IPN contra Fijor

Młyny spra­wie­dli­wo­ści mielą powoli. Zwłasz­cza młyny IPN.

Naj­pierw posta­wiono mi blo­kadę na dostęp do mojej teczki. Potem igno­ro­wano moje pisma, na które – wbrew usta­wie – nie odpi­sał ani autor, ani dyrek­tor biu­le­tynu, ani nawet sam p. pre­zes Kur­tyka. Sytu­acja przy­po­mi­nała Kafkę; zosta­łem oskar­żony, uka­rany, nie wie­dzia­łem na jakiej pod­sta­wie i dla­czego. Nie mogłem nawet bro­nić się przed sądem, bo nie zna­łem adresu autora kalumni. Nawet kie­row­nic­two Biu­le­tynu IPN nie odbie­rało mojej poczty, zwra­ca­jąc ją z adno­ta­cją: „Adre­sat nie­znany”. Pod­da­nie się w takiej sytu­acji byłoby naj­lep­szym wyj­ściem, ozna­czało jed­nak przy­zna­nie się do winy i nara­że­nie na jesz­cze więk­szy ostra­cyzm śro­do­wi­ska wol­no­ścio­wego, na któ­rym mi bar­dzo zleży. No, więc krok po kroku, tydzień po tygo­dniu wyrą­by­wa­łem – z cza­sem już z pomocą adwo­kata – drogę do, mam nadzieję, prawdy. Dotar­łem do autora, Daniela Wicen­tego, potem pośred­nio do p. pre­zesa Kur­tyki, wpraw­dzie do teczki nigdy mnie nie dopusz­czono, udało mi się jed­nak dotrzeć do nie­któ­rych mate­ria­łów, które autor szka­lu­ją­cego mnie arty­kułu zataił. Nota bene zna­la­złem dowód na to, że histo­ryk, który na mój temat pisał nie widział nawet mojej teczki. Jedyną osobą, która teczkę widziała był jego prze­ło­żony, dr S. Cenc­kie­wicz i tylko on mógł zle­cić dr. Wicen­temu napi­sa­nie pasz­kwilu na mój temat. N.b. obaj „histo­rycy” nie posta­rali się nawet o zacho­wa­nie pozo­rów legal­no­ści pro­ce­dury. W końcu lustra­cja, nawet w piśmie histo­rycz­nym, musi mieć swoje uza­sad­nie­nie prawne. A nie miała.
Od początku mej bata­lii kwe­stio­nu­ją­cej praw­dzi­wość tez zawar­tych w gru­dnio­wym (2007) wyda­niu Biu­le­tynu, pra­gną­łem uzy­skać odpo­wiedź na pyta­nie: komu w IPN (a może wyżej) nara­zi­łem się do tego stop­nia, że mi zgo­to­wał tak „krwawą zemstę”? Bo muszę przy­znać, że nigdy w życiu nic tak bole­snego mnie nie spo­tkało. Nie mia­łem wąt­pli­wo­ści, że albo dr Daniel Wicenty ma do mnie jakąś zadrę, albo din­tojrę zle­cił mu ktoś „z góry”. Stąd, zanim się­gną­łem po pomoc praw­nika, zwró­ci­łem się do IPN z nastę­pu­ją­cymi pytaniami:

1. jaki był cel szka­lu­ją­cej mnie publi­ka­cji?
2. dla­czego autor nie skon­tak­to­wał się ze mną oso­bi­ście?
3. dla­czego ten­den­cyj­nie pomi­nął doku­menty świad­czące na moją rzecz?
4. i dla­czego kła­mał, bo w samym tek­ście jest kilka stwier­dzeń nieprawdziwych.

Dzie­więć mie­sięcy cze­ka­łem na odpo­wiedź licząc, że obej­dzie się bez roz­prawy sądo­wej. Nie­stety, w piśmie otrzy­ma­nym pod koniec wrze­śnia 2008 od Dyrek­tora Oddziału IPN w Gdań­sku, p. doc. dr. hab. Miro­sława Golona, kom­plet­nie zigno­ro­wano moje pyta­nia. I tak dowie­dzia­łem się, że choć autor nie widział mojej teczki i zataił nie­które ważne dla oceny mojego postę­po­wa­nia doku­menty, jego „praca została przy­go­to­wana z pełną sta­ran­no­ścią i z zacho­wa­niem meto­do­lo­gii badań”. Na zarzut nie­rze­tel­no­ści p. dr. hab. Golon pisze: „autor arty­kułu prze­ana­li­zo­wał kil­ka­dzie­siąt felie­to­nów autor­stwa J.M. Fijora, jego książkę „Jak zosta­łem milio­ne­rem oraz treść oświad­cze­nia doty­czą­cego zna­le­zie­nia się na tzw. liście Wild­ste­ina.” Napi­sał arty­kuł na pod­sta­wie moich tek­stów, czyli jest to moje samo­oskar­że­nie się?

Odno­śnie rze­tel­no­ści warsz­tatu histo­rycz­nego wyja­śnie­nie jest nastę­pu­jące: „wobec jed­no­znacz­nego stwier­dze­nie Pana J.M. Fijora i zaprze­cze­nia przez niego o współ­pracy z SB, autor uznał pro­wa­dze­nie roz­mów z boha­te­rem arty­kułu za bez­ce­lowe, gdyż nie miały one zna­czą­cego roz­strzy­gnię­cia dla przy­go­to­wy­wa­nej pracy.” Czy dla­tego, że „roz­strzy­gnię­cie” było przy­go­to­wane z góry? Nawet bez bada­nia zawar­to­ści teczki? Bez roz­mowy ze mną?
Jedy­nymi dowo­dami mojej współ­pracy są „mate­riały zacho­wane w IPN”, które „w spo­sób oczy­wi­sty wska­zują na współ­pracę J.M. Fijora z SB (tj. wła­sno­ręcz­nie pod­pi­sane zobo­wią­za­nie, kwe­stio­na­riusz oso­bowy ze zdję­ciem, raporty ze spo­tkań z J.M. Fijo­rem)”. Tym­cza­sem pod oświad­cze­niem, które wcale nie jest jed­no­znaczne z nawią­za­niem współ­pracy, pozo­stałe „mate­riały” były spo­rzą­dzone przez funk­cjo­na­riu­szy SB – bez mojego udziału i wpływu na ich treść. Nie wiem nawet skąd mieli moje zdję­cie?
W aktach SB nie ma niczego, co by wska­zy­wało na moją ini­cja­tywę; ani dono­sów, ani poświad­cze­nia odbioru pie­nię­dzy, są nato­miast pisma, które dowo­dzą, że współ­pracy nie było, co wię­cej, że za ten brak współ­pracy SB gro­ziła mi karą, a nawet postę­po­wa­niem sądo­wym o „dzia­łal­ność na szkodę pań­stwa pol­skiego”. Autor nie wspo­mina nawet, że w latach 1970 — 1978 otrzy­ma­łem 27 odmów pasz­por­to­wych „z waż­nych przy­czyn pań­stwo­wych”, oraz że od 1985 roku przez 17 lat miesz­ka­łem w USA. Kurio­zalny jest sam wątek książki „Jak zosta­łem milio­ne­rem”, który ma suge­ro­wać, że pew­nie zosta­łem milio­ne­rem, ponie­waż współ­pra­co­wa­łem z SB.
Paro­krot­nie komu­ni­ko­wa­łem się (oso­bi­ście i za pośred­nic­twem adwo­kata) z auto­rem, uma­wiał się ze mną, obie­cał spo­tka­nia, wyja­śnie­nia, w końcu oświad­czył, że kie­row­nic­two zabro­niło mu ze mną roz­ma­wiać. W takiej sytu­acji, nie pozo­staje mi nic innego, jak upie­rać się przy swoim i skie­ro­wać sprawę do sądu. Walkę tę będę toczyć do ostat­nich sił. Piszę o tym z sza­cunku dla prawdy, ale też dla tych wszyst­kich, któ­rzy poczuli nie­smak i zawód z powodu tej całej afery. A także z poczu­cia libe­ra­li­zmu, który mi p. Wicenty w tek­ście zarzuca; nie mogę pozwo­lić na to, by ktoś anga­żo­wał pie­nią­dze podat­nika dla doko­pa­nia komuś, kogo się aku­rat nie lubi.

Jan M. Fijor
„www.fijor.com” 2008-11-17

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 18

  1. j.szeliga pisze:

    Janek,

    bar­dzo dobrze! Nie ma IM co odpusz­czać, powodzenia!

  2. Gregor pisze:

    Panie Fijor, jeśli IPN skła­mał oczer­nia­jąc Pana to powi­nien ponieść kon­se­kwen­cje. Życzę Panu powo­dze­nia w walce o prawdę.

  3. JM Fijor pisze:

    IPN jest łako­mym kąskiem dla poli­ty­ków, któ­rzy mają oka­zję do szan­tażu ludzi, któ­rych nie lubią. Ja wiem, że bez­po­śred­nim zle­ce­nio­dawcą był Sła­wo­mir Cenc­kie­wicz, ale nie wiem jesz­cze w jakim celu to uczynił.

    Dzię­kuję za wyrazy otu­chy
    Pozdra­wiam
    JM Fijor

  4. Piter pisze:

    Jakie powody miał Cenc­kie­wicz żeby Pana oczer­nić? Mógłby Pan zgłę­bić temat?

  5. Piter pisze:

    Aha, i jesz­cze jedno pyta­nie. Jak się Pan usto­sun­kuje to notatki „Zobo­wią­za­nie” z Biu­le­tynu IPN 12/2007 str.31? Bar­dzo pro­sił­bym o odpo­wiedź, mimo że zapewne to dla Pana kło­po­tliwy temat.

  6. Jan M Fijor pisze:

    Wiosną2006 roku opu­bli­ko­wa­łem we Wprost dwa tek­sty n.t. sprze­da­wa­nia nie­miec­kim służ­bom archi­wial­nym przez pra­cow­ni­ków IPN doku­men­tów doty­czą­cych zbrodni hitle­row­skich w Pol­sce w cza­sie II wojny świa­to­wej. W rezul­ta­cie pole­ciały głowy w IPN. Jest jesz­cze drugi powód, rów­nie poważny, ale tego przed sprawą sądową nie mogę ujaw­nić.
    Co do zobo­wią­za­nia, to już paro­krot­nie pisa­łem, że dla mnie nie było ono rów­no­znaczne z nawią­za­niem współ­pracy, Pod­pi­sa­łem to czę­ściowo ze stra­chu, czę­ściowo dla świę­tego spo­koju, wie­dząc, że i tak nic z tego nie wynika. To dzi­siaj tak się je inter­pre­tuje. Naj­lep­szy dowód, że współ­pracy nie nawią­za­łem, pono­sząc z tego tytułu wiele nie­wy­gód i strat. M.in. dla­tego wyemi­gro­wa­łem z kraju.
    Jeśli ktoś znaj­dzie choćby ślad mojej współ­pracy, ma prawo mnie skar­żyć. I ja będę się tego domagać.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  7. Piter pisze:

    Dzię­kuje za odpo­wiedź. Życzę pomyśl­nego roz­wią­za­nia sprawy

  8. Stanisław Kowalski pisze:

    Jasiu! Nie daj się.Walcz do końca i wyja­śnij sprawę.Przeszedłeś twardą szkołę życia w „Żaczku”.Pozdrawiam!

  9. Jan M. Fijor pisze:

    I ja pozdra­wiam! JM Fijor

  10. apsajdałn pisze:

    Witam !
    Ja oso­bi­ście już nikomu nie wie­rze w naszym kocha­nym kraju!!!Jesli Pań­stwo tak ‚to życze wielu chucz­nych rozczarowań !!!

  11. Jan M. Fijor pisze:

    A co pan ma wie­rzyć, albo nie wie­rzyć? Jeśli popeł­niono zbrod­nię, to trzeba ją ści­gać i uka­rać. Cały pro­ces lustra­cyjny oparty jest na wie­rze­niach, domnie­ma­niach, podej­rze­niach, ponie­waż tak jest wygod­nie mani­pu­lo­wać opi­nią publiczną i szan­ta­żo­wać nie­wy­god­nych ludzi. Ja sobie jed­nak na to nie pozwolę i żeby mi nikt nie pisał, że wie­rzy, albo nie wie­rzy, posze­dłem do sądu. Ukłony Jan M Fijor

  12. Holender pisze:

    Panie Janie,
    Pan wie­rzy w nie­za­wi­słość pol­skiego sądu?
    Myśli Pan, że nad bramą do pol­skiego pie­kła wisi jakiś inny napis?

    Powo­dze­nia

  13. Jan M. Fijor pisze:

    W razie czego się­gnę po sąd zagra­niczny. W Sal­wa­do­rze, po woj­nie domo­wej sądy były potwor­nie sko­rum­po­wane, świa­tli oby­wa­tele wpa­dli więc na pomysł zatrud­nie­nia sędziów zagra­nicz­nych (głów­nie holen­der­skich) i pomo­gło. Może by coś takiego spró­bo­wać u nas? Ukłony JM Fijor

  14. MH pisze:

    No i gdzie ten cdn ?

  15. Jan M. Fijor pisze:

    Sprawa jest w sadzie. Czyli cdn. a co do naboju, to niech pan uwaza i nie bawi sie bro­nia, bo moze wystrze­lic. Weso­lych Swiat! Jan M Fijor

  16. MH pisze:

    Po lek­tu­rze przed­mio­to­wego arty­kułu : powi­nien pan w dro­dze łaski otrzy­mać pisto­let z jed­nym nabojem.

  17. MH pisze:

    Płk Albrecht wie­dział, jak użyć pisto­letu z jed­nym nabo­jem, pan udaje, że nie wie… Ech, „lep­szy dla cie­bie byłby świt zimowy, i sznur i gałąż pod cię­ża­rem zgięta…”

  18. Jan M. Fijor pisze:

    Wypo­wia­dasz sie, jako kat czy sedzia? czolko jmf

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts