Jak uchronić firmę i majątek własny przed nadużyci

1. Wro­go­wie biz­nesu Po 1944 r. w Pol­sce zapa­no­wała ide­olo­gia komu­ni­styczna. Poczy­na­jąc od nacjo­na­li­za­cji prze­my­słu, reformy rol­nej, walki z kuła­kami roz­po­częto sys­te­ma­tyczną walkę z wła­sno­ścią pry­watną i ludźmi przed­się­bior­czymi. Ustrój, który ją pro­wa­dził opie­rał się na apa­rat­czy­kach, urzęd­ni­kach i funk­cjo­na­riu­szach, a więc na ludziach nie wytwa­rza­ją­cych majątku naro­do­wego. Tym m.in. należy tłu­ma­czyć klę­skę socja­li­zmu w rywa­li­za­cji z gospo­darką wol­no­ryn­kową. Brak kon­ku­ren­cji, mono­pol upań­stwo­wio­nej gospo­darki, brak posza­no­wa­nia dla wła­sno­ści pry­wat­nej, która była upar­cie nisz­czona powięk­szał prze­paść mię­dzy świa­tem wol­nym, a socja­li­zmem. Ludzi przed­się­bior­czych zepchnięto na mar­gi­nes, okre­śla­jąc ich pogar­dli­wymi epi­te­tami: pry­wa­ciarz, bady­larz, kułak itp.

To, że gospo­darka komu­ni­styczna prze­trwała tak długo było wyni­kiem sto­so­wa­nia prze­mocy ze strony pań­stwa, ale też skut­kiem nacjo­na­li­za­cji i zagar­nię­cia majątku pry­wat­nego, wypra­co­wy­wa­nego w latach, gdy w Pol­sce pano­wała jesz­cze gospo­darka kapi­ta­li­styczna. Gospo­dar­czy upa­dek PRL-u roz­po­czął się po okre­sie skon­su­mo­wa­nia tych dóbr, gdy Pol­ska Ludowa zaczęła żyć na wła­sny rachu­nek. Na nic zdały się takie środki, jak pro­duk­cja papie­ro­wych pie­nię­dzy czy wiel­kie kre­dyty od państw kapi­ta­li­stycz­nych, które spła­camy po dziś dzień. Sys­tem był nie­re­for­mo­walny, choć trudno się było, i jest, wielu ludziom z tą prawdą pogo­dzić.
Jesz­cze wię­cej pro­ble­mów spo­wo­do­wało, doko­nane przez komu­nizm, i nadal ist­nie­jące spu­sto­sze­nie w men­tal­no­ści więk­szo­ści Pola­ków, któ­rzy są nadal prze­ko­nani, że oso­bami szla­chet­nymi i god­nymi sza­cunku są jedy­nie urzęd­nicy i funk­cjo­na­riu­sze a biz­nes­meni to tylko spe­ku­lanci i zło­dzieje. W tym anty­ka­pi­ta­li­stycz­nym myśle­niu utwier­dzają ich inte­lek­tu­ali­ści, a zwłasz­cza media. Obie te grupy roz­po­wszech­niają nega­tywny obraz pol­skiego przed­się­biorcy. I choć znik­nęły okre­śle­nia w rodzaju: „pry­wa­ciarz”, „bady­larz” itp. to sam syn­drom tych epi­te­tów żyje nadal w spo­łe­czeń­stwie. Powo­duje on, że kolejni poli­tycy, ludzie tkwiący jesz­cze w men­tal­no­ści socja­li­stycz­nej, two­rzą ustawy zbli­żone do komu­ni­stycz­nych, powo­du­jące, że całe życie gospo­dar­cze w Pol­sce pod­dane jest total­nej i wszech­obec­nej i opre­syj­nej kon­troli, która nisz­czy wiele ini­cja­tyw ludzi przed­się­bior­czych. Ilość kon­troli w Pol­sce jest prze­cięt­nie dzie­się­cio­krot­nie więk­sza niż np. w USA.
W efek­cie, po kilku latach względ­nej wol­no­ści gospo­dar­czej, po 1995 roku „komuna” do Pol­ski wró­ciła. Jej prze­ja­wem stają się coraz potęż­niej­sze urzędy skar­bowe, organa ści­ga­nia, urzędy pro­ku­ra­tor­skie i setki, o ile nie tysiące, komó­rek kon­troli, nad­zoru, czu­wa­nia i innych dzia­łań hamu­ją­cych wzrost gospo­dar­czy. Po 1995 roku ilość urzęd­ni­ków i funk­cjo­na­riu­szy wzro­sła w Pol­sce o ponad 180 tys. eta­tów. Ludzie ci, podob­nie jak w PRL, sku­tecz­nie duszą pol­ską gospo­darkę i ludzką przed­się­bior­czość. Spo­łe­czeń­stwu zaś tłu­ma­czą, że to jedyny spo­sób na poha­mo­wa­nie „chci­wo­ści i pazer­no­ści” biz­nesu.
Prze­ko­na­nie o tym, że przed­się­biorca to szko­dliwy kom­bi­na­tor domi­nuje zwłasz­cza wśród ludzi bez­ro­bot­nych, któ­rzy są naj­więk­szymi ofia­rami takiej poli­tyki. To, że nie mają pracy nie jest bowiem wyni­kiem leni­stwa biz­nes­me­nów, lecz wła­śnie efek­tem poli­tyki nisz­cze­nia przed­się­bior­czo­ści przez pań­stwo.
Dla dobra pol­skiej gospo­darki powinno się zwol­nić przy­naj­mniej połowę urzęd­ni­ków i funk­cjo­na­riu­szy, two­rzą­cych w gospo­darce post­ko­mu­ni­styczny gor­set, roz­po­czy­na­jąc rów­no­cze­śnie na wielką skalę edu­ka­cję eko­no­miczną narodu. Trzeba wresz­cie uzmy­sło­wić ludziom, że – choć nie jest to nie­kiedy wygodne i przy­jemne — powinni brać swój los we wła­sne ręce. Licze­nie na dobro­dziej­stwo pań­stwa, na to pozorne bez­pie­czeń­stwo i „dobro­byt” jak z epoki Gierka, to kosz­towna i bole­sna ilu­zja oparta na ukryty bez­ro­bo­ciu i papie­ro­wym pie­nią­dzu bez pokry­cia.
Więk­szość przed­się­biorstw pań­stwo­wych nie ma z gospo­dar­no­ścią wiele wspól­nego. Widać to gołym okiem cho­ciażby w PKP, w pań­stwo­wej przy­chodni lekar­skiej czy na poczcie. Nie tylko same są mar­no­trawne, to na doda­tek mar­no­tra­wią wysi­łek setek tysięcy przed­się­bior­czych Pola­ków, okra­da­nych pod groźbą uwię­zie­nia z owo­ców swo­jej pracy, któ­rymi karmi się pań­stwowe molo­chy i admi­ni­stra­cje. To wła­śnie ludzie przed­się­bior­czy, two­rzący tzw. drobną i śred­nią przed­się­bior­czość budują mają­tek naro­dowy, godząc się na ryzyko, na ciężką pracę, nie licząc wła­snych godzin i dni robo­czych.
Z badań prze­pro­wa­dzo­nych w latach 1990. przez Wall Street Jour­nal wynika, że ludzi przed­się­bior­czych rodzi się zale­d­wie od 1 do 2 proc. popu­la­cji, przy potrze­bach dwu, a nawet trzy­krot­nie wyż­szych. Urzęd­ni­ków rodzi się wie­lo­krot­nie wię­cej i dla­tego łatwiej jest im tę poży­teczną mniej­szość nisz­czyć czy mal­tre­to­wać. W rezul­ta­cie, urzęd­ni­ków mamy coraz wię­cej, a przed­się­bior­ców nam ubywa. Wzmac­nia­nie tego trendu poprzez mno­że­nie upraw­nień urzęd­ni­czych, immu­ni­te­tów i chro­nie­nie admi­ni­stra­cji przed odpo­wie­dzial­no­ścią to pogłę­bia­nie kry­zysu i dal­sze pau­pe­ry­zo­wa­nie spo­łe­czeń­stwa.
Pol­ską gospo­darką muszą kie­ro­wać doświad­czeni przed­się­biorcy i finan­si­ści, a nie apa­rat­czycy o cho­rej men­tal­no­ści, braku wie­dzy i wyobraźni. Ludzie ci, któ­rzy nigdy niczego nie stwo­rzyli, a naj­czę­ściej nisz­czyli, noszą w sobie nie­na­wiść do jed­no­stek przed­się­bior­czych i wyko­rzy­stują każdą oka­zję aby się ode­grać i poka­zać swoją prze­wagę. Dodat­ko­wym czyn­ni­kiem sprzy­ja­ją­cym ich aktyw­no­ści jest sys­tem prawny odwra­ca­jący uwagę od rze­czy­wi­stego sprawcy biedy, czyli od pań­stwa, kie­ru­jąc go na domnie­ma­nego wroga, czyli na przed­się­biorcę. Apa­rat pań­stwa nagra­dza tych, któ­rzy to naj­sku­tecz­niej potra­fią dowieść. Wystar­czy led­wie podej­rze­nie, aby mówić o afe­rze gospo­dar­czej i zostać nagro­dzo­nym za walkę z nie­pra­wi­dło­wo­ściami, za walkę z wro­giem ludu. Pro­ku­ra­to­rom, któ­rzy bez­pod­staw­nie rzu­cili podej­rze­nie, a następ­nie aresz­to­wali Romana Klu­skę, Krzysz­tofa Habi­cha czy kie­row­nic­two spółki JTT za prze­stęp­stwa, któ­rych nawet nie było, włos z głowy nie spadł. Co wię­cej, zostali za swoją czuj­ność nagro­dzeni, nie­któ­rzy nawet awan­so­wani!
Dąże­nie do wykry­wa­nia „afer” za wszelką cenę spra­wia, że coraz czę­ściej sta­wia się rze­tel­nym przed­się­bior­com zarzuty wyima­gi­no­wane, nisz­cząc przy oka­zji ich dzia­łal­ność gospo­dar­czą, a tym samym pozba­wia­jąc pracy zatrud­nio­nych przez nich ludzi. W tym pro­ce­sie wynisz­cza­nia przed­się­bior­czo­ści znaczną rolę odgrywa zwy­czajna zazdrość. Pro­ku­ra­tor, urzęd­nik kon­troli skar­bo­wej nie może sobie bowiem pora­dzić z prze­ja­wami dobro­bytu – wystaw­nymi rezy­den­cjami czy luk­su­so­wymi samo­cho­dami — jakich się przed­się­biorcy swoją pracą doro­bili. Nie docho­dzi do niego, że dobro­byt, dosta­tek są nie­jako nagrodą za to, że pro­du­cent czy usłu­go­dawca nale­ży­cie służy swo­jej klien­teli, czyli spo­łe­czeń­stwu. Wbrew logice, wbrew roz­sąd­kowi podej­rze­wają go o „wyzysk”. Tak, jakby przed­się­biorca pry­watny mógł zmu­sić swo­ich klien­tów do tego, by zgo­dzili się dzia­łać na wła­sną szkodę, czyli dali się wyzy­skać.
Igno­ran­cja, nie­chęć kla­sowa i zwy­kłe ludz­kie sła­bo­ści two­rzą bar­dzo nie­bez­pieczną mie­szankę, któ­rej rezul­ta­tem jest pato­lo­gia pol­skiego sys­temu gospo­dar­czego. Zamiast pato­lo­gię tę eli­mi­no­wać, wzmac­nia się ją, two­rząc coraz to nowe regu­la­cje i ogra­ni­cze­nia. Nawet sze­ro­kość drzwi gara­żo­wych czy spo­sób pako­wa­nia masła są w Pol­sce usta­lane usta­wowo. Urzęd­nicy, poli­tycy, któ­rzy w życiu nie wybu­do­wali garażu, nie wypro­du­ko­wali osełki masła decy­dują o tym, co wolno robić budow­ni­czemu czy mle­cza­rzowi.
Towa­rzy­sząca tej nad­re­gu­la­cji roz­bu­dowa urzę­dów skar­bo­wych, wydzia­łów Cen­tral­nego Biura Śled­czego do walki z prze­stęp­czo­ścią gospo­dar­czą, urzę­dów pro­ku­ra­tor­skich stwo­rzyła sytu­ację, która wręcz para­li­żuje pol­skie firmy. Kon­trola goni kon­trolę. Przez 10 lat pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej mia­łem 14 kon­troli skar­bo­wych. Mój przy­ja­ciel, wła­ści­ciel i pre­zes dużej firmy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, w ciągu 30 lat dzia­łal­no­ści miał ich trzy — w tym jedną pod wpły­wem donosu napi­sa­nego przez zawist­nego rodaka.
Jak w takich warun­kach pro­wa­dzić biz­nes? Speł­nia­nie absur­dal­nych wyma­gań orga­nów skar­bo­wych czy kon­tro­l­nych wymaga ogrom­nej ilo­ści czasu i pie­nię­dzy. Bywały mie­siące, że na wypeł­nie­nie żądań kon­tro­le­rów prze­zna­cza­łem wię­cej czasu niż na wła­ściwą dzia­łal­ność pro­duk­cyjną. Przy czym z pro­duk­cji mają­tek naro­dowy rośnie, a z biu­ro­kra­cji maleje. Tym bar­dziej, że gros „afer” wykry­tych przez kon­tro­le­rów to sprawy dęte, koń­czące się w sądzie unie­win­nie­niem bądź umo­rze­niem. Do głowy nikomu nie przyj­dzie, by w związku z tym, że jed­nak tych prze­stęp­ców tak wielu nie ma, zacząć gospo­darkę dere­gu­lo­wać. Jest jesz­cze gorzej. Two­rzy się coraz bar­dziej agre­sywne ustawy, rzuca się jesz­cze mniej wia­ry­godne oskar­że­nia, zakła­da­jąc, że brak prze­stęp­ców jest skutkiem…pobłażliwości orga­nów repre­sji.
PRL wytry­chem słu­żą­cym nisz­cze­niu ludzi przed­się­bior­czych było posą­dze­nie o spe­ku­la­cję. Dzi­siaj są nim „oszu­stwa i wyłu­dze­nia”. Nawet uszczu­ple­nie wymiaru podatku nie­kom­pe­tentni pro­ku­ra­to­rzy pod­cią­gają pod wyłu­dze­nie, co jest przy­pusz­czal­nie ewe­ne­men­tem na skalę świa­tową. Jeśli nie uda się oskar­żyć przed­się­biorcy o wyłu­dze­nie, to się go oskarża o…usiłowanie wyłu­dze­nia. Wiele zarzu­tów jest cał­ko­wi­cie bez­pod­staw­nych, są to typowe sprawy cywilne, które organa ści­ga­nia pod­cią­gają pod sprawy karne, wymu­sza­jąc w tym celu donos od rywala czy kon­ku­renta, któ­rym przy­pi­suje się na siłę sta­tus „part­nera han­dlo­wego”. Mnie samemu zda­rzył się kurio­zalny przy­pa­dek, gdy funk­cjo­na­riuszka poli­cji, pew­nie z chęci awansu do Cen­tral­nego Biura Śled­czego, posą­dziła mnie o „usi­ło­wa­nie wyłu­dze­nia kre­dytu leasin­go­wego”. Jak leasin­go­biorca może wyłu­dzić kre­dyt leasin­gowy, pozo­sta­nie jej oso­bi­stą tajem­nicą. Prze­cież do czasu spła­ce­nie ostat­niej raty leasingu, dzier­ża­wione urzą­dze­nie jest wła­sno­ścią leasin­go­dawcy. Zarzut oczy­wi­ście odda­lono, ale pozo­staje pyta­nie, jak to moż­liwe, że coś takiego tra­fia w ogóle do pol­skiego sądu?
W Pol­sce nie ma odpo­wied­nika Wiel­kiej Ławy Przy­się­głych (Fede­ral Grand Jury), która w Sta­nach Zjed­no­czo­nych kwa­li­fi­kuje przed­sta­wiony przez pro­ku­ra­tora akt oskar­że­nia. W przy­padku stwier­dze­nia, że oskar­że­nie nie nadaje się do sądu, ląduje ono w koszu. O koniecz­no­ści powo­ła­nia podob­nego organu w Pol­sce świad­czy cho­ciażby ilość spraw umo­rzo­nych czy unie­win­nień. Tym bar­dziej, że zanim sąd oczy­ścił przed­się­bior­ców z zarzu­tów, ludzie ci sie­dzieli w wię­zie­niach, ponie­śli straty mate­rialne, czy – tak jak ja – stra­cili zdro­wie.
Wielu pol­skich posłów, któ­rzy do takiej sytu­acji dopro­wa­dziło, uchwa­la­jąc bez­kry­tycz­nie sze­reg cho­rych ustaw, o ist­nie­niu tej pato­lo­gii nie wie. Duża ich część to przed­sta­wi­ciele klasy próż­nia­czej, któ­rzy nie mają żad­nego doświad­cze­nia w roli przed­się­biorcy czy mena­dżera. Dla­tego ini­cja­tywy usta­wo­daw­cze i pro­jekty ustaw nie odzwier­cie­dlają nawet fak­tycz­nej sytu­acji spo­łecz­nej. Takim wysoce szko­dli­wym przy­kła­dem jest roz­po­rzą­dze­nie Lecha Kaczyń­skiego, w cza­sie gdy był mini­strem spra­wie­dli­wo­ści, wedle któ­rego sądy nie są prak­tycz­nie w sta­nie odrzu­cić wnio­sku pro­ku­ra­tury o areszt. Aby wnio­sek taki został odrzu­cony, sędzia musi szcze­gó­łowo swoje posta­no­wie­nie (o odrzu­ce­niu) uza­sad­nić. Zamiast uza­sad­nić koniecz­ność aresz­to­wa­nia, trzeba uza­sad­niać odstą­pie­nie od aresz­to­wa­nia. Sędziom naj­czę­ściej cze­goś takiego się robić nie chce. Uza­sad­nie­nie takie, szcze­gól­nie w spra­wach gospo­dar­czych wymaga bowiem prze­stu­dio­wa­nia obszer­nej doku­men­ta­cji, a poza tym obcią­żone jest psy­cho­lo­gicz­nym ryzy­kiem: „a nuż pro­ku­ra­tor ma rację?!”. Sądy Rejo­nowe, decy­du­jące o pierw­szym aresz­to­wa­niu, zdają sobie sprawę z tej prak­tyki. Naj­czę­ściej powie­rzają więc roz­pa­trze­nie wnio­sków o aresz­to­wa­nie mło­dym, nie­do­świad­czo­nym ase­so­rom czyli tzw. sędziom dyżur­nym. Nie trudno zro­zu­mieć, dla­czego więk­szość takich wnio­sków roz­pa­try­wa­nych jest „pozy­tyw­nie”. Rów­nie nega­tyw­nie oce­nić trzeba orze­cze­nia sądów okrę­go­wych i ape­la­cyj­nych, które w skła­dzie trzech sędziów zawo­do­wych, rów­nież naj­czę­ściej „przy­kle­pują” pro­ku­ra­tor­skie wnio­ski. Szcze­gól­nie pato­lo­giczne jest roz­pa­try­wa­nie wnio­sków przez sądy ape­la­cyjne, w powo­ła­nej rów­nież przez p. Kaczyń­skiego, tzw. instan­cji pozio­mej, pole­ga­jące na tym, że wnio­sek roz­pa­try­wany jest przez tych samych sędziów — raz dzia­ła­ją­cych jako sędzio­wie pierw­szej instan­cji, drugi raz, jako sędzio­wie instan­cji odwo­ław­czej. Zaża­le­nia roz­pa­try­wane są więc przez ludzi, w któ­rych są one wymie­rzone.
W ten oto spo­sób, dzięki Lechowi Kaczyń­skiemu, który, o, zgrozo, prze­wo­dzi w ran­kin­gach popu­lar­no­ści poli­ty­ków RP, wię­zie­nia pol­skie zapeł­nione są przed­się­bior­cami i biz­nes­me­nami, a praw­dziwi prze­stępcy spa­ce­rują wolno po uli­cach. To roz­po­rzą­dze­nie Lecha Kaczyń­skiego jest wyjąt­kowo szko­dliwe gospo­dar­czo. Spo­wo­do­wało bowiem powrót komuny i bez­przy­kładna samo­wolę pro­ku­ra­to­rów. Z taką faszy­stow­ską ide­olo­gią wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, dla dobra nas wszyst­kich, należy jak naj­szyb­ciej skoń­czyć, przy­wra­ca­jąc ludziom god­ność, a sądom nie­za­wi­słość w spra­wach aresz­to­wa­nia. Pod­su­mo­wu­jąc, aby ta pato­lo­giczna rze­czy­wi­stość nie znisz­czyła wciąż wraż­li­wej tkanki pol­skiej gospo­darki, pro­po­nuję wprowadzenie:

a. okre­ślo­nej, per­ma­nent­nej wery­fi­ka­cji urzęd­ni­ków i funk­cjo­na­riu­szy, w tym pro­ku­ra­to­rów. W szcze­gól­nie skraj­nych przy­pad­kach można się posłu­żyć innym pomy­słem Lecha Kaczyń­skiego, mia­no­wi­cie bada­niami psy­cho­lo­gicz­nymi czy psychiatrycznymi;

b. peł­nej, oso­bi­stej odpo­wie­dzial­no­ści kar­nej, cywil­nej i służ­bo­wej urzęd­ni­ków i funk­cjo­na­riu­szy, w tym pro­ku­ra­to­rów, któ­rzy swo­imi decy­zjami dopro­wa­dzili do powsta­nia strat mate­rial­nych czy innego rodzaju szkód;

c. nad­zoru sądo­wego (sędzia śled­czy) i spo­łecz­nego (radni, posło­wie) lub spe­cjal­nej komi­sji spo­łecz­nej nad­zo­ru­ją­cej pracę poli­cji, orga­nów skar­bo­wych i urzę­dów prokuratorskich;

d. wydzia­łów sądo­wych d/s gospo­dar­czych, w któ­rych obok wydzia­łów kar­nych byłyby wydziały wery­fi­ku­jące wnio­ski pro­ku­ra­tor­skie, aby nie dopusz­czać bubli — w postaci pro­ku­ra­tor­skich aktów oskar­że­nia – pro­wa­dzą­cych do dłu­go­trwa­łych, kosz­tow­nych i bez­sku­tecz­nych pro­ce­sów w spra­wach gospodarczych.

2. Apa­rat Pol­ski komu­ni­stycz­nej i obecny

Znaczny wkład do two­rze­nia pato­lo­gii, ma w Pol­sce po 1989 roku biz­nes, a ści­ślej stara nomen­kla­tura, która w wyniku ukła­dów przy okrą­głym stole prze­dzierz­gnęła się z wro­gów kapi­ta­li­zmu w biz­nes­me­nów, a dokład­niej w posia­da­czy biz­ne­sów prze­ję­tych w okre­sie tzw. pry­wa­ty­za­cji. Ludzie ci wsparli swo­imi pie­niędzmi powrót do rzą­dów w III Rzecz­po­spo­li­tej, swo­ich kole­gów z wła­dzy ludo­wej, byłych apa­rat­czy­ków i funk­cjo­na­riu­szy par­tyj­nych z PRL, któ­rzy tuż po 1989 roku „zapa­dli się pod zie­mię”. Zaczęli oni wra­cać do poli­tyki, do urzę­dów, pro­ku­ra­tury, poli­cji. Momen­tem prze­ło­mo­wym było tu zwy­cię­stwo ekipy Leszka Mil­lera, która w 1997 roku wyro­sła na czo­łową siłę poli­tyczną kraju. Do admi­ni­stra­cji, orga­nów ści­ga­nia, orga­nów skar­bo­wych i urzę­dów pro­ku­ra­tor­skich zaczęli wra­cać ludzie o men­tal­no­ści anty­ka­pi­ta­li­stycz­nej. I to wra­cać masowo, jako że roz­bu­dowa admi­ni­stra­cji i ilość regu­la­cji, jakie nastą­piły w związku z dosto­so­wy­wa­niem się pol­skiego sys­temu do dyrek­tyw Unii Euro­pej­skiej, dostar­czyły jej ponad stu tysięcy nowych eta­tów na róż­nych szcze­blach wła­dzy. Do apa­ratu uci­sku wró­cili także ludzie, któ­rym nie powio­dło się w sek­to­rze pry­wat­nym, w biz­ne­sie. Pełni kom­plek­sów, zgorzk­niali zaczęli się odgry­wać na swo­ich, bar­dziej spraw­nych rywa­lach.
Nad­spo­dzie­wa­nie licz­nym i wier­nym ich sojusz­ni­kiem oka­zały się masy spau­pe­ry­zo­wa­nego spo­łe­czeń­stwa, tęsk­nią­cego do socja­li­zmu. Obie te grupy zaczęły przy­wra­cać w pań­stwie, w tym także w gospo­darce, zwy­czaje quasi komu­ni­styczne. Uwłasz­czona nomen­kla­tura, chciała dzięki nim ochro­nić swój stan posia­da­nia przed ewen­tu­alną kon­ku­ren­cją i opo­zy­cją doma­ga­jącą się roz­li­cze­nia z „pry­wa­ty­za­cji”. Jed­nakże pomoc oka­zana kole­siom par­tyj­nym wyszła uwłasz­czo­nej nomen­kla­tu­rze i spo­łe­czeń­stwu bokiem. Ci pierwsi, aby utrzy­mać się u wła­dzy, zaczęli rzu­cać na żer ludu, także wła­snych ludzi biz­nesu. Przy­cho­dzi im to łatwo, bowiem wła­śnie biz­nes­meni wywo­dzący się z grupy nomen­kla­tu­ro­wej popeł­niają naj­wię­cej błę­dów – ot, nawyki z cza­sów PRL. Dziś jed­nak „prze­wod­niej siły narodu”, która by ich chro­niła, tak jak czy­niła to nie­gdyś PZPR – nie ma. A i media też nie są dla nich łaskawe.
Pełni kom­plek­sów, mściwi nie­udacz­nicy bez doświad­cze­nia zaczęli oto peł­nić rolę eks­per­tów gospo­dar­czych, panów życia i śmierci znie­na­wi­dzo­nego biz­nesu. Ten typ men­tal­no­ści zdo­mi­no­wał pol­skie życie publiczne, przy­cią­ga­jąc doń opor­tu­ni­stów, śle­pych wyko­naw­ców woli szefa. Dla­tego nawet ludzie mło­dzi, któ­rzy swoje wykształ­ce­nie zdo­byli już w wol­nej Pol­sce, przej­mo­wali ten szko­dliwy styl rzą­dze­nia i myśle­nia o gospo­darce. Zresztą regułą jest, o czym pisał już nie­mal 90 lat temu Ludwik von Mises, że do admi­ni­stra­cji idą zwy­kle ludzie, któ­rzy nie radzą sobie w bar­dziej ambit­nych, wyma­ga­ją­cych więk­szej pracy i kre­atyw­no­ści dzie­dzi­nach. W ten spo­sób doko­nuje się swo­ista selek­cja nega­tywna, taka jaka miała nie­gdyś miej­sce w apa­ra­cie komu­ni­stycz­nym. Te same przy­czyny wywo­łują podobne skutki. Począw­szy od połowy lat ’90, zaczyna się rady­kalna roz­bu­dowa apa­ratu wła­dzy. Co gor­sza, apa­rat ten działa na wzór komu­ni­stycz­nego, sto­su­jąc wobec pol­skiej przed­się­bior­czo­ści, nie­mal iden­tyczne metody repre­sji co w PRL. Rządy „Soli­dar­no­ści” nie tylko trendu tego nie zaha­mo­wały, a wręcz prze­ciw­nie – w celu pozy­ski­wa­nie sobie sym­pa­tii spau­pe­ry­zo­wa­nego, post­ko­mu­ni­stycz­nego spo­łe­czeń­stwa – pro­ces ten jesz­cze wzmoc­niły.
Wraz z powro­tem tych ludzi, wró­cił wątek pseudo-afer gospo­dar­czych, two­rzo­nych wg kla­sycz­nego wzoru: ogromna pre­sja na media i wzmo­żony atak ze strony poli­ty­ków — w począt­ko­wej fazie – co daje wra­że­nie sen­sa­cji i uwia­ry­god­nia poli­ty­ków i organy ści­ga­nia, a zaraz potem cisza. W ten spo­sób apa­rat repre­sji dostar­cza wyima­gi­no­wa­nych sen­sa­cji, uwia­ry­god­nia­jąc jed­no­cze­śnie swoje ist­nie­nie. Krót­kie ist­nie­nie pseudo-afer wynika stąd, że kwa­li­fi­ka­cje inspek­to­rów skar­bo­wych, poli­cjan­tów zaj­mu­ją­cych się spra­wami gospo­dar­czymi czy nawet pro­ku­ra­to­rów są wręcz nie­wia­ry­god­nie niskie, a ich wyobra­że­nia o dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej czy biz­ne­so­wej cał­ko­wi­cie chore.
Wraz z powro­tem do Sejmu poli­ty­ków o men­tal­no­ści post­ko­mu­ni­stycz­nej i ukształ­to­wa­niem się dużej grupy posłów zawo­do­wych, dla któ­rych liczy się tylko ich elek­to­rat oraz pozy­tywna ocena mediów, życie przed­się­bior­ców i mene­dże­rów sta­wało się coraz gor­sze. Prio­ry­te­tem pol­skich, zawo­do­wych usta­wo­daw­ców stał się elek­to­rat, a nie dobro pol­skiej gospo­darki. Posło­wie prze­ści­gają się w oka­zy­wa­niu miło­ści do wybor­ców, zmie­nia­jąc poglądy, barwy par­tyjne i doko­nu­jąc innych wolt, aby tylko przy­po­do­bać się zdez­o­rien­to­wa­nym i nie­do­kształ­co­nym eko­no­micz­nie wybor­com. Doty­czy to zarówno posłów lewicy, jak i pra­wicy, która różni się od tej pierw­szy co naj­wy­żej sto­sun­kiem do wiary i Kościoła. Zwa­żyw­szy, że gros pol­skiego spo­łe­czeń­stwa, swą wie­dzę o gospo­darce i pań­stwie opiera na rosz­cze­niach, a nie na pracy i two­rze­niu, jak to ma miej­sce np. w spo­łe­czeń­stwie ame­ry­kań­skim, można się domy­ślić, jakim posta­wom hoł­dują nasi posło­wie. Oto jeden z przy­kła­dów takiego dzia­ła­nia. Miał on miej­sce pół­tora roku temu, na posie­dze­niu Sej­mo­wej Komi­sji Nad­zwy­czaj­nej d/s zbie­ra­nia infor­ma­cji o kon­tro­wer­syj­nych prak­ty­kach orga­nów finan­so­wych i wymiaru spra­wie­dli­wo­ści. Na posie­dze­niu obecny był m. in. były pre­zes Stoczni Szcze­ciń­skiej, aresz­to­wany wcze­śniej na pod­sta­wie sfa­bry­ko­wa­nych zarzu­tów o nie­go­spo­dar­ność. Czło­wiek ten, w swoim wystą­pie­niu przed posłami, skry­ty­ko­wał repre­sje jakim został pod­dany, twier­dząc, że jedy­nym powo­dem jego aresz­to­wa­nia była „chęć przy­po­do­ba­nia się wła­dzy spau­pe­ry­zo­wa­nemu przez nią spo­łe­czeń­stwu”. Obu­rzony jego wystą­pie­niem, poseł SLD, Andrzej Celiń­ski, nie­gdyś dzia­łacz opo­zy­cji soli­dar­no­ścio­wej, ostrzegł, że „nikt nie ma prawa komen­to­wać i oce­niać dzia­ła­nia wła­dzy”, zaś obo­wiąz­kiem pana pre­zesa, dodał Celiń­ski, jest „raz na cztery lata udać się do urny i wrzu­cić kartkę wybor­czą.” Poseł Celiń­ski nie sta­rał się nawet zacho­wać pozo­rów przy­zwo­ito­ści. Aro­gan­cja, pew­ność sie­bie, poczu­cie bez­kar­no­ści – oto postawa elity wła­dzy. Co z tego, że posie­dze­nie komi­sji, na znak pro­te­stu opu­ścił pre­zes stoczni, pry­wat­nie pro­fe­sor wyż­szej uczelni? On i tak jest w mniej­szo­ści. Więk­szość pol­skich par­la­men­ta­rzy­stów zacho­wuje się tak jak Celiń­ski. Jedyną ich tro­ską są głosy wybor­ców, a że przy oka­zji nisz­czą byt Pola­ków, ich przed­się­bior­czość, ogra­ni­czają wol­ność gospo­dar­czą – kogo to obcho­dzi. To wła­śnie ci posło­wie uchwa­lali budżety umoż­li­wia­jące roz­bu­dowę stanu urzęd­ni­czego i apa­ratu repre­sji gospo­dar­czej poza gra­nice roz­sądku. W wyniku ich cynicz­nej dzia­łal­no­ści, inge­ren­cja władz w gospo­darkę stała się w III Rzecz­po­spo­li­tej głęb­sza nawet niż w ostat­nich latach PRL. Czy trudno się potem dzi­wić, że bez­ro­bo­cie rośnie, a tempo wzro­stu pol­skiej gospo­darki od bli­sko 10 lat wyha­mo­wuje?
Naj­do­tkli­wiej skutki takiej poli­tyki odczu­wają naj­słabsi – małe przed­się­bior­stwa. Nie dość, że jest ich naj­wię­cej, to na doda­tek sta­no­wią fun­da­ment pol­skiej gospo­darki. Aro­gancki, pewny sie­bie apa­rat urzęd­ni­czy w orga­nach finan­so­wych, ści­ga­nia i pro­ku­ra­tu­rze, inge­ru­jący w spo­sób urą­ga­jący roz­sąd­kowi i gospo­dar­no­ści, pod nie­obec­ność ogra­ni­cza­ją­cej go „uzdy praw­nej” czy choćby obo­wiązku odpo­wie­dzial­no­ści, sku­tecz­nie kraj wynisz­czają. Oby­czaje obo­wią­zu­jące w orga­nach finan­so­wych, ści­ga­nia, urzę­dach pro­ku­ra­tor­skich są dla nor­mal­nych ludzi nie do znie­sie­nia. Coraz wię­cej przed­się­bior­ców, zamiast roz­wi­jać swoją ini­cja­tywę, przy­czy­niać się do budowy majątku naro­dowe, dawać pracę innym, z nie­sma­kiem porzuca dzia­łal­ność gospo­dar­czą i wyjeż­dża za gra­nicę, albo zasila armię bez­ro­bot­nych czy ren­ci­stów. Czy to nor­malne, że w spo­łe­czeń­stwie na dorobku, jak nasze, wię­cej ludzi znaj­duje się na gar­nuszku pań­stwa niż gar­nu­szek ten swoją pracą zapeł­nia?
Należy jak naj­szyb­ciej zro­bić co tylko moż­liwe i tych nisz­czy­cieli gospo­darki z sys­temu wyeli­mi­no­wać. Nie będzie to pro­ste, bo klasa próż­nia­cza zakosz­to­wała życia na cudzy rachu­nek. Jeśli jed­nak jej nie usu­niemy, powtó­rzy się koniec PRL-u, kiedy to zabra­kło pie­nię­dzy nawet dla poli­ty­ków.
Jedyna droga do tej zmiany wie­dzie przez zmianę poko­le­niową i odsu­nię­cie od wła­dzy ludzi o men­tal­no­ści peere­low­skiej i anty­ka­pi­ta­li­stycz­nej. W prze­ciw­nym razie grozi nam pogłę­bie­nie takiej ten­den­cji. Im sytu­acja gospo­dar­cza będzie trud­niej­sza, tym chęt­niej wła­dza się­gać będzie po środki repre­sji gospo­dar­czej, sta­no­wiące dla niej zna­ko­mite alibi przed nie­świa­do­mym i bier­nym spo­łe­czeń­stwem. I nie ma zna­cze­nia, czy zrobi to post­ko­muna, czy tzw. opo­zy­cja. Jed­nakże na dal­sze nisz­cze­nie przed­się­bior­czo­ści, zagar­nia­nie czy nisz­cze­nie majątku firm i fabry­ko­wa­nie afer gospo­dar­czych, mające uspo­koić nastroje spo­łeczne, nas po pro­stu nie stać. Dla­tego, zanim do zmiany trendu doj­dzie, zde­cy­do­wa­li­śmy się dzia­łać już teraz, opra­co­wu­jąc i przed­sta­wia­jąc ludziom biz­nesu, przed­się­bior­com plan rato­wa­nia ich wła­snego dorobku – firm i majątku oso­bi­stego – przed zaku­sami ide­olo­gicz­nie moty­wo­wa­nych wro­gów przed­się­bior­czo­ści, przed cynicz­nymi cwa­nia­kami i zwy­kłymi prze­stęp­cami, któ­rych inte­resy chroni pan­cerz cho­rego prawa.
Opie­ra­jąc się na wła­snym doświad­cze­niu ponad 30 lat w biz­ne­sie, a także na doświad­cze­niach ludzi, któ­rzy stali się ofia­rami ist­nie­ją­cego sys­temu, opra­co­wa­li­śmy zestaw zasad, które pomogą w zma­ga­niach z wyko­śla­wio­nym sys­te­mem wymiaru spra­wie­dli­wo­ści i pato­lo­giczną men­tal­no­ścią wło­da­rzy III RP. Zbiór tych zasad, słu­żą­cych samo­obro­nie przed takim sys­te­mem, zawar­li­śmy w niniej­szej książce. Skoro nie chroni nas prawo, nie chroni sys­tem wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, ani nawet instynkt samo­za­cho­waw­czy spra­wu­ją­cych wła­dzę, trzeba brać spra­wie­dli­wość w swoje ręce. Nie baga­te­li­zujmy tego. Post­ko­muna stwo­rzyła pań­stwo urzęd­ni­czej samo­woli: kor­po­ra­cję ludzi bez­kar­nych, pro­ku­ra­to­rów wypo­sa­żo­nych w immu­ni­tety, które cof­nąć może tylko sąd dys­cy­pli­narny, cał­ko­wi­cie pod­po­rząd­ko­wany inte­re­som kor­po­ra­cji. Prawo i spra­wie­dli­wość stały się chwy­tli­wym hasłem poli­tycz­nym, któ­rym posłu­gują się ludzie, nie mający wiele wspól­nego ani z pra­wem, ani ze spra­wie­dli­wo­ścią.
Pamię­tajmy jed­nak, że o ile rato­wa­nie majątku firmy czy oso­bi­stego może być nawet w obec­nych warun­kach sku­teczne — pod warun­kiem prze­strze­ga­nia ele­men­tar­nych i legal­nych zasad ostroż­no­ści, o któ­rych piszemy dalej — to unik­nię­cie posą­dze­nia czy nawet oskar­żeń o prze­stęp­stwa karne, skar­bowe czy wręcz gospo­dar­cze jest nadal trudne. W Pol­sce obo­wią­zuje bowiem zasada, że „w biz­ne­sie nie­win­nych nie ma”, i o tym trzeba zawsze pamiętać.

Syn­drom pry­wa­cia­rza
Wik­tor Rebacz i Jan M. Fijor
„Zasady bez­piecz­nego biz­nesu — frag­ment” 2006-12-21

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 5

  1. Jerzy pisze:

    Dia­gnoza pra­wi­dłowa ‚ale bra­kuje wnio­sku od autora .Spro­wo­ko­wany for­mu­łuję :zmianę może wywo­łać poli­tyk ‚który nie był w PZPR ani w Mag­da­lence. Aktu­al­nie będziemy ska­zani na medialne poszu­ki­wa­nie mania­ków sek­su­al­nych i faszy­stów zamiast praw­dzi­wych raform.Pierwszym afe­rzy­stą był obec­nie unie­win­niony Lech Grobelny.Nadal mamy pań­stwo –oszukaństwo.

  2. patria pisze:

    zapra­szam na nowy ser­wis opi­nii pol­skiej http://www.infopatria/pl

  3. Andrzej Pilipiuk pisze:

    jest metoda na walkę z urzęd­ni­kami. (jako uzu­pel­nie­nie powyż­szych pro­po­zy­cji) W przed­wo­jen­nej Pol­sce ist­niało coś co nazy­wano „śmier­cią cywilną” — nie­for­malna zasa­dza że urzęd­nik któ­remu udo­wod­niono prze­kręty, łapow­nic­two, nagi­na­nie prawa czy osten­ta­cyjną głu­potę wyla­ty­wał z roboty z doży­wot­nim zaka­zem pracy w jakich­kol­wiek orga­nach admi­ni­stracj pań­stwo­wej oraz tzw „budże­tówce”… *** Co wyzy­sku — wbrew suge­stiom autora ist­nieje on w Pol­sce i ma się dobrze. Ale czemu się dzi­wić? Nasz pseu­do­ka­pi­ta­lizm zbu­do­wai ludzie któ­rzy w 1989 roku mieli pie­nia­dze: apa­rat­czycy, ofi­ce­ro­wie sb, sko­rum­po­wani mili­cjanci, alfonsi i ich panienki, baza­rowe cwa­niaczki etc. trydno wyma­ga­cod nich choćby ele­men­tar­nej etyki

  4. S.Przegrany pisze:

    Wszystko to co Pan pisze to prawda Sza­nowny Panie Fijor, ale my sie tylko i wylacz­nie kie­ro­wali moral­no­scia i etyka altru­istycz­nej row­no­sci, spra­wi­de­li­wo­sci jaka nam reli­gia chrze­sci­jan­ska, a szcze­gol­nie reli­gia kato­licka naka­zy­wala. A wszystko mialo byc jak nie w rekach Par­tii to w rekach Pana Boga, no bo taka moral­nosc i poli­tyczna etyke rza­dze­nia Opatrz­nosc na wieki wie­kow naka­zy­wala. My jeno nazwe Opatrz­no­sci Uzur­po­wali sobie aby to co naj­lep­sze w ludz­ko­sci wdra­zac. I co Pan na to Sznowny Panie Rumian? A tfuuu…Mialo byc Sza­nowny Panie Fijor. PRL-owski Sta­ni­slaw Przegrany

  5. www.infopatria.pl pisze:

    zapra­szamy do odwie­dze­nia por­talu opi­nii pol­skiej http://www.infopatria.pl

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*