Gra o sumie ujemnej

      Podatki są z gruntu szko­dliwe. Od podat­ków nie przy­by­wa­nia ani pie­nię­dzy, ani pro­duk­cji, ani tym bar­dziej moty­wa­cji do dzia­ła­nia czy inwe­sto­wa­nia. Podatki są grą u sumie ujem­nej; wszy­scy – poza garstką poli­ty­ków — na nich tracą.

Szko­dliwy transfer

        Pre­mier Tusk tłu­ma­czy ludowi, że pla­no­wana pod­wyżka podat­ków kosz­to­wać go będzie kil­ka­na­ście gro­szy dzien­nie, co prak­tycz­nie nie wpły­nie na poziom życia. Pro­blem nie w tym, ile nas będzie kosz­to­wać poda­tek, lecz w tym, że znowu kilka czy kil­ka­na­ście miliar­dów ciężko zaro­bio­nych pie­nię­dzy zosta­nie prze­ję­tych (żeby nie powie­dzieć dosad­niej) z sek­tora pry­wat­nego do kie­szeni urzęd­ni­ków. Jeśli nawet część z tych środ­ków wróci do podat­nika, to i tak doj­dzie do zmar­no­wa­nie dużej czę­ści pie­nię­dzy, cho­ciażby dla­tego, że taki trans­fer kosz­tuje. Co wię­cej, następ­stwem podatku jest prze­pływ kapi­tału z rąk ludzi oszczęd­nych, gospo­dar­nych, pro­duk­tyw­nych, do nie­udacz­ni­ków, dar­mo­zja­dów i spe­cja­li­stów pod wyłu­dza­nia fun­du­szy publicz­nych. Pie­nią­dze skon­fi­sko­wane w postaci podatku, zamiast słu­żyć pomna­ża­niu majątku naro­do­wego, posłużą jego nisz­cze­niu. Jest to co naj­mniej poli­tyka krót­ko­wzroczna. Na krótką metę służy wła­dzy, ale netto hamuje roz­wój gospo­dar­czy i obniża poziom życia tych, któ­rzy zmu­szeni są ją finansować.

           Podatki płacą ludzie two­rzący bogac­two naro­dowe, a kon­su­mują naj­czę­ściej ci, któ­rzy bogac­twa two­rzyć nie potra­fią, albo nie chcą. W ten spo­sób kapi­tał słu­żący inwe­sty­cjom zmie­nia się w fun­dusz kon­sump­cji. Wydatki pań­stwa nie są bowiem inwe­sty­cjami, lecz kon­sump­cją. Pisze Mur­ray N. Roth­bard[1]: urzęd­nicy pań­stwowi nie kon­su­mują kupo­wa­nych pro­duk­tów bez­po­śred­nio, lecz o tym, które dobra będą pro­du­ko­wane, decy­dują ich życze­nia, dla­tego można ich nazwać konsumentami.

        Dla­tego poda­tek powo­duje znie­kształ­ce­nie alo­ka­cji zaso­bów, a ponie­waż są one rzad­kie, ude­rza w kon­su­men­tów, zmie­nia­jąc wza­jemną zależ­ność pro­duk­cji i dys­try­bu­cji; odcina jedną od dru­giej. Wsku­tek podat­ków, dochody przy­naj­mniej czę­ści pro­du­cen­tów nie zależą już od war­to­ści ich pro­duk­cji, lecz od uzna­nia decy­denta poli­tycz­nego. Przy­kład, opłaty nakła­dane na import samo­cho­dów uży­wa­nych kie­ro­wały stru­mień zysków od wyzy­ski­wa­nych kon­su­men­tów do wyzy­sku­ją­cych deale­rów kra­jo­wych. Im wyż­szy wolu­men opo­dat­ko­wa­nia, tym więk­sze znie­kształ­ce­nie tego procesu.

