Goodbye Jackowo!

Emi­granci pol­scy, obok Szko­tów i Chiń­czy­ków sta­no­wią jedną z trzech naj­bo­gat­szych grup naro­do­wo­ścio­wych Chi­cago. Udział milio­ne­rów w chi­ca­gow­skiej Polo­nii jest pię­cio­krot­nie wyż­szy niż wynosi „śred­nia ame­ry­kań­ska”. Pra­wie połowa budyn­ków czyn­szo­wych Chi­cago jest wła­sno­ścią Pola­ków. W rękach polo­nij­nych znaj­duje się dziś ponad jedna trze­cia chi­ca­gow­skich firm trans­por­to­wych. Pol­skie fabryczki i zakłady meta­lowe wyparły z miej­sco­wego rynku Niem­ców, tra­dy­cyj­nych lide­rów tej gałęzi prze­my­słu. Fran­ci­szek Bobak, góral zza Guba­łówki, buduje w Chi­cago super­mar­kety, a zakłady gar­ma­że­ryjne Kata­rzyny Bober wygrały prze­targ m.in. na dostawę pie­ro­gów dla Uni­ted Air­li­nes. Główną nagrodą zor­ga­ni­zo­wa­nego w końcu wrze­śnia przez jeden z dwóch dzia­ła­ją­cych w mie­ście pol­skich klu­bów gol­fo­wych był…mercedes. Naj­więk­szym klu­bem żeglar­skim Chi­cago jest jacht­klub im. Józefa Korze­niow­skiego. W Chi­cago działa pol­ski aero­klub, kilka klu­bów pił­kar­skich, kluby nar­ciar­skie i pol­ska orkie­stra sym­fo­niczna. W Wietrz­nym Mie­ście wycho­dzą 3 pol­skie dzien­niki, kil­ka­na­ście perio­dy­ków, nadają 3 pol­skie cało­do­bowe sta­cje radiowe, dwie pol­sko­ję­zyczne sta­cje tele­wi­zyjne, a od ponad 10 lat orga­ni­zo­wany jest pre­sti­żowy — ustę­pu­jący rangą tylko mię­dzy­na­ro­do­wemu — Festi­wal Pol­skich Fil­mów w Ameryce.

Emi­granci pol­scy, obok Szko­tów i Chiń­czy­ków sta­no­wią jedną z trzech naj­bo­gat­szych grup naro­do­wo­ścio­wych Chi­cago. Udział milio­ne­rów w chi­ca­gow­skiej Polo­nii jest pię­cio­krot­nie wyż­szy niż wynosi „śred­nia ame­ry­kań­ska”. Pra­wie połowa budyn­ków czyn­szo­wych Chi­cago jest wła­sno­ścią Pola­ków. W rękach polo­nij­nych znaj­duje się dziś ponad jedna trze­cia chi­ca­gow­skich firm trans­por­to­wych. Pol­skie fabryczki i zakłady meta­lowe wyparły z miej­sco­wego rynku Niem­ców, tra­dy­cyj­nych lide­rów tej gałęzi prze­my­słu. Fran­ci­szek Bobak, góral zza Guba­łówki, buduje w Chi­cago super­mar­kety, a zakłady gar­ma­że­ryjne Kata­rzyny Bober wygrały prze­targ m.in. na dostawę pie­ro­gów dla Uni­ted Air­li­nes. Główną nagrodą zor­ga­ni­zo­wa­nego w końcu wrze­śnia przez jeden z dwóch dzia­ła­ją­cych w mie­ście pol­skich klu­bów gol­fo­wych był…mercedes. Naj­więk­szym klu­bem żeglar­skim Chi­cago jest jacht­klub im. Józefa Korze­niow­skiego. W Chi­cago działa pol­ski aero­klub, kilka klu­bów pił­kar­skich, kluby nar­ciar­skie i pol­ska orkie­stra sym­fo­niczna. W Wietrz­nym Mie­ście wycho­dzą 3 pol­skie dzien­niki, kil­ka­na­ście perio­dy­ków, nadają 3 pol­skie cało­do­bowe sta­cje radiowe, dwie pol­sko­ję­zyczne sta­cje tele­wi­zyjne, a od ponad 10 lat orga­ni­zo­wany jest pre­sti­żowy — ustę­pu­jący rangą tylko mię­dzy­na­ro­do­wemu — Festi­wal Pol­skich Fil­mów w Ame­ryce.
Ste­reo­typ
Polacy poja­wili się w oko­li­cach Chi­cago w począt­kach XIX wieku, masowy napływ emi­gran­tów z ziem pol­skich miał jed­nak miej­sce na prze­ło­mie stu­leci, XIXXX. Z braku repre­zen­ta­cji poli­tycz­nej i dyplo­ma­tycz­nej osad­nicy z ziem nale­żą­cych nie­gdyś do Pol­ski gro­ma­dzili się wokół ponad 50 pol­skich para­fii, two­rząc pol­skie getta. Naj­więk­szym z nich, a zara­zem naj­star­szym cen­trum pol­sko­ści stał się tzw. Trój­kąt Polo­nijny — dziel­nica u zbiegu alej Mil­wau­kee, Divi­sion i Ash­land. W cza­sach swej świet­no­ści zamiesz­ki­wało ją ponad 100 tys. Pola­ków. Tam powstały pierw­sze pol­skie orga­ni­za­cje i brat­niaki (Pol­skie Zrze­sze­nie Rzym­sko Kato­lic­kie), pol­skie kluby, biz­nesy, restau­ra­cje, teatry, a nawet hotel, w któ­rym zatrzy­my­wali się m.in. Pade­rew­ski i Dmow­ski.
Poło­żony stra­te­gicz­nie w pobliżu cen­trum mia­sta, „Trój­kąt” stał się obiek­tem zaku­sów rad­nych miej­skich, któ­rzy – co tu ukry­wać – Pola­ków nie darzyli sym­pa­tią. Polo­nusi trzy­mali się dziel­nie aż do końca lat 1950. kiedy anty­pol­sko nasta­wiony bur­mistrz, Richard Daley n.b. ojciec obec­nego bur­mi­strza (nie­stety nie daleko spada jabłko od jabłoni) posta­no­wił wbić klin w pol­ską dziel­nicę prze­pro­wa­dza­jąc w jej poprzek auto­stradę nr 94. Osta­tecz­nym cio­sem był wybu­do­wany (w sercu Trój­kąta) wie­żo­wiec komu­nalny dla ubo­gich, który – jak mawiał nie­ży­jący już, a miesz­ka­jący w Chi­cago od zakoń­cze­nia II wojny świa­to­wej, Feliks Konar­ski (Ref-Ren) autor „Czer­wo­nych maków na Monte Cas­sino” – „wbił szty­let w pol­skość Chi­cago”.
Wie­żo­wiec w krót­kim cza­sie opa­no­wali kolo­rowi. W obli­czu gwał­tow­nie spa­da­ją­cych cen nie­ru­cho­mo­ści, oko­lice „Trój­kąta” w krót­kim cza­sie stały się „zie­mią spa­loną”. Polacy wynie­śli się w popło­chu dalej na pół­nocny wschód osie­dla­jąc w rejo­nie para­fii św. Jacka, zna­nej dziś jako Jac­kowo. O ile „Trój­kąt” koja­rzył się z tra­dy­cjami powstań i Nie­pod­le­głą Pol­ską, o tyle Jac­kowo było obra­zem znie­wo­le­nia z cza­sów Wła­dy­sława Gomułki; pol­skim getto – syno­ni­mem sier­mięż­nego peerelu. To wła­śnie tutaj utrwa­lił się ste­reo­typ chi­ca­gow­skiego Polaka – ciężko pra­cu­ją­cego ciu­ła­cza wystro­jo­nego w polie­stry, tań­czą­cego w rytm poleczki i zagry­za­ją­cego kieł­basą. O jego sile świad­czy cho­ciażby nie­dawna pro­duk­cja TVN, serial zaty­tu­ło­wany „Chi­cago”.
Polacy wycho­dzą z getto
O tym, że Ste­pha­nie Powers, Char­les Bron­son czy Ray­mund Kroć (zało­ży­ciel sieci „Mc Donald’s”) byli z pocho­dze­nia Pola­kami dowie­dzie­li­śmy się dopiero w latach 1980. „Wcze­śniej – mówi Dan Wil­son, z domu Wil­czyń­ski, eme­ry­to­wany archi­tekt miej­ski z Chi­cago — pol­skie pocho­dze­nie było skrzęt­nie ukry­wane. Ludzie ambitni i war­to­ściowi od pol­sko­ści odcho­dzili. Wsty­dzili się jej.
Ste­reo­typ uległ zmia­nie dopiero po wybo­rze papieża Polaka, i potem po Sierp­niu 1980., gdy Pol­ska zna­la­zła się na czo­łów­kach gazet. Polo­nia zaczęła wycho­dzić z getto. Wal­ter Kędziora zaczął loko­wać pie­nią­dze w oko­lice Wic­ker Park, Jan Kryń­ski przy daw­nym „Trój­ką­cie”, a Bog­dan Soko­łow­ski we wło­ską wów­czas dziel­nicę Har­wood Heights.
Po latach ciu­łac­twa i nosze­nia pie­nię­dzy do banku, w latach 1980. kata­pultą suk­cesu mate­rial­nego stał się dla Pola­ków han­del nie­ru­cho­mo­ściami. Stella Bań­dura przy­je­chała do Chi­cago w latach 1970. ze wsi Maniowy w Pie­ni­nach po tym, jak wła­dze pod­jęły decy­zję o zala­niu wio­ski. Po opła­ce­niu kosz­tów podróży jej, męża i czworga dzieci zostało im w kie­szeni kil­ka­set dola­rów. Jak więk­szość nowo­przy­by­łych zaczęli typowo – ona sprzą­tała, on był stró­żem. Pierw­szy dom kupili dzięki pomocy rodziny już po dwóch latach. Miesz­kali w piw­nicy wynaj­mu­jąc pię­tro loka­to­rom. Czynsz pokry­wał koszty pożyczki. Potem był drugi dom, trzeci, zanie­dbana kamie­nica dwu­dzie­sto­miesz­ka­niowa; poprzedni dom spła­cał następny. Dziś, po 30 latach emi­gra­cji Bań­du­ro­wie mają pra­wie 20 domów czyn­szo­wych, łącz­nie ponad 130 miesz­kań przy­no­szą­cych pra­wie pół miliona dochodu rocz­nie. Milio­no­wych mająt­ków na nie­ru­cho­mo­ściach doro­bił się Wal­ter Kędziora, Wik­tor Lema­nek, Maria Kruk i setki zwy­kłych pol­skich emi­gran­tów, któ­rzy przed 20 czy 30 laty wylą­do­wali na chi­ca­gow­skim O’Hare bez gro­sza w kie­szeni.
W pół­nocno zachod­niej, naj­droż­szej czę­ści Chi­cago pra­wie 2/3 budyn­ków apar­ta­men­to­wych należy do Polo­nu­sów. Ich wła­ści­ciele zamiesz­kują naj­bar­dziej pre­sti­żowe dziel­nice metro­po­lii. Hanna B., która jesz­cze 10 lat temu sprzą­tała domy w High­land Park, dziś jest wła­ści­cielką jed­nego z nich. Marek D. Kupił wła­śnie oka­zały dom w Bar­ring­ton Hills, ten sam, wokół któ­rego osiem lat temu budo­wał komuś ogro­dze­nie. Na 105 hoteli i moteli w naj­słyn­niej­szym pod­chi­ca­gow­skim kuror­cie, Wiscon­sin Dells, wła­ści­cie­lami ponad 90 z nich są Polacy. Ponad 40 proc. z pra­wie 600 moteli w gór­skim Kolo­rado znaj­duje się w rękach chi­ca­gow­skich górali. Praca, wytrwa­łość i pra­gnie­nie suk­cesu uczy­niły wielu pol­skich Chi­ca­go­wian ludźmi zamoż­nymi i nie­za­leż­nymi.
Naród przed­się­bior­ców
Współ­wła­ści­ciel naj­bar­dziej chyba cha­rak­te­ry­stycz­nej budowli Chi­cago, Marina City, nie­ży­jący już pol­ski Żyd, Mau­rycy Swi­bel, był zasko­czony, gdy 10 lat temu, do prze­targu na wyko­na­nie remontu insta­la­cji elek­trycz­nej w jego wie­żow­cach, na osiem firm sta­ją­cych do kon­kursu, aż sie­dem miało pol­skich wła­ści­cieli. Z dzie­ciń­stwa spę­dzo­nego w Wol­bro­miu pamię­tał, że Polacy nie byli raczej przed­się­bior­cami; n.b. żona zwy­cięzcy kon­traktu, za zaro­bione przez męża pie­nią­dze odku­piła od Swibela…sklep jubi­ler­ski.
Praca najemna przy sprzą­ta­niu biu­row­ców, drobne prace budow­lane, opieka nad dziećmi ewen­tu­al­nie praca przy obra­biarce w jed­nej z tysięcy nie­wiel­kich fabry­czek meta­lo­wych zlo­ka­li­zo­wa­nych na tere­nie metro­po­lii – takie były początki więk­szo­ści pol­skich emi­gran­tów.
Bog­dan Łodyga absol­went wydziału inży­nie­rii sani­tar­nej Poli­tech­niki War­szaw­skiej po pię­ciu latach pracy w EVO dużej fir­mie pro­du­ku­ją­cej fil­try powietrzne tar­gnął się na coś nie­wy­obra­żal­nego. Po awan­tu­rze z prze­ło­żo­nym, w 1985 roku zało­żył wła­sną fabrykę. Dzi­siaj jego firma BOST Cor­po­ra­tion jest liczą­cym się pro­du­cen­tem urzą­dzeń fil­tru­ją­cych i odpy­la­ją­cych dla prze­my­słu, zatrud­nia ponad 50 osób i wciąż rośnie. Łodyga jest jed­nym z setek pol­skich fabry­kan­tów, któ­rzy w ciągu ostat­nich kil­ku­na­stu lat wyparli z rynku „meta­lo­wego”, domi­nu­ją­cych tę branże nie­gdyś, Niem­ców.
Jan i Krzysz­tof Czupta, bra­cia z Cha­bówki, przy­je­chali do Chi­cago 21 lat temu. Najęli się jako mecha­nicy w gigan­cie pocz­to­wym, UPS, przy remon­tach potęż­nych „tirów” i cią­gni­ków. „Praca była zno­śna, nie­źle płatna, ale bry­ga­dzi­sta nami pomia­tał” – wspo­mina Jan Czupta. Któ­re­goś dnia nie wytrzy­mali i z bra­tem ode­szli. Tak powstał „Quality Truck and Tra­iler, jeden z naj­więk­szych w sta­nie Illi­nois zakła­dów remon­tu­ją­cych ciężki sprzęt trans­por­towy. W kilka lat póź­niej bra­cia Czup­to­wie zało­żyli „Quality Logi­stic”, a ostat­nio firmę par­kin­gową „Quality Pro­per­ties” mającą swe filie w pię­ciu sta­nach Ame­ryki. Ludzie tacy jak Krzysz­tof i Jan Czupta, jak Jan Kuchar­ski (15 na liście „Wprost” naj­bo­gat­szych emi­gran­tów z Pol­ski), czy Tad Styr­czula, góral z Witowa, obec­nie wła­ści­ciel Fleet Equ­ip­ment, jed­nej z naj­więk­szych firm kon­te­ne­ro­wych w Illi­nois i dzie­siątki innych pol­skich emi­gran­tów wtar­gnęli z impe­tem w sek­tor opa­no­wany tra­dy­cyj­nie przez wiel­kie ame­ry­kań­skie kor­po­ra­cje. Dzi­siaj Polacy są w trans­por­cie dro­go­wym USA potęgą. W sta­nie Illi­nois i sąsied­nich przy­pada na nich ponad jedna trze­cia prze­wo­zów.
Pol­skie biz­nesy ist­niały w Chi­cago od dawna, zmie­niła się jed­nak ich skala. O ile przed laty gros klien­teli sta­no­wili Polacy, o tyle dzi­siaj są to biz­nesy czy­sto ame­ry­kań­skie. Przy­kład dali wędli­nia­rze. Fran­ci­szek Bobak miał nie­gdyś sklep na Jac­ko­wie. Za namową synów, wykształ­co­nych już w Ame­ryce wyszedł poza getto dostar­cza­jąc swe wyroby do skle­pów ame­ry­kań­skich. Dziś firma „Bobak’s sau­sage” posiada w oko­li­cach Chi­cago kilka super­mar­ke­tów spo­żyw­czych, w pla­nach budowa kolej­nych czte­rech. W ślady Bobaka poszli inni. „Pol­skie” super­mar­kety posta­wili: Wally Mulica, Joe Ligas, Frank Ratu­łow­ski i paru innych przed­się­bior­ców.
Pod prąd
Zachę­ceni suk­ce­sami na ame­ry­kań­skiej ziemi, część z nich roz­gląda się za spo­sob­no­ścią robie­nia inte­re­sów z Pol­ską. Arie Zweig, który zanim tra­fił do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, wyemi­gro­wał naj­pierw do Izra­ela, pla­nuje otwar­cie filii swo­jej fabryczki w Pol­sce. Także Jan Kryń­ski, wła­ści­ciel sklepu żela­znego sieci „True value” posta­no­wił pójść „pod prąd” i odwró­cić natu­ralny dotąd kie­ru­nek wymiany han­dlo­wej. Zamiast wysy­łać pro­dukty do Pol­ski posta­wił na import. Zaczął od sprze­daży pol­skich pro­di­żów, potem było szkło, por­ce­lana, łopaty i sprzęt ogrod­ni­czy, pol­skie narzę­dzia, krzewy, meble. W paź­dzier­niku Kryń­ski otwiera swój trzeci sklep „Dom itp.” w Chi­cago, w któ­rym – podob­nie jak w dwóch pierw­szych — 95 proc. towa­rów nosić będzie znak „Made in Poland”.
To czego nie udało się doko­nać licz­nym cen­tra­lom han­dlu zagra­nicz­nego z War­szawy, potra­fili przed­się­biorcy polo­nijni z Chi­cago, któ­rzy wobec braku wspar­cia ze strony mini­sterstw w kraju zało­żyli Polsko-Amerykańską Izbę Gospo­dar­czą i wzięli się za pro­mo­cję pol­skich wyro­bów sami. W mie­ście i oko­licy działa ponad 30 firm impor­tu­ją­cych pol­ską żyw­ność, alko­hole, a ostat­nio także maszyny i narzę­dzia. Tad Wasi­kow­ski jest jed­nym z naj­więk­szych impor­te­rów pol­skiego par­kietu i wyro­bów z drewna. Popu­larny w Pol­sce pio­sen­karz z Chi­cago, Andrzej