Gore na prezydenta?

Przy­zna­nie wice­pre­zy­den­towi Alber­towi Gore Poko­jo­wej Nagrody Nobla nie poprawi repu­ta­cji noblow­skiegto komi­tetu, moze jed­nak roz­wia­zac wiele pro­ble­mow Ame­ryki. Wypo­sa­zony w pre­stiz nagrody Gore moglby wystar­to­wac jako kan­dy­dat na pre­zy­denta i zwyciezyc.

Spry­ciarz

Wbrew temu co sie powszech­nie sadzi, Gore jest wcale zlym kan­dy­da­tem. Powiem wie­cej, w gro­nie licza­cych sie pre­ten­den­tow do Bia­lego Domu, zarowno po stro­nie repu­bli­kan­skiej, a zwlasz­cza demo­kra­tycz­nej, nie ma dzi­siaj nikogo lep­szego.
Eko­lo­gia, glo­balne ocie­ple­nie, tro­ska o czy­stosc pla­nety to sa hasla, ktore Gore przy­swoil sobie jesz­cze w cza­sach aka­de­mic­kich, kiedy o ochro­nie sro­do­wi­ska mowilo sie w kate­go­riach „piekna przy­rody”. Szcze­goly tej cze­sci jego bio­gra­fii opi­sa­lem w Impe­rium absurdu, nie bede sie nimi ponow­nie zaj­mo­wal. Powiem tylko, ze w poczat­ko­wym okre­sie swej eko­lo­gi­cza­nej kariery, pozniej­szy sena­tor i wice­pre­zy­dent byl w swo­ich pogla­dach naprawde szczery i uczciwy, dopiero pozniej odkryl, ze takie podej­scie nie poplaca. Dla­tego z cza­sem swoje wcze­sne zami­lo­wa­nia quasi­nau­kowe wyko­rzy­stal Gore w karie­rze poli­tycz­nej. O ile sena­to­rem zostal w spo­sob kla­syczny, czyli dzieki koli­ga­cjom rodzin­nym (ojciec takze byl poli­ty­kiem, a wuj, Gore Vidal oszo­lom i idol poko­le­nia hip­pi­sow), o tyle na wice­pre­zy­denta poszedl jako eko­log z pelna pre­me­dy­ta­cja. Wie­dzial bowiem, ze ochrona sro­do­wi­ska, efekt cie­plar­niany i tego typu hasla „nowej ide­olo­gii” otwie­raja serca, a zwlasz­cza port­fele dobrych i wra­zli­wych ludzi. Al Gore to zwy­kly spry­ciarz (zeby nie popwie­dziec: cwa­niak), ktory z braku jakichs innych talen­tow, czy to w biz­ne­sie, czy w nauce, chce za wszelka cene zna­lezc sobie nisze, w kto­rej moglby utrzy­mac wysoka pozy­cje. Dzieki upo­rowi i wie­rze w to co robi, zaszedl juz wysoko, a byc moze zaj­dzie jesz­cze wyzej. Jesli dosta­nie nagrode Nobla, jest w sta­nie poko­nac swo­ich przed­ciw­ni­kow z par­tii demo­kra­tycz­nej i uzy­skac jej nomi­na­cje. Z braku sil­nych pre­ten­den­tow po stro­nie repu­bli­kan­skiej Gore moze zostac prezydentem.

Strach przed dynastia?

Popar­cie dla Gore’a, a zwlasz­cza zglo­sze­nie go do nagrody Nobla ma glow­nie na celu wzmoc­nie­nie jego pre­stizu i wyeli­mi­no­wa­nie naj­po­wa­zniej­szej kan­dy­datki do nomi­na­cji demo­kra­tycz­nej, Hil­lary Clin­ton. Mimo calej swej popraw­no­sci poli­tycz­nej i sym­pa­tii sro­do­wisk lewi­co­wych, wszy­scy czuja, ze Clin­to­nowa moze wygrac z kan­dy­da­tem repu­bli­kan­skim i zostac pre­zy­den­towa. Nawet lewicy nie podoba sie wizja kraju rza­dzo­nego przez cwierc wieku przez dwie dyna­stie. Gdyby Clin­to­nowa wygrala, a nie daj Boze, na dwie kaden­cje, mie­li­by­smy w USA nie­prze­rwa­nie od roku 1988 do 2016 – czyli przez 28 lat — rzady dwoch rodow: Bushow — Clin­to­now.
Powo­dem nie­checi do p. Clin­to­no­wej sa nie tylko sko­ja­rze­nia monar­chi­styczne. Wystar­czy przyj­rzec sie tro­che bli­zej jej kan­dy­da­tu­rze, by prze­ko­nac sie, ze jest to osoba cal­ko­wi­cie pozba­wiona kwa­li­fi­ka­cji, nie­do­swiad­czona, pozba­wiona cha­ry­zmy – bez osia­gniec. Do tego jest wyjat­kowo nie­sym­pa­tyczna. Jedno co w zyciu dobrze robila, powie­dzial ostat­nio Rush Lim­bauhg – to umie­jet­nie pozby­wala sie kocha­nek meza. Jedy­nie w tej dzie­dzi­nie ma talent i suk­cesy. Prze­ra­za­jace sa jej wizje, zwlasz­cza ujsilne daze­nie do upan­stwo­wie­nia slu­zby zdro­wia. Nawet lewica wie, czym to pach­nie.
Drugi z kan­dy­da­tow Demo­kra­tow, Barak Obama, o niebo lep­szy od byle Pierw­szej Damy, jest nie­stety czar­no­skory, a to wciaz wywo­luje w Sta­nach Zjed­no­czo­nych nie­do­bre sko­ja­rze­nia.
Led­wica nie chce oddac zwy­cie­stwa Repu­bli­ka­nom, wie jed­nak, ze kle­ska bedzie wybor Hil­lary Clin­ton do Bia­lego Domu. Stad roz­sad­nym kan­dy­da­tem wydaje sie byc Al Gore. Nobel pod­nie­sie jego pre­stiz i na pewno poprawi repu­ta­cje inte­lek­tu­alna, ktora do tej pory nie byla naj­lep­sza. Gore ucho­dzi wciaz za czlo­wieka sztyw­nego, malo lot­nego, bez fan­ta­zji i samo­dziel­no­sci. Nie sa to wcale jakies wady wyjat­kowe. Obe­ecny pre­zy­dent ma ich znacz­nie wiecej.

Pod Gorem…

Jesli moje here­zje, czyli ewen­tu­alne zwy­cie­stwo Gore’a kogos prze­ra­zaja, niech sobie tylko wyobrazi, co by sie dzi­siaj dzialo z Ame­ryka, gdyby to Gore, a nie Geo­rge W. zostal pre­zy­den­tem. Pod Gorem nie doszlo by naj­praw­do­po­dob­niej do wojny w Iraku i Afga­ni­sta­nie, a w jej kon­se­kwen­cji do kra­chu dolara, zwol­nie­nia gospo­dar­czego, rosna­cej infla­cji i kilku innych bola­czek, ktore moga posta­wic Stany Zjed­no­czone przed trudna i skom­pli­ko­wana per­spek­tywa.
Mimo kon­ser­wa­tyw­nej reto­ryki Busha, Albert Gore bylby od niego duzo bar­dziej powscia­gliwy jak cho­dzi o roz­bu­dowe apa­ratu wla­dzy, a tym samym wydatki budze­towe i podatki. Trudno zreszta zna­lezc poli­tyka bar­dziej roz­rzut­nego od pre­zy­denta Busha. Jesli ktos w Gore’a nie wie­rzy, niech sobie przy­po­mni plan „zmniej­sze­nia rzadu”, jaki Clin­ton na poczatku swej pre­zy­den­tury przy­dzie­lil zastepcy. Gore pole­ce­nie zro­zu­mial doslow­nie i trzeba bylo nie lada zabie­gow ze strony spryt­nego Billa, aby do zmniej­sze­nia apa­ratu wla­dzy w Bia­lym Domu naprawde nie doszlo. Gore, moze nie ze wzgle­dow pryn­cy­pial­nych czy ide­olo­gicz­nych, ale jed­nak cichy sym­pa­tyk Reagana, chcial poka­zac, ze rzad naprawde mozna zmniej­szyc. Jako pilny uczen mistrza Clin­tona nauczyl sie rza­dzic bez rza­dze­nia, a wiec robic to, o co zabiega w Pol­sce od lat Unia Poli­tyki Real­nej. Nie jest czlo­wie­kiem zbyt pra­co­wi­tym, wiec we wla­dzy widzi jedy­nie apa­naze: blichtr i pre­stiz. One mu wystar­cza. Podob­nie jak Bill Clin­ton, Gore rza­dzic nie musi. I bar­dzo dobrze. Im poli­tyk mniej rza­dzi, tym wie­cej wla­dzy oddaje oby­wa­te­lom. Z per­p­sek­tywy ostat­nich 12 lat wia­domo, ze dokad Clin­ton rza­dzil, dotad byly pro­blemy. Odkad prze­ka­zal wla­dze Ala­nowi Gre­en­spa­nowi, uda­jac jedy­nie, ze ja spra­wuje, gospo­darka roz­kwi­tla. Co prawda, po jego odej­sciu nastala godzina prawdy, jed­nakze w porow­na­niu z tym, co zapro­po­no­wal Ame­ryce jego nastepca, byla to sie­la­naka. Kyry­zys na rynku papie­row war­to­scio­wych z prze­lomu 2000 i 2001 byl niczym w poro­wa­niu do kry­zysu, jaki prze­zywa Ame­ryka dzisiaj,czy prze­zyje za rok lub dwa.
Przy calym swym podo­bien­stwie w meto­dzie rza­dze­nia, Gore jest jed­nak duzo mniej cyniczny od swego mistrza. Jest przy tym bar­dziej rodzinny, kole­zen­ski, szczery, wra­zliw­szy i chyba tez praw­dziw­szy. A ze jest row­no­cze­snie nieco mniej pewny sie­bie, bedzie mu bar­dziej zale­zalo na apro­ba­cie spo­lecz­nej. Dla Al’a nie do pomy­sle­nia jest sytu­acja, w kto­rej poziom jego akcep­ta­cji spa­dlby poni­zej 30 pro­cent, jak w przy­padku George’a W. Busha. W takiej sytu­acji sta­nalby na glo­wie, zeby to popra­wic – zli­kwi­do­walby poda­tek docho­dowy, przy­znal dar­mowy Inter­net czy tp.

Gore do Bia­lego Domu

Eko­lo­go­wie to mocne lobby, ale w przy­padku Gore’a nie ma powo­dów do obaw. Cala jego reto­ryka czy­stej pla­nety i glo­bal­nego ocie­ple­nie to jedy­nie wiara i to dość słaba. W prze­ci­wień­stwie do praw­dzi­wych oszo­ło­mów od ochrony śro­do­wi­ska nie grozi on ani zamknię­ciem fabryk, czy likwi­da­cją kapi­ta­li­zmu. Z braku innych umie­jęt­no­ści, eko­lo­gię wyko­rzy­sta jako tram­po­linę do kariery. Powy­śej Nobla i Bia­lego Domu nie pod­sko­czy. Poza tym Gore to dobry Ame­ry­ka­nin. Cyniczne jest to co napi­sa­łem? Pew­nie tak, ale tacy wła­śnie ludzie robią dziś świa­towe kariery. I chyba dobrze, bo ener­giczni idioci, bojow­nicy czy ide­olo­go­wie – a wśród obec­nych kan­dy­da­tów na fotel pre­zy­denta USA w 2008 aż sie od takich roi: Hil­lary Clin­ton, Rudy Giu­liani, John McCain, że wymie­nię tylko trójkę naj­po­waż­niej­szych pre­ten­den­tów — są od cyni­ków znacz­nie groźniejsi.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-10-27

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 6

  1. ecot pisze:

    O ile do wojny w Iraku być może by nie doszło to jed­nak w Afga­ni­sta­nie byłaby na 100% tam miał swą główną bazę Bin laden

  2. J.Sz. pisze:

    Sza­nowny „ecot”, nie jestem prze­ko­nany czy inter­wen­cje USA w Iraku lub Afga­ni­sta­nie maja wiele wspol­nego z Bin Lade­nem:) A 100% pew­no­sci w poli­tyce, jak i w zyciu, chyba byc nie moze. Pozdra­wiam ps.

  3. KelThuz pisze:

    To co, Ron Paul jest już ska­zany na straty?

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Ma jesz­cze cien szansy, ale esta­bli­sh­ment go igno­ruje. To jeden ze spo­so­bow eli­mi­na­cji. Po ostat­niej deba­cie mial 35 pro­cent glo­sow tele­wi­dzow, na co „fair and balan­ced” Brit Hume z Fox News wyra­zil zdzi­wie­nie; To nie­mo­zliwe?! Pozdra­wiam Jan M Fijor

  5. Frost pisze:

    O Gorze i jego nacią­ga­nej teo­rii świet­nie opo­wiada film Glo­bal War­ming Swindle

  6. Nataniel pisze:

    Nie­stety taki jest Jan Fijor. Cie­kawy, rze­komo zwo­len­nik kapi­ta­li­zmu, ale nie­stety jego prze­wi­dy­wa­nia poli­tyczne nigdy sie nie spraw­dzily. Goracy Kato­lik, ktory padal przed olta­rzem na twarz przed takim cwa­nia­kiem misty­cy­zmu, jakim byl i jest Ojciec Hejno. A wogole to dobry dzien­ni­karz i pisarz, kto­remu bra­kuje filo­zofi zycia, zeby sie sam z soba nie sza­mo­tal. Ale trudno takiemu na dluz­sza mete wiezyc.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts