych żadna jed­nostka admi­ni­stra­cyjna nie posiada wła­sno­ści, Gmina utrzy­muje się z podat­ków, które są prze­zna­czane na wspólne cele i nie mogą być inwe­sto­wane w oczysz­czal­nie ście­ków, wysy­pi­ska śmieci, cmen­ta­rze etc. Ame­ry­kań­ski usta­wo­dawca wycho­dzi z zało­że­nia, że od dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej są osoby i firmy pry­watne. Dla­tego w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, poza nie­licz­nymi wyjąt­kami, takimi jak: nie­które lot­ni­ska i porty mor­skie, parki naro­dowe, część dróg czy szkoły, pań­stwo nie pro­wa­dzi dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej. Nie do pomy­śle­nia jest, aby jaki­kol­wiek organ admi­ni­stra­cyjny był wła­ści­cie­lem ruro­cią­gów naf­to­wych, szpi­tali, linii lot­ni­czej, czy kole­jo­wej. Od tego są biz­nes­meni pry­watni, z któ­rymi pań­stwo nie ma prawa rywa­li­zo­wać. Bo i po co, skoro wszy­scy podat­nicy wie­dzą, że taką rywa­li­za­cję by prze­grało.
W ame­ry­kań­skiej kon­sty­tu­cji zapi­sano, że rolą pań­stwa, w naszym przy­padku, repre­zen­to­wa­nego przed gminę Mor­ton Grove jest two­rze­nie warun­ków, w któ­rych pry­watni biz­nes­meni mogą wykrze­sać z sie­bie i swo­ich firm mak­si­mum wydaj­no­ści. Wła­dza pil­nuje także, aby nikt nikomu nie ogra­ni­czał swo­body pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej; aby dłuż­nicy regu­lo­wali na czas swoje zobo­wią­za­nia, zaś prze­jawy foul play były spraw­nie i szybko karane i usuwane.

Wła­sność rzecz święta

Wła­sność pry­watna to w Ame­ryce rzecz święta. Wpraw­dzie zda­rzają się regu­la­cje ogra­ni­cza­jące prawo dys­po­no­wa­nia wła­snym mająt­kiem, sta­no­wią one wciąż wyją­tek. Gra­nicą inge­ren­cji pań­stwa we wła­sność jest wol­ność i dobro innych ludzi. Do takich ustaw należy: ustawa o ochro­nie śro­do­wi­ska, porządku publicz­nym i bez­pie­czeń­stwie. W pozo­sta­łych przy­pad­kach wła­ści­ciel ma prawo dys­po­no­wa­nia swoim mająt­kiem wedle wła­snych życzeń. Nie do pomy­śle­nia są zakazy wyci­na­nia drzew z wła­snego lasu, utrud­nia­nie podziału gruntu na mniej­sze par­cele, czy zło­śliwe utrud­nia­nie zezwo­le­nia na zabu­dowę. Jedy­nym i jed­no­znacz­nym kry­te­rium dys­po­no­wa­nia grun­tami jest prawo zago­spo­da­ro­wa­nia prze­strzen­nego.
Mor­ton Grove, podob­nie jak i każda inna gmina w Ame­ryce ma takie prawo; jest ono od wielu dzie­siąt­ków lat nie­zmienne, jasne, nie pod­lega wery­fi­ka­cji ze strony urzęd­ni­ków, geo­de­tów, urba­ni­stów etc. Posia­dacz działki budow­la­nej w Mor­ton Grove wie z góry, czy wolno mu na niej posta­wić szpi­tal, super­mar­ket, hotel czy tylko dom jed­no­ro­dzinny. W ogóle, prawo jest jed­no­znaczne i uzna­nio­wość jest pra­wie nie­moż­liwa. Urzęd­nik i urząd biorą odpo­wie­dzial­ność za swoje decy­zje, któ­rej strzeże nie­za­wi­słe, sprawne i szybko dzia­ła­jące sądy, oddzie­lone kon­sty­tu­cyj­nie od prokuratury.

Kata­stra

Poda­tek kata­stralny jest pod­stawą finan­sów gminy. Z wpły­wów z podatku kata­stral­nego Mor­ton Grove utrzy­muje m.in. poli­cję, szkoły, wydział par­ków, straż pożarną i inne służby miej­skie. Poda­tek kata­stralny jest tam dość wysoki, zależy od war­to­ści nie­ru­cho­mo­ści, śred­nio jest to ok. 2 proc. war­to­ści nie­ru­cho­mo­ści. Zakła­da­jąc, że cena śred­niego domu jed­no­ro­dzin­nego wynosi w Mor­ton Grove ok. 400 tys. dol. jest to ok. 8 tys. dol. rocz­nie. W przy­padku nie­ru­cho­mo­ści o cha­rak­te­rze komer­cyj­nym (domy czyn­szowe, fabryki, sklepy etc.) poda­tek może być nawet dwu-, a nawet trzy­krot­nie wyż­szy. Nie muszę doda­wać, że poda­tek ten jest odpi­sy­walny od dochodu do opo­dat­ko­wa­nia. W razie powsta­nia zale­gło­ści w pła­ce­niu podatku kata­stral­nego, posia­dacz domu może swoją nie­ru­cho­mość utra­cić. A ponie­waż wspo­mnia­łem już, że ani gmina ani żadna inna jed­nostka samo­rzą­dowa nie ma prawa posia­da­nia wła­sno­ści, dom taki może przejść na wła­sność osoby, która zapłaci za dłuż­nika jego poda­tek.
Nie do pomy­śle­nia jest, aby gmina dys­po­no­wała miesz­ka­niami czy powierzch­nią biu­rową, którą udo­stęp­nia według sobie tylko zna­nych kry­te­riów. Jedy­nie duże mia­sta (Chi­cago, Los Ange­les, Nowy Jork) dys­po­nują zaso­bami miesz­ka­nio­wymi na cele komu­nalne. Ich wła­ści­cie­lem jest rząd fede­ralny.
Pomocą spo­łeczną zaj­mują się w Mor­ton Grove kościoły, firmy pry­watne, a zwłasz­cza tysiące orga­ni­za­cji dobro­czyn­nych. Zasił­kami dla bez­ro­bot­nych rzą­dzą wła­dze sta­nowe, zaś zasił­kami na „wyrów­na­nie szans lud­no­ści znaj­du­ją­cej się w trud­nym poło­że­niu” (welfare), wła­dze federalne.

JOW, czyli urzęd­nicy z wyboru

Więk­szość urzę­dów w Mor­ton Grove pocho­dzi z wyboru. Wybiera się nie tylko bur­mi­strza (wójta), czy rad­nych, ale także dyrek­tora wydziału par­ków, inspek­to­rów wydziału auto­strad, pro­ku­ra­tora i sędziów. Gło­suje się wpraw­dzie na par­tię, ponie­waż jed­nak par­tie są tam wła­ści­wie dwie, oddaje się głos na czło­wieka. Kan­dy­dat na urząd gminy Mor­ton Grove musi zamiesz­ki­wać na tere­nie tej gminy. Doty­czy to więk­szo­ści służb gmin­nych: poli­cji, straży pożar­nej, per­so­nelu gmin­nych wydzia­łów edu­ka­cji etc.
Ame­ry­ka­nie znają siłę demo­kra­cji, wie­dzą że wła­snym gło­sem mogą wpły­wać na warunki swego życia. Man­da­ta­riu­sza można odwo­łać w wyniku pro­ce­dury sprze­ciwu publicz­nego, zwa­nego impe­ach­ment. Poli­tyk, który przed­kłada swoje inte­resy nad inte­re­sami ogółu, ryzy­kuje karierą poli­tyczną a nawet sądem. Dodat­ko­wym kon­tro­le­rem demo­kra­cji, prócz samego sys­temu wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, są dobrze poin­for­mo­wane media, w tym lokalny Reader. Wyborcy, sądy i media spra­wują wła­dzę nad wła­dzą. Do poli­tyki na szcze­blu gmin­nym idą prze­waż­nie ludzie z doświad­cze­niem w biz­ne­sie lub praw­nicy. Nie muszę doda­wać, że nie idą tam aby się doro­bić, lecz dla kariery w służ­bie publicz­nej. Jeśli nawet zda­rzają się od tej sie­lanki odstęp­stwa na nie­ko­rzyść, są one rzad­kie, ostro napięt­no­wane i eli­mi­no­wane.
Czy uprosz­czone (do gra­nic obję­to­ści tego tek­stu) zasady funk­cjo­no­wa­nia jed­nego z wielu ame­ry­kań­skich samo­rzą­dów gmin­nych rzu­cają nieco świa­tła na przy­czynę róż­nic w jako­ści życia i pro­spe­ri­cie mię­dzy miesz­kań­cami gmin ame­ry­kań­skich i polskich?

(kore­spon­den­cja z USA)
Jan M. Fijor
„Leszno Press” 2007-03-27

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 7

  1. Wojtek pisze:

    Dar­mowy dostęp do inter­netu? to ma być ta wol­ność gospo­dar­cza? czy ame­ry­ka­nina w tej mie­ści­nie nie stać na 5 – 20$ na zapła­ce­nie za niedarmowy?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Co racja, to racja. Ja nie napi­sa­lem, ze jest to wol­nosc gospo­dar­cza. Stwier­dzi­lem jedy­nie fakt. Uklony Jan M Fijor P.S. Mie­dzy nami mowiac, dar­mowe jest tylko powietrze.

  3. Gronostaj pisze:

    Odpo­wiedź na pyta­nie posta­wione na końcu felie­tonu brzmi, nie­stety, „NIE”. Bru­tala prawda jest bowiem taka, że to nie nie­wielka biu­ro­kra­cja wpływa na nor­mal­nie funk­cjo­nu­jące spo­łe­czeń­stwo (czyli, m.in., pro­spe­ru­jące), tylko nor­mal­nie funk­cjo­nu­jące spo­łe­czeń­stwo powo­duje nie­wiele miej­sca dla biu­ro­kra­cji. Czyli przy­czyna leży w spo­łe­czeń­stwie. Sam zaś prze­rost biu­ro­kra­cji to tylko wynik dążeń spo­łe­czeń­stwa. Ta cho­roba spo­łeczna trawi nie­mal wszyst­kie kraje Europy, my na doda­tek mamy garb zwią­zany z 45-letnim pano­wa­niem real­nego soc-u.

  4. Witek pisze:

    w ogóle Ame­ryka jest cool, Stany są fajowe i zajebiste

    Dla­czego Pol­skę nazy­wają koniem tro­jań­skim USA w Europie ?

    bo Polacy kupią każde g. byle miało ety­kietę „made in USA

  5. bilan7 pisze:

    W Pol­sce obrzy­dli­wiec pań­stwowy socja­li­styczny dopro­wa­dził do ban­kruc­twa wszyst­kie bodajże pry­watne kawia­renki inter­ne­towe. Pod­lec wyko­nał swoje mato­łec­two w ten spo­sób, że za budże­towe pie­nią­dze zaku­pił kom­pu­tery i prze­ka­zał je do bez­płat­nego użyt­ko­wa­nia w klu­bach, biblio­te­kach domach kul­tury i innych takich „Insty­tu­cjach uży­tecz­no­ści publicz­nej”. Publika się cie­szy, że tro­skliwe pań­stwo zapew­niło… zadbało itd. Cie­szą się też drobni przed­się­biorcy wielu branż. Ciesz­cie się póki czas. Aż kolejny rząd lewa­ków, za wasze podat­kowe pie­nią­dze utwo­rzy pań­stwowe firmy w waszych bran­żach i was dopro­wa­dzi do bankructwa.

  6. Jan M. Fijor pisze:

    I utwo­rzy. Zban­kru­tu­jemy wszy­scy, tak jak to mialo miej­sce e PRL. Pozdra­wiam i dzieki za dobre slowo Jan M Fijor

  7. ewa kula pisze:

    arty­kuł jest ok
    bar­dzo dzię­kuję,
    pozdrawiam

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*