Prze­rzu­ca­nie podatków

        Nie prawdą jest, że pod­wyż­szony poda­tek VAT zosta­nie prze­rzu­cony na kon­su­men­tów. Co prawa, w przy­padku dóbr nie­ele­sta­tycz­nych, a więc takich, na które popyt nie zależy od ceny, podaż przy wyż­szym podatku VAT nie ule­gnie zasad­ni­czej zmia­nie, jed­nakże takich dóbr w koszyku prze­cięt­nego kon­su­menta jest nie­wiele. Gros pro­duk­tów, które obej­mie wyż­szy VAT, to dobra ela­styczne, na które popyt wraz ze wzro­stem ceny spada. Żeby zatem utrzy­mać sprze­daż (podaż) na pozio­mie dotych­cza­so­wym, to pro­du­cenci, a nie kon­su­menci będą musieli prze­jąć na sie­bie wyż­szy haracz VAT. Jak to uczy­nią? Obniżą zysk, a tym samym i pro­duk­cję, to jasne. Nie prawdą jest, że to koszt wpływa na cenę wyrobu. Jest dokład­nie odwrot­nie. To cena wpływa na koszt.

      W przy­padku obec­nej pod­wyżki VAT, ceny pozo­staną na tym samym pozio­mie, gdyż zależą one od popytu a nie od kosztu. Aby tak się stało, spad­nie podaż, czyli spad­nie pro­duk­cja. Wzro­śnie bez­ro­bo­cie, spadną zyski, obniżą się wydatki inwe­sty­cyjne – sło­wem zapła­cimy za ten „ratu­nek” gospo­darki, jak nazywa pod­wyżkę podatku VAT rząd. I to jest jedyny moż­liwy mecha­nizm, który potrak­to­wać można jako prze­rzu­ce­nia podatku w przód, ze sprze­dawcy na kon­su­menta. Spa­dek podaży ozna­cza bowiem wzrost ceny, a to spro­wa­dza się do tego, iż z rynku wypad­nie sze­reg pro­du­cen­tów, o czym było powyżej.

        Kto jak kto, ale pre­mier powi­nien wie­dzieć, że poda­tek jest znacz­nie bar­dziej dokucz­liwy, niż te kil­ka­na­ście gro­szy dzien­nie na osobę. Ucierpi cała gospo­darka, konieczny będzie nowy poda­tek, tym razem nie na pokry­cie defi­cytu, lecz na ochronę tych, któ­rych dotknął obecny poda­tek. Bo podatki szko­dzą wszyst­kim. Poli­ty­kom też!

Jan M Fijor

www.fijor.com


[1] Mur­ray N. Roth­bard, Inter­wen­cjo­nizm czyli wła­dza a rynek, tłum. R. Rudow­ski, Fijorr Publi­shing 2009 str. 126 i n.

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 4

  1. czytelnik pisze:

    Tak, trzeba było nam wszyst­kim zagło­so­wać na JKM. Obecny pre­mier, jako skromny magi­ster (histo­rii?) ma kło­poty z logicz­nym myśle­niem i byle poseł zbija go z tematu pod­czas uza­sad­nia­nia teo­rii pod­wyżki VAT-u.

  2. Jan M Fijor pisze:

    Z tym, ze b yle posel tez tego nie wie, bo jest to prawda niewygodna.

    pozdr

  3. Piotr pisze:

    Nie cał­kiem jest to prawda, że całość pod­wyżki podatku wezmą na sie­bie pro­du­cenci.
    Ten koszt się podzieli po czę­ści mię­dzy pro­du­cen­tów i kon­su­men­tów — tak, aby przy nowej (wyż­szej) cenie podaż i popyt się rów­no­wa­żyły.
    Jeśliby cena nie wzro­sła, to obni­że­nie podaży przez pro­du­cen­tów przy nie­zmie­nio­nym popy­cie spo­wo­do­wa­łoby nie­do­bory na rynku. Więc cena musi wzro­snąć, aby obni­żyć popyt w tym samym stop­niu, w któ­rym zma­leje podaż.

  4. Jan M Fijor pisze:

    Gene­ral­nie pokryja to pro­du­cenci, ale pew­nie tro­che spre­daw­cow być może też, ale pod warun­kiem, że nikt nie wypa­dłz biz­nesu, ale moim zda­niem, przy pod­wyżce cen odpad­nie część spo­rze­daw­ców i pro­du­cen­tów, krzywe podaży i popytu prze­tną się bar­dziej w lewo.

    Pozdra­wiam
    .

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts