Hipokryci

W poło­wie lipca b.r., Komi­sja Euro­pej­ska przy­go­to­wała dyrek­tywę, zmu­sza­jącą ope­ra­to­rów tele­fo­nii cyfro­wej do obni­że­nia wyso­ko­ści opłat roamin­go­wych o co naj­mniej połowę. Kilka dni póź­niej, w ślad za Bruk­selą, poszli urzęd­nicy Arcep, fran­cu­skiego regu­la­tora tele­fo­nii, któ­rzy wymu­sili na ope­ra­to­rach tele­fo­nii komór­ko­wej dwu­dzie­sto­pro­cen­tową obniżkę opłat hur­to­wych za wia­do­mo­ści tek­stowe (sms). Do walki o niż­sze ceny połą­czeń pomię­dzy komórką a tele­fo­nem sta­cjo­nar­nym staje nasz Urząd Komu­ni­ka­cji Elek­tro­nicz­nej. Ta, godna pochwały ini­cja­tywa urzę­dów regu­la­tor­skich, wywo­łała w kołach libe­ral­nych pewną kon­ster­na­cję. Jak to moż­liwe, że coś, czego nie udało się przez lata zała­twić ryn­kowi, udało się zała­twić urzęd­ni­kom? Dla­czego obni­że­nia cen nie osią­gnięto na dro­dze walki kon­ku­ren­cyj­nej? Czyżby wolny rynek zaczy­nał zawo­dzić?

Praw­dziwe intencje

Dla­czego komi­sa­rze unijni uwzięli się na tele­fo­nię komór­kową? Czy dla­tego, żeby ulżyć losu abo­nen­tów? Oczy­wi­ście, że nie. Wielka filo­zofka ame­ry­kań­ska, Ayn Rand mawiała, że czło­wiek zdrowy ma umy­śle działa wyłącz­nie dla wła­snej korzy­ści. Tak było też z regu­la­to­rami, któ­rych jedy­nym celem jest ich wła­sne dobro. W tym kon­kret­nym przy­padku cho­dzi z jed­nej strony o wywo­ła­nie wra­że­nia tro­ski o oby­wa­tele (abo­nenta), co prze­kłada się na głosy w cza­sie wybo­rów, z dru­giej zaś, o dodat­kowe zyski; każda nowa regu­la­cja, to prze­cież dla regu­la­tora dodat­kowe źró­dło docho­dów. Gdyby regu­la­to­rom z Bruk­seli, Arcep czy UKE cho­dziło naprawdę o dobro abo­nen­tów, to by zamknęli swój urząd i zezwo­lili na wolną kon­ku­ren­cję w zakre­sie usług tele­fo­nii komór­ko­wej. Prze­cież to wła­śnie regu­la­cje i regu­la­to­rzy dopro­wa­dzili do tak wyso­kich opłat. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych, gdzie wol­ność w tele­ko­mu­ni­ka­cji jest o niebo więk­sza niż w Euro­pie, ceny połą­czeń tele­fo­nicz­nych są co naj­mniej o połowę niż­sze niż u nas. Ich spa­dek, mający tam miej­sce jesz­cze w latach 1980., spo­wo­do­wany został refor­mami Ronalda Regana, który wymu­sił na Kon­gre­sie m.in. rezy­gna­cję z regu­la­cji usług tele­ko­mu­ni­ka­cyj­nych. Pokło­siem dere­gu­la­cji był wzrost kon­ku­ren­cji na rynku, a w efek­cie masowa tele­fo­ni­za­cja, roz­wój Inter­netu oraz nie­zwy­kle tania tele­fo­nia cyfrowa — tań­sza od euro­pej­skiej nie­kiedy aż o 70 proc.
Ochroniarze

Wyso­kie ceny euro­pej­skich usług tele­fo­nicz­nych wywo­łane są mniej­szą niż w Sta­nach Zjed­no­czo­nych kon­ku­ren­cją na rynku dostaw­ców tych usług. Bo to kon­ku­ren­cja, a nie regu­la­cje, wymu­sza na ope­ra­to­rach obni­że­nie kosz­tów i cen, dopro­wa­dza­jąc je do naj­niż­szego moż­li­wego poziomu. Marża nie­miec­kiego T-mobile jest w Sta­nach Zjed­no­czo­nych o ok. 30 proc. niż­sza niż w jego nie­miec­kich czy pol­skich „filiach”. Dla­czego usługi T-mobile kosz­tują w Sta­nach Zjed­no­czo­nych połowę mniej niż w Niem­czech? Dla­tego, że sto­su­jąc wyż­sze ceny T-mobile nie spro­stałby kon­ku­ren­tom. Kon­ku­ren­cja innych ope­ra­to­rów wymu­sza opty­ma­li­za­cję pro­duk­cji, a tym samym niż­sze ceny. W Euro­pie mecha­nizm ten działa znacz­nie sła­biej, albo w ogóle. Tutaj przed kon­ku­ren­cją chro­nią ope­ra­to­rów regu­la­to­rzy. Ceną tej ochrony są hor­ren­dal­nie wyso­kie opłaty kon­ce­syjne i licen­cje.
Legen­darny pre­zes Gene­ral Elec­tric, Jack Welch, przy­rów­nuje dzia­łal­ność regu­la­to­rów do ochrony dostar­cza­nej przed­się­bior­com przez mafię; wy nam zapła­ci­cie (za kon­ce­sje), my was ochro­nimy (przed kon­ku­ren­tami). Trzej, dopusz­czeni na rynek przez dawny Urząd Regu­la­cji Tele­ko­mu­ni­ka­cji pol­scy ope­ra­to­rzy komór­kowi zapła­cili urzę­dowi regu­la­cji za prawo pro­wa­dze­nia biz­nesu (czy­taj: za ochronę przed kon­ku­ren­cją) bli­sko 3 mld euro. Mniej wię­cej tyle samo zapła­ciła we Fran­cji, inna trójka: Orange, SFR i Bouy­gues. Za te pie­nią­dze pań­stwowy urząd strzeże ich przed kon­ku­ren­tami. Im wyż­sze opłaty kon­ce­syjne, tym sil­niej­sza ta ochrona. Dla­tego np. mek­sy­kań­ski mono­po­li­sta, Tele­fo­nos de Mexico, należy do naj­droż­szych i naj­gor­szych w świe­cie, pol­ski ope­ra­tor ERA pobiera za roaming trzy­krot­nie wię­cej niż jego bel­gij­ski czy fiń­ski kolega, a w Sta­nach Zjed­no­czo­nych roaming jest dar­mowy. Z tego samego powodu, abo­nenci usług wiel­kiej trójki (ERA, Plus i Orange) nie mogą się do 10 lat docze­kać kon­ku­renta, który by ulżył ich kieszeni.

Kij i marchewka

Biz­nes, który na wej­ściu zapła­cił 3 mld euro, nie licząc kosz­tów budowy infra­struk­tury, mar­ke­tingu, sprze­daży itp. chce sobie jak naj­szyb­ciej wyda­tek ten zre­kom­pen­so­wać, bo kapi­tał jest drogi. W okre­sie rekor­dowo niskiej ren­tow­no­ści obli­ga­cji skar­bo­wych, 3 mld euro przy­no­siły ich wła­ści­cie­lom, bez pracy, ok. 120 — 150 mln euro rocz­nie. Taki zysk osią­gają ope­ra­to­rzy komór­kowi na 2 — 3 mln abo­nen­tów. A gdzie sieć, insta­la­cje, kre­dyty, admi­ni­stra­cja, obsługa kon­su­menta, PR, reklama, bada­nia i roz­wój, dar­mowe apa­raty tele­fo­niczne etc. etc.? Trudno się więc dzi­wić, że się spie­szą i pod­no­szą ceny, zwłasz­cza że łaska urzęd­ni­cza na pstrym koniu jeź­dzi, o czym prze­ko­nała się nie­dawno fran­cu­ska trójka, któ­rej zarzu­cono rze­komą zmowę cenową i nało­żono grzywnę w wyso­ko­ści 542 mln euro. Kosz­tami tych pseudo regu­la­cji obciąża się abo­nenta — użyt­kow­nika, a więc tego, komu regu­la­cje miały słu­żyć. Regu­la­tor dobrze wie, kto go utrzy­muje. Przed­sta­wi­ciel Arcep, uza­sad­nia­jąc inge­ren­cję w sms-y stwier­dził, że „celem wymu­szo­nej obniżki cen jest zwięk­sze­nie kon­ku­ren­cyj­no­ści na kra­jo­wym rynku, który był dotąd zdo­mi­no­wany przez trzech ope­ra­to­rów”. Podob­nym argu­men­tem posłu­guje się kra­jowy UKE i komi­sa­rze bruk­sel­scy. Dla­czego więc nie dopusz­czą więk­szej ilo­ści ope­ra­to­rów, czyli nie zwięk­szą tej kon­ku­ren­cji? Bo jed­no­cze­śnie „ope­ra­to­rzy bory­kają się ze spo­wol­nie­niem tempa wzro­stu przy­cho­dów z euro­pej­skiego rynku, gdyż jest on już w znacz­nym stop­niu nasy­cony dużą liczbą tele­fo­nów komór­ko­wych”. To hipo­kry­zja, któ­rej przy­kła­dem mogą być ostat­nie regu­la­cje cen roamin­gów (ich udział w zyskach ERA, SFR czy T-mobile nie prze­kra­cza 0,8 proc.), czy usta­le­nie ceny hur­to­wej (cie­kawe, dla­czego nie deta­licz­nej?) na fran­cu­skie sms-y. I jak dotych­czas, kijowi nowych regu­la­cji – pod nie­obec­ność wol­nego rynku – towa­rzy­szy kosz­towna mar­chewka okresu ochron­nego. Za wszyst­kie te bez­sen­sowne dzia­ła­nia płaci bogu ducha winny i bez­bronny konsument.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-08-02

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 12

  1. Claude mOnet pisze:

    Nie­stety Panie Janie, święta prawda… Może zechciałby Pan zana­li­zo­wać w podobny spo­sób sta­cje radiowe i TV (podobno są kon­ce­sje na radio/TV SAT)? Są one o tyle waż­niej­sze od sieci komór­ko­wych, że sta­no­wią tubę medialną (zabez­pie­cze­nie) dla rzą­dzą­cych… Pozdrawiam,

  2. Krzysztof Skóra pisze:

    Witam Panie Janie :) Jestem młody,dopiero w tym roku zain­te­re­so­wa­łem się libe­ra­li­zmem, dzia­ła­niem rynku, ponadto korze­nie świa­to­po­glą­dowe są na wskroś lewi­cowe. Choć teraz wolę okre­śle­nie liber­ta­ria­nina, coś jak Roth­bard, Mia­sik, Gam­bone, Mises, szcze­rze mówiąc, z nimi się zga­dzam, ale w pew­nej mie­rze. Chcia­łem nato­miast popro­sić o Pomoc przy „krze­wie­niu” oświe­ce­nia eko­no­micz­nego na tere­nie Sosn­woca, jako że z tym mia­stem jestem zwia­zany od 22 lat, od urodzenia.Z góry dzię­kuję za odpo­wiedź w imie­niu Kole­gów z sosno­wiec­kiego KoLibra

    Ser­decz­nie Pozdra­wiam i Jako Typowy Lewak…VIVE WOLNY RYNEK!!!

  3. konserwa pisze:

    I co to jest tak wla­sci­wie ta kon­serwa? Kon­serwa jed­nym koja­rzy sie jako ste­chli­zna, jako zastoj, jak cos co sie dusi we wla­snym ide­owym sosie sta­gna­cji myslo­wej i zaco­fa­nia. Pro­gre­syw­nosc, czy poste­po­wosc nato­miast wydaje sie byc nowo­cze­sno­scia, cia­glymi zmia­nami, cos co nigdy nie jest sta­lym jak tylko Panta Rei — zna­czy, ze Wszystko Plynie.….A jeden z prlow­skich pro­mi­nen­tow to nawet uwa­zal Panta Rei za Towa­rzy­sza.… no bo rozu­mial i glo­sil, „ze nawet towa­rzysz Panta Rei mowil, ze Wszy­y­y­ystko Ply­nie, ze nie ma nic sta­lego, a co stale to nie­ru­sza­jaca sie kon­serwa. No tak… I coz by tutaj na to powie­dziec????
    A mnie sie wydaje, czy raczej uwa­zam, ze to co stale, to co jest kon­serwa, co sie nie zmie­nia nawet kiedy wiatr poli­tyczny w gebe. To wla­snie tak filo­zo­ficzne, poli­tyczne jak i eko­no­miczne Pryn­cy­pia. Cho­ciaz mam pewne zastrze­ze­nia co do kon­serwy, ze moze ma ta kon­serwa poli­tyczne i eko­no­miczne tj. wol­no­ryn­kowe wizje,ktorej brak tej libar­ta­rian­skiej kon­ser­wie fun­da­men­tow filo­zo­ficz­nych, co mozna by nazwac Prag­ma­ty­zmem, krot­kow­zrocz­no­scia prak­tycz­no­scia i jak by to nie zwal.
    Pro­gre­sywni z kolei, sa o wiele bar­dziej zaawan­so­wa­nymi Prag­ma­ty­kami niz Kon­serwa. Ci uwa­zaja, tak jak bol­sze­wicy, ze wszystko ply­nie, ze towa­rzysz Panta Rei mial racje; ze nie ma filo­zo­ficz­nych, moral­nych, poli­tyczny, czy eko­no­micz­nych zasad, bo wszystko, cale zycie jest w sta­nie plyn­no­sci — nie wlo­zysz nogi do tej samej rzeki, jak pisal Hera­klit, bo rzeka ply­nie, tak samo ja zycie Panta Rei… I z takich pry­mi­tyw­nych bzdur Hegel skle­cil mate­rialna dia­lek­tyke, a Marks ja ente­lek­tu­al­nie wzmoc­nil. Lenin i Sta­lin z cala ple­jada bol­sze­wi­kow prak­ty­ko­wal. I niby efekty kon­cowe byly nama­calne, to jed­nak lewica cia­aaagle odbija sie od dna noc­nika pel­nego odcho­dow Panta Rei.

  4. dyletant pisze:

    Cos mi tutaj nie gra. Autor J.F po latach pobytu w USA stwier­dzil, ze to tam w tej Ame­ryce okropny rezim-dyktatura no i sprze­dal wszystko, spa­ko­wal sie i wyje­chal do uko­cha­nej ojczy­zny na stale. Od tam­tego czasu oby­wa­tel J.F. stal sie zawzie­tym kry­ty­kiem USA, pogwal­ca­jac cze­sto wsze­la­kie prawa logiki w rozu­mo­wa­niu. III Rzczecz­po­spo­lita w/g opini autora, miala byc naj­bar­dziej zaawan­so­wa­nym kra­jem Wol­nego Rynku, czyli ostoja kapi­ta­li­zmu. Stu­diu­jac histo­rie i histo­rie inte­lek­tu­alna swiata, jak i nasze naro­dowe cechy, to sie nie­zmier­nie dzi­wi­lem z tak pochop­nych wnio­skow autora. Teraz widze, ze autor jak gdyby ock­nal sie z mara­zmu poprzed­niego mysle­nia ode­rwa­nych mysli, skle­ca­nych za pomoca crazy glue. Milo sie odczuwa swiezy powiew, ale czy to ma zna­czyc, ze autor na stale bedzie sie kie­ro­wal wypra­co­wa­nymi ramami odnie­sie­nia usta­lo­nymi na spraw­dzo­nych prze­slan­kach, to nie wiem. Przy­dalby sie jakis repor­taz z Izra­ela, albo repor­taz o walecz­nych z czcia i wiara par­ty­zan­tach Hezbollah.

  5. dyletant pisze:

    Sza­nowny Panie. O ile sie orien­tuje, to byl Pan zawzie­tym prze­ciw­ni­kiem, jak nie wro­giem of The Patriot Act, ktory to Act, pan­skim zda­niem byl kom­plet­nie bez­u­zy­teczny, nie­po­trzebny i pod­wa­za­jacy wol­nosc oso­bi­sta w USA. Dzi­siaj wszyst­kie dzien­niki swia­towe podaja w opar­ciu o dane Sco­tland Yardu i o ame­ry­ka­skie, ze byly i sa pla­no­wane zma­so­wane tj. glo­balne akty ter­ro­ry­styczne na Uni­ted Air­li­nes. Cale szcze­scie, ze nie jest Pan doradca pre­zy­denta Busha, cale szcze­scie, ze nie bie­rze sie pan­skich kon­klu­zji powa­znie. Wiec zycze Panu modlow z ojcem Hejno, za bez­pie­czen­stwo swiata od ter­ro­ry­zmu, ktory, jak Pan stwier­dzil, ist­nieje li tylko i wylacz­nie w cho­rej wyobra­zni „glu­piego” Busha. Ze ludzie potra­fia byc az tak naiwni.…. Vive la pol­ski kapi­ta­lizm. Vive la pol­ska mysl inte­lek­tu­alna zawo­do­wego dzien­ni­ka­rza Tylko kto wyedu­kuje naszych rodzi­mych edu­ka­to­row Wol­nego Rynku?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    The Patriot Act to oka­zja do zla­pa­nia Ame­ry­ka­now za twarz. Wojna z tero­ry­zmem jest bluf­fem. Jesli juz, niech bedzie wojna z ter­royr­stami. Niech pan sie prze­leci samo­lo­tem dzi­siaj, to zoba­czy, z kim wal­cza te wszyst­kie slu­zby bez­pie­czen­stwa. A co ostat­niego zama­chu to pra­gne zwroci uwage, ze 11 lat temu byla ope­ra­cja Bojinka, gdzie zamie­rzano uzyc ply­now (nitro­gli­ce­ryny) i jakos nie zaka­zno wnso­ze­nia ply­now na poklad. Wydaja bez sensu pie­nia­dze podat­nika, zeby sobie porza­dzic i pozyc, a tero­ry­sci graja im na nosach. Pozdra­wiam ze smut­kiem Jan M Fijor

  7. copy pisze:

    Tekst, czy też raczej ukryte w nim rozu­mo­wa­nie, a jesz­cze lepiej inten­cje gdyż wyraz „rozu­mo­wa­nie” koja­rzy się na ogół z wyra­zem „rozum”, jest tak głupi, że naprawdę szkoda na niego czasu. Czy­ta­łem tego typu pró­bek już ze 100, a może i 200, i wszyst­kie te tek­sty, co do jed­nego, brzmią dokład­nie tak samo.
    Ale aku­rat jestem w dobrym nastroju i spró­buje może jesz­cze raz napi­sac to, co wszy uży­wa­jący naj­zwy­klej­szego w świe­cie, pry­mi­tyw­nego wręcz rozumu i ele­men­tar­nej logiki dosko­nale wie­dzą i dla­tego z takich tek­stów jak ten kolegi Fijora czy­tają co naj­wy­żej tytuł i pod­pis.
    No więc p.Fijor napi­sał na wstę­pie zda­nie z któ­rym, sądząc z pozy­tyw­nej kono­ta­cji, naj­wy­raź­niej się zga­dza i trak­tuje je jako zało­że­nie:
    „Wielka filo­zofka ame­ry­kań­ska, Ayn Rand mawiała, że czło­wiek zdrowy ma umy­śle działa wyłącz­nie dla wła­snej korzy­ści.„
    Tak też to zda­nie potrak­tuję i w dal­szym ciągu nazy­wał je będę krótko „Zało­że­niem”. Zasto­suję je do dal­szych dywa­ga­cji p.Fijora odno­śnie pro­ble­mów ceny roz­mów, SMS’ów, zysków, kon­ku­ren­cyj­no­ści, wol­nego rynku etc..

    Jak wygląda reme­dium kolegi Fijora i innych miło­śni­ków tzw. wol­nego rynku na wszy tego typu pro­blemy ?
    1. Jeżeli zre­zy­gno­wać z inter­wen­cji np. pań­stwa i pozo­sta­wić wszy wol­nemu ryn­kowi to zgod­nie z Zało­że­niem zaczną się mno­żyć firmy tele­ko­mu­ni­ka­cyjne — żądne zysków.
    2. Firmy, któ­rych bedzie coraz wie­cej będą ze sobą kon­ku­ro­wać przy pomocy obni­ża­nia cen na swoje usługi, a więc kosz­tem swego zysku.
    3. Firm będzie wię­cej i wię­cej, koszty roz­mów co raz niż­sze, a zyski kapi­ta­li­stów co raz mniej­sze.
    4. W wyniku tego pro­cesu musi dojść do sytu­acji w któ­rej roz­mowy bedą naj­tań­sze z moż­li­wych, a zyski wła­ści­cieli zerowe.
    5. Sza­rzy ludzie korzy­stają, a wła­ści­ciele środ­ków pro­duk­cji mając z tytułu tej wła­sno­ści zerowe zyski żyją tylko z wła­snej pracy, ewen­tu­al­nie sta­rych oszczęd­no­ści lub zasił­ków — mamy więc ide­alny wprost socja­lizm !
    6. Zgod­nie z Zało­że­niem kapi­ta­li­ści są w tej sytu­acji oso­bami pozba­wio­nymi rozumu, tym bar­dziej, iż z pełną deter­mi­na­cją do tej sytu­acji dążyli — tak naka­zy­wał im wol­no­ryn­kowy rozum.
    7. Co się dzieje dalej ? Rów­nież zgod­nie z Zało­że­niem ci zdrowsi na umy­śle kapi­ta­li­ści zaczną się z tego inte­resu wyco­fy­wać, roz­wią­zy­wać swoje firmy tele­fe­re­kuku, zwal­niać ludzi — wszy zaczy­nają się prze­kwa­li­fi­ko­wy­wać.
    8. Wyco­fa­nie się czę­ści biz­nes­me­nów z kon­ku­ren­cji spo­wo­duje nie­rów­no­wagę roz­bu­cha­nego popytu tele­fere i zmniej­sze­nia podaży, co spo­wo­duje sto­sowny wzrost cen usług tele­fere.
    9. Wzrost cen tere­fere spo­wo­duje zmniej­sze­nie liczby abo­nen­tów co odbije się spad­kiem zysków wła­ści­cieli tele­fere, a więc zacznie się ich wyco­fy­wać jesz­cze wię­cej.
    10. Osta­tecz­nie musi na powrót dojść do sytu­acji wyj­ścio­wej, w któ­rej bedzie kilka firm mają­cych sto­sow­nie wyso­kie zyski pocho­dzące od nie­licz­nej, ale sto­sow­nie zasob­nej klien­teli.
    11. No i Da capo al fine abo Once more from the begin­ning — zaczną się mno­żyć nowe firmy ofe­ru­jące niż­sze ceny — patrz punkt 1 i następne po kolei !
    12. Jedyne co tu cie­kawe to pyta­nie: Ile razy i ilu ludzi w takim cyklu będzie się przekwalifikowywac.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Ceny spa­daja nie tylko kosz­tem zysku. Cza­sem dzieje sie wrecz prze­ciw­nie. Patrz: ford T, ktory przed spad­kiem ceny do 300 dol. za sztuke kosz­to­wal 20 tys. dol. Henry Ford stal sie miliar­de­rem jed­nak dopiero wtedy, gdy obni­zyl cene do 300 dol. Mial przy tym mono­pol. W chwili, gdy roz­po­czal eks­pan­sje swego pomy­slu po 300 dol. w USA pra­kytcz­nie wzyst­kie fabryki samo­cho­dow (a wcze­sniej, t.j. w 1903 roku bylo ich 2750) nale­za­aly do Henry Forda. Czy­tal pan ze 100 czy 200 tego typu tek­stow, ale byc moze nie doczy­tal sie pan wszyst­kiego. W kaz­dym razie za wpis dzie­kuje. Jan M Fijor

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Rosnie podaz, przy sta­lym popy­cie, cena spada. Rosnie popyt, przy ogra­ni­cza­nej podazy, cena rosnie. Sim­ple like that! Ludzie, zwani przed­sie­bior­cami, to osob­nicy prze­kwa­li­fi­ko­wu­jacy sie cale zycie, nie­ustan­nie. Ich spe­cy­fika polega na dosto­so­wy­wa­niu sie do nowych warun­kow na rynku. Ludzie, kto­rzy tego nie potra­fia, u tych pierw­szych pra­cuja. Dzie­kuje za wpis! Jan M Fijor P.S. Ja tez juz nie­zli­czone razy czy­ta­lem np., ze na kazde cialo zanu­zone w cie­czy dziala sila wyporu cie­czy etc. etc. Trudno na to pora­dzic; taka jest prawda!

  10. beze pisze:

    Napi­sał pan, iż „ceny spa­dają nie tylko kosz­tem zysku”. Pełna zgoda, mno­że­nie jest prze­mienne i nie­wąt­pli­wie 300 aut x 20000 USD/auto = 20000 aut x 300 USD/auto. Pana przy­kład z For­dem jest o tyle cie­kawy, w nawią­za­niu do pana głów­nego tek­stu o fir­mach tele, iż dokład­nie taki sam efekt dałoby jedno roz­po­rzą­dze­nie Kon­gresu przy­zna­jące kon­ce­sję na pro­duk­cję aut wyłącz­nie kole­dze For­dowi. Ford byłby miliar­de­rem, a 2750 innych pro­du­cen­tów musia­łoby zając się czymś innym lub … pra­co­wać dla Forda. Ina­czej by się to tylko w pana nomen­kla­tu­rze nazy­wało: raz: wolną grą wol­nego rynku i geniu­szem kolegi Forda, a drugi: lewac­kim znie­wo­le­niem. A wynik koń­cowy dokład­nie ten sam, zarówno dla kolegi Forda, innych przed­się­bior­czych, a chęt­nych do posia­da­nia dużej ilo­ści pie­nię­dzy, jak i dla miło­śni­ków moto­ry­za­cji, a nawet inży­nie­rów i robot­ni­ków te auta fak­tycz­nie produkujących.

    Napi­sał pan rów­nież, cytuję: „Rosnie podaz, przy sta­lym popy­cie, cena spada.„
    Zga­dza się, dla­tego pod­sta­wowe prawo mówi: Istotą wol­nego rynku nie jest zaspo­ka­ja­nie fak­tycz­nych potrzeb kon­su­men­tów, ale wytwo­rze­nie zapo­trze­bo­wa­nia na pro­dukty już ist­nie­jące. Gdyby ludziom nie powie­dzieć czego im potrzeba (przy już uru­cho­mio­nej na więk­szą skalę podaży) istotą wol­no­ryn­ko­wej pro­duk­cji byłoby zapeł­nia­nie magazynów.

    Rosnie popyt, przy ogra­ni­cza­nej podazy, cena rosnie.„
    Zga­dza się ponow­nie. Co roku, np. w lecie, rośnie popyt na napoje chło­dzące. Wyko­rzy­stuje ten fakt Pepsi i natych­miast pod­nosi ceny zosta­wia­jąc momen­tal­nie w tyle Coca-cole (pod wzglę­dem zysków). Cza­sami jest odwrot­nie.
    Ludzie nazy­wają to ‘wojną cenową’, a nie­któ­rzy twier­dzą, iż ta wojna pomię­dzy Pepsi i Coce to naj­dłuż­sza i naj­droż­sza wojna świata. Oczy­wi­ście jej koszty pono­szą wła­ści­ciele obu firm i dla­tego należą do paria­sów. Cóż, jeżeli mot­tem życia jest hasło ‘Spra­gnio­nych napoić’ to swoje trzeba odcierpieć.

    Sim­ple like that!„
    Of course, pro­ste jak sznu­rek w kieszeni.

    Ludzie, zwani przed­sie­bior­cami, to osob­nicy prze­kwa­li­fi­ko­wu­jacy sie cale zycie, nie­ustan­nie. Ich spe­cy­fika polega na dosto­so­wy­wa­niu sie do nowych warun­kow na rynku. Ludzie, kto­rzy tego nie potra­fia, u tych pierw­szych pra­cuja.„
    Zgoda, dla­tego np. Coca-cola w kra­jach o chłod­niej­szym kli­ma­cie pro­du­kuje sanki, łyżwy i kije hoke­jowe. A mogliby sprze­da­wać swoją coce np. w Afryce — cie­pło tam jak dia­bli. Dla­czego sprze­dają tam tak mało ? Cóż, wolny rynek naj­wy­raź­niej ma także swoje myste­ries.
    Przy oka­zji: Ile razy prze­kwa­li­fi­ko­wy­wał się kolega Ford ? Ile razy zmie­niał pro­fil pro­duk­cji z aut np. na pralki i/lub pra­co­wał u kogoś innego ?

    P.S. Ja tez juz nie­zli­czone razy czy­ta­lem np., ze na kazde cialo zanu­zone w cie­czy dziala sila wyporu cie­czy etc. etc. Trudno na to pora­dzic; taka jest prawda!„
    Trudno się z panem nie zgo­dzić. Dla­tego też gdy widzę gdzie­kol­wiek roz­dział p.t. ‘Prawo Archi­me­desa’ zazwy­czaj dalej już nie czy­tam.
    P.S. Sorry za bała­gan. Ktoś wkleił ten mój poprzedni tekst (napi­sany zresztą z myślą o innym forum) 3-krotnie.

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Gar­dzi pan ludzmi i to jest pan­ski pro­blem. Pan­stwo to tez ludzie, za reguly glupsi od tych, co biora zycie w swoje rece i nie zyja za podatki wdow i sie­rot. Pan­stwo tym sie roz­nic o pod­mio­tow pry­wat­nych, ze ma mono­pol na prze­moc. Mie­dzy pod­mio­tami pry­wat­nymi wymiana odbywa sie dobro­wol­nie. Mono­po­li­sta Ford sprze­da­walby samo­chody nadal po 20 tys. dol. bylyby one do tego zle, brzyd­kie o cze­sto sie psuly. Tak wla­snie bylo w prl i co z tego wyszlo? JMF

  12. tez_liberal pisze:

    nie­stety tele­fo­nię sta­cjo­narną można zde­cen­tra­li­zo­wać, bo można stwo­rzyć dowolną liczbę sieci tele­fo­nicz­nych
    (kabli mozna poło­żyć bar­dzo dużo)
    Z tele­fo­nią komór­kową jest gorzej, bo nie ma nie­skoń­czo­nej pojem­no­ści w ete­rze. Dopiero po przy­mu­sze­niu przez urzęd­ni­ków ist­nie­ją­cych sieci do wpusz­cze­nia kon­ku­ren­cji. zaczy­nają spa­dać ceny. Czyli przed zli­be­ra­li­zo­wa­niem tele­fo­nii trzeba zli­be­ra­li­zo­wać eter.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*