Kim jestem

Nazy­wam się Jan Maria Fijor, przy­sze­dłem na świat w Zako­pa­nem, mie­ście pięk­nym i przez mnie uko­cha­nym, 16 czerwca 1948 roku. Z pro­stej aryt­me­tyki widać, że należę do poko­le­nia stra­co­nego dla libe­ra­li­zmu, ale trzy­mam się dziel­nie. Pod Gie­won­tem ukoń­czy­łem szkołę powszechną i Liceum Ogól­no­kształ­cące im O. Bal­zera, po czym wstą­pi­łem na Uni­wer­sy­tet Jagiel­loń­ski, gdzie po pew­nych tru­dach w 1971 roku ukoń­czy­łem wydział matematyczno-fizyko-chemiczny, uzy­sku­jąc magi­ste­rium z che­mii kwantowej.

Przez kilka lat błą­ka­łem się po wydzia­łach filo­zo­fii UJ, a póź­niej Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego, mając nadzieję na dok­to­rat. Nic z tego nie wyszło. Moja wina. Pona­glany przez Peł­no­moc­nika ds. Zatrud­nia­nia Absol­wen­tów Szkół Wyż­szych pod­ją­łem pracę tech­no­loga w fabryce kosme­ty­ków INCO, gdzie zetkną­łem się po raz pierw­szy z zarzą­dza­niem i biz­nes­men w ogóle. Tam apli­ko­wa­łem na członka Sto­wa­rzy­sze­nia PAX, ale mnie nie przy­jęto na wnio­sek — zna­nego ogó­łowi — Romu­alda Sze­re­mie­tiewa, który dostrzegł we mnie wroga kla­so­wego i ideowego.

W 1974 roku oże­ni­łem się z Gra­żyną Beretą, „góralką nr 9″ z serialu „Jano­sik”. W 1980 roku uro­dziła nam się córka Halka (a, jakże!), a w 2003 roku wnu­sia, Kaja.

Po kur­sach uzu­peł­nia­ją­cych z dzie­dziny infor­ma­tyki, zosta­łem zatrud­niony (na krótko) w magi­stra­cie sto­łecz­nym, gdzie mia­łem słu­żyć jako doradca pre­zy­denta War­szawy ds. infor­ma­ty­za­cji. Słu­ży­łem krótko. Na prze­szko­dzie dal­szej kariery sta­nął sekre­tarz POP PZPR, któ­remu nie odpo­wia­dała moja postawa ide­owa. I wła­śnie wtedy, w poło­wie 1978 roku otrzy­ma­łem pro­po­zy­cję z redak­cji „Słowa Powszech­nego”, aby popro­wa­dzić coty­go­dniową rubrykę pt. „Porady che­mika”. To był mój debiut dzien­ni­kar­ski. Nabra­łem szli­fów w cza­sie Mun­dialu 1978 w Argen­ty­nie, dokąd wyje­cha­łem po 9 latach nie­ustan­nych odmów pasz­por­to­wych, jako spra­woz­dawca „Słowa” z pił­kar­skich Mistrzostw Świata.

W sta­nie wojen­nym zosta­łem z pracy usu­nięty, potem przy­jęty, potem znowu usu­nięty. Pisy­wa­łem jako free-lancer do: „Prze­glądu tech­nicz­nego”, „Kie­run­ków”, „Prze­glądu Spor­to­wego”, „Poli­tyki” i paru innych pism. Ponie­waż jed­nak mój cha­rak­ter był rów­nie trudny co czasy, w jakich przy­szło mi dzia­łać, musia­łem Pol­skę opu­ścić, nie licząc nawet, że kie­dy­kol­wiek do niej wrócę.

Spę­dzi­łem w Ame­ryce (USA i Mek­syk) pra­wie 17 lat. Sprzą­ta­łem biura, byłem bar­ma­nem, sprze­da­wa­łem okna, byłem pośred­ni­kiem w nie­ru­cho­mo­ściach, agen­tem ubez­pie­cze­nio­wym, a na koniec makle­rem w dużej fir­mie finan­so­wej Metlife Finan­cial Servi­ces. Pisa­łem też do prasy polo­nij­nej („Kurier chi­ca­gow­ski”) i kra­jo­wej („Naj­wyż­szy Czas!”), dzia­ła­łem w radio i tv, przez osiem lat wyda­wa­li­śmy z żoną mie­sięcz­nik „Kobieta”, jedyne pol­sko­ję­zyczne, kon­ser­wa­tywne pismo dla kobiet. Z niego powstało póź­niej wydaw­nic­two „Kobieta” (debiut: Rush Lim­baugh „Wła­ściwy porzą­dek rze­czy”) i wresz­cie Fijorr Publi­shing Company.

Uwiel­biam podróże, zwie­dzi­łem do tej pory (10 lipca 2009) 106 kra­jów, w tym tak egzo­tyczne, jak: Suri­nam, Fiji, Vanu­atu, Sal­wa­dor, Haiti czy Myan­mar. W samej Ame­ryce Łaciń­skiej, do nie­dawna moim ulu­bio­nym regio­nie, byłem przy­naj­mniej 60 razy. Myślę, że wresz­cie nale­ża­łoby zacząć te wspo­mnie­nia spisywać…

Po 17 latach wró­ci­łem do Pol­ski. Bar­dzo jestem z tego powodu dumny i szczę­śliwy. Ame­ryka to wspa­niała idea, bar­dzo mi tam było dobrze, ale tylko w Pol­sce, w Zako­pa­nem czuję się naprawdę u siebie.

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email