Gość w dom

Ame­ry­ka­nie nie mogą znieść obo­wiązku wizo­wego dla Pola­ków, ponie­waż zbyt duża liczba podań oby­wa­teli pol­skich o wizę jest przez amba­sady i kon­su­laty odrzu­cana. Argu­men­ta­cja ta przy­po­mina popu­larną w PRL grę kar­cianą, zwaną „chrusz­czówka”, w któ­rej stroną zwy­cię­ską był zawsze „Chrusz­czow”, ponie­waż to on usta­lał w trak­cie gry jej reguły, któ­rych rzecz jasna inni gra­cze nie znali.

Jeśli sta­tus wizowy Pola­ków zależy od liczby podań odrzu­co­nych (ich udział nie może prze­kro­czyć 3 pro­cent), wystar­czy odrzu­cać odpo­wied­nią ilość, by Polacy nigdy nie osią­gnęli sta­tusu bez­wi­zow­ców. Wszak kry­te­rium odmowy przy­zna­nia wizy jest indy­wi­du­alną sprawą każ­dego kon­sula, który może odrzu­cić wizę tylko dla­tego, że wskaź­nik odrzu­ceń jest aku­rat nie­po­ko­jąco niski. N.b. obec­nie wynosi on ok. 13 pro­cent. Takie mgli­ste kry­te­rium unie­moż­li­wia odrzu­co­nym jaką­kol­wiek pro­ce­durę odwo­ław­czą, gdyż nie wia­domo od czego się wła­ści­wie odwo­ły­wać. Zresztą w prak­tyce Depar­ta­ment Stanu pozba­wił prawa do odwo­ły­wa­nia się od decy­zji kon­sula i sprawa jest załatwiona.

W wyjąt­ko­wych okre­sach histo­rii Ame­ry­ka­nie sto­so­wali przy­wi­lej przy­zna­wa­nia oby­wa­tel­stwa oso­bom, które zde­cy­do­wały się wal­czyć o bez­pie­czeń­stwo USA. Tak działo się w trak­cie wojny wyzwo­leń­czej, kore­ań­skiej, wietnamskiej…Kiedy Polacy zaczęli wal­czyć o bez­pie­czeń­stwo Ame­ryki, czy to w Iraku czy w Afga­ni­sta­nie, sta­rego zwy­czaju zanie­chano. Dla­czego? Nie wiem. Mogę się jedy­nie domy­ślać. Być może w ten spo­sób wskaź­nik odmów wiz dla oby­wa­teli pol­skich spadłby i popsuł sta­ty­styki? W dzi­siej­szej sytu­acji nawet Kazi­mierz Puła­ski i Tade­usz Kościuszko mie­liby pro­blemy z wizą, w końcu obaj jechali do Ame­ryki pra­co­wać nie­le­gal­nie. Na szczę­ście w owych cza­sach Depar­ta­mentu Stanu nie było, dzięki czemu mogli zostać boha­te­rami Sta­nów Zjednoczonych.

Making long story short, admi­ni­stra­cja ame­ry­kań­ska ośmie­sza się poli­tyką wizową w sto­sunku do Pola­ków. Zwłasz­cza, że na odmo­wach i restryk­cjach tracą naj­wię­cej sami Ame­ry­ka­nie. Polacy jadą dzi­siaj do USA na zakupy. Jeśli nie pojadą do USA, to obku­pią się gdzieś w Azji lub Euro­pie. Do roboty jadą już tylko nie­zde­cy­do­wani, albo despe­raci. Ludzie ci podej­mują się pracy, któ­rej nie chce wyko­ny­wać nawet nie­le­galny Haitań­czyk. Nikomu miej­sca mnie zabie­rają, wręcz prze­ciw­nie, bez nich pozo­sta­łoby ono nie obsa­dzone, a praca nie­wy­ko­nana, o czym świad­czą masowe upa­dło­ści firm sprzą­ta­ją­cych, zaj­mu­ją­cych się pośred­nic­twem w zna­le­zie­niu niani do dziecka, czy budow­la­nych. Nawet ostat­nia poprawa kursu dolara nie jest w sta­nie uatrak­cyj­nić Sta­nów Zjed­no­czo­nych do poziomu porów­ny­wa­nego z okre­sem póź­nego Gierka i stanu wojen­nego. Dzi­siaj wię­cej niż na Jac­ko­wie czy Gre­en­po­in­cie można zaro­bić w Gru­dzią­dzu lub Cze­la­dzi, dokąd nie trzeba się tłuc przez pół świata, gdzie nie trzeba się cho­wać przed Immi­gra­tion, tułać po base­men­tach i upi­jać z tęsk­noty. W zasa­dzie jedyną grupą Pola­ków, któ­rzy widzą głęb­szy sens pracy w USA to super zawo­dowcy: infor­ma­tycy, auto­ma­tycy, naukowcy, spe­cja­li­ści od robo­tyki oraz „gwiazdy”, takie jak: Pudzian, Moż­dżer, Bachleda — Curuś i coraz licz­niej­sza gro­madka ope­ra­to­rów fil­mo­wych z Hol­ly­wood. Ci ludzie z wizą pro­ble­mów nie mają. Dają sobie dobrze radę w Pol­sce, dają w Euro­pie, ame­ry­kań­ska inno­wa­cyj­ność i kon­ku­ren­cyj­ność w dzie­dzi­nie high tech i w show busi­nessie wciąż stwa­rza pokusę wyso­kich zarob­ków. Pro­blem w tym, że coraz więk­szą ich część pożera infla­cja i fiskus. Admi­ni­stra­cja pre­zy­denta Obamy opra­co­wuje wła­śnie nowy pro­gram podat­kowy „rów­na­nia w dół”, który ma spłasz­czyć piki zarob­kowe. Zresztą ilu takich super zawo­dow­ców i gwiazd mamy w Pol­sce? Sto, dwie­ście osób rocznie?

Ist­nie­jąca poli­tyka wizowa świad­czy o braku pro­fe­sjo­na­li­zmu służb cel­nych i imi­gra­cyj­nych, zaś anty­pol­skie nasta­wie­nie Depar­ta­mentu Stanu, bo to jest insty­tu­cja pała­jąca wro­go­ścią wobec oby­wa­teli pol­skich, wpi­suje się w anty­imi­granc­kie nastroje z czasu Wiel­kiego Kry­zysu, Nowego Ładu, czy póź­niej, co odbi­jało się nie­ko­rzyst­nie na wyni­kach gospo­dar­czych USA, nie mówiąc o nastro­jach samych Ame­ry­ka­nów świa­do­mych nisz­cze­nia przez ich wła­sny rząd fun­da­men­tów ustro­jo­wych, wśród któ­rych wol­ność i imi­gra­cja zawsze odgry­wały pierw­szo­pla­nową rolę.

Taka poli­tyka rodzi fru­stra­cję i pogłę­bia kry­zys, co jesz­cze bar­dziej znie­chęca Pola­ków do wyjazdu za ocean.

W ciągu ostat­nich 4 lat liczba oby­wa­teli pol­skich, któ­rym przy­znano wizy wjaz­dowe do USA spa­dła z ponad 7000 w roku 2006, do nieco ponad 2000 w roku ubie­głym. Jest to mniej niż wynosi liczba Ame­ry­ka­nów sta­ra­ją­cych się o pracę w Pol­sce, wśród któ­rych coraz licz­niej­sza jest grupa pra­cu­ją­cych nie­le­gal­nie. Z tym, że u nas nikt z tego nie robi pro­blemu, bo i po co? Od wie­ków prze­cież wia­domo, że „gość (i to nawet nie­le­galny) w dom, to Bóg w dom”.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 4

  1. krzysiek pisze:

    a po co komu ame­ry­kan­skie wizy? w illi­nois jest 11% bez­ro­bo­cie. teraz do usa nikt juz by nie wyjechal.

  2. Przemek pisze:

    Tez mi sie tak wydaje — to ame­ry­ka­nie nie­dlugo beda chcieli przy­jez­dzac do Pol­ski pra­co­wac. Wtedy na miej­scu pol­skiego rzadu wpro­wa­dzil­bym wizy dla amerykanow

  3. Przemysław pisze:

    Przy­kro to pisać, ale wypada mi się zgo­dzić z przed­mów­cami. Po pro­stu Ame­ry­ka­nie naszą ogromną sym­pa­tię do nich zwy­czaj­nie prze­trwo­nili. Może na razie stać ich na to, żeby nas ole­wać, ale w przy­szło­ści, hm, kto wie…

  4. Jan M Fijor pisze:

    No i ja wla­snie o tym napi­sa­lem.
    Obu­rza mnie nato­miast hipo­kry­zja Ame­ry­ka­now, a sic­slej mani­pu­la­cje Der­part­ma­netu Stanu, ktory nas nie lubi.
    Pozdra­wiam
    JM Fijor
    ps. Inna sprawa, ze bez­ro­bo­cie nie swiad­czy wcale o braku pracy, o czy mozna sie rpze­ko­nac w Pol­sce, gdzie rpa­cuje okj. pol miliona cudzo­ziem­cow, a row­no­cze­snie 1,8 mln ludzi nie ma rze­komo pracy.,.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*