Godziwy zysk

Uczest­ni­czy­łem nie­dawno w pro­gra­mie tele­wi­zyj­nym Elż­biety Jawo­ro­wicz „Sprawa dla repor­tera”, poświę­co­nym dra­ma­tycz­nym losom loka­to­rów pew­nego ślą­skiego wie­żowca, który rodzina miej­sco­wych cwa­nia­ków kupiła za gro­sze.

Celem zakupu było odsprze­da­nie miesz­kań zamiesz­ku­ją­cych wie­żo­wiec loka­to­rom po wie­lo­krot­nie wyż­szej cenie. Ci z nich, któ­rzy nie chcieli się na wykup zgo­dzić, mieli zostać bru­tal­nie wyeks­mi­to­wani. Gościem pro­gramu był mini­ster Zbi­gniew Was­ser­mann, który w trak­cie dys­ku­sji uznał, że choć nabywcy wie­żowca, kupu­jąc budy­nek tak tanio, for­mal­nie prze­stęp­stwa nie popeł­nili, postą­pili jed­nak nagan­nie, osią­ga­jąc zysk nie­go­dziwy, co zda­niem mini­stra Was­ser­manna powinno być ści­gane prawem.

Czy można mówić o zysku godzi­wym? Co to takiego? Ile taki zysk wynosi? Czy zysk wyż­szy od godzi­wego jest szko­dliwy?
Dla więk­szo­ści zwy­kłych zja­da­czy chleba zysk godziwy utoż­sa­miany jest z enig­ma­tyczną spra­wie­dli­wo­ścią spo­łeczną, stąd bar­dziej jest on kate­go­rią moralną niż eko­no­miczną. Zresztą eko­no­mia nie zaj­muje się oceną moralną ludz­kiego dzia­ła­nia, lecz jego skut­kami. Nie każdy jed­nak to rozu­mie, stąd zwo­len­nicy mie­sza­nia eko­no­mii z moral­no­ścią uwa­żają, że ist­nieje taki poziom zysku, który moralny (godziwy) nie jest. Poda­wane są tu różne liczby. Naj­czę­ściej jest to 20 pro­cent. Na tyle wyce­niają zysk godziwy, Ryszard Bugaj i ks. biskup Piotr Jarecki. Ich zda­niem, każdy zysk wyż­szy od 20 pro­cent jest trak­to­wany jako nie­go­dziwy.
Zanim odpo­wiemy sobie na pyta­nie, czy 20 pro­cent to naprawdę zysk godziwy, spró­bujmy się zasta­no­wić, co to w ogóle zna­czy, że zysk jest godziwy, albo i nie jest?
Zysk godziwy – nawet jako kate­go­ria moralna – w potocz­nym rozu­mie­niu tego ter­minu nie ma ści­słej defi­ni­cji. Jest on bowiem rozu­miany subiek­tyw­nie. Inną stopę zysku zaak­cep­tuje ktoś, kto chce kupić bilet od konika na film „dla zabi­cia czasu”, a inną ktoś, kto chce obej­rzeć zawody, w któ­rych star­tuje jego naj­star­szy syn. Jed­nakże nawet tak subiek­tyw­nie rozu­miany ter­min (godziwy zysk) posiada ele­ment obiek­ty­wi­zmu. Jest nim wol­ność wyboru. Zysk godziwy to taki zysk, przy któ­rym obie strony – sprze­da­jąca i kupu­jąca – gotowe są zaak­cep­to­wać ofe­ro­wane warunki bez jakie­go­kol­wiek przy­musu. Przez przy­mus rozu­miem tu pro­wa­dze­nie inte­re­sów pod groźbą, w warun­kach oszu­stwa, przy braku wyboru, z mani­pu­la­cją, z wpro­wa­dze­niem w błąd czy przy zmia­nie warun­ków umowy w trak­cie jej egze­kwo­wa­nia. A zatem, ktoś kto uczci­wie żąda ode mnie zapłaty za pro­dukt czy usługę, na któ­rych osiąga zysk wyż­szy od — ucho­dzą­cych za godziwe – dwu­dzie­stu pro­cent, a ja to akcep­tuję, wów­czas on osiąga zysk godziwy. Opo­wia­dał mi kie­dyś, nie­ży­jący już Marek Gre­chuta, że sprze­dał w ZSRS, szan­ta­żo­wa­nej przez mafię kobie­cie, swoje ame­ry­kań­skie dżinsy za cenę dzie­się­cio­krot­nie wyż­szą niż były one warte. Mimo iż osią­gnął zysk z pozoru nie­go­dziwy, ura­to­wał jej życie, gdyż dzięki tym dżin­som mogła się mafii wyku­pić.
Panu Was­ser­ma­nowi kry­te­rium wol­ność wyboru nie wystar­czy. Mini­ster uważa, że jeśli nawet wszyst­kie strony trans­ak­cji dobro­wol­nie akcep­tują jej warunki, a warunki te są – jego zda­niem — „nie­go­dziwe”, to powinno wkro­czyć prawo i trans­ak­cję tę unie­waż­nić lub sko­ry­go­wać.
Załóżmy nawet, że mini­ster Was­ser­mann ma rację, dla­tego zobaczmy do czego spro­wa­dzi­łaby się jego inter­wen­cja. Przy­kład (praw­dziwy): pro­du­cent kie­lisz­ków wytwa­rza kie­liszki po 20 gro­szy i zara­bia na nich nie­go­dzi­wie, bo aż 300 proc. Kie­liszki przez niego sprze­da­wane są w cenie 80 gro­szy każdy. Załóżmy teraz, że zmu­simy pro­du­centa do marży 20 pro­cen­to­wej, czyli godzi­wej, ale wów­czas znik­nie u niego moty­wa­cja do sta­ra­nia się o mini­ma­li­za­cję kosz­tów pro­duk­cji, co wymaga z jego strony np. dłuż­szej i cięż­szej pracy, więk­szej ilo­ści wie­dzy i kapi­tału, i dla­tego wynie­sie on (koszt pro­duk­cji kie­liszka) nie 20 gro­szy, lecz 1 zl. Dodajmy do tego 20 pro­cent zysku godzi­wego i mamy cenę; 1,20 zł, a więc o połowę dro­żej niż przy zysku nie­go­dzi­wym. Co z tego, że mamy godziwy zysk, skoro cena pro­dukt jest nie­go­dzi­wie wysoka. Nie zawa­ham się napi­sać, że przy takiej róż­nicy każdy by wolał dać zaro­bić pro­du­cen­towi nie­go­dzi­wie.
Doszli­śmy do absurdu; godzi­wość wywo­łała nie­go­dzi­wość. Dla­czego tak się stało? Dla­tego, że czło­wiek nie oce­nia dóbr w kate­go­riach osta­tecz­nych, abso­lut­nych tylko w zależ­no­ści od oko­licz­no­ści, w jakich się one zda­rzają. Szklanka wody może kosz­to­wać 10 gro­szy, ale może nie­kiedy i 10 zł. Wszystko zależy od sytu­acji – na pustyni, po 3 dniach bez pły­nów zapła­cimy za nią jesz­cze wię­cej. Czy to nie­go­dzi­wość? Oczy­wi­ście, że nie, gdyż alter­na­tywą rezy­gna­cji z kupna tak dro­giej wody może być śmierć, która jest jesz­cze bar­dziej niegodziwa.

Zysk nie­go­dziwy w warun­kach wol­nego rynku, wol­nej kon­ku­ren­cji nie ist­nieje. Ludwig von Mises prze­strzega biz­nes­me­nów w Human action przed inte­re­sami przy­no­szą­cymi nad­mierny (wyż­szy od śred­niego ryn­ko­wego) zysk. Każde przed­się­wzię­cie cie­szące się wyż­szym od sta­ty­stycz­nego powo­dze­niem gwał­tow­nie przy­ciąga kon­ku­ren­cję, która w ocze­ki­wa­niu wyso­kich zysków powięk­sza podaż, pro­wa­dząc tym samym do spadku zysków. Biz­nes, jak ćma do świa­tła, zla­tuje się do oka­zji.
Mur­ray N. Roth­bard pisze w Eko­no­mii wol­nego rynku, że w warun­kach wol­nego wyboru i kon­ku­ren­cji, ceny pro­duk­tów i usług wyrów­nują się. Jeśli nie nastąpi to auto­ma­tycz­nie, poprzez trans­ak­cje wymiany, do wyrów­na­nia dopro­wa­dzą spe­ku­lanci i arbi­tra­ży­ści. Jeśli któ­ryś z nich zauważy, że ceny nie­ru­cho­mo­ści w Ber­li­nie są znacz­nie wyż­sze niż w War­sza­wie, odcią­gnie inwe­sto­rów z rynku war­szaw­skiego na ber­liń­ski, wsku­tek czego ceny w War­sza­wie wzro­sną, a w Ber­li­nie spadną. Jeśli w Gru­dzią­dzu ktoś wystawi na sprze­daż fabrykę kieł­bas, naj­wyż­szą cenę zapłaci za nią ten, kto potrafi naj­le­piej i naj­ta­niej pro­du­ko­wać w niej wędliny. To samo doty­czy wie­żow­ców.
W warun­kach wol­nego rynku naby­cie „za gro­sze” budynku, który łatwo można sprze­dać za cenę dzie­się­cio­krot­nie wyż­szą byłoby naj­praw­do­po­dob­niej nie­moż­liwe. Taki budy­nek na licy­ta­cji osią­gnąłby cenę równą swej war­to­ści i to tej naj­wyż­szej, którą zapła­ciłby pro­fe­sjo­nalny spe­ku­lant nie­ru­cho­mo­ściami lub kamie­nicz­nik.
Czy wobec tego na wol­nym rynku nie ma oka­zji? Oczy­wi­ście, że są. Nie każdy je jed­nak dostrzeże. Nie dla każ­dego będą to oka­zje. Oka­zje tra­fiają się oso­bom dobrze zna­ją­cym rynek, dobrze prze­wi­du­ją­cym, posia­da­ją­cym kapi­tał, a także takim, które lepiej tole­rują ryzyko.
W ostat­nich latach PRL cena dzia­łek budow­la­nych w Wila­no­wie czy w Pyrach, a więc w naj­droż­szych dziel­ni­cach War­szawy, nie prze­kra­czała 3 dola­rów za metr kwa­dra­towy. W porów­na­niu z dzi­siej­szą ceną 150 – 300 dola­rów za metr kw. to gro­sze, a mimo to bar­dzo nie­wielu ludzi odwa­żyło się wtedy inwe­sto­wać w par­cele w Wila­no­wie czy Pyrach. Kil­ka­na­ście lat temu kupo­wa­łem na licy­ta­cji grunty rolne na tere­nie daw­nych Pru­sów, ze zdzi­wie­niem stwier­dza­jąc, że jestem jedy­nym ofe­ren­tem. Chęt­nych na zie­mię nie było, bo wtedy pano­wało prze­ko­na­nie, że te zie­mie i tak wrócą do Niem­ców. Ja o tym nie wie­dzia­łem i odwa­ży­łem się. Dzi­siaj grunta kosz­tują 25 razy wię­cej. Obecna cena plan­ta­cji rol­nych w Zim­ba­bwe jest od 10 – 20 razy niż­sza niż 10 lat temu, a mimo to brak chęt­nych do jej kupo­wa­nia, bo to grozi śmier­cią lub kalec­twem wsku­tek panu­ją­cego tam ter­roru. Są jed­nak tacy, któ­rzy nie zwa­ża­jąc na panu­jące warunki ryzy­kują. Jeśli im się uda, powiemy, że dostrze­gli oka­zję. Jeśli nie – zmó­wimy „Wieczny odpoczynek”.

Nie­go­dzi­wego zysku w warun­kach wol­nego rynku nie da się osią­gnąć, bo prze­szka­dza w tym kon­ku­ren­cja, która za to samo zado­wala się mniej­szym zyskiem. Sza­cuje się, że sprawny biz­nes­men osiąga w warun­kach wol­nej kon­ku­ren­cji zysk od 10 – 12 pro­cent rocz­nie, przed podat­kiem. Jak to moż­liwe, że wspo­mniana rodzina, kupu­jąc wie­żo­wiec tanio, osią­gnęła na nim zyski kil­ku­set­pro­cen­towe, czyli „nie­go­dziwe”?
Przy­czyny mogą być w zasa­dzie dwie:

- kupno obcią­żone było ogrom­nym ryzy­kiem, któ­rego nikt inny pod­jąć nie chciał, co jest mało praw­do­po­dobne, bo chęt­nymi do wykupu lokali byli cho­ciażby ich aktu­alni loka­to­rzy;
 – i bar­dziej praw­do­po­dobne, trans­ak­cja odbyła się poza wol­nym rynkiem.

Gdyby wie­żo­wiec sprze­da­wano na wol­nym rynku, chęt­nych do jego naby­cia byłoby wielu. Trudno przy­pusz­czać, że na Ślą­sku tylko jedna rodzina dostrze­gła w nim poten­cjał. Jeśli ponadto cena wywo­ław­cza była aż tak atrak­cyjna, ofe­renci pod­nie­śliby ją do poziomu gwa­ran­tu­ją­cego średni zysk ryn­kowy. Naj­praw­do­po­dob­niej, trans­ak­cja kupna wspo­mnia­nego budynku nie odby­wała się na wol­nym rynku, czyli na otwar­tej aukcji, lecz poprzez tajem­ni­cze układy i ukła­dziki. Taka trans­ak­cja bar­dziej przy­po­mina rabu­nek niż kupno. Trudno więc mówić o zysku. To był raczej łup.
Pod osłoną mono­polu pań­stwa, które wybra­nym nabyw­com może stwo­rzyć szcze­gólne warunki, doko­nano rabunku wła­sno­ści publicz­nej, czyli niczy­jej. Jeśli więc mini­ster Was­ser­mann sprze­ci­wia się ist­nie­niu nie­go­dzi­wych zysków, niech spo­wo­duje, aby rząd dopro­wa­dził do maso­wej, wol­no­ryn­ko­wej pry­wa­ty­za­cji majątku znaj­du­ją­cego się (jak nie­gdyś oma­wiany wie­żo­wiec) w rękach pań­stwa. Nie dość, że poprawi ona sku­tecz­ność wyko­rzy­sta­nia tego majątku, to na doda­tek dosta­nie się on w posia­da­nie tych, któ­rzy zapłacą za niego naj­wię­cej. A skoro tak, naj­bar­dziej będą o niego dbać, chro­niąc przy tym inte­res loka­to­rów, z myślą o któ­rych buduje się domy czynszowe.

Jan M. Fijor
„różne” 2007-05-28

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 14

  1. Krzysztof Młody pisze:

    1)
    –Świat jest dobry
    –Wszy­scy ludzie na Ziemi są mądrzy, uczciwi,zacni,godni zaufa­nia.….
    szcze­gól­nie ci wykształ­ceni.
    Więk­szość dora­bia się majątku w spo­sób etyczny.
    2)
    –Świat jest zły
    –Wszy­scy ludzie na Ziemi mają men­tal­ność Pana Smo­lena
    –Wszy­scy wspól­nicy oszu­kują.….
    –Wszy­scy ludzie bogaci doro­bili się majątku w spo­sób co naj­mniej nieuczciwy.

    Kiedy czy­tam Pana publi­ka­cje mam wra­że­nie ‚że mimo gorz­kich doświad­czeń upiera się Pan przy pro­mo­wa­niu Świata numer 1 :)

    Przy­jem­nie jest żyć w takim świecie.

    Pozdra­wiam
    Krzysz­tof Młody

    Ps. Wszy­scy moi Wspól­nicy , byli i aktu­alni to fan­ta­styczni ludzie .

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Nie bie­rze pan pod uwage czyn­ni­kow zewm­netrz­nych, jak np. fatalne prawo, pre­fe­ru­jace lobu­zow, albo zwal­nia­jace z odpo­wie­dzial­no­sci dar­mo­zja­dow i obi­bo­kow. Mimo wzystko uwa­zam, ze swiat, zeby prze­zyc musi byc sobie zycz­liwy. I tak w rze­czy­wi­sto­sci jest, gdyby nie pan­stwo, ktore wza­maga agre­sje i wspiera zacho­wa­nia aspo­leczne. Uklony Jan m Fijor

  3. Sławomir Staszak pisze:

    Poprzed­nio pomy­li­łem się– teraz mniej wię­cej będzie dobrze:)

    Def. poję­cia „nie­go­dziwy zysk”:

    Ktoś osiąga nie­go­dziwy zysk wtedy, gdy w dru­gim czło­wieku budzi się chora zazdrość, zawiść, z powodu tego, że to nie jemu udało się kupić tanio i sprze­dać drogo.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Super! To jest prawda. Zreszta caly socja­lizm i mowie­nie o nie­spra­wie­dli­wo­sci ma swoje zro­dlo w tepej zazdro­sci, zawi­sci i braku ochoty do samo­dziel­nej pracy. Pozdra­wiam goraco Jan M Fijor

  5. Krzysztof Młody pisze:

    Jan M. Fijor odpo­wie­dział:
    Nie bie­rze pan pod uwage czyn­ni­kow zewm­netrz­nych, jak np. fatalne prawo, pre­fe­ru­jace lobu­zow, albo zwal­nia­jace z odpo­wie­dzial­no­sci dar­mo­zja­dow i obi­bo­kow. Mimo wzystko uwa­zam, ze swiat, zeby prze­zyc musi byc sobie zycz­liwy. I tak w rze­czy­wi­sto­sci jest, gdyby nie pan­stwo, ktore wza­maga agre­sje i wspiera zacho­wa­nia aspoleczne.„

    Tak ma Pan rację ‚to wszystko prawda (szcze­gól­nie –życz­liwy świat).
    Tylko dla mnie para­dok­sem jest to ‚że Pan to napisał.Pan — twardy góral… .
    1)Jakoś nie mogę sobie przy­po­mnieć wła­dzy która swoim oby­wa­te­lom zapew­niła warunki roz­woju porów­ny­walne z kom­for­tem w puchu łabę­dzim :)
    2)Czy patrząc na zmie­nia­jące się władze,prawo,modę,okoliczności możemy powiedzieć,że będą zani­kały zjawiska,które Pan wymie­nił.….… ,
    Czy to moż­liwe ‚że na topie utrzyma się dłu­żej nasz ulu­biona opcja ?
    4)„Sytuacja mate­rialna więk­szo­ści ludzi jest li tylko rezul­ta­tem wło­żo­nej przez nich pracy wysiłku i roz­sądku„
    3)Dla mnie godziwy zysk to taki,który pozwala przy­naj­mniej utrzy­mać rodzinę :)
    4)Jestem cie­kaw Pań­skiej opi­nii o teo­rii — godziwy zysk wystę­puje w przy­padku wygrana-wygrana :)

    Pozdra­wiam
    Krzysz­tof Młody

  6. Sławomir Staszak pisze:

    Pan Krzysz­tof Młody napisał:

    Dla mnie godziwy zysk to taki,który pozwala przy­naj­mniej utrzy­mać rodzinę”

    Nie­stety jest to rozu­mo­wa­nie komu­ni­styczne.
    Przede wszyst­kim to nie zysk jest godziwy, tak jak o krze­śle nie można powie­dzieć, że jest uczciwe czy szla­chetne. Nawet krze­sło elek­tryczne nie jest ani godziwe ani nie­go­dziwe. Czy
    pisto­let, z któ­rego ban­dyta zabija czło­wieka jest nie­go­dziwy?- Czy zysk ma duszę i po wła­ści­wym (godzi­wym) się wytwo­rze­niu idzie do nieba?- Jak żyję o takim zysku nie sły­sza­łem. Prawda jest taka, że godziwy lub nie­go­dziwy może być tylko czło­wiek.
    Godziwy czło­wiek poste­puje uczci­wie, szla­chet­nie i jako taki nie wytwa­rza godzi­wego zysku, tylko godzi­wie wytwa­rza
    zysk.
    Z godzi­wie wytwo­rzo­nym zyskiem mamy do czy­nie­nia wtedy, gdy przy jego wypra­co­wy­wa­niu nie zostały naru­szone przy­ka­za­nia: „Nie zabi­jaj”, „Nie krad­nij”, „Nie pożą­daj rze­czy bliź­niego swego”.
    Jeśli więc pisze Pan, że „godziwy zysk to taki,który pozwala przy­naj­mniej utrzy­mać rodzinę”, to co będzie w sytu­acji, gdy sam Pan nie będzie w sta­nie wytwo­rzyć takiego zysku?- Zmusi Pan innych, aby Panu „pomo­gli” go osią­gnąć?-
    Wymu­siłby Pan na innych odpo­wiedni dla sie­bie zysk?- Nie wiem jak dla Pana, ale dla mnie to kra­dzież kla­syczna. Rów­nie dobrze mógł­bym wejść do sklepu i zażą­dać
    sprze­daży samo­chodu po cenie o 30% niż­szej, bo na wyż­szą np. nie jestem w sta­nie zaro­bić.
    Krótko o umo­wach:
    Kupi­łem towar za 100 zł i sprze­da­łem za 150 zł. Zawar­łem więc dwie umowy i wypra­co­wa­łem zysk. Jeśli umowa została zawarta przez wszyst­kie strony zgod­nie i dobro­wol­nie, a powyż­sze przy­ka­za­nia Deka­logu nie zostały w związku z tą umową naru­szone, zysk został wypra­co­wany godzi­wie. Przy roz­wa­ża­niu o tym, czy okre­ślony zysk powstał w spo­sób godziwy czy nie­go­dziwy, wogóle nie bie­rzemy pod uwagę jego wyso­ko­ści tylko spo­sób jego powstania.

  7. Sławomir Staszak pisze:

    Ostatni przy­kład upro­ści­łem nie­sa­mo­wi­cie, ale już nie mam czasu go roz­wi­jać. Dodam tylko, że przy okre­ślo­nej umo­wie mój zysk moze być wypra­co­wany w spo­sób godziwy, a mojego kon­tra­henta już nie. Jeśli nato­miast wie­dzia­łem np. o jego nie­uczci­wo­ści zwia­za­nej z osobą trze­cią a doty­czą­cej tej okre­ślo­nej umowy, mój zysk też będzie nie­go­dziwy…
    Nie­go­dzi­wie poste­puje rów­nież rząd narzu­ca­jąc warunki umowy, Zresztą wszystko da się wypro­wa­dzić od powyż­szych 3 przykazań.

  8. JMF pisze:

    Mlody piszac o zysku mial na mysli dochod. Zysk to marza osia­gnieta na kapi­tale, zwrot na inwestycji. .

    Uklony
    Jan M Fijor

  9. Krzysztof Młody pisze:

    O Mat­ko­ooo !!!
    1)Jakim cudem wyszło mi„rozumowanie komu­ni­styczne„ .….tfu zgiń prze­pad­nij.…
    2)Zgoda co do przy­ka­zań — one pro­stują nasze drogi.
    3)Młody jak to wszy­scy mło­dzi –nie do końca wia­domo co też miał na myśli :)
    ‚ale ciąg myślowy na końcu,którego Młody
    naj­pierw wymu­sza ‚a potem krad­nie nie przy­padł Mu do gustu.…. .
    4)Po raz kolejny dosta­łem dowód na to,że umowy na piśmie
    to fan­ta­styczny wynalazek,bo oka­zuje się ‚że tym samym poję­ciom nada­jemy cza­sem odmienny sens.
    5)Bingo!!!JFM był naj­bli­żej.
    6)Młodego przy­cią­gnęło to miej­sce z powodu nie­za­leż­nego spoj­rze­nia gospo­da­rza na świat . Bez­myślne zgodne gęga­nie wszyst­ko­naj­le­piej­wie­dzą­cych prze­ka­zio­rów jest dla Mło­dego dobi­ja­jące.
    7)Panie Janie czy jest szansa na to by Fijor Publi­shing wzno­wiło na tere­nie RP
    wyda­wa­nie pisma „Kobieta„ ?
    Pozdra­wiam
    Krzysz­tof Młody

  10. Sławomir Staszak pisze:

    W tym przy­padku nie ma zna­cze­nia czy p. Krzysz­to­fowi cho­dziło o dochód czy zysk. Naj­waż­niej­sze jest to, co się kryje za sło­wem „godziwy”.
    Ja rozu­miem je tak:
    Jeśli przy­miot­nik „nie­go­dziwy” ozna­cza: haniebny, nie­uczciwy, nie­ho­no­rowy– i może być przy­pi­sany tylko czło­wie­kowi– to przez „godziwy” powin­ni­śmy rozu­mieć: uczciwy, hono­rowy, szla­chetny– rów­nież mając na myśli czło­wieka, bo tylko ludzie takie cechy mogą posiadać.

    Godziwy dochód” brzmi dla mnie tak samo nega­tyw­nie jak „godziwy zysk”

    Pan Krzysz­tof Młody miał zapewne na myśli godziwy jako odpo­wiedni, wystar­cza­jący, bez zabar­wie­nia rosz­cze­nio­wego. Ja po pro­stu nie nadaję temu słowu takiego zna­cze­nia. Nigdy nie mówię w ten spo­sób– byłoby to mylące, zwłasz­cza w dobie sza­le­ją­cego socjalizmu.

    To samo z pyta­niem p. Krzysz­tofa:
    „Jestem cie­kaw Pań­skiej opi­nii o teo­rii — godziwy zysk wystę­puje w przy­padku wygrana-wygrana :)

    Tu też wypa­da­łoby, aby autor pyta­nia uści­ślił o co cho­dzi, bo:

    1. Jeśli zawrę dobro­wol­nie umowę z kasy­nem, obsta­wia­jąc w ruletkę kolor czarny i nie­stety nie tra­fia­jąc, to nie­wąt­pli­wie będzie to moja prze­grana.
    1:0 dla kasyna, czyli wygrana– prze­grana. I będę z tej umowy nie­zmier­nie nie­za­do­wo­lony. Być może nawet będę wymy­ślał sobie od głup­ców. Finan­sowo będzie to oczy­wi­sta porażka.

    Jed­nak zawar­łem umowę dobro­wol­nie, nikt mnie do tego nie zmu­sił, pod­ją­łem ryzyko , bo tego chcia­łem, i jestem zado­wo­lony z tego, że nikt mi takiej trans­ak­cji zawrzeć nie zabro­nił, mimo że być może będę żało­wał, że zagra­łem. W tym sen­sie będzie to nie­wąt­pli­wie remis, czyli wygrana– wygrana.
    Tyle w skró­cie, ale wia­domo o co chodzi.

    Pozdra­wiam ser­decz­nie
    Sła­wo­mir Staszak

  11. Andrzej Pilipiuk pisze:

    khm… u schyłku komuny śred­nia płaca wyno­siła ok 15$ czyli można było za to kupić ok 5m2 gruntu w wila­no­wie. To kto niby miał to robić — skoro wiek­szość ludzi żyla od pierw­szego do pierw­szego?
    Obec­nie za prze­ciętną płacę można kupić tej ziemi jesz­cze mniej ok 2 – 3 m2. CZYLI SŁA NABYWCZA pie­nią­dza w sto­sunku do ziemi NIE ULEGŁA ZMIANIE a wręcz spadła.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Ja mia­lem 15 tysiecy dola­row w PKO SA i moglem kupic. Nie kupi­lem, bo sie balem, nie wie­rzy­lem, ze komuna pad­nie, nie mia­lem wyobra­zni. Znam jed­nak rodzine, ktora kupila w owym cza­sie 1 hek­tar ziem iw Pyrach (zapla­cili 20 tysiecy dola­row), za ktory dzi­siaj zyja trzy poko­le­nia. War­tosc tez ziemi: 2 mln dola­row. 100 razy wie­cej. Dzi­siaj za prze­cietna place (1000 dol.) mozna kupic ok. 5 — 10 m kw. ziemi, czyli mniej wie­cej tyle samo co wtedy. Uklony Jan M Fijor

  13. Marek Bernaciak pisze:

    Wspa­niale, że zna­la­złem tę stronę. Mia­łem doła dziś, bo znowu dys­ku­to­wa­łem o „godzi­wo­ści” dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej.
    Bro­nię Pana postawy i zga­dzam się, że to zewnętrzne czyn­niki (np. brak infor­ma­cji o prze­targu — czę­sta przy­czyna zani­żo­nych cen), pozwala na zakup po zbyt niskiej (w sto­sunku do ryn­ko­wej) cenie. Ale tak, jak Pan tu mówi, jest to wtedy rabu­nek, nie trans­ak­cja rynkowa.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Miło­śnicy wol­nego rynku łącz­cie się i ośmie­szaj­cie anty­ryn­kową bandę (komunę! Leje pan miód ma moje sko­ła­tane serce! Pozdra­wiam JM Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*