Jedno cięcie

Czy to nie obu­rza­jące, że nikt dotąd nie uświa­do­mił gór­ni­kom, kole­ja­rzom, nauczy­cie­lom i innym związ­kow­com, że żąda­jąc pie­nię­dzy od rządu żądają de facto hara­czu od swo­ich krew­nych, przy­ja­ciół, czy sąsia­dów? Prze­cież rząd nie ma wła­snych pie­nię­dzy. Wszystko co rząd posiada pocho­dzi z zaboru mie­nia oby­wa­teli, zwa­nych w tym kon­tek­ście podatnikami.

Lek­cja ekonomii

Bądźmy jed­nak spra­wie­dliwi, gdzie prze­ciętny pol­ski gór­nik, nauczy­ciel, pie­lę­gniarka czy kole­jarz mają się uczyć eko­no­mii, a w tym kon­kret­nym przy­padku, metod finan­so­wa­nia wydat­ków publicz­nych? Ich jedy­nymi nauczy­cie­lami są w tej dzie­dzi­nie eks­perci eko­no­miczni, poli­tycy i dzien­ni­ka­rze, wypo­wia­da­jący się za pośred­nic­twem gazet, radia i tele­wi­zji. Nie­stety, ich wie­dza eko­no­miczna jest albo mało obiek­tywna, albo pozo­sta­wia wiele do życze­nia.
Więk­szość auto­ry­te­tów, w tym zawo­dowi eko­no­mi­ści, poli­tycy i dzien­ni­ka­rze uważa, że to rząd albo par­tie two­rzą dochód naro­dowy, budują drogi, szpi­tale, mosty i fun­dują nam renty i eme­ry­tury. Kilka dni temu sekre­tarz par­tii Napie­ral­ski, a potem pro­fe­sor eko­no­mii, b. wice­pre­mier i mini­ster finan­sów, Hau­sner infor­mo­wali, że to dzięki SLD gospo­darka pol­ska roz­wi­jała się tak szybko po wej­ściu do Unii. Rów­no­cze­śnie pro­fe­so­ro­wie Osia­tyń­ski i Gro­nicki, oni też byli mini­strami finan­sów, doma­gają się pod­wyżki podat­ków, aby rząd miał wię­cej pie­nię­dzy na rato­wa­nie gospo­darki przed kry­zy­sem i „two­rze­nie inwe­sty­cji w infra­struk­turę”. W kon­se­kwen­cji takich postaw nie dzi­wią oby­wa­teli ogromne tablice infor­ma­cyjne towa­rzy­szące np. budo­wie skrzy­żo­wa­nia czy sta­dionu, infor­mu­jące, że środki na tę czy inną budowę pocho­dzą z agen­cji roz­woju regio­nal­nego, od woje­wody, lub jakie­goś innego urzęd­nika. Bo zda­niem esta­bli­sh­mentu medialno — poli­tycz­nego to nie przed­się­biorcy i ciężko pra­cu­jący Polacy dostar­czają pie­nię­dzy na budowę infra­struk­tury, two­rzą miej­sca pracy i utrzy­mują poli­ty­ków, to czyni rząd!
Stąd, dla prze­cięt­nego oby­wa­tela RP pań­stwo (rząd) jawi się, jako kasa pełna pie­nię­dzy, z któ­rej wła­dza – jak chce to daje, a jak nie chce, nie daje. Coś, jak pry­watny pra­co­dawca, który – jeśli ma chęć albo dobre serce – to płaci ludziom dobrze, a jeśli jest chciw­cem i oszczę­dza na pła­cach, zatrzy­muje cały mają­tek firmy dla sie­bie. Skąd się te pie­nią­dze wzięły i dla­czego rząd jed­nym daje, a dru­gim zabiera, tego nikt nawet nie stara się tłu­ma­czyć. Dla­tego, bab­cia, która ze swej skrom­nej eme­ry­tury, odej­mu­jąc sobie od ust wspo­maga budżet wnuka, który roz­po­czął wła­śnie swą karierę zawo­dową i cienko przę­dzie, domaga się (nie­świa­do­mie), by tenże sam wnuk fun­do­wał jej coraz wyż­szą eme­ry­turę. Podob­nie myślą nauczy­ciele, gór­nicy, kole­ja­rze i inni związ­kowcy, któ­rzy też nie wie­dzą, że pań­stwo to wła­śnie ich wnuki, dzieci, sio­stry i wielu innych bli­skich czy zna­jo­mych, któ­rym chęt­niej by dali niż zabrali.

Święty Miko­łaj

Teo­re­tycz­nie, rząd – na wszyst­kich szcze­blach admi­ni­stra­cyj­nych — jest insty­tu­cją powo­łaną przez oby­wa­teli, słu­żącą im, repre­zen­tu­jąc ich inte­resy w spra­wach, w któ­rych liczy się tzw. wspólna kasa. Co prawda, rząd tą kasą kie­ruje, lecz pie­nią­dze (teo­re­tycz­nie) należą do podat­nika i jego inte­re­som służą. Prawo dys­po­no­wa­nia cudzymi pie­niędzmi to silna pokusa, zwłasz­cza gdy ma się wolną rękę, a kasa jest wspólna, czyli niczyja. I wła­śnie na tym braku okre­ślo­nego wła­ści­ciela żerują poli­tycy. Zamiast wyda­wać pie­nią­dze zgod­nie z wolą tych, któ­rym mają one słu­żyć, zaczy­nają je trak­to­wać jak swoje i wyko­rzy­sty­wać do prze­kup­stwa grup, które mogą pomóc w reelek­cji. Trudno się dzi­wić, pisał Ludwig von Mises, czło­wiek jest tylko czło­wie­kiem i „naj­chęt­niej dba o swój wła­sny inte­res”, tym bar­dziej, że oby­wa­tele, for­malni wła­ści­ciele wspól­nej kasy, nie sta­wiają pra­wie żad­nego oporu. Co wię­cej, poli­tyk, który chęt­nie wydaje wspólne pie­nią­dze jest uwa­żany za dobrego gospo­da­rza. Bez względu na to, czy pod pre­tek­stem kupo­wa­nia gło­sów buduje sta­cję kole­jową, sta­dion pił­kar­ski, czy fun­duje oby­wa­te­lom wcze­śniej­sze eme­ry­tury. Nic dziw­nego, że po jakimś cza­sie przy­zwy­czaja się do myśli, że to jego pie­nią­dze i nie widzi nawet potrzeby tłu­ma­cze­nia się z nich oby­wa­te­lowi. To tak, jakby św. Miko­łaj tłu­ma­czył dzie­ciom, że pre­zenty, które im wrę­czył nie pocho­dzą od niego, lecz od taty i mamy tych dzieci.

Cię­cie

Pro­blemy zaczy­nają się dopiero wtedy, gdy na pre­zenty zaczyna bra­ko­wać, a nie­świa­domi sta­tus quo nauczy­ciele, pie­lę­gniarki, gór­nicy, kole­ja­rze uwzięli się aku­rat, że chcą iść na wcze­śniej­szą eme­ry­turę. Wtedy zaczy­nają się schody – rząd wyja­śnia, który zawód jest uciąż­liwy, a który nie jest; że nikt nikogo nie zmu­szał, by został nauczy­cie­lem, gór­ni­kiem kole­ja­rzem; że gene­ral­nie to by chciał, ale nie może itp. Ludzie czują się roz­go­ry­czeni, rodzi się napię­cie, nie­po­koje, pach­nie kry­zy­sem.
Tym­cza­sem wszyst­kich tych kło­po­tów można by unik­nąć, gdyby za jed­nym cię­ciem spry­wa­ty­zo­wać nale­żące do pań­stwa mie­nie, które i tak kie­dyś zostało komuś skon­fi­sko­wane, pozo­sta­wia­jąc decy­zję o ter­mi­nie (i finan­so­wa­niu) eme­ry­tury pra­cow­ni­kom. Rząd nie musiałby się mar­twić tym, że warunki pracy pew­nych osób są uciąż­liwe, gdyż roz­tropny pra­co­dawca w tro­sce o swoje zyski woli (albo nie woli, to zależy od tego, co mu się bar­dziej opłaca i na co się pra­cow­nik zgo­dzi) zain­we­sto­wać w lep­sze warunki pracy niż pła­cić wyż­sze pen­sje, a ludzie by szli na eme­ry­turę za wła­sne pie­nią­dze i to wtedy, kiedy by tego chcieli. Rząd pozbyłby się tym samym kło­po­tów i mógł zając tym, co do niego należy (two­rze­nie warun­ków roz­woju, prze­strze­ga­nie prawa, poli­tyka zagra­niczna etc.), związ­kowcy dostali to, o co wal­czą, podat­nik zaś odzy­skał kon­sty­tu­cyjną wła­dzę nad pie­niędzmi swymi i swo­ich wnuków.

Jan M. Fijor
”” 2008-11-27

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 9

  1. Czarek pisze:

    Gra­tu­luje Panu, zgrab­niutki tekst, nie­stety podej­rze­wam, ze czy­taja go tylko ci, co juz maja na ten temat takie wla­snie zda­nie. A podej­rze­wam, ze poli­tycy to w ogole „pochy­laja sie z tro­ska…” tu trzeba wpi­sac cokol­wiek, pozdrawiam

  2. Krzysiek pisze:

    Jak to ‘rzad nie ma pie­nie­dzy’? Prze­ciez rzad, jak sam mowi, na sza­rej stre­fie traci iles-tam rocz­nie. A zeby stra­cic to trzeba naj­pierw miec, prawda?
    No wiec wszyst­kie pie­nia­dze, ktore sa wyni­kiem pracy sa de facto wla­sno­scia rzadu, prawda?

  3. JM Fijor pisze:

    Dokład­nie tak, jak pisze Krzy­siek, myśli nie tylko rząd, oby­wa­tele też. Wszystko co zara­biamy należy do rządu, ktory łaska­wie pozwala nam część zatrzy­mać dla sie­bie. Ja nie żar­tuję. Na tym pozwo­le­niu opiera się w Pol­sce powszechny sza­cu­nek dla rządu. Oraz na jego bosko­ści, bo WŁADZA od Boga pocho­dzi. Nikt się nawet nie zasta­nowi, że rzą­dem był Łyż­wiń­ski, Lep­per, Iko­no­wicz i paru­set innych nawie­dzo­nych igno­ran­tów, do któ­rych naród i MEDIA się MODLĄ.

    UKŁONY
    JM Fijor

  4. Tomek pisze:

    W dzi­siej­szym dzien­niku dorzu­cili do tego kolejny wątek. Dewe­lo­pe­rzy, któ­rzy, oce­nia się, do tej pory zara­biali jakieś 40% rocz­nie, nie­mi­ło­sier­nie win­du­jąc ceny (przy­kład: nie umó­wione 6 a 9 tys. za metr) teraz prze­stra­szyli się nad­cho­dzą­cej bessy i chcą aby podat­nicy wzięli na sie­bie ich ryzyko i zamor­ty­zo­wali im straty. No i nic dziw­nego, że „dziura budże­towa” to worek bez dna.

  5. Ewa z Wloch pisze:

    Czy moglby Pan wresz­cie wyja­snic jak to jest, ze rzad nie ma wla­snych pie­nie­dzy ? Suge­ruje Pan, ze rzad nie ma ani zlo­towki dopoki cze­gos komus nie odbie­rze i tego nie spie­niezy. Ale to nie­prawda ! Rzad rze­czy­wi­scie nie ma wla­snych pie­nie­dzy ale ma te pozy­czone, ktore udaje, ze sa pan­stwowe. Moze by tak dac wresz­cie rze­telna lek­cje eko­no­mii i wyja­wic skad rzad bie­rze cia­gle pozyczki i dla­czego to robi.Jakie jest uza­sad­nie­nie tego, ze rzad pozy­cza papier, pla­cac za niego jak za zloto — bo bank­noty pozy­czane z ban­kow zagra­nicz­nych sa bez zadnego pokry­cia ! Bank­noty rzad WINIEN, zgod­nie z kon­sty­tu­cja, SAM DRUKOWAC i to w ilo­sciach nie­zbed­nych do obslu­ze­nia calej gospo­darki. Zadnym wyj­sciem nie jest pry­wa­ty­za­cja ! Ona ozna­cza odda­nie w pry­watne rece — zwy­cza­jowo droga ogrom­nej i ukry­tej korup­cji — tego, co zbu­do­wala cala spo­lecz­nosc, no bo pan­stwowe to prze­ciez nasze, z NASZYCH podat­kow powstale ! Pro­buje nadal z Pana wyci­snac odpo­wiedz na pod­sta­wowe dla wszel­kich eko­no­micz­nych dys­ku­sji i regu­lar­nie prze­mil­czane pyta­nie: czyje sa pie­nia­dze kur­su­jace legal­nie w danym pan­stwie, powiedzmy w UE ? Czy­zby to bylo pyta­nie tak kar­ko­lomne, ze nie spo­sob na nie odpowiedziec ?

  6. jola pisze:

    jestem pod dużym wra­że­niem tematu jaki poruszyłeś.To jest cala prawda,a w swo­jej pro­sto­cie aż kole w oczy. dla­tego pro­po­nuję aby ten arty­kuł uka­zy­wał się wszę­dzie gdzie tylko moż­liwe tak aby każdy Polak wresz­cie uświa­do­mił sobie na czym polega eko­no­mika rządu.Gratuluję.

  7. Ewa pisze:

    Dzie­kuje p. Joli. Zde­cy­do­wa­nie kobiety widza sze­rzej i czuja wie­cej ! Temat znie­wo­le­nia mone­tar­nego Naoro­dow jest cen­zu­ro­wany we wszyst­kich pra­wie mediach, trzeba wiec liczyc na „poczte pan­to­flowa” i wra­zli­wosc oraz swia­do­mosc pod­da­nych, mam nadzieje stop­niowo zwiek­sza­jaca sie . Pozdra­wiam i pole­cam jedyna chyba w jez. pol­skim strone trak­tu­jaca temat naszego znie­wo­le­nia: http://www.demokracja-finansowa.pl

  8. Ewa z Wloch pisze:

    P. Fijor mowi, ze rzad nie ma wla­snych pie­nie­dzy, suge­ru­jac tym, ze rzad nie rza­dzi ! Rza­dzi od wieki wie­kow ten, co ma pie­nia­dze. Kto wiec rza­dzi rza­dem ??? Tyle czasu juz zadaje Panu to pod­sta­wowe i pro­ste pyta­nie, a Pan zamiast krotko i dobit­nie odpo­wie­dziec pisze arty­kuly, z kto­rych nic nie wynika, ktore sa niczym wie­cej jak prze­le­wa­niem z pustego w pro­zne …
    Ewa

  9. Wojciech Mokwiński pisze:

    Krótko, zwięźle i logi­czie. Nic dodać nic ująć. Wyjąt­kowo przej­rzy­sty i logiczny wywód. Wszy­scy powinni go przeczytać

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*