Cier­niew­ski, jest zna­czą­cym impor­te­rem pol­skiego szkła i por­ce­lany, Che­ster Sawko, jeden z naj­bo­gat­szych przed­się­bior­ców pol­skiego pocho­dze­nia jest od kilku lat wła­ści­cie­lem słyn­nej pol­skiej huty krysz­ta­łów „Julia” ze Szklar­skiej Poręby. Nie­mal cała pro­duk­cja „Julii” ląduje w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Z danych Polsko-Amerykańskiej Izby Gospo­dar­czej z Chi­cago wynika, że import pro­duk­tów z Pol­ski na rynek chi­ca­gow­ski rośnie od pię­ciu lat w tem­pie 50 proc. rocz­nie.
Inwe­sty­cjami w Pol­sce inte­re­suje się przy­naj­mniej co dzie­siąty Ame­ry­ka­nin pol­skiego pocho­dze­nia. „Jeśli kli­mat gospo­dar­czy nad Wisłą ule­gnie popra­wie – mówi Woj­ciech Madey­ski, znany archi­tekt i dzia­łacz gospo­dar­czy – do Pol­ski może już wkrótce napły­nąć od Polo­nii do 10 mld dol. rocz­nie.”
Pol­skie pie­kiełko
Suk­ce­som mate­rial­nym Polo­nii nie towa­rzy­szy nie­stety odpo­wiedni jej pre­stiż. Wynika to ze sła­bo­ści poli­tycz­nej śro­do­wi­ska pol­skiego. Polacy do poli­tyki i poli­ty­ków szczę­ścia nie mieli, stąd prak­tycz­nie nie mają we wła­dzach mia­sta czy stanu swo­jej repre­zen­ta­cji. Doro­bili się wpraw­dzie kilku repre­zen­tan­tów na skalę mia­sta, stanu czy kraju, co z tego, skoro z chwilą wybra­nia ich na urząd ludzie ci zapo­mi­nali o swoim pocho­dze­niu. Alder­man (odpo­wied­nik wójta w dziel­nicy) Michael Wój­cik z Jac­kowa zasły­nął z wro­go­ści wobec wszyst­kiego co pol­skie, Dan Rosten­kow­ski, kon­gres­men naro­bił nam wstydu afe­rami korup­cyj­nymi, a zmarły nie­dawno Roman Puciń­ski (swego czasu kan­dy­do­wał nawet na bur­mi­strza Chi­cago) był poli­ty­kiem ule­głym, który jakby się swo­jej pol­sko­ści bał. Nie trudno więc zro­zu­mieć – mówi Bog­dan Soko­łow­ski, wła­ści­ciel dużej agen­cji pośred­nic­twa sprze­daży nie­ru­cho­mo­ści „Ame­ri­can Realty” (60 agen­tów) – dla­czego podatki od nie­ru­cho­mo­ści są w „pol­skich” dziel­ni­cach naj­wyż­sze, co potwier­dza nawet Skarb­nik Powia­towy, Maria Pap­pas.
Co gor­sze, powo­łany do ochrony pol­skich inte­re­sów Kon­gres Polo­nii Ame­ry­kań­skiej, na czele z sędzi­wym Edwar­dem Moska­lem wię­cej ostat­nio Polo­nii szko­dzi niż pomaga. Szansa poprawy leży w zmia­nie poko­leń. Już dzi­siaj do zastą­pie­nia sta­rej gwar­dii pre­zesa Moskala stają w szranki dzieci emi­gran­tów. Nadzieją Polo­nii jest młody, ener­giczny praw­nik z Chi­cago Chri­sto­pher Kur­czaba. Po raz pierw­szy w dzie­jach Polo­nii ist­nieją gwa­ran­cje cią­gło­ści poko­le­nio­wej. Mło­dzież pol­ska prze­ła­mała ste­reo­typ i jest ze swej pol­sko­ści dumna. Dzięki dobremu wykształ­ce­niu pobie­ra­nemu coraz czę­ściej w Pol­sce już wkrótce przej­mie pałeczkę od rodzi­ców. „W Chi­cago nad­cho­dzi era Pola­ków – pisał przed laty popu­larny Chi­ca­go­wia­nin, kapi­tan Tade­usz Kutek. Wszystko wska­zuje na to, że miał, rację.

Jan M. Fijor
„Wprost” 2003-10-15

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 13

  1. jan bober katowice pisze:

    oby tak dalej bo polacy to pra­co­wity naród

  2. Piotr bass pisze:

    hm.bo z sze­fem sie ktos poklu­cil to sie wku­zyl i zostal millionerem??hehe,i po co takie bzdury pisac,ma kase bo mial glowe a nie ze ktos go wkuzyl,a co do boba­kow to Fran­ci­szek bobak wszystko rospo­czol i rosl a od kad jego syno­wie wzieli sie za sklepy to tylko wszystko rozbijaja,mieszkam tu i wiem

  3. Rodak pisze:

    czemu nie napi­szą jak Ci ludzie potra­fią swo­ich pra­cow­ni­ków (rodaków)wyzyskiwać np Bost Corp.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    W jaki spo­sob jeden czlo­wiek moze dru­giego wyzy­ski­wac? Zmu­sza go do pracy? Bije go? Nie rozu­miem. Jesli nie odpo­wa­ida panu praca w BOST, to niech pan zre­zy­gnuje a nie bre­dzi o wyzy­sku. Jan M Fijor

  5. Jerzy Paprocki pisze:

    Tylko wiedza,praca,rodzina i miłosc do ojczy­zny sie liczy.Ale pamie­taj i sto­suj stare hasło Pola­ków Bóg,Honor i Ojczy­zna. Kasa jest tez przy­dat­nia w zyciu , a wro­go­wie tej broni bar­dzo sie boją .Pamie­taj o swo­jej ojczy­znie i bli­znich potrzebujących.Inwestuj w w Pol­sce swoje pie­nia­dze bo bogaty Polak to bogata Polska.

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Ale jesli twoj wla­sny rzad staje na glo­wie, zeby cie za twoj ide­alizm uka­rac. Jesli ten rzad utrud­nia ci inwe­sto­wa­nie i trak­tuje cie jak ban­dziora, to ulo­kuj swoje pie­nia­dze gdzie indziej. W ten spo­sob tez bedziesz patriota. Uchro­nisz bowiem maja­tek Polaka przed strata, a przy oka­zji bedziesz bogaty. Jan M Fijor

  7. cichy pisze:

    ojo­joj, o Bost Corp. mozna by pisac i pisac, wyszedl by tekst dluz­szy od tego powy­zej, ale komen­ta­rze kry­tyczne sa tu chyba nie­mile widziane.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    U nas wszystko jest mile widziane, byle bylo prawdą i słu­żyło ludziom. Pro­szę pisać. Ukłony Jan M Fijor

  9. cichy pisze:

    posta­ram sie wiec opi­sac kilka nie­pra­wi­dlo­wo­sci wyste­pu­ja­cych w Bost Corp., z punktu widze­nia pra­cow­nika wyglada to tak ze oszczed­no­sci szuka sie wsze­dzie, nawet tam gdzie stwa­rza to zagro­ze­nie dla zdro­wia i zycia pra­cow­ni­kow np:
    posia­damy dwa wozki widlowe (Hyster 55 i Hyster 60) o udzwigu 5500 fun­tow kazdy, co daje w sumie 11000 fun­tow udzwigu, jak wiec (uzy­wa­jac ich jed­no­cze­snie) pod­no­sic ladunki o wadze 14000, a nawet 17000 fun­tow? ano mozna, uzy­wa­jac pra­cow­ni­kow jako prze­ciw­wagi dla ladunku (staja oni na tyle wozka), wyna­je­cie wieksz­zego wozka, wyna­je­cie dzwigu czy tez zbu­do­wa­nie sow­nicy bylo by prze­ciez zbyt kosz­towne.…… a pra­cow­ni­kom pozo­staje modlic sie zeby hydrau­lika wytrzymala.

  10. zaliwajka pisze:

    A ja tam miesz­ka­lem kupe lat !!!I kocham Ameryke!!!I kocham Chi­cago .Trzeba bylo pra­co­wac cza­sami ciezko .Jed­nak kazdy sie cie­szyl jak robota byla w sobote !!!Wro­ci­lem do Pol­ski po 20 latach .Znam tez Kanade bo tez tam miesz­ka­lem jest inna niz Stany.Niech Bog ma w Opiece miej­sce gdzie uczci­wie mozna pra­co­wac i zaro­bic na przy­zwo­ite zycie !!!
    Pozdra­wiam Pana Fijora i Wszystkich !!!

  11. Bogdan Łodyga pisze:

    i bar­dzo dobrze

  12. krecony pisze:

    zaro­bi­lem na kuchar­skim i bobaku tro­che .wro­ci­lem do kraju i ame­ryke zwie­dzam juz tylko z pie­cio­oso­bowa rodzina.moze kie­dys moje dzieci znow sie tam wybiora ale na obecny czas naprawde wiel­kie pie­nia­dze mozna zaro­bic tu w pol­sce i europie.pozdrawiam obecna emigracje.

  13. Jan M. Fijor pisze:

    I cał­kiem słusz­nie! USA kra­jem tury­stycz­nym! Pozdra­wiam JM Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*