Jeden procent !

Marks nie mówił tego wyraź­nie, intu­icyj­nie zda­wał sobie jed­nak sprawę, że z eko­no­micz­nego punktu widze­nia róż­nica mię­dzy socja­li­zmem a kapi­ta­li­zmem polega na spo­so­bie zarzą­dza­nia zaso­bami znaj­du­ją­cymi się w nie­do­bo­rze. Kapi­ta­lizm wyko­rzy­stuje w tym celu mecha­ni­zmy ryn­kowe (kon­ku­ren­cję i ceny), socja­lizm zaś pla­no­wa­nie. Ponie­waż zmiana spo­sobu zarzą­dza­nia miała być zasad­ni­cza, spo­dzie­wano się zasad­ni­czych jej skut­ków.

Marks i inni teo­re­tycy socja­li­zmu prze­wi­dy­wali więc, że dzięki socja­li­zmowi znik­nie wyzysk, czyli nie­spra­wie­dliwe ich zda­niem zagar­nię­cie zbyt dużej czę­ści zysków przez kapi­ta­li­stę. Na likwi­da­cji wyzy­sku (sku­pia­ją­cego się nie­jako w war­to­ści dodat­ko­wej) sko­rzy­sta nie tylko spo­łe­czeń­stwo, które dzięki temu zarzą­dzać będzie zaso­bami znaj­du­ją­cymi się w nie­do­bo­rze spraw­niej, bar­dziej gospo­dar­nie, lecz także kon­su­ment. Brak zysku będzie się dla tego ostat­niego prze­ja­wiać cho­ciażby w postaci niż­szej ceny za dobra czy usługi. Wszystko co zosta­nie odtąd wytwo­rzone, będzie więc nie tylko lep­sze (co jest efek­tem wyż­szo­ści pla­no­wa­nia nad śle­pymi mecha­ni­zmami ryn­ko­wymi), lecz także tań­sze (wła­śnie o ten zysk, który zosta­nie w kie­szeni spo­łe­czeń­stwa). Sło­wem, Marks miał pew­ność, że pod nie­obec­ność kapi­ta­li­zmu gospo­darka będzie funk­cjo­no­wać lepiej!
Empi­ryczną ilu­stra­cję tego zało­że­nia – zarówno od strony jako­ści wytwa­rza­nego pro­duktu, jak i jego war­to­ści – znamy. Przy­kład pierw­szy z brzegu, to cho­ciażby osiągi tech­niczne samo­cho­dów: bmw (kapi­ta­lizm) i wart­burg (socja­lizm).
Socja­lizm się nie powiódł. Jest nie tylko droż­szy, ale bar­dziej przy­kry w życiu. Dla­czego pla­no­wa­nie zawio­dło? Dla­czego socja­lizm, mimo likwi­da­cji zysku i wyzy­sku nie dopro­wa­dził do poprawy jako­ści i obni­że­nia ceny? Dla­czego, mimo ewi­dent­nych man­ka­men­tów socja­li­zmu i jego pochod­nych, jest to sys­tem tak popu­larny? Zda­niem Feliksa Zand­mana, przy­czyna tkwi w legen­dzie na temat obfi­to­ści war­to­ści dodat­ko­wej. Nie­zna­jo­mość fak­tów dopro­wa­dza bowiem w per­cep­cji spo­łecz­nej do absur­dal­nego zawy­że­nia zysków kapi­ta­li­sty, które – jak to za chwilę Zand­man wykaże — wyno­szą zale­d­wie 1 pro­cent. Pozba­wie­nie kapi­ta­li­sty tego jed­nego pro­centa jest więc toż­same z zastą­pie­niem kapi­ta­li­zmu przez socja­lizm. Tylko tak nie­wiele dzieli oba sys­temy; rap­tem jeden procent.

Teo­re­mat Zandmana

Poniż­sza kal­ku­la­cja opiera się na doświad­cze­niach ame­ry­kań­skich, a kon­kret­nie na danych pocho­dzą­cych z Vishay Inter­tech­no­lo­gies.
Prze­ciętna stopa zysku w Vishay (VSH) wynosi ok. 8 proc., tyle ile mniej wię­cej śred­nia ame­ry­kań­ska. Zresztą tyle samo wynosi śred­nia świa­towa stopa zysku dla firm pry­wat­nych. Wyjąt­kiem bywają firmy cie­szące się szcze­gól­nymi wzglę­dami pań­stwa, jak np. pol­ska TPSA, szwedz­kie Volvo, czy wło­ski, Fiat.
Osiem pro­cent przed podat­kiem, to śred­nio po podatku docho­do­wym kor­po­ra­cyj­nym połowa, a zatem 4 proc. Z tych czte­rech pro­cent, które pozo­stają po podatku wypłaca się dywi­dendy, które pod­le­gają ponow­nemu opo­dat­ko­wa­niu już jako zysk. Nie popeł­nimy więk­szego błędu, jeśli napi­szemy, że opo­dat­ko­wa­nie takich zysków to 50 proc. Dywi­dendy po opo­dat­ko­wa­niu, a więc już tylko 4 pro­cent dzie­lone są na wydatki kapi­ta­łowe i inwe­sty­cje oraz wypłatę dla wła­ści­cieli. Naj­czę­ściej w pro­por­cji 50/50, a zatem 2 proc. (ory­gi­nal­nego zysku) pój­dzie na wolne od podatku (Pol­ska jest tu wyjąt­kiem) wydatki kapi­ta­łowe i inwe­sty­cje, i dwa pro­cent powę­druje do kie­szeni wła­ści­cieli, czyli kapi­ta­li­stów. Te dwa pro­cent prze­zna­czone dla kapi­ta­li­stów rów­nież pod­lega opo­dat­ko­wa­niu, i to w takim samym stop­niu, co zyski ogólne, to jest ok. 50 proc. Netto więc do kie­szeni kapi­ta­li­sty tra­fia 1 proc. I to jest war­tość dodat­kowa, jaką się on de facto cie­szy.
Przyj­mu­jąc zatem, że dochód naro­dowy brutto (PKB) składa się z kosz­tów mate­ria­ło­wych, kosz­tów pracy, zysków i podat­ków, docho­dzimy do wnio­sku, że gdyby kapi­ta­li­sta nie zabrał dla sie­bie tego jed­nego pro­centa (kapi­ta­lizm), całość zysków powę­dro­wa­łaby do pań­stwa (socjalizm).

Ten jeden procent!

Od socja­li­zmu dzieli nasz dzi­siej­szy kapi­ta­lizm jedy­nie jeden pro­cent. W szcze­gól­nych oko­licz­no­ściach, gdy dochody kie­row­nic­twa firmy (w tym współ­wła­ści­cieli) są wyjąt­kowo wyso­kie, niech to będzie 2 pro­cent. O te dwa, czy naj­czę­ściej jeden pro­cent toczy się. walka ide­olo­giczna, któ­rej myślą prze­wod­nią jest likwi­da­cja kapi­ta­li­zmu, jako sys­temu opar­tego na wyzy­sku i zastą­pie­nia go spra­wie­dli­wym, czy jak kto woli soli­dar­nym, socja­li­zmem. Jest to z jed­nej strony kon­se­kwen­cja nie­zro­zu­mie­nia ele­men­tar­nych zasad eko­no­mii, z dru­giej zaś, sku­tek dzia­ła­nia zazdro­ści, jaka pew­nym gru­pom spo­łecz­nym spę­dza sen z powiek. Wbrew ewi­dent­nym fak­tom, zamiast samemu wziąć się do pracy, inwe­sto­wać, two­rzyć, ryzy­ko­wać i boga­cić się, wolą zre­zy­gno­wać z postępu i bogac­twa dla wszyst­kich na rzecz wyima­gi­no­wa­nej spra­wie­dli­wo­ści i rów­no­ści. Trzy­ma­jąc się przy­kładu sprzed kilku aka­pi­tów, wolą wart­burga od bmw.
Czy warto więc dla tego jed­nego pro­centa mar­no­wać szansę roz­woju świata? Czy dla zaspo­ko­je­nia zwy­kłej ludz­kiej zazdro­ści warto rezy­gno­wać z korzy­ści jakie nie­sie ze sobą moty­wa­cja do dzia­ła­nia, wyni­ka­jąca z ist­nie­niem tego jed­nego, jedy­nego procenta?

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-02-03

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 10

  1. crusader pisze:

    Panie Fijor, pyta­nie na mar­gi­ne­sie. Na blogu mise­sow­ców zna­la­złem zajawkę pol­skiego wyda­nia „Demo­cracy — The God that Failed” Hoppe’go i prze­druk jego przed­mowy dla pol­skiej publiki. Tym­cza­sem u Pana nic w tema­cie wyda­nia tejże nie widzę. Zapy­tuję więc: kiedy książka będzie u nas dostępna?

  2. crusader pisze:

    O prze­pra­szam, już widzę :-)

  3. adamkudelski@op.pl pisze:

    Warto jest mar­no­wać szansę roz­woju świata mogąc zostać dzięki temu urzęd­ni­kiem bądź poli­ty­kiem, a bez tego… zerem. ;)

  4. Tak mi dopomoz Bog pisze:

    Czy wie­cie pan­stwo, ze mysli i teo­rie Marksa podzie­lal i inten­syw­nie pro­pa­gowa.…, jeden z naj­wiek­szych mozgow wspol­cze­snego swiata.……? I byscie nie uwie­rzyli kto on.… Dla­tego tez napi­sze jego nazwi­sko zna­kami Morse’a, zeby sie wrylo Wam w pamieci, a frag­menty jego mysli sko­piuje na ta strone wkrotce jako dowod mojego stwier­dze­nia. A oto nazwi­sko tego zago­rza­lego marskisty; /./../-./…/-/./../-./

  5. Tak mi dopomoz Bog pisze:

    Jest to dowod na to, ze potega rozumu nie zawsze idzie w parze z roz­ro­znial­no­scia Dobra i Zla. A sci­slej powie­dzial­bym raczej, z defi­ni­cja Dobra i Zla — z moral­no­scia, albo z defi­ni­cja Spra­wie­dli­wo­sci, a gene­ral­nie to wiaze sie to z odpo­wie­dzia na pyta­nie co jest objek­ty­wi­zmem, jakie jest objek­tywne spoj­rze­nie na swiat i na wszechswiat.

  6. kim jest jofn galt? pisze:

    1% w fir­mach nie beda­cych spolkami…

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Jest bar­dzo nie­wiele dużych firm, nie będą­cych spół­kami. W fir­mach posia­da­nych jed­no­oso­bowo, przy pro­gre­sji podat­ko­wej i obło­że­niu dochodu podat­kami socjal­nymi, a takie sys­temy podat­kowe domi­nują, pozo­sta­łość też nie­wiele odbiega od jed­nego pro­centa. Jan M. Fijor

  8. kim jest john galt? pisze:

    czy­zby?

  9. Iwo Grzegorzewski pisze:

    Zazdrość to wpraw­dzie brzyd­kie uczu­cie ale tkwi głę­boko w natu­rze ludz­kiej.
    Wynika ona z natu­ral­nej (nawet wśród zwie­rząt) walki o zdo­by­cie wyż­szej pozy­cji spo­łecz­nej.
    NRD posia­da­nie Wart­burga dawało nie­zły pre­stiż, bo sąsia­dów stać było tylko na Trabanta.

    Wyścig o pie­nią­dze i pre­stiż ma jedną istotną wadę — trudno go wygrać! Wpraw­dzie w kapi­ta­li­zmie sta­nowi on motor szyb­kiego roz­woju ale naprawdę domi­nu­jącą pozy­cję (jak wszę­dzie) może osią­gnąć tylko nie­wielka część spo­łe­czeń­stwa. W dodatku raz zdo­by­tej pozy­cji trzeba bro­nić a nie jest to łatwe, bo zewsząd czy­hają tabuny młod­szych, i bar­dziej pręż­nych kon­ku­ren­tów. Utrzy­ma­nie jej wymaga więc w kapi­ta­li­zmie wiel­kiego wysiłku, powią­za­nego z szu­ka­niem nowych roz­wią­zań tech­nicz­nych i organizacyjnych.

    Jest to obce natu­rze czło­wieka bo przez tysiąc­le­cia spraw­dzała się zupeł­nie inna stra­te­gia. Pole­gała ona na utrzy­my­wa­niu raz zdo­by­tej wła­dzy za pomocą umie­jęt­nego kon­tro­lo­wa­nia wza­jem­nych anta­go­ni­zmów i innych uwa­run­ko­wań społecznych.

    Prze­ła­ma­nie zasta­nych “ukła­dów” czę­sto nastę­po­wało dopiero na dro­dze wojny w cza­sie któ­rej pomy­sło­wość i dyna­mizm dawał mło­dym szansę szyb­kiego awansu lub prze­ję­cia pełni wła­dzy. Cha­rak­te­ry­styczne jest że w kra­jach gdzie doko­nała się rewo­lu­cja socja­li­styczna, naj­czę­ściej mło­dzi rewo­lu­cjo­ni­ści nie oddali wła­dzy aż do póź­nej starości!

    W tym kon­tek­ście mniej dziwi nie­mal powszechny entu­zjazm tuż po wybu­chu I wojny świa­to­wej. Uczest­nicy wiwa­tu­ją­cych tłu­mów pod­świa­do­mie ocze­ki­wali że wojna sta­nie się dla nich szansą na zmiany i awans spo­łeczny. To że będzie on zdo­by­czą tylko nie­licz­nych, naj­czę­ściej umyka świa­do­mo­ści w chwili eufo­rii, w chwili gdy wydaje się że “Bój to będzie nasz ostatni” a potem zosta­nie tylko smak zwy­cię­stwa i pil­no­wa­nie raz zdo­by­tej wła­dzy. Ten mecha­nizm widać nie­mal w każ­dej rewo­lu­cji. Tłumy przej­mu­jące wła­dzę zawsze są nie­mile zdzi­wione że szybko powstają nowe elity, które tylko pozo­rują reali­za­cję szczyt­nych haseł o rów­no­ści społecznej.

    Przy­pusz­czam że euro­pej­ski kapi­ta­lizm two­rzący się na grun­cie tra­dy­cji feu­dal­nych, potra­fił dać satys­fak­cję swoim spo­łe­czeń­stwom głów­nie przez prze­nie­sie­nie czę­ści natu­ral­nego pędu do domi­na­cji z bez­po­śred­nich sąsia­dów na całe kraje — oczy­wi­ście słab­sze i uboż­sze. Wyma­gało to wyro­bie­nia myśle­nia na zupeł­nie innym pozio­mie abs­trak­cji i szyb­kiego roz­woju prasy dostar­cza­ją­cej infor­ma­cji nie­zbęd­nych do utrzy­ma­nia poczu­ciu wła­snej wyż­szo­ści. Dodat­ko­wym “wen­ty­lem bez­pie­czeń­stwa” pozwa­la­ją­cym naj­bar­dziej dyna­micz­nym jed­nost­kom na szybki awans były liczne kolonie.

    Spo­łe­czeń­stwa demo­kra­tyczne sto­sują obec­nie zupeł­nie inną stra­te­gię. Usi­łują łago­dzić natu­ralne anta­go­ni­zmy za pomocą wcią­ga­nia mło­dzieży w ilu­zję cią­głej walki two­rzoną przez tele­wi­zję, filmy i gry kom­pu­te­rowe. Eli­mi­na­cji naj­bar­dziej nie­do­sto­so­wa­nych jed­no­stek sprzyja roz­wój wza­jem­nie wynisz­cza­ją­cych się gan­gów mło­dzie­żo­wych oraz nar­ko­ma­nia z którą pro­wa­dzi się sze­roką ale w isto­cie pozo­ro­waną walkę. Środki na pro­wa­dze­nie takiej poli­tyki ist­nieją dzięki dyna­mi­zmowi kapi­ta­li­stów któ­rych wyborcy naj­chęt­niej osku­bali by do ostat­niego gro­sza. Rządy wie­dzą jed­nak że bez kapi­ta­li­stów gospo­darka ule­gnie szyb­kiej destruk­cji, więc nie reali­zują wielu postu­la­tów obie­cy­wa­nych w kam­pa­nii wybor­czej. W tym tkwi główna przy­czyna znie­chę­ce­nia spo­łe­czeństw do demo­kra­cji dobrze ilu­stro­wa­nego powie­dze­niem “punkt widze­nia zależy od punktu sie­dze­nia”.
    Rządy nie chcą i nie mogą zre­ali­zo­wać pod­sta­wo­wego postu­latu wielu wybor­ców, wpro­wa­dze­nia praw­dzi­wej rów­no­ści, więc znie­chę­ceni wyborcy coraz czę­ściej w wybo­rach nie chcą uczestniczyć!

    Socja­lizm jest nie­zwy­kle sku­teczny w utrzy­my­wa­niu raz zdo­by­tej wła­dzy bo potrafi dobrze radzić sobie z zagro­że­niami wewnętrz­nymi. Nie­stety powo­duje rów­no­cze­śnie sta­gna­cję gospo­dar­czą. W tej sytu­acji ist­nieje nie­bez­pie­czeń­stwo że sąsied­nie kraje, sto­su­jące bar­dziej wol­no­ryn­kową poli­tykę, uzy­skają zna­czącą prze­wagę eko­no­miczną. Jej efek­tem jest masowe przy­cią­ga­nie naj­bar­dziej pręż­nych jed­no­stek dla któ­rych nawet umiar­ko­wane wzbo­ga­ce­nie się jest atrak­cyjne wobec panu­ją­cego w kraju pocho­dze­nia mara­zmu (tak zwane gło­so­wa­nie nogami). Na tej zasa­dzie kraje kapi­ta­li­styczne mogą nadal wygry­wać wojny, cho­ciaż wojen w sta­rym zna­cze­niu nie prowadzą!

    Zja­wi­sko to znał i chyba dobrze rozu­miał Karol Marks. Świad­czy o tym jego stwier­dze­nie że dla utrzy­ma­nia komu­ni­zmu nie­zbędne jest jego zwy­cię­stwo na całym świe­cie. Z tej tezy wycią­gają wnio­ski rów­nież współ­cze­śni socja­li­ści, suge­ru­jąc utwo­rze­nie rządu świa­to­wego. Chyba nie uświa­da­miają sobie że wyeli­mi­no­wa­nie walki eko­no­micz­nej zaowo­cuje prę­dzej czy póź­niej powro­tem do roz­strzy­ga­nia kon­flik­tów przez tra­dy­cyjne wojny – bo nie­stety taka jest natura ludzka.

    Iwo Grze­go­rzew­ski

  10. Iwo Grzegorzewski pisze:

    Po prze­czy­ta­niu Pana tek­stów doty­czą­cych psy­cho­lo­gii sprze­daży, poczu­łem się zawstydzony!

    W moim komen­ta­rzu opi­sa­łem praw­dziwą ale ciem­niej­szą część natury ludz­kiego dąże­nia do domi­na­cji. W rze­czy­wi­sto­ści potrafi ona przyj­mo­wać wiele wysu­bli­mo­wa­nych form dobrze słu­żą­cych zarówno jed­no­stce jak i spo­łe­czeń­stwu! Prze­ja­wia się ona mię­dzy innymi w podej­ściu do klienta któ­rego nie należy trak­to­wać jako obiektu mani­pu­la­cji lecz jako przyjaciela!

    Soli­dar­ność ze swoim oto­cze­niem opiera się wpraw­dzie na poczu­ciu wyż­szo­ści tego co repre­zen­tu­jemy (bo w prze­ciw­nym razie sta­rali byśmy się zmie­nić poglądy i postę­po­wa­nie), ale powinna łączyć się z otwar­to­ścią na osią­gnię­cia innych kul­tur, oraz z chę­cią dzie­le­nia się swoim dorob­kiem inte­lek­tu­al­nym. Chyba to jest główna róż­nica mię­dzy sta­no­wią­cym pod­stawę naszej cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skim podej­ściem do życia, a podej­ściem lan­so­wa­nym przez mark­sizm. W tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej sil­nie akcen­tu­jemy poczu­cie god­no­ści jed­nostki. Pozwala to jej sta­nąć ponad instynk­tow­nym dąże­niem do czy­stej domi­na­cji. Jest to moż­liwe ponie­waż nie traci ona czasu na cią­głą walkę o pod­stawy swo­jego zna­cze­nia a zaosz­czę­dzoną ener­gię może wyko­rzy­stać w bar­dzo różny spo­sób – zarówno w sztuce, pracy nauko­wej, sku­tecz­nym reali­zo­wa­niu sprze­daży czy też poświę­ce­niu dla innych. W dąże­niu do tak róż­nych celów każdy może zna­leźć dzie­dzinę w któ­rej jest naj­lep­szy i to jest piękne!

    Podobne ele­menty (w róż­nym nasi­le­niu) ist­nieją praw­do­po­dob­nie w innych reli­giach, nato­miast socja­lizm w wyda­niu Karola Marksa bar­dzo akcen­to­wał walkę czy wręcz nie­na­wiść kla­sową. Szczy­to­wym zaprze­cze­niem huma­ni­zmu jest pod­su­mo­wu­jąca to sta­no­wi­sko strofa z poezji komu­ni­stycz­nej – “Jed­nostka jest niczym a wszyst­kim jest kolektyw”.

    Pozdra­wiam.

    Iwo Grze­go­rzew­ski

